Strona 126 z 170
: 11 czerwca 2014, 14:54
autor: Araven
Próbuję odegnać ghule, jak mi się uda wytnę fragment skóry z tego zombie z krasnoluda.
: 11 czerwca 2014, 14:55
autor: deliad
Przy Przeklętej Szczelinie, popołudne, 2 dnia bakis-ranu
Bazookh i Barthur nie szczędzili nóg raźnie maszerując. Widmo szalejącej nad miastem burzy majaczyło za nimi jak wrogi cień. Gdy dotarli nad szczelinę, ujrzeli siedzącego koło kupki zwłok reptiliona oraz zapartego o rachityczne i poskręcane drzewko Urgrima.
Nieopodal wozu leżały zwłoki lemeona, który nadal posiadał ogon oraz ściągnięta zbroja krasnoludzkiego kapłana.
- Rad was jestem widzieć - zawołał, jeszcze z daleka rycerz - Balin zszedł na dół i słabo go słychać, ale po dźwiękach jakie stamtąd dochodzą wnioskuję, że nie jest sam. Co was tu sprowadza.
: 11 czerwca 2014, 15:21
autor: Denver
To tutaj - Bazookh wskazał kciukiem na truchło gada - dużo dałem za oczywistą informację. Widać Mroczni zamroczyli mi umysł - zachichotał. Podszedł powoli do krawędzi szczeliny - a nasz druh to długo tam już siedzi. Odzywał się coś?
: 11 czerwca 2014, 16:28
autor: 8art
Półolbrzym splunął siarczyście w skórzane rękawice, gotów wesprzeć paladyna we wciąganiu Balina na górę. Ciekawiło go jednak jeszcze jedno: zwłoki lemeona. Czy miały ogon? Czy ktoś z mrocznych zdołał już gada pozbawić tej części ciała? Podbiegł szybko do truchła i rzucił okiem. Potem doskoczył do Ugrima mówiąc:
- Łacniej nam bydzie razem tego ciężkiego huncwota z tej trupiej gruby wyciągnąć.
: 11 czerwca 2014, 16:45
autor: Araven
Precz ghule przeklęte, sczeźnijcie w imię Gotam Gora.
Mocnym głosem wypowiedział Balin, ściskając symbol swej wiary.
: 11 czerwca 2014, 19:58
autor: deliad
Przy Przeklętej Szczelinie, popołudne, 2 dnia bakis-ranu
Słowa Balina po raz kolejny zatrzymały zapędy ghouli. Dwa z nich targnęły się gwałtownie w tył i rzuciły do panicznej ucieczki. Jednak kudłata ghoulica zakryła jedynie głowę łapskami, a gdy słowa kapłana przebrzmiały rzuciła się w jego stronę rozchlapując cuchnącą breję.
Zaatakowała jednocześnie obiema łapskami zakończonymi długimi szponami służącymi do rozszarpywania ciała. Krasnolud odskoczył pod skalną ścianę i zasłaniając się dzierżoną w lewej dłoni dagą. Za wolno. Jedno łapsko przecięło jedynie powietrze na wysokości szyi krasnoluda, ale druga łapa rozorała mu pierś. Na koszuli wykwitły powiększające się z każdą sekundą trzy plamy krwi.
Balin używa odpędzenia nieumarłych - rzut na WI udany (34). Testuję odporność nr 2 ghouli - dwóm test nie wyszedł i uciekają, u trzeciego rzut wypadł na samej granicy odporności - więc wyszedł.
Ghoulica atakuje ma dwa ataki łapskami - pierwszy rzut 67 - nieudany, drugi - 23 - trafienie. Rzucam na obrażenia i wychodzi 70 czyli w sumie odliczając wyparowania Balin dostał 93 obrażenia. Dużo. Jego żywotność to 160.
Co dalej? Walka bronią czy zdolnościami profesjonalnymi. Walkę traktuję jako w trudnych warunkach.
: 11 czerwca 2014, 20:04
autor: Araven
Dalej próbuję ją odpędzić.
MG przejmij dalej Balina, do niedzieli mnie nie będzie, czasem zajrzę może, ale raczej ciężko będzie z postami.
: 11 czerwca 2014, 20:11
autor: Dobro
- Aaaaaaa!!! - krzyknął na całe gardło Drayaharus, tupiąc nogą ze złości. - Czy ja wszystko muszę robić sam?! - dodał, również wydzierając się na całe gardło. Następnie poszedł do swojej wynajętej komnaty i złożył wszystkie dzisiejsze zdobycze. Nie omieszkał również głośno tupać nogami, dając upust złości.
Odłożył bezpiecznie sakiewkę z Łuskami Czerwonego węża, zabrał swój ulubiony, przetarty nieco czarny płaszcz, kuszę z kołczanem bełtów i zamykając pokój na klucz zszedł na dół do szynkwasu. Wypił haustem dwa piwa, modląc krótką formułkę do Piana, zagryzł kawałkiem kiełbasy i chlebem.
- Banda nierobów, ot co - mruknął pod nosem, wychodząc z karczmy. O ile dobrze pamiętał, reszta ekipy miała udać się znów na cmentarz, załatwić skórę krasnoluda. Tam też gnom skierował swoje "gniewne" kroki.
Idę na cmentarz, uzbrojony, niebezpieczny i wkurzony. Na czas podróży nie używam zaklęć bez potrzeby. A piwo i kiełbase niech karczmarz zapisze na rachunek Mordila.
: 11 czerwca 2014, 21:31
autor: Denver
Bazookh czeka na olśnnienie lub inny powód, który usprawiedliwił by jego próbę zejścia na dół.
Póki co, takiego powodu nie czuję :/
: 11 czerwca 2014, 21:40
autor: Araven
Rycerz wam powiedział, że tam są ghule, ja głośno je odpędzam. Umrę, ale o pomoc nie poproszę.
: 11 czerwca 2014, 22:13
autor: 8art
Ha! Tylko jak tam zejść? Na bombę tylko można skoczyć, a lina Ugrima pewno dwóch nie strzyma na raz (a już napewno nie Barthura).
: 11 czerwca 2014, 22:14
autor: Denver
Chodziło mi raczej o Deliada
Jeśli uzna za stosowne, to Bazookh chętnie zejdzie z pomocą
EDYTA - rycerz nie wspominał kto jest z kapłanem na dole
druga EDYTA - zdaje się że kapłan oddalił się od liny, ale może się mylę
: 11 czerwca 2014, 22:25
autor: 8art
Mnie chodzi jak trzeba bedzie dwoch na raz wciagnac do gory, to lina nie da rady (a i ciagnacy tez moga nie dac rady).
: 13 czerwca 2014, 19:52
autor: deliad
W Przeklętej Szczelinie, popołudne, 2 dnia bakis-ranu
Blin sapnął z bólu, gdy wykrzykując słowa mające odesłać kudłatą ghoulice, poruszył uszkodzonymi mięśniami klatki piersiowej. Parszywy stwór miał symbol Gotam gora przed samym pyskiem i krasnoludowi przeleciał przez głowę myśl, że zaraz pochłonie go razem z odgryzioną głową.
Stało się jednak inaczej. Symboj zajarzył się bladą poświatą, a twarz martwiaka poczerniała i zapadła jakby stwór byłby pusty w środku. Ghoulica złapała się za pyska i wrzasnęła tak mocno jakby chciała wypluć martwe płuca. Natężenie krzyku i zawarta w nim nienawiść, trwoga, ból i drapieżna agresja były tak potężne, że Balin skulił się pod ścianą zakrywając uszy. Serce zatrzepotało mu w piersi jak dzika gołębica zamknięta w klatce. Całą siłą krasnoludzkiej odwagi i dumy zepchnął rodzącą się w umyśle panikę, każącą mu uciekać jak najdalej od tego miejsca i zepchnął ją w głąb siebie tłumią zgłoskami mimowolnie szeptanej modlitwy. Wysiłek umysłu był tak duży, że na skroni krasnoluda wykwitły krople potu, a pasemko włosów na brodzie pokryła siwizna.
Tymczasem truposz zapadał się i zaginął, jakby coś wysysało z niego powietrze, aż końcu gruchną w mętną i zgniłą wodę. Dwa pozostałe dalej uciekały o czym świadczył chlupot oddalającej się wody.
Balin odetchnął krótko i zakrzyknął rycerzowi, że wszystko w porządku. Odwiązał linę i z trudem doczłapał do miejsca gdzie widział zwłoki krasnoluda. Starając się nie zabrudzić ran wydobył je z dna i doholował do wystającego z wody głazu. Przewiesił go przez niego i zdarł odzienie z pleców. Krasnoludzka skóra miała odcień zielonkawy, ale procesy gnilne były w początkowych etapach rozwoju. Co jak co, ale twarda i wytrzymała skóra krasnoludów nie psuła się zbyt szybko. Balin naciął ostrzem dagi prostokątny kształt wielkości małej tarczy i zdarł skórę kilkoma szybkimi ruchami. Zdegustowany przyjrzał się ochłapowi wiszącemu w dłoni, po czym zrolował ją i wcisnął za pazuchę. Ghouli nadal nie był widać. Wrócił do liny i powtórnie przywiązał ją do uprzęży, po czym zawołał że będzie się wspinał.
Zastosowałem "Zniszczenie martwiaka" zamiast odegnania martwiaka, która dawała większe szanse na powodzenie w sytuacji Balina. Zniszczenie powoduje ucieczkę martwiaka nawet wtedy gdy wyjdzie mu test na odp. 4. Odegnanie jest dobre gdy martwików jest kilka, ale musi mu nie wyjść rzut na odp 2.
W każdym bądź razie ghoulica miała rzut na odp. 4 nieudani i została zniszczona. Ghoule mają zdolność martwiaczą "Przerażający wrzask" i stosują go w razie zranienie i uszkodzenia. Wrzask wzbudza w ofiarach strach i paniczną udzieczkę. Balinowi wyszedł test na odp. 2 i odparł działanie wrzasku. Podobnie jak wszyscy stojący przy Przeklętej Szczelinie.
Uciekającym ghoulem testowałem odp. 2, nie wyszły, więc uciekają dalej.
Tym sposobem Balin zniszczył jednego martwiaka i zdobył wystarczająco dużo czasu, aby wyciąć skórę krasnoluda i uciec. Mision sukcesfull.
: 13 czerwca 2014, 19:52
autor: deliad
Przy Przeklętej Szczelinie, popołudne, 2 dnia bakis-ranu
Barthur i Bazookh wychylając się lekko zaglądnęli do przepaści. Bijący z dna odór niemal od razu wycisnął im z oczu łzy i stracili ochotę na schodzenie na dół. Załomy skalne zasłaniały dno.
Gdy tak zaglądali z dla gruchnął jak wystrzał armatni potężny wrzask, tak przerażający, że aż odskoczyli od krawędzi przepaści. Przez chwilę wpatrywali się w siebie rozszerzonymi źrenicami rozważając odwrót, ale zwalczyli to uczucie.
- Balinie ! Balinie ! - krzyknął Urgrim - Co tam się dzieje !
Z dna dobiegł cichy głos.
- Wszystko w porządku! Zaraz wychodzę.
I tak też się stało. Wyciągnięto Balina wspólnymi siłami. Szlachetnie urodzony krasnolud był blady, poraniony i śmierdział jak wychodek goblinów, ale żył.