PBF - New Orleans by Night

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 kwietnia 2017, 21:48

Nowy Orlean, W pobliżu Inner Harbour; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Nosferatu poważnie patrzył na gadającego Czarodzieja, który wyraźnie wyłapał natchnioną fazę. Generalnie to chciał uczynić z policjanta ghula, ale miał zamiar to zrobić z nieco większą finezją i dyskrecją, niż Nick oznajmiający połowie klanów Camarilli w Orleanie, że oto czyni swego z gościa w bagażniku swego herolda i sługę. Dla Nosferatu liczyło się aby uczynić policjanta ghulem bez wzbudzania podejrzeń, tak aby móc mieć cenne źródło informacji, a co najważniejsze źródło na wyłączność. Wiedza, kto jest ghulem Bertranda była równie cenna co sam ghul. Zważywszy na okoliczności i obecność koterii, to w zasadzie Tremere istotnie robił przysługę, bo zdejmował z barków Szczura trud ratowania życia śmiertelnika, który niechybnie zginąłby jako niewygodny świadek, gdyby nie oferta Czarodzieja. Odpowiedział śmiertelnie poważnie, choć było bardzo do śmiechu:

- Masz absolutną rację Nick. Wielka mądrość płynie ze słów twych, zapewne natchniona słowami samego protoplasty waszego klanu. W istocie, biedak z bagażnika, tu w wyznającej tradycyjne wartości południa Luizjanie mółby nie znieść, że jego pan jest czarny. Aż mnie mierzi na samą myśl jakie katusze musiałby przeżywać pod batem takiego czarnucha jak ja. Zapewne wpędziłoby go to w totalne szaleństwo, bliższe klanowi Malkavian, niż szpetnym Szczurom. Nie, nie wezmę odpowiedzialności za jego zdrowie na swe barki. Dziękuje ci Nickolasie za tę krasomówczą wykładnie twych racji i naprawdę doceniam pomocną dłoń jaką schwyciłeś moje strudzone człowieczeństwo.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 kwietnia 2017, 21:19

W oczekiwaniu na reakcje Mistrza Gry oraz Brujaha pozwolę sobie przypomnieć, że planowaliśmy zdobyć drugi wóz. Ja myślę, że warto go gwizdnąć właśnie teraz, w pobliżu sklepu.

I czy ja dobrze zrozumiałem propozycję Westwooda? Jedziemy na dwa wozy do kryjówki. Dzięki magii Nosfera ukrywamy się pod maskami prawdziwych policjantów z oddziału Cartera, zwijamy świadka i pakujemy do cywilnego wozu. Radiowóz pozoruje legalną eskortę. Coś pominąłem?

OD MG:
Nic nie pominąłeś Keth. Na razie taki macie plan.

Twój test na przekonanie Brujaha wyszedł pomyślenie. Padły 3 sukcesy z wydanym punktem siły woli. Możesz pisać scenkę.

Dla Raya:

Wydaje ci się, że Tremere ma racje i całkowicie się z nim zgadzasz.
Ostatnio zmieniony 12 kwietnia 2017, 23:12 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 kwietnia 2017, 17:10

Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa

Zatrzymawszy się przy zamkniętym bagażniku radiowozu, Nicholas podniósł lewą dłoń do ust i przegryzł sobie wprawnie nadgarstek. Ciemna gęsta ciecz wypłynęła spod poszarpanej skóry skapując do styropianowego kubka po kawie. Kiedy naczynie napełniło się w połowie, Spokrewniony otworzył bagażnik i pochylił się nad jego żywą zawartością.

Związany i zakneblowany człowiek odpowiedział mu spojrzeniem zaszczutego zwierzęcia, ewidentnie spodziewając się nieuchronnej śmierci. Biedak był w bieliźnie i skarpetach, wciśnięty do ciasnego wnętrza bagażnika niczym worek śmieci. Na widok obcego mężczyzny zza knebla policjanta popłynęły rwące się dźwięki, które w niczym nie przypominały ludzkiej mowy. Bertrand pochylił się nad mężczyzną jeszcze niżej, niemal dotykając swym czołem czoła więźnia. Nie rozumiejąc znaczenia tak bliskiego kontaktu, nieszczęśnik spróbował się wcisnąć w głąb bagażnika, ale brak miejsca skutecznie mu to uniemożliwił.

- Uspokój się i posłuchaj - oznajmił szeptem Tremere - Wpakowałeś się w niewiarygodne bagno i jeśli zawalisz sprawę, zabijesz nas obu. Jestem tajniakiem z FBI, tyle ci na razie musi wystarczyć. Przekonałem tamtych, że nie stanowisz dla nas zagrożenia, ale w każdej chwili mogą zmienić zdanie. Rób, co ci każę, a może zdołam cię uratować. Rozumiesz, co powiedziałem?

Zakneblowany policjant pokiwał desperacko głową, wydał z siebie przeciągły pomruk. W jego oczach wciąż lśniło przerażenie, które uświadomiło Nicholasowi, że zapomniał wypytać Raya o okoliczności porwania nieszczęśnika. Czy Brujah zachował w tym przypadku elementarne zasady Maskarady czy też poniesiony dziką żądzą obnosił się z nadnaturalną szybkością ruchów i kłami?

- Wyjmę ci na chwilę knebel, ale nie próbuj niczego głupiego, zwłaszcza wrzeszczenia. Reszta siedzi w wozie. Raz krzykniesz i załatwią nas obu.

Nicholas usunął z ust mężczyzny gruby zwitek wciśniętego tam materiału. Policjant złapał łapczywie powietrze, wciągnął je w płuca niczym tonący człowiek wynurzający się ponad powierzchnię wody.

- Jak się nazywasz? - wyszeptał Bertrand, posyłając jednocześnie teatralnie niespokojne spojrzenie ponad klapę bagażnika.

- Shaun, Shaun Mills - odszepnął śmiertelnie przerażony mundurowy - Kim oni są?

- Wszystko we właściwym czasie - uciął zalążek konwersacji Tremere - Przyrzekam, że zrobię wszystko, aby cię uratować, ale sam jestem w niebezpieczeństwie. Wypij zawartość tego kubka, to silny środek uspokajający, który sprawi, że tamci uznają cię za nieszkodliwego. Pij do dna i szybko, bo już tracą cierpliwość.
Jeśli jakimś cudem gliniarz odmówiłby wypicia (raczej nie sądzę), to go Nicholas potraktuje Dominacją. Potem znowu zaknebluje i zamknie bagażnik. Panowie, pora doprecyzować nasz plan działania (najlepiej po technicznemu, będzie szybciej).

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 kwietnia 2017, 10:47

Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa

Przerażony i niewiele rozumiejący gliniarz wypił zawartość kubka dobrowolnie, ku głębokiej uldze Nicholasa. Kiedy skończył pośpiesznie przełykać ciemną ciecz, Bertrand wcisnął mu ponownie knebel w usta, mrugnął porozumiewawczo, a potem zamknął klapę bagażnika.

Zapach nocy niósł ze sobą dziwny posmak, niewiele Tremere mówiący, ale niosący ze sobą obietnicę brutalnej przemocy. W zwyczajowej muzyce miasta - pomruku samochodowych silników, sporadycznym dźwięku klaksonów, odległym zawodzeniu jadącej na sygnale karetki - czaiła się jakaś niewypowiedziana dotąd groza.

Wilkołaki nigdy nie oznaczały niczego dobrego dla Spokrewnionych i ta noc zapewne również miała oznaczać taniec z Ostateczną Śmiercią.

I chociaż Bertrand pragnął istnieć za wszelką cenę, pragnął dalej egzystować w bluźnierczym stanie nieżycia, na wspomnienie grożącej mu zguby poczuł leciutki dreszcz ekscytacji.

- Poszukajmy drugiego samochodu - rzucił poprzez uchyloną szybę do siedzącego za kierownicą Raya - Od razu teraz, nie ma co czekać. Gliniarza wyrzucimy zaraz potem gdzieś w zaułku, nie będzie dla nas stanowił kłopotu.

Wyjąwszy zza paska spodni Berettę, Bertrand przeładował broń pośród metalicznego trzasku, w teatralny sposób demonstrując Brujahowi swą gotowość do działania.

- Nie każ mi czekać, bracie, bo stygnę! Rozwalmy tych drani!
W poprzednim poście MG dał mi ikonkę "Należy się nagroda", więc sobie nagrodę odebrałem, w postaci wstawki z gliniarzem. Plan jest taki: zwijamy drugie auto, potem wywalam Millsa gdzieś w zaułku (ostatnie instrukcje dla niego jeszcze opiszę fabularnie w odpowiednim momencie), potem jedziemy do kryjówki. MG, daj po prostu znać, czy udało się zwędzić ten samochód czy nie.

Ferre
Reactions:
Posty: 60
Rejestracja: 14 czerwca 2015, 19:42

Post autor: Ferre » 18 kwietnia 2017, 14:19

Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa, sklep z bronią

Osłupiały z zaskoczenia przez zaistniałą sytuację Ray miał zamiar coś powiedzieć, lecz prosto skonstruowany mózg Brujaha nie wyrobił i na chwilę stał się bezużyteczny, jakby ktoś wykręcił żarówkę. Cała ta sytuacja wydawała się z początku prosta, dopóki nie odezwały się jęczące gęby. Wjechać, natłuc, świadka zabrać i załatwione. A i paplali coś o Lupinach, jak by im miały zaraz wyskoczyć tak o na maskę samochodu.

Rozejrzał się trochę, są w jakimś sklepie, o kurwa ... z bronią. Wow! To kurwa rozumiem! Z zapłakanych i zasmarkanych tutków chłopaki postanowili się zmienić w prawdziwych mężczyzn. Tylko ja mam na sobie mundur... hehe. Dobra, chuj w to, najwyżej Richie mu zmaluje zapomnienie, z resztą kurwa... handlarze bronią już nie jedno widzieli. Dobra, trza się rozejrzeć... hmm, dupy towar nie urywa ale nada się, na wojnę z Sabatem nie jedziemy. Budy nikomu też palić nie będziemy. Ale kamizelki by się przydały. Jak ktoś zobaczy pały z automatami to może się zastanowić ... czyli zostają gnaty i śrutówki.

- Ten przepiękny Mossberg 590, amigo - powiedział wskazując na strzelbę - i pudełeczko amunicji, dorzuć jeszcze parę brennek i bączków. No, to panowie z takim wyposażenie możemy dymać te aligatory.

Chwilę potem przy samochodzie

Zdziwiony zaistniałą sytuacją Ray w końcu się przełamał. Zadowolony z bojowego nastroju drużyny, a szczególnie Nicka uśmiechnął się. Zarzucił strzelbę na ramię i poklepał mocno Bertranda w plecy. Pokiwał głową z zadowoleniem.

- I o to właśnie kurwa chodzi kurwa! Tak właśnie. Sorry Brad, ale Bertie ma tutaj dużo racji w ogóle, nie. Poczuł zew krwi, którego jeszcze reszta z was nie czuje. Ale spoko, trzymajcie się mnie, to jeszcze się nauczycie. A propos, to weź Nick ogarnij tego klawisza. Ten tego co to ja chciałem, no kurwa no, przygotuj go do swojej przyszłej roli o.

- Panowie - zwrócił się do kamratów - idziemy na terytorium wroga. Co prawda nie zamierzamy od razu strzelać, ale gdyby się okazało, że jest to konieczne, to kurwa widzę jak wszyscy strzelają bez wyjątków. Bo jak kurwa ktoś będzie srał ze strachu to kurwa może zagrozić całej ekipie. I chyba nie muszę mówić, że takiej osóbce potem nogi z dupy powyrywam et cetera et cetera. Wydostaniemy tego świadka, dowiemy się czegoś więcej i uratujemy tych, co zaginęli! A teraz zadam pytanie. Czy wszyscy mają klamkę, albo śrutówkę? Jak nie to kto? Później nie będzie czasu.
Ostatnio zmieniony 18 kwietnia 2017, 20:23 przez Ferre, łącznie zmieniany 1 raz.
Sanity is for the weak!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 kwietnia 2017, 18:53

Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa

- Jak to, nie odpala? - gdyby Nicholas wciąż żył, pewnie wybałuszyłby oczy, a tak musiał się ograniczyć do niemal teatralnego rozdziawienia ust - Spróbuj jeszcze raz, Ray, tylko na spokojnie.

Rzekomy policjant przechylił się w bok siedzenia, przekręcił ponownie tkwiący w stacyjce kluczyk. Radiowóz zacharczał przeciągle, ale silnik i tym razem nie zaskoczył, ku kompletnemu osłupieniu Spokrewnionych.

- Ja pierdolę, to nie może być prawda! - warknął Brujah ściskając kierownice tak mocno, że w powietrzu rozniósł się suchy trzask pękającego plastiku - Chyba będziemy musieli zapierdalać na miejsce na piechotę!

- Kategorycznie odmawiam! - z tylnego siedzenia dobiegł oburzony głos Silvia - Mam nowe buty, od LaMamby, absolutna nowość na rynku! Nie zamierzam wdepnąć w jakieś wilkołacze gówno tylko dlatego, że ten tu kolega wyłączył niepotrzebnie silnik.

- Cicho, bo się nie mogę skupić - zażądał Brujah - Może kręcę nie w tę stronę, może trzeba w drugą?

- Pieprzyć auto, chodźmy do skrytki kanałami, dołem będzie nam łatwiej - zaproponował Nosferatu, zgromiony natychmiast spojrzeniem Ventrue.

- Kategorycznie też odmawiam! - sarknął rozsierdzony Ventrue - Spokrewniony o moim statusie nie może się pokazywać w kanałach, to by mi zrujnowało reputację. Wymyślcie coś innego, tylko szybko, bo mi tu z tyłu niewygodnie!

- Ja pierdolę - Brujah jak się okazało miał słabość do kilku wybranych wulgaryzmów - Patrzcie, teraz się obraca bez końca w kółko, chyba za mocno przekręciłem. Co z tym kluczykiem, kurwa, no co!

Nie wierząc własnym oczom i uszom, Bertand dał się ponieść emocjom i zaczął walić głową w dach radiowozu przy drzwiach kierowcy, błagając Kaina w myślach, by ten pchnął w końcu akcję do przodu.
Taka mała wstawka, żeby kryć nieobecność Lightstorma, może w międzyczasie dołączy do nas cichaczem...

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 26 kwietnia 2017, 23:16

Nowy Orlean, trzecia noc śledztwa

Bernard zostawił policjanta na opuszczonym parkingu, niedaleko starej fabryki konserw rybnych, dając mu wcześniej odpowiednie dyrektywy. Śmiertelnik odszedł i zostali sami. Byli gotowi, uzbrojeni i najważniejsze, że udało im się zdobyć drugi samochód. Ruszyli na miejsce. Gdy wjechali na teren kontrolowany przez Lupinów w obu samochodach zapadła cisza. Każdy z Kainitów mimowolnie koncentrował się na otoczeniu. Każdy kolejny mijany pojazd, budynek i podejrzanie wyglądający człowiek budził niepewność. Choć nikt nie powiedział tego głośno, każdy z członków koterii liczył na Tremera, który jako jedyny mógł wcześniej wykryć nadchodzące zagrożenie. I oczywiście Brujaha, który jako jedyny znał się na bójce. Zdenerwowany Silvio kierował drugim pojazdem, wiedząc że cała ekipa zakupiła broń palną. Richard co chwila poprawiał garnitur obserwując jednocześnie na ulice i światła w oknach mijanych budynków.

W końcu bezpiecznie dojechali do miejsca gdzie mogli się zatrzymać. Bradley spojrzał na współrzędne GPS, po czym przemówił:

- Stańmy tutaj. Do celu mamy jakieś czterysta metrów, więc to niedaleko.

Organizacja wypadu nie zajęła dużo czasu. Postanowili, że Richard, Ray i Bradley pójdą pod osłoną niewidoczności, a Nicholas i Silvio zostaną przy samochodach. Powtórzyli sztuczkę, którą zastosowali wchodząc na komendę, upewniając się wcześniej, że maska tysiąca twarzy działa prawidłowo. Kolejny raz życzyli sobie powodzenia, po czym rozdzielili się.

Po kilku minutach grupa uderzeniowa znalazła się na miejscu. Budynek nie wyróżniał się zbytnio: niski, o płaskim dachu, przypominał dom do wynajęcia dla robotników. Przed wejściem stał wysoki mężczyzna ubrany w ciemną kurtkę i niebieskie jeansy. Gdy podeszli facet natychmiast wyrzucił papierosa, wycierając rękę w dwudniowy zarost.

- Witamy, panie Carter - odezwał się.

- Przyjechaliśmy po Grishama - przemówił Richard. - Przenosimy go w inne miejsce. Otwieraj.

- Się robi szefie - odpowiedział, po czym zapukał trzy razy w drzwi.

Gdy weszli do środka zobaczyli czterech dobrze uzbrojonych mężczyzn w kamizelkach kuloodpornych. Tylko siedzący w fotelu, gruby mężczyzna po czterdziestce oglądający TV, nie pasował do całej ekipy. W prawej ręce miał butelkę piwa a w drugiej trzymał pilota. W rogu leżała sterta pustych butelek i pudełek od pizzy. Zniszczony dywan i meble które widziały lepsze czasy kompletnie nie pasowały do wystroju pomieszczenia, wskazując na niskie standardy jakimi kierowali się oficerowie NOSTF. Charlie Grisham odwrócił głowę w stronę Richarda, po czym zapytał zapijaczonym głosem:

- Carter... Powiedziałem ci już wszystko co wiem... Czego chcesz ode mnie?

- Idziesz z nami - odpowiedział krótko Richard udający Cartera.

Pozostali wymienili między sobą spojrzenia, po czym jeden z nich zapytał:

- Zwijamy się?

- Wracajcie na komendę. Zabieram świadka.

- Tak jest - odpowiedział oficer NOSTF.

Świadek wychodząc nie omieszkał zabrać ze sobą czteropaku piwa, tuląc go czule do klatki piersiowej. Kainici wyprowadzili go na zewnątrz, podczas gdy pozostali oficerowie wzięli się za sprzątanie kryjówki. Po kilku minutach Nieumarłym udało się szczęśliwie wrócić do Nicholasa i Silvio.
Jesteście razem. Co robicie dalej?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 02 maja 2017, 13:58

Nowy Orlean, Arabi; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Nosferatu wracał do auta z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony rozpierała go duma, że akcja jaką zaplanował poszła tak gładko, z drugiej wiedział, że porywając świadka mocno nadepnęli na odcisk szefa NOSTF, a Bradley uświadamiał sobie coraz bardziej ile było niedociągnietych szczegółów. Jeśli Carter miał taką wiedzę o kainitach, to domyśli się, że jego ludzi wystrychnął na dudka ktoś ze znajomoscią Niewidoczności, co zawęzi krąg podejrzanych do jego klanu i ewentualnie nielicznych innych Kainitów dysponujacych tą dyscypliną. W autach siedzieli Nick i Silvio nie okryci maskami, jakie chroniły tożsamości Brujaha, Ventrue i Nosferatu. Wystarczyło, że przypadkowy świadek opisze kierowców i Carter odkryje, że za wszystkim stoi koteria. Z drugiej strony przy odrobinie szczęścia wina spadnie na Ravnosów i ta optymistyczna myśl pocieszała Westwooda.

Pozostawała jeszcze sama kwestia świadka, co z nim zrobić? Brad nie miał zamiaru denuncjować się przed świadkiem. Tak na wszelki wypadek. Mogliby przesłuchać typka na miejscu, ale gdy Szczur przypomniał sobie jak mieli zostać potraktowani przez NOSTF, to nie żałował wcale, że zabrali Grishama wprost sprzed nosa Cartera. Koleś podwkurwi się niewąsko, to było pewne. Zbliżył się do Richiego-Richa w formie Cartera i szepnął:

- Jak go przesłuchamy jeszcze raz, to weź no użyj tych swoich arytokratycznych hokusów-pokusów i powiedz Grishamowi, żeby się wziął za siebie, przestał pić i wybrał się w podróż dookoła świata w trybie natychmiastowym. Masz chyba przy sobie jakieś drobniaki, żeby sobie bilet kupił na drugą półkulę?

Gdy zblizyli się do aut, ostrzegł siedzącego za kółkiem Nicka, żeby założył kaptur, tak aby zbyt łatwo nie zapamiętał go Grisham i dodał po cichu:

- Weź no ostrzeż swojego nowego pieska, żeby się dobrze zakitrał na jakiś czas. Carterowi nie zajmie wiele czasu odkrycie, kto powinien był jeździć radiowozem z tym numerem bocznym. Dopadnie go i wydusi z niego wszystko, nawet ze szczegółami, kto i kiedy dał mu juchy do picia z plastikowego kubeczka.
Nie ściągam z nas masek dopóki nie rozstaniemy się z Grishamem. Niech będzie lepiej przekonany, że naprawdę ma do czynienia z Carterem i jego ludźmi. Nicka i

Czy Bradley zna jakąś bezpieczną miejscówę, najlepiej w poblizu lotniska, tak żeby można było spokojnie pogadać ze świadkiem? Po drodze zmienilibyśmy auta na inne, żeby zatrzeć ślady.
Potem sugeruje żeby świadka trochę "wytrzeźwić", nakazać Dominacją opowiedzieć całą historię ze wszystkimi szczegółami, jakich nawet nie pamięta (może jakaś hipnoza? Ktoś coś?) i wysłać na wakacje życia na Bliski Wschód, przez Filipiny, Nową Zelandię, Kongo i Alabanię (courtesy of Richard's cash of course;) - przynajmniej pierwszy bilet, kupiony za gotówę)

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 16 maja 2017, 03:32

[center]Nowy Orlean, Arabi, Mardi Gras - luty 1994 - Trzecia noc śledztwa[/center]

Poszło nad wyraz smooth - przyznał w myślach Ventrue krocząc na czele grupy wracającej z kryjówki. Echo pantofli głucho dudniło w przytłumionym świetle brudnej ulicy, a poły jego iluzorycznej marynarki rozwiewał lekki wietrzyk. Aż za łatwo - zauważył głos z tyłu głowy. Nerwy Spokrewnionego napięte niczym postronki, ściągnęły się jeszcze mocniej. Richard czuł się zagrożony ze zbyt wielu stron naraz. Ścigała ich klika uprowadzająca i mordująca wampiry, specjalna komórka NOPD, Marcel dzierżył miecz nad ich głowami a dodatkowo byli na terytorium wilkołaków. Aktualnie, to było największe threat.

Czym prędzej trzeba zjeżdżać z tego damned place! - przemknęło przez jego umysł. Wytężył uwagę. Oblicze Cartera pozostawało surowe i skupione gdy wzrokiem omiatał otoczenie, choć wewnątrz psychika bohatera znosiła ogromne obciążenia.

Damn it - zaklął w myślach Ventrue - nie dopracowaliśmy szczegółu dokąd mamy jechać. Nim zdążyli dotrzeć do wozów zbliżył się do niego Bradley i ukradkiem szepnął:

- Jak go przesłuchamy jeszcze raz, to weź no użyj tych swoich arystokratycznych hokusów-pokusów i powiedz Grishamowi, żeby się wziął za siebie, przestał pić i wybrał się w podróż dookoła świata w trybie natychmiastowym. Masz chyba przy sobie jakieś drobniaki, żeby sobie bilet kupił na drugą półkulę?

- Actually, maybe? - odparł z lekko tylko krygowaną agresją w głosie. Po tym co zastał na miejscu, Richard odczuwał pogardę do wora tłuszczu jakim był Grisham. O ile nie chciał przyczyniać się do śmierci postronnego człowieka, o tyle zdecydowanie nie był terapeutą czy pracownikiem opieki społecznej. - Jakieś pomysły gdzie mamy jechać? - wycedził półgębkiem do Szczura.
Wracam do gry, przepraszam za zmulenie sesji.
#1 Wczytując się w fabułę, widzę, że za kierownicą jednego z aut siedzi Nicholas. Jest to radiowóz czy to drugie, podwędzone auto? Jako że mamy na sobie maskę 1000 twarzy, to Richard, Bradley i Ray powinni zapewne jechać tym samym autem. I pewnie powinien być to ten nieoznakowany samochód, jako że detektywi/dochodzeniowcy zazwyczaj jeżdżą cywilnymi samochodami. Wychodzi więc na to, że albo Tremere, albo Torreador będzie jechał samotnie, czy tak?

#2
Jako, że jestem teraz detektywem Carterem, to chciałbym podejść do radiowozu żeby powiedzieć kierowcy (ktokolwiek nim jest), żeby jechał za nami góra parę długości samochodu - nie możemy się rozdzielać, szczególnie że kierowca będzie sam jeden. Czy mogę to zrobić nie zrywając Dyscypliny/czaru Nosferata?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 maja 2017, 16:47

Nicholas prowadzi cywilny samochód, w raziowozie za kierownicą siedzi Ray (popsuł stacyjkę, to niech się teraz męczy). Jeśli nie obejmuje go maska Nosfera, to zgasi wcześniej lampkę pod sufitem, żeby w wozie było ciemno, to powinno mu zapewnić osłonę. Proponuję jak najszybciej opuścić strefę upstrzoną kłębkami wilkołaczego futra i wrócić w bardziej cywilizowane okolice. Bertrand ma opuszczoną szybę w aucie, korzysta z wyostrzonego zmysłu powonienia próbując zdemaskować potencjalną zasadzkę sierściuchów.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 19 maja 2017, 13:30

Nowy Orlean, Arabi; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Jakieś pomysły gdzie mamy jechać? - wycedził Richie półgębkiem do Szczura, a pytanie zawisło w próżni. Brad nie bardzo wiedział co odpowiedzieć. Jego myśli kręciły się wokół grubasa i policjanta, ale jeszcze nie zdążył skminić, gdzie mają się podziać po wypadzie do safehouse'a Cartera. Wszystko poszło tak gładko, że Westwood nawet nie miał czasu się zastanowić co dalej:

- Głupie pytanie, oczywiście, że wiem. - Odpowiedział półgłosem bez zastanowienia, choć nie miał jeszcze bladego pojęcia dokąd się udać: - Najpierw wyjedźmy z tego kurwidołka, a potem nas poprowadzę.

Kurwa, kurwa, kurwa... Gdzie mamy zapierniczać? Przecież znasz tyle miejscówek, że wystarczyłoby pochować Grishama z rodziną i kuzynowstwem z siódmej wody po kisielu.

Szczur znów miał to niemiłe uczucie, gdy czas zaczynał się wlec niemiłosiernie, chociaż od wyjścia z kryjówki Cartera minęło zaledwie kilka chwil. I do tego ta niemiłosierna niemoc. Nawet nie mógł sobie przypomnieć niczego. Tak jakby sam Kain postanowił wstrzymać bieg czasu i popastwić się nad biednym Nosferatu. Do tego jeszcze nie mógł się skupić na niczym innym jak na świadku i ghulu. Nie to żeby przemawiał za nim ślepy altruizm, bo Szczur daleki był od infantylnych prób naprawy świata. Po prostu dbał o swoją dupę. Wiedział do czego mógł się posunąć alkoholik w ciągu. Jutro, za miesiąc, może za rok puściłby z gęby parę słów za dużo, które doszłyby do uszu niewłaścicwych istot i mogli by mie na głowie na przykład Cartera, albo wilkołaki, którym mogłaby nie przypaść do gustu akcja paru kainitów na ich podwórku. Mimowolnie wzdrygnął się i szepnął do Ventrue:

- Zastanów się "Carter". Dla naszego dobra, lepiej żeby w życiu skupił się na innych rzeczach jak kombinacja tego co się dziś stało i ciąg do wódy. Mogą mu głupie pomysły wpaść do gara. Niewielka cena za spokój.

Kainie, zmiłuj się nad nami... Co się dzieje z moją pamięcią?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 maja 2017, 21:20

Proponuję jak najszybciej opuścić dzielnicę Lupinów i pojechać do jakiegoś motelu w strefie rzadko odwiedzanej przez wampiry. Po drodze porzućmy radiowóz, niech Brujah pozbędzie się też munduru. W motelu wybierzemy góra dwóch członków koterii, którzy zajmą się przesłuchaniem więźnia. Co do jego dalszego losu... cóż, Nicholas ma pewne wyrzuty sumienia na wspomnienie ghula zwiniętego Westwoodowi sprzed nosa, więc teraz z przyjemnością zasugeruje, by Szczur zghulił sobie policyjnego świadka! ;)

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 02 czerwca 2017, 10:05

Nowy Orlean, Arabi; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Szczęśliwie toreador pozostał w aucie z uruchomionym silnikiem, gotowy w każdej chwili wrzucić bieg i uciec przed niebezpieczeństwem wraz ze swymi towarzyszami... czy też bez nich. Sam plan igrania z wrogami na każdym możliwym froncie przerażał kainitę. Jak gdyby samo granie Carterowi na nosie nie było wystarczająco ryzykowne.

Na wszelki wypadek Bertone użył nadwrażliwości, by wypatrzyć ewentualne wilkołaczych agresorów. Bo choć niewiele o nich wiedział, to był z całą pewnością przekonany, iż gospodarze tych terenów będą wściekli z powodu wampirzej wizyty.

W pewnym momencie zauważył kilka sylwetek wyłaniających się z wnętrza domu, na co przez moment napięły się wszystkie mięśnie w jego ciele, zaś wewnętrzny niepokój sięgnął zenitu. Szczęśliwie postacie okazały się członkami koterii wraz ze świadkiem. Postanowił jednak nie wychodzić z samochodu, by nie zwracać na siebie zbędnej uwagi, wyostrzył tylko słuch, by wiedzieć, gdzie będą jechali. Poza tym, auto było względnie bezpiecznym miejscem, zaś wzmocniony przez dyscyplinę ryk silnika zdawał się Silvia wbrew pozorom uspokajać. Oczekiwał zatem w napięciu na dalszy rozwój sytuacji, gotów w każdej chwili wystrzelić niczym strzała do przodu prowadzonym przez siebie pojazdem.
Wybaczcie, wracam do pisania. A przynajmniej mam nadzieję, że uda mi się to robić w miarę regularnie.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 26 lipca 2017, 13:57

Nowy Orlean, Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Widzieli, że każda sekunda przebywania na wrogim terenie jest ryzykowna. Szybko przegrupowali się i ruszyli samochodami w kierunku centralnej części miasta. Byle jak najdalej od pazurów i kłów Wilkołaków - pomyślał Nicholas, który nawet na chwilkę nie przestawał poszukiwać specyficznego zapachu w powietrzu. Trzymali się blisko, starając się nie tracić nawzajem z oczu świateł drugiego auta. Moc Dyscypliny Niewidoczności trzymała maskę, a Richard mógł cieszyć się zewnętrznym wyglądem detektywa Cartera.

Wyjazd okazał się spokojniejszy niż wjazd. Wszystko szło idealnie gładko, a nawet sam podchmielony Grisham, zaczął gadać w obecności Cartera. Nicholas i Silvio nie słyszeli tej rozmowy, gdyż znajdowali się w drugim samochodzie. Człowiek był wyraźnie zniesmaczony całą sytuacją i zaczął narzekać na politykę i panujące w USA prawo:

- Czego ty właściwie ode mnie chcesz Carter? Przecież ja nic nie zrobiłem, a traktujecie mnie jak jakiegoś zbrodniarza. Czym się różniła ta dziura od celi z kratami? Powiedziałem ci wszystko co widziałem. Ja chce na Mardi Gras, zabawić się... Gdzie moje prawa? - mówił zdenerwowany, a alkohol dodawał mu odwagi.

- Jeszcze raz powiem co widziałem, a wy dacie mi spokój i puścicie mnie wreszcie do jakiegoś cholernego baru. Ok?

- Zamieniam się w słuch. Może ci się coś dodatkowego przypomniało... - odpowiedział Ventrue udający detektywa.

- A więc od samego początku. Tej nocy wypiłem kilka piw w jednym z barów, a gdy wyszedłem zaczepił mnie czarnuch po trzydziestce. Nie pamiętam dokładnie dlaczego poszedłem z nim do zaułku naprzeciwko, ale bardziej istotne jest to, co stało się później. Było kompletnie ciemno, murzyn stał za mną i nagle ocknąłem się słysząc jego krzyki. Miałem krew na swojej szyi. Szybko padłem na chodnik i schowałem się za stertą śmieci. Widziałem bardzo dokładnie jak kobieta i mężczyzna trzymają szarpiącego się czarnucha zaciągając go do samochodu, którego wcześniej tam nie widziałem. Byłem zaskoczony siłą kobiety, bo potrafiła sama rzucić rosłym murzynem do Van'a. Blondyn wskoczył do środka zamykając drzwi za sobą. Słyszałem krzyki porwanego faceta... Jestem pewien, że dostał niezły łomot. Aż kołysało całym autem.

- Co było dalej? - Richard rozkazał mówić dalej.

- No wiec później, kobieta chciała wsiąść do Vana, ale ktoś zwrócił jej uwagę. Nie widziałem go, bo stał za winklem. Rozmawiali o czymś, ale mówiłem... niestety nie pamiętam. Ledwo to słyszałem...

Ventrue złapał prawą ręką za nieogoloną szczękę Charliego i skierował jego głowę tak, by ich spojrzenia spotkały się:

- Jak skończę mówić, zamkniesz oczy, skupisz całą swoją uwagę na tamtej chwili i przypomnisz sobie o czym mówili - powiedział rozkazującym tonem Richard, zwalniając uchwyt z szczęki Grishama.

Mężczyzna natychmiast zamknął oczy, a pod powiekami widoczny był rozbiegany ruch gałek ocznych. Po kilkunastu sekundach Arystokrata kontynuował:

- Mów, co sobie przypomniałeś...

- Nie słyszę całej rozmowy, ale... Imiona. Mówili o kimś. Padają różne słowa:

- Nowy York, Francisco Domingo de Polonia. Słyszę wyraźnie, bo facet mówi to głośniej. Mam wrażenie że kobieta się go boi. "Wynająłem was i wiele mnie to kosztowało, więc przypominam... Porażka nie wchodzi w grę! Potrzebujemy ich więcej..."

Zanim zdążyli przyswoić nową wiedzę, Ray gwałtownie musiał skręcić w prawo, gdyż z lewej strony zajechał mu drogę niebieski Ford. Brujah błyskawicznie rozejrzał się szukając drogi ucieczki, ale z każdej strony było zbyt ciasno. Przed nim kamienny płot do jakiejś większej posiadłości, a za nim pojawiły się kolejne dwa auta. W lusterku zauważył, że auto prowadzone przez Nicholsa także zostało zablokowane. Przyzwyczajony do ciężkich chwil Ray oceniał sytuację, widząc w każdym z trzech wozów przynajmniej cztery twarze.

- Carter! Wyjdziesz dobrowolnie, albo ci pomożemy! - krzyknął facet z czerwonymi dredami.
Nicholas jest w samochodzie razem z Silvio. Pozostali jadą radiowozem, którym kieruje Ray. Zostajecie zatrzymani przez trzy auta z których wysiada po czterech mężczyzn. Przejechaliście przez granicę wyznaczająca terytorium Lupinów, a samo zatrzymanie ma niecałe 200m dalej. Cała grupa, nie wygląda na ludzi, czy Ghuli. Jesteście prawie pewni, że są to członkowie Rodziny. Nigdy wcześniej ich nie widzieliście. Auto Nicholasa także jest zablokowane z tyłu, tak więc nie ma ucieczki.

Ważne: Nie zauważacie by w okolicy kręcili się jacyś ludzie, czy inni świadkowie.
Francisco Domingo de Polonia - to Arcybiskup Sabatu, który skutecznie zaatakował Nowy York kilka lat temu. Obecnie okupuje NY City. Sława tego Lasombryty jest tak duża, że nie musicie mieć Wiedzy o Sabacie, by wiedzieć kim on jest.

Wszystkie szczegóły z opowieści Charliego pasują do osób, które was zaatakowały.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 26 lipca 2017, 23:04

Nowy Orlean, Arabi; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Westwood nawet nie zdążył przemysleć związku Arcybiskupa NY ze sprawą, a miał sporo do przemyślenia. Jako Nowojorczyk wiedział co nieco o historii miasta, a po przeistoczeniu usłyszał to i owo o historii która nie była dostępna dla śmiertelnych. Zostali zmuszeni do zatrzymania. Nerwowo rozejrzał sié wokół, starając się rozeznać w sytuacji. Niestety żadna z twarzy nie wydawała mu się znajoma. Nie był nawet w stanie stwierdzić czy mają do czynienia z kainitami. Modlił się tylko aby to nie byli zmiennokształtni, bo wtedy gdyby wyszło na jaw, że są wampirami oznaczałoby grobową deskę. Zresztą nawet jeśli nie byli, to wcale nie oznaczało, że ich sytuacja mogła być lepsza.

Fuck! Ale wpadliśmy przez Cartera. Nie ma wyjścia, trzeba grać tę gierkę. Grishama trzeba dokładnie przesłuchać, a lepiej żeby go nie zwinęli

Westwoodowi nie pozostało nic innego jak zacząć działać. Choć instynkt podpowiadał, żeby okryć się płąszczem niewidzialności i pozostawić resztę z problemem kilkunastu kolesi gotowych na jatkę, to Bradley nie był aż takim skurwysynem. Szybkim, zdecydowanym ruchem zdzielił świadka w potylicę. Zemdlony świadek zaczął zsuwać z kanapy lecz nim zjechał na podłogę zniknął wszystkim z oczu.

- Co jest? - zapytał nerwowo Ventrue zaskoczony nagłym zniknięciem. Nosferatu uspokoił go gestem.

- Tak będzie lepiej. Słuchaj, nie wiem kim są, ale chyba lepiej żeby nadal myśleli, że jesteś Carter. Jeśli tych typków i NOSTF łączy wspólny interes, to jako spokrewnieni możemy zostać ujebani na cacy. Weź no ich poleć jakimś słodkim pierdzeniem i może jakoś z tego wyjdziemy. Wyłażę z tobą. Słuchaj nie możemy się oddalić od siebie na dalej niż pięć metrów. i od auta też, bo szopkę chuj trafi.

ODPOWIEDZ