Ostre wystąpienie Dragana odebrało niektórym krzykaczom ochotę do dalszych sporów, ale grupa osadników skupionych w pobliżu niewzruszonego Aksiejewa bynajmniej nie dała się zastraszyć. Kilku z nich podeszło nawet bliżej Piotra, dosunęło się do niego i równie opanowanej Oksany zaciskając pięści. Nikodemus przesunął wzrokiem po zaciętych twarzach, odnotował w pamięci stosowne imiona. Najbardziej martwiła go obecność w tej grupie Salomona Ksantego oraz Żbika, bo obaj mężczyźni cieszyli się w Koronapanie sporą estymą i byli powszechnie lubiani.
- Weź na wstrzymanie, Dragan - Aksiejew oparł pięści o biodra w umiarkowanie wyzywającej pozie, uniósł nieco wyżej podbródek - Lżyć możesz swego brata i siostrę, nas się nie waż, bo nie masz prawa. Widzę, żeś szybko trafił w poczet zasłużonych i godnych zaufania Markusa. Ciekawe, za co, skoro roztropnością wydajesz się nie grzeszyć.
- Pyskówka niczego dobrego nam nie przyniesie! - oznajmił Anton kładąc natychmiast dłoń na ramieniu zesztywniałego Dragana - Niczego dobrego! Dajcie Markusowi skończyć!
- Dajcie najpierw mi skończyć! - odezwał się Piotr nie zamierzając ulec - Rzekłeś Markusie, że postanowiliście o wyprawie do Kociego Miasta. Kto postanowił? Kim są ci oni? Wy? Dragan z Yuranem? Odkąd pamiętam, zawsze głosowaliśmy w osadzie nad ważnymi sprawami. Nikt nie próbował tu zawłaszczać władzy dla siebie i swoich zaufanych.
Poprzez tłumek Koropańczyków przebiegł szmer aprobaty sygnalizujący przeważenie nastrojów na szalę opozycjonistów. Schiller podniósł rękę chcąc odpowiedzieć na zarzut Piotra, ale Aksiejew jeszcze nie skończył werbalnego ataku.
- Koniec końców widzi mi się, że stąpamy po kruchym lodzie - oznajmił - Nie słyszałem zbyt wiele o obfitości łupów w Kocim Mieście. Był ktoś z was tam kiedyś? Widzieliście te ruiny na własne oczy? Kierowanie się opowieściami z karawaniarskiego szlaku nie dowodzi roztropności, tylko jej braku...
- Ja byłem! - tym razem głos Markusa uciął wypowiedź Piotra niczym cięcie noża - Przygotowałem ten plan posiadając wiedzę, która zapewni nam wielki profit. Wyprawa skończy się powodzeniem. Odzyskamy zapasy, przeżyjemy spokojnie zimę. Tyle razy okazaliście mi zaufanie. Czy nie możecie zrobić tego jeden raz więcej?
- Nigdy wcześniej nie niszczyłeś bez uzgodnienia naszych zapasów - odparła Oksana - Nigdy wcześniej nie decydowałeś o zabiciu człowieka bez zapytania innych o zdanie. Tym razem posunąłeś się za daleko, Markusie. Każdy z nas wylewał z siebie pot i krew w Koronapanie dla wspólnego dobra. To nie jest klan Liszaja ani inne leśne plemię, gdzie rządzi jeden wódz. Mianowałeś się przywódcą tej osady, ale nie masz na to wspólnej zgody.
Schiller odczekał, aż szemrzący przy stołach ludzie ucichną i zwrócą spojrzenia ku jego postaci. Coś w jego zaciętej twarzy i mowie spiętego ciała szybko przywróciło na placu ciszę.
- Przyjąłem do wiadomości wasze argumenty - wycedził przez zęby - Macie prawo do wyrażenia zdania i z niego skorzystaliście. Słucham zatem, co sami proponujecie dla rozwiązania tego impasu.
- Odejdziemy - wypalił w odpowiedzi Aksiejew wywołując powszechne poruszenie i jeszcze większą nerwowość - A z nami wszyscy, którzy tego zechcą. Pójdziemy do Zielonej Groty albo może jeszcze dalej, do Góry Jeleni. Ktokolwiek chce, może do mnie dołączyć. Kto chętny?
Spojrzenie Piotra zatrzymało się na twarzy spoconego Bayera Werka, wwiercając się w oczy mechanika.