[center]Szare Grzbiety, 26 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]
Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=ccqYyWL3DEU[/center]
Vidgar w pośpiechu sięgnął do pasa i wepchnął w dłonie Norlaug butelkę z wódką. Zdało mu się bowiem, iż z ich trójki czarownica miała najbardziej celne oko. Dobył miecza i zdjął w pleców tarczę, szykując się do odparcia ataku plugawego stworu.
- Osłonię was, a wy podpalcie tą maszkarę! - zawołał do pozostałej dwójki, która ustawiła się w pewnej odległości, za nim.
Wiedźma zważyła w dłoniach otrzymaną flaszkę i złapała ją za szyjkę, by przygotować się do ciśnięcia nią w Rozpaczmę. Kyariel zaintonował w pośpiechu kilka śpiewnych słów po czym jego postać otoczyła aura mroźnej, błękitnej energii.
Upiorne zawodzenie nie cichło nawet na moment, uniemożliwiając zebranie myśli. Kyariel poczuł jak ukryta w nim nuta bezbrzeżnej rozpaczy wnika do jego serca, wypełniając je czarnym oparem smutku. Poczuł, że nadzieja w nim zamiera. Opór nie miał sensu. Ich klęska była przesądzona... Jego głos, składający nową inkantację załamał się w połowie zdania i jedynie najwyższym wysiłkiem woli udało mu się ustać na nogach i nie rzucić się w rozpaczy na śnieg.
Oślizgłe macki zdawały się wyczuwać bliskość ciepłokrwistych ofiar. I gdy tylko większość potwora wyłoniła się z wydartej w ziemi szczeliny, pomknęły ku Vidgarowi, starając się dosięgnąć go jednocześnie z obu stron. Młody wojownik odepchnął tarczą, wijącą się jak bicz mackę z lewej strony i ciął tą, która atakowała go z prawej. Ostrze jednak ześlizgnęło się po jej obłym kształcie, nie czyniąc potworowi krzywdy. Mimo to, cios zdołał zamortyzować główną siłę ataku, tak, iż jedynie końcówka macki dosięgła szyi Einheriera, zostawiając na niej krwawą pręgę.
Norlaug cisnęła w stronę kłębiącego się kształtu butelką z wódką i z satysfakcją ujrzała, jak szkło rozpryskuje się, a bezbarwna ciecz ochlapuje fioletowo-siną skórę Rozpaczmy. Ta wszakże nie zdawała się zwracać na to najmniejszej uwagi. Coraz to nowe macki wyłaniały się w dziury, gotowe do kolejnego ataku i zdawało się, że ilość ich jest nieskończona. Wtedy to Kyariel przemógł wreszcie słabość, która go ogarnęła i wzniósł drżącą dłoń, ciskając płonącym pociskiem prosto w nadciągającą maszkarę. Ogień dosięgnął ciała stworu i rozlał się błękitnawo po spływającej po nim wódce. Upiorne wycie urwało się, przechodząc w głęboki jęk, gdy potwór w panice zaczął cofać się z powrotem do dziury. Większość macek, które wydobył z niej uprzednio, cofała się teraz, starając się ukryć pod ziemią. Jednakże te dwie, które atakowały wcześniej pozostały. Jedna z nich poruszyła się błyskawicznie, sunąc po ziemi i dosięgając Vidgara. Tym razem wojownik nie zdołał obronić się tarczą, która wypadła mu z ręki gdy Rozpaczma owinęła go wpół i z ogromną siłą cisnęła na wystające spod śniegu skały. Druga z macek świsnęła tuż nad głową Norlaug, która skuliła się odruchowo. Jej ręka drgnęła i kolejna butelka, ciśnięta przez wiedźmę, upadła niegroźnie na śnieg.
[center]

[/center]
Widząc, iż towarzysze znajdują się w potrzebie, a Vidgar stanowiący ostatni bastion, chroniący jego i wiedźmę, przed atakiem stwora padł na śnieg, Kyariel znalazł w sobie dość sił, aby zrzucić z siebie pęta krępujące jego wolę. Ogień, który gorzał w nim wypełnił jego myśli i uczucia. Tym razem jego głoś nie drżał, lecz wypełniała go siła i pewność zwycięstwa. Kolejny ognisty pocisk przeszył ciemność nocy, dosięgając znikającego w jamie stwora. Upiorny jęk, który dobył się spod powierzchni ziemi przejął wszystkich dreszczem. Macki zadygotały spazmatycznie i opadły, kładąc się na śniegu nieruchomymi, oślizgłymi zwojami.
Podsumowanie walki:
Kyariel: 3 obrażenia (rany średnie), 3 wydajne pounkty Energii (zostały 4)
Norlaug: 3 obrażenia (odniesione wcześniej, w wyniku upadku do dołu), 2 wydane punkty Energii (zostały 4)
Vidgar: 8 obrażeń (znajdujesz się na ranach średnich - pula średnich zeszła jednak do 0), Energia na pełnym poziomie.
[center]***[/center]
Słońce zniknęło ostatecznie za pasmem wzgórz, na wschodzie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Krew moluna przestała już parować, zamarzając powoli. Teraz, gdy podniecenie spowodowane walką opadło, obaj poczuli zmęczenie. Tańczący siadł więc na śniegu oglądając się i licząc rany i zadrapania na swej skórze. Odkrył, że było ich o wiele więcej, niż początkowo przypuszczał. Olaf także odetchnął kilka razy głęboko, starając się uspokoić oddech i rozluźnić mięśnie. Wiedział, że ten wysiłek nie był ostatnim. Od obozowiska bowiem dzielił ich jeszcze spory kawałek drogi.
Tańczący: Pręt Runiczny przywróci ci 2 punkty Żywotności, sprawiając, że znajdziesz się na ranach średnich. Możesz więc już chodzić o własnych siłach, choć o bieganiu (czy wykonywaniu innych męczących działań typu: noszenie czegoś ciężkiego, pływanie etc.) zapomnij na razie.
Olaf: Masz ze sobą zarówno Eliksir Uzdrawiający jak i Pręt Runiczny. Zakładam, że zawsze nosicie przy sobie takie rzeczy na wyprawie. Nie byłoby przecież sensu zostawiać je gdzieś, gdy mogą się przydać.
Tańczący jest aktualnie na obrażeniach średnich. Sam już może chodzić. Jeśli chcesz mu pomóc możesz próbować dodatkowo opatrzyć go (masz Pierwszą Pomoc i zakładam, że nosisz ze sobą jakieś bardzo podstawowe środki opatrunkowe).
Powrót do groty normalnie zająłby około 15 minut szybkiego marszu (z wykorzystaniem zaklęcia Śnieżny Chód). W tej sytuacji gdy Wylkołek jest ranny będzie musiał poruszać się wolniej, więc zajmie to wam jakieś pół godziny.
Pomocne informacje:
Jeśli Tańczący zawyje to każdy kto ma totem wilka zrozumie sygnał - totem zapewnia bowiem zdolność "Empatii Zwierzęcej" z gatunkiem, któremu odpowiada duch totemiczny. Zdolność ta pozwala rozumieć mowę zwierząt danego rodzaju.
Samiec moluna waży jakieś 300 kg. samica nieco mniej - około 180 kg. Będziecie potrzebować pomocy do przeniesienia mięsa.