Fort Szarej Przystani, 14 dzień Ostatnich Siewów
Irileth prychnęła cicho, w sposób pozbawiony ironii i złośliwości. Jej zwężone szkarłatne oczy skrzyżowały spojrzenie z oblizującym paszczękę jaszczurem.
- W niczym nie mogę wam pomóc - wzruszyła ramionami hersirka - Jedyni władający magią ludzie jarla, prócz was samych, znajdują się w Grani. Mogę was posłać do świątyni Kinaret albo kapłanów Arkaya, wszyscy oni władają uzdrowicielskimi zaklęciami. Jest też Farendal na dworze, równie odległy z tego miejsca, co kapłani.
- A po co wam oni? - wtrącił stojący obok Skarsi, pozwalając wkraść się w swój ton nucie szczerej ciekawości - Przecie wy sami czarownicy niepospolici, sam widziałem. Nie możecie się uleczyć?
- Magia to coś, czym nie powinno się szastać - oznajmił wspinający się po schodkach podwyższenia Neviers. Breton przemierzył dziedziniec fortu w towarzystwie Hastura, pozostawiając drzemiącego w promieniach słońca Barr'teha na belkach pomostu ogrodzenia.
- Nie mnie w tej kwestii doradzać - wzruszyła ramionami Irileth - Jam jest w mieczu biegła, nie w czarach. Tak czy owak, dobrze się sprawiliście, nikt wam tego nie odmówi. Zwycięstwo mogło nam przyjść znacznie droższym kosztem.
Wojowniczka uniosła głowę w górę spoglądając na zatkniętą wysoko na baszcie chorągiew Białej Grani.
- Kiedy wieści się rozejdą, w Grani zawrze - powiedziała z pewną nutą dumy w głosie - Nie myślcie sobie, ze górscy rabusie nie mają w grodzie swych oczu i uszu. Mają ich tam wiele, bo niektórzy z nich tam mieszkają, wilki w owczych skórach. Inni mają w mieście i na farmach swoich krewniaków, kochanice i dzieci. Wieść o zajęciu Szarej Przystani głęboko nimi wstrząśnie.
- Służba Białej Grani jest dla nas zaszczytem, pani - odpowiedział z lekkim ukłonem Neviers, śmiertelnie poważnie i bez cienia ironii w głosie.
- Rozmawiałam ze Skarsim i Ahraveenem o tych tutaj - Irileth ponownie trąciła butem jednego z martwych mężczyzn rozciągniętych przy jej nogach - To dwaj łowcy mamutów, poznać to od razu po ich naszyjnikach i bransoletach. Najpewniej z obozowiska na Wysokich Wrzosowiskach.
- Więźniowie rzezimieszków? - zapytał Neviers kucając przy zwłokach i przyglądając się im uważnie.
- Nie, walczyli do końca z bronią w rękach - zaprzeczył Skarsi - Kumotrzy tych tutaj, znajomkowie i pomagierzy.
- Potrzeba mi kilku ochotników, którzy pójdą do tego obozowiska - ciągnęła dalej Irileth - Może ci tutaj są od nich, a może nie, z gęby się tego nie wyczyta. Jeśli tak, nie wolno pozwolić, by czmychnęli, kara nie winna i ich ominąć.
- Co mussimy uccynić, pani? - zapytał argonianin.
- Weźmiecie w łyki i sprowadzicie do grodu - zdecydowała Irileth - Na dworze się nimi zajmą, rządca rozsądzi w imieniu jarla, czy są winni, z pomocą naszych kapłanów.
Mogę założyć, że Baar'teh też się dołączy czy raczej będzie grymasił, że "łapki bolą"?
