Osnowa, pokład Diamentowej Gwiazdy
Wyraźnie poruszony odkryciem na piątym pokładzie, Tauron przetarł kciukami zaparowane szkła okularów i nasadził je ponownie na nos. Uruchomiony tablet tkwił w pokrowcu na pasie savanta, niczym dziwaczny oręż gotowy do dobycia z olstra w razie potrzeby. Septimus obejrzał się ponad ramieniem na zalęknionych marynarzy, którzy niepewnie trącali martwe cielska lufami strzelb.
- Co o tym myślisz, Tauronie? - zapytał adepta, ściszając głos tak, by usłyszeli go wyłącznie stojący obok członkowie komórki - Faktycznie nie wyglądają na bestie Osnowy.
- Gdyby nie rozmiary, mógłbym przysiąc, że to mroczniaki szponoskrzydłe - odparł z przekonaniem w głosie uczony - Ich umaszczenie sugeruje, że pochodzą z Dusku, ale ta wielkość... poza tym ich eksport poza macierzystą planetę jest surowo zabroniony. Musiałbym dokonać kilku dodatkowych pomiarów, pobrać próbki...
- To się na pewno uda załatwić - oznajmił z posępną miną Septimus - Bardzo ciekawi mnie, skąd się wzięły na pokładzie i czy nie ma ich tutaj przypadkiem więcej. Uwaga...
Kapitan Galahar zbliżył się do grupki swych pasażerów składając nerwowo ręce, wyraźnie wstrząśnięty dramatycznym akcentem ostatnich wydarzeń.
- Czcigodny rzeczniku, mam nadzieję, że ani ty ani nikt z twej świty nie odniósł w tym incydencie poważniejszych obrażeń? Prócz tego nieszczęsnego przybocznego, rzecz jasna! - zapytał kładąc prawą dłoń w geście zamierzonej poufałości na ramieniu Septimusa - To straszne, niespotykane! Coś takiego nie miało się prawa wydarzyć! Bardzo surowo przestrzegamy reguł kwarantanny, dokładamy wszelkich starań, by nie dopuszczać lokalnej fauny i flory do pokładu
Gwiazdy.
- Przeprosiny wstępnie przyjęte - odpowiedział formalnym tonem Septimus - Ubolewam nad śmiercią pańskich ludzi. Będę się modlił za ich dusze. To straszne, że oddali życie w Osnowie, tak daleko od światła Boga-Imperatora.
- Spełnili swą powinność - skinął uspokajająco głową kapitan - Jestem gotów zapłacić ich życiem za bezpieczeństwo tak znamienitych pasażerów. Chciałbym zadośćuczynić tym przykrym wrażeniom zapraszając pana wraz ze świtą na wspólny posiłek...
- Co oni robią? - odezwał się znienacka Tauron, który śledził słuchem konwersację przypatrując się jednocześnie martwym drapieżnikom - Ci ludzie z miotaczami?
- Spalą truchła - objaśnił Haxtan Stern, wyprzedzając swymi słowami odpowiedź kapitana - Trzeba się pozbyć tej padliny, zanim rozniesie jakieś choroby.
- To niedopuszczalne! - wyrzucił z siebie savant - Musimy przeprowadzić sekcję, pobrać próbki...
- Mój rachmistrz pasjonuje się w wolnym czasie naukami przyrodniczymi - oświadczył Septimus - Toleruję to, albowiem poświęcenie, z jakim oddaje się właściwej pracy usprawiedliwia owe fanaberie. Myślę też, że znalazłem sposób na zrekompensowanie nam doznanego wstrząsu. Chętnie przyjmę od pana w prezencie te truchła, dla celów późniejszego zakonserwowania. Chciałbym móc wystawić je w holu osobliwości, w siedzibie naszej gildii w dystrykcie Zanimedes.
- Nie wiem, czy to zgodne z prawem - właściciel
Gwiazdy zawahał się na chwilę, zmarszczył czoło rozważając w myślach propozycję rzekomego rzecznika gildii - Przepisy nakazują w takich przypadkach zniszczenie szkodników i utylizację ich szczątków.
- Drogi kapitanie, nie chce pan chyba bawić się w Inkwizycję? - Septimus przywołał na usta porozumiewawczy uśmieszek - Obaj jesteśmy ludźmi interesu, który potrafią racjonalnie myśleć, prawda? Ufam, że sprawa pozostanie między nami.
Inne patrole marynarzy przeczesują sąsiednie poziomy, na razie nie natrafiły na ślad innych drapieżników...