Strona 124 z 170

: 28 maja 2014, 15:16
autor: 8art
Wątek techniczny

Ciekawe czy lemeon ma ogon?

: 28 maja 2014, 15:43
autor: deliad
Wroombo, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu

Paladyn dźgnął ostrogami boki konia i tuszył na tłumek pielgrzymów.

- Starcze! Twoje wrzaski przerwały mi w pół słowa zacną historię. Lepiej żebyś miał dobre wyjaśnienie.


Zmieszani i przestraszeni taką postawą, bądź co bądź szlachcica w pełnej zbroi na rączym rumaku, grupka pielgrzymów zbiła się w grupkę, odstępując nieco od starca.
Starzec widać też nie cieszył się na takie spotkanie, bo zaczął ruszać żuchwą pozbawioną zębów jakby coś przeżuwał.
- Hobbici kradną wiatr - wypalił w końcu.

- Co? Czyś ty zdurniał starcze. Słoneczko za mocno przygrzało w głowę.Idź stąd, bo jak nie to ten zacny goblin tak cię złoi, że jeno będzie się kurzyło
- krzyknął zirytowany Orofar - ludzi podburzasz, a to karalne jest. Precz stąd!

- Ale to herezja
- zaszlochał staruch widząc szczerzące się kiełki Huskuna - przecia tak nie można. Poskarżę się kapłanom z Rotgan-kir.
-Paszoł won chmyzie! - nie wytrzymał Gusłek, choć zazwyczaj był spokojnej natury, jednak słońce w dość znaczny sposób mu doskwierało i wolał już jechać dalej w cieniu drzew - durnowabtwa takie gadasz, że aż boli słuchać. Ja jestem kapłanem i w żadnej mierze mi te tam urządzenie nie przeszkadza. Kradnie wiatr! Dobre sobie. Idź jeszcze powiedzieć rybakom żeby żagle zwinęli oraz kowalom miechy pozabieraj. Precz!

Ostro zgonienie przez Nieulękłych sharamici bez zbędnej zwłoki rtuszyli w dalszą podróż, a staruch pomknął za nimi.

Nieulękli ruszyli w dalszą podróż.
- To na czym to ja skończyłem? Na kopalni soli? Właśnie miałem mówić, że jest własnością rodziny waszego znajomego tana Balina. Wiedzieliście?

: 28 maja 2014, 20:54
autor: Keth
Weoombo, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu

Ubawiony co niemiara Huskun obejrzał się przez ramię z wysokości oślego grzbietu, rechocząc przez długi czas na wspomnienie skonfundowanych min sharamickich pielgrzymów i ich rejteradą na dźwięk gróźb paladyna. Jeszcze kilka miesięcy temu gobliński zaklinacz nie odważyłby się zbliżyć w zbyt małym gronie ziomków uczęszczanego przez cywilizowane istoty gościńca, a teraz proszę - świątynny rycerz cywilizowanego bóstwa powoływał się na jego czarodziejski talent i niebagatelne moce dla wywarcia stosownego wrażenia na grupie rozzłoszczonych wędrowców.

- Że niby rodzina Balina posiada kopalnię soli? - do zaklinacza znaczenie pytania Orofara dotarło dopiero po dłuższej chwili, ale z miejscu wzbudziło w Huskunie zrozumiałą ekscytację - Znaczy się, że są bardzo majętni? Nie wiedzieliśmy, a szkoda. Gdybyśmy wiedzieli, pewnikiem byśmy skorzystali z pieniężnego wsparcia w czarnej godzinie.
Proszę proszę, Huskun musiał pożyczać na prawo i lewo oszczędności całego swego życia, by opłacić kompanom szkolenia na POZ, a tymczasem rodzina Balina to miejscowi oligarchowie!

: 29 maja 2014, 09:00
autor: deliad
Ciemny w miarę pusty zaułek, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu


Bazookh przeszedł jeszcze kilka przecznic zatrzymując się to tu to tam, przy różnych kramach i sklepach. Ork ewidentnie podążał za nim, jednak nie podchodził za blisko, trzymając się przynajmniej pięćdziesiąt kroków z tyłu.
W końcu krasnolud postanowił doprowadzić do konfrontacji, w miejscu gdzie jest w miarę spokojnie, a jednocześnie dość dyskretnie.
Po kilku minutach dostrzegł niewielki zaułek w którym drzemało kilku pielgrzymów. Biedni ludzie bali się spać w nocy z względu na ataki potwora i teraz odsypiali. Trójki śpiących pilnował siedzący i również drzemiący półolbrzym.
Bazook wskoczył w zaułek i skrył się za dużą ozdobną rynną. Nie czekał długo, bo już po minucie do zaułka wszedł szybkim krokiem ork. Po chwili spostrzegł krasnoluda i zaczął bez ogródek.

- Jeżeli chcesz wiedzieć gdzie jest padły jaszczur musisz zapłacić jedną złotą monetę.

: 29 maja 2014, 10:00
autor: Denver
Bazookh wysupłuje z mieszka jedną sztukę i daje bez namysłu orkowi.

: 29 maja 2014, 12:26
autor: Araven
Urgrimie pilnuj tego jaszczura, niech tu zostanie nim ja nie wrócę z wyprawy na dół.
A ty zacny synu grabarza nie waż się zrzucać owego stwora w dół jasne? muszę go zbadać. Mamy przez niego nieliche kłopoty.

: 29 maja 2014, 12:47
autor: deliad
Ciemny w miarę pusty zaułek, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu

Gdy ork zwinnie uchwycił złotą monetę i pchał ją do gęby aby sprawdzić jej wartość, na niebie pojawiła się jasna wielokrotnie rozgałęziona błyskawica. Jej pojawienia było tak niespodziewane, a jej ogrom tak imponująco przerażający, że ork niemal połknął testowaną monetę. Po kilku uderzeniach serca ciszę spokojnego dnia przeciął ogłuszający grzmot, a Bazookhowi wydało się, że stojące obok domostwo zadrżało w posadach.
- Na Katana co to było - sapnął ork i zaczął wracać w stronę garnizonu.

- Hej !- Bazookh osadził go stanowczym głosem w miejscu - miałeś mi coś powiedzieć.
Ork rzucił przez ramie - Jaszczur trafił do Przeklętej szczeliny z porannych transportem trupów. Tamoj go szukaj- i zaśmiał się jak z dobrego kawału.

: 29 maja 2014, 12:57
autor: Denver
mam nadzieję na cudowny zbieg okoliczności....

: 29 maja 2014, 13:19
autor: deliad
Przeklęta Szczelina, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu

Syn grabarza posłusznie odłożył truchło lemeona obok sterty pozostałych trupów i przyglądał się jak Balin powoli i ostrożnie zsuwa się po zboczu asekurowany na linie przez Urgrima. Rycerz, z lekko poczerwieniałą twarzą, popuszczał płynnie linę, którą dla bezpieczeństwa owinął wokół drzewa.
Balin wyszukiwał szczalin i załomów szukając oparcia dla stóp i uchwytów dla rąk. Przeszło dwanaście lat już się nie wspinał. Ostatni raz robił to w kopalni soli wuja, zanim jeszcze trafił na nowicjat do świątyni Gotam-gora. Szło mu dość opornie, ale z minuty na minutę przypominał sobie jak to się robiło.

Gdy był w połowie ściany poraził go nagły błysk. Przerażony przylgnął do ściany szukając przyczyny owego błysku, gdy przez szczelinę przetoczył się ogłuszający grzmot spotęgowany echem skalnych ścian.

- Wszystko w porządku Balinie? - usłyszał zaniepokojony głos Urgrima.
- Tak. Nic mi nie jest - odkrzyknął krasnolud - co to było?
- Chyba idzie burza, chodź nie widać chmur - zawołał Urgrim.

Balin zaczną schodzić dalej. Po dłuższej chwili dotarł do miejsca gdzie wystawała mocno pochyła półka skalna. Balin przystanął na niej dając odpocząć dłoniom.
Dalsza wspinaczka miała być utrudniona, bo kapłan musiał spuścić się z półki i zawisnąć w powietrzu na samej linie. Ostrzegł o tym Urgrima po czym opuścił się w przepaść.

Natrafił na trzy takie występy skalne, które zazębiały się w zwężającej się przepaści Zasłaniając słońce i tworząc półmrok.

Mimo, że Balin był dość odporny na wszelakie nieprzyjemne zapachy, odór jaki bił z dna szczeliny zaczynał wzbudzać w nim nudności i ucisk w brzuchu zwiastujący wymioty. Jakby tego było mało, od tych wyziewów zaczynał kręcić mu się w głowie.
Dlatego też Balin z radością powitał dno. Radość jednak była krótka, gdy pod kożuchem pyłu i brudu rozpoznał wodę. Z niechęcią zanurzył się w niej. Cuchnącej brei miał po pas, a wszędzie pływały szczątki ludzi i zwierząt. Krążyły roje much i innych owadów.

Dno szczeliny miało szerokość nie większą niż cztery metry, a trupy były wszędzie. Pływały, zalegały na dnie i wypełniały szczelin skalne.
Wtem coś się poruszyło, a krasnoludzkie wzrok pozwolił Balinowi wypatrzyć w zagłębieniu skały skołtunioną głowę o paszczy rojącej się od ostrych i wychrzanionych zębów.
- Na Gotam-gora toż to ghoul - szepnął kapłan szukając swojego wisiora z symbolem krasnoludzkiego boga.

: 29 maja 2014, 15:15
autor: deliad
Zakazana wyspa, wczesne popołudnie, 2 dnia bakis-ranu

Drayaharus dryfował siedząc okrakiem na dużej owalnej desce. Początkowo nieco wiosłował rękoma, ale szybko się zmęczył. Nie widząc zbyt wielkiej potrzeby pośpiechu zaprzestał tym zabiegom i położył się na plecach balansując ciałem. Prąd uchodzących z rzeki wód i tak spychał go w dobrym kierunku, czyli prosto na środek spokojnej zatoki.

Gnom prawie zdrzemnął się z nudów, gdy chlupot niewielkich fal o skalisty brzeg wyspy przywrócił go do rzeczywistości.

Wiosłując rękoma podpłynął do brzegu i powoli zszedł na ląd. Gdy tylko jego stopa dotknęła ziemi na niebie rozbłysła ogromna, wielokrotnie rozgałęziająca się błyskawica. Grzmot który dotarł do jego uszu niemal go wywrócił.

Nie dalej niż dwadzieścia kroków od niego znajdował się Czerwony Wąż. Dziwne to było drzewo. Jego korzenie pełzały po skałach szukając szczelin w których mogłyby zakotwiczyć roślinę, po czym zbierały się w pień, który obwijał się spiralnie wokół kamiennej kolumny zwiększonej głową rogatej żmii. Od pnia odchodziły tylko dwa konary rozchodząc się na boki i rozgałęziając tworząc coś na kształt skrzydeł. Pośród małych zielonych listków spoczywały kwiaty przypominające mniszka lekarskiego. Wiele z nich był w stadium puchatych kul zbudowanych z parasolowatych nasionek.
Trzeba było kapłanom Sharami przyznać, że owe drzewo rzeczywiście przypominało węża, a dokładając do tego białe puchate niczym skrzydła gałęzie oraz głowę kolumny to wypisz wymaluj mitycznego latającego węża. Gnoma jednak bardziej interesowała kora drzewa zbudowana z czerwonych łuskowatych tworów pokrytych połyskującą warstwą soli morskiej.

Drayaharus przystanął skonfundowany tak niekorzystnym omenem jakim była błyskawica i dostrzegł jak z niewielkiej kamiennej chaty wychodzi półnagi elf z wymalowanymi na skórze tajemniczymi znakami. Widać i jego zainteresowała błyskawica, bo zaczął przyglądać się niebu.

: 29 maja 2014, 15:31
autor: deliad
Rezolutny Goblin, popołudnie, 2 dnia bakis-ranu


Astrolog zapewnił Barthura, że nikomu nie wyjawi informacji o Eonie, a tym bardziej o swojej maszynie. Napomniał także półolbrzyma o konieczności zachowania szczególnej dyskrecji.

Barthur powędrował do karczmy kryjąc się gdy tylko zobaczył straże, albo orka w mundurze. Starał się także uważać na agentów Mrocznych. Powoli atmosfera ciągłego zagrożenia dawała mu się we znaki. Jakby tego było mało był cały obolały po nocnej walce i niewyspany. Dlatego gdy tylko przekazał alchemikowi informacje o Eonie zabrał się raźno do szykowania na polowanie.
Tego właśnie potrzebował, przyjemnej rozrywki na łonie natury. Spakował plecak zabierając jedzenie i picie, wnyki i inne rzeczy które uznał za potrzebne.

Gdy już szedł w stronę portu natknął się na Bazookha. Ucieszyło go to spotkanie, bo Mordil nie chciał iść na polowanie wykręcając się koniecznością pilnowania Hirmina Arusa, a w grupie to zawsze bezpieczniej.
- Idę zapolować na lemeona. Idziesz ze mną? - zapytał krasnoluda.

: 29 maja 2014, 16:54
autor: Araven
Chwytając za wisior z symbolem Gotam Gora, jaki Balin miał na szyi, kapłan rozpoczął inkantacje mające na celu zniszczenie ghoula.
Jak to zawiedzie sięgnę po toporki.

: 29 maja 2014, 18:01
autor: Dobro
Wykonuję tą akcję licząc, że dalej mam na sobie Niewidzialność.
Drayaharus nieśpiesznie zaczął się skradać za plecami elfa tak, by ten go w żaden sposób nie mógł zauważyć czy wyczuć; dlatego postanowił iść po najszerszym łuku, na jaki mógł sobie pozwolić.

Pianie, mam nadzieję, że to ty przywaliłeś tym piorunem, chcąc przybić piątkę swemu gorliwemu wyznawcy! O Pianie, jeno zdobędę te trzy Łuski i już czym prędzej oddam ci należne pokłony...
Czyli kontynuuje pierwotny plan. Zaczekam tylko, aż elf się schowa albo nie będzie się patrzeć na drzewo, bym mógł je obdziubać z 3-4 kawałków kory.

: 30 maja 2014, 23:16
autor: 8art
Wątek techniczny

Jeśli Bazookh wygada się, że lemeonowe truchło jest przy szczelinie Barthur, jak tylko dyskretnie ulotni się z grodu, popędzi tam czym prędzej.

: 31 maja 2014, 12:38
autor: deliad
W dziczy, popołudnie, 2 dnia bakis-ranu

Wyschnięty na wiór trakt pylił przy każdy stąpnięciu kopyt, dlatego Gusłek już z daleka ujrzał jadącego galopem w stronę Rotga-kiru gońca. Ten jedynie zadał w róg, aby mu zejść z drogi po czym minął ich i zniknął z zakrętem.

Gusłek sam nie wiedział zbytnio co o tym sądzić, ale intuicja podpowiadała mu, że goniec niesie złe wieści, a nie dobre. Większość rzeczy jaka działa się w Rotgan-kir bez udziału Nieulękłych była zła.

- No nareszcie
-powiedział uradowany Orofar, który mimo, że wziął lżejszą zbroję musiał cierpieć potężne katusze od upału. Gorąc jeszcze się powiększył, gdy pozostawili za sobą jezioro Wielkie i nie mogli już liczyć na ożywcze powiewy od jego strony.

- Widzicie ten most - paladyn wskazał niewielki kamienny most - za nim musimy zakręcić w lewo i podążać w górę Złotego Potoku, aż znajdziemy rozbitą przez piorun wierzbę, przy której ma odbić ścieżka na północ. Tak przynajmniej twierdził karczmarz.


Po zjechaniu w knieje i podróży brzegiem potoku uporczywość związana z działaniem promieni słonecznych zamieniła się w atak komarów i innych latających krwiopijnych owadów.
Tylko Huskun jechał radośnie na swoim osiołku podśpiewując. Gusłek pozazdrościł mu jego twardej skóry, która tak skutecznie zniechęcała owady.
Podróż przebiega spokojnie bez żadnych niespodzianek.