Bazookh parsknął tylko, przewidując prawidłowo przebieg zdarzeń. Pergamin zainteresował go ,ale na krótko. Spodziewał się, że rozpozna narysowaną na nim twarz....
- jak "obserwujesz", jak dopiero tu przylazłem? Alchemikiem jestem, słuchy chodzą, że jakowyś wysoko postawiony oficer miał rzadkie zwierzę, którego zgon do apopleksji przywiódł. Jako, że niełatwo takie odczynniki otrzymać i spreparować, tedy przybyłem podpytać czy zwłok nie chciecie odstąpić? - Zwierza, nie oficera - zapewnił szybko, widząc zniesmaczoną minę dowódcy patrolu - On już i tak nikomu niepotrzebny, a ja docenię możliwości i gest dobroci. Co pan powie , panie orku?
: 23 maja 2014, 15:33
autor: deliad
Przeklęta Szczelina, południe, 2 dnia bakis-ranu
Po dotarciu na cmentarz grupa strażników została przywitana okrzykami radości i wiwatami. Na powitanie Balina i Urgrima wyszedł lekko utykając Arachel.
Balin ledwo co poznał cmentarz. Niby nic się nie zmieniło, ale mrowie kwitnących bujnie kwiatów, brzęczenie pszczoły i emanujący z obliczy posągów spokój zmienił to miejsce nie do poznania.
- Więc taką karocę załatwiliście rannemu koledze? - zażartował Arachel widząc stary wóz uginający się od sterty trupów. - To Mroczni z zasadzki i zamordowani w nocy pielgrzymi. Wampir nie próżnował - powiedział Urgrim wskazując ładunek - wieziemy ich do jakieś jamy, z której nie wylezą choćby się przeobrazili.
- Nie godzi się tak traktować zwłok. Wszak pielgrzymi to pewnie zwykli, prości, dobrzy ludzie - zasmucił się Arachel.
- Tak, rozumiem cię całkowicie. Lecz sam widziałeś co się działo uprzedniej nocy. Nie ma co ryzykować - odpowiedział rycerz.
- Czeka was jeszcze jeden kurs, grabarz pozbierał porąbanych ożywieńców i powstała spora sterta. Widziałem rany, masz sporą krzepę - pochwalił paladyn.
Tymczasem na koźle wozu usiadł młodszy syn grabarza i poczekawszy na Balina i Urgrima ruszył wąską drogą na zachód.
Teren stał się jeszcze bardziej górzysty, a konie spieniły się od wysiłku. Po czwartym wzgórzu oczom Balina ukazał się pęknięty na pół pagórek. Z tego pęknięcia ziała szczelina opadająca wgłąb ziemi.
Podjechawszy do jej krawędzi reptilion zaczął ściągą trupy i ciskać je w czeluść szczeliny.
Krasnolud podszedł bliżej i lekko się wychylając spojrzał w dół. Dno szczeliny niknęło między zazębiającymi się na różnych wysokościach występami skalnymi jakieś sześć metrów od krawędzi. Balin skrzywił nos czując wionący z dołu okropny smród jakiego dotąd nie doświadczył.
- I niby mamy tam zejść? - zapytał Urgrim, patrząc jak ciało zombiego zrzucone przez reptiliona, leci z coraz większą prędkością, po czym uderza w występ skalny z stacza się po kolejnych, lądując na dnie z pluskiem.
- Teraz wiem po co ten jaszczur zabierał ten wielki zwój liny. Nie chciałbym urazić twoich uczuć religijnych, rasowych i kulturowych, ale czy warto tam włazić dla rozgrzeszenia jednego, nieznanego nam krasnoluda.
Balin nie wyznał prawdziwego powodu Urgrimowi, bo tamten mógłby odmówić pomocy przy bezczeszczeni zwłok dla kawałka skóry więc jedynie przytakną.
: 23 maja 2014, 16:12
autor: deliad
Wroombo, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu,
Osioł Huskuna szybko przebierał małymi kopytami, aby nie pozostać w tyle za dużymi końmi Gusłka i Orofara. Wredne zwierze, gdy tylko czuło, osłabienie koncentracji jeźdźca zaczynało jak gdyby nic zwalniać. Dlatego goblin musiał nieustannie kontrolować tępo, podkreślając swoją stanowczość piętom.
Gdy tylko skontrolowano miejsce pułapki, powrócono na główny trakt prowadzący wzdłuż brzegu Senil do Boro-kiru.
Trakt był dobrze utrzymany i dość ruchliwy. Do miasta zmierzały grupki pielgrzymów oraz zanęconi świętem kupcy, żebracy i inne męty. Po rzece z prądem i pod prąd płynęły barki, łodzie a nawet tratwy.
Po około trzech godzinach rzeka przemieniła się w ogromne jezioro nazwane przez okoliczną ludność dość mało oryginalnie, choć zgodnie z prawdą, jeziorem Wielkim.
W owego jeziora korzystali liczni podróżni pijąc wodę, pojąc zwierzęta oraz chłodząc się, bo upał mocno doskwierał.
Po kolejnej godzinie po drugiej stronie jeziora na porośniętych niewysoką trawą wzgórzach ukazały się domostwa. Jedno ze wzgórz posiadało okrągłe drzwi i okna.
- To Wroombo - powiedział Orofar - osada krasnoludów i hobbitów. Tam za tym wzgórzem znajduje się kopalnia soli, a .... Co tu się dzieje? - paladyn urwał wpół słowa.
Za zakrętem drogi ukazał się oczom Nieulękłych spory tłumek wzburzonych i wymachujących lagami ludzi (i nieludzli). Tłumkiem przewodził brodaty starzec wykrzykując coś i wskazując powykrzywiany reumatyzmem paluchem stojący na szczycie wzgórza pękaty wiatrak z mozolnie kręcącymi się łopatami.
- Herezja! - wrzeszczał staruch - to coś kradnie oddech Sharami! Jakim prawem krasnoludy wyzyskują naszą boginię i to w przed dzień najważniejszego święta. A co jeżeli małe puchate czerwone węże nie wzbiją się w powietrze, bo krasnoludy ukradły ich matce święte tchnienie!
: 23 maja 2014, 22:50
autor: Keth
Wroombo, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu
Zaintrygowany widokiem rozwrzeszczanej zgrai, Huskun wstrzymał swego osiołka i jął przypatrywać się gromadzie krzykaczy w cichej nadziei na jakieś ucieszne widowisko. Przeczucie podpowiadało mu, że przy odrobinie szczęścia ktoś niebawem zacznie kogoś innego lać, a takiego rodzaju przepychanki niezmiennie goblina śmieszyły - o ile rzecz jasna nie znajdował się w ich epicentrum.
Tu jednak wszystko wskazywało na to, że krzykacze mieli zamiar turbować posiadaczy niedalekiego młyna, nie zaś przypadkowych podróżników.
Huskun na razie tylko obserwuje rozwój wydarzeń...
: 25 maja 2014, 11:24
autor: 8art
Barthurowa gęba rozdziawiona była bardzo i pewnoe gdyby mogła to uderzyła by o podłoge i oddtoczyła się jeszcze z kilka łokci:
- Olaboga... Tanie Akronionie... Ale żeście machina wyrychtowali! Krucafuks! Godom Wam, że to cud jak Ostrogar na śledziowej diecie! Niezmierniem rad takie cudo gałami oglundoć!
Barthur dokładnie zapamiętał jak księżyc okrążał Ariannę:
- Nawet nie wiecie jako bardzo żeście mnie pomogli... Byde Waszym dłużnikiem. - Barthur nagle spochmurniał i przybrał dużo poważniejszy ton, znacznie się różniący od jowialnego normalnie głosu olbrzyma: - Frapuje mnie ino żech się machina na morglickiej fazie zatrzymuje. Zły to znok godom Wom, a Bóg Czaszka w mieście bruździ. Mom ja jeszczo prośba mała. Jakby kto pytoł jeszcze o Eona, tanie Fubarionie, rzeknijta jakie bzdury z palca wyssane, a Nieulękłym dojcie znać.
Wątek techniczny
Wracam dyskretnie do karczmy, pomny, że nad Barthurową głową ciemne katanickie chmury się zebrały.
: 25 maja 2014, 12:21
autor: Araven
Balin stara się możliwie dyskretnie wyciąć fragment skóry z jakiegoś martwego krasnoluda.
Wizja astrologii orchiańskiej oryginalna i ciekawa. Podoba mi się.
: 25 maja 2014, 12:42
autor: deliad
Spoiler!
Wśród zombi, które zginęły ubiegłej nocy nie był krasnoluda. Dobra widomość to, że Balin pamięta, że jeden ze strażników cmentarza mówił, że poraniło go z zaskoczenia właśnie krasnoludzkie zombi. Ponadto zarzekał się, że udało mu się to tylko dlatego, że było tak świeże, że wziął je za żywego krasnoluda. To oznacza, że skóra będzie dobrej jakości.
Zła wiadomości to taka, że ciało zombi krasnoluda trafiło już Przeklętej Szczeliny, czyli takiego zsypu na materiał biologiczny szczególnego ryzyka. Szczelina ma pewnie z dziesięć metrów głębokości.
Teraz najważniejsza kwestia. Linę macie. Tylko kto zejdzie na dół? Balin? Urgrim? Czy może razem? Wspinaczka może być niebezpieczna, szczególnie w zbroi. Czy Balin ją ściągnie? Na dole może być niebezpiecznie, tym bardziej bez zbroi...
Więc muszę wiedzieć czy schodzicie czy może sobie odpuszczacie i szukacie skóry gdzieś indziej.
: 25 maja 2014, 13:34
autor: Araven
Słuchaj Urgrimie, wiem, że to brzmi dziwnie, ale muszę zejść do tego dołu z trupami, opuszczę się na linie.
Ty będziesz mnie ubezpieczał z góry, muszę znaleźć ciało pewnego krasnoluda. To ważne dla naszej dalszej walki z martwiakami.
Zejdę bez zbroi, może Gotam Gor mnie ochroni. Obserwuj z góry dół i daj mi znać jak coś wypatrzysz. Szukamy ciał krasnoluda.
Po dotarciu do dołu z trupami, rozejrzymy się, staram się zlokalizować zwłoki krasnoluda zombie, nim się opuszczę w dół, jeśli się nie uda ich wypatrzeć, opuszczam się na dół bez zbroi.
Na dole spróbuję znaleźć ciało i wyciąć kawałek skóry, pobłogosławię toporki i na dół.
W razie problemów rzucę niewidzialność dla umarłych, lub niszczenie martwiaka, się zobaczy.
: 25 maja 2014, 14:09
autor: deliad
Spoiler!
Wracając do sprawy niewidzialności. Czar niewidzialność po jego rzuceniu obejmie działaniem przedmiot/osobę o rozmiarach 2 sześcienne/ 5 POZ. Czyli gnom zmieści się, choćby z drabiną i kilkoma workami agawy . Natomiast w trakcie działania czaru załóżmy, że zniknie jedynie przedmiot, który zmieści się w dłoni Drayaharusa.
: 25 maja 2014, 22:43
autor: Dobro
Spoiler!
Ok, chciałbym się upewnić, że dobrze zrozumiałem. Łuska Czerwonego Węża to właśnie liść z tego drzewka z wyspy. Mogę go zdobyć, jak drzewo kwitnie; a właśnie teraz jest jego czas. I rozkwit polega na tym, że "strzela" zarodkami, które pod wpływem temperatury z płonącej galery zamieniają się w liście? Czyli: można wydziubać te nasiona, uciec z nimi i w domowych warunkach je podgrzać, żeby uzyskać ten sam efekt?
: 26 maja 2014, 05:23
autor: deliad
Spoiler!
Nie do końca. To drzewo pokryte jest połyskującą korą w kształcie łusek. Fragment takiej kory nazywa się łuską czerwonego węża. Nasiona przypominają kwitnące mniszki, a moment ich "startu" w przestworza jest świętowany. To właśnie wtedy podpalają galerę, żeby ciepłe powietrze ułatwiło ciężkim nasionom wzbicie się w powietrze. Pod wpływem temperatury strzelają z pnia łuski a czciciele starają się je złapać.
Tak naprawdę łuskę można wyciąć z pnia w dowolnym momencie nie czekając na święto.
: 26 maja 2014, 18:56
autor: Dobro
Świetnie! To robię tak: pozbywam się całego ekwipunku oprócz mojego nożyka, sakiewki i amuletu (ukrywam sprzęt w bezpiecznym miejscu lub odnoszę do Rezolutnego), następnie znów wracam w okolicę wyspy: w miejscu, gdzie nikt mnie nie zobaczy, rzucam na siebie czar Niewidzialność (heh mój ulubiony czar ostatnio) i powoli płynę do drzewa, by nie rozproszyć czaru. Oczywiście zakładam, że Drayaharus umie pływać... Gdy już dopłynę do 'świętego' drzewka, obchodzę go z drugiej strony, odcinam nożykiem ze trzy Łuski Czerwonego Węża (korę), chowam je za pazuchę do sakiewki i wracam do Rezolutnego, trzymając sakiewkę z łuskami jak najdalej od wody (może być w zębach), najlepiej nie rozpraszając czaru po drodze.
Jeżeli nie umiem pływać - albo jest duże ryzyko utonięcia - wymyślę inny plan...
: 27 maja 2014, 15:25
autor: deliad
Przed garnizonem orków, południem, 2 dnia bakis-ranu
Bazookh bez trudu rozpoznał na szkicu twarz z krzywym nosem należącą do Balina.
- To chyba nie on. Tamten miał ciemniejszą brodę - powiedział w orklashu jeden z orków, - Dam ci dobrą radę krasnoludzie - powiedział robiąc groźną minę ork z rysopisem - Zapomnij o jaszczurze. Nie kręć się tu i nie interesuj garnizonem, bo może ci to nie wyjść na dobra.
Bazookh postanowił nie naciskać orkom na odcisk i ruszył w drogę powrotną. Po kilku przecznicach jego czujność popłaciła i zorientował się, że śledzi go jeden z otków spotkanych przy garnizonie.
: 27 maja 2014, 20:16
autor: deliad
Przeklęta Szczelina, wczesne popołudnie 2 dnia bakis-ranu
Balin stał nad pęknięciem w skalnym gruncie machając rękoma i tupiąc nogami. Starał się rozruszać kończyny, bo mimo, że jego zbroja była świetnie dopasowana, to jednak po dłuższym jej noszeniu odczuwał drętwość w członkach.
Teraz jednak zbroja leżała ułożona na skrawku wozu, a krasnolud pozbawiony jej ciężaru czuł się niepewnie i nieswojo.
Tymczasem Urgrim sprawdzał uprząż jaką obwiązał Balina oraz owinął linę wkuł drzewa i kopniakami wydrążył dołki w których miał zamiar zaprzeć nogi.
Balin przywiązał do pleców swoje pobłogosławione toporki i już miał zacząć zsuwać się w przepaść gdy zobaczył coś całkowicie zaskakującego.
Syn grabarza zrzucił już prawie cały ładunek z wozu, na którego samym dnie leżał martwy jaszczur. Był to Lemeon Garduga.
: 27 maja 2014, 20:49
autor: Denver
Bazookh uznaje, że ktoś jednak chce pohandlować. Wybiera dogodne miejsce i przyczaja się na "ogon". Broń Secie, aby dorpowadzać go do karczmy.