: 05 lutego 2018, 16:42
Stara pracownia bednarza
Chociaż cudowne na co dzień oblicze Sureliona budziło w olfie skrajną trwogę, świadomy zasad działania zaklęcia mieszaniec starał się nie zwracać na wygląd Kielicha uwagi. W zamian wypadł ze sztyletem w ręce na placyk przed pracownią tocząc wokół zdesperowanym wzrokiem.
- Eszar, bierz tego w środku! - sarknął mag odwracając głowę w kierunku wysmarowanego czarnym mazidłem barda - Zabierz mu kuszę i wszystko, co miał cenne, a biegiem!
Pochylony nad konającym akolitą Milcarr stęknął głucho, kiedy coś z zaskoczenia wylądowało mu na plecach, swym solidnym ciężarem przygniotło w dół omal nie doprowadzając do przypadkowego zadźgania więźnia.
- Trzym ostrze jedną ręką, drugą chwyć za łapę! - wystękał Ketras, który właśnie zarzucił Ślepakowi na plecy podniesionego z trudem z ziemi warga i podsuwał zabójcy pod nos jedną z włochatych łap zwierzęcia - Trzym go jak myśliwy łowiznę. Tyle mięsa, tyle podrobów! Tydzień będziemy żarli jak pany! A za futro czyste złoto wezmę, ku chwale Kielicha!
Nie troskając się wcale o to, czy Milcarr w ogóle z takim ciężarem wstanie, olf popchnął czubkiem buta głowę Akolity tak, by zamglone spojrzenie oprycha padło na oblicze nadchodzącego Sureliona.
- Oto Najwyższy w swym blasku i majestacie! - wykrzyknął podniosłym tonem mag - Gadaj, gdzie matka dzieciaka, ilu was i czy Kurd, Meks i Pers gdzieś tu są, wszawy obszczymurze! A jak zełżesz, pan mój niebiański pożre twą duszę! Gadaj!
Chociaż cudowne na co dzień oblicze Sureliona budziło w olfie skrajną trwogę, świadomy zasad działania zaklęcia mieszaniec starał się nie zwracać na wygląd Kielicha uwagi. W zamian wypadł ze sztyletem w ręce na placyk przed pracownią tocząc wokół zdesperowanym wzrokiem.
- Eszar, bierz tego w środku! - sarknął mag odwracając głowę w kierunku wysmarowanego czarnym mazidłem barda - Zabierz mu kuszę i wszystko, co miał cenne, a biegiem!
Pochylony nad konającym akolitą Milcarr stęknął głucho, kiedy coś z zaskoczenia wylądowało mu na plecach, swym solidnym ciężarem przygniotło w dół omal nie doprowadzając do przypadkowego zadźgania więźnia.
- Trzym ostrze jedną ręką, drugą chwyć za łapę! - wystękał Ketras, który właśnie zarzucił Ślepakowi na plecy podniesionego z trudem z ziemi warga i podsuwał zabójcy pod nos jedną z włochatych łap zwierzęcia - Trzym go jak myśliwy łowiznę. Tyle mięsa, tyle podrobów! Tydzień będziemy żarli jak pany! A za futro czyste złoto wezmę, ku chwale Kielicha!
Nie troskając się wcale o to, czy Milcarr w ogóle z takim ciężarem wstanie, olf popchnął czubkiem buta głowę Akolity tak, by zamglone spojrzenie oprycha padło na oblicze nadchodzącego Sureliona.
- Oto Najwyższy w swym blasku i majestacie! - wykrzyknął podniosłym tonem mag - Gadaj, gdzie matka dzieciaka, ilu was i czy Kurd, Meks i Pers gdzieś tu są, wszawy obszczymurze! A jak zełżesz, pan mój niebiański pożre twą duszę! Gadaj!
Zegar tyka, panowie, trza działać! Eszar niech rabuje trupa w środku, przede wszystkim kusza, ale może ma jeszcze coś innego cennego. Milcarrowi już wilczura załadowałem na plecy, nada się w sam raz na tragarza, na co dzień Ketras nie ma z niego innego pożytku! Surelion niech straszy swym obliczem złapanego Akolitę żądając odpowiedzi. Sam olf pobiegnie natomiast do wyjścia na ulicę i wyjrzy poza placyk szacując sytuację (przede wszystkim będzie chciał sprawdzić jak daleko uciekli przestraszeni manifestacją demonów gwardziści).