Strona 14 z 28
: 27 lipca 2011, 20:27
autor: Zygi
- Oj ciężkie to zarzuty, ciekawę czy coś na podparcie ich macie.. no ale słuszynym jest, że nie jest to miejsce na takie dysputy i przekrzykiwanie się - podszedł elf powoli w stonę Goldastha trzymając jedną rękę w górze, a drugą opierając się o laskę - opuść topór, szkoda czasu na przepychanki, czy to słowne, czy tym bardziej fizyczne, kiedy za oknami takie rzeczy się dzieją. - rzekł spokojnie i powoli lewą ręką spróbował opuścić dłoń krasnoluda z jego broni - Im szybciej pójdziemy, tym szybciej wyjaśnim to potworne nieporozumienie, a i czas swój jak i panów oszczędzimy. Nie ma co psioczyć na nikogo, bo swoje obowiązki wykonują, a pewnie woleli być teraz z ukochaną w domu.. choćby więc szybko, by i na noc zdążyć wrócić nie budząc nikogo - zakończył pełen opanowania Hariquiel.
Jeśli mamy zawisnąć, to nic z tym nie zrobimy i żadne psioczenie nie pomoże. Walka z gwardzistami? Nie przy takim braku naszego doświadczenia i z pewnością nie przy takiej dysproporcji i sił i dogodnych pozycji. A może się okaże, że właśnie do naszego zleceniodawcy trafimy, który przedstawi nam propozycję nie do odrzucenia..
Noc jeszcze długa, nie ma co rozpaczać, ani co się ociągać.. zobaczymy co nas czeka na miejscu, bo strach przed nieznanym jest najgorszy, a cała sprawa jest zbyt grubymi nićmi szyta, by się nie móc z niej wywinąć.
: 27 lipca 2011, 22:38
autor: Goldwin
Popatrzył spode łba na otaczających wojaków, wpatrzył się usilnie w oczy Hariquiel'a, opuszczając powoli rękę. Ignorując drgające dłonie kuszników odwrócił się, wyciągnął powoli zza pasa topór oraz dwa noże odkładając na kontuar.
- Ręce przy sobie! - warknął na zbliżającego się strażnika - Póki dowodu nie widzę to i winnym nie jest! Jako wolny pójdę, a i to dziękujcie elfowi, psie juchy, że cali odprowadzicie.
Popatrzył na dowódcę hardo i ruszył ku niemu.
- Prowadź, rozkaz rzecz święta!
No to idziemy jak te kurczaki na rzeź.
: 27 lipca 2011, 23:43
autor: tzeentch
Jak już powiedziałem oddaję broń - sporo się tego nazbierało...
- Tedy prowadźcie do namiestnika. Radym będę usłyszeć kto mu takich bajek naopowiadał.
: 28 lipca 2011, 20:22
autor: Keth
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Harde słowa Goldastha sprawiły, że dziesiętnik zawahał się zauważalnie, wymieniając krótkie spojrzenie z jednym z towarzyszących mu strażników. Budząca poczucie bezpieczeństwa obecność zbrojnych w kusze stróżów prawa musiała w końcu przeważyć nad chęcią ścisłego trzymania się rozkazów. Na znak dowódcy strażnicy z powrozami odwiesili je na swe pasy łapiąc ponownie za szable, które wysunęły się z pochew z ponurym zgrzytem.
- Po cóż ten gwałt? - po schodach zbiegł zdenerwowany bezgranicznie właściciel tawerny, przepuszczony przez pilnujących wyjścia na górne piętro strażników. Musiał on mieć już wcześniej do czynienia z miejscową strażą, albowiem od razu skierował kroki w stronę noszącego niebieskie pióra dziesiętnika - Co takiego ci mężowie uczynili?
- Są podejrzani o zbrodniczy mord i podpalenie! - odparł szorstko dziesiętnik - Odstąp, a pozwól nam czynić powinność.
Potrącani barkami i mierzeni surowym wzrokiem, gapie stłoczeni ciasno na ulicy przed tawerną odstąpili na boki tratując się wzajemnie i czyniąc tym samym przejście dla stróżów prawa. Otoczeni przez ponad tuzin Tabadańczyków w pełnym ekwipunku, czterej mężczyźni ruszyli żwawym krokiem przed siebie, w tempie narzuconym kuksańcami eskorty i w kierunku wskazywanym przez dziesiętnika.
Łuna na nocnym niebie wciąż pulsowała zmienną poświatą, choć zdawała się z wolna dogasać. Mosiężne rogi na wieżycach katanickiej hadry zawodziły jękliwie, basową nutą niosąc się ponad dachami całego Tahar-garu i budząc trwogę w sercach tych mieszkańców portowego miasta, którzy nie znając prawdziwego źródła pożogi podejrzewali już najgorsze, z objawieniem mesjasza Sharami lub najazdem smoka włącznie.
Wątek techniczny
Jesteście prowadzeni mrocznymi uliczkami pełnymi wyrwanych ze snu ludzi, na tyle szybko, by nikt z nich nie wpadł na pomysł widowiskowego linczu. Strażnicy wydają się bardzo skrupulatni, jeśli o pilnowanie idzie, więc chociaż nikomu z Was nie założono sznurka, próba ucieczki może się skończyć bełtem kuszy wrażonym prosto między łopatki.
Naturalnie zauważyliście, że pies nie został aresztowany, prawda? Ma się trzymać przy nodze czy w oddaleniu?
: 28 lipca 2011, 20:38
autor: Zygi
Akki powinien trzymać się trochę dalej(nie koniecznie żeby został w karczmie, bo jeszcze komuś przyjdzie do głowy głupi pomysł, ale by nie szedł też między strażnikami i wiedział mniej więcej gdzie nas zaprowadzono), o ile to możliwe nie chcę go "w to mieszać". Ciekawe sformułowanie było też zarzutów wobec "czterech i psa", jako że nie było go przy faktorii z nami a jedynie w pewnym oddaleniu, jest to dobry punkt do obrony.. i sugerujący, że mają nie tyle świadków którzy nas widzieli, bo mieli patrzeć, a takich którym powiedziano, że nas widzieli.
Pytanie techniczne, co z naszymi rzeczami, jeśli ich jeszcze nie odebraliśmy z karczmy to rozumiem że nie ma problemu, ale jeśli wzięliśmy?(księga i jedzenie to nie broń, więc mogłem wziąć i idąc ze strażnikami taki tobołek)
: 29 lipca 2011, 19:48
autor: Keth
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Portowa komendantura straży miejskiej Tahar-garu okazała się kilkupiętrowym gmachem wzniesionym z ciemnych cegieł, zwieńczonym dachowymi blankami i naznaczonym małymi wąskimi okienkami uniemożliwiającymi przeciśnięcie się istoty większej od niziołka. Rozbrojeni jeszcze w tawernie więźniowie zostali przepędzeni ciemnymi opustoszałymi korytarzami, odprowadzani ciekawskimi spojrzeniami garstki strażników miejskich pełniących nocną służbę. Wprowadzeni do jednego z pomieszczeń w głębi rozległej budowli, mężczyźni znaleźli się znienacka w obszernej i jaskrawo oświetlonej świecznikami sali, skąpo umeblowanej i sprawiającej szorstkie wrażenie. Największą uwagę wszystkich zwrócił natychmiast podłużny ciężki stół ustawiony pod jedną ze ścian, za którym zasiadało trzech mężczyzn w uniformach tabadańskiej straży miejskiej oraz czwarty noszący ciemne szaty i liczną biżuterię.
- To ci podpalacze? - zapytał na widok przybyszów jeden z mężczyzn w mundurach. Goldasth otworzył usta chąc natychmiast zaprotestować, ale nie zdążył nic wykrztusić, ponieważ stojący za nim dziesiętnik uderzył go bez ostrzeżenia pięścią w kark.
- To tan Tovnik, wielki komendant straży Tahar-garu - sarknął podoficer górując nad karkiem posykującego z bólu krasnoluda - Odzywajcie się jeno pytani! Tak, panie, to oni. Pojmani wedle instrukcji tam, gdzie nam kazano szukać.
Hariquiel powiódł badawczym wzrokiem po sali, ale nie dostrzegł nigdzie żadnych okien, jedynie parę drzwi: tych, którymi pojmanych wprowadzono i mniejszych, osadzonych w bocznej ścianie pomieszczenia. Część stanowiących eskortę strażników pozostała w głębi budynku, ale do pokoju przesłuchań weszło ich dziesięciu, co w zupełności wystarczało, by pokrzyżować większość pomysłów na ucieczkę.
- Jestem tan Hariquiel Torves i z racji swego urodzenia domagam się traktowania zgodnego z obyczajami - oznajmił wyniosłym tonem elf, prostując się mimowolnie i spoglądając twardo na siedzących za stołem przedstawicieli prawa - Wasze zachowanie ubliża memu szlacheckiemu stanowi.
- Wierz mi, czcigodny panie, że odzyskasz wolność i wszelkie wynikłe z racji twego pochodzenia przywileje, gdy tylko zakończymy nasze spotkanie, a ty zostaniesz oczyszczony z zarzutów - odpowiedział spokojnie komendant Tovnik - Wszelako wiedz też, że jeśliś winien rzuconych na się podejrzeń, od kary nie uwolni cię nawet szlachecki tytuł.
- Jakie zatem zarzuty stawiacie mi i moim towarzyszom? - zapytał chłodno elf, wciąż spoglądając z góry na komendanta i zasiadających po jego bokach pozostałych mężczyzn.
- Mord na osobie czcigodnego Khaleda Raffura i jego pachołkach oraz podłożenie ognia dla zatarcia śladów owej zbrodni - odparł człowiek siedzący po prawicy Tovnika, starszy wiekiem mężczyzna o krótkich przyprószonych siwizną włosach - Wszystko to z podżegnania osmundzkich zbrodzieniów pragnących śmiercy rajcy Raffura za jego nawoływania do zaprzestania handlu z rybakami z Osmundu.
- To jest... - odezwał się zapalczywym tonem Goldasth i ponownie został za to brutalnie skarcony przez stojących za jego plecami strażników.
- Milczcie, gdyż nie skończyłem mówić - powiedział chłodno człowiek w mundurze straży - Prócz odebrania życia pięciu niewinnym mieszkańcom naszego miasta zagroziliście na dodatek ogniem całej reszcie i chociaż pożar został szczęśliwie ugaszony dzięki pomocy katanickich kapłanów, również za to przyjdzie wam gardłem zapłacić.
Hariquiel poczuł na karku zimny dreszcz, który przybierał na sile w miarę jak rzeczowe słowa oficera straży coraz głębiej zapadały w jego świadomość.
- Wszelako pragiemy sprawiedliwego osądu i dlatego poprosiliśmy o stosowną pomoc - oznajmił komendant spoglądając w stronę bocznych drzwi - Wprowadźcie świątobliwych kthanów.
Słysząc polecenie najwyższego zwierzchnika dwaj miejscy strażnicy rozwarli czym prędzej dwuskrzydłowe boczne drzwi wpuszczając do środka dwóch zaspanych mężów o wyglądzie kapłanów. Jeden z nich nosił bogate w barwę szkarłatu szaty katanickiego imracha, drugi zaś zwracał uwagę wprawionym w złoto diamentem zawieszonym pośrodku swych piersi oraz czepcem oriakańskiego wikariusza.
- Ci przybyli niezwłocznie na naszą prośbę dostojni duchowni będą się przysłuchiwali waszym odpowiedziom, aby z pomocą bogów orzec, czy przemawiacie zgodnie z prawdą czy też próbujecie nas oszukać - oznajmił komendant - Wierzcie mi, dzięki magicznej sztuce niechybnie wychwycą fałsz w waszych słowach, tedy prawcie wszystko podług prawdy, a może przed powieszeniem oszczędzi się wam łamania kołem.
Wątek techniczny
Witajcie w sali przesłuchań. Dziesięciu strażników, czterech sędziów polowych, dwóch kapłanów w roli detektorów prawdomówności. Ponieważ nie ma co przeciągać biegu fabuły (powieszę Was i możemy zacząć zupełnie nową sesję), zapodam od razu pakiet pytań, które będą Wam zadane. Możecie wypisać w trybie fabularnym lub technicznym odpowiedzi wedle udpodobania, potem złożę to wszystko jakoś w całość. Zwróćcie uwagę na dokładne brzmienie pytań (coś Was w nich intryguje?):
- Czy podłożyliście ogień pod faktorię czcigodnego Raffura?
- Czy spaliliście ciała jego samego i jego pachołków?
- Czy wieczerzaliście w tej samej tawernie, co załoga osmundzkiego frachtowca?
- Czy opłacono was za zbrodnię osmundzkim złotem?
Rzecz jasna dowiedzenie Wam winy oznacza murowany wyrok śmierci, tyle tylko, że nie wiadomo, co czeka Was przed egzekucją, wachlarz stosownych tortur jest naprawdę bardzo szeroki!
Co do pytania o pozostawiony w tawernie ekwipunek, wszystko wciąż znajduje się pod opieką tamtejszego personelu, zabraliście do komendantury jedynie to, co mieliście przy sobie.
: 29 lipca 2011, 20:03
autor: tzeentch
Mogę odpowiadać pierwszy. Zwróć proszę uwagę na szyk w zdaniach i ewentualne przecinki, ponieważ mają one spore znaczenie dla całej wypowiedzi. Nie mam zamiaru kłamać, a moje odpowiedzi... no coż sam ocenisz.
Kłaniam się prowadzącemu przeszłuchanie.
- Nazywam się el Moriento. Jeśli pytasz Panie, tedy pozwól abym odpowiedział na twe pytania krótko i rzeczowo, aby pracy rzeczonym khtanom nie utrudniać.
- Tedy pytasz, czy wieczerzaliśmy w karczmie, w której załoga osmudzkiego frachtowac była. Nie wiem Panie, czy o tych samych ludzi pytasz, których ja mam na myśli, jednakowóż tak, w karczmie, w której nocleg żeśmy opłacili było także kilku Osmudczyków. Ci jednak przez staż wyprowadzeni zostali za burdę, w której udział brali. Jeśli o nich pytasz Panie, to tak, to ta sama karczma.
- Kolejne twe pytanie tyczy się podkładania ognia. A więc na bogów wszystkich przysiąc mogę, że nie podłożyłem ognia w faktorii czcigodnego Raffura. (To sama prawda - ja ciała nosiłem i pochodni nie podkładałem). Mam nadzieję, że ta prosta odpowiedź nie nastręczy khtanom problemów w interpretacji.
- Życia czcigodnego Raffura nie pozbawiłem, ani pozbawiać nie zamierzałem. Więcej powiem - czcigodnego Raffura nie znałem. W życiu jego Raffura, nie widziałem. (i tu jest kwestia szyku zdania i przecinków - jeśli chcesz wytłumaczenia, to zdanie to oznacza że nigdy nie widziałem Raffura za jego życia, ale ze zględu na zastosowany szyk brzmi jakby chodziło mi o to, że nigdy go nie widziałem. Jako i wy tutaj, jeno dziś w nocy dowiedziałem się, iż zmarł. A jeśli dalej pytać chcesz, to nikt też mi tu za żadne zabijanie pieniędzy nie obiecywał. Znów sama prawda, do czego innego nas wynajęto.
- Wreszcie pytanie o pieniądze od człowieka, który imieniem Jerrud Orres się posługiwał. Pytanie to jest o tyle trudne w odpowiedzi, że zapytałeś czy za zbrodnię tę osmudzkim złotem nam zapłacono. Więc tak - dostaliśmy od niego złoto, które osmudzką walutą się okazało. Jednak powtórzę po raz kolejny - nie płacił nam za żadne zabójstwa. Gdy z człowiekiem tym wino piliśmy, o polityce, zabawie i walkach psów rozmawialiśmy, niczym bynajmniej nie zdradził się, że z Osmudu pochodzi. O tym, że Osmudczykiem jest, dopieroś ty mnie Panie oświecił. Gdybym wiedział, że zaprzańcem takim jest i padalcem, i że tyle kłopotów nam napyta, nigdybym z nim wina przy jednym stole nie pił.
- Mam tedy nadzieję, że moje odpowiedzi na tyle dokładne są, że was Panie zadowolą.
Kłaniam się ponownie i robię krok w tył, aby jasne było, że skończyłem mówić.
Teraz inni moga wkraczać do akcji... :p w końcu nick Tzeentch do czegoś zobowiązuje :p Trzeba umieć mówić prawdę, tak, aby co innego znaczyła.
: 29 lipca 2011, 21:51
autor: avnar
- Czy podłożyliście ogień pod faktorię czcigodnego Raffura?
Aldur się skrzywił- Ja tam panie żadnego ognia pod faktorię nie podkładałem, bo i po co.
A jakżem ognia nie podkładał to i spalić pachołków ani żeczonego Rafura nie mogłem.
- Czy wieczerzaliście w tej samej tawernie, co załoga osmundzkiego frachtowca?
Jaka załoga osmundzkiego frachtowca? Ja tam nie wiem za bardzo kto z jakiego statku pochodzi, z gór jestem i na kozach i owcach się znam, albo i drewna naciupe, ale statki czy łokrenty to nie moja bajka. Jakieś łosmundczyki w knajpie byli i bitki szukali, ale czy oni frachtowca czy z karawany to ja już nie wiem.
- Czy opłacono was za zbrodnię osmundzkim złotem?
Ponieważ jak powiedziałem nie podpaliłem faktorii, to i za zbrodnie mi nie zapłacono.
: 29 lipca 2011, 22:39
autor: Zygi
Keth napisał(a):
- Czy podłożyliście ogień pod faktorię czcigodnego Raffura?
- Czy spaliliście ciała jego samego i jego pachołków?
- Czy wieczerzaliście w tej samej tawernie, co załoga osmundzkiego frachtowca?
- Czy opłacono was za zbrodnię osmundzkim złotem?
- Po pierwsze chciałbym zaznaczyć, że jako kleryk czuję się obrażony testowaniem mnie przez kapłanów innych bogów, jednak mimo zastrzeżeń co do samego tego faktu, jak i wiary w ich niepodważalny wynik, dla oszczędzenia czasu i waszego i mojego postaram się jak najzwięźlej odpowiedzieć, jeśli będziecie mieć jakieś wątpliwości Panie, to nie krępuj się dopytać.
- Zarzuty morderstwa stawiacie, a o podkładanie ognia pytacie? Wiedzcie, że jako potężny żywioł nie powinien być traktowany jako coś co przez zwykłych śmiertelników kierowane być może.. Nierozumiem, dlaczego istoty zyjące kilkadziesiąt lat o sile tak wielkiej się przedmiotowo wypowiadają jakby choć w części rozumieli z czym tak naprawdę doczynienia mają i jak tym kierować - wyraźnie uniósł się elf rzucając jednocześnie spojrzenie w stronę kapłanów - Jeśli natomiast o miasto chodzi to ja niewiele moge powiedzieć, nie znam go i nie wiem co do kogo należy i komu cześć oddajecie.
- Nie rozumiem pytania, chyba tak samo jak wy istoty ognia, jeśli rzeczywiście nieszczęśnikom, o których wspominacie, coś się stało a ich tkanki zostały przez ogień strawione to jemu się zasługi, czy winy należą..
- Wieczerzaliśmy w karczmie gdzie wielu było zarówno z Orkusów jak i z królestw ludzkich. Nie wiem czy dziesiątki czy setki gości, zwłaszcza, że pytacie nie nakładając ram czasowych.. może i kiedyś tam jakaś załoga wieczerzała. Pewne jest, że nikomu w pochodzenie nie zaglądaliśmy, jak i z nikim kto jako Osmundczyk się przedstawił nie rozmawiałem, chcecie wiedzieć kto wieczerzał w karczmie, pytajcie się karczmarza nie gościa
- Żadnej zbrodni nie popełniłem, tak więc i o zapłacie mowy być nie może, czy to w złocie czy platynie.
Na początkowe pytania odpowiadam ze wzburzeniem, i gotów jestem zaciekle prowadzić dysputy na tle religijnym i filozoficznym na temat ognia jako siły i atrybutu boskiego.
Dwa ostatnie pytania to już odpowiedzi spokojne, jestem stu procentowo przekonany, że zbrodni żadnej nie popełniłem, z artyzmu jak i potęgi ognia dumny jestem, więc to nie zbrodnia - to dzieło i dar.
Pytanie o karczme jest na tyle ogólne, że ze spokojem można odpowiedzieć cokolwiek, więc i pełne skupienie jak i spokój zachowuje.
: 29 lipca 2011, 23:25
autor: Goldwin
Roztarł kark prawą ręką spoglądając spode łba na strażnika.
- Byśmy tu nie byli pokazałbym ci ja kto w ręce mocniejszy... - wymamrotał cicho tak by ten usłyszał i spojrzał uważnie dokoła zatrzymując wzrok na kapłanach.
- Czy faktorię żem palił? Chyba takowego tytoniu żem nie miał jeszcze w fajce... - rzekł żartobliwie usilnie myśląc o tym jak jeno księgi zajęły się ogniem - Ale po prawdzie, faktorii żem nijakiej nie podpalał. Jako i ciał jakowychś też ogniem nie tykałem.
Podrapał się w zamyśleniu po łysinie wpatrując się w komendanta.
- Co do wieczerzania w karczmie... Jakowaś burda z Osmundczykami była, czy oni okrętowe, nie wiem, nawet nie znam ichniej mowy. Morze nie mnie we łbie, nie znam się na wodniakach. A na czole ryte tego nie mieli - rzekł powoli.
- Nie opłacał mnie też nikt za żadną zbrodnię, karczmarz dał oksmundzkie grosiwo... - westchnął i rozłożył ręce w geście bezradności - Dowiedział siem tego od niego. Nie wiem kto, co i jak wkładał do mieszka.
- Chcieli wy prawdy to macie, mówię jak było.
: 30 lipca 2011, 07:39
autor: tzeentch
Podejrzewam, że tą część sesji rozliczasz fabularnie, tzn pod kątem sensowaności wypowiedzi, a nie mechanicznie rzucając kostkami. Jeśli jednak miałoby to coś pomóc, przypominam, że aby poprawić swoją kiepską sytuację w oczach sędziów mogę znów sięgnąć po bonus z zawodu aktora.
: 31 lipca 2011, 10:23
autor: Keth
Portowa komendantura straży miejskiej, Tahar-gar
Katanicki duchowny skinął głową kwitując tym gestem wygłoszone podniosłym tonem odpowiedzi Morientiego, oriakanin zaś przytaknął mu ruchem obu złożonych razem dłoni, na których lśniły liczne wprawione w złoto klejnoty.
- Nie wyczułem w słowach tego człeka fałszu - oświadczył w asserze imrach, dołączając do prowadzonej we Wspólnej Mowie rozmowy - Wszystko, co rzecze może być prawdą, aczkolwiek świątynia Katana odżegnuje się od twierdzenia, iż jest on niewinnym stawianych mu zarzutów.
Komendant Tovnik odwrócił głowę w bok, kiedy towarzyszący mu w przesłuchaniu mężczyzna w ciemnych szatach naskrobał coś szybko rysikiem na karcie papieru i podał arkusz dowódcy portowej straży. Ten przeczytał napisane naprędce słowa, skinął twierdząco głową i spojrzał ponownie na obu kthanów.
- Drugi z onych też otwarcie nie skłamał - dodał wikariusz Oriaka spozierając jednocześnie krzywym wzrokiem na Hariquiela - A już wcale nie łgał ten, któren się za istotę duchowną podaje i w części, w której się za nią podaje, chociaż się nam z szacunkiem nie przedstawił ani nie okazał przynależności do swego kultu, przeto nie wiedzieć nam, kogo czci i czy to aby nie jaki hasaryta albo inny przeklętnik!
- Nie obszukaliście zatrzymanych? - sarknął oficer zasiadający po prawicy komendanta, mierząc złym wrokiem dziesiętnika patrolu.
- Przeszukaliśmy i całą broń im odebrano! - wyprostował się mimowolnie mężczyzna - Nikt nam jednakowoż nie rzeknął, że mamy odbierać podejrzanym biżuterię, wisiorki czy inne bransolety, panie. A ksiąg żadnych ów świątobliwy przy sobie nie miał.
- A w jego tobołkach coś naszliście?
- Nie, bośmy o tobołki nie pytali - odpowiedział z zauważalną konsternacją dziesiętnik - Podług rozkazu przygnaliśmy zatrzymanych wprost tutaj i bezzwłocznie.
- Rzeknij nam przeto, wzburzony kapłanie, jakiego boga czcisz i w czyim imieniu głosisz święte słowa? - zapytał komendant Tovnik spoglądając przenikliwym wzrokiem na Hariquiela.
: 31 lipca 2011, 11:30
autor: Zygi
- Głoszę chwałę Natury, jak i równowagi pomiędzy wszystkimi siłami. Pomiędzy drapieżnikiem, a ofiarą, pomiędzy dobrem a złem, pomiędzy prawem a chaosem - zaczął w talinoi elf, i mimo że początkowo próbował, by jego głos nie brzmiał pompatycznie, to jednak duma i wiara w wypowiadane słowa wzięły górę - Jako Opiekun Natury przejazdem jedynie jestem w mieście i coraz bardziej rozumiem, że nie pasujemy do siebie i nie dziwię się tym bardziej, że tak niewielu mi podobnych można znaleźć w ośrodkach gęstszego zaludnienia.. - Hariquiel jakby dopiero się rozkręcał, jednak widząc twarze kapłanów, którzy nie chcieli przerywać, ale ewidentnie nie przyszli tu na dysputy filozoficzno-religijne, urwał - .. jak w naturze -- zabijanie to ostatczne pozbawienie sił witalnych innego organizmu, wprowadza dysbalans, a równowaga zachowana być powinna, uważam, że istoty rozumne powinny brać przykład z tych, o których mówicie, że to tylko głupie zwierzęta, i jak wilk zabija tylko by się pożywić.. przyznam szczerze, że tutejsze głowonogi to jeden z największych plusów miasta, no ale widzicie, że wobec takiej filozofii, która z pewnością została już przez szacownych kapłanów zweryfikowana, zarzuty mi stawiane są niedorzeczne.. nie miałem żadnych chęci, ni celu zabić kogokolwiek, więc i niczego takeigo nie zrobiłem - zakończył elf i jednym tchem przeszedł do dalszej sprawy delikatnie rozpinając zbroję, przy pierwszym ruchu czekając na skinienie kapłanów, by zgody udzielili - jeśli chodzi natomiast o patrona, to żadną tajemnicą jest, iż moim losem Strażniczka Wiatru (tu mocny akcent) i Wulkanów włada - kończąc to odsunął swe lewe ramię, na którym blizna poparzeniowa się znajdowała, a zakrywając niemal całe, wcale nie chude jak na elfa, ramię, w kształt płomienia się układała. Następnie ponownie zaczął się ubierać.
Domyślam się, iż patronka niekoniecznie wpływa dobrze na szanse oczyszczenia się, jednak zatajanie nie ma sensu: ani się tego nie wstydzę, ani nie boję, ani nic złego nie widzę, a i domyślam się, że kapłan Katana zgodnie z prawami, wolności religijnej, w razie nagłej reakcji strażników, bronił będzie, w końcu kapłani to ludzie uczeni a nie chłopi widzący tylko stereotypy.
Wyprzedzając kolejne pytania: - Nie, nie zainicjowałem ognia żadnego (skorzystaliśmy z lampy, nie było więc rozpalania) ni w faktorii, ni w karczmie, ni w mieście wogóle.
- Ogień oczywiście, że mi się podoba, jako elf docenić muszę jego artyzm, tak samo jak i potęgę jako wyznawca Pani Powietrza i Ognia, jednak wcale nie chętny jestem by ktoś przez niego zginął, czy dach nad głową rodzina jakaś straciła.. jeśli się tak stanie jednak.. widać taka była wola Bogini i tak być musiało..
- Czy przyczyniłem się do jakiegoś ognia w mieście? (Tu mogę się roześmiać wesoło) Oczywiście, że chciałbym, ba nawet mimo, iż kapłanem nie jestem, to jako wyznawca i kleryk najchętniej bym się przyczynił do spotęgowania Ognia Naszej Wiary - to jednak się mi nie udało, być może zbyt krótko tu jestem, być może niedość się starałem, jednak żadnego nowego wyznawcy nie udało mi się pozyskać, z powodu czego, raczej dwaj tu obecni szanowni goście raczej rozpaczać nie będą..
: 31 lipca 2011, 11:52
autor: tzeentch
- Panie - rzekł el Moriento kierując swe słowa do komendanata - Wybacz, że odzywam się niepytany, aleć to oczywiste chyba się staje, że zostaliśmy wmieszani w tę niecną intrygę podstępem i kłamstwem. Osmudczycy specjalnie zapewne wybrali za cel naszą kompaniję, albowiem tym sposobem 2 pieczenie na jednymo ogniu upiec mogą... wybacz za ten dobór słów, ale do tej sytuacji świetnie on pasuje. Przecie aresztując nas i skazując gniew gawiedzi nie tylko na Osmudczyków skierujesz, ale na Katańczyków i osoby innych ras także. Takie zamieszanie niewątpliwie na rękę im być musi i zapewne było jednym z celów tej szeroko zakrojonej intrygi.
Ciekawy jestem kim jest ów człowiek, który pisze coś komendantowi. Jakieś szczegóły?
: 31 lipca 2011, 20:23
autor: Keth
Portowa komendantura straży miejskiej, Tahar-gar
Komendant Tovnik podniósł swe szary oczy i spozierał przez krótką chwilę w milczeniu na Morientiego, a było w jego wzroku coś takiego, że rezolutny i wygadany na co dzień Katańczyk poczuł się znienacka nader nieswojo.
- Bacz, byś się zbyt często niepytany nie odzywał, bo cię tan Tovnik na ozorze pokarać władny - przerwał grobową ciszę oficer straży zasiadający po prawicy dowódcy - A tyś sharamita jest, własnymi słowy żeś się przedstawił, tedy źle to dla ciebie wróży.
Hariquiel drgnął słysząc skierowane do siebie słowa, lecz choć otworzył natychmiast usta, ubiegli go natychmiast obaj klerycy przysłuchujący się niemo rozmowie.
- Fałszywie poświadczył, że się nie przyczynił do powstania ognia w mieście! - sarknął pełnym wrogości głosem oriakański wikariusz, spoglądając na elfa niczym na jadowitego węża - Wielce biegły jestem w sztuce magicznego postrzegania kłamstw, tedy pewnym swego!
- Prawdę rzecze ów kapłan - katanicki imrach od chwili wejścia do pomieszczenia nie spojrzał nawet na chwilę na sługę Oriaka, ale mimo kiepsko skrywanej niechęci do wikariusza również on kiwnął twierdząco głową - Skłamał zarzekając się, że nie przyczynił się do zarzewia ognia w mieście.
- Milczeć! - huknął drugi z oficerów straży, siedzący dotąd bez słowa po lewej stronie tana Tovnika, kiedy niektórzy z pojmanych najmitów zaczęli otwierać desperacko usta - Milczeć, psie syny!
Mężczyzna w ciemnych szatach siedzący z boku stołu ponownie coś napisał na nowym arkuszu papieru, a skrzypienie rysika zdało się więźniom podobne w brzmieniu do dźwięku osełki przesuwającej się po ostrzu katowskiego topora. Towarzyszący dziesiętnikowi strażnicy stężeli, postąpili do przodu ujmując bez zbytecznego rozkazu za ramiona znieruchomiałych najmitów.
Komendant straży ujął podaną mu kartkę, przebiegł po niej wzrokiem i ponownie kiwnął głową, a potem spojrzał na więźniów.
- Źle, widzi mi się, były zadane wam pytania, tedy sam zadam teraz własne i odpowiedźcie na nie wyłącznie słowami tak lub nie, bez wygłaszania podniosłych peanów ku czci ognia i jego artyzmu - powiedział spokojnie, wręcz uprzejmie tan Tovnik - Byliście dzisiejszej nocy w faktorii Khaleda Raffura?