Post
autor: 8art » 31 stycznia 2016, 12:09
- Póltora kafla za butelkę jakiś sików?! - zapytał zdziwiony Gonzo, nie mogąc uwierzyć, że ktoś w ogóle mógłby wydać tyle forsy na alkohol. Umysł szybko przekalkulował, że za taką kwotę mógłby urządzić niezłą bibę z dupeczkami i wszycy byli napruci jak korposzczury po wypłacie.
- Nie no nie mam tyle floty przy sobie, nie hędę się wygłupiał przecież z sześciopakiem browarów za 2.99. - poprawił dię szybko Eduardo, równocześnie insynuując, że tysiąc pięćset baksów to dla niego betka, ale równocześnie zdradzając, że wcale nie ma takich środków.
- Ale jesteś pewien, że to dobry pomysł?
- Jasne Hector. Do odważnych świat należy. - pewnym głosem odpowiedział fixer: - Tak mawiał mój świętej pamięci wujek Jose. Ech szkoda, że nie ma go wśród żywych. Załatwił go Legion Czerwonego Chromu, po tym jak spróbował skontakcić jakiegoś typa z ich big bossem.
- Wcale nie widzę kurwa analogii. - Z przekąsem stwierdził Garcia.
- No jak nie, wujas miał jaja. Wiesz, chodzi o to, albo dobra, może to nie był dobry przykład. Muchas gracias brachu za pomoc. Odwdzięczę się i pamiętaj co Ci powiedzialem o Kitty. Jak coś to kolnij do mnie. Sorry Hec ale musimy zarywać mandżura, bo robota jest na wczoraj a ja jeszcze stoje w samych gaciach. Także wiesz. Do zoba Hector. Pozdrôw swoich ziomali, tego jak mu tam Czarnego i Gladzia. Ty, ta chinka, niezła dupeczka, nie? Wypieliłby jej ogródek, ach! Wiesz, zarywam do niej, to weź powiedz Wilsonowi, żeby se dał spokój, ok?