Post
autor: wasut » 21 sierpnia 2014, 13:31
Nienawidzę takich tekstów jak ten twój, czegoj, wiem że prześmiewczo, ale jednak.
Autor to autor. Jakby wziął i napisał a potem wydał to pół biedy, ponarzekał by kto by chciał i tyle. Podenerwowaliby się ci co wydali kasę, albo nie - wyśpiewali by peany na cześć polskiego Tolkiena i ruszyła by fala sprzedaży.
Ale tutaj autor nie robi tego normalnie, robi to od wyciągnięcia ręki po pieniądze. Korzysta z crowdfundingu który jest imo zwykłymi tylnymi drzwiami. Dobrze że jest. Ale i relację odtylcowe są nieco inne. Ludzie jako inwestorzy bądź co bądź mają prawo do uwag: "wspieram, bo to", albo "nie wspieram, bo tamto i siamto". Podane są bardzo konkretne argumenty dlaczego produkt na który się zbiera pieniądze jest słaby i nie watry tych pieniędzy. W normalnym biznesie projektodawca jest zadowolony, że nie został z góry olany, zbiera uwagi, nanosi poprawki i wychodzi inwestorowi na przeciw. Ale tutaj jest crowdfundig, i inwestorów (w opinii wielu) można traktować jak tłum. Mieć w nosie. "Nic nie zmienię bo ja już zrobiłem i ch... dawać kasę bo nie zrobię nic innego". Do tego pojawiają się lukrecjusze, którzy przesładzają projekt do wyrzygania. Czym że różnią się te opinie "gombrowiczowe" od polskiego Tolkiena. Ci ludzie nie wspierają tylko wbijają nóż w plecy, wsparli ci co zrobi analizę literacką. Bo dali możliwość autorowi poprawy swojego bardzo-mocno-niedoskonałego (bo nie chcę być wulgarny) produktu. Warto popatrzeć jak się dzieją projekty na kickstarterze, zresztą już jest wiele analiz jak prowadzić amatorki w croudundingu i warto się nauczyć, kto w takich przedsięwzięciach otwiera komu drzwi...
A jak już, w obliczu nadchodzącej klęski, słyszę zawsze porównania, że polak to narzeka, bo niezaradny, bo nolife i bez pracy, frustrat... ręce opadają. No ale trzeba przygotować grunt aby było na kogo zwalić winę.