: 17 lipca 2013, 22:50
Strażnica nad Białą Rzeką, 14 dzień Ostatnich Siewów
Pokonawszy wąskie przejście mogące stać się w niedogodnym momencie doskonałą zaporą dla obrońców, Llorvas wypadł wprost na parę następnych górskich rabusiów. Szkarłatne oczy dunmera rozszerzyły się raptownie na ich widok. Nosząca nabitą mosiężnymi guzami skórznię kobieta miała znajomą dla elfa ciemną skórę dowodzącą powinowactwa z Hasturem, w dłoni zaś dzierżyła miecz.
Lecz uwagę Llorvasa przykuł przede wszystkim biegnący przodem bladoskóry mężczyzna o nagim torsie, noszący starannie przystrzyżoną kozią bródkę. Jego rozrzucone na boki dłonie pulsowały złowieszczą poświatą, doskonale elfom znaną i wieszczącą rozpoczęte już w myślach splatanie zaklęć.
Dunmer potrafił rozsądnie szacować swe czarodziejskie talenta i nie uważał się bynajmniej za biegłego w mistycznych arkanach, ale posiadał dość wiedzy książkowej, by odgadnąć z miejsca naturę owych zaklęć. O ile niebieska poświata wyzierająca zza palców lewej dłoni mężczyzny świadczyła o przygotowywanej do rzucenia magicznej tarczy, o tyle bardziej fioletowy blask w prawicy wieścił rychłe doświadczenie na własnej skórze energetycznego wyładowania zdolnego zwęglać w ułamku chwili skórę czy mięśnie!

Pokonawszy wąskie przejście mogące stać się w niedogodnym momencie doskonałą zaporą dla obrońców, Llorvas wypadł wprost na parę następnych górskich rabusiów. Szkarłatne oczy dunmera rozszerzyły się raptownie na ich widok. Nosząca nabitą mosiężnymi guzami skórznię kobieta miała znajomą dla elfa ciemną skórę dowodzącą powinowactwa z Hasturem, w dłoni zaś dzierżyła miecz.
Lecz uwagę Llorvasa przykuł przede wszystkim biegnący przodem bladoskóry mężczyzna o nagim torsie, noszący starannie przystrzyżoną kozią bródkę. Jego rozrzucone na boki dłonie pulsowały złowieszczą poświatą, doskonale elfom znaną i wieszczącą rozpoczęte już w myślach splatanie zaklęć.
Dunmer potrafił rozsądnie szacować swe czarodziejskie talenta i nie uważał się bynajmniej za biegłego w mistycznych arkanach, ale posiadał dość wiedzy książkowej, by odgadnąć z miejsca naturę owych zaklęć. O ile niebieska poświata wyzierająca zza palców lewej dłoni mężczyzny świadczyła o przygotowywanej do rzucenia magicznej tarczy, o tyle bardziej fioletowy blask w prawicy wieścił rychłe doświadczenie na własnej skórze energetycznego wyładowania zdolnego zwęglać w ułamku chwili skórę czy mięśnie!

Tym razem bardziej wymagający przeciwnik! Półnagi mężczyzna jest czarownikiem i zaczął już splatanie zaklęć! Oczywiście Redgardki też bym nie lekceważył. Jeśli o bieżący rys taktyczny idzie, przez szczelinę przedostali się na razie Llorvas i Sivariael, hersirowie właśnie zaczynają się przez nią przeciskać!