Strona 135 z 170
: 29 lipca 2014, 15:10
autor: deliad
Ranek, Pod rezolutnym goblinem, 3 dnia bakis-ranu
Rotgan-kir wstrząsnął kolejny grzmot, a piorun rozłupał iglicę jednej z baszt murów miejskich. Głazy potoczyły się po pustej ulicy druzgocąc stojący tam dostawczy wózek z połamana dyszą. Ulicą nieopodal baszty przemaszerowali zwartym szykiem katańscy orkowie. Przed nimi szli związani ludzie w obdartych szatach i lekkimi uszkodzeniami ciała. Byli to głównie bezdomni lub biedacy, ale według orków wichrzyciele i wzniecający zamieszki sharamici.
Z wąskiego miejskiego zaułka wybiegł strażnik miejski i zwymiotował zanim zdążył oprzeć się o ścianę. Pozostali z jego oddziału byli bladzi i przemęczeni.
- Ilu - zapytał krótko dziesiętnik odwracając wzrok od rzygajacego.
- Będzie z ośmiu - odpowiedział strażnik o pooranej bliznami twarzy z trudem powstrzymując drżenie warg -
kobiety, dzieci i kilka sharamitów - dokończył i smarknął zamaszyście.
Tymczasem w "Rezolutnym Goblinie" Drayaharus dwoił się i troił starając się wycisnąć choć krztynę radości z przygnębionego towarzystwa. Zawołał nawet rycerstwo i Mordila, ale jakoś tak było nieciekawie. Do popijawy dołączył się karczmarz, bo na gości trudno było dzisiaj liczyć.
Rotgan-kir szło na dno, a Nieulękli razem z nim i ta myśl pośrednio lub bezpośredni nie dawała im o sobie znać. Wpatrzony w okno Barthur słyszał kiedyś opowieść o katańskie galerze, która zawadziła o sterczący z mielizny głaz. Mimo, że statek nieuchronnie szedł na dno, kapitan kazał grać muzykantom i podawać wino. On czuł się podobnie.
Sorki, za przestoje, ale scenariusz zakładał, że wszędzie będzie chodzić razem, a tymczasem podzieliliście się zadaniami. Dlatego Gusłek tak długo rozpala ognisko - u niego jest już poranek 3 dnia bakis-ranu, a tymczasem Huskun działa jeszcze w nocy z 2 na 3.
: 29 lipca 2014, 15:16
autor: Araven
Podczas popijawy, Balin nagle wstał i oświadczył, dość tego, my tu pijemy a miasto szlag trafia, nieumarli na ulicach, rzeka zatruta.
Mus nam zaradzić coś, dość picia. Trzeba gród i mieszkańców ratować, na Gotam Gora, nie Pianowi cześć oddawać, to uczynimy po wszystkim.
Gusłka nie ma, Huskuna wcięło z rycerzem, szlag by trafił...
A Gusłek to NPC-em chyba zostanie po rezygnacji Namakemono z gry tak?
: 29 lipca 2014, 15:32
autor: deliad
Barthur się pije razem z wami i rozważa konieczność wyruszenia do wieży Akal-mar gdzie mieszkała Elissa i jest szansa na dowiedzenie się gdzie jest jej puchar Dreamona.
Mi Namakemono nic nie pisał o rezygnacji. Pożyjemy zobaczymy.
: 29 lipca 2014, 15:38
autor: Araven
[offtopic]Namakemono pisał w Ścigając samego siebie, że rezygnuje z gry w obecnych i rozpoczynających się PBF-ach. Strona 29 post 563 z dzisiaj.[/offtopic]
: 29 lipca 2014, 16:10
autor: namakemono
Już naprawiam niedopatrzenie. To prawda, z powodów osobistych postanowiłem zrobić sobie wakacje od forum. Deliad, proszę przejmij postać Gusłka. Mimo wszystko nie chciałbym, żeby moje postaci przejmował inny gracz lub by ginęły gwałtowną śmiercią, bo zapewne prędzej czy później wrócę, ale oczywiście decyzje pozostają w mocy GMów. Przepraszam Was za komplikacje związane z moją decyzją.
: 29 lipca 2014, 17:21
autor: Denver
Bazookh przyłączy się do wyprawy
: 30 lipca 2014, 07:49
autor: 8art
Olbrzym zastanawiał się nad słowami Balina. Krasnolud miał wiele racji, mówiąc, że coś trzeba zrobić, ale zaprzestanie składania ofiary i odwracanie się od własnych bogów byłoby jawnym świętokradztwem, a na coś takiego jako wróżbita Piana nie mógł pozwolić. Dopił puchar wina po czym oświadczył:
- Musza się pomodlić chwila, a potem to możemy nawet w noc iść tego wąpierza szukać.
Wątek techniczny
Modle się. Może coś z tego wyjdzie
: 30 lipca 2014, 09:05
autor: deliad
Pod rezolutnym goblinem, ranek, 3 dnia bakis-ranu
Po słowach Barthura Nieulękli ponownie pochylili się nad kielichami. Nawet Balin chwycił za swoje naczynie i osuszył je jednym haustem. W okolicy szalały żywioły rozpętane przez obrażonych bogów, lepiej nie obrazić kolejnego.
Wtem siedzący przy oknie Gurgo zakrztusił się pitą gorzałką i rozkaszlał. Wskazywał coś ręką. W trakcie gdy klepnięcia Barthura usunęły z jego płuc krople cieczy, Drayaharus podszedł do otwartego okna.
Na placu targowym panowała pustka i jedynie kilka postaci przemykało śpiesznie pod ścianami. Nawet oblegana codziennie fontanna teraz świeciła pustkami.
- Ja tam nic widzę - powiedział wzruszając ramionami.
- Dzięki Barthurze, starczy już starczy - Gurgo wywinął się poza zasięg rąk astrologa - No właśnie Drayaharusie, nie ma strażników. Musieli ich wycofać w nocy. Nikt nie pilnuje zgliszczy świątyni. Może by tak .... nie wiecie potrzebne nam wino mszalne.
- Przecież burmistrz wydał zakaz wstępu do świątyni pod karą śmierci. Wykradzenie wina, o ile takie zachowało się w piwniczce będzie świętokradztwem - zagadnął Arachel.
- Tak to wygląda w świetle prawa - potwierdził Urgrim.
- Znalezienie wejścia do piwniczki może wiązać się z dłuższą robotą. Przecież tam zawalił się cały dach - powiedział wymijająco Bazookh.
- Chyba, że - zaczął Balin - chyba, że zrobili wejście do piwniczki tak jak zwykle robi się to w małych świątyniach. Czyli skryli wejście koło ołtarza, a jak pamiętam ołtarz nie był zasypany.
- Tak czy owak wejść nam tam nie można - uciął Urgrim.
Gurgo zmrużył oczy intensywnie myśląc. Po chwili zaczął chodzić w tą i z powrotem pukając się palcem wskazującym w wargę.
- A jeżeli to tam jest leże wampira? - zapytał w końcu - sami żeście mówili, że stamtąd wyszedł za pierwszym razem. Pewnikiem siedzi dniami w piwnicze i szykuje się na kolejne łowy.
Wszyscy Nieulękli spojrzeli na rycerzy. Ci natomiast spojrzeli na siebie nawzajem.
- Trza nam zdobyć pozwolenie zastępcy burmistrza - orzekł w końcu Arachel.
- Córka burmistrza ma i tak sporo na głowie. Miasto pogrążone w chaosie i wszędzie panoszące się orki - powiedział Imaginerus.
- W sprawie zgliszcz ostatnie słowo ma kapłan Katana - dodał Balin.
- Na spotkanie z nim możecie nie liczyć. Przesiedzieliśmy u niego całą noc czekając na widzenie i się nie doczekaliśmy. A naszą sprawą byłą armia nieumarłych szykująca się do szturmu na miasto - poinformował Drayaharus.
- No to mamy impas - stwierdził Urgrim.
: 30 lipca 2014, 09:09
autor: Araven
Panowie rycerze, mus nam to sprawdzić bez pozwolenia, jak wampira tam nie ma zaraz ruiny opuścimy.
Bezkarnym on jest, jeśli tam spoczywa. A tak wkrótce może być więcej wampirów, jak on innych poprzemienia.
: 30 lipca 2014, 09:23
autor: 8art
- Eeeee tam do rzyci z takim prawem. Chromole to. Nie byda się słuchoł katnickich klech. Ida do świątynia, choćby sam, a kto nie ida, temu mówia że kiep, tchórz i katańskie podogonie.
To powiedziawszy, zdeterminowany goblin zaczął dopinać skórznie i sprawdzać czy nic mu się nie tłucze przy ekwipunku.
Wątek techniczny
Kto będzie w taką pogode pilnował świątyni. Jak nie narobimy rabanu (a pewnie narobimy;)) to będzie ok
: 30 lipca 2014, 09:29
autor: Araven
Idę z Tobą Barthurze, pozwolenia nie dostaniemy, a czasu już nie mamy by czekać dalej.
Kto idzie z nami?
: 30 lipca 2014, 11:36
autor: deliad
Pod rezolutnym goblinem, ranek, 3 dnia bakis-ranu
Urgrim poczerwieniał ze złości i bezsilności. Z rozmachem trzepnął w drewnianą ścianę.
Arachel wyglądał na równie zirytowanego.
- Stan wyższej konieczności - mruknął w końcu paladyn - ochrona życia i przeciwstawianiu się złu - to moje priorytety.
- Wejść do zgliszczy nikomu niemożna. O pozwolenie pisma wyślemy do kapłana, a do czasu odpowiedzi pod świątynią będziemy czekać. Jeżeli natomiast ktoś wbrew naszym ostrzeżeniom i zakazom do świątyni wejdzie, potwora odnajdzie i rozjuszy wtenczas ratować ich nam będzie trzeba, ale później ująć i przed oblicze sprawiedliwości zaprowadzić - przedstawił swoją opinię Urgrim .
: 30 lipca 2014, 12:59
autor: Dobro
- Aaaa niech stracę, idę z wami! - mlasknął gnom, zwracając się do Balina i Barthura. Chodź tak naprawdę chciał się wymknąć i nie zapłacić rachunku za litry wypitych trunków... na rzecz Piana, oczywiście!
: 30 lipca 2014, 14:09
autor: deliad
Zgliszcza świątyni Morghlitha, 3 dnia bakis-ranu
Balin, Barthur, Drayaharus i Bazookh to grupka Nieulękłych nie godząc się na zło hulające w Rotgan-kir weszła do zgliszczy świątyni Pana Nieumarłych poszukując terroryzującego miasto wampira oraz mszalnego wina niezbędnego do uwarzenia eliksiru Elissy. Eliksiru, który z jakichś powodów miał uratować miasto.
Wiejący z ogromną prędkością wiatr oraz ponownie siekający deszcz wymyć cały popiół jaki pokrywał posadzkę spalonej świątyni. Nie widać już było śladów odciśniętych stóp, a zapach spalenizny nie był tak intensywny.
- Jak bym był wyznawcą boga rozkoszującego się w zabijaniu ludzi i przemienianiu ich zwłok w gnijących nieumarłych to gdzie bym ukrył piwniczkę na wino mszalne? - zastanawiał się Drayaharus zaglądając w różne konty.
- Zamknij się - warknął Bazookh - on może gdzieś tu być.
Gnom już miał na końcu języka kąśliwą ripostę na temat znajomości Bazookha o wampirach chodzących za dnia, ale zdzierżył.
Balin ruszył wprost do ołtarza i tam rozpoczął poszukiwania. Barthur zerknął czy pokryty mithrilem sztylet leży na swoim miejscu. Już go nie było.
- Psssyt - zasyczał Balin ściągając uwagę pozostałych Nieulękłych i wskazał strużki płynącej deszczowej wody i znikające w szparkach otaczających klapę stylizowaną na kamienną podłogową płytę - tak jak myślałem piwniczka jest tu.
: 30 lipca 2014, 14:27
autor: Denver
Bazookh ubezpiecza kompanów. Sokrzysta póki co z ukrycia witalności - oby niepotrzebnie