PBF - Bluźniercza otchłań
-
Kargan
- Reactions:
- Posty: 1420
- Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
- Has thanked: 8 times
- Been thanked: 7 times
Jeśli nie mamy ze sobą wyposażenia pozostałego po poprzednim zadaniu (ehhh Godhammer !) to pistolet laserowy, nóż i zwykłego shotguna (którego miałam "z podstawowej postaci")
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy
Chociaż Nathan nie mógł wiedzieć, czy krwiożercze monstrum dysponuje jakimkolwiek rozwiniętym intelektem, stwór zaświergolił ponownie przeraźliwie wysoką nutą. Zabrzmiało to tak jakby stworzenie zrozumiało wykrzyczane przez człowieka wyzwanie i odpowiedziało mu własnym zewem, wręcz wibrującą czystą agresją i czymś, co przerażająco przypominało zwierzęcy głód.
Złożywszy skrzydła bestia rzuciła się ponownie w dół ciasnej przestrzeni mierząc swą szeroko otwartą paszczą w głowę podnoszącego nóż Nathana. Mężczyzna ugiął błyskawicznie nogi, zasłaniając się uzbrojoną w ostrze dłonią i mrugając oczami, do których ściekały mu z pokaleczonego czoła krople własnej krwi. W głowie wciąż mu się kręciło od wstrętnego fetoru zwierzęcia, ale szaleńcza desperacja nie pozwalała ulec omdleniu.
Donośny huk wstrząsnął korytarzem, niczym piorun z jasnego nieba. Spadający wprost na Silvanusa stwór rozpadł się pośród rozbryzgu czarnej krwi i zdezintegrowanej tkanki, odbił się od ściany korytarza lądując na perforowanej podłodze niczym wypełniony piaskiem worek.
Dyszący ciężko Nathan opuścił uzbrojoną w nóż dłoń, oderwał zaskoczone spojrzenie od stwora odwracając głowę w przeciwną stronę.
Stojący opodal młody mężczyzna w ciemnozielonym uniformie załoganta Diamentowej Gwiazdy oblizał bezwiednie usta, ściskając w dłoniach strzelbę o krótkiej lufie.
- Co to... co to było? - wykrztusił napotkawszy wzrok Silvanusa - Demon?
Chociaż Nathan nie mógł wiedzieć, czy krwiożercze monstrum dysponuje jakimkolwiek rozwiniętym intelektem, stwór zaświergolił ponownie przeraźliwie wysoką nutą. Zabrzmiało to tak jakby stworzenie zrozumiało wykrzyczane przez człowieka wyzwanie i odpowiedziało mu własnym zewem, wręcz wibrującą czystą agresją i czymś, co przerażająco przypominało zwierzęcy głód.
Złożywszy skrzydła bestia rzuciła się ponownie w dół ciasnej przestrzeni mierząc swą szeroko otwartą paszczą w głowę podnoszącego nóż Nathana. Mężczyzna ugiął błyskawicznie nogi, zasłaniając się uzbrojoną w ostrze dłonią i mrugając oczami, do których ściekały mu z pokaleczonego czoła krople własnej krwi. W głowie wciąż mu się kręciło od wstrętnego fetoru zwierzęcia, ale szaleńcza desperacja nie pozwalała ulec omdleniu.
Donośny huk wstrząsnął korytarzem, niczym piorun z jasnego nieba. Spadający wprost na Silvanusa stwór rozpadł się pośród rozbryzgu czarnej krwi i zdezintegrowanej tkanki, odbił się od ściany korytarza lądując na perforowanej podłodze niczym wypełniony piaskiem worek.
Dyszący ciężko Nathan opuścił uzbrojoną w nóż dłoń, oderwał zaskoczone spojrzenie od stwora odwracając głowę w przeciwną stronę.
Stojący opodal młody mężczyzna w ciemnozielonym uniformie załoganta Diamentowej Gwiazdy oblizał bezwiednie usta, ściskając w dłoniach strzelbę o krótkiej lufie.
- Co to... co to było? - wykrztusił napotkawszy wzrok Silvanusa - Demon?
Pojawiła się kawaleria, dosłownie w ostatniej chwili. Myślę, że teraz Nathan może już sobie pozwolić na spektakularną utratę przytomności! 
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Nathan kiwnął tylko ramionami, sam nie wiedział bowiem z czym miał do czynienia. Choć w głowie kręciło mu się, a przed oczyma pojawiały się mroczki, to nie môgł pozwolić sobie na chwilę słabości.
- Jest pan ranny?
Nie kurwa, wylałem na siebie talerz barszczu - odpowiedział sobie w myślach były regulator, zaprzeczając ruchem głowy i pozwalając sobie na cień uśmiechu.
- Już go miałem...
Spokojnym jak się tylko dało krokiem podszedł do interkomu zamierzając złożyć raport Sibelliusowi.
- Jest pan ranny?
Nie kurwa, wylałem na siebie talerz barszczu - odpowiedział sobie w myślach były regulator, zaprzeczając ruchem głowy i pozwalając sobie na cień uśmiechu.
- Już go miałem...
Spokojnym jak się tylko dało krokiem podszedł do interkomu zamierzając złożyć raport Sibelliusowi.
Zemdleć? Prawdziwi twardziele nigdy nie mdleją! To tylko lekkie zadrapania.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy
Prowadzeni przez Septimusa agenci Tronu zdążyli pokonać jeden półpoziom, zanim wpadli na grupę biegnących prowadzącymi w dół schodami załogantów. Był z nimi kapitan Galahar, ściskający w ręce ciężki laserowy pistolet o inkrustowanej złotem obudowie.
- Rzeczniku, co tutaj robicie?! - krzyknął właściciel frachtowca zatrzymując ostrym ruchem ręki swoich podkomendnych. Trzymająca się boku Septimusa Medea zauważyła, że większość marynarzy miała w rękach strzelby, ale dwóch niosło ciężkie miotacze ognia połączone rurami z założonymi na plecy zbiornikami paliwa - Wróćcie natychmiast do swojej kabiny!
- To nie moja pierwsza podróż przez Osnowę, kapitanie - odpowiedział Septimus kierując ku podłodze korytarza lufę swego pistoletu - I domyślam się, co oznacza protokół Periculum Anima! Potrafię posługiwać się bronią, moi przyboczni również. Odrzucenie naszej pomocy będzie ewidentnym błędem.
Galahar zawahał się przelotnie, potem z wyraźną niechęcią skinął głową.
- Nie mamy pewności, co takiego się stało - oświadczył przywołując do siebie Septimusa i nakazując jednocześnie ruchem ręki, by jego ludzie podążyli dalej w dół klatki schodowej - Ktoś podniósł alarm na pokładzie piątym, ale komunikat był kompletnie niezrozumiały. Na mostku usłyszeliśmy jedynie odgłosy zaciekłej walki. W Osnowie to może oznaczać tylko jedno!
Medea nie mogła mieć całkowitej pewności, ale wydało jej się, że Septimus stężał jeszcze bardziej, a to świadczyło o głębokim, choć starannie skrywanym zdenerwowaniu akolity.
- Ojcze konfesorze, wróć po Haxtana i Taurona, niech wezmą ze sobą broń i do nas dołączą - polecił zmieniwszy raptownie wcześniejsze dyspozycje - Istnieją powodu ku temu, by zakładać poważne niebezpieczeństwo dla nas wszystkich.
Ojciec Kazadi mruknął coś pod nosem, ale wbrew oczekiwaniom Medei nie wdał się z Septimusem w sprzeczkę. Zamiast tego z zadziwiającą dla siebie spolegliwością pobiegł korytarzem z powrotem w kierunku oddanego do dyspozycji pasażerów dormitorium.
Prowadzeni przez Septimusa agenci Tronu zdążyli pokonać jeden półpoziom, zanim wpadli na grupę biegnących prowadzącymi w dół schodami załogantów. Był z nimi kapitan Galahar, ściskający w ręce ciężki laserowy pistolet o inkrustowanej złotem obudowie.
- Rzeczniku, co tutaj robicie?! - krzyknął właściciel frachtowca zatrzymując ostrym ruchem ręki swoich podkomendnych. Trzymająca się boku Septimusa Medea zauważyła, że większość marynarzy miała w rękach strzelby, ale dwóch niosło ciężkie miotacze ognia połączone rurami z założonymi na plecy zbiornikami paliwa - Wróćcie natychmiast do swojej kabiny!
- To nie moja pierwsza podróż przez Osnowę, kapitanie - odpowiedział Septimus kierując ku podłodze korytarza lufę swego pistoletu - I domyślam się, co oznacza protokół Periculum Anima! Potrafię posługiwać się bronią, moi przyboczni również. Odrzucenie naszej pomocy będzie ewidentnym błędem.
Galahar zawahał się przelotnie, potem z wyraźną niechęcią skinął głową.
- Nie mamy pewności, co takiego się stało - oświadczył przywołując do siebie Septimusa i nakazując jednocześnie ruchem ręki, by jego ludzie podążyli dalej w dół klatki schodowej - Ktoś podniósł alarm na pokładzie piątym, ale komunikat był kompletnie niezrozumiały. Na mostku usłyszeliśmy jedynie odgłosy zaciekłej walki. W Osnowie to może oznaczać tylko jedno!
Medea nie mogła mieć całkowitej pewności, ale wydało jej się, że Septimus stężał jeszcze bardziej, a to świadczyło o głębokim, choć starannie skrywanym zdenerwowaniu akolity.
- Ojcze konfesorze, wróć po Haxtana i Taurona, niech wezmą ze sobą broń i do nas dołączą - polecił zmieniwszy raptownie wcześniejsze dyspozycje - Istnieją powodu ku temu, by zakładać poważne niebezpieczeństwo dla nas wszystkich.
Ojciec Kazadi mruknął coś pod nosem, ale wbrew oczekiwaniom Medei nie wdał się z Septimusem w sprzeczkę. Zamiast tego z zadziwiającą dla siebie spolegliwością pobiegł korytarzem z powrotem w kierunku oddanego do dyspozycji pasażerów dormitorium.
A reszta drużyny wraz z ekipą kapitana zmierza na poziom piąty, gdzie ktoś włączył interkom, a potem wydawał z siebie odgłosy sugerujące walkę na śmierć i życie!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy
Nathan nie zamierzał dać po sobie poznać jak bliski był omdlenia. Głębokie rany na szyi otwarcie przeczyły jego wygłoszonej przez momentem nonszalanckiej opinii o stanie własnego zdrowia, cieknąca z nich przez cały czas krew plamiła coraz większymi karmazynowymi plamami podkoszulek mężczyzny.
- Uwaga mostek, czy mnie słyszycie? - rzucił do interkomu, z którego przez cały czas dobiegały wywołujące kogokolwiek okrzyki któregoś z tkwiących na mostku oficerów - Tu Nathan Silvanus, z delegacji rzecznika Septimusa...
Zduszony okrzyk stojącego obok marynarza przeszedł w niezrozumiały bulgot. Okręcając się błyskawicznie w miejscu regulator ujrzał przewracającego się na bok młodego człowieka, wytrąconego z równowagi potężnym uderzeniem skrzydlatego cielska.
Drugi stwór nadleciał bezszelestnie z głębi wypełnionego kłębami pary korytarza, niesiony na skórzastych skrzydłach. Większy od pierwszego drapieżnika, opadł za plecami Nathana wprost na głowę zaskoczonego załoganta, przywierając do człowieka i oplatając skrzydłami jego ciało. Krew tryskająca pod ciśnieniem z przegryzionej szyjnej tętnicy marynarza opryskała twarz Silvanusa gorącym strumieniem, przeistaczając oblicze agenta Tronu w groteskową karmazynową maskę.
Nathan nie zamierzał dać po sobie poznać jak bliski był omdlenia. Głębokie rany na szyi otwarcie przeczyły jego wygłoszonej przez momentem nonszalanckiej opinii o stanie własnego zdrowia, cieknąca z nich przez cały czas krew plamiła coraz większymi karmazynowymi plamami podkoszulek mężczyzny.
- Uwaga mostek, czy mnie słyszycie? - rzucił do interkomu, z którego przez cały czas dobiegały wywołujące kogokolwiek okrzyki któregoś z tkwiących na mostku oficerów - Tu Nathan Silvanus, z delegacji rzecznika Septimusa...
Zduszony okrzyk stojącego obok marynarza przeszedł w niezrozumiały bulgot. Okręcając się błyskawicznie w miejscu regulator ujrzał przewracającego się na bok młodego człowieka, wytrąconego z równowagi potężnym uderzeniem skrzydlatego cielska.
Drugi stwór nadleciał bezszelestnie z głębi wypełnionego kłębami pary korytarza, niesiony na skórzastych skrzydłach. Większy od pierwszego drapieżnika, opadł za plecami Nathana wprost na głowę zaskoczonego załoganta, przywierając do człowieka i oplatając skrzydłami jego ciało. Krew tryskająca pod ciśnieniem z przegryzionej szyjnej tętnicy marynarza opryskała twarz Silvanusa gorącym strumieniem, przeistaczając oblicze agenta Tronu w groteskową karmazynową maskę.
Ten stwór nie był sam, na dodatek drugi jest... większy! 
-
Kargan
- Reactions:
- Posty: 1420
- Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
- Has thanked: 8 times
- Been thanked: 7 times
Bart nie wiem co zrobiłeś Kethowi, ale to musiało być coś strasznego...
Edit 8art: Nic nie zrobilem Kargan. MG nabija mi pedeki:D
Ostatnio zmieniony 07 czerwca 2015, 22:17 przez Kargan, łącznie zmieniany 1 raz.
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy
Porażony spazmem atawistycznego lęku, Nathan wydarł z zaciśniętych kurczowo rąk marynarza jego strzelbę, obracając broń w dłoniach i mierząc z krótkiej lufy prosto w odrażający korpus skrzydlatego drapieżnika.
Wstrzymując na ułamek chwili oddech regulator pociągnął za spust strzelby, w duchu zmawiając krótką modlitwę za duszę nieszczęsnego załoganta. Mężczyzna wciąż niemrawo się poruszał, próbował szarpać rękami za przywierającego do ciała stwora w rozpaczliwym zamiarze uwolnienia się od jego straszliwego uścisku.
Strzelba Silvanusa wypaliła z donośnym hukiem roznosząc gradem śrucin cielsko wielkiego drapieżcy oraz tkwiącą w jego wnętrzu głowę pochwyconego w paszczę młodzieńca. Wymieszana ze sobą krew, jaskrawoczerwona ludzka oraz czarna bestii, obryzgała podłogę korytarza i najbliższą ścianę.
Osuwając się wzdłuż metalowego wspornika, Nathan usiadł na posadzce oparty plecami o ścianę, z przełożoną przez kolana strzelbą. W jego oczach pojawiły się mroczki, a coraz silniejszy ból płonął żywym ogniem w miejscach, gdzie zęby drapieżnika wbiły się wcześniej w jego ciało.
Tak właśnie zastała go nadbiegająca korytarzem odsiecz, wiedziona przez kapitana Galahara oraz Septimusa.
Porażony spazmem atawistycznego lęku, Nathan wydarł z zaciśniętych kurczowo rąk marynarza jego strzelbę, obracając broń w dłoniach i mierząc z krótkiej lufy prosto w odrażający korpus skrzydlatego drapieżnika.
Wstrzymując na ułamek chwili oddech regulator pociągnął za spust strzelby, w duchu zmawiając krótką modlitwę za duszę nieszczęsnego załoganta. Mężczyzna wciąż niemrawo się poruszał, próbował szarpać rękami za przywierającego do ciała stwora w rozpaczliwym zamiarze uwolnienia się od jego straszliwego uścisku.
Strzelba Silvanusa wypaliła z donośnym hukiem roznosząc gradem śrucin cielsko wielkiego drapieżcy oraz tkwiącą w jego wnętrzu głowę pochwyconego w paszczę młodzieńca. Wymieszana ze sobą krew, jaskrawoczerwona ludzka oraz czarna bestii, obryzgała podłogę korytarza i najbliższą ścianę.
Osuwając się wzdłuż metalowego wspornika, Nathan usiadł na posadzce oparty plecami o ścianę, z przełożoną przez kolana strzelbą. W jego oczach pojawiły się mroczki, a coraz silniejszy ból płonął żywym ogniem w miejscach, gdzie zęby drapieżnika wbiły się wcześniej w jego ciało.
Tak właśnie zastała go nadbiegająca korytarzem odsiecz, wiedziona przez kapitana Galahara oraz Septimusa.
BS 45, do tego pakiet atrakcyjnych premii! Po pierwsze, +10 za krótkie celowanie, następnie +30 za strzał z dystansu mniejszego niż trzy metry (interpretowanego przez zasady gry jako strzał z przystawienia). W sumie dla celów tego testu BS 85, rzucam 1k100 z wynikiem 17! I teraz ciekawostka: strzelby wszystkich rodzajów mają zasadę Scatter (każde dwa sukcesy w teście to dodatkowe trafienie, jeśli strzał oddany z przystawienia). W przypadku Nathana mamy zatem do czynienia z trzema sukcesami przekładającymi się na obrażenia rzędu 3x 1k10+4. W sumie po redukcji z tytułu TB wyszło 20 ran netto!
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Dormitorium kolacja, pokład Diamentowej Gwiazdy, jakiś czas wcześniej
Hoster obserwował uważnie co robią pozostali uczestnicy posiłku. Kiedy tylko zasiadł do stołu przeraziła go potwornie ilość sztućców. Za cholerę nie wiedział do czego służy spora część z nich. Jednak, co zauważył z dużą ulgą, nie on jeden. Próbował podpatrywać co robią pozostali biesiadnicy, którzy byli znacznie bardziej obyci w tego typu sytuacjach. Przysłuchiwał się z wolna płynącej dyskusji, która średni pasowała do posiłku. Rozmowa o xenońskich artefaktach mogących skazić ludzkość nie był mu w smak w tej sytuacji.
"...Technologia wytwarzana niezgodnie z kanonem ustanowionym przez Kult Omnimesjasza jest przejawem herezji i podlega surowym karom. - powiedział Tauron
- Tworzenie takich przedmiotów jest wstrząsającym dowodem na istnienie niepożądanej kreatywności - wtrącił ojciec Kazadi"
- Przepraszam, że się wtrącę - powiedział Hoster - Ale, nie wydaje mi się żeby to była tylko zwykła podróbka... - zawiesił głos czując na sobie spojrzenia wszystkich obecnych. Czuł jakby wszyscy nagle zaczęli się nagle zastanawiać dlaczego to gówno śmiało się odezwać kiedy dyskutują. Pożałował, że się odezwał ale już nie było odwrotu.
- Zmierzam do tego, że w przedmiotach był wyczuwalna nutka obcej energii niewiadomego pochodzenia ale zdecydowanie obcego. Dlatego też wątpię żeby był to jedynie podrobiony przedmiot. Poza tym szalenie ważne jest gdzie miał to dostarczyć oraz fakt iż wszystkie elementy to nie zbiór losowych artefaktów obcych. Oni coś budują. - przez chwilę towarzyszyło mu nieznośne milczenie kiedy tak nagle zamilkł. Wpatrywał się więc w trzy talerze zupy przed sobą jakie zamówił i z powodzeniem już skonsumował. Pochodził z pustynnej planety i nigdy nie tracił okazji by porządnie się nawodnić.
[center]***[/center]
Hoster medytował. Te rzadkie momenty kiedy mógł pobyć sam poświęcał na własne przemyślenia. Mimo, iż nie oddalał się na większe odległości od kapłana niesamowity widok na zewnątrz statku był dla niego olbrzymim ukojeniem. Do tej pory nigdy nie podróżował w taki sposób. Na Czarnym Statku nie było okien. Teraz dopiero zrozumiał jak majestatycznym i pięknym miejscem jest wszechświat. Teraz jednak okna były szczelnie przesłonięte ponieważ na zewnątrz był coś jeszcze... Osnowa, której świadomość bezpośredniej bliskości nie dawała Hosterowi spokoju. Wyciągnął rękę w kierunku szyby ale zraz z przestrachem ją cofnął w obawie, że pole nie wytrzyma że coś mogłoby przeskoczyć na pokład okrętu przez jego spaloną mocą dłoń. Cofnął się odruchowo o krok, a jednak była jakaś część Morz Dusz, która go w niewyjaśniony sposób przywoływała do siebie.

Nie sądził że niespełna dziesięć minut później ten koszmar stanie się rzeczywisty a on łapiąc jedynie laser i dodatkowy magazynek ruszy biegiem na pokład piąty gdzie kończyła się rzeczywistość a zaczynało się szaleństwo...
Hoster obserwował uważnie co robią pozostali uczestnicy posiłku. Kiedy tylko zasiadł do stołu przeraziła go potwornie ilość sztućców. Za cholerę nie wiedział do czego służy spora część z nich. Jednak, co zauważył z dużą ulgą, nie on jeden. Próbował podpatrywać co robią pozostali biesiadnicy, którzy byli znacznie bardziej obyci w tego typu sytuacjach. Przysłuchiwał się z wolna płynącej dyskusji, która średni pasowała do posiłku. Rozmowa o xenońskich artefaktach mogących skazić ludzkość nie był mu w smak w tej sytuacji.
"...Technologia wytwarzana niezgodnie z kanonem ustanowionym przez Kult Omnimesjasza jest przejawem herezji i podlega surowym karom. - powiedział Tauron
- Tworzenie takich przedmiotów jest wstrząsającym dowodem na istnienie niepożądanej kreatywności - wtrącił ojciec Kazadi"
- Przepraszam, że się wtrącę - powiedział Hoster - Ale, nie wydaje mi się żeby to była tylko zwykła podróbka... - zawiesił głos czując na sobie spojrzenia wszystkich obecnych. Czuł jakby wszyscy nagle zaczęli się nagle zastanawiać dlaczego to gówno śmiało się odezwać kiedy dyskutują. Pożałował, że się odezwał ale już nie było odwrotu.
- Zmierzam do tego, że w przedmiotach był wyczuwalna nutka obcej energii niewiadomego pochodzenia ale zdecydowanie obcego. Dlatego też wątpię żeby był to jedynie podrobiony przedmiot. Poza tym szalenie ważne jest gdzie miał to dostarczyć oraz fakt iż wszystkie elementy to nie zbiór losowych artefaktów obcych. Oni coś budują. - przez chwilę towarzyszyło mu nieznośne milczenie kiedy tak nagle zamilkł. Wpatrywał się więc w trzy talerze zupy przed sobą jakie zamówił i z powodzeniem już skonsumował. Pochodził z pustynnej planety i nigdy nie tracił okazji by porządnie się nawodnić.
[center]***[/center]
Hoster medytował. Te rzadkie momenty kiedy mógł pobyć sam poświęcał na własne przemyślenia. Mimo, iż nie oddalał się na większe odległości od kapłana niesamowity widok na zewnątrz statku był dla niego olbrzymim ukojeniem. Do tej pory nigdy nie podróżował w taki sposób. Na Czarnym Statku nie było okien. Teraz dopiero zrozumiał jak majestatycznym i pięknym miejscem jest wszechświat. Teraz jednak okna były szczelnie przesłonięte ponieważ na zewnątrz był coś jeszcze... Osnowa, której świadomość bezpośredniej bliskości nie dawała Hosterowi spokoju. Wyciągnął rękę w kierunku szyby ale zraz z przestrachem ją cofnął w obawie, że pole nie wytrzyma że coś mogłoby przeskoczyć na pokład okrętu przez jego spaloną mocą dłoń. Cofnął się odruchowo o krok, a jednak była jakaś część Morz Dusz, która go w niewyjaśniony sposób przywoływała do siebie.

Nie sądził że niespełna dziesięć minut później ten koszmar stanie się rzeczywisty a on łapiąc jedynie laser i dodatkowy magazynek ruszy biegiem na pokład piąty gdzie kończyła się rzeczywistość a zaczynało się szaleństwo...
O szlachetny MG! Staram się skanować teren w poszukiwaniu zakrzywień mocy kiedy się przemieszczamy.
Ostatnio zmieniony 07 czerwca 2015, 23:21 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Mała uwaga odnośnie wpisu Suriela na temat rozmowy w pierwszym tygodniu podróży. Miała ona miejsce nie w mesie kapitana, w obecności którego udajecie niewinną delegację handlową, tylko w Waszym dormitorium we własnym gronie. Ujawnienie wzmiankowanych treści osobom trzecim zostałoby potraktowane jako zdrada pierwszego stopnia, dlatego Hoster musi bardzo uważać, co komu mówi. Natomiast sama wzmianka o psionicznej emanacji artefaktów jak najbardziej słuszna i na pewno odpowiem na nią ustami Septimusa w jednym z najbliższych wpisów.
Druga uwaga tyczy się obserwacji kosmosu w trakcie transferu przez Osnowę. Wygląda to w ten sposób, że załoga i pasażerowie są wówczas szczelnie odseparowani od widoku tego, co znajduje się za Polem Gellera. Uważa się, że otwarcie pokryw zasłaniających okna statku podczas pobytu w Immaterium w ułamku chwili zabija bądź wywołuje kompletne szaleństwo, bo żaden śmiertelnik poza Nawigatorami nie ma szans na spojrzenie w esencję Chaosu tworzącą Osnowę bez katastrofalnych konsekwencji!
Testy skanu psionicznego nie wykazują bezpośredniej aktywności mentalnej, ale na krawędziach zakresu postrzegania Merisiera czai się szaleństwo - używanie tej umiejętności w Osnowie może mieć bardzo niebezpieczne następstwa!
Druga uwaga tyczy się obserwacji kosmosu w trakcie transferu przez Osnowę. Wygląda to w ten sposób, że załoga i pasażerowie są wówczas szczelnie odseparowani od widoku tego, co znajduje się za Polem Gellera. Uważa się, że otwarcie pokryw zasłaniających okna statku podczas pobytu w Immaterium w ułamku chwili zabija bądź wywołuje kompletne szaleństwo, bo żaden śmiertelnik poza Nawigatorami nie ma szans na spojrzenie w esencję Chaosu tworzącą Osnowę bez katastrofalnych konsekwencji!
Testy skanu psionicznego nie wykazują bezpośredniej aktywności mentalnej, ale na krawędziach zakresu postrzegania Merisiera czai się szaleństwo - używanie tej umiejętności w Osnowie może mieć bardzo niebezpieczne następstwa!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy
Klęczący przy Nathanie Septimus wyciągnął z podanej mu przez jakiegoś marynarza apteczki efemirydę i wstrzyknął specyfik w przedramię mężczyzny dostarczając mu potężnej dawki hormonów. Silvanus otworzył szerzej oczy i westchnął cicho, spoglądając w twarze pochylonych nad nim towarzyszy.
- Uważajcie, może ich być więcej - oznajmił macając ręką wokół siebie w poszukiwaniu strzelby - Atakują z zaskoczenia, dorwały wcześniej innego członka załogi! To chyba nie demony...
- Zdecydowanie nie - potwierdził stojący za plecami Septimusa Tauron, zapisujący coś gorączkowo w swoim tablecie - To istoty całkowicie organiczne, znaczy się, zwierzęta. Mięsożerne drapieżniki.
- Mocno cię pokiereszowały - powiedział Septimus kładąc rękę na ramieniu Nathana - Nie ruszaj się, odpoczywaj. Ktoś zaraz opatrzy twoje rany, potem przeniesiemy cię do naszego dormitorium. Patrole już przeczesują sąsiednie pomieszczenia. Jeśli są tu inne osobniki, zajmiemy się nimi bardzo skrupulatnie.
Podnosząc się z kolan Septimus przywołał do siebie Taurona, Medeę, Hostera i Haxtana, oddalając się na kilkanaście kroków od grupy otaczających martwe stworzenia załogantów.
- Mówimy szeptem, nie trzeba nam wścibskich uszu - polecił znaczącym tonem dowódca komórki - Hoster, co wyczułeś?
- Nie ma w nich najmniejszego śladu psionicznej aury - oznajmił z przekonaniem w głosie Merisier, który chwilę wcześniej dyskretnie przeskanował swym umysłem obie bestie.
Klęczący przy Nathanie Septimus wyciągnął z podanej mu przez jakiegoś marynarza apteczki efemirydę i wstrzyknął specyfik w przedramię mężczyzny dostarczając mu potężnej dawki hormonów. Silvanus otworzył szerzej oczy i westchnął cicho, spoglądając w twarze pochylonych nad nim towarzyszy.
- Uważajcie, może ich być więcej - oznajmił macając ręką wokół siebie w poszukiwaniu strzelby - Atakują z zaskoczenia, dorwały wcześniej innego członka załogi! To chyba nie demony...
- Zdecydowanie nie - potwierdził stojący za plecami Septimusa Tauron, zapisujący coś gorączkowo w swoim tablecie - To istoty całkowicie organiczne, znaczy się, zwierzęta. Mięsożerne drapieżniki.
- Mocno cię pokiereszowały - powiedział Septimus kładąc rękę na ramieniu Nathana - Nie ruszaj się, odpoczywaj. Ktoś zaraz opatrzy twoje rany, potem przeniesiemy cię do naszego dormitorium. Patrole już przeczesują sąsiednie pomieszczenia. Jeśli są tu inne osobniki, zajmiemy się nimi bardzo skrupulatnie.
Podnosząc się z kolan Septimus przywołał do siebie Taurona, Medeę, Hostera i Haxtana, oddalając się na kilkanaście kroków od grupy otaczających martwe stworzenia załogantów.
- Mówimy szeptem, nie trzeba nam wścibskich uszu - polecił znaczącym tonem dowódca komórki - Hoster, co wyczułeś?
- Nie ma w nich najmniejszego śladu psionicznej aury - oznajmił z przekonaniem w głosie Merisier, który chwilę wcześniej dyskretnie przeskanował swym umysłem obie bestie.
Nathanowi nie grozi wykrwawienie, zostanie opatrzony i przeniesiony do pomieszczeń pasażerów. Incydent w trakcie podróży wart jest dla wszystkich BG 10 PD, z wyjątkiem samego Silvanusa - on dostanie 35 PD i tym samym ma możliwość wykupienia nowego rozwinięcia (jutro w topiku DH - postacie przedstawię dostępne możliwości).
-
Kargan
- Reactions:
- Posty: 1420
- Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
- Has thanked: 8 times
- Been thanked: 7 times
- Zostały wypuszczone czy uciekły, co za różnica - mruknęła pod nosem Medea - karygodne niedbalstwo jest taką samą zbrodnią w oczach Imperatora
jak celowe, wrogie działanie. Nie sądzę by wypuścił je ktoś będący na pokładzie, ale tak czy inaczej należałoby spytać kapitana czy to jego "towar"...
.
jak celowe, wrogie działanie. Nie sądzę by wypuścił je ktoś będący na pokładzie, ale tak czy inaczej należałoby spytać kapitana czy to jego "towar"...
.
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy
Wyraźnie poruszony odkryciem na piątym pokładzie, Tauron przetarł kciukami zaparowane szkła okularów i nasadził je ponownie na nos. Uruchomiony tablet tkwił w pokrowcu na pasie savanta, niczym dziwaczny oręż gotowy do dobycia z olstra w razie potrzeby. Septimus obejrzał się ponad ramieniem na zalęknionych marynarzy, którzy niepewnie trącali martwe cielska lufami strzelb.
- Co o tym myślisz, Tauronie? - zapytał adepta, ściszając głos tak, by usłyszeli go wyłącznie stojący obok członkowie komórki - Faktycznie nie wyglądają na bestie Osnowy.
- Gdyby nie rozmiary, mógłbym przysiąc, że to mroczniaki szponoskrzydłe - odparł z przekonaniem w głosie uczony - Ich umaszczenie sugeruje, że pochodzą z Dusku, ale ta wielkość... poza tym ich eksport poza macierzystą planetę jest surowo zabroniony. Musiałbym dokonać kilku dodatkowych pomiarów, pobrać próbki...
- To się na pewno uda załatwić - oznajmił z posępną miną Septimus - Bardzo ciekawi mnie, skąd się wzięły na pokładzie i czy nie ma ich tutaj przypadkiem więcej. Uwaga...
Kapitan Galahar zbliżył się do grupki swych pasażerów składając nerwowo ręce, wyraźnie wstrząśnięty dramatycznym akcentem ostatnich wydarzeń.
- Czcigodny rzeczniku, mam nadzieję, że ani ty ani nikt z twej świty nie odniósł w tym incydencie poważniejszych obrażeń? Prócz tego nieszczęsnego przybocznego, rzecz jasna! - zapytał kładąc prawą dłoń w geście zamierzonej poufałości na ramieniu Septimusa - To straszne, niespotykane! Coś takiego nie miało się prawa wydarzyć! Bardzo surowo przestrzegamy reguł kwarantanny, dokładamy wszelkich starań, by nie dopuszczać lokalnej fauny i flory do pokładu Gwiazdy.
- Przeprosiny wstępnie przyjęte - odpowiedział formalnym tonem Septimus - Ubolewam nad śmiercią pańskich ludzi. Będę się modlił za ich dusze. To straszne, że oddali życie w Osnowie, tak daleko od światła Boga-Imperatora.
- Spełnili swą powinność - skinął uspokajająco głową kapitan - Jestem gotów zapłacić ich życiem za bezpieczeństwo tak znamienitych pasażerów. Chciałbym zadośćuczynić tym przykrym wrażeniom zapraszając pana wraz ze świtą na wspólny posiłek...
- Co oni robią? - odezwał się znienacka Tauron, który śledził słuchem konwersację przypatrując się jednocześnie martwym drapieżnikom - Ci ludzie z miotaczami?
- Spalą truchła - objaśnił Haxtan Stern, wyprzedzając swymi słowami odpowiedź kapitana - Trzeba się pozbyć tej padliny, zanim rozniesie jakieś choroby.
- To niedopuszczalne! - wyrzucił z siebie savant - Musimy przeprowadzić sekcję, pobrać próbki...
- Mój rachmistrz pasjonuje się w wolnym czasie naukami przyrodniczymi - oświadczył Septimus - Toleruję to, albowiem poświęcenie, z jakim oddaje się właściwej pracy usprawiedliwia owe fanaberie. Myślę też, że znalazłem sposób na zrekompensowanie nam doznanego wstrząsu. Chętnie przyjmę od pana w prezencie te truchła, dla celów późniejszego zakonserwowania. Chciałbym móc wystawić je w holu osobliwości, w siedzibie naszej gildii w dystrykcie Zanimedes.
- Nie wiem, czy to zgodne z prawem - właściciel Gwiazdy zawahał się na chwilę, zmarszczył czoło rozważając w myślach propozycję rzekomego rzecznika gildii - Przepisy nakazują w takich przypadkach zniszczenie szkodników i utylizację ich szczątków.
- Drogi kapitanie, nie chce pan chyba bawić się w Inkwizycję? - Septimus przywołał na usta porozumiewawczy uśmieszek - Obaj jesteśmy ludźmi interesu, który potrafią racjonalnie myśleć, prawda? Ufam, że sprawa pozostanie między nami.
Wyraźnie poruszony odkryciem na piątym pokładzie, Tauron przetarł kciukami zaparowane szkła okularów i nasadził je ponownie na nos. Uruchomiony tablet tkwił w pokrowcu na pasie savanta, niczym dziwaczny oręż gotowy do dobycia z olstra w razie potrzeby. Septimus obejrzał się ponad ramieniem na zalęknionych marynarzy, którzy niepewnie trącali martwe cielska lufami strzelb.
- Co o tym myślisz, Tauronie? - zapytał adepta, ściszając głos tak, by usłyszeli go wyłącznie stojący obok członkowie komórki - Faktycznie nie wyglądają na bestie Osnowy.
- Gdyby nie rozmiary, mógłbym przysiąc, że to mroczniaki szponoskrzydłe - odparł z przekonaniem w głosie uczony - Ich umaszczenie sugeruje, że pochodzą z Dusku, ale ta wielkość... poza tym ich eksport poza macierzystą planetę jest surowo zabroniony. Musiałbym dokonać kilku dodatkowych pomiarów, pobrać próbki...
- To się na pewno uda załatwić - oznajmił z posępną miną Septimus - Bardzo ciekawi mnie, skąd się wzięły na pokładzie i czy nie ma ich tutaj przypadkiem więcej. Uwaga...
Kapitan Galahar zbliżył się do grupki swych pasażerów składając nerwowo ręce, wyraźnie wstrząśnięty dramatycznym akcentem ostatnich wydarzeń.
- Czcigodny rzeczniku, mam nadzieję, że ani ty ani nikt z twej świty nie odniósł w tym incydencie poważniejszych obrażeń? Prócz tego nieszczęsnego przybocznego, rzecz jasna! - zapytał kładąc prawą dłoń w geście zamierzonej poufałości na ramieniu Septimusa - To straszne, niespotykane! Coś takiego nie miało się prawa wydarzyć! Bardzo surowo przestrzegamy reguł kwarantanny, dokładamy wszelkich starań, by nie dopuszczać lokalnej fauny i flory do pokładu Gwiazdy.
- Przeprosiny wstępnie przyjęte - odpowiedział formalnym tonem Septimus - Ubolewam nad śmiercią pańskich ludzi. Będę się modlił za ich dusze. To straszne, że oddali życie w Osnowie, tak daleko od światła Boga-Imperatora.
- Spełnili swą powinność - skinął uspokajająco głową kapitan - Jestem gotów zapłacić ich życiem za bezpieczeństwo tak znamienitych pasażerów. Chciałbym zadośćuczynić tym przykrym wrażeniom zapraszając pana wraz ze świtą na wspólny posiłek...
- Co oni robią? - odezwał się znienacka Tauron, który śledził słuchem konwersację przypatrując się jednocześnie martwym drapieżnikom - Ci ludzie z miotaczami?
- Spalą truchła - objaśnił Haxtan Stern, wyprzedzając swymi słowami odpowiedź kapitana - Trzeba się pozbyć tej padliny, zanim rozniesie jakieś choroby.
- To niedopuszczalne! - wyrzucił z siebie savant - Musimy przeprowadzić sekcję, pobrać próbki...
- Mój rachmistrz pasjonuje się w wolnym czasie naukami przyrodniczymi - oświadczył Septimus - Toleruję to, albowiem poświęcenie, z jakim oddaje się właściwej pracy usprawiedliwia owe fanaberie. Myślę też, że znalazłem sposób na zrekompensowanie nam doznanego wstrząsu. Chętnie przyjmę od pana w prezencie te truchła, dla celów późniejszego zakonserwowania. Chciałbym móc wystawić je w holu osobliwości, w siedzibie naszej gildii w dystrykcie Zanimedes.
- Nie wiem, czy to zgodne z prawem - właściciel Gwiazdy zawahał się na chwilę, zmarszczył czoło rozważając w myślach propozycję rzekomego rzecznika gildii - Przepisy nakazują w takich przypadkach zniszczenie szkodników i utylizację ich szczątków.
- Drogi kapitanie, nie chce pan chyba bawić się w Inkwizycję? - Septimus przywołał na usta porozumiewawczy uśmieszek - Obaj jesteśmy ludźmi interesu, który potrafią racjonalnie myśleć, prawda? Ufam, że sprawa pozostanie między nami.
Inne patrole marynarzy przeczesują sąsiednie poziomy, na razie nie natrafiły na ślad innych drapieżników...