Strona 14 z 34

: 18 czerwca 2016, 17:31
autor: Keth
[center]Dzielnica kupiecka, Calli, 15 (Iparu) Pani Trzcin[/center]
Łaskawość Mnumbi rzeczywiście nie znała tej nocy granic. Ehecatlem bez najmniejszego cudu dostał się do umówionego okna, a nie podniósł przy tym żadnego alarmu mogącego świadczyć o czyhających za przejściem strażnikach.

- Pani, teraz ty - szepnął ponad pluskiem wody alchemik, nie ważąc się spojrzeć wprost w karmazynowe oczy Ixari - Nie chcę uwłaczyć twej pięknej godności, lecz jeśli masz taką potrzebę, mogę cię podsadzić ku linie. Jeśli nie, chwała niech będzie Bogini Nocy, że cię obdarzyła nadludzką gracją.
Czy jeśli my sobie będziemy wzajemnie pomagali przy forsowaniu okna, dostaniemy za to jakieś dodatnie modyfikatory do testu wspinaczki?

: 19 czerwca 2016, 13:07
autor: TatTvamAsi
[center]Skład, dzielnica kupiecka, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul[/center]

Ah-saa-brax czekał. Nikt się nie pojawiał, a mijały minuty, chwile, które zawały się przeciągać w nieskończoność. Zniesmaczony oczekiwaniem jął przeszukiwać pomieszczenie. Worki odsłoniły przed nim skarby z AjArd -niespotykane na Lenji przyprawy i różnych gatunków zioła, a wszystkie tak aromatyczne, ostre, kwaśne, bądź słodkie w swym aromacie. Szukał dalej... sprawdził półki we wnęce w ścianie. Wypełniały je najróżniejsze karafki, fiolki i słoje z nieznaną mu zawartością, może z wyłączeniem kilku rzeczy, w tym podejrzanego słoika z czymś co przypominało jakieś czarniawe ślepia. Przejrzał dalej półkę natrafiając na karafkę złotego wina. Butelka, choć niezbyt spora zdawała się zbyt duża, aby móc ją umieścić w którejś z sakw przy pasie. Poszukiwania doprowadziły go w końcu do wyszywanej roślinnym ornamentami saszetki. Rozwiązał sakiewkę, z której rozniosła się sucha, słodka i lekko dusząca woń. Maki... niewielkie główki maku błękitnego. Nie znał się na ziołach, ale to każdy potrafiłby rozpoznać. Ich chłodne, błękitne główki, zwinięte, uśpione. Tak cenne na w zamkniętych komnatach pyszniących się splendorem palarni. Doskonała substancja... delikatna, subtelna wręcz na początku... doskonała trucizna...

[center]***[/center]

Syn Słońca ku zdziwieniu wszystkich wzbił się gładko w powietrze, lądując bezdźwięcznie na przyokiennym gzymsie. Niewielka łódź została umocowana. Pozostawili ją za sobą kołyszącą się na falach jak łupina orzecha. Paladyn pomógł każdemu dostać się do otwartego przez Stratisa okna. Mag był ostatni. Z trudem wciągnął go po linie. Oparł się o zdobny szklaną mozaiką otwór okienny. Przed oczami migotały mu jaskrawe plamy przetykane na zmianę chwilami zamroczenia. Mimo swej wrodzonej siły i wytrzymałości, uzyskanej w wyniku codziennych treningów, jego mięśnie drżały ze zmęczenia, łaknąc choć chwili życiodajnego odpoczynku. W raz z Zyanyą, Khemem i MezXtlim zdołał zagłębić się w czeluść kamiennej budowli. Powitało ich zaciemnione wnętrze składu. Duszne, zakurzone pomieszczenie, w którym majaczyły sylwety czterech filarów podtrzymujących sufit, oraz masy najróżniejszych worków i skrzyń. MezXtli natychmiast skierował swe kroki do drugiego pomieszczenia, w którym czekał już od dłuższego czasu Specjalista od otwierania zamków i rozbrajania pułapek opłacany przez samego Oroni. Zebrali się w końcu wszyscy w Sali przesyconej drażniącym aromatem przypraw.
Paladyn wciąga każdego na linie. Jest to spory wysiłek, wymagający więc testu siły. Ponadto dzięki zdolności podniesienia atrybutu z żywiołu ziemi, paladyn ma dodatkowe 9 do S.F. Rzut: 54. Test niezdany. Paladyn wciągnie swych towarzyszy liną, jednakże nadwyręży sobie mięśnie i jest bardzo zmęczony. Przez osłabienie Ehecatlem ma karę - 10 do S.F., chyba, że odpocznie przynajmniej 15 minut.

: 19 czerwca 2016, 13:22
autor: Sigil
[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Niewielkie, szeleszczące główki zostały starannie zawinięte, a następnie zniknęły w jednej z sakw złodzieja. Zanotował w pamięci położenie bukłaka ze złotym winem. Zawsze przecież można było wrócić po niego, wychodząc. Ciche skrzypnięcie w głębi magazynu, poinformowało go, iż pozostali uczestnicy nocnej wycieczki zjawili się wreszcie. Musiał przyznać, że nawet starali się być cicho. No, może poza Synem Słońca, który dyszał, niczym wa'ang rzeczny, leżący na brzegu po dniu ciężkiej pracy.

Wyłaniając się z cieni chciał rzucić jakiś kąśliwy komentarz. Na szczęście w porę ugryzł się w język, przypominając sobie, że otaczają go sami szlachetnie urodzeni. No, przynajmniej szlachetniej niż on sam... Mruknął więc tylko:

- Dobrze, że wreszcie jesteście. Na drzwiach do domu tej niewiasty są magiczne glify. Mogę spróbować rozbroić je, ale to będzie ryzykowne. Litery są bardzo drobne... Może wy, czarodzieju - dodał, zwracając się do MezXtli. - poradzicie sobie z nimi lepiej?

Stojąc przy nowo przybyłych przyjrzał się paladynowi. Wojownik faktycznie nie wyglądał najlepiej, sprawiając wrażenie jakby ostatnie pół godzony biegał wokół domostwa Bentaresh. Najprawdopodobniej w zbroi i z workiem kamieni na plecach.

- Aru, mam trochę koki - szepnął złodziej dyskretnie. - Mogę wam pożyczyć, jeśli potrzebujecie...

Gdzieś w głębi serca przeklął swój altruizm. Wszakże biorąc pod uwagę obecność uzbrojonych Tiba za drzwiami, wolał, by ten gość, władający ciężką maczuga i tarczą, i będący ponadto wyjątkowo po tej samej stronie, był w pełni sił. Właściwie więc powinienem postrzegać to jako inwestycję - pomyślał i ta konkluzja uciszyła wszelkie rozterki jego łotrowskiego sumienia.
Jeśli Paladyn wyrazi chęć, dam mu 1 dawkę koki.

: 19 czerwca 2016, 22:17
autor: Keth
[center]Skład w dzielnicy kupieckiej, 15 Pani Trzcin[/center]
Wciągnięty do wnętrza tajemniczej budowli alchemik rozpłaszczył się na chwilę na jej posadzce, chłonąc całą swą jaźnią rozkoszny dotyk ziemi rozciągającej się pod ciałem mężczyzny. Przyjemność ta trwała ledwie kilka uderzeń serca, ponieważ powaga chwili nie pozwalała na nic więcej, lecz nawet tak przelotny kontakt z patronackim żywiołem pozwolił Mibampesowi odbudować pewność siebie solidnie nadwerężoną podczas rzecznej przeprawy.

- Chwała Mnumbi, a także wszelkim innym dobrym bóstwom - wyszeptał AjArdczyk podnosząc się na nogi i rozglądając bacznie wokół siebie. Reszta szpiegów już podążała do sąsiedniego pomieszczenia, zalatującego ostrą wonią zmieszanych ze sobą zapachów różnych przypraw.

- Witaj, drogi Stratisie - Khem z trudem powstrzymał chęć objęcia i przytulenia nieszczęsnego młodego artysty - Szczerze ci współczuję tego strasznego doznania samotności, którego doznałeś. Teraz jednak jesteśmy wszyscy razem i możesz mi wierzyć, że zadbam o twe bezpieczeństwo.
Dobra, co teraz? Czy MezXtli mógłby ponownie przybrać swą eteryczną formę i poszukać więźnia?

: 20 czerwca 2016, 10:08
autor: Sigil
[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Słysząc słowa alchemika, Sa na moment zapomniał języka w gębie. Co zresztą zdarzało mu się niezmiernie rzadko. Chwilę później jego mózg zaczął pracować z ogromną prędkością, kalkulując ewentualne zyski i straty, wynikłe z tego niespodziewanego zainteresowania jego skromną osobą. Troska AjArdczyka była co najmniej kuriozalna. Zwłaszcza, iż znali się dopiero... Hmmm... Jeden dzień? Właściwie dwa, jeśli doliczyć hecę z ryczyosłem... Z drugiej strony wszakże nie należało lekceważyć nowo zdobytych przyjaciół. Zwłaszcza, jeśli byli odpowiednio majętni.

Pomyślał więc, iż dobrze się stało, że w półmroku składu, uczony nie mógł dostrzec wyrazu jego twarzy. Wciąż przecież nie było za późno, by wykorzystać tą sytuację. Westchnął więc ciężko, niby ze wzruszenia i ozwał się w te słowa:

- Dziękuję wam khadi, za pamięć i troskę. To bardzo szlachetnie z waszej strony... Wszakże teraz może szanowny Mextli zechciałby obejrzeć glif, któy wskażę? Ten uwięziony tu nieszczęśnik musi być w ogromnej potrzebie, przeto każda chwila jest na wagę srebra...

: 22 czerwca 2016, 15:46
autor: TatTvamAsi
[center]Skład, Calli, 15 (Iparu) Pani Trzcin
[/center]

MezXtli przyjrzał się z uwagą przestrzeni między drzwiami a ich futryną. Jego oczy dojrzały szereg symboli, glifów wyciętych w drewnie. Znaki coś przypominały... przywoływały na myśl zamknięte komnaty... niedostępne dla uczniaków i postronnych przejścia w głąb Uniwersytetu Tlahtoantzli... tylu już się domyślało, cóż mogą skrywać te pomieszczenia, do których odstęp mieli tylko najbieglejsi w sztuce magicznej. Niepowtarzalne księgi, a może artefakty, których jedno użycie mogłoby zmieść pół ich kamiennego miasta z powierzchni ziemi... lub lustra, otwierające przejścia do najdalszych krain astralnych, gdzie formy i wszelkie kształty były tak niepojęte, że umysł zwykłego śmiertelnika rozpadłby się na tysiące drobnych kawałeczków... zupełnie jak lustro, którego bramy ośmielili się przekroczyć. Tak, to było dobre kilka lat temu... pamiętał tych kilku, którzy uważali, że są wystarczająco sprytni, wystarczająco zdolni, by spróbować... i pamiętał to, co z nich zostało. Ledwie okrywająca tak niedawno ich żywe wciąż ciało szata, oraz jakieś tam pierścienie, zagrzebane w marnych pozostałościach tych ,,magów". Niektórym jednak się udało... ocalili swoje jestestwo i tracąc jedynie przytomność i oczywiście tak cenną dla nich energię. Przebudzenie nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy w ich życiu...

I coś takiego miał przed sobą. Ciąg wężowatych symboli i znaków kształtujący matrycę zaklęcia. Wybuch, który miał posłać wszystkich w promieniu trzech metrów na kamienną posadzkę. Nieprzytomnych i całkowicie bezbronnych. Poczuł ulgę... matryca była mu znana! Wypowiedział cicho, lecz wyraźnie formułę dezaktywującą wykonując przed ciągiem symboli gest dhaut axaan. Na raz glify rozjarzyły się widmowym światłem, by w mgnieniu oka zgasnąć.
Dezaktywował pułapkę. Przejście było teraz otwarte... dalej... w głąb składu, do piwnicy, i aż do siedziby Bentaresh. Delikatnie nacisnął na klamkę. Zamek szczęknął cicho, a skrzydło się otworzyło ukazując delikatnie oświetlony korytarz. Był pusty, a dalej ginął w mroku pozostawiając pole działania fantazji członków drużyny...
MezXtli: rzut na rozbrajanie pułapki magicznej (Int. + Teoria Magii) =09! Cztery przebicia! Pułapka magiczna zawiera zaklęcie - Eksplozja z żywiołu Ducha. Mag bez trudu rozbroi pułapkę.

Proszę teraz o deklaracje, co i jak robicie. Wiem póki co, że Stratis będzie szedł bardziej z przodu (choć nie na samym przedzie), aby rozglądać się za ewentualnymi pułapkami.

: 24 czerwca 2016, 13:10
autor: zmarly
[center]Skład, Calli, 15 (Iparu) Pani Trzcin[/center]

Paladyn z narastającym trudem, ale wciągnął po kolei resztę drużyny. Każda kolejna wspinająca się osoba stanowiła coraz większe wyzwanie dla jego mięśni. Upewnił się zawczasu, czy łódka jest na pewno przymocowana przymocowana, po czym pomógł magowi. To nadwyrężyło jego siły do tego stopnia, iż Ehecatlem musiał na chwilę usiąść, by złapać oddech. Niestety czasu było zbyt mało, by mógł odpocząć tyle czasu, ile potrzebował. W potrzebie poratował go artysta proponując liść koki. Paladyn Nigdy nie uznawał takich używek, nie miał jednak wielkiego wyboru, jeśli mieli szybko przejść do dalszych działań. Powąchał zatem liść, po czym wsadził go do ust i zaczął przeżuwać. Po chwili zaczął powoli czuć wracające siły witalne. Wziął do ręki tarczę i swoją broń nadal jednak częściowo ją chowając pod płaszczem.

Szybko przeszli do dyskusji odnośnie dalszego planu. Syn Słońca zaproponował:

- Pójdę przodem rozglądając się za wrogiem i pułapkami, jednak w tym drugim nie jestem najlepszy. Stratisie, czy będziesz tak miły i wspomożesz mnie w wypatrywaniu niebezpieczeństw? Tuszę, iż twe sokole oko do szczegółów poradzi sobie zdecydowanie lepiej od mojego. - Po czy zwrócił się jeszcze do pozostałych:

- Jakieś istotne uwagi co do dalszej drogi?

Zgaduję, że kokę na Lenja się żuje. Jeśli nie, proszę o uwagę, a poprawię. Ehecatlem idąc będzie uważał na wszystko dookoła ataki próbując najpierw zasłonić się tarczą. Wypatruje też w zakresie swoich możliwości pułapki.

: 25 czerwca 2016, 15:29
autor: Keth
[center]Skład, Calli, 15 (Iparu) Pani Trzcin[/center]
Krótka medytacja nie pozwoliła Khemowi na odzyskanie pełni sił, ale wyraźnie poprawiła alchemikowi samopoczucie. Ściskający kopesz mężczyzna jął się rozglądać pełnym ciekawości wzrokiem po przemierzanych pomieszczeniach, próbując przeniknąć oczami deszczułki drewnianych skrzyń i pudeł. Nie odstępował przy tym na więcej niż pięć kroków od nadludzko opanowanej Ixari i wiele wskazywało na to, że powoli zaczynał żywić wobec niej znacznie mniejsze obawy.

- Czy potrafisz nawiązać duchowy kontakt z tym uwięzionym nieborakiem? - spytał półgłosem spoglądając znacząco na astralnego maga - Być może wie, gdzie w tym domostwie mogą się skrywać owe skradzione arteakty? Jeśli tak, wielce uprościłby nam poszukiwania.
Mibampes trzyma się w tyle grupy, przy Ixari. Pazury pazurami i czerwone oczy też, ale alchemik z racji swego statusu społecznego i osobowości poczuwa się do obowiązku strzeżenia Zanyany na tyle, na ile potrafi. Lecz chociaż daleko mu do złodzieja, jeśli natrafi w domostwie na jakieś cenne składniki eliksirów, może się skusić na ich przywłaszczenie (stąd prośba do MG o odpowiednią informację, gdyby taka okazja faktycznie się trafiła).

: 26 czerwca 2016, 14:30
autor: Zin-Carla
[center]Skład, Calli, 15 (Iparu) Pani Trzcin[/center]

Zyanya rozejrzała się dookoła jednak mrok nie pozwalał jej dostrzec wszystkiego dostatecznie dobrze. Zamknęła więc oczy i otworzyła ponownie raz i jeszcze raz. Świat zamigotał barwami energii. Jej towarzysze rozbłyśli kolorami ciepła i życia. Wszystko innego dookoła było ciemniejsze i martwe. Rozglądała się dookoła wnikliwie aby dostrzec każdą manifestacje życiowej energii poza drużyną i ostrzec przed ewentualnym niebezpieczeństwem.

- Idźcie do przodu. Jeżeli ktokolwiek żywy będzie w pobliżu, wypatrzę go z oddali w najgłębszej ciemności. Może cie być tego pewni...

Słowa wypowiedziane były półszeptem i beznamiętnie jak zawsze. Nie wiedzieć czemu brzmiały bardziej jak groźba, niż cokolwiek innego. Oczy Ixarii zabłysły przez chwilę podziemnym czerwonym płomieniem i zagasły w ciemności. Zdawały się być oczami bestii, szukającymi swojej ofiary.
używam infra wizji, przeszukuje otoczenie i zwracam uwagę na każdą żywą istotę dokoła. Jeśli coś dostrzegę dam znać niezwłocznie szeptem drużynie.

: 28 czerwca 2016, 08:07
autor: Mystic
[center]Skład towarów Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Stawiając ponownie swe stopy na zakurzonej podłodze składu towarów, mag uzmysłowił sobie jak wiele cennego czasu upłynęło. Powrót do drużyny, zajście ze strażnikami, później zaś zmiana planów i zdobywanie łodzi w dzielnicy siwja pochłonęło go aż nadto. Słowa więzionego tiba niczym echo przeszłości odżyły w umyśle Mezxtli'ego. Do kroćset, mogli już zamęczyć tego nieszczęśnika! - pomyślał. Wzruszenie i płomienna chęć odbicia zakładnika na powrót zagościły w jego sercu. Postanowił przyspieszyć kroku by czym prędzej dołączyć do oczekującego ich Stratisa. W swym pośpiechu był jednak dość ostrożny - tym razem znajdował się w swej fizycznej formie i każda deska mogła swym skrzypieniem narobić zbyt wiele hałasu.

Stratis, umownie nazywany muzykiem, powitał przybyłych cokolwiek sceptycznym tonem. Nie trwoniąc cennych minut, mag czym prędzej przystąpił do rozbrajania pułapki, którą sam uprzednio mu wskazał. "Miejski najemnik" - tak w swym umyśle począł klasyfikować młodzieńca, bo określenie "muzyk" co najmniej od kilku godzin zdawało się nie pokrywać swym znaczeniem bogactwa jego osobowości i talentów, i wywoływało w czarodzieju wewnętrznie rozbrajający uśmiech.

Mag przyklęknął przy framudze drzwi wczytując się w maleńkie znaki. W mgnieniu oka czcze dywagacje zastąpiła pełna koncentracja na wyrytych symbolach. Na pomyłkę nie było tutaj miejsca - miał bowiem w pamięci dymiące szczątki śmiałków lekceważących potęgę zaszytej w nich magii. Jego umysł bez trudu rozpoznał widzianą już wcześniej matrycę i dopasował do niej właściwe dezaktywujące zaklęcie. Nastąpiła chwila prawdy...

Glify zajaśniały na moment, gasnąc po chwili. Dzięki ci, o Bogini - posłał dziękczynną myśl swemu bóstwu. Po chwili odczuł jak pewien ciężar spada mu z serca. Zaklęcie, które właśnie rozbroił mogło pozbawić go życia, resztę zaś towarzyszy co najmniej poważnie zranić.

Pchnąwszy lekko drzwi, wskazał na nie gestem ręki mówiąc:
- Otwarte, pozwólcie Synu Słońca iż podążę za tobą.
Mezxtli chce iść 3 w kolejności, za Synem Słońca i multitalentem Stratisem ;)

: 29 czerwca 2016, 10:12
autor: TatTvamAsi
[center]Skład, dzielnica kupiecka, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul[/center]
Spoiler!
[center]Obrazek[/center]
Weszli z pogrążonego w cieniach pomieszczenia, na ledwo oświetlony korytarz. Nie słychać było nic, a w kątach czaił się jedynie kurz i pajęcze sieci, w które złapało się ledwie kilka ciem. Poszli dalej, a ich własne cienie wydłużyły się pod wpływem nikłego światła pomarańczowego kryształu. Cisza była niepokojąca, a wraz z gorącem powietrza, zagęszczała jeszcze atmosferę odbierając swobodny oddech. Nisko sklepiony korytarz odsłaniał powoli nieduże wnęki zawierające zakurzone fiolki i inne, niewielkie pojemniki. Khem rozglądał się, licząc, że może w tak okazałym składzie znajdzie coś przydatnego w sztuce alchemii. Wodząc wzrokiem po zawartości nisz, dostrzegł błysk. Światło odbiło się, niczym od jakiś fosforyzujących oczu istoty nocy... Gdy ponownie spojrzał w miejsce, z którego dochodził ów tajemniczy błysk, zobaczył parę wielkich, żabich ślepi. Coś bez wątpienia wpatrywało się w niego parą olbrzymich, zasnutych bielmem, lecz wciąż szklistych oczu. Martwe ślepia i od dawna zwiotczone substancją konserwującą, długie, skoczne kończyny. Na grzbiecie zaś charakterystyczny grzebień kostny. Chwila obserwacji pozwalała stwierdzić, że ma przed sobą jedno z najbardziej niepozornych i zdradliwych stworzeń rzek Lenji. Sporej wielkości słój istotnie zawierał kilka dorodnych okazów grzebiuszki słodkowodnej...

Gęsty mrok w końcu odsłonił dalszą część korytarza prowadzącego do przodu, dalej w niezbadane części budynku. Oczom zebranych ukazało się dwoje naprzeciwległych drzwi. Przed nimi zaś, od korytarza odchodziła odnoga. Tuż za załomem było zejście w dół. Do piwnicy... Ciemne, szerokie na dwie osoby, kamienne stopnie ginęły w ciemności w dole...

Pytanie Alchemika zawisło zaś w gęstym powietrzu, a brzmienie słów zostało po chwili pochłonięte przez niemalże żarłoczną ciszę otaczających cieni.
Dla alchemika: Skład jest pełen najróżniejszych rzeczy na półkach, w worach, sakiewkach, skrzyniach. Jak alchemik będzie chciał czemuś się przypatrzeć, coś przeszukać, to proszę bardzo, a może coś znajdzie. Na półkach, bez otwierania póki co żadnych pojemników, widzi grzebiuszkę ciemnowodną w jakimś słoju - grzebiuszka tj. rodzaj płazopodobnego stworzenia o długich kończynach i ciemnobłękitnej, plamistej skórze; ma ona ogon zakończony jadowym kolcem. Alchemik wie, że z gruczołu produkującego ów jad można przyrządzić środek doskonale uśmierzający ból. Sam jad w małych dawkach uśmierza ból, w większych jest silną trucizną, powodującą szybką śmierć ofiary w wyniku uduszenia, bądź zatrzymania pracy serca.

Spoiler!
Na korytarzu nie znajdziesz żadnych pułapek, ani tego typu rzeczy. Rzut: Percepcja + Obserwacja; rzut 32. Jedno przebicie. Złodziej zauważy, że stopnie prowadzące do piwnicy są śliskie i lśniące, jakby były wykonane z obsydianu.
Spoiler!
Rzut: Percepcja + Obserwacja (-10 za słabe oświetlenie); rzut 05! Krytyczny sukces! Syn Słońca widzi od razu, że środkowa część stopni z czarnego kamienia jest tak gładka i wypolerowana, niemalże jak lustro. Boki stopni są nie tak śliskie, za to krawędzie stopni są ociosane; wyglądają na bardzo ostre.

: 30 czerwca 2016, 12:26
autor: Sigil
[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Złodziej przyklęknął przy schodach, prowadzących do piwnicy i ostrożnie zaczął badać kolejne stopnie. Na kamieniu nie dostrzegł kurzu. Stopnie były zdawały się gładkie i czyste. Z pewnością często ktoś korzystał z nich nader często.

- Chyba najlepiej, jeśli zaczniemy od piwnicy - szepnął w końcu. - Te schody są często używane... Zwoje mogą być ukryte w podziemiach... No i ten człek, o którym mówił światły MezXtli...

- Poza tym - dodał po chwili. - niedobrze zostawiać sobie za plecami miejsce, z którego może wyjść cała horda kultystów, odcinając nam drogę ucieczki.

Odwrócił się do pozostałych, chcąc zbadać ich reakcje.

- Ach i jeszcze jedno - dodał po chwili. - Uważajcie. Stopnie są śliskie. Lepiej iść przy ścianie.
Złodziej chce zejść na dół, jeśli reszta drużyny wyrazi taką wolę.
Post skorygowany po otrzymaniu informacji od MG.

: 30 czerwca 2016, 22:13
autor: zmarly
[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

- Również jestem za tym, by szukać w piwnicy - Wojownik odpowiedział na pytanie Muzyka cicho, lecz pewnie, oczekując decyzji pozostałych.

Gdy już wszyscy ustalili kolejność dalszego "konwoju", Syn Słońca zaczął się uważnie rozglądać w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak pułapek. Starał się przy tym stawiać kroki możliwie lekko na wypadek własnego niedopatrzenia. Zdawał sobie sprawę, iż bezpieczeństwo całej grupy zależy w tym momencie w dużej mierze od niego. Każdy kształt na ścianie, zakurzony worek po drodze, podłoga - wszystkie elementy musiały zostać wnikliwie sprawdzone paladynim okiem. Przydały się nauki wyniesione z koszar - nie obawiał się wszak pospolitych pułapek, te bowiem znał. Problemem były te magiczne, ale szczęśliwie gdzieś za nim podążał mag. Ale czy na pewno sam je zauważy przy swoim ogólnym roztrzepaniu? Myśl ta przez chwilę błądziła w umyśle Ehecatlema, później jednak skupił się znowu na zadaniu. W półmroku udało mu się spostrzec stan stopni prowadzących w dół. Pójście środkiem groziło wypadkiem, co automatycznie zakończyłoby etap skradania się po posiadłości. A i to w najlepszym przypadku. Odwrócił się do reszty drużyny i szeptem powiedział tylko:

- Stratis ma rację, droga w dół jest śliska i niebezpieczna, idźcie przy ścianie i unikajcie krawędzi stopni. Najlepiej podążajcie po prostu za mną.

Po czym jego sylwetka ostrożnie ruszyła po stopniach.

: 02 lipca 2016, 17:36
autor: Keth
[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Ściskając oburącz kopesz alchemik skradał się w ślad za Synem Słońca, zdecydowany w razie potrzeby drogo sprzedać skórę, ale jednocześnie modlący się żarliwie do Mnumbi o wybawienie. Wizja zapuszczenia się jeszcze głębiej w bluźniercze podziemia domostwa srodze go troskała, lecz honor nie pozwalał odwrócić się i czmychnąć. Honor i pewna doza zdrowego rozsądku podpowiadająca, że ucieczka w pojedynkę mogła się skończyć jedynie tragicznie.

Khem łudził się nadzieją, że poziom niżej wysłannicy oroniego natrafią i na zaginione artefakty i na uwięzionego z niewiadomych powodów Lenja'kare. Wspomnienie tego ostatniego o czymś znienacka Mibampesowi przypomniało, osadzając czarnoskórego mężczyznę w miejscu.

- MezXtli, czy potrafisz uczynić się w postaci eterycznej niewidzialnym? - spytał ledwie słyszalnym szeptem, rozglądając się jednocześnie nerwowo - Mógłbyś przeniknąć do podziemi i zbadać wszystko, co może nam tam zaszkodzić?
Nie do końca znam tę odmianę magii - czy w formie eterycznej mag jest zawsze widzialny (jako niematerialna zjawa) czy też potrafi przyjąć formę całkowitej niewidzialności? Jeśli to drugie, nie mógłby zbadać nam drogi w dół?

: 02 lipca 2016, 22:02
autor: Zin-Carla
[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Ixari rozglądała się uważnie po korytarzu ale nie było śladu żywej duszy. Nic też specjalnie nie przykuło jej uwagi. Miała nadzieje, że Syn Słońca, który wyrwał się do przodu będzie kompetentny w swojej roli. Za każdym razem gdy patrzyła na niego miała wrażenie, ze zaraz zrzuci swoje przebranie i w świecącej zbroi i o płonącej broni, z wrzaskiem zacznie pędzić w dowolnie wybranym kierunku. Jak na razie nic takiego się nie stało... ale wrażenie było permanentne. Nie łatwo jest zapomnieć gdy ktoś z furią uderza martwe już resztki kultysty na podłodze... jak to się odbyło w domu Alchemika. Nigdy nie wiadomo co mu się może stać, i co mieszka w tej pustej głowie wojownika Holis...

Po chwili porzuciła swoje pogardliwe rozmyślania na temat wyznawców Słońca i ich braku odpowiedniej czci dla Wielkiej Bogini. Skinieniem głowy zaznaczyła, że zgadza się co do propozycji zejścia w stronę piwnicy. Zmrużyła oczy wytężając swoją uwagę na najmniejszym szczególe, który mógłby emitować ciepło i bardzo ostrożnie podążyła schodami w dół, za paladynem...

Była spokojna i opanowana jak zawsze. Nie znaczyło to jednak, że się nie bała. Nie miała pojęcia co znajdą na dole. Może wielką grupę nieobliczalnych kultystów? Może potwora z najgorszych koszmarów, służącego sługom ciemności? Może inne plugastwa, o których nawet strach pomyśleć? Powierzając swą dusze i ciało Bogini Matce, podążyła w mrok...