Podążając za paladynem i Stratisem przez uchylone odrzwia, oczom czarodzieja ukazał się zanurzony w półmroku i spowity kurzem korytarz. Niezbyt przyjemne to miejsce, chyba wolałem gdy te pomieszczenia tonęły w ciemności... - pomyślał mag. Eksplorując dalej hol, oczom drużyny ukazało się zejście schodami w dół. Do stokroć! To musi być ta piwnica, w której męczą tego nieszczęśnika! - skonstatował z poruszeniem Mezxtli.
Wtem jego uszu dobiegło pytanie AjArdczyka:
- MezXtli, czy potrafisz uczynić się w postaci eterycznej niewidzialnym? Mógłbyś przeniknąć do podziemi i zbadać wszystko, co może nam tam zaszkodzić?
- Tak, kadi, o tym czy ukazać się czyimś oczom decyduje moja wola - odparł mag. - Skoro zatem nalegasz bym wypuścił się na zwiady, chrońcie mą cielesną powłokę. Jeżeli nie wrócę w ciągu 3 minut, podążcie na dół, bo znaczyć to będzie że wpadłem w jakąś pułapkę. Czas nas goni, a poza tym znajdujemy się w samej matni plugastwa, nie wiadomo co może tu nas spotkać...
Kończąc tymi słowami, Mezxtli począł kreślić na ścianie Srebrny Run Snów po czym usiadł oparty o nią plecami w pozycji medytacyjnej i wyszedł z ciała.
Używam Srebrnego Runu Snów oraz OoBE aby zejść na dół do piwnicy i sprawdzić co znajduje się w ciemności.
: 04 lipca 2016, 14:06
autor: TatTvamAsi
[center]Skład, dzielnica kupiecka, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul[/center]
Bez obaw w sercu, bez strachu mącącego zmysły, młody Syn Słońca jął schodzić po zdradliwych stopniach wiodących do piwnicy. Wtem jednak padła propozycja AjArdczyka. MezXtli przystał na nią i po chwili już opuścił swe fizyczne ciało... Zagłębił się w wilgotną, chłodną ciemność poniżej...
Spoiler!
Schodził w dół, po stopniach o ostrych jak noże krawędziach, które jednak nie potrafiły zranić jego subtelnego ciała. Powietrze stawało się co raz zimniejsze w miarę jak zagłębiał się w same czeluście ziemi. Otaczała go głęboka ciemność, gdy znajdował się co raz niżej. I zdawało mu się, jakby stopnie wiodły w nieskończoność, a nieprzenikniona czerń pochłaniała czas i przestrzeń. I gdy już zatracał poczucie kierunku, ujrzał nikłe światło. Przyspieszył kroku, a blask się powiększył. Zszedł do wąskiego korytarza. Po obu ścianach tliły się lekko dwa żółtawe kryształy, wypełniając otoczenie swym efemerycznym światłem. Tak... tak, jak właśnie powiedział ów mężczyzna zamknięty gdzieś tu, w celi... korytarz wiódł prosto. Dopiero w oddali, w oświetleniu równie brudno żółtych kamieni, widać było rozwidlenie. Korytarz kończył się kamienną ścianą i rozgałęział w obie strony.
Po chwili, do świadomości maga dotarły czyjeś męskie głosy odbijające się cicho od kamiennych ścian. Głosy, niewątpliwie męskie... część pałająca entuzjazmem, a nawet wzburzeniem... zagłuszane czasem przez pojedynczy, grubiański śmiech. Nie słyszał jeszcze co mówią. Poszedł więc dalej. W ciszy, niewidoczny dla oczu śmiertelnych przemykał pomiędzy plamami światła. Głosy stały się co raz wyraźniejsze... pijackie śmiechy i gadanina, nad którą nie raz wznosił się ostrzejszy ton reprymendy udzielanej przez kogoś niewątpliwie posiadającego pewną władzę. Mag zbliżał się... a po jego lewej stronie ciągnęły się zacienione oczodoły cel. Pustych teraz... na jednej ze ścian zwisało tylko coś... co mogło być pozostałością po jakimś nieszczęśniku, dla którego los nie był zbyt przychylny. Strzępy wyzutych ubrań, a na podłodze wyraźne ślady zakrzepłej krwi. Jej słaba woń unosiła się również w zimnym, niemalże przeszywającym powietrzu. Po chwili zapach zginął, stłumiony silniejszą wonią tytoniu. MezXtli zbliżał się, a jego eteryczne zmysły pochwyciły w końcu słowa rozmowy...
- Ty zakuty capie! Dość już sobie popaliłeś... dawaj! - wrzasnął ostro męski głos. Po czym było słychać poruszenie. - Poza tym... gdzie jest moje szkło!
- Ehhee... widziałem jak oszukiwałeś. Co sobie myślałeś? Że ci się uda? Nie, nie... nie jestem ci winny złamanej muszli! - głos kaszlnął znacząco, dobitnie podsumowując swój wręcz niezaprzeczalny argument. - A teraz co się tak gapisz, jakby ryczyosioł zżarł ci tygodniową rację?! Taa... tytoń wgryza mi się w zęby, ale nie przepalił mi mózgu! - nagle słychać było szarpaninę. Coś z brzdękiem spadło na podłogę. Rozległ się odgłos rozbijającego się szkła.
- Stulcie pyski gnidy! Sprawdzę czy tamten oprzytomniał. He he... może się jeszcze zabawimy... - MezXtli zobaczył jak z za załomu wychodzi wysoki mężczyzna. Był to ten sam tiba, którego widział poprzednio... wyraźnie doświadczony przez wiele walk, lekko kulejący na prawą nogę. Strażnik przeszedł do jednej z cel, obserwując znajdującego się w niej więźnia. Trzymał coś w ręce... zamachnął się i rzucił przez kraty celi.
- Wstawaj! Aż tak nie podoba ci się nasza gościna!? Tyle jeszcze mamy sobie do powiedzenia! Co nie? - zamilkł na chwilę, sprawdzając reakcję na swe słowa. Odzewu najwyraźniej nie było, gdyż mężczyzna przywarł ze złości do krat celi, po czym odwrócił się na pięcie, mrucząc pod nosem:
- Gnida...
Gdy tiba wrócił, mag skierował się dalej. Wyszedł zza załomu. Jego oczom ukazało się spore, nieodgrodzone niczym od korytarza pomieszczenie. Na środku, przy bardzo niskim, drewnianym stole siedziało w kucki czterech mężczyzn. Czterech strażników w zbrojach skórzanych, pokrytych płytkami metalu. Przy sobie mieli tak często używane przez tiba maczugi oraz Macuahuitl. Dwóch z nich paliło tytoń. Dym otaczał ich gęstą, zawiesistą wręcz mgłą, przez którą ich twarze były wręcz ledwo widoczne. Mimo to prezentowały się wręcz szkaradnie. Wyginały się w dziwnych grymasach, imitujących w groteskowy sposób czyiś uśmiech. Zniekształcony... wypaczony przez głębokie blizny. Mężczyźni pochylali się nad planszą do mankali. Wokół nich leżały też gliniane kubki, oraz odłamki szkła po czymś, co nie dawno spadło z trzaskiem na ziemię. MezXtli rozejrzał się po pomieszczeniu... Odchodziło od niego dwoje drzwi, a przy ścianach znajdowały się stojaki - jeden na broń, w którym była przytwierdzona włócznia Tepoztopilli, inny z dziwnymi przedmiotami, narzędziami... Po chwili zdał sobie sprawę do czego służą... narzędzia tortur... cęgi, kleszcze i inne, o których przeznaczeniu wolał nie wiedzieć.
Naprzeciwko tego otwartego pomieszczenia była cela... i nie była już pusta, tak jak inne. Dookoła krat falowały czerwonawe wzory - matryca ochronnego zaklęcia. Cele zaś oświetlało światło pojedynczej pochodni. W nikłej, pomarańczowej łunie płomienia mag dostrzegł postać. Był to młody mężczyzna. Nieprzytomny. Jego głowa opadała na pierś, gdy on sam był przykuty do ściany łańcuchami. Ciało ledwie trzymało się w pozycji pionowej i jedynym, co powstrzymywało od upadku na posadzkę, były właśnie te grube okowy. Tors miał nagi. Pocięty, zmasakrowany. Pokryty skapującą z ran krwią. Mężczyzna był wyraźnie przemoczony. Na pokrytą plamami krwi posadzkę skapywała woda. Obok zaś stała miska przywleczona tutaj z pomieszczenia, w którym wcześniej był ze Stratisem...
[center]Mapa piwnicy
[/center]
[center][/center]
Co robi reszta drużyny, gdy mag poszedł na dół?
: 05 lipca 2016, 13:57
autor: Sigil
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
- Cho... - złodziej po raz kolejny ugryzł się w język, pamiętając z kim ma do czynienia. Powoli zaczynało to przypominać jakąś dziwną nerwicę natręctw i miał nadzieję, że ten odruch nie zostanie z nim na dłużej. Mimo wszystko jednak trudno mu było zachować spokój patrząc na maga, który rozsiadł się na środku używanego korytarza... Korytarza, w którym oczywiście w każdej chwili mógł zjawić się ktoś z domowników! Najwyraźniej obecni tu szlachetnie urodzeni nadawali się tylko do wypełniania złoconych kanap na dworze Oroni i prowadzenia dwornych rozmów... Najprostsze nawet włamanie zdawało się przekraczać ich kompetencje i wyobraźnię.
- Hordy Ciemności mogą wyłonić się z głębi tego domu - poprawił się gładko, mając nadzieję, że nikt nie zauważy jego zająknięcia. - Lubo z piwnicy. Przeto niezbyt dobre to miejsce na postój. Rozsądniej było przyczaić się wprzódy, korzystając z osłony cieni... Jeśli bowiem ktoś nas tu zdybie, niechybnie podniesie alarm...
Idąc za swą własna radą wycofał się nieco na schody i ukrył za załomem tak, by nie być widzianym z korytarza.
Ukrywam się na schodach (jeśli się da), a jeśli nie to gdzieś w okolicy, wykorzystując fakt, że na korytarzu jest dość ciemno (jakby było trzeba zmienię fabularkę). Mam w ręku sztylet i jestem czujny.
: 06 lipca 2016, 18:09
autor: Keth
[center]Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu)[/center]
Czarnoskóry alchemik westchnął głośno, kiedy MezXtli z zaskakującą aprobatą poszedł za jego pomysłem. Podobnie jak Stratis, Khem myślał o tym, by wpierw znaleźć sobie jakąś względnie bezpieczną kryjówkę, toteż widok astralnego maga znieruchomiałego pod ścianą korytarza wprawił Mibampesa w istne osłupienie.
- Na Mnumbi, nie tak szybko! - syknął AjArdczyk, ale było już za późno. Jaźń maga opuściła jego cielesną powłokę zmierzając w dół zionącego niewypowiedzianym zagrożeniem tunelu. Przekładając z ręki do ręki ostrze Khem wymienił spojrzenia z milczącą Ixari, kolejny raz z rzędu nie wytrzymując siły karmazynowych oczu Córy Nocy. Odwracając głowę alchemik jął wodzić wzrokiem po korytarzu, wypatrując najmniejszego śladu niebezpieczeństwa. Wbrew wszystkiemu ekspedycja zrealizowała swój pierwszy etap: skład towarów został skrycie zinfiltrowany, a przy tym ku ogromnej uldzie Khema nikt nie doznał uszczerbku na zdrowiu.
Pozostawało się jedynie modlić do Mnumbi, by spływająca na gorliwego czciciela boska łaska wciąż trwała i trwała.
Khem będzie strzegł ciała maga, dopóki ten nie wróci do swej cielesnej powłoki.
Syn Słońca ostrożnie stawiał kroki na kolejnych stopniach prowadzących w dół. Nie dane mu było zająć się tym zadaniem zbyt długo, albowiem... Mag postanowił bezceremonialnie wyjść z ciała. Na środku korytarza. Nim Ehecatlem zdążył cokolwiek powiedzieć, MezXtli już wędrował w dółw swej astralnej postaci.
Holis, za jakie grzechy..., pomyślał, ale mleko już się wylało. Nie pozostawało już nic innego jak chronić członka drużyny. Zajął miejsce w jego pobliżu na wypadek nieproszonych gości z bronią w gotowości.
- Stratis ma rację. Teraz mamy kłopot - nie wiadomo, czy możemy naszego nieobecnego przyjaciela przenieść w ustronne miejsce bez wyrządzania mu krzywdy. Gdyby tak było, mógłbym go po prostu przenieść lub przeciągnąć... Pozostaje nam zatem mieć nadzieję, iż szybko do nas powróci z wiadomościami, jakie by one nie były.
Zajęło tylko kilkanaście sekund by mag opuścił swe ciało i wkroczył w plan na pograniczu rzeczywistości i krainy snów. Rozejrzał się wokół chłonąc otoczenie swoimi eterycznymi zmysłami. Aura miejsca zdawała się być jeszcze bardziej duszna i przytłaczająca niż w świecie fizycznym, dało się też odczuć plugawe odciski pozostawione przez ciemność.
Nie chcąc tracić cennego czasu, Mezxtli skierował swe kroki w stronę tonącego w mroku zejścia do piwnicy. Z każdym pokonanym stopniem ciemność zdawała się gęstnieć, a rzeczywistość, choćby eteryczna, coraz bardziej przesycać pustką i mrokiem. Wreszcie w bezkształtnej czerni dostrzegł blade światło naściennego kryształu i przyspieszył, by czym prędzej pokonać korytarz. Dotarł do załomu, zza którego wyjrzał ostrożnie.
Obraz który ukazał się jego oczom, przedstawiał pomieszczenie, a w nim strażników siedzących przy niewielkim kwadratowym stole. Przez chwilę obserwował i przysłuchiwał się rozmowom tiba, po czym zdecydował się na szybki rekonesans. Najważniejsze było poznać dokładną liczbę wartowników, ich uzbrojenie oraz układ pomieszczenia. Zwrócił też uwagę na potencjalne zagrożenia oraz pułapki magiczne. Bogatszy w tą wiedzę, popędził z powrotem do pozostałych członków drużyny.
Powrót do ciała trwał jeszcze szybciej niż wyjście z niego. Gdy tylko się ocknął przemówił do oczekujących go towarzyszy:
- Na dole znajduje się 4 strażników. Mają Macuahuitl i maczugi, jest też jedna halabarda. Noszą średnie zbroje skórzane z metalowymi okuciami - rzekł kierując się do paladyna - zdaje się że to ważna informacja dla ciebie, Ehecatelmie. I chyba coś popijają, bo nadto rozochocone towarzystwo przesiaduje przy niewielkim stoliku na środku pomieszczenia.
- Najważniejsza informacja, że zaiste w jednej z cel trzymają jakiegoś nieszczęśliwca. Musieli strasznie go torturować, bo biedak wygląda jakby niedługo miał wyzionąć ducha. To co mnie martwi, że w pomieszczeniu jest kilka par drzwi, za którymi nie wiadomo co się znajduje. Co więcej, korytarz którym wchodzi się do izby ciągnie się dalej. Tam mogą znajdować się kolejni tiba albo kultyści...
Mezxtli z grubsza powiedział co widział na dole. Szczegóły opowie jeżeli pojawią się konkretne, bardziej szczegółowe pytania.
: 08 lipca 2016, 19:01
autor: Sigil
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
- Halka barda?* - szepnął złodziej, najwyraźniej nieco zdezorientowany słowami czarodzieja - To jakiś magiczny artefakt, jak mniemam...?
W sumie to dość oczywiste - skonstatował po chwili. Uczony Alinur na pewno nie wymieniałbym jej obok informacji o pancerzu i broni, gdyby nie była zaczarowana. W końcu bardowie potrafili władać myślami i uczuciami słuchaczy... Taka halka barda mogła być naprawdę niebezpiecznym przedmiotem. Choć z drugiej strony - miał nadzieję, że prości tiba nie będą potrafili wykorzystać jej właściwie. Trudno było przypuszczać, by znali się na magicznych pieśniach. W takim razie istniała pewna szansa na zdobycie owego cennego obiektu. Ciekawe, ile takie coś może być warte...?
Przerwał rozmyślania, dochodząc do wniosku, iż dzielenie skóry na żmiju nie ma sensu, nim nie upoluje się gada. Informacje dostarczone przez maga były zresztą dość niepokojące i zdawało się, że ta bestia ma zęby o wiele większe, niż Sa początkowo zakładał...
Czterech tiba? - myślał gorączkowo - Na wielkiego Węża, posiekają nas jak nic... Szlak by to trafił... Ciekawe, czy da się ich jakoś ominąć. Lub też może...
- Kadi, czy macie jakaś miksturę eksplodującą? - zapytał z nadzieją Alchemika - albo może coś, co zmienia się w gaz i usypia wszystkich? Byłoby nawet lepiej. Bez hałasu. A może wy, światłu MeXtli posiadacie jakieś zaklęcie, które zdolne jest omamić lub pozbawić ducha tych wojów?
Mam nadzieję, że macie jakieś zaklęcia czy mikstury z atakami obszarowymi. Bo jeśli nie, to słabo widzę nasze szanse w starciu z czterema wojownikami...
* Pozwoliłem sobie na to nieporozumienie, ponieważ na Lenji nie ma halabard i nawet jeśli uczony mag zna obce, zamorskie słowa, moja postać z niczym go nie skojarzy.
: 08 lipca 2016, 21:53
autor: Keth
Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu)
Przysłuchujący się Stratisowi Khem zdjął jedną dłoń z rękojeści kopesza, przeniósł ją na wykonany ze starannie wyprawionej skóry pas z kieszonkami na szklane flakony.
- Mam dwie wybuchowe mikstury - przyznał ściszonym głosem, wciąż rozglądając się bacznie wokół siebie - Lecz jeśli ich użyjemy... najpewniej wyrządzimy tym ludziom wielką krzywdę. Czy to słuszne i konieczne, mój młody przyjacielu?
Pytanie do MG - jak się obsługuje takie szklane bomby? (od strony mechaniki gry).
Od MG: rzut taką miksturą podlega biegłości broni Dystansowe - Miotane Krótkie
: 09 lipca 2016, 12:05
autor: Sigil
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
- Nie chcę wyrokować, kadi, lecz zdaje się, że ci ludzie torturują jakiegoś Alinur - szepnął ostrożnie złodziej. - A nie jest to coś, czym powinni się zajmować przyzwoici tiba... Poza tym, czy normalny człek buduje loch pod swym domostwem? To szemrana sprawa... Wszakże kupcy trzymają czasem niewolników, by ich sprzedać, lecz czemu nie znaleźliśmy cel pod składem, jeno pod domem? Poza tym światły MeXtli żadnych niewolników tam nie widział, krom tego nieszczęśnika... Jak dla mnie coś tu zalatuje Ciemnością... A jeśli oni wszyscy są tacy, jak ten opętaniec, co go plugastwo rozsadziło? Ja tam bym nie ryzykował... Albo my ich, albo oni nas...
Ostatnie słowa wymówił z wyraźną niechęcią, w zasadzie bowiem stronił od otwartej walki i starał się unikać przemocy, korzystając częściej z wrodzonego sprytu i zręczności. Jednak ta sytuacja wydawała się nie pozostawiać innego wyboru. Oczywiście mogliby porzucić pomysł zejścia do lochów i przeszukać dom Bentaresh, Ah-saa-brax obawiał się jednak, że znaleźliby w nim jedynie służbę zdolną podnieść alarm, śpiących domowników i więcej straży, która wcale przecież nie musiała wiedzieć o tym, co się wyprawia w podziemiach. Wszakże ci, którzy strzegli domu na powierzchni nie musieli należeć do kultu... Najpewniejszy ślad prowadził więc w dół, w duszny mrok podziemi, gdzie jak Sa mógł przypuszczać biło wypaczone serce mrocznej religii. I właściwie dałby wiele, by nie musiał tam schodzić. Z drugiej jednak strony wiedział też, że nie ma zbyt wielkiego wyboru. Ich sytuacja była aktualnie wysoce niepewna. Gdyby zostali odkryci na korytarzu z pewnością uznano by ich za włamywaczy. Bentaresh - jeśli tylko miała nieco rozumu (którego jako urodzonej AjArdce pewnie jej nie brakowało) - najpewniej natychmiast wezwała by straż miejską. Cóż, szlachetnie urodzeni zapewne wykpiliby się jakoś z tej sytuacji, płacąc komu trzeba lub używając swych wpływów... Kogoś wszakże trzeba by było posłać na targ, by sprawiedliwości stało się zadość... I Ah-saa-brax nie miał najmniejszych złudzeń co do tego, że to jemu właśnie przypadłaby ta rola. Zapewne Oroni zadbałby wcześniej o to, by nie zdołał zdradzić celu misji... Przełknął nerwowo ślinę... Tak więc jedyna droga prowadziła w dół. Miał przynajmniej nadzieję, że Halka Barda okaże się warta podjętego ryzyka, wynagradzając wszelkie niedogodności w brzęczącym srebrze...
: 11 lipca 2016, 21:38
autor: zmarly
[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Wieści przekazane przez Maga okazały się dość cenne. Ryzyko się opłaciło. Tym razem... Przez moment Syn Słońca nawet myślał, że może wcale niegłupim pomysłem byłoby po tej misji wysłać Mezxtli na test Nar-Draga, by ten nauczył się pracować zespołowo. Jeśli bowiem wychodzi z ciała bez konsultacji z resztą drużyny i naraża wszystkich na niebezpieczeństwo, zdecydowanie miałby okazję nauczyć się co nieco o współpracy z grupą. Samemu bowiem tego zdania ukończyć się nie da. Aruan miał jednak nadzieję, iż ta opcja nie okaże się konieczna, zaś sytuacja była jednostkowa. Na wszelki wypadek jednak postanowił zostawić ten pomysł z tyłu głowy.
- Halka barda? - usłyszał szept Muzyka, który poniekąd go rozbawił.
- Nie przyjacielu, - odpowiedział również szeptem - to taka długa pika z szerokim ostrzem z boku.
No cóż, Wojownikowi pozostało tylko pogodzić się z faktem, iż na chwilę obecną poza nim tylko Stratis jest przydatny pod względem umiejętności manualnych i typowo fizycznych.
Ehecatlem odwrócił się w stronę Khema wiedząc, że musi w tym momencie przejąć inicjatywę nad grupą. W przeciwnym wypadku mogłoby dojść do kolejnych głupich pomysłów.
- Alchemiku, pozwól, że to ja z ramienia mego brata będę decydował o tym, czy tym ludziom należy wyrządzić krzywdę, czy nie - jeśli wcześniej się wahał co do tej decyzji, to po wspomnieniu starego przyjaciela, który czeka na nich głębiej w lochu wszystkie wątpliwości zniknęły.
- Stratisie, zgaduję, że jesteś w stanie dobrze wykorzystać te mikstury, skoro o nie pytasz? Jeśli tak, niechaj Khem Ci je poda. Ja z kolei będę czekał z przodu na straży z przygotowaną bronią, by wykończyć sługi Ciemności - mówiąc to, zaczął przygotowywać swoje macuahuitl oraz tarczę.
Następnie znów odwrócił się w kierunku czarnoskórego sprzymierzeńca i rzekł:
- Naprawdę uważasz, drogi AjArdcyzku, iż ludzie, którzy torturują dobrych ludzi, zasługują na łaskę Holis? Oni już wybrali swoją ścieżkę, a my z powodu litości nie opuścimy naszej.
Przygotowuję broń oraz tarczę i będę parować, jeśli przeciwnicy na nas wybiegną po rzuceniu mikstury lub w jakimkolwiek innym przypadku. Chcę iść z przodu i przyjąć większość obrażeń na siebie. W przypadku bezpoiśredniej konfrontacji podnoszę sobie tymczasowo zręczność.
Halka barda?! - pełna zdziwienia myśl przebiegła przez umysł Alinur - magiczna broń?! Gdyby nie powaga chwili, Mezxtli uznałby tą koncepcję za dość zabawną.
- Stratisie, chodziło o broń, dokładnie taką jak opisał szacowny Ehecatelm.
Pozwolił sobie na chwilę refleksji nad swoim umysłem. Do kroćset, nie przypominam sobie abym poznał kiedyś taki typ oręża, a co więcej potrafił bezbłędnie go rozpoznać. Astralne nici potrafią splątać się w doprawdy przedziwny sposób...
- Byłbym w stanie użyć czarów wobec jednego, może góra dwóch strażników i wyłączyć ich tylko na moment. To chyba zbyt mało, poza tym należałoby szybko ich obezwładnić - odparł szeptem Muzykowi. - Kto miałby to uczynić, jeżeli Paladyn będzie zapewne związany walką z pozostałą dwójką? - zadał retoryczne pytanie Mezxtli kierując je do wszystkich.
- Obawiam się, iże nie mamy tu wyboru... Poza tym, nie stanowimy karawany z pomocą humanitarną. Widziałem jak te bestie oprawiły nieszczęsnego tiba! Bardziej-li to okrwawiony ludzki stup, niż dumny wojownik! Co byśmy nie postanowili, jednego z nich powinniśmy wziąć żywcem, co by go przepytać. Gdyby jakimś sposobem dało się go wywabić z tego gniazda zepsucia...
Wewnętrznie mag był rozdarty pomiędzy unieszkodliwieniem pilnujących go katorżców, a uprzednim zweryfikowaniem słów pojmanego. Miał pewne wątpliwości, a rzeczy nie wydawały mu się już tak oczywistymi. Wszakże mogła być to jeno magiczna sztuczka i omam, a ja swym działaniem przyłożę rękę do niecnego dzieła. Co począć, co czynić?
: 13 lipca 2016, 13:24
autor: Sigil
[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Na wieść o tym, iż jego nadzieje, związane ze zdobyciem kosztownego artefaktu nie mają najmniejszych szans na urzeczywistnienie, mina złodzieja nieco się wydłużyła. Wszakże panujący na korytarzu mrok i fragment turbanu przesłaniający twarz młodego Sa pozwoliły mu ukryć ten fakt. Na szczęki Wielkiego Węża! Co za ryczyosioł nazwał broń tak, jak część garderoby?! - przemknęło mu przez głowę. Ci poganie mają naprawdę pomieszane w głowach...
Należało jednak działać, nie zaś opłakiwać rozwiane sny. Słowa maga tylko utwierdzały w przekonaniu, iż sytuacja wymaga stosownych rozwiązań.
- Nie mam problemów z obezwładnieniem kogoś, kto nie jest przytomny - szepnął. - Dziecko nawet to potrafi... Co do mikstury, to mogę ją wziąć. Mam dobre oko. Podkradłbym się cichcem i cisnął ją w ich kierunku, z zaskoczenia. Wtedy wy, szlachetny aru, będziecie mogli wejść do walki. Jeśli o mnie idzie, nieźle władam sztyletem. Więc w razie czego poradzę sobie, choć wolałbym nie stawać twarzą w twarz z uzbrojonym tiba w pełni sił - skrzywił się lekko. - Jednak, jeśli trzeba, mogę eliminować rannych i nieprzytomnych...
: 13 lipca 2016, 22:35
autor: Keth
Jeśli artysta sobie tego zażyczy, alchemik nieco niechętnie odda mu jedną ze swoich mikstur. Wydaje mi się, że mamy bardzo ograniczone pole działania: chyba faktycznie trzeba będzie cisnąć im pod nogi miksturę, a kiedy wybuchnie, wtargnąć tam i dobić nieboraków. A potem może się wycofać razem z więźniem? Przecież mając go za świadka będziemy mogli legalnie wprowadzić do składu żołnierzy oroniego, prawda?
: 14 lipca 2016, 00:51
autor: Zin-Carla
[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Zyanya podeszla blizej do Ehecatelma odrzucajac wierzchnia szate i odslaniajac swoje dlugie, mocno umiensnione ramiona, zakonczone przyprawiajacymi o dreszcze pazurami. Jej wzrok zaplonal ponownie dzikim ogniem, a wyczulone zmysly predatora koncentrowaly sie na przejscu do piwnicy, prowadzacym w ciemnosc. Nie wygladala juz tak dostojnie, niby marmurowy posag. Gdy pochylila cialo do przodu, gotowa w kazdej chwili by zadac cios, jej rózne od pozostalych ras proporcje konczyn przywodzily na mysl cos bardziej bestjalskiego i pierwotnego...
- Jesli o mnie chodzi, poradze sobie z latowscia z niedobitkami. Wolala bym nie walczyc... Nie cofne sie jednak, gdy zajdzie potrzeba konfrontacji. Mam jeszcze dmuchawke z zatrutymi rzutkami... moge stanac z tylu i zaatakowac straznikow. W ciemnosci mam dobry wzrok... nic co sie rusza i czego serce bije, nie umknie mej uwadze... Mysle wiec, ze najlepiej bedzie pozbyc sie ich tak wileu ilu sie da z odleglosci...
MG nie mam karty, ale pamietam ze mialam dmuchawke z zatrutymi lotkami. nie pamietam jej sily razenia neistety wiec bede potrzebowala pomocy w tej mierze. Przepraszam za brak polskich znakow. Chwilowo tak bedzie
: 15 lipca 2016, 14:10
autor: TatTvamAsi
[center]Dzielnica kupiecka, Skład Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Plan został ustalony. Zaczęli więc schodzić co raz niżej. Stopień, po stopniu, szli tuż przy ścianie, omijając skrzętnie zdradliwą, lśniącą jak obsydianowe ostrze część stopni. Ah-saa-brax, znany innym jako Stratis, pracujący dla szlachetnego oroni jako artysta o rzadkich talentach oraz, jak już zdążyli się przekonać, równie niezwykłych umiejętnościach, szedł pierwszy. Jego czujne oczy przenikały bowiem gęsty, niemalże lepki mrok zejścia do piwnicy. Trzymał przy sobie otrzymaną od kadi Mibampesa miksturę wybuchową, gotowy do natychmiastowego działania. Na dole zamajaczyła pomarańczowa łuna światła. Zeszli ze śliskich stopni do piwnicy. Gdy większa część drużyny czekała gotowa już do walki, Złodziej cicho ruszył na przód.
Jego kroki były niesłyszalne... żaden szelest ubrania, czy stuk podeszwy o kamienną posadzkę, nie zaburzył panującej dookoła ciszy lochu poprzetykanej poszarpaną i entuzjastyczną gadaniną strażników, grających zapewne w mankalę.
- No... i... bicie! Ha! Nie zauważyłeś, co? Jeszcze trochę a nie będzie z ciebie co zbierać dziadygo! Co nie Xuatl? Co nie?
- No nie wiem, bracie... ehh... ile można czekać aż tamten coś powie! Phh... mankala! Ile można już grać w to samo... no ile? Przydałaby się w końcu jakaś lepsza rozrywka... - głos przerwał i dodał już znacznie ciszej - też mi zajęcie... dobre dla tych paniczów w piórkach, co to prawdziwego życia nie widzieli...
Przez pewien czas było słychać chrzęst przemieszczanych z dołka do dołka kamieni, a dym tytoniowy zgęstniał w i tak już gęstym od zapachów powietrzu. Gderliwy Xuatl zamilkł i było to ostatnie, co można było usłyszeć. Zbliżył się do załomu. Całkowicie niewidoczny... wychylił się szybko zza winkla i cisnął wybuchową mieszanką prosto na środek otwartego na korytarz pomieszczenia.
Najpierw był rozbłysk. Oczy Stratisa widziały przez chwilę twarze wykrzywione nagłym zdziwieniem gdy buteleczka z niestabilną mieszanką uderzyła silnie o posadzkę. Potem rozległ się huk... dźwięk nagły i mocny, niczym grzmot. Zadzwonił w uszach wszystkich, niemalże ogłuszając...
Urwany krzyk dobiegł z czyjegoś gardła tuż przed tym, nim same ściany eksplodowały. Wybuchły żywym ogniem... rozsadzone z samego swego centrum... z środka... Cała piwnica zadrżała w posadach. Siła wybuchu i łoskot, z jakim waliło się pomieszczenie, ogłuszył wszystkich w tym lochu. Języki ognia ogarnęły to, co zostało z drewnianych mebli. Siła eksplozji poniosła płomienie dalej... jeden ze strażników szybko i gwałtownie stanął w płomieniach... zaczął wyć... jego rozdzierający krzyk wypełnił całą piwnicę. Wybiegł na korytarz i rzucił się do przodu, próbując ocalić swe życie przed żarłocznym płomieniem spalającym jego skórzaną zbroję, topiącym metalowe płytki, pochłaniającym ubranie, a wreszcie i tkanki. Zaczął się zwijać na podłodze w rozpaczliwej próbie ocalenia swej istoty. Ogień był zbyt duży... mężczyzna zajął się płomieniem jeszcze bardziej i po chwili przestał się ruszać. W powietrzu rozniósł się słodkawy zapach skwierczącego, ludzkiego mięsa. W tym samym czasie, jego towarzysza również ogarnęły płomienie. Strażnik zareagował jednak natychmiastowo. Zdołał stłumić wpełzające na jego ramiona języki ognia i podniósł się rozglądając po pomieszczeniu...
W pomieszczeniu oświetlonym wyłącznie przez łunę trawiących strzępki drewna płomieni, Ah-saa-brax dostrzegł ruch. To jeden ze strażników, ten wyraźnie doświadczony w walce tiba, wiedziony może nagłym impulsem, może intuicją, lub zwykłym łutem szczęścia, ocalał. Zaklął sążniście podnosząc się i wydobywając się z pod tego, co ostało się z tak zdawałoby się solidnej ściany.
Główne pomieszczenie, do którego wrzuciłeś miksturę jest w totalnej ruinie. Sufit ostał się cały, ale wszystkie trzy ściany się zawaliły - w ich miejscu jest teraz olbrzymie rumowisko ze sterty kamieni. Sterta praktycznie przesłania to, co znajdowało się po drugiej stronie. W pobliżu ruin ścian płoną jakieś drewniane fragmenty stojaków, skrzyń, czy rozsadzonego w drzazgi, niskiego stolika. Jesteś pewien, że coś musiało być wewnątrz samej ściany... coś, co przyczyniło się do tak wielkiej eksplozji...
Główna siła ognistej eksplozji wyraźnie poszła z samego środka ściany naprzeciw ciebie. Wszystkie ściany są w ruinie, ale zza rumowiska ściany, która nie miała drzwi, oczom Złodzieja ukazało się skryte dotąd pomieszczenie...
Przywódca przeżył i wygrzebuje się z gruzów. Dwóch strażników właśnie kona, bądź już nie żyje, a jeden padł na ziemię i zdołał się jakoś ugasić z trawiących jego strój oraz tkankę płomieni - przeżył również.
Stratis ma ponadto wrażenie, że słyszy plusk wody.
W mgnieniu oka chłodne wnętrze lochu przemieniło się w inferno. W całej piwnicy rozsadziło ponadto oświetlające ją wcześniej kryształy. Jedyne światło płynie z trawionego przez ogień strażnika oraz szczątków drewnianych mebli i skrzyń.
Spoiler!
Macie wrażenie, że skądś dochodzi plusk wody.
Spoiler!
Wyraźnie słyszysz plusk wody dochodzący z korytarza przed wami...