Strona 14 z 57

: 08 czerwca 2011, 19:20
autor: Keth
Szlak do kopalni, późny wieczór

Trehant zacisnął w wyrazie irytacji zęby, przesuwając się na ugiętych nogach w bok traktu i spoglądając zmrużonymi oczami w stronę Eitharta i Mordila. Według wskazówek Duvikan do kopalni pozostawało niewiele drogi, toteż nagła sprzeczka w trakcie wędrówki, w ciemnościach zmierzchu na prawdopodobnie niebezpiecznym terytorium nie wydawała się łowcy makunów trafnym pomysłem. Pobrzmiewająca tonem gniewu odpowiedź gorlamity najwyraźniej jeszcze bardziej zdenerwowała krewkiego goblina, bo barbarzyńca wzmocnił uścisk palców na stylisku swego topora i pochylił się do przodu na ugiętych nogach.

Bacznemu spojrzeniu półorka nie uszła też równie przygotowana na konfrontację poza gorlamity, trzymającego miecz w pozycji umożliwiającej błyskawiczne wykorzystanie broni i przesłaniającego jej ostrze swą tarczą. Łowca zdusił w gardle pomruk złości uświadamiając sobie, że narastająca wymiana zdań pomiędzy dumnymi i nie lubiącymi przesadnej uległości Balariończykami mogła doprowadzić do zupełnie niepotrzebnego rozlewu krwi.

- Słuchajcie, syneczki - prychnęła z jawną dezaprobatą Uhra - Nie czas to i nie miejsce, abyście dowodzili, któremu bogowie większej kuśki przysporzyli, tedy wsadźcie se owe kuśki z powrotem w galotki i ruszajmy dalej w drogę. Mordil do rzeczy prawi i warto podumać zdeczko nad jego słowy, ale dopiero, kiedy żywi z wieściami dla rady ujdziemy!


Wątek techniczny

Usytuowałem sprzeczkę między Eithartem i Mordilem mniej więcej w połowie drogi z osady do kopalni, ponieważ nie byłem pewien jak zinterpretować określenie Mordimera o wszystkich BG zgromadzonych w jaskini. Czy chodziło tu o jaskinię w kopalni czy może jednak chatkę dla gości? Ponieważ zaś podczas pisania kolejnych updatów byłem off-line, wybrałem właśnie miejsce gdzieś na szlaku, żeby nie opóźniać biegu fabuły (wszak byliście już w drodze). Jakby co, krzyków agonii nie usłyszą ani Duvikanie ani zaginieni w kopalni górnicy (pełna dyskrecja gwarantowana), gdyby zaś Eithart zgodził się z argumentami Mordila, nie będzie miał aż tak daleko, aby popędzić do Brunty po dodatkowe ekstrasy.

I teraz chciałbym się dowiedzieć, czy ta nieco ostra wymiana zdań już dobiegła końca i ekipa rusza dalej, czy też sprawy będą się miały jeszcze gorzej (np. przyjdzie obijać sobie nosy)?

Komentarz wygłoszony przez Uhrę nie jest mego autorstwa, tylko samej Uli, tak gwoli ścisłości oraz objaśnienia jej punktu widzenia na ten drużynowy zatarg.

: 08 czerwca 2011, 19:59
autor: mordimer00
-"Moja iść z wasza dalej, ja wiedzieć jedna rzecz, że klecha gadać tylko z tym starym i wy wiedzieć tylko to co te stare wam powiedzieć, czy wy gadać z inna ludź w ta osada o ta sprawa? Nie bo i po co nie być to potrzebna, wystarczyło tylko wódz się pytać i koniec. Czemu ty nie pogadać z rodziny tych zaginionych? To mi się dziwna wydaje"

Co do Uhry i Eitharta nie przejmuje się ich gadaniem wszak to tylko gadanie, i nie zamierzam wdawać się w żadne bójki, chyba, że w obronie swojego życia.

: 08 czerwca 2011, 20:56
autor: Treant
- Rozmawiałem z treserką nielotów na temat zaginionych w kopalni. Od niej pierwszej dowiedziałem się, że kapitan zaniżył liczbę górników, którzy nie wrócili do osady. Brat Brunty w jakiś sposób zastraszył ludność i wieści te poznałem w ciemnym zaułku. Myślę, że przyczyniając się do jego usunięcia z rady, zrobilibyśmy dużo dobrego dla Duviku.

: 08 czerwca 2011, 23:59
autor: 8art
Eithart uznal slowa Uhry za jednoznacznie konczaca niebezpiecznie posuwajaca sie klotnie z Mordilem. Wciaz nie wiedzial, jakie motywacje kierowaly reszta druzyny, niemniej jednak zdecydowal podzielic sie swoimi spostrzezeniami z kompanami:

- Ktos wyslal ludzi do kopalni z jakiegos powodu i komus dosc mocno zalezalo zebysmy tam nie wchodzili. Jedni dlatego, ze bali sie uszczuplenia "garnizonu" ale wydaje mi sie, ze ktos nie chce zebysmy tam weszli z innych wzgledow. Zebysmy nie odnalezli czegos, co moze byc nie na reke pewnym osobom. Mam przeczucie ze jest tam cos co moze nas przyblizyc do rozwiazania paru zagadek w Duviku. Moge Wam powiedziec, ze kilka osob w tym miescie nie jest tymi za ktorych sie podaje.
Co do zmieniania zmieniania istniejacego porzadku, sugerowalbym wstrzymanie sie poki nie bedziemy mieli jakis argumentow na zmiane sttusu quo w miescie... Ale starszyzna cos zdecydowanie kreci, a juz napewno nie mowi calej prawdy.
Kopalnia to pewnie jedno z niewielu miejsc w Duviku, ktore przynosi jakiekolwiek zyski, a przeciez rada z pewnoscia placi jakas danine wladcom Tureganu. Dlaczego wiec rada nie dazy do ponownego otwarcia kopalni? Jesli nie wywiaza sie ze zoobowiazan to ich los bedzie przesadzony - jajami wejchurow daniny nie splaca a miasteczko do przesadnie bogatych nie nalezy. Wiaze poki co rade (lub jej czesc), zaraze i kopalnie w jedna wieksza calosc.
W kopalni musimy zachowac dalece posunieta ostroznosc. W koncu zaginelo w niej 20 zolnierzy - pewnie nie przypadkowo. Moglo komus w miescie zalezec na zmniejszeniu sily obronnej miasta... Tylko komu i po co? Nie dowiemy sie nic bez zbadania jaskini, bo do mistrza malolepszego nikogo poki co nie zaciagniemy na spytki.

: 09 czerwca 2011, 02:22
autor: Keth
Wejście do kopalni, późny wieczór

Czerwona jak krew tarcza słońca zaszła w końcu za widnokrąg pogrążając skalisty płaskowyż w ciemnościach rozświetlanej księżycowym blaskiem nocy. Chociaż za dnia okolica ta sprawiała wrażenie całkiem wymarłej, teraz nad skałami niosły się poszczekiwania i pomruki nocnych drapieżników, przeplatane odgłosami wydawanymi przez ukryte w skalnych rozpadlinach owady. Wejście do kopalni ziało czernią, wykute w zboczu niskiego wzniesienia i wzmocnione drewnianymi stemplami. Poruszając się tak cicho jak to tylko możliwe i nie wypuszczając oręża z dłoni wędrowcy dotarli do chodnika wejściowego, nasłuchując uważnie i strzelając na wszystkie strony oczami.

Mordil podkradł się do wejścia, zajrzał uważnie w jego głąb mrużąc swe bursztynowe ślepka i strzygąc bacznie uszami. Po dłuższej chwili barbarzyńca wzruszył wymownie ramionami i obejrzał się w tył na zastygłych w bezruchu towarzyszy.

- Żadnywe hałsy - oznajmił cicho pocierając bezwiednie kciukiem stylisko dzierżonego w dłoniach topora - Nikogda nie słychować.

Eithart przykucnął obok drewnianego rusztowania pełniącego zapewne rolę płuczki lub kruszarki, chociaż ciemności nie pozwalały określić jednoznaczenie rzeczywistego przeznaczenia konstrukcji, zdjął z ramienia uszyty z szorstkiej tkaniny plecak. Uhra przesunęła się bezszelestnie obok gorlamickiego kapłana, unosząc przed sobą szablę i rozglądając się na boki. Opodal wejścia do kopalni poniewierało się trochę złożonych na pryzmę górniczych narzędzi, w głównej mierze oskardów i łopat, bystre oczy gwardzistki natrafiły też na kilka ustawionych równo drewnianych taczek. Przylegające do stromej ściany wzniesienia drewniane zadaszenie kryło w swym mroku parę beczek o zdjętych wiekach, pustych co do jednej.

- Trza nam teraz zdecydować, co dalej czynimy - powiedział cicho gorlamita, mimo uspokajającej odpowiedzi Mordila wciąż nie podnosząc głosu. Jeśli nawet w obrębie wejścia do chodnika nie było śladu życia, dźwięki zwykły się nieść nocą nader daleko, a kapłan wolał nie zdradzać przedwcześnie swej obecności w kopalni.

- Was troje widzi po ciemku od biedy, ale tam na dole będzie mrok jak atrament - wyjaśnił Eithart natrafiając na pytające spojrzenie Uhry - A ja i Skela byśmy jako ślepcy musieli leźć. Tedy rozum podpowiada, że trza będzie wszystkim lampki zapalić i nimi drogę oświetlać. Co zatem czynimy?

Nim gwardzistka zdążyła odpowiedzieć, Trehant i Skela zesztywnieli znienacka i odwrócili jednocześnie głowy. Gdzieś od strony płaskowyżu dobiegł wszystkich ledwie słyszalny grzechot osypujących się po zboczu kamyków, potrąconych czyjąś stopą lub łapą.

- Jednyn cuś, za takojemi kamcami - syknął Mordil dostrzegając coś w nocnych ciemnościach - Tamoj!


Wątek techniczny

Nic tak nie podkręca atmosfery jak głodny troll POZ 8 albo stado minotaurów z POZ 6, prawda? Większość erpegowców żyje dla takich chwil, więc może nadszedł czas, by dać Wam okazę do wykorzystania po raz pierwszy tych wszystkich wypasionych zdolności profesyjnych z POZ 0 służących do kaleczenia ostrym żelazem niewinnych stworków mających pecha wejść Wam w drogę?

Troll czy nie troll, Mordil dostrzegł na razie jeden ciemny kształt, przemieszczający się skrycie (chociaż nie do końca tak cicho jakby tego zapewne chciał) wzdłuż skalnego występu za Waszymi plecami, mniej więcej pomiędzy wejściem do kopalni, a odległą rozpadliną, w której wzniesiono Duvik.

: 09 czerwca 2011, 18:01
autor: Treant
- Ludzie, dajcie światła na tego ktosia, gdy się bardziej zbliży! Lepiej sprawdźmy co to za jeden, nim zaczniemy się z nim prać. Mordil, pokazuj gdzie on, gdy go tylko znów dojrzysz.

Wątek techniczny
Ustawiam się tak, aby osłaniać Skelę i Eitharta, tzn. blokować prostą drogę pomiędzy miejscem, gdzie Mordil wskazuje przybysza i ludźmi, by dać im czas na zapalenie latarni. Jeśli nie zdążą i nastąpi atak, to będę orężem bronić swojego oraz towarzyszy wyprawy życia. Jeśli ujrzymy kim jest skradający się, to moja reakcja będzie uzależniona właśnie od tego, co zobaczę.

: 09 czerwca 2011, 18:06
autor: Keth
Wejście do kopalni, późny wieczór

Wypatrzony i wskazany przez Mordila mroczny kształt poruszył się znienacka na tyle raptownie, by tym razem dostrzegli go wszyscy, z Eithartem i Skelą pospołu. Przykucnąwszy na szczycie jednego z bardziej płaskich głazów cień pomachał spiętym do granic możliwości śmiałkom czymś, co przywodziło na myśl w ciemnościach ściskającą oszczep rękę. Uhra rozluźniła się natychmiast, dzięki swej zdolności widzenia w mroku rozpoznając w końcu nieproszonego przybysza.

- Macie już porty pełniuśkie czy ostało tam jeszcze wolnego miejsca?! - znad głazu padło rzucony półgłosem pytanie, zadane tonem, w którym pobrzmiewały nuty przewrotnego humoru.

- Podejdźcie bliżej, Hakanie - odparła gwardzistka opuszczając wzdłuż uda swą szablę - Wokół wejścia do sztolni puściutko i chyba żaden bestyj w górnym chodniku nie siedzi, tedy możecie do nas dołączyć, nic z chodnika nie wyskoczy i wam zafajdanych ze strachu portek nie przysporzy.

Duvikański myśliwy prychnął w odpowiedzi, na poły w udawany wyniośle sposób, na poły z posępnym rozbawieniem, zeskoczył z głazu dochodząc do opuszczających broń cudzoziemców szybkim sprężystym krokiem.

- Wiem ci ja, co się wam na języki ciśnie - burknął Hakan Harmun przesuwając spojrzeniem po twarzach śmiałków - Tedy by śliny oszczędzić, rzeknę krótko, chociaz pewnikiem straszniście tera zgrzeszę. Chędożyć Magura Dragana, razem z tym jego zakazem, co go Jared Brunta ustanowił. Sromota by mi żyć nie dała, kieby jacyś obcy ziomków mi z opresji wyratowali, a ja bym na zadku siedział i czekał, co też łaskawie reszta rady zarządzi.

- Więc świątobliwy Jared Brunta pojęcia nie ma, żeś się za nami na płaskowyż zapuścił, przyjacielu? - zapytał chłodnym tonem Eithart, spozierając na starego myśliwego badawczym wzrokiem - Wiele to mówi o starszym osady, któren wbrew woli reszty starszyzny takowe rzeczy czyni. Nie lękasz się aby boskiej kary, jeśli kthan Brunta się rozgniewa?

- Pozostaw moją duszę mnie i memu bogu, gorlamito - odpowiedział twardo Harmun - Nie na te chwilę to sprawa, nie na ten czas. Czmychnąłem z Duviku skrycie, nikt mnie nie zoczył. Szedłem szlakiem za wami aż dotąd, zatem jeśli wam przewodnik potrzebny w sztolniach obyty, od tera możemy pójść razem. Nie lza czasu mitrężyć, księżyce już wysoko stoją.


Wątek techniczny

Ha, na pewno wcześniejszy update śmiertelnie Was przeraził, a tu taka niespodzianka! Zamiast trolla Hakan Harmun, w lekkiej skórzni, z mieczem i oszczepem przy sobie, w dodatku oferujący usługi kopalnianego przewodnika. Nic, tylko korzystać, ale może macie przed tym jakieś opory?

: 09 czerwca 2011, 19:12
autor: Treant
- Zatem postanowiłeś dowieść, że i w twojej piersi bije mężne serce. Rad jestem z twojego przybycia i proponuję utrzymać twoją obecność tutaj w tajemnicy przed kapłanem i jego bratem. Czy ktoś ma inne zdanie?

: 09 czerwca 2011, 21:47
autor: Ula
"słusznie prawisz, dobrze ześ jest Harun. ale ruszajmy w końcu."

: 09 czerwca 2011, 23:56
autor: 8art
Wątek techniczny

Podpytuje Hakana o wszystko co moze wiedziec o kopalni, kto wyslal nieszczesny poprzedni oddzial i czemu kapitanowie zanizyli liczbe zolnierzy, ktorzy udali sie tam udali. No i ruszajmy do tej kopalni

: 10 czerwca 2011, 18:54
autor: Keth
Wejście do kopalni, późny wieczór

Powitany z aprobatą przez część podróżników, przez część zaś lustrowany podejrzliwym wzrokiem, Hakan Harmun ruszył szybkim krokiem ku mrocznemu wejściu do kopalni, mijając zapalających olejne lampki towarzyszy. Idący tuż obok Eithart obejrzał się raz jeszcze wokół szukając śladu zagrożenia pośród skalnych załomów i rozpadlin otaczających kopalniane wzniesienie, nigdzie nie dostrzegł jednak śladu życia innego niż wielkie pustynne żuki, sięgające swymi rozmiarami zaciśniętej męskiej pięści i wydające dziwne cykające dźwięki z głębi skalnych szczelin.

- Rzeknijcie mi cosik, Hakanie - powiedział cicho gorlamita zrównując krok ze skradającym się teraz ostrożnie myśliwym - Plany kopalni jużeśmy widzieli, na pergaminach, coście nam dali, ale jak tam na dole wygląda i na co najpierwiej lza baczyć?

- Ciemno i ciasno, świątobliwy - odparł Harmun próbując przebić wzrokiem ciemność wypełniającą wnętrze głównego chodnika - Chwilami też stromo, a pod nogami ułomki skał mogą leżeć, tedy nie lza żwawo butami przebierać, o upadek nietrudno. Człek stara się o porządek dbać, jeno nie zawsze to wychodzi. Niechaj też nikomu do łeby nie przyjdzie otwartego ognia użyć, albowiem zdarza się tu i ówdzie gazu zbieranisko, co to go nie uwidzisz ani nie wywęszysz, ale jak płomienia dotknie, może dupnąć z wielgaśnym hukiem!

- Ot i mądrość ludu przaśnym językiem głoszona - uśmiechnął się kącikami ust kapłan, ale zaraz spoważniał ponownie - A kto wysłał pierwszy oddział do kopalni?

- Jaki oddział? - zdziwił się niepomiernie Harmun, ale na jego twarzy natychmiast pojawił się wyraz zrozumienia - Idzie wam o tych biedaków, co gdzieś tam znikli? To nie był oddział, jeno zmiana na wyrobisku, co zwykłą robotę czyniła. Pewnieście opacznie słowa starszyzny zrozumieli, świątobliwy mężu, bo choć to byli żołnierze kapitana Detelfa, to wtedy nie mieli służby, jeno jako górnicy oskardami robili. U nas w Duviku każden człek zdolny orężem machać jest żołnierzem, ale tylko paru ma służbę w spokojnych czasach, reszta zwykłym się życiem trudzi. Jak kłopoty przychodzą, tedy się wszystkich pod rozkazy pierwszego kapitana powołuje.

Uhra i Trehant dołączyli do pary mężczyzn, poświata księżyców zdawała się odbijać migotliwym światłem w obnażonych ostrzach ich broni. Hakan Harmun przerzucił krótki myśliwski oszczep do lewej dłoni, w prawicę zaś ujął wyciągnięty z cichym zgrzytem stali miecz noszony dotąd przy pasie.

- Nie lza dalej zwlekać, bo czas jeno ucieka, a tego nam nie zbywa - mruknął Duvikanin - Z bogów łaską, trza ruszać.

Powoli i czujnie, ostrożnie stawiając obute stopy na kamienistym nierównym podłożu, wędrowcy zapuścili się w smolisty mrok głównego chodnika, zmierzając ku spowitym ciemnościom sztolniom wyrąbanym w skałach płaskowyżu.


Wątek techniczny

Komu w drogę, temu czas. Na tę chwilę poproszę jedynie o kilka prostych deklaracji. W jakim ustawiacie się szyku? Gęsiego czy parami i w jakim układzie? Kto niesie lampy? (osobnicy posługujący się jednocześnie bronią i tarczą naturalnie odpadają z tej kategorii, o ile nie zadeklarują, że ściskają uchwyt lampki w zębach). W którą odnogę korytarza skręcacie, ewentualnie czy się rozdzielacie? (patrz: mapki kilka postów wyżej). Do tego możecie dołożyć jakieś deklaracje od siebie, jeśli coś macie.

: 11 czerwca 2011, 03:26
autor: mordimer00
idę z tarczą i toporem, i zajmuje miejsce w środku szyku
-"Komu w drogę temu buciory na człapy, raz maty rodziła, Mama Dunia Baba Sun miejta nas w swoja opieka"

Przyklękam i zbieram garść ziemi w dłoń i podnosząc na wysokość oczy rozsypuję ziemie starym goblińskim zwyczajem, mającym przynosić szczęście i powodzenie w trudnych sytuacjach

: 11 czerwca 2011, 18:39
autor: Ula
Mam tarczę i szable, nie próbuję trzymać lampki w zębach, jeszcze mi tylko blizny po oparzeniu na mojej kaprawej mordzie brakuje.

"Mogę iść ostatnia, pilnować by nas nic od tylca nie wychędożyło. Na koplniach się ni znam, by drogę wskazywać"

: 11 czerwca 2011, 22:18
autor: Treant
- To dobry pomysł Uhro. Uspokojony, że żadna kuśka mnie już od tylca nie wychędoży, w ręce, którą normalnie osłaniałbym tyłek będę niósł jedną z lamp. Hakanie, zapraszam was jako przewodnika do pierwszego szeregu. Stanę u waszego boku, by oświetlać nam drogę. Podążamy jak najszybciej wgłąb kopalni, czy też badamy kompletnie każdy poziom nim zapuścimy się niżej?

: 11 czerwca 2011, 23:52
autor: 8art
Watek techniczny

Ustawiam sie w srodku szyku. Wraz z Mordilem bedziemy tworzyc za "szpica" Treanta i Hakana "sily glowne";) naszego zwiadu. Uhra ubezpiecza tyly, poczekajmy na deklaracje Skeli, choc wyglada ze zostalo mu tylko miejsce z tylu. Jesli bedzie nalegal o miejsce w srodku, stane z tylu i bede przyswiecal kagankiem damie, jak na dzentelmena przystalo.

Rozwiazanie zagadki pewnie czai sie na najnizszym levelu kopalni, ale pewnie nie zawadzi zwiedzic calych podziemi w poszukiwaniu roznych fantow;) chyba ze kopalnia jest rozlegla i zejdzie nam tu wiecej niz jedna noc. Wtedy moglibysmy ruszyc wprost do ostatniego wyrobiska - przy ktorym pewnie zagineli gornicy. Pytam Hakana o rozmiary kopalni i czekam na opinie reszty graczy.