PBF - New Orleans by Night
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Nowy Orlean, W drodze do dzielnicy Arabi; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa
Bradley w pierwszym momencie pomyślał, że Ray robi sobie jaja z spontanicznym wjazdem na Arabi, ale po kilku przecznicach zdał sobie sprawę, że Krzykacz raczej nie zna się na ironii, lub nie zrozumiał, że to terytorium zmiennokształtnych, co nie wydawało się takie nieprawdopodobne, zważywszy na ilośc zdań wielokrtonie złożonych jakie wcześniej użył. Ray był spoko, mogli zostać najlepszymi kumplami do samej śmierci, ale grobowa deska pewnie zastała by ich bardzo szybko, jeśli zdawaliby się na pomysły Brujaha.
Lepiej go trochę ostudzić, bo napalony jak dupodajka przed weekendem. Do niego naprawdę trzeba mówić dużymi literami i i tylko prostymi zdaniami. Jak by go dobrze podejść, to jadłby z ręki i nawet by się nie zjarzył, czyja to ręka i że właśnie obciąga ze smakiem. Zupełnie jak my u Marcela... - Westwood pokiwał głową.
- Ray, mistrzu złoty, weź no skmiń, że my tam musimy na dyskrecji wjechać, a nie jak w Jessi James, wymachując czterdzistkami piątkami. Także weź no z łaski swojej zatrzymaj furę w zaułku przy St. Clauds Avenue przed mostem. Taki radiowóz lekko się rzuca w oczy, nie? Wiesz, to są tereny wilkołaków. Wilkołaków, powtórze dla pewności. No i lepiej żeby sobie nie zdali sprawy, że wampiry sobie tam robią imprezkę, bo możemy skończyć jako danie główne na grillu u ich wielkiego wodza. Nie wiem jak inni ale ja to bym jeszcze parę nocek poswawolił. A drugi powód, dla którego trzeba tam wpaść jak ninja, a nie jak Rambo to to, że nie wiem jaką obstawę ma Charlie. Trochę można zmarszczyć japę jak się okaże, że wjechaliśmy na pełnej kurwie między jakiś van Helsingów. Także ja zapewnie nam niewidzialność, Richie Rich umiejętności społeczne, a ty Ray przypierdolisz komuś jak nie będzie innego wyjścia, ze szczególnym naciskiem na "jak nie będzie innego wyjścia". Kumasz, jak się zacznie ostra akcja to chuj strzeli naszą niewidzialność i będziemy wystawieni jak na talerzu. Silvio i Nick zostaną w radiowozie i w razie jakby było źle, to zrobią dywersję.
Bradley w pierwszym momencie pomyślał, że Ray robi sobie jaja z spontanicznym wjazdem na Arabi, ale po kilku przecznicach zdał sobie sprawę, że Krzykacz raczej nie zna się na ironii, lub nie zrozumiał, że to terytorium zmiennokształtnych, co nie wydawało się takie nieprawdopodobne, zważywszy na ilośc zdań wielokrtonie złożonych jakie wcześniej użył. Ray był spoko, mogli zostać najlepszymi kumplami do samej śmierci, ale grobowa deska pewnie zastała by ich bardzo szybko, jeśli zdawaliby się na pomysły Brujaha.
Lepiej go trochę ostudzić, bo napalony jak dupodajka przed weekendem. Do niego naprawdę trzeba mówić dużymi literami i i tylko prostymi zdaniami. Jak by go dobrze podejść, to jadłby z ręki i nawet by się nie zjarzył, czyja to ręka i że właśnie obciąga ze smakiem. Zupełnie jak my u Marcela... - Westwood pokiwał głową.
- Ray, mistrzu złoty, weź no skmiń, że my tam musimy na dyskrecji wjechać, a nie jak w Jessi James, wymachując czterdzistkami piątkami. Także weź no z łaski swojej zatrzymaj furę w zaułku przy St. Clauds Avenue przed mostem. Taki radiowóz lekko się rzuca w oczy, nie? Wiesz, to są tereny wilkołaków. Wilkołaków, powtórze dla pewności. No i lepiej żeby sobie nie zdali sprawy, że wampiry sobie tam robią imprezkę, bo możemy skończyć jako danie główne na grillu u ich wielkiego wodza. Nie wiem jak inni ale ja to bym jeszcze parę nocek poswawolił. A drugi powód, dla którego trzeba tam wpaść jak ninja, a nie jak Rambo to to, że nie wiem jaką obstawę ma Charlie. Trochę można zmarszczyć japę jak się okaże, że wjechaliśmy na pełnej kurwie między jakiś van Helsingów. Także ja zapewnie nam niewidzialność, Richie Rich umiejętności społeczne, a ty Ray przypierdolisz komuś jak nie będzie innego wyjścia, ze szczególnym naciskiem na "jak nie będzie innego wyjścia". Kumasz, jak się zacznie ostra akcja to chuj strzeli naszą niewidzialność i będziemy wystawieni jak na talerzu. Silvio i Nick zostaną w radiowozie i w razie jakby było źle, to zrobią dywersję.
Ostatnio zmieniony 17 marca 2017, 23:16 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
Nowy Orlean, W drodze do dzielnicy Arabi; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa
Bertone siedział w samochodzie przysłuchując się leniwie odbywającej się właśnie wymianie zdań. Upewnił się, jakie informacje przekazał Szczur - czy aby przypadkiem czegoś nie zapomniał. I oczywiście jedna rzecz się znalazła:
- Bradley, przyjacielu, bądź jeszcze tak łaskaw i pokaż wszystkim, jak wygląda Carter. Co prawda byłoby lepiej, gdybyśmy tej wiedzy nie potrzebowali, ale kto wie?
W zasadzie nie miał w tym momencie nic więcej do dodania, Nosferatu całkiem sprawnie i szczegółowo wszystko opisał. W zasadzie wszystko zaczynało być pod kontrolą poza jednym drobnym szczegółem - jechali właśnie na terytorium zmiennokształtnych! A to już się Toreadorowi nie podobało. Szczęśliwie z góry padła propozycja, by nie wysiadać w ogóle z samochodu, co akurat śpiewakowi całkiem przypadło do gustu, zgodził się więc bez większego zastanowienia. I przynajmniej zostanie ze mną ktoś względnie normalny, dodał w myślach.
Nie zamierzał się zastanawiać, czemu właściciwie nie pojechali dwoma samochodami. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż siedzieli w radiowozie z policjantem w bagażniku. Zdecydowanie nikt nie będzie szukał tego auta, policjanci w Nowym Orleanie mają samochód na każdym rogu wszystkich ulic miasta.. Ale nie było sensu rozpaczać nad rozlanym mlekiem w tym momencie, skupił się zatem na istotniejszych kwestiach.
Zastanawiająca była natomiast kobieta, która rzekomo krzyczała jego imię. Degenerat próbował z całych sił sobie przypomnieć kogoś takiego. Jakaś fanka? Jedna z kochanek? Ale te z kolei by mnie przecież nie sprzedały, nie po to dodawałem swojej krwi do wina.Z braku pomysłów zapytał Ray'a:
- Drogi przyjacielu, a jak właściwie wyglądała niewiasta, która w ostatnich chwilach swego istnienia wołała moje imię? Schlebia mi co prawda aż takie oddanie, aczkolwiek muszę przyznać, iż jest co co najmniej dziwne zboczenie. Niemniej mam także nadzieję, że przypadkiem nie uśmierciłeś kogoś mi bliskiego, gdyż musielibyśmy się wtedy pogniewać...
Swoją drogą byłbym zdecydowanie lepszym szoferem niż ten Brujah, pomyślał Silvio czując na własnej skórze sposób prowadzenia nowego towarzysza.
Bertone siedział w samochodzie przysłuchując się leniwie odbywającej się właśnie wymianie zdań. Upewnił się, jakie informacje przekazał Szczur - czy aby przypadkiem czegoś nie zapomniał. I oczywiście jedna rzecz się znalazła:
- Bradley, przyjacielu, bądź jeszcze tak łaskaw i pokaż wszystkim, jak wygląda Carter. Co prawda byłoby lepiej, gdybyśmy tej wiedzy nie potrzebowali, ale kto wie?
W zasadzie nie miał w tym momencie nic więcej do dodania, Nosferatu całkiem sprawnie i szczegółowo wszystko opisał. W zasadzie wszystko zaczynało być pod kontrolą poza jednym drobnym szczegółem - jechali właśnie na terytorium zmiennokształtnych! A to już się Toreadorowi nie podobało. Szczęśliwie z góry padła propozycja, by nie wysiadać w ogóle z samochodu, co akurat śpiewakowi całkiem przypadło do gustu, zgodził się więc bez większego zastanowienia. I przynajmniej zostanie ze mną ktoś względnie normalny, dodał w myślach.
Nie zamierzał się zastanawiać, czemu właściciwie nie pojechali dwoma samochodami. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż siedzieli w radiowozie z policjantem w bagażniku. Zdecydowanie nikt nie będzie szukał tego auta, policjanci w Nowym Orleanie mają samochód na każdym rogu wszystkich ulic miasta.. Ale nie było sensu rozpaczać nad rozlanym mlekiem w tym momencie, skupił się zatem na istotniejszych kwestiach.
Zastanawiająca była natomiast kobieta, która rzekomo krzyczała jego imię. Degenerat próbował z całych sił sobie przypomnieć kogoś takiego. Jakaś fanka? Jedna z kochanek? Ale te z kolei by mnie przecież nie sprzedały, nie po to dodawałem swojej krwi do wina.Z braku pomysłów zapytał Ray'a:
- Drogi przyjacielu, a jak właściwie wyglądała niewiasta, która w ostatnich chwilach swego istnienia wołała moje imię? Schlebia mi co prawda aż takie oddanie, aczkolwiek muszę przyznać, iż jest co co najmniej dziwne zboczenie. Niemniej mam także nadzieję, że przypadkiem nie uśmierciłeś kogoś mi bliskiego, gdyż musielibyśmy się wtedy pogniewać...
Swoją drogą byłbym zdecydowanie lepszym szoferem niż ten Brujah, pomyślał Silvio czując na własnej skórze sposób prowadzenia nowego towarzysza.
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa
Gdyby Nicholas nie był odporny na większość typowo ludzkich emocji, najpewniej zemdlałby na przednim siedzeniu radiowozu. Tremere miewał rozliczne kontakty z przedstawicielami innych Rodzin, ale nic jak dotąd nie przygotowało go na spotkanie z tak ekscentrycznym Brujahem. Zdolność Raya do wyciągania logicznych wniosków i budowania planów na bazie związku przyczyna-skutek najprawdopodobniej nie istniała albo też została zepchnięta głęboko w podświadomość Brujaha przez jego wariacką osobowość.
- St Clauds Avenue, mój gorącokrwisty przyjacielu - Bertrand powtórzył naprędce prośbę Szczura, samemu też czując palącą potrzebę wstrzymania choć na chwilę szaleńczego wyścigu po ulicach miasta - Musimy się tam na chwilę zatrzymać. To miejsce uchodzi za unikalne transwymiarowe źródło fatamorganicznej energii duchowej, która pozytywnie wpływa na talenty taumaturgiczne każdego Tremere. Musimy tam chwilę posiedzieć, najlepiej tak długo jak zaproponuje Bradley. Prawda, Bradley?
Radiowóz wciąż mknął poprzez Orleanu, nieubłaganie wioząc członków koterii ku terytorium zmiennokształtnych.
Gdyby Nicholas nie był odporny na większość typowo ludzkich emocji, najpewniej zemdlałby na przednim siedzeniu radiowozu. Tremere miewał rozliczne kontakty z przedstawicielami innych Rodzin, ale nic jak dotąd nie przygotowało go na spotkanie z tak ekscentrycznym Brujahem. Zdolność Raya do wyciągania logicznych wniosków i budowania planów na bazie związku przyczyna-skutek najprawdopodobniej nie istniała albo też została zepchnięta głęboko w podświadomość Brujaha przez jego wariacką osobowość.
- St Clauds Avenue, mój gorącokrwisty przyjacielu - Bertrand powtórzył naprędce prośbę Szczura, samemu też czując palącą potrzebę wstrzymania choć na chwilę szaleńczego wyścigu po ulicach miasta - Musimy się tam na chwilę zatrzymać. To miejsce uchodzi za unikalne transwymiarowe źródło fatamorganicznej energii duchowej, która pozytywnie wpływa na talenty taumaturgiczne każdego Tremere. Musimy tam chwilę posiedzieć, najlepiej tak długo jak zaproponuje Bradley. Prawda, Bradley?
Radiowóz wciąż mknął poprzez Orleanu, nieubłaganie wioząc członków koterii ku terytorium zmiennokształtnych.
Nick zna rytuał pozwalający wyczuwać bliską obecność lupinów, tylko jakie ma praktyczne możliwości, by go przeprowadzić w obecnej sytuacji? Mistrzu, coś podpowiesz?
Druga kwestia - Luizjana to stan miłośników broni. W Arabi na Aycock Street jest strzelnica - walnijmy tam Dominacją i zabierzmy po śrutowej strzelbie na każdego Kainitę, który nie jest dobry w walce - nie znam się na wilkołakach, ale taka strzelba to chyba może ich nastraszyć, co?
OD MG Dla Nicholasa:
Przyjmuje, że wszystkie składniki masz zmieszane w odpowiednich proporcjach i przygotowane do "użycia". Reszta zgodnie z opisem rytuału. Wystarczy Ci jedna minuta i zaklęcie zadziała na całą scenę. W połączeniu z Nadwrażliwością 1 (węch) będziesz miał bardzo duże szanse wywęszyć Lupina zanim do was dotrze. Jednak jadąc samochodem może to być dość trudne.
A co do Lupinów, to z broni najlepiej wybrać coś co ma dużą siłę ognia np. shotgun i strzelać z bliskiej odległości. Choć lepszą metodą będzie Dominacja (zakładając że Lupini nie wpadną w Szał)
Druga kwestia - Luizjana to stan miłośników broni. W Arabi na Aycock Street jest strzelnica - walnijmy tam Dominacją i zabierzmy po śrutowej strzelbie na każdego Kainitę, który nie jest dobry w walce - nie znam się na wilkołakach, ale taka strzelba to chyba może ich nastraszyć, co?
OD MG Dla Nicholasa:
Przyjmuje, że wszystkie składniki masz zmieszane w odpowiednich proporcjach i przygotowane do "użycia". Reszta zgodnie z opisem rytuału. Wystarczy Ci jedna minuta i zaklęcie zadziała na całą scenę. W połączeniu z Nadwrażliwością 1 (węch) będziesz miał bardzo duże szanse wywęszyć Lupina zanim do was dotrze. Jednak jadąc samochodem może to być dość trudne.
A co do Lupinów, to z broni najlepiej wybrać coś co ma dużą siłę ognia np. shotgun i strzelać z bliskiej odległości. Choć lepszą metodą będzie Dominacja (zakładając że Lupini nie wpadną w Szał)
Ostatnio zmieniony 21 marca 2017, 11:16 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
Radiowóz NOPD, Ulice Nowego Orleanu; trzecia noc śledztwa
Słysząc słowa tchórzliwych kompanów Ray'owi zaczęło się robić czerwono przed oczami. Porwani kainici mogą być w niebezpieczeństwie, zwłaszcza jego przyjaciel a oni chcą się zatrzymać gdzieś aby sobie debatować i planować. Nie zdają sobie chyba sprawy, że to szybkie działanie w tej chwili jest najważniejsze. Ale wiedział co robić w tym momencie, zwłaszcza będąc za kierownicą. Ręce zaczęły mu się zaciskać na kierownicy jakby chciały wycisnąć sok z resztek skóry pomarańczy, grymas jego twarzy wskazywał na stan bliski szału i gotowy do eksplozji.
- Kurwa! Kurwa! Kurwaaa!
W jednym momencie nacisnął pedał hamulca gwałtownie zwalniając i skręcił kierownicą w najbliższą boczną uliczkę. Po przejechaniu kilkunastu metrów nacisnął gwałtownie hamulec. Zatrzymawszy radiowóz otworzył drzwi chcąc wysiąść.
Słysząc słowa tchórzliwych kompanów Ray'owi zaczęło się robić czerwono przed oczami. Porwani kainici mogą być w niebezpieczeństwie, zwłaszcza jego przyjaciel a oni chcą się zatrzymać gdzieś aby sobie debatować i planować. Nie zdają sobie chyba sprawy, że to szybkie działanie w tej chwili jest najważniejsze. Ale wiedział co robić w tym momencie, zwłaszcza będąc za kierownicą. Ręce zaczęły mu się zaciskać na kierownicy jakby chciały wycisnąć sok z resztek skóry pomarańczy, grymas jego twarzy wskazywał na stan bliski szału i gotowy do eksplozji.
- Kurwa! Kurwa! Kurwaaa!
W jednym momencie nacisnął pedał hamulca gwałtownie zwalniając i skręcił kierownicą w najbliższą boczną uliczkę. Po przejechaniu kilkunastu metrów nacisnął gwałtownie hamulec. Zatrzymawszy radiowóz otworzył drzwi chcąc wysiąść.
Ostatnio zmieniony 21 marca 2017, 16:22 przez Ferre, łącznie zmieniany 1 raz.
Sanity is for the weak!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Nowy Orlean, W pobliżu Inner Harbour; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa
Dobrze ma w deklu nakładzione... Nawet jak na Brujaha. - pomyślał Bradley, widząc wściekającego się Raya. Domyślał się, że Krzykacz pali się do akcji, choć z kilku kurw jakie wykrzyczał, to można było wywnioskować zupełnie wszystko, że np zostawił zegarek po dziadku w schronieniu, albo zapomniał po przebudzeniu przekręcić sobie pokrętła wariat na niższy poziom.
W sumie można było to wykorzystać. Gdyby podał chłopakowi inny zły adres, to furiat pewnie poleciałby z wrzaskiem tam na pewną śmierć, ale zapewne skutecznie odwróciłby uwagę całej dzielnicy od kilku niepozornych typków, próbujących dostać się do trzymanego pod kluczem Charliego. Szybko odrzucił kiełkujący niebezpiecznie gdzieś w tyle głowy pomysł. Nie był przecież jakimś arystokratycznym czy degenerackim fiutem. Miał kręgosłup moralny i nawet takiego wariata na śmierć mu było szkoda posłać. Niemniej jednak zachowanie Raya stawiało pod znakiem zapytania sens zabrania go na akcję, wymagajcą opanowania i spokoju. Taki dynamit z krótkim lontem mógł eksplodować w najmniej oczekiwanym i odpowiednim momencie, wystawiając wszystkich na niebezpieczeństwo. Takich okoliczności wolał uniknąć.
Niech lepiej zostanie wariat w odwodzie. Tylko kogo wziąść zamiast niego? Silvio do niczego się nie przyda, ma taki sam zapłon jak Ray, tylko Brujah z wrzaskiem rzuci się na kogoś a Silvio z takim samym wrzaskiem spierdoli. Nic nie wiem o możliwościach Nicka... - Tremere zresztą chciał jeszcze wpaść na strzelnice celem zdobycia broni. Westwood szczerze powątpiewał z opowieści jakie słyszał od ziomków aby trochę śrutu zdołało zatrzymać wściekłego wilkołaka:
- Odpulamy te strzelnicę. Szkoda czasu i niewiele to przyniesie. Broń pewnie jest w radiowozie. Przecież to Luizjana! I kurwa wypuście nas ze środka. Drzwi z tyłu otwierają się jedynie od zewnątrz. - Dla ex-gliniarza było to oczywiste, ale Bradley nie mógł spodziewać się niczego po swoich kompanach.
No i zostawała jeszcze kwestia policjanta w bagażniku. Bo tak go zostawić nie można było. Bradley najchętniej doraźnie go zdominował i zostawił w radiowozie. Prawdziwy policjant na swoim miejscu nie wzbudzi niepotrzebnych pytań...
- Ray zluzuj poślady! Złość piękności szkodzi! Przecież nie wpadniesz na dzielnie wilkołaków z wrzaskiem, bo nie dolecisz nawet do wskazanego adresu, tylko zostaniesz poszatkowany na steki. Ruszamy tam teraz, ale z zachowaniem środków bezpieczeństwa. Teraz to już nawet nie wiem czy jest sens cię tam zabierać, bo jak zaczniesz się tam robić czerwony jak pomidor, to wszyscy będziemy w głębokiej dupie. Zawiodłem się, bo myślałem, że można liczyć na ciebie jak na Brujaha, a ty tu wyskakujesz z popisami.
Dobrze ma w deklu nakładzione... Nawet jak na Brujaha. - pomyślał Bradley, widząc wściekającego się Raya. Domyślał się, że Krzykacz pali się do akcji, choć z kilku kurw jakie wykrzyczał, to można było wywnioskować zupełnie wszystko, że np zostawił zegarek po dziadku w schronieniu, albo zapomniał po przebudzeniu przekręcić sobie pokrętła wariat na niższy poziom.
W sumie można było to wykorzystać. Gdyby podał chłopakowi inny zły adres, to furiat pewnie poleciałby z wrzaskiem tam na pewną śmierć, ale zapewne skutecznie odwróciłby uwagę całej dzielnicy od kilku niepozornych typków, próbujących dostać się do trzymanego pod kluczem Charliego. Szybko odrzucił kiełkujący niebezpiecznie gdzieś w tyle głowy pomysł. Nie był przecież jakimś arystokratycznym czy degenerackim fiutem. Miał kręgosłup moralny i nawet takiego wariata na śmierć mu było szkoda posłać. Niemniej jednak zachowanie Raya stawiało pod znakiem zapytania sens zabrania go na akcję, wymagajcą opanowania i spokoju. Taki dynamit z krótkim lontem mógł eksplodować w najmniej oczekiwanym i odpowiednim momencie, wystawiając wszystkich na niebezpieczeństwo. Takich okoliczności wolał uniknąć.
Niech lepiej zostanie wariat w odwodzie. Tylko kogo wziąść zamiast niego? Silvio do niczego się nie przyda, ma taki sam zapłon jak Ray, tylko Brujah z wrzaskiem rzuci się na kogoś a Silvio z takim samym wrzaskiem spierdoli. Nic nie wiem o możliwościach Nicka... - Tremere zresztą chciał jeszcze wpaść na strzelnice celem zdobycia broni. Westwood szczerze powątpiewał z opowieści jakie słyszał od ziomków aby trochę śrutu zdołało zatrzymać wściekłego wilkołaka:
- Odpulamy te strzelnicę. Szkoda czasu i niewiele to przyniesie. Broń pewnie jest w radiowozie. Przecież to Luizjana! I kurwa wypuście nas ze środka. Drzwi z tyłu otwierają się jedynie od zewnątrz. - Dla ex-gliniarza było to oczywiste, ale Bradley nie mógł spodziewać się niczego po swoich kompanach.
No i zostawała jeszcze kwestia policjanta w bagażniku. Bo tak go zostawić nie można było. Bradley najchętniej doraźnie go zdominował i zostawił w radiowozie. Prawdziwy policjant na swoim miejscu nie wzbudzi niepotrzebnych pytań...
- Ray zluzuj poślady! Złość piękności szkodzi! Przecież nie wpadniesz na dzielnie wilkołaków z wrzaskiem, bo nie dolecisz nawet do wskazanego adresu, tylko zostaniesz poszatkowany na steki. Ruszamy tam teraz, ale z zachowaniem środków bezpieczeństwa. Teraz to już nawet nie wiem czy jest sens cię tam zabierać, bo jak zaczniesz się tam robić czerwony jak pomidor, to wszyscy będziemy w głębokiej dupie. Zawiodłem się, bo myślałem, że można liczyć na ciebie jak na Brujaha, a ty tu wyskakujesz z popisami.
Ok. Bradley przedstawi poniszy plan.
1. Richie-Rich dominuje policjanta żeby siedział sobie spokojnie w radiowozie i czekał na telefon od nas z dalszymi instrukcjami. Żeby zachowywał sie normalnie itp.
2. Jumamy jakieś auto i zostawiamy w nim Silvio i jeszcze kogoś.
3. Grupa Bradley, Richie-Rich oraz albo Ray lub Nick ruszają pod osłoną niewidzialności pod adres i próbuje ekstrakcji świadka (najlepiej po cichu).
4. Grupa daje sygnał dla policjanta i ten ma jechać pod adres na sygnale. Ma się jednak nie zatrzymywać tylko jechać dalej jakby miał wezwanie gdzieś indziej. Za nim będą jechać Silvio i druga osoba. I oni zatrzymają się na miejscu Pakujemy się do fury i spadamy.
Dzięki temu, że nie wykorzystamy policjanta unikniemy potem niepotrzebnych powiązań. Ktoś może skminić numer radiowozu, połączyć to z policjantem i jak go NOSTF dopadnie to wyciąną z niego wszystko. Plan oczywiście może ulec zmianie w trakcie akcji, bo może trzeba będzie improwizować.
Mam ze sobą swoją 45.tkę?
1. Richie-Rich dominuje policjanta żeby siedział sobie spokojnie w radiowozie i czekał na telefon od nas z dalszymi instrukcjami. Żeby zachowywał sie normalnie itp.
2. Jumamy jakieś auto i zostawiamy w nim Silvio i jeszcze kogoś.
3. Grupa Bradley, Richie-Rich oraz albo Ray lub Nick ruszają pod osłoną niewidzialności pod adres i próbuje ekstrakcji świadka (najlepiej po cichu).
4. Grupa daje sygnał dla policjanta i ten ma jechać pod adres na sygnale. Ma się jednak nie zatrzymywać tylko jechać dalej jakby miał wezwanie gdzieś indziej. Za nim będą jechać Silvio i druga osoba. I oni zatrzymają się na miejscu Pakujemy się do fury i spadamy.
Dzięki temu, że nie wykorzystamy policjanta unikniemy potem niepotrzebnych powiązań. Ktoś może skminić numer radiowozu, połączyć to z policjantem i jak go NOSTF dopadnie to wyciąną z niego wszystko. Plan oczywiście może ulec zmianie w trakcie akcji, bo może trzeba będzie improwizować.
Mam ze sobą swoją 45.tkę?
Spoiler!
Edit: właśnie wpadł mi do głowy pomysł, żeby wpaść do tego domu w maskach pana Cartera i ludzików jakich spotkalem z Silvio w NOSTF i wyciągnąć świadka "na legalu". Narobimy krzyku, że szybko, trzeba przenieść świadka, bo było security breach at the HQ! Co wy na to?
Ostatnio zmieniony 22 marca 2017, 21:07 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa
Brujah ewidentnie cierpiał na jakąś przypadłość psychiczną, która w przypadku nieumarłego ewoluowała w kierunkach nieznanych normalnej ludzkiej medycynie. Jego zachowanie sprawiało wrażenie całkowicie nieprzewidywalnego, a co gorsza, sugerowało nadnormatywną nawet dla Spokrewnionych tendencję do wpadania w szał. Nicholas Bertrand znał doskonale wady nieżycia, ale na coś podobnego nie był w stu procentach przygotowany.
Podobnie jak na szaleńczą do granic możliwości jazdę kierowcy. Atrofia układu pokarmowego szczęśliwie uchroniła Tremere przed wymiotami, lecz gwałtowne hamowanie i tak przyniosło mu nieprzyjemną niespodziankę, bo uderzenie głową w przednią szybę przysporzyło Nicholasowi sporej dozy bólu.
- Ja pierdolę! - z ust Bertranda popłynęło przekleństwo, które nader rzadko gościło na jego ustach, jednoznacznie dowodząc ogromnego wzburzenia ucznia Piramidy - Słuchaj, co Bradley mówi, luzuj poślady! Ten Szczur jest równie szpetny, co mądry, tylko na niego popatrz, a zrozumiesz, że powinieneś go posłuchać!
Policzywszy w myślach do pięciu Nicholas zwalczył przemożną pokusę zdominowania wściekłego Brujaha, rozsądek podpowiadał mu bowiem, że późniejsze lanie nie było warte chwilowego upojenia władzą nad Rayem. Klucze do rozwiązania problemu Brujaha mające korzenie w taumaturgii niosły ze sobą jeszcze większe konsekwencje, ponieważ mogły trwale upośledzić relacje między koterią i jej sojusznikiem.
- Jeśli mam was na czas ostrzec przed zmiennokształtnymi, potrzebuję chwili na pewien zabieg, czysto profilaktyczny - Tremere namacał w kieszeni spodni niewielki foliowy woreczek, który zawsze tam nosił, złapał go dwoma złożonymi palcami, ale nie wyciągnął przedwcześnie na wierzch - Kwestia przetkania nosa, chyba wyssałem przeziębionego dawcę, bo jakiś katar mnie łapie. Poczekajcie chwilę.
Brujah ewidentnie cierpiał na jakąś przypadłość psychiczną, która w przypadku nieumarłego ewoluowała w kierunkach nieznanych normalnej ludzkiej medycynie. Jego zachowanie sprawiało wrażenie całkowicie nieprzewidywalnego, a co gorsza, sugerowało nadnormatywną nawet dla Spokrewnionych tendencję do wpadania w szał. Nicholas Bertrand znał doskonale wady nieżycia, ale na coś podobnego nie był w stu procentach przygotowany.
Podobnie jak na szaleńczą do granic możliwości jazdę kierowcy. Atrofia układu pokarmowego szczęśliwie uchroniła Tremere przed wymiotami, lecz gwałtowne hamowanie i tak przyniosło mu nieprzyjemną niespodziankę, bo uderzenie głową w przednią szybę przysporzyło Nicholasowi sporej dozy bólu.
- Ja pierdolę! - z ust Bertranda popłynęło przekleństwo, które nader rzadko gościło na jego ustach, jednoznacznie dowodząc ogromnego wzburzenia ucznia Piramidy - Słuchaj, co Bradley mówi, luzuj poślady! Ten Szczur jest równie szpetny, co mądry, tylko na niego popatrz, a zrozumiesz, że powinieneś go posłuchać!
Policzywszy w myślach do pięciu Nicholas zwalczył przemożną pokusę zdominowania wściekłego Brujaha, rozsądek podpowiadał mu bowiem, że późniejsze lanie nie było warte chwilowego upojenia władzą nad Rayem. Klucze do rozwiązania problemu Brujaha mające korzenie w taumaturgii niosły ze sobą jeszcze większe konsekwencje, ponieważ mogły trwale upośledzić relacje między koterią i jej sojusznikiem.
- Jeśli mam was na czas ostrzec przed zmiennokształtnymi, potrzebuję chwili na pewien zabieg, czysto profilaktyczny - Tremere namacał w kieszeni spodni niewielki foliowy woreczek, który zawsze tam nosił, złapał go dwoma złożonymi palcami, ale nie wyciągnął przedwcześnie na wierzch - Kwestia przetkania nosa, chyba wyssałem przeziębionego dawcę, bo jakiś katar mnie łapie. Poczekajcie chwilę.
Zgodnie z deklaracją z technicznego Bertrand opuści na chwilę wóz, by przeprowadzić stosowny rytuał.
Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa
Rozwścieczony Brujah spojrzał groźnie na Bertranda ukazując w oczach bestię chcącą rozszarpać wszystko na swojej drodze, po czym odwrócił wzrok próbując nie kierować agresji na kainitę. Wiedział, co musi zrobić w takim momencie. Wyskoczył z samochodu i oddalił się kilkanaście kroków od radiowozu w głąb bocznej uliczki. Upewnił się, że nie ma osób postronnych w pobliżu. W końcu znalazł dla siebie odpowiednią ofiarę. Nie widząc już dobrze zaatakował. Najpierw wypruł bebechy, światło zgasło. Bił pięściami raz po raz, łapał, szarpał, łamał i wyginał. Wyładował na niej cały swój nagromadzony przez ostatnie dwie godziny gniew. Stał nad swoją ofiarą niszcząc ją jeszcze wzrokiem przez kilka sekund. Biedna latarnia uliczna nie miała szans w spotkaniu z Ray'em. Ray potrzebował kilka chwil aby się uspokoić, latarnia nie protestowała.
Nasyciwszy swój gniew Ray poprawił włosy zaczesując je rękoma do tyłu. Obejrzał się wokół i odszedł od latarni w stronę radiowozu. Kiedy znalazł się na odpowiedniej odległości tak, aby ekipa z radiowozu mogła go usłyszeć zaczął mówić.
- Z tego, co się dowiedziałem od was to nie tylko mój przyjaciel został porwany. Teraz mamy okazję porozmawiać ze świadkiem a wy chcecie się gdzieś zaszyć i co kurwa ? - teraz już mówił z pełnym, zimnym spokojem na twarzy. - Planować następne kroczki ? Wy chyba nie rozumiecie jednej małej rzeczy. - przerwał wsiadając do samochodu i zamykając drzwi - Ci kainici mogą jeszcze żyć. A wy chcecie odjechać, zaszyć się gdzieś i debatować nad tym co zrobić.
Świadek jest w tej chwili jedyną nadzieją na uratowanie tych kainitów jeśli jeszcze żyją - przerwał odwracając się do tyłu - teraz wiemy gdzie jest świadek, ale za godzinę może go tam nie być. Sorry za ten mały wybuch gniewu, ale zależy mi na tym, aby pomóc porwanym a nie zbierać wiadomości o trupach.
Sięgnął rękoma do kierownicy, przerzucił bieg - Rozumiem Brad, że jest to teren Lupinów, ale jak wjedziemy tam radiowozem to raczej nikt się nie powinien przywalić do tego, kto w nim jedzie. Posłucham, co macie do powiedzenia i jaki macie plan. Ale niech to będzie plan na najbliższe godziny. I nie mówcie tak więcej, bo to brzmi jak gadka zimnego drania. Miliony to już statystyka kurwa jego mać. Macie swoje dyscypliny, zróbcie z nich użytek. No chyba, że jesteście tak starzy, że śmierć kilku kainitów nie robi na was wrażenia. Nawet kurwa lepiej, jeden przeciwnik mniej. Jeśli tak, to ja się z takiego team'u wypisuję.
Rozwścieczony Brujah spojrzał groźnie na Bertranda ukazując w oczach bestię chcącą rozszarpać wszystko na swojej drodze, po czym odwrócił wzrok próbując nie kierować agresji na kainitę. Wiedział, co musi zrobić w takim momencie. Wyskoczył z samochodu i oddalił się kilkanaście kroków od radiowozu w głąb bocznej uliczki. Upewnił się, że nie ma osób postronnych w pobliżu. W końcu znalazł dla siebie odpowiednią ofiarę. Nie widząc już dobrze zaatakował. Najpierw wypruł bebechy, światło zgasło. Bił pięściami raz po raz, łapał, szarpał, łamał i wyginał. Wyładował na niej cały swój nagromadzony przez ostatnie dwie godziny gniew. Stał nad swoją ofiarą niszcząc ją jeszcze wzrokiem przez kilka sekund. Biedna latarnia uliczna nie miała szans w spotkaniu z Ray'em. Ray potrzebował kilka chwil aby się uspokoić, latarnia nie protestowała.
Nasyciwszy swój gniew Ray poprawił włosy zaczesując je rękoma do tyłu. Obejrzał się wokół i odszedł od latarni w stronę radiowozu. Kiedy znalazł się na odpowiedniej odległości tak, aby ekipa z radiowozu mogła go usłyszeć zaczął mówić.
- Z tego, co się dowiedziałem od was to nie tylko mój przyjaciel został porwany. Teraz mamy okazję porozmawiać ze świadkiem a wy chcecie się gdzieś zaszyć i co kurwa ? - teraz już mówił z pełnym, zimnym spokojem na twarzy. - Planować następne kroczki ? Wy chyba nie rozumiecie jednej małej rzeczy. - przerwał wsiadając do samochodu i zamykając drzwi - Ci kainici mogą jeszcze żyć. A wy chcecie odjechać, zaszyć się gdzieś i debatować nad tym co zrobić.
Świadek jest w tej chwili jedyną nadzieją na uratowanie tych kainitów jeśli jeszcze żyją - przerwał odwracając się do tyłu - teraz wiemy gdzie jest świadek, ale za godzinę może go tam nie być. Sorry za ten mały wybuch gniewu, ale zależy mi na tym, aby pomóc porwanym a nie zbierać wiadomości o trupach.
Sięgnął rękoma do kierownicy, przerzucił bieg - Rozumiem Brad, że jest to teren Lupinów, ale jak wjedziemy tam radiowozem to raczej nikt się nie powinien przywalić do tego, kto w nim jedzie. Posłucham, co macie do powiedzenia i jaki macie plan. Ale niech to będzie plan na najbliższe godziny. I nie mówcie tak więcej, bo to brzmi jak gadka zimnego drania. Miliony to już statystyka kurwa jego mać. Macie swoje dyscypliny, zróbcie z nich użytek. No chyba, że jesteście tak starzy, że śmierć kilku kainitów nie robi na was wrażenia. Nawet kurwa lepiej, jeden przeciwnik mniej. Jeśli tak, to ja się z takiego team'u wypisuję.
Ray już się uspokoił i można puścić akcję dalej jak z planem, żeby nie przedłużać postoju.
Ostatnio zmieniony 24 marca 2017, 20:00 przez Ferre, łącznie zmieniany 1 raz.
Sanity is for the weak!
[center]Boczna uliczka gdzieś w Nowym Orleanie, Mardi Gras - luty 1994[/center]
Się porobiło się... - pomyślał Ventrue - niezłe z nich kasztany. Zaczął obmacywać się po kieszeniach marynarki w poszukiwaniu cygara lub nawet papierosa.
- Ekhem, gentleman, ma ktoś może papierosa? - wypalił niespodziewanie Richard.
Gdyby nie lata doświadczenia w korpo-negocjacjach o duże sumy, Rick pewnie już by się trząsł. Kontrola swoich nerwów to coś, co opanował niemal doskonale. Jedyne czego potrzebował w tej chwili to zapalić by nieco się odprężyć i przewietrzyć umysł. Złapanie dystansu do sprawy z pewnością pomoże podjąć właściwą decyzję.
- Wasze ideas są excellent! - powiedział - Ale zanim pojechałbym na akcję, załatwiłbym drugi samochód i broń. Już teraz jedziemy tym autem w sześciu. To tak na bidę z pół tony extra wagi. W razie troubles daleko nie uciekniemy - rzekł, po czym zaczął poprawiać sobie klapy marynarki.
- Tamtego Charliego też chcecie wrzucić do kufra, gentleman... - spytał z drwiącą ironią w głosie. Hałasy dobiegające z zaułka wywołały zdziwienie na nieumarłej twarzy Kainity. What the heck?! Poszedł tam tłuc kosze na śmieci czy co?
- i uważam że broń jest potrzebna - dodał kontynuując. - Wybielanymi zębami i garniturem od Versace nie zatrzymam rozwścieczonego lupina. Solidną siłą ognia już tak. To jak, ma ktoś zapalić?
Się porobiło się... - pomyślał Ventrue - niezłe z nich kasztany. Zaczął obmacywać się po kieszeniach marynarki w poszukiwaniu cygara lub nawet papierosa.
- Ekhem, gentleman, ma ktoś może papierosa? - wypalił niespodziewanie Richard.
Gdyby nie lata doświadczenia w korpo-negocjacjach o duże sumy, Rick pewnie już by się trząsł. Kontrola swoich nerwów to coś, co opanował niemal doskonale. Jedyne czego potrzebował w tej chwili to zapalić by nieco się odprężyć i przewietrzyć umysł. Złapanie dystansu do sprawy z pewnością pomoże podjąć właściwą decyzję.
- Wasze ideas są excellent! - powiedział - Ale zanim pojechałbym na akcję, załatwiłbym drugi samochód i broń. Już teraz jedziemy tym autem w sześciu. To tak na bidę z pół tony extra wagi. W razie troubles daleko nie uciekniemy - rzekł, po czym zaczął poprawiać sobie klapy marynarki.
- Tamtego Charliego też chcecie wrzucić do kufra, gentleman... - spytał z drwiącą ironią w głosie. Hałasy dobiegające z zaułka wywołały zdziwienie na nieumarłej twarzy Kainity. What the heck?! Poszedł tam tłuc kosze na śmieci czy co?
- i uważam że broń jest potrzebna - dodał kontynuując. - Wybielanymi zębami i garniturem od Versace nie zatrzymam rozwścieczonego lupina. Solidną siłą ognia już tak. To jak, ma ktoś zapalić?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa
Bertrand oddalił się na kilkanaście kroków od radiowozu, dzieląc swą uwagę pomiędzy wracającego do wozu Brujaha oraz wyciągnięty z kieszeni woreczek. Każda wizyta na terytorium zmiennokształtnych była niezmiennie obarczona straszliwym ryzykiem, dlatego Tremere zamierzał zrobić wszystko, co tylko było w jego mocy, by chronić własną skórę - nawet jeśli niekorzystna sytuacja zmuszała go do odprawienia taumaturgicznego rytuału w drażniąco bliskim towarzystwie Spokrewnionych pochodzących z innych klanów.
Wyostrzony mocą nadwrażliwości słuch Nicholasa rejestrował bez trudu konwersację wiedzioną przez tracącego na szczęście furiacki nastrój Raya i umiejętnie maskującego swój stres Richarda. Tremere nie miał wątpliwości, że bliski wybuchu szału pokaz emocji Brujaha napędził wymuskanemu Ventrue równie wiele strachu, co samemu Bertrandowi, ale Nick musiał niechętnie przyznać, że Spear doskonale potrafił się maskować.
Bertrand oddalił się na kilkanaście kroków od radiowozu, dzieląc swą uwagę pomiędzy wracającego do wozu Brujaha oraz wyciągnięty z kieszeni woreczek. Każda wizyta na terytorium zmiennokształtnych była niezmiennie obarczona straszliwym ryzykiem, dlatego Tremere zamierzał zrobić wszystko, co tylko było w jego mocy, by chronić własną skórę - nawet jeśli niekorzystna sytuacja zmuszała go do odprawienia taumaturgicznego rytuału w drażniąco bliskim towarzystwie Spokrewnionych pochodzących z innych klanów.
Wyostrzony mocą nadwrażliwości słuch Nicholasa rejestrował bez trudu konwersację wiedzioną przez tracącego na szczęście furiacki nastrój Raya i umiejętnie maskującego swój stres Richarda. Tremere nie miał wątpliwości, że bliski wybuchu szału pokaz emocji Brujaha napędził wymuskanemu Ventrue równie wiele strachu, co samemu Bertrandowi, ale Nick musiał niechętnie przyznać, że Spear doskonale potrafił się maskować.
Mistrzu, czy rytuał się powiódł?
OD MG: Ryt działa. Scena się skończy jak dojedziecie na miejsce. Zakładam, że po drodze kupicie broń.
OD MG: Ryt działa. Scena się skończy jak dojedziecie na miejsce. Zakładam, że po drodze kupicie broń.
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 27 marca 2017, 20:45 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa
Jaskrawe światło bijące od jarzeniowych lamp przydawało skórze sprzedawcy tak nienaturalnie bladego odcienia, że Nicholas nie omieszkał sprawdzić jego aury. Przeważająca większość Spokrewnionych potraktowałaby pomysł pracy w sklepie za absurdalny i zarazem absolutnie nielicujący z dumą Kainitów, ale Bertrand wiedział, że takie przypadki miały czasami miejsce. Lecz tym razem bladość sprzedawcy spowodowana była faktycznie oświetleniem, nie zaś kiepsko maskowanym brakiem typowych czynności życiowych.
- Czegoś potrzeba? - siedzący na wielkim fotelu za kontuarem człowiek spojrzał na nocnych klientów ponad szkłami spuszczonych w dół nosa okularów, przykleił do ust sztuczny uśmiech rażący na milę fałszywą do bólu nutą.
- Wybieramy się z przyjaciółmi na mokradła - odpowiedział uprzejmym tonem Tremere - Taka spontaniczna wyprawa, przed chwilą wpadliśmy na jej pomysł. W kręgach średniego managementu można rwać laski na pęczki na buty ze skóry aligatora, którego się samemu odstrzeliło. Co by nam pan zaproponował?
- Dla mnie tamten Colt! - wtrącił Westwood pokazując palcem na wybraną dla siebie broń, wiszącą na jednym z regałów za zakratowaną szybą odgradzającą sprzedawcę od reszty sklepu.
- Na aligatora? - wciąż sztucznie uśmiechnięty człowiek nieco się zdziwił pomysłem Bradleya, podrapał po obwisłym podbródku - Zdecydowanie odradzam, weź pan strzelbę.
- Mnie aligatory nie interesują, prymitywna rozrywka dla pełnego kompleksów managementu to nie moja bajka, cały ten blichtr i pokazówka - Szczur przemawiał z pełną powagą, ale Nicholas wiedział, że w środku Nosferat wręcz kwiczał ze śmiechu wbijając krewniakowi szpilkę - Pistolet mi wystarczy.
- Mój przyjaciel bardzo chciałby należeć do grona prawdziwych mężczyzn, ale ciągle mu się to nie udaje. Daj mu pan ten pistolet, niech sobie przynajmniej pelikana ustrzeli. Na co dzień tańczy w pawich piórach dla nadzianych kuguarzyc, w pelikanich też mu będzie do twarzy - odparł równie poważnie Bertrand.
Jaskrawe światło bijące od jarzeniowych lamp przydawało skórze sprzedawcy tak nienaturalnie bladego odcienia, że Nicholas nie omieszkał sprawdzić jego aury. Przeważająca większość Spokrewnionych potraktowałaby pomysł pracy w sklepie za absurdalny i zarazem absolutnie nielicujący z dumą Kainitów, ale Bertrand wiedział, że takie przypadki miały czasami miejsce. Lecz tym razem bladość sprzedawcy spowodowana była faktycznie oświetleniem, nie zaś kiepsko maskowanym brakiem typowych czynności życiowych.
- Czegoś potrzeba? - siedzący na wielkim fotelu za kontuarem człowiek spojrzał na nocnych klientów ponad szkłami spuszczonych w dół nosa okularów, przykleił do ust sztuczny uśmiech rażący na milę fałszywą do bólu nutą.
- Wybieramy się z przyjaciółmi na mokradła - odpowiedział uprzejmym tonem Tremere - Taka spontaniczna wyprawa, przed chwilą wpadliśmy na jej pomysł. W kręgach średniego managementu można rwać laski na pęczki na buty ze skóry aligatora, którego się samemu odstrzeliło. Co by nam pan zaproponował?
- Dla mnie tamten Colt! - wtrącił Westwood pokazując palcem na wybraną dla siebie broń, wiszącą na jednym z regałów za zakratowaną szybą odgradzającą sprzedawcę od reszty sklepu.
- Na aligatora? - wciąż sztucznie uśmiechnięty człowiek nieco się zdziwił pomysłem Bradleya, podrapał po obwisłym podbródku - Zdecydowanie odradzam, weź pan strzelbę.
- Mnie aligatory nie interesują, prymitywna rozrywka dla pełnego kompleksów managementu to nie moja bajka, cały ten blichtr i pokazówka - Szczur przemawiał z pełną powagą, ale Nicholas wiedział, że w środku Nosferat wręcz kwiczał ze śmiechu wbijając krewniakowi szpilkę - Pistolet mi wystarczy.
- Mój przyjaciel bardzo chciałby należeć do grona prawdziwych mężczyzn, ale ciągle mu się to nie udaje. Daj mu pan ten pistolet, niech sobie przynajmniej pelikana ustrzeli. Na co dzień tańczy w pawich piórach dla nadzianych kuguarzyc, w pelikanich też mu będzie do twarzy - odparł równie poważnie Bertrand.
MG, jak będzie z tym zbrojeniem? Mamy zdecydować, co bierzemy i jedziemy dalej czy chcesz z tego zrobić pełnowymiarową scenkę?
Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa
Bertone siedział w radiowozie i przysłuchiwał się jakże żywej (jak na ironię) rozmowie wampirów z coraz większym niepokojem.
Świetnie, najpierw szalony Brujah, policjant w bagażniku, a teraz jeszcze plebs chce się bawić w dziki zachód, to zdecydowanie nie na moje nerwy! Szczęśliwie lata pracy scenicznej nauczyły Toreadora ukrywania swych emocji, toteż przez całą drogę sprawiał wrażenie znudzonego, choć wewnątrz strach nabierał na sile. Terytorium lupinów również nie brzmiało zbyt optymistycznie.
- Panowie - rzekł leniwie - ale zdajecie sobie sprawę z tego, że jeśli użyjecie broni w samym środku terytorium zmiennokształtnych, to miejsce po chwili będzie przez nich otoczone? Założę się, iż niechybnie zainteresują się takimi dźwiękami w swojej okolicy, a wtedy będziemy w ciemnym zaułku. Jak zresztą całkiem niedawno, chciałbym przypomnieć.
Musi istnieć jakiś sposób, by ich odwieźć od tej cholernej broni!
Dlatego jestem za planem przybrania masek Cartera i spółki, a następnie odbicia zakładnika bez rozlewu krwi. Co do reszty planu - chętnie zostanę kierowcą, będzie to zdecydowanie miła odmiana po ostatnich wydarzeniach. Poza tym nie jestem w tym najgorszy - Silvio kończąc wypowiedź uśmiechnął się do wszystkich przyjaźnie.
Gdy dojechali do sklepu z bronią, nawet nie wysiadł z samochodu - poinformował tylko pozostałych, że jako osoba w aucie nie potrzebuje broni palnej, gdyż nie da się jednocześnie prowadzić i celnie strzelać.
Nawet jeśli nie udało się powstrzymać wszystkich od uzbrojenia się po zęby, degenerat wiedział jedno - trzeba ich przynajmniej ograniczyć z jej użyciem. Perspektywa przebywania w aucie pełnym uzbrojonych kainitów z policjantem w bagażniku coraz bardziej odciskała swoje piętno na umyśle artysty. Coraz bardziej miał ochotę po prostu stamtąd odjechać zostawiając wszystkich na pastwę wroga. Niestety, nie mógł sobie na to pozwolić - jego kariera momentalnie ległaby w gruzach, a tego bał się jeszcze bardziej...
Bertone siedział w radiowozie i przysłuchiwał się jakże żywej (jak na ironię) rozmowie wampirów z coraz większym niepokojem.
Świetnie, najpierw szalony Brujah, policjant w bagażniku, a teraz jeszcze plebs chce się bawić w dziki zachód, to zdecydowanie nie na moje nerwy! Szczęśliwie lata pracy scenicznej nauczyły Toreadora ukrywania swych emocji, toteż przez całą drogę sprawiał wrażenie znudzonego, choć wewnątrz strach nabierał na sile. Terytorium lupinów również nie brzmiało zbyt optymistycznie.
- Panowie - rzekł leniwie - ale zdajecie sobie sprawę z tego, że jeśli użyjecie broni w samym środku terytorium zmiennokształtnych, to miejsce po chwili będzie przez nich otoczone? Założę się, iż niechybnie zainteresują się takimi dźwiękami w swojej okolicy, a wtedy będziemy w ciemnym zaułku. Jak zresztą całkiem niedawno, chciałbym przypomnieć.
Musi istnieć jakiś sposób, by ich odwieźć od tej cholernej broni!
Dlatego jestem za planem przybrania masek Cartera i spółki, a następnie odbicia zakładnika bez rozlewu krwi. Co do reszty planu - chętnie zostanę kierowcą, będzie to zdecydowanie miła odmiana po ostatnich wydarzeniach. Poza tym nie jestem w tym najgorszy - Silvio kończąc wypowiedź uśmiechnął się do wszystkich przyjaźnie.
Gdy dojechali do sklepu z bronią, nawet nie wysiadł z samochodu - poinformował tylko pozostałych, że jako osoba w aucie nie potrzebuje broni palnej, gdyż nie da się jednocześnie prowadzić i celnie strzelać.
Nawet jeśli nie udało się powstrzymać wszystkich od uzbrojenia się po zęby, degenerat wiedział jedno - trzeba ich przynajmniej ograniczyć z jej użyciem. Perspektywa przebywania w aucie pełnym uzbrojonych kainitów z policjantem w bagażniku coraz bardziej odciskała swoje piętno na umyśle artysty. Coraz bardziej miał ochotę po prostu stamtąd odjechać zostawiając wszystkich na pastwę wroga. Niestety, nie mógł sobie na to pozwolić - jego kariera momentalnie ległaby w gruzach, a tego bał się jeszcze bardziej...
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Nowy Orlean, W pobliżu Inner Harbour; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa
- Uwierz mi drogi Silvio, że strzelanina, jest ostatnim czego potrzebujemy, ale jeśli już do niej dojdzie, to wolałbym móc strzelać z czegoś więcej niż kostek. - Nosferatu zgiął przycisnął palcami lewej dłoni złożoną prawą pięść. Wygięte stawy kliknęły jeden po drugim z charakterystycznym dźwiękiem. Po chwili dodał ponuro:
- Widzisz ja kulawy to nie to co ty: tak szybko nie spierdolę, a jak mnie mają futrzaci dopaść, to chociaż sobie w łeb pierdolnę zanim mnie dopadną. Przynoście stokrotki na mój grób. Moją kolekcję starłorsowych figurek i taśmy video z sagą przekażę w testamencie tobie Silvio, ty się znasz na sztuce, docenisz artyzm Lucasa. Moje wszystkie ubrania dla Richarda, żeby czasem mógł trochę zluzować dress-code. Nick moż wsiąść sobie w posiadanie moje schronienie. Tam mu raczej nikt nie będzie granatów na framudze zostawiał. No i jeszcze Ray, weźmiesz mojego nowego Colta M1911A1 i komórkę. Fakt że to za flotę Richarda kupione, ale nie mam zbyt wiele kolego. W sumie jakbyś chciał, to możesz wpadać czasem do Nicka w odwiedziny i czuj się wtedy w moim ex-schronieniu jak u siebie.
Brad świetnie się bawił wyobrażając sobie jak Degenerat drapie się po głowie zachodząc o co kaman z tymi figurkami. Jak wyglądał by Richi-Rich w bojówkach i rozciągniętym swetrze śmierdzącym kanałem i jak Czarodziej walczy z torsjami próbując się dostać do bunkra oficjalną trasą przez komorę ściekową, a potem blednie jeszcze bardziej, gdy odwiedza go Krzykacz z flakonem i kwiatkami.
- Dobra, a tak na poważnie. Ziomy, nie da się odmówić racji Silvio. Sprawę trzeba załatwić po cichu i bez rozlewu krwi. Jakby się zaczęła grubsza akcja, to wpierdolimy się między typków z NOSTF a wilkołaki i będziemy mieli przejebane na maksa, o ile ktoś z nas przeżyje tak długo żeby w ogóle zdążył mieć przejebane. Jak ktoś zrobi coś głupiego, co postawi nas w trudnej sytuacji, to mu osobiście łeb odstrzelę.
- Uwierz mi drogi Silvio, że strzelanina, jest ostatnim czego potrzebujemy, ale jeśli już do niej dojdzie, to wolałbym móc strzelać z czegoś więcej niż kostek. - Nosferatu zgiął przycisnął palcami lewej dłoni złożoną prawą pięść. Wygięte stawy kliknęły jeden po drugim z charakterystycznym dźwiękiem. Po chwili dodał ponuro:
- Widzisz ja kulawy to nie to co ty: tak szybko nie spierdolę, a jak mnie mają futrzaci dopaść, to chociaż sobie w łeb pierdolnę zanim mnie dopadną. Przynoście stokrotki na mój grób. Moją kolekcję starłorsowych figurek i taśmy video z sagą przekażę w testamencie tobie Silvio, ty się znasz na sztuce, docenisz artyzm Lucasa. Moje wszystkie ubrania dla Richarda, żeby czasem mógł trochę zluzować dress-code. Nick moż wsiąść sobie w posiadanie moje schronienie. Tam mu raczej nikt nie będzie granatów na framudze zostawiał. No i jeszcze Ray, weźmiesz mojego nowego Colta M1911A1 i komórkę. Fakt że to za flotę Richarda kupione, ale nie mam zbyt wiele kolego. W sumie jakbyś chciał, to możesz wpadać czasem do Nicka w odwiedziny i czuj się wtedy w moim ex-schronieniu jak u siebie.
Brad świetnie się bawił wyobrażając sobie jak Degenerat drapie się po głowie zachodząc o co kaman z tymi figurkami. Jak wyglądał by Richi-Rich w bojówkach i rozciągniętym swetrze śmierdzącym kanałem i jak Czarodziej walczy z torsjami próbując się dostać do bunkra oficjalną trasą przez komorę ściekową, a potem blednie jeszcze bardziej, gdy odwiedza go Krzykacz z flakonem i kwiatkami.
- Dobra, a tak na poważnie. Ziomy, nie da się odmówić racji Silvio. Sprawę trzeba załatwić po cichu i bez rozlewu krwi. Jakby się zaczęła grubsza akcja, to wpierdolimy się między typków z NOSTF a wilkołaki i będziemy mieli przejebane na maksa, o ile ktoś z nas przeżyje tak długo żeby w ogóle zdążył mieć przejebane. Jak ktoś zrobi coś głupiego, co postawi nas w trudnej sytuacji, to mu osobiście łeb odstrzelę.
Bradley doda jeszcze ewentualnie, (jeśli MG mi to potwierdzi), że może w zestawie z maskami dodać po shotgunie, żebyśmy wyglądali na uzbrojonych po zęby. Wtedy bierzemy tylko pistolety i kitramy za paskami.
No i pytanie do MG: Czy Bradley będzie potrafił wyczarować za pomocą Maski 1000 Twarzy po shotgunie, czy innej broni dla każdego?
No i pytanie do MG: Czy Bradley będzie potrafił wyczarować za pomocą Maski 1000 Twarzy po shotgunie, czy innej broni dla każdego?
OD MG:
Co do broni to możecie sobie wybrać co chcecie. Dostępne są podstawowe wersje pistoletów lekkich i ciężkich. Znajdzie się również dubeltówka. Broń standardowa bez ulepszeń typu przedłużony magazynek, celownik itd. Do kupienia możliwy zapas naboi.
Bradley bez problemu jest w stanie każdemu w koterii dodać do wizerunku dubeltówkę, ale nie może ona być w dłoniach. Musi być elementem wizerunku postaci.
Oczywiście nie widzę problemu jak posuwacie akcje dalej. Teraz jest doby moment by zająć się policjantem w bagażniku. Generalnie nie jest to zbyt miłe dla tego człowieka, a już na pewno nie czuje się komfortowo w tej sytuacji. Ci, którzy posiadają wysokie wartości Człowieczeństwa będą zdawać sobie sprawę z faktu, że ten człowiek wyobraża sobie najgorsze rzeczy jakie teraz mogą go spotkać. Dla tego policjanta to koszmar.
Przyjmuję że Richard płaci żywą gotówką.
Co do broni to możecie sobie wybrać co chcecie. Dostępne są podstawowe wersje pistoletów lekkich i ciężkich. Znajdzie się również dubeltówka. Broń standardowa bez ulepszeń typu przedłużony magazynek, celownik itd. Do kupienia możliwy zapas naboi.
Bradley bez problemu jest w stanie każdemu w koterii dodać do wizerunku dubeltówkę, ale nie może ona być w dłoniach. Musi być elementem wizerunku postaci.
Oczywiście nie widzę problemu jak posuwacie akcje dalej. Teraz jest doby moment by zająć się policjantem w bagażniku. Generalnie nie jest to zbyt miłe dla tego człowieka, a już na pewno nie czuje się komfortowo w tej sytuacji. Ci, którzy posiadają wysokie wartości Człowieczeństwa będą zdawać sobie sprawę z faktu, że ten człowiek wyobraża sobie najgorsze rzeczy jakie teraz mogą go spotkać. Dla tego policjanta to koszmar.
Przyjmuję że Richard płaci żywą gotówką.
Ostatnio zmieniony 06 kwietnia 2017, 21:10 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa
Nicholas schował pistolet za pasek spodni na swych plecach, ściągnął w dół kurtkę przykrywając nią pachnącą smarowidłem broń. Tremere wyszedł ze sklepu pierwszy, lecz zamiast skierować kroki ku zaparkowanemu opodal pojazdowi, zatrzymał się przy zakratowanej witrynie i przywołał do siebie wychodzącego Westwooda.
- Zanim sprawy potoczą się dalej, musimy definitywnie rozwiązać problem niewygodnego świadka - powiedział ściszonym głosem Bertrand - Ten biedak w bagażniku odchodzi od zmysłów. Ray najpewniej go przerobi na karmę dla aligatorów, co w moim mniemaniu jest bezsensownym marnotrawieniem zasobów.
Tremere oderwał znaczące spojrzenie od radiowozu, odwrócił głowę w stronę towarzysza.
- Dogadajmy się teraz. Nie myśl, że nie wiem, co chodzi ci po głowie. Ostrzysz sobie na tego biednego sukinsyna zęby od chwili, kiedy się o nim dowiedziałeś. I domyślam się, że nie zamierzasz go tylko wyssać. Taki ghul to cenny nabytek, koneksje w policji zawsze się opłacają. Obaj wiemy, że pierwszy poprosiłem Raya o odstąpienie więźnia. Jeśli nie zamierzasz uznać mojego prawa pierwszeństwa, nie będę się wykłócał, ale nie pozostawię tego bez późniejszych konsekwencji. Chciałbym się natomiast odwołać do twego człowieczeństwa.
- Popatrz na siebie, tak szczerze. Spokrewniony z taką twarzą musi się liczyć z ryzykiem, że moc więzów krwi nie wystarczy do spętania ghula. A przecież nie będziesz nosił przez cały czas maski albo? Co gorsza, obcowanie z mistrzem o tak... niecodziennym wyglądzie może trwale uszkodzić psychikę tego nieszczęśnika, wypaczyć go i zdegenerować. Naprawdę chcesz wziąć na siebie tak wielką odpowiedzialność?
Nicholas schował pistolet za pasek spodni na swych plecach, ściągnął w dół kurtkę przykrywając nią pachnącą smarowidłem broń. Tremere wyszedł ze sklepu pierwszy, lecz zamiast skierować kroki ku zaparkowanemu opodal pojazdowi, zatrzymał się przy zakratowanej witrynie i przywołał do siebie wychodzącego Westwooda.
- Zanim sprawy potoczą się dalej, musimy definitywnie rozwiązać problem niewygodnego świadka - powiedział ściszonym głosem Bertrand - Ten biedak w bagażniku odchodzi od zmysłów. Ray najpewniej go przerobi na karmę dla aligatorów, co w moim mniemaniu jest bezsensownym marnotrawieniem zasobów.
Tremere oderwał znaczące spojrzenie od radiowozu, odwrócił głowę w stronę towarzysza.
- Dogadajmy się teraz. Nie myśl, że nie wiem, co chodzi ci po głowie. Ostrzysz sobie na tego biednego sukinsyna zęby od chwili, kiedy się o nim dowiedziałeś. I domyślam się, że nie zamierzasz go tylko wyssać. Taki ghul to cenny nabytek, koneksje w policji zawsze się opłacają. Obaj wiemy, że pierwszy poprosiłem Raya o odstąpienie więźnia. Jeśli nie zamierzasz uznać mojego prawa pierwszeństwa, nie będę się wykłócał, ale nie pozostawię tego bez późniejszych konsekwencji. Chciałbym się natomiast odwołać do twego człowieczeństwa.
- Popatrz na siebie, tak szczerze. Spokrewniony z taką twarzą musi się liczyć z ryzykiem, że moc więzów krwi nie wystarczy do spętania ghula. A przecież nie będziesz nosił przez cały czas maski albo? Co gorsza, obcowanie z mistrzem o tak... niecodziennym wyglądzie może trwale uszkodzić psychikę tego nieszczęśnika, wypaczyć go i zdegenerować. Naprawdę chcesz wziąć na siebie tak wielką odpowiedzialność?
OD MG Dla Nicholasa:
W teście Ekspresji wypadają 2 sukcesy. Bradley jest prawie całkowicie przekonany o tym, że masz rację. Nosferatu może trochę ponarzekać, ale i tak jest już na spalonej pozycji.
W teście Ekspresji wypadają 2 sukcesy. Bradley jest prawie całkowicie przekonany o tym, że masz rację. Nosferatu może trochę ponarzekać, ale i tak jest już na spalonej pozycji.
Ostatnio zmieniony 08 kwietnia 2017, 18:27 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa
Pozostawiwszy za sobą wyraźnie skonfundowanego Westwooda, Nicholas szybkim krokiem pokonał pustą ulicę i zastukał dłonią w szybę radiowozu na wysokości twarzy Brujaha. Kiedy Ray opuścił nieznacznie szybę, Tremere pochylił się w jego stronę ściszając nieco głos.
- Ray, przemyślałem sprawę i zmieniłem zdanie. Jesteś klawy facio i znasz się na rzeczy. Jedźmy do tej nory, zwińmy świadka i rozwalmy przy okazji każdego skurwiela, który spróbuje stanąć nam na drodze. Nie będzie żaden zasraniec bezkarnie polować na naszych braci. Ja tam tak zajebiście jak ty naparzać się nie potrafię, ale mam już klamkę, to dam z siebie wszystko. Dałem sobie też takiego stuffu, że wywęszę sierściastego, zanim dobierze ci się do dupska, nie ma za co, nie musisz dziękować.
Bertrand przemawiał w szybkim tempie, starając się zalać Brujaha potokiem specjalnie pod jego kątem dobranych słów, na co noc nie należących do słownika Tremere.
- Potrzebny mi tylko ten gliniarz, którego kisisz w bagażniku. Rozwalenie śmiecia kręci mnie bardziej od cycatej lali na rurze, ale on może nam się chyba bardziej przydać żywy. Gliny są mocno zamieszane w tę sprawę, chociaż ten tam na pewno nic nie wie. Jak się go dobrze ustawi, to się czegoś dowiedzieć może.
Spojrzenie Tremere pobiegło w stronę pustego styropianowego kubka po kawie wsadzonego w uchwyt na kokpicie radiowozu.
- Daj mi na chwilę ten kubek Ray, a ty Bradley ładuj się do wozu. Zaraz załatwię sprawę i możemy jechać na największą rozpierduchę tego karnawału.
Pozostawiwszy za sobą wyraźnie skonfundowanego Westwooda, Nicholas szybkim krokiem pokonał pustą ulicę i zastukał dłonią w szybę radiowozu na wysokości twarzy Brujaha. Kiedy Ray opuścił nieznacznie szybę, Tremere pochylił się w jego stronę ściszając nieco głos.
- Ray, przemyślałem sprawę i zmieniłem zdanie. Jesteś klawy facio i znasz się na rzeczy. Jedźmy do tej nory, zwińmy świadka i rozwalmy przy okazji każdego skurwiela, który spróbuje stanąć nam na drodze. Nie będzie żaden zasraniec bezkarnie polować na naszych braci. Ja tam tak zajebiście jak ty naparzać się nie potrafię, ale mam już klamkę, to dam z siebie wszystko. Dałem sobie też takiego stuffu, że wywęszę sierściastego, zanim dobierze ci się do dupska, nie ma za co, nie musisz dziękować.
Bertrand przemawiał w szybkim tempie, starając się zalać Brujaha potokiem specjalnie pod jego kątem dobranych słów, na co noc nie należących do słownika Tremere.
- Potrzebny mi tylko ten gliniarz, którego kisisz w bagażniku. Rozwalenie śmiecia kręci mnie bardziej od cycatej lali na rurze, ale on może nam się chyba bardziej przydać żywy. Gliny są mocno zamieszane w tę sprawę, chociaż ten tam na pewno nic nie wie. Jak się go dobrze ustawi, to się czegoś dowiedzieć może.
Spojrzenie Tremere pobiegło w stronę pustego styropianowego kubka po kawie wsadzonego w uchwyt na kokpicie radiowozu.
- Daj mi na chwilę ten kubek Ray, a ty Bradley ładuj się do wozu. Zaraz załatwię sprawę i możemy jechać na największą rozpierduchę tego karnawału.
Uh, cóż za wymagająca intelektualnie retoryka! Poproszę o stosowny test na przekonanie Raya (jeśli zasady pozwalają, podrasuję Siłą Woli). Jeśli Brujah się zgodzi, Nicholas przegryzie sobie nadgarstek i upuści vitae do kubka, a potem zaserwuje "trunek" policjantowi w bagażniku (oczywiście w razie powodzenia testu napiszę odpowiednią scenkę).