: 11 grudnia 2015, 00:39
Wszystko stało się za szybko. Upiorne wycie, ohydny smród lepiący się do skóry jak zimny śluz, desperackie próby parowania wijących się chaotycznie macek, których młodemu wojownikowi zdawało się, że było ze sto. Wybuchający gdzieś płomień, co Narleds ledwo zauważył i absurdalny, mieszający się z tym wszystkim zapach wódki z muchomorów. Później silny ból, brak oddechu i niebo które najpierw przepłynęło przed jego twarzą a potem grunt, który podskoczył i uderzył go w plecy.
Widgar jak najszybciej zerwał się na nogi, zanim jeszcze kurzawa śniegu opadła, lecz równie szybko usiadł z powrotem. Po chwili wstał ponownie i zauważył, że nogi tym razem już zdołały go utrzymać, chociaż nie sądził, że dadzą radę go gdzieś zanieść. Spojrzał dziwnie wyraźnym wzrokiem przed siebie i zobaczył dogasający dziwny kształt, który teraz wydał mu się znacznie mniejszy niż kiedy nacierał z furią na jego tarczę.
Zaczął coś mówić do Norlaug ale zdołał tylko zakaszleć. Był trochę oszołomiony. Kiedy dotarło do niego, że zagrożenie minęło a reszta drużyny porusza się i jest bezpieczna, rozluźnił się i omal powrotem nie opadł na śnieg. Duma jednak wzmocniła jego kolana i stał dzielnie wciąż.
Kidy Norlaug zbliżyła się chciał znowu coś powiedzieć. Czy Ty zawsze musisz wałęsać się po jakiś jamach z potworami. Nie to nie było właściwe, przecież nie wiedział, czy to się wiedźmie zdarza często. I po co żeś wlazła do tej dziury? To też chyba się nie nadawało, przecież ona chyba tam wpadła po prostu. Po co znalazłaś tego potwora? Nie to było zdecydowanie najgorsze a poza tym, tak naprawdę cieszył się strasznie, że ją znaleźli i że nic jej nie jest. Był jednak zły za to, że znalazła takiego potwora. Jakby nie mogła znaleźć jakiegoś mniejszego.
Kiedy myślał o tym, żeby może jednak powiedzieć coś miłego zauważył, że Norlaug ogląda go jak jakąś roślinę i już chciał zgłosić sprzeciw, kiedy przypomniał sobie, że ona przecież też umie uzdrawiać. Zamknął się więc osłupiały, kiedy ta po chwili zaczęła nucić. Najpierw kiedy usłyszał cichy szept, odruchowo przestraszył się, że może to zaraz zmieni się w typowe jazgotliwe jęczenie jego babci ale tak się nie stało. Spokojna i melodyjna muzyka usuwała ból z jego ciała i wzburzenie z jego głowy. Rozluźnił się ponownie a jego nogi podtrzymywały go nadal i to już bez wysiłku.
Poczuł jak świeże powietrze wypełnia jego płuca a krew rozprowadza ciepło po ciele. Poczuł też bliskość drugiej istoty obok siebie, jej oddech i krew która też musiała w niej płynąć i poczuł zwykłą ale totalnie wszechogarniającą radość z tego że żyje. Nie chodziło o to, że przeżył, po prostu sam fakt życia, krwi i energii płynącej przez ten dziwny kawał mięsa i kości, możliwość oglądania tymi dziwnymi oczami nieba, gór, drzew innych istot, zdolność słyszenia, zapachu dotyku, wszystko przepełniało go ekstazą. Uściskał więc w przypływie entuzjazmu Norlaug, wykonując obrót o 360 stopni a kiedy zaskoczoną postawił powrotem na ziemi powiedział tylko spokojnie i pogodnie.
- Cieszę się, że nic ci nie jest.
Widgar jak najszybciej zerwał się na nogi, zanim jeszcze kurzawa śniegu opadła, lecz równie szybko usiadł z powrotem. Po chwili wstał ponownie i zauważył, że nogi tym razem już zdołały go utrzymać, chociaż nie sądził, że dadzą radę go gdzieś zanieść. Spojrzał dziwnie wyraźnym wzrokiem przed siebie i zobaczył dogasający dziwny kształt, który teraz wydał mu się znacznie mniejszy niż kiedy nacierał z furią na jego tarczę.
Zaczął coś mówić do Norlaug ale zdołał tylko zakaszleć. Był trochę oszołomiony. Kiedy dotarło do niego, że zagrożenie minęło a reszta drużyny porusza się i jest bezpieczna, rozluźnił się i omal powrotem nie opadł na śnieg. Duma jednak wzmocniła jego kolana i stał dzielnie wciąż.
Kidy Norlaug zbliżyła się chciał znowu coś powiedzieć. Czy Ty zawsze musisz wałęsać się po jakiś jamach z potworami. Nie to nie było właściwe, przecież nie wiedział, czy to się wiedźmie zdarza często. I po co żeś wlazła do tej dziury? To też chyba się nie nadawało, przecież ona chyba tam wpadła po prostu. Po co znalazłaś tego potwora? Nie to było zdecydowanie najgorsze a poza tym, tak naprawdę cieszył się strasznie, że ją znaleźli i że nic jej nie jest. Był jednak zły za to, że znalazła takiego potwora. Jakby nie mogła znaleźć jakiegoś mniejszego.
Kiedy myślał o tym, żeby może jednak powiedzieć coś miłego zauważył, że Norlaug ogląda go jak jakąś roślinę i już chciał zgłosić sprzeciw, kiedy przypomniał sobie, że ona przecież też umie uzdrawiać. Zamknął się więc osłupiały, kiedy ta po chwili zaczęła nucić. Najpierw kiedy usłyszał cichy szept, odruchowo przestraszył się, że może to zaraz zmieni się w typowe jazgotliwe jęczenie jego babci ale tak się nie stało. Spokojna i melodyjna muzyka usuwała ból z jego ciała i wzburzenie z jego głowy. Rozluźnił się ponownie a jego nogi podtrzymywały go nadal i to już bez wysiłku.
Poczuł jak świeże powietrze wypełnia jego płuca a krew rozprowadza ciepło po ciele. Poczuł też bliskość drugiej istoty obok siebie, jej oddech i krew która też musiała w niej płynąć i poczuł zwykłą ale totalnie wszechogarniającą radość z tego że żyje. Nie chodziło o to, że przeżył, po prostu sam fakt życia, krwi i energii płynącej przez ten dziwny kawał mięsa i kości, możliwość oglądania tymi dziwnymi oczami nieba, gór, drzew innych istot, zdolność słyszenia, zapachu dotyku, wszystko przepełniało go ekstazą. Uściskał więc w przypływie entuzjazmu Norlaug, wykonując obrót o 360 stopni a kiedy zaskoczoną postawił powrotem na ziemi powiedział tylko spokojnie i pogodnie.
- Cieszę się, że nic ci nie jest.
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]