Strona 130 z 170

: 26 czerwca 2014, 16:46
autor: 8art
- Krucafuks... Kaj ja półboga znajdę w Rotgan-Kir? - zasępił się Barthur słysząc, że do realizacji jego planu potrzebnaby była armia alchemików lub półbóg.

- A może by tak jakiegoś kapłana co większego namówić coby martwiaki odegnoł. Ino musioł by nura w rzeka doć i pod woda morda drzyć... Słyszoł, że pod woda dźwięk lepiej idzie niż w powietrzu. Wielebny Gusłek przecież arcykapłanem Piana jest, nie? Tedy nie powinno być problemu ino się musi nurkować nauczyć.

Wątek techniczny

No właśnie a jak wygląda sprawa zastosowania odegnania/zniszczenia martwiaka pod wodą? Dźwięk się poniesie...

Barthur pójdzie pogadać ze swoim przyjacielem-wynalazcą astrologiem, jakby coś takiego urzeczywistnić.

: 26 czerwca 2014, 17:08
autor: namakemono
Całe szczęście, że druidzi nie wpadli jeszcze na pomysł czyszczenia kiszek. Widziałem jak hinduscy uzdrowiciele połykali dwumetrowy kawałek bandaża (centymetr po centymetrze) tak, żeby można było wyciągnąć za końcówkę. Śliczny był ten bandaż po wyciągnięciu, ociekał śluzowatym glutem. Potem trzeba było wypić dwa litry wody i zwymiotować. To dopiero musiało być oczyszczające doświadczenie. Dobrze też że druidzi nie wpadli na pomysł czyszczenia od drugiej strony. Znaczy stara dobra lewatywka. Dzięki Deliad, że oszczędziłeś tego Gusłkowi.
Edit:
- Olaboga, panie druid, aleście mnie przegonili. Nigdym się chyba w życiu tyle nie nabiegał. Mus mi się tera najeść do syta, napić i wyspać dobrze, a napić w szczególności, coby panu memu, Pianowi się nie sprzeniewierzyć. Wielce wymagająca ta wasza wiara, i dla ciała i dla ducha. Ja bym się na druida nie nadawał, za bardzo chorowity jestem. Mój Pan Kielicha chyba bardziej dla swych dziatek pobłażliwym jest. Za to te zioła bardzo dobre. Oj, tak, dobre. Dacie mi zapasik mały, jak was opuszczać będziem? Coś mi się widzi, że do obrządku mego przydać się mogą, oj, mogą. Tylko czy jedyną metodą spożycia jest napar na kamienie gorące wylewać? Do lufy tego nabić by się nie dało?

: 27 czerwca 2014, 15:58
autor: Keth
Kurka, mam strasznie złe przeczucia, a ten smród martwych ryb i ssaków wkoło wcale mi nie pomaga! Wyprawa we dwoje z paladynem to chyba jakieś szaleństwo, ale za daleko już zabrnęliśmy i za późno się zrobiło, żeby od razu uciekać... chociaż sądzę, że spokojnie do rana nie doczekamy...

: 03 lipca 2014, 06:48
autor: deliad
Nad brzegiem rzeki, noc, 2 dnia bakis-ranu

Huskun poderwał się jak oparzony słysząc głośny trzask. Jednak to tylko woda w mokrej szczapie leżącej na ognisku utorowała sobie drogę na zewnątrz i uciekła w postaci pary. Goblin zaklął szpetnie i rozejrzał się po okolicy i obozie. Orofar spał opierając głowę o ściągnięte z konia siodła, a na jego twarzy gościł spokój. Paladyn poszedł spać pozostawiając na warcie ucznia szamana, aby okazać swoje bezgraniczne zaufanie swojemu kompanowi. Jednak jakoś to nie poprawiło nastroju goblinowi.

Lustrowanie obozowiska i okoli przebiegło pomyślnie. Konie stały spokojnie, przynajmniej jak na konie, które po całym dniu marszu dostały jedynie odrobinę wody z bukłaków. Tutejsza woda wydawała się nie nadawać do niczego innego niż samobójstwo. Goblin także smętnie spojrzał na swój sflaczały bukłak, gdzie pozostała resztka piwa.

Huskun czuł się źle. Oczywiście nie dlatego, że spał pod gołym niebem na bagnach, bo to dla niego była normalka. Czuł się, źle bo panowała straszna cisza. Nie był słychać ni odgłosów nocnych zwierząt, ni plusku żerujących ryb, ni poświstywać błotnych żółwi. Nawet żaby nie rechotały.

Właśnie w tą nocną ciszę wkradło się długie głośne skrzypnięcie. Uszy goblina zastrzygły, a jego wzrok pomknął w stronę dźwięku. Po drugiej stronie rzeczki, poza unoszącym się nad wodą oparem, wielgachna wierzba podniosła korzeń i wypluła ze swych trzewi mały cień, który zniknął w ciemnościach.

: 04 lipca 2014, 10:48
autor: Araven
To co tam dalej działamy?, bo utknęliśmy.

: 04 lipca 2014, 20:09
autor: deliad
Jak wrócę do domu znajdę więcej czasu na pisanie. Pociągniemy dalej. Obecnie Gusłek bierze udział w rytuale druidów. Huskun ma zwidy, reszta siedzi w łaźni i planuje: Barthur chce iść do astrologa, gnom do świątyni katana, ale nie sam i szuka kompana.

: 04 lipca 2014, 20:31
autor: Araven
Gnomie ponoć się do świątyni Katana wybierasz, pójdę z Tobą , już nieco mniej cuchnę truposzami, chyba...

: 06 lipca 2014, 13:57
autor: Keth
Nad brzegiem rzeki, noc, 2 dnia bakis-ranu

Huskun stężał z wrażenia, kiedy mały cień czmychnął gdzieś w ciemność nocy. Nad cuchnącą trupim fetorem rzeką, w miejscu ewidentnie przesiąkniętym jakąś nienaturalną aurą, oznaki życia dostrzegalne po zmroku nie mogły wieścić niczego dobrego. Zaklinacz otarł pokryte zimnym potem czoło i przekradł się pośpiesznie w stronę śpiącego twardo paladyna, obserwując jednocześnie konie. Gdyby którekolwiek ze zwierząt zaczęło przejawiać oznaki strachu, goblin zamierzał zacząć drzeć się na całe gardło, póki co jednak, chciał zachować pozory spokoju, by nie spłoszyć przedwcześnie tajemniczego cienia.

- Zacny panie - wyszeptał do ucha świątynnego rycerza, tarmosząc go jednocześnie za rękaw - Cosik się pokazało w chaszczach i pewnikiem nie jest to zdechła ryba... martwiacza zresztą też, bo wcale na rybę nie wyglądała...
Najpierw staram się obudzić paladyna, uważnie rozglądając się wkoło. Orofar człek w świecie obyty, niech podpowie, co czynić!

: 07 lipca 2014, 22:05
autor: Dobro
Idziemy z Balinem do świątyni Katana. Zobaczymy, kto będzie na miejscu... wolę tam nie używać czarów, już jednego bożka Drayaharus zdenerwował ;p

: 09 lipca 2014, 19:54
autor: deliad
Przed świątyniom Katana, noc 2 dnia bakis- ranu


Balin wraz z Drayaharusem szli przez opustoszała miasto. Krasnolud psioczył pod nosem na pogodę, bo wokół trzaskały pioruny, a w miasto uderzały kolejne fale deszczu. Ulice zamieniły się w rwące potoki, wszystkie światła były pogaszone, a okna zasłonięte okiennicami. Ciemno, mokro i pusto. Z tego nie mogło być nic dobrego. Od czasu do czasu sąsiednimi ulicami przechodziły zbrojne oddziały katańskich orków i straży świątynnej Katana okrzykując zakaz wychodzenia z domostw, aż do rana.
Dwójka Nieulękłych po dłuższej bieganinie i celu unikania patroli dostała się przed świątynię Katana. Był to chyba jedyny budynek w mieście, który nadal stał otworem. Nic ale to nic nie mogło spowodować, aby świątynia Katana zamknęła swoje podwoje przed wiernymi. Było w tym sporo propagandy.
W drzwiach stał czterech rezarhów o twarzach schowanych za maskami, to było wystarczające zabezpieczenie przed niechcianymi osobami.

: 09 lipca 2014, 19:57
autor: deliad
Dom astrologa, wczesna noc 2 dnia bakis-ranu

Drzwi domu astrologa otwarły się powoli a w pierś Barthura wycelował dwa ostro zakończone bełty leżące na łożyskach kusz.

- To naprawdę ty Barthurze? Wchodź szybo - przemówił astrolog wciągając swojego ucznia do środka, po czym szybko zaryglowano drzwi - cały świat oszalał, a ty chodzisz po nocy? Życie ci nie miłe? Cóż jest takiego ważnego, że ryzykuje życie, aby tu dotrzeć?

: 09 lipca 2014, 20:01
autor: deliad
Polana w lesie, wczesna noc 2 dnia bakis-ranu

- ... ależ tak nie można panienko, to się nie godzi - przemówił bez ładu i składu wybudzony paladyn widać wypowiadając ostatnią kwestię kierowaną do marzeń sennych a nie do goblina.

- Zacny Panie - zaszeptał Huskun - tam po drugiej stronie rzeki coś łazi w korzeniach drzew.

Orofar skinął lekko głową i sięgnął po leżący pod ręką miecz.
- Umiesz zrobić magiczne światło Huskunie? Jak nie to ciśnij tam żagiew.

: 09 lipca 2014, 20:26
autor: Dobro
- Mówienie zostaw mnie - mruknął gnom, który obawiał się, ze krewki krasnolud powie o jedno - czy o zgrozo - o dziesięć słów za dużo i odejdą z kwitkiem. Podszedł więc do stojących strażników.

- Witajcie, mości panowie. Uprzejmie prosimy o audiencję u kapłana tej świątyni, mamy bowiem ważną kwestię do omówienia, niecierpiącą zwłoki - zaintonował z niemal aktorskim kunsztem gnom, kłaniając się lekko. - O audiencję proszą tan Drayaharus Imaginarus - tu iluzjonista rozłożył ręce, wskazując na siebie - a także tan Balin - gnom wskazał na krasnoluda.

: 09 lipca 2014, 22:05
autor: 8art
- A co się byda dyszczu boł? Z cukier przeca nie jestem. Nie rozpuszcza się. - zdziwił się Barthur, nie rozumiejąc istoty strachu Astrologa.

- Tanie Fubarze... - zaczął bardzo oficjalnie i dostojnie przmoczony półolbrzym:- Żech przyszedł tu w ten dyszcz z bardzo wożna sprawa i jeno dla Waszych uszów. Powiem Wam w zaufaniu, żech nad, a tak dokłodnie to pod, Rotgan-Kir zagłada stoi. Jeden z noszych zooczył pod woda w zatoce, żech tam całe hordy martwioków stoja i czekajo, jakoś mroczna siła spętane, co by miasto zaatakować.

Barthur pozwolił ochłonąć Tanowi Aktrionowi z przełknięciem tej strasznej wieści, po czym klepnął swego mistrza pocieszająco:

- Nie frapujcie Mistrzu. Mom ci ja mały pomysł jak się truposzy pozbyć, ino Wasza eksperiencyja i pomyślunek bydom niezbędne. Tak se pomyśloł, coby wodę całą w rzeka uświęcić i puścić na martwioki jak nie przymierzojąc kubeł pomyj na przechodnia. Ufam, że taka głowa nie od parady jaką macie potrić bydzie taki plan w życie wprowadzić.

: 10 lipca 2014, 20:52
autor: Keth
Polana w lesie, wczesna noc 2 dnia bakis-ranu

Poirytowany nie wiadomo właściwie czemu goblin miał zamiar odpyskować paladynowi, że nie, że magicznego światła nie wyczaruje, ale magiczną ciemność jak najbardziej, w ostatniej jednak chwili ugryzł się w język pamiętny tego, kim właściwie był Orofar i jak paladyni zwykli traktować adeptów sztuki uchodzącej w oczach głupiego pospólstwa za czarną magię.

- Gdzie mnie tam takie cuda wyczyniać, panie?! - załamał ręce zaklinacz, odwracając się jednocześnie w stronę ogniska - Trza nam było Draya ze sobą zabrać...

Wybrawszy największą palącą się szczapę Huskun zakręcił się bez ostrzeżenia ciskając prowizoryczną pochodnią na przeciwny brzeg rzeki i wytrzeszczając jednocześnie z całych sił ślepka.
I co tam wypatrzyliśmy pospołu z Orofarem, MG?