Przedrzeźniając bezgłośnie słowa funkcjonariuszy toksyk rozczarował się w duchu komplikacjami w swobodnym szabrowaniu pogorzeliska. Przez chwilę pomyślał, gdzie sam by zwiewał, gdyby mieszkając w tych zabudowaniach został wyrwany ze snu przez pożar. Uśmiechnął się złowieszczo do pomysłu, że być może gdzieś w głębi zabudowań leży porzucony dobytek, a być może i cały bardziej lub mniej podpieczony jego właściciel. Wycofał się drobnymi kroczkami z pola widzenia zgromadzonych gapiów, po czym z nadzieją ruszył w kierunku, jaki wydał mu się najsłuszniejszy z punktu widzenia potencjalnego uciekiniera. Do tego stopnia wczuł się w swoją rolę, ża na moment zaszkliły mu się oczy na myśl, jak życiowo niesprawiedliwe i smutne byłoby, gdyby to jemu coś się stało, lub gdyby stracił swój ukochany kącik i dach nad głową. Dach.. Tak, po ostatnich pomysłach Gury z wierceniem się na dachu wymagał on już być może nie pilnego, ale jednak remontu, który koniecznie należało zrobić przed porą deszczów. Inaczej będzie ciekło na głowę. Te rozmyślania pociągnęły umysł toksyka do odległych wspomnień, kiedy to pierwszy raz ujrzał Osę, a w zasadzie zwrócił na nią uwagę w knajpie Slammera na skutek głośnego komentarza rzuconego pod jej adresem przez jednego z posiadającyh jeszcze wówczas zęby klientów.
-Kręcą mnie takie rude! Hehe.. w końcu wiadomo, że jak dach pordzewniały, to zawsze mokro w piwnicy!
Mutant niespecjalnie pamiętał, co potem stało się z tym nieznajomym, ale to właśnie był moment, w którym po raz pierwszy w życiu zauważył Rudą. Nie to, żeby nie widywał jej wcześniej, ale wściekłość i zawziętość jej reakcji w tamtym momencie skłoniły go do przekonania, że owa całkiem poprawnie skonstruowana kobieta musiała skrywać jakiś sekret. W tamtej chwili toksyk doznał wewnętrznego oświecenia, na skutek doskonale wykształconego daru obserwacji i rozumienia rzeczy, które dla innych często pozostawały ukryte. Jakiś głos z tyłu głowy mówił mu wyraźnie, że obcy miał rację, a prawdziwość jego słów sprawiła, że począwszy od kolejnego oddechu mutant zaczął obserwować Osę. Trudno orzec, jak długo to wszystko trwało (a właściwie nigdy nie nastąpił koniec owych praktyk), jednak sama czynność permanentnej inwigilacji w jakiś sposób obudziła w mutancie głębsze, ciepłe uczucia. Wyrosła na żywionym nadzieją przekonaniu, że odkrył istnienie swojej drugiej połówki- kobiety wprost idealnej, która wiecznie chodzi nieco podkupciała, tudzież podszczoszkowana. Trafne w swej prostocie słowa obcego wryły mu się w psychikę, niczym przekaz jakiegoś proroka. Ruda z pewnością miała stale mokre od fekaliów spodnie.
https://www.youtube.com/watch?v=tQtFUdFuE7Q-
podkładzik muzyczny
Przez kolejne miesiące Śmierdziel obserwował więc tropicielkę głęboko wierząc, że wciąż chodzi troszkę tu i tam podesrana i z małym chlapiącym dodatkiem siuchów, jednak nie udało mu się jej ani razu przyłapać, choć nie... raz, może nawet trzy razy dostrzegł z ukrycia rosnącą plamkę pomiędzy jej udami, co miało jakiś niewytłumaczalny związek z jej humorami. Toksyk, który z racji profesjonalizmu potrafił na milę rozpoznać specyficzny grymas twarzy, postawę ciała i tę mikronutę zapachów, zwiastującą u każdego normalnego człowieka nadciągające wypróżnienie (instynkt ten wykształcił się u niego niejako w wyniku przyspieszonej ewolucji stymulowanej prężną jeszcze przed kilku laty działalnością konkurencji, by zapewnić mu przewagę szybkości w pozyskiwaniu surowca ze środowiska społecznego) nie zdołał jednak ani razu przyłapać Osy na pełnym zabiegu oczyszczającym. Był to okres pełen niezmiernie nurtujących, natrętnie zaprzątających całą uwagę myśli w życiu mutanta, poruszający go bardziej nawet niż odnalezione zwłoki obcego. Bezustannie i z uporem maniaka wciąż próbował i przez moment był nawet temu bliski. Za każdym razem jednak zdolności tropicielki dawały jej decydującą przewagę nad umiejętnościami szpiclowania mutanta, co kończyło się obelgami, krzykiem, a nierzadko i laniem na kwaśne jabłko. To wszystko doprowadziło w pewnym momencie do dramatycznej podejrzliwości ze strony Śmierdziela na temat posiadania przez obiekt obserwacji własnej, tajnej skrytki na odchody. W końcu niesiony nieustępliwym pragnieniem rozwikłania zagadki przyłapywał ją dwa, czasem trzy razy dziennie na rozpoczynaniu załatwiania potrzeb, ale nigdy nie robiła tego normalnie, jak on, czy Gura, albo czasami wuj Slammer. Po prostu nie waliła zwyczajnie do głównego zbiornika. Teorie spiskowe po jakimś czasie powoli ustąpiły swoistemu afektowi mutanta ugruntowanemu tamtym pierwszym intrygującym wrażeniem, dodatkowo rozwijanym budującymi poczucie bliskości rozmyślaniami nad osobą Osy. Z czasem, choć i nie bez wielkiego wysiłku woli, a przy jednoczesnym wsparciu bardzo obrazowymi groźbami ze strony kobiety Śmierdziel ograniczył się do ilości podejmowanych prób śledczych, psychicznie wspierany w owym postanowieniu przez wtajemniczonego w krytycznym momencie w temat Gurę.
Oooo... ciekawe to..- nagle uwagę mutanta przykuł niecodzienny widok.
Gura!!! Rusz głową! W sensie łupnij z bani tej krowie. Z bani jej!
Tymczasem toksyk przeszukuje najbliższą okolicę. Może ktoś wiał z dobytkiem i coś zgubił? Trzeba przetrząsnąć tu i tam.
MG- co tam Śmierdzielowi się wydaje, że widzi? Bo coś na pewno widzi, choćby grzejące się koty.