Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14 nad ranem
Czy gdyby Price wiedział ile rzeczy zaskoczy tej nocy jego samego i jego koterię zrobiłby coś innaczej? Chyba nie. Na większość nie miał najmniejszego wpływu. Teraz siedział obracając w palcach szklaneczkę whiskey i próbując przeanalizować z wampirami wszystko. Miał dziś dwóch niespodziewanych gości i dwa telefony. Z wampira, który przez ostanie lata żył na marginesie stał się w kilka godzin kimś w centrum zainteresowania. Ale póki co to zainteresowanie nie zmieniało jego statusu, niewiele lepszego od nic wartego pariasa.
***
- Xavierze, Baz chciałby się z panem widzieć. - poinformował go telefonicznie ghoul. Baz był jednym z dość znacznych dilerów i sporo ze swoich szemranych interesów ustawiał w SR. Facet oczywiście nie przekazywał towaru w kasynie, ale aranżował spotkania, płacąc zawsze niemałe rachunki. Price przymykał oko na kryminalne praktyki, jakie się odbywały w jego lokalu. Sam za życia niewiele różnił się od cwanych typków, jacy przychodzili do Rhino w interesach. Baz pojawiał sie tu dość często, aby poznać Xaviera oraz był kulturalny, całkiem sympatyczny i jak głosiła plotka, można było od niego kupić każdy narkotyczny specyfik jaki znała ludzkość.
- Niech wejdzie. - potwierdził Clarkowi, po czym sprawdził czy leżący w szufladzie Cassull jest naładowany. Ostatnio stawał się paranoiczny. Nawet po to by podjechać na Westcliff zorganizował tyle broni, by wyposażyć pluton piechoty. Ale jeśli sabat naprawdę szykował coś to ostrożności nigdy nie za wiele. Paranoiczny? A może to Marcus miał na niego taki wpływ? Siał atmosferę strachu, jaka udzielała się nawet statecznemu i spokojnemu Xavierowi.
Baz wszedł do biura i przywitał się z właścicielem i siedzącymi wampirami. Wymieniwszy jak prawdziwy Anglicy kilka zdań na temat pogody, gość, uznawszy, że może mówić przy obcych z czym przychodzi przeszedł do rzeczy:
- Miałbym małą prośbę. Chciałbymz paroma klientami pograć w pokera. Chciałbym im otworzyć rachunek na powoedzmy dwieście tysięcy. Oczywiście wpłacę wszystko wcześniej... Posłuchaj mnie... - Xavier spostrzegł, że głos Baza nagle zmienił się lekko:
- Każdego tygodnia przekazuj wszystkie nagrania cctv pod skrzynkę pocztową 246 w Boscombe Sovereign Centre. Innaczej czekają Cię niemiłe komplikacje...
Nim ktokolwiek zdążył zareagować na oczywisty i bezczelny szantaż, Baz mrugnął kilkukrotnie oczami i wrócił do swojego normalnego tonu:
- Zależy mi żeby się dobrze bawili. To ważni kontrahenci. Wpłacę jeszcze dziś pięćdziesiąt tysięcy jako wyraz dobrej woli.
Zaskoczony Xavier kiwnął głową. Domyślił się już, że jakakoliwek próba interogacji będzie skazana na porażkę. Mężczyzna jedynie bezwolnie i całkowicie tego nieświadom dostarczył wiadomość dla Ventrue. Vallo zniknął i na szachownicy nagle pojawiły się nowe pionki. Baz uśmiechnąwszy się przyjaźnie, podziękował, pożegnał się i wyszedł
***
Na telefon od Blackwooda nie trzeba było długo czekać, choć Price w najoptymistyczniejszym wariancie spodziewał się kontaktu za co najmniej kilka dni. Ale nie było na co narzekać. Odebrał połączenie:
- Witaj Carl.
- Dobry wieczór Xavierze. Mam kilka wieści.
- Widzę, że nie próżnujesz.
- Na razie idzie łatwo, ale jak to mówią nie mów hop. Zresztą jeszcze nie dowiedziałem się zbyt wiele, trochę pogrzebałem tylko u źródeł. Ten samolot jest zarejestrowany na prywatną klinikę neurochirurgiczną pod Zurychem, współpracującą z Międzynarodowym Stowarzyszeniem Neurochirurgii. Klinika ma opinię jednej z najlepszych na świecie i wbrew pozorom nie jest tylko dla bogaczy. Mają ugruntowaną opinię hojnych filantropów. Współpracują z Lekarzami bez Granic. Nie zrozum mnie źle, powiedziałbym, że tacy ludzie chyba nie porywają milionerów. Ale jutro i tak spróbuję może pomyszkować za Vallo w budynku. Skontaktuje się, jak tylko będę coś wiedział.
Carl był profesjonalistą w każdym calu i tego oczekiwał od niego Price. Wiedział, że każdy funt zainwestowany w sprawę prowadzoną przez Blackwooda przyniesie proporcjonalne korzyści. Xavier był zadowolony. Jego detektyw był tam parę godzin a już dowiedział się tak wiele i to tylko ogólnodostępnej wiedzy.
***
Nim Price zdążył przetrawić przekazane przez Blackwooda informacje, telefon zadzwonił po raz drugi. Tym razem dzwonił Anderson z Komendy Policji Hrabstwa Dorset:
- Witaj Xavierze. Słuchaj, sprawdziłem ten samolot wylatujący w nocy z lotniska. Tylko jeden pasażer i trochę cargo. Pasażerem był niejaki Kurt Rundstedt, obywatel Niemiec i Szwajcarii. Uruchomiłem kilku swoich znajomych w Scotlandyardzie. Nienotowany, były oficer Bundeswehry, a ściślej mówiąc jednostki specjalnej GSG-9. Przyleciał kilka dni temu lotem rejsowym z Zurychu na Heathrow. Potem ślad się urwał, aż do wczoraj, gdy opuścił kraj. Można powiedzieć, że dość podobny do mężczyzny z monitoringu. Jakość nie najlepsza, ale na upartego, to bym powiedział, że to ten sam facet.
***
To czego świadkiem właśnie byli, ścięło ich z nóg. W biurze stał Vaughn, ghoul Vallo. Sam fakt, że tu przyszedł nie był niesamowity, ale to co powiedział...
- Wesołych Świąt Panowie. Dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności. I dobrych rzucików w sesjach;)
Ciąg dalszy wkrótce.