: 31 maja 2018, 21:01
[center]Plac Eisenhowera, drugi dzień
[/center]
-Coś ty taki mokry, co? Pocisz się? Musisz mieć coś na sumieniu. -odstawiony jak na pogrzeb tajniak, wskazywał palcem na Indianina. Albinos zastanawiał się czy mężczyzna w czerni może coś wiedzieć o zbieranej przez niego rosie. Postanowił jednak nie dać się łatwo podpuścić i skierować rozmowę na inne tory.
Wolnym krokiem zbliżył się do oficera.
-Tylko kila węży.
-Co? Sabotowałeś strażaków!
-Nie, moi przodkowie jedli węże, gdy twoi byli za wielką wodą. Ładne okulary. -orzekł fachowo, W rzeczywistości uważał delikatne ciemne szkiełka za niewygodne i niebezpieczne, rozbite mogły uszkodzić oczy, ale uznał, że mała pochwała garderoby będzie dobrym początkiem rozmowy. Nie miał najmniejszej ochoty na dłuższe ględzenie, ale takie były zwyczaje przybyszów z za oceanu. Lubili dużo i bez znaczenia mówić, by wreszcie wydusić z siebie coś istotnego. Z trudem i wbrew sobie kontynuował.
-Był wybuch przed pożarem? Noc co prawda była sucha, ale żeby tak się ogień rozprzestrzenił w krótkim czasie to dziwne, ktoś powinien zareagować. I nie wygląda mi to awarię elektryki, jak podawały głośniki.
Facet w kapeluszu otworzył usta i ku zdziwieniu Ducha nie wydobył z nich przez chwilę żadnego dźwięku, zdjął tylko okulary, odsłaniając jasne okręgi dookoła niebieskich oczu. Z czoła popłynęły krople potu ściekając po wydatnym nosie zawisły na jego końcu. Albinos wyciągną rękę wskazując zwisającą kroplę.
-Gorąc okrutny. Poci się pan, to niedobrze na polowaniu, zwierzyna wyczuje. Bo jest pan na polowaniu, prawda.
[/center]
-Coś ty taki mokry, co? Pocisz się? Musisz mieć coś na sumieniu. -odstawiony jak na pogrzeb tajniak, wskazywał palcem na Indianina. Albinos zastanawiał się czy mężczyzna w czerni może coś wiedzieć o zbieranej przez niego rosie. Postanowił jednak nie dać się łatwo podpuścić i skierować rozmowę na inne tory.
Wolnym krokiem zbliżył się do oficera.
-Tylko kila węży.
-Co? Sabotowałeś strażaków!
-Nie, moi przodkowie jedli węże, gdy twoi byli za wielką wodą. Ładne okulary. -orzekł fachowo, W rzeczywistości uważał delikatne ciemne szkiełka za niewygodne i niebezpieczne, rozbite mogły uszkodzić oczy, ale uznał, że mała pochwała garderoby będzie dobrym początkiem rozmowy. Nie miał najmniejszej ochoty na dłuższe ględzenie, ale takie były zwyczaje przybyszów z za oceanu. Lubili dużo i bez znaczenia mówić, by wreszcie wydusić z siebie coś istotnego. Z trudem i wbrew sobie kontynuował.
-Był wybuch przed pożarem? Noc co prawda była sucha, ale żeby tak się ogień rozprzestrzenił w krótkim czasie to dziwne, ktoś powinien zareagować. I nie wygląda mi to awarię elektryki, jak podawały głośniki.
Facet w kapeluszu otworzył usta i ku zdziwieniu Ducha nie wydobył z nich przez chwilę żadnego dźwięku, zdjął tylko okulary, odsłaniając jasne okręgi dookoła niebieskich oczu. Z czoła popłynęły krople potu ściekając po wydatnym nosie zawisły na jego końcu. Albinos wyciągną rękę wskazując zwisającą kroplę.
-Gorąc okrutny. Poci się pan, to niedobrze na polowaniu, zwierzyna wyczuje. Bo jest pan na polowaniu, prawda.
Może mechanik czegoś się jeszcze dowie od miłego nieznajomego.