PBF - Czarny Świt

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 31 sierpnia 2016, 18:20

Koronopan, centralny plac

Ostre wystąpienie Dragana odebrało niektórym krzykaczom ochotę do dalszych sporów, ale grupa osadników skupionych w pobliżu niewzruszonego Aksiejewa bynajmniej nie dała się zastraszyć. Kilku z nich podeszło nawet bliżej Piotra, dosunęło się do niego i równie opanowanej Oksany zaciskając pięści. Nikodemus przesunął wzrokiem po zaciętych twarzach, odnotował w pamięci stosowne imiona. Najbardziej martwiła go obecność w tej grupie Salomona Ksantego oraz Żbika, bo obaj mężczyźni cieszyli się w Koronapanie sporą estymą i byli powszechnie lubiani.

- Weź na wstrzymanie, Dragan - Aksiejew oparł pięści o biodra w umiarkowanie wyzywającej pozie, uniósł nieco wyżej podbródek - Lżyć możesz swego brata i siostrę, nas się nie waż, bo nie masz prawa. Widzę, żeś szybko trafił w poczet zasłużonych i godnych zaufania Markusa. Ciekawe, za co, skoro roztropnością wydajesz się nie grzeszyć.

- Pyskówka niczego dobrego nam nie przyniesie! - oznajmił Anton kładąc natychmiast dłoń na ramieniu zesztywniałego Dragana - Niczego dobrego! Dajcie Markusowi skończyć!

- Dajcie najpierw mi skończyć! - odezwał się Piotr nie zamierzając ulec - Rzekłeś Markusie, że postanowiliście o wyprawie do Kociego Miasta. Kto postanowił? Kim są ci oni? Wy? Dragan z Yuranem? Odkąd pamiętam, zawsze głosowaliśmy w osadzie nad ważnymi sprawami. Nikt nie próbował tu zawłaszczać władzy dla siebie i swoich zaufanych.

Poprzez tłumek Koropańczyków przebiegł szmer aprobaty sygnalizujący przeważenie nastrojów na szalę opozycjonistów. Schiller podniósł rękę chcąc odpowiedzieć na zarzut Piotra, ale Aksiejew jeszcze nie skończył werbalnego ataku.

- Koniec końców widzi mi się, że stąpamy po kruchym lodzie - oznajmił - Nie słyszałem zbyt wiele o obfitości łupów w Kocim Mieście. Był ktoś z was tam kiedyś? Widzieliście te ruiny na własne oczy? Kierowanie się opowieściami z karawaniarskiego szlaku nie dowodzi roztropności, tylko jej braku...

- Ja byłem! - tym razem głos Markusa uciął wypowiedź Piotra niczym cięcie noża - Przygotowałem ten plan posiadając wiedzę, która zapewni nam wielki profit. Wyprawa skończy się powodzeniem. Odzyskamy zapasy, przeżyjemy spokojnie zimę. Tyle razy okazaliście mi zaufanie. Czy nie możecie zrobić tego jeden raz więcej?

- Nigdy wcześniej nie niszczyłeś bez uzgodnienia naszych zapasów - odparła Oksana - Nigdy wcześniej nie decydowałeś o zabiciu człowieka bez zapytania innych o zdanie. Tym razem posunąłeś się za daleko, Markusie. Każdy z nas wylewał z siebie pot i krew w Koronapanie dla wspólnego dobra. To nie jest klan Liszaja ani inne leśne plemię, gdzie rządzi jeden wódz. Mianowałeś się przywódcą tej osady, ale nie masz na to wspólnej zgody.

Schiller odczekał, aż szemrzący przy stołach ludzie ucichną i zwrócą spojrzenia ku jego postaci. Coś w jego zaciętej twarzy i mowie spiętego ciała szybko przywróciło na placu ciszę.

- Przyjąłem do wiadomości wasze argumenty - wycedził przez zęby - Macie prawo do wyrażenia zdania i z niego skorzystaliście. Słucham zatem, co sami proponujecie dla rozwiązania tego impasu.

- Odejdziemy - wypalił w odpowiedzi Aksiejew wywołując powszechne poruszenie i jeszcze większą nerwowość - A z nami wszyscy, którzy tego zechcą. Pójdziemy do Zielonej Groty albo może jeszcze dalej, do Góry Jeleni. Ktokolwiek chce, może do mnie dołączyć. Kto chętny?

Spojrzenie Piotra zatrzymało się na twarzy spoconego Bayera Werka, wwiercając się w oczy mechanika.
Pamiętacie jeszcze, co Markus wspominał na sekretnej odprawie na temat ewentualnych uchodźców z osady?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 31 sierpnia 2016, 18:31

- A idźta w piździec! - burknął Yuran: - Ciekawym, z jaką radością przyjmią was obcy, jak się zjawicie przed mrozami z pustymi rękoma. Myślicie, że w Zielonej Grocie albo gdzie indziej, to śpią na worach z mąką?! Sami kurna na przednówku głodem przymierają i nam z musu próbują co podkraść, a jeszcze z wami się mają dzielić? Może w Breslau spichrze pełne i wielkie, ale tam za darmo nic nie ma. Za każdą garść kaszy trza papierowym pieniądzem płacić.

Awatar użytkownika
Jarlaxle
Reactions:
Posty: 132
Rejestracja: 02 listopada 2011, 19:26

Post autor: Jarlaxle » 03 września 2016, 20:18

Dragan aż kipiał wewnątrz. Napiął mięśnie tak, że aż ścięgna zatrzeszczały. Zapamiętał pyskacza i był żądny krwi. Poprzysiągł, że w razie eskalacji konfliktu głowa Asiejewa spadnie pierwsza.

Podświadomie rozumiał też, że nawet drobna potyczka z udziałem czegoś więcej niż pięści oznaczać będzie koniec Koronapanu. Nagle zrozumiał znaczenie tego, co z tajnej narady przekazał mu brat - nikt! absolutnie nikt nie może opuścić osady! Jeśli odejdą, trzeba będzie zrobić to samo, co z siewcami zarazy...

Wzdrygnął się. Choć przed chwilą życzył śmierci pyskaczom, myśl o systematycznym rezaniu sąsiadów przeraziła go.
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 03 września 2016, 23:02

[center]Koronopan, centralny plac[/center]

Gerard raczej trzymał się z tyłu. Krew zalewała go w żyłach, kiedy część farmerów zebranych przy stole gdzie siedział, wstała po słowach Marcusa rzucając obelgami i niegodziwym spojrzeniem. Rudzielec odgonił muchę siadająca na jego mięsiwie. Chwycił ociekającą tłuszczem kość z mięsem w dłoń, ukosił głęboko, po czym wstał i skierował swoje słowa do farmerów patrząc pogardliwym wzrokiem.

Klappe halten! Wykonaliśmy rozkazy, weil chcieliśmy was obronić przed nikczemnością pomiotów złego! Te lechpsy zapłaciły za swe grzechy i na szczęście nikt z nas nie został zarażonych ich paskudną chorobą! Cieszcie się, ponieważ jakby się tak nie stało to może niektórzy z nas! Wyciągnął rękę i poczynił okrąg po horyzoncie, po czym wwiercając spojrzenie w oczy najbliższego z farmerów kontynuował. I Ty! mógłbyś paść ofiarą pandemii! i Ty! wcisnął palec w kierunku Aksiejewa, jakby strzelał z bicza, chodź jego oczy utknęły na Oksanie, i Ty patrzył na jednego z farmerów! Moglibyście być zarażeni!

Pomachał zaprzeczając palcem po czym dopowiedział, ale wiecie co byłoby najgorsze? To, że nasi bliscy, tak, twoja córka Oswaldzie, twoja babka, nasi bracia mogliby pomrzeć, a my musielibyśmy im w tym pomóc! Niestety wybierając litościwą śmierć dla nich. Chcielibyście tego? - przerwał swoją targaną emocjami długą wypowiedź.

Ja bym nie chciał - dodał cichnąć. Dlatego tak drastyczne kroki były potrzebne, teraz musimy zadbać o siebie, musimy być jak jedna rodzina! My razem przeżyjemy. Ci to wyjadą umrą, nie wydawajcie na siebie wyroku! Spokojnie wyrównanym tonem zakończył słowa zdaniem. Miał nadzieje, że nie otrzyma rozkazu wybicia koronapańczyków aby ratować pozostałą część społeczeństwa przed zgrupowaniem, które wypala wszystkich który mogliby mieć tylko styczność z zarażonymi osobnikami.

Stał przodem do farmerów, z opartymi ramionami na biodrach. Kurczowo ściskał mięsiwo w dłoni. Gotów był skarcić każdego prowokatora nie tylko pięścią, ale i wszystkim co miał pod ręką nawet kawałkiem kości z ogryzionego mięsiwa.
Przepraszam za lagi. Niestety urlop sie już skończył :( ale za to będę miał chwilę aby wrzucić post tutaj. Wracając do gry. Gerard bardzo cieszy się za 2 PD, ciekawi go co może z nimi zrobić? Widząc ostrą wymianę zdań pomiędzy farmerami i dwoma myśliwymi. Rudzielec stanie po stornie swoich towarzyszy. Jest gotów naklepać tym co się będą stawiać bądź wszczynać burdę! Jeżeli wszystko się uspokoi usiądzie i dokończy jadło.
Klappe halten - zamknąć się
weil - ponieważ
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 września 2016, 17:04

Koronopan, centralny plac

Atmosfera wciąż tężała, ku starannie skrywanemu rozczarowaniu Nikodemusa. Sędzia przestawał się powoli łudzić nadzieją na łatwe spacyfikowanie oponentów - tym razem Markus Schiller miał stoczyć z przeciwnikami prawdziwą bitwę na argumenty. Prostolinijne i zarazem złowieszcze w formie wsparcie ze strony Yurana i Dragana niekoniecznie pomagało, a przemowa Gerarda Hayte tylko pogłębiła zaniepokojenie części ziomków.

- Skąd ta wasza pewność, że sami niczym się nie zaraziliście? - spytał tubalnym głosem Salomon Ksanty, wioskowy fryzjer cieszący się sympatią wszystkich bez mała Koronapańczyków - Skoro ta choroba była tak niebezpieczna, że musieliście odebrać życie chorym, czy nie mogła się na was przypadkiem przenieść?

Niektórzy z uczestniczących w dyspucie osadnicy sarkali wcześniej donośnie, teraz jednak pytanie Ksantego zapadło wszystkim w myśli tak głęboko, że na placu zrobiło się znienacka upiornie cicho.

- Zachowaliśmy wszelkie formy ostrożności - zapewnił Anton - Nie zabraliśmy żadnych łupów, nie pochowaliśmy zwłok, żeby przypadkiem ich nie dotykać...

- Jeśli Piotr i Oksana odchodzą, idę z nimi - oznajmił znienacka Detmold, sterany pracą na roli pięćdziesięciolatek o nadmiernym upodobaniu do samogonu - Nie gniewaj się, Markus, ale jak tu się nie bać? Przeczekam w Zielonej Grocie, aż wszystko się ułoży, a potem wrócę.

- My też idziemy! - zakrzyknął ktoś z głębi siedzących przy stołach osadników.
Na twarzy Markusa pojawił się jakiś cień, który zmroził Nikodemusowi krew w żyłach. Siwowłosy mężczyzna przygryzł mimowolnie wargi, po czym podniósł w górę rękę przywracając ponownie ciszę.

- Zebraliśmy się dzisiaj, aby świętować wspólnie wyprawę do Kociego Miasta - powiedział Schiller - Jutro rano nasi ludzie wyruszają w drogę z misją mającą przywrócić nam poczucie bezpieczeństwa i dobrobytu. Bardzo ubolewam nad tym, że tak podniosła chwila została zepsuta kłótnią o sens podjętych decyzji. Co się stało, to się nie odstanie. Mięso stygnie, chleb też. Puste żołądki nie sprzyjają roztropnym debatom, więc zaprzestaniemy na chwilę tej jałowej sprzeczki. Jutro rano zdecydujemy, co dalej.

Oparty plecami o werandę domu Markusa Nikodemus odetchnął w duchu widząc jak Koropańczycy akceptują niechętnie propozycję Schillera łamiąc w palcach kukurydziane placki i nabijając na metalowe szpikulce kawałki mięsa. Ciche dźwięki konwersacji niosły się pomiędzy stołami, ale na placu zapanował względny spokój.

Gra na czas pozwalała przemyśleć następne posunięcia. Nikodemus przysiadł się do stołu Schillera i sięgnął po własną miskę obserwując jednocześnie z ukosa twarz Markusa.

Pełen napięcia dzień kosztował sędziego wiele wysiłku, lecz chociaż mężczyzna był wyjątkowo głodny, przyjrzawszy się skrycie obliczu Schillera stracił sporo ze swego apetytu.

Samozwańczy naczelnik Koronapanu jadł bardzo skąpo, zadowalając się kawałeczkami rozdrabnianego w dłoniach placka. Jego pozbawione czytelnych emocji spojrzenie wędrowało wzdłuż stołów powracając co chwilę do tych samych osób, Oksany i Piotra.
Kłótnia została dyplomatycznie zażegnana, ale do porozumienia bardzo daleko. Na razie zyskaliście nieco spokoju i możecie się skoncentrować na wieczornym posiłku. Wygląda na to, że Piotr Aksiejew i jego skandynawska partnerka zyskali grupę co najmniej tuzina popleczników gotowych opuścić wspólnie Koronapan. Ciekawe jak to się skończy.
Sesja nam nieco siadła - mam nadzieję, że powodowane jest to raczej brakiem czasu graczy niż znudzeniem przygodą (jeśli faktycznie chodzi o to drugie, dajcie znać, a wypuszczę na osadę dwustu wkurzonych klanytów Karalucha, będziecie się mogli zabawić na ostro). Fajnie by było, gdyby każdy skrobnął teraz krótko w trybie fabularnym, o czym myśli nad miską.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 07 września 2016, 17:44

Nocodemus grzebał w misce przesuwając kawałek mięsa to w jeden, to w drugi kraniec naczynia. Nie zastanawiał się nad tym, co robi. Jego myśli, zasnute mgłą złych przeczuć krążyły wokół rosnącej grupy zwolenników opuszczenia Koronapanu. Zdawał sobie sprawę, że jeśli podział się utrwali, wioska nie przetrwa. Siła zwolenników secesji rosła, autorytet starszyzny topniał, jak sopel we wrzątku, a pozycja sędziego ze względu na piastowane stanowisko nagle stała się wyjątkowo mało znacząca. Nie mógł doczekać się spotkania, żeby móc jak najprędzej naradzić się z Marcusem i Antonem jednocześnie wiedząc, że koniec spotkania może się równać końcu jakichkolwiek rozmów z separatystami.

W niezłe wdepnęliśmy guano, nie ma co! - pomyślał wkładając do ust kawałek mięsa. - Te Lechpsy wybrały na miejsce grabieży naszą osadę, ku swojej, i prawdopodobnie naszej zgubie...

el009
Reactions:
Posty: 273
Rejestracja: 15 listopada 2015, 10:46

Post autor: el009 » 08 września 2016, 19:22

Koronopan, centralny plac

Werk niemrawo dłubał nożem w parującym mięsie. Kojący szum w głowie mijał a jego miejsce zajmowały ponure myśli. Mechanik nie zamierzał na pewno odchodzić z wioski z Aleksiejewem i tą jego podejrzaną Skandką. Żadne z nich nie wzbudzało jego zaufania. Jeżeli miał opuścić Koronapan to sam, dyskretnie.

Bayer westchnął głęboko wpatrzony w blat. Wyprawa do Kociego Miasta wcale nie wydawała mu się dobrym pomysłem. Jeśli było tam coś wartościowego, to zapewne dawno wyszabrowali to jego koledzy po fachu. A jeśli inni Złomiarze nie podołali dotąd ograbieniu miasta to należało się liczyć z najgorszym. Borkanin był przekonany, że albo wrócą z pustymi rękami albo zdziesiątkowani.

Myśli o ucieczce cały czas kołatały mu się po głowie. Najcenniejsze narzędzia miał już spakowane, wystarczyłoby poczekać do zmroku. W osadzie trzymała go tylko siedząca kilka miejsc dalej Eleni.
Rogue Trader - Magos Eksplorator Diomedes
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 września 2016, 00:15

Starszy z braci dalej patrzył na zebranych spode łba. W sumie to rozumiał czemu chcieli opuścić Koropan, ale śwoadomość, że ryzykował życiem za takich niewdzęczników była bardzo irytująca. Po za tym byli głusi na jego rozsądny argument, że nikt nie przywita uchodźców z otwartymi ramionami. Może przy odrobinie szęścia uda im dawać dupy za talerz zupy i jakoś dotrwać za przednówek. Dziwił go też opór na plan Schillera. Jeśli się powiedzie, to przetrwają zimę, jeśli nie... Cóż, wtedy Yuran chyba też nakaże się rodzeństwu spakować i spróbuje szukać szczęścia gdzieś indziej, bo w osadzie będzie ich czekała tylko powolna śmierć.

Yuran otrząsnął się. Do tego przecież nie dojdzie. Koronpan dbał o swych wyznawców i nie pozwoli aby lud jego pomarł. Wyprawa musiała się udać. Innaczej być nie mogło, toteż tym bardziej nie rozumiał buntowników. Słabej wiary być musieli...

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 10 września 2016, 23:54

Koronopan, centralny plac

Gerard usiadł tak szybko jak wstał. Doszło do niego, że schizma Koronapańska jest już o krok od tej chwili. Nie podobało mu się to co się dzieje wokół.

Wpatrywał się w pusty półmisek. Kręcąc obgryzioną kością w resztkach ugotowanej kukurydzy.

Cholera - warknął srodze. Jak dojdzie do rozłamu poleje się krew. Będzie to nasza krew, może nie teraz ale na pewno w przyszłości. Krew naszych Koronapańskich braci będzie na naszych rękach. Mówił pod nosem niezbyt głośno, tak jak by bardziej mówił do siebie niż do towarzyszy przy stole.

Lechpies by to zjadł! Bezsens tej chwili wbił go jeszcze bardziej w prowizorycznie siedzisko zrobione z kilku patyków i rur, związanych zasuszona trawa.

Co dalej stanie się z nami? Rzucił do siedzącego obok farmera. Nie uzyskał odpowiedzi. Pytanie to nie dawało mu spokoju. Szukał odpowiedzi. Wstał, rzucając gniewne spojrzenie w kierunku Aksajewa. Po czym udał się do ojca, z myślą, że może ten uspokoi tłum, albo przekona mieszkańców aby nie ruszali za mury prze jakiś czas. Kupując tym samym Koronapanowi kilkanaście dni na epicka wyprawę.

Edit 8art: Piles, nie pisz;p

Edit: Chłopaki wpis pisałem w aucie ;) wrzuciłem go gdy złapałem neta. Niestety nie mogłem go poprawić. Przepraszam! Teraz już doprowadziłem go do porządku.
Ostatnio zmieniony 11 września 2016, 19:32 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 września 2016, 13:51

Koronopan, centralny plac

Posępne nastroje utrzymały się do końca wieczerzy, chociaż niektórzy członkowie społeczności próbowali poprawić samopoczucie sąsiadów snując dywagacje na temat zyskowności wyprawy do Kociego Miasta. Położona na zachodzie zrujnowana metropolia znana była większości osadników jedynie z nazwy, leżała bowiem zbyt daleko od Koronapanu, by ktokolwiek ośmielił się na własną rękę ją odwiedzić. Porośnięte puszczą dziedzictwo Dawnych Czasów mogło skrywać bajeczne skarby albo śmierć na tysiąc różnych sposobów. Niektórzy dyskutanci sugerowali, że łupy Kociego Miasta już dawno musiały paść ofiarą chciwych zbieraczy złomu z Osmanu; inni osadnicy starali się zachować pewien optymizm.

Wszyscy domyślali się jednak, że plan Markusa zrodził się w efekcie skrajnej desperacji i miał wiele budzących niepokój luk.

Ograniczywszy się do kilku kęsów mięsa, Schiller przysłuchał się wiedzionym wokół konwersacjom, nie odpowiadając na pytania bardziej ciekawskich sąsiadów. Odpędzany migotliwym światłem olejnych lampek, mrok nocy gęstniał z każdą chwilą stając w żywym kontraście do roziskrzonego gwiazdami nieboskłonu.

Siwowłosy mężczyzna podniósł się w końcu ze swego miejsca, co nie wszyscy od razu zauważyli. Pochyliwszy się nad ramionami siedzących obok siebie braci szepnął coś do uszu Yurana i Dragana. Obaj obrócili w jego stronę głowy, odpowiedzieli zbyt cicho, by śledzący Markusa wzrokiem Nikodemus zdołał dosłyszeć ich słowa.

Schiller klepnął myśliwych w ramiona, po czym wyminął ich ławę zmierzając zdecydowanym krokiem w stronę stołu zajmowanego przez Piotra Aksiejewa i jego zwolenników.
Posiłek dobiega końca i chyba zaraz dojdzie do finalnej konfrontacji tego wieczoru...

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 września 2016, 14:50

Starszy z braci nawet nie mrugnął oczyma, gdy Marcus coś szepnął im do ucha, choć serce uderzyło szybciej. Ciekaw był co też zakwitło w głowie naczelnika. Zamierzał dostosować się do polecenia.

Nie spieszył się jednak zbytnio. Chciał mieć chociaż blade rozeznanie, jak przebiegać będzie konfrontacja z Piotrem. Wylizał jeszcze miskę i powoli podniósł się z ławy, kiwając na Dragana.

- Chodźmy do domu bracie. - powiedział cicho.

Awatar użytkownika
Jarlaxle
Reactions:
Posty: 132
Rejestracja: 02 listopada 2011, 19:26

Post autor: Jarlaxle » 19 września 2016, 21:29

Dragan jadł w ciszy, rzucając złe spojrzenia kontestatorom pomysłu wyprawy do Kociego Miasta.
Słowa Markusa przyjął z kamienną twarzą i w pełni zaakceptował.

Opróżnił kubek, zerkając ponuro to na jedną, to na drugą grupę i na nowo zaczął w nim wzbierać gniew.
Słowa brata wybrzmiały w idealnym momencie. Dragan otrząsnął się ze złych myśli, wstał z ławy i ruszył za bratem, kiwając głową na pożegnanie tym, którzy mu się dziś nie narazili.
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 27 września 2016, 09:22

Gerard zadumał się i w ciszy szedł pośród koronapańskich mieszkańców. Zerknął szybko na braci, na Aksajewa. Nie miał dobrego humoru i dodatkowo sytuacja wydawała się tak napięta, że wszystko mogło runąć jak lawina śnieżna - zasypując obecną rzeczywistość. Trwało to tylko chwilę, w końcu stanął przed Antonem i szepnął na ucho, gdy ojciec pozwolił mu na krótki komentarz.

Ojcze, sytuacja wymyka się spod kontroli. Jak powstrzymamy tłum wzburzony niechęcią, chcący opuścić nasz dom?
Sesja stanęła, chcyba natłok prac przydusił nas wszystkich :)
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 września 2016, 13:28

Koronopan, centralny plac

Eleni nie przestawała mówić, co nieco Werka drażniło. Posępne samopoczucie mechanika zelżało w chwili, kiedy dziewczyna się do niego dosiadła, ale nie ustąpiło całkowicie. Promieniujące od Polanki ciepło przenikało przez cienki materiał jej sukienki, a zapach włosów skutecznie odwracał uwagę od znaczenia wypowiadanych przez ślicznotkę słów.

- Jeśli zostanie nas tak niewielu jak ludzie gadają, możemy się nie obronić przed klanytami Liszaja - oznajmiła z głębokim niepokojem Eleni - Do tej pory nie odważyli się na napaść, ale to dzicy z lasu, nie można im ufać. Przyjdą i zabiorą, co zechcą.

- Ci z Zielonej Groty opowiadali, że znaleźli kiedyś w lesie zwęglone ludzkie kości zagrzebane w popiołach. Podobno były takie małe, że mogły pochodzić tylko od dziecka - podzieliła się swymi troskami żona Rudolfa, która na krótką chwilę zapomniała o swej głębokiej niechęci do Eleni - Kto mógł zjeść dzieciaka jak nie ci od Liszaja? Może wszyscy powinniśmy pójść z Piotrem i Oksaną? Tylko gdzie jak nas w Zielonej Grocie nie zechcą?

Kilka najbliżej siedzących osób dołączyło do prowadzonej ściszonymi głosami dyskusji, wyrażając własne obawy i opinie. Bayer puścił ich słowa koło uszu dostrzegając kątem oka podnoszących się z ławy braci Eleni. Piekielni zazdrośni i trzymający siostrę na krótkiej smyczy myśliwi prawie nigdy nie pozwalali dziewczynie na pozostawanie w gronie sąsiadów bez ich nadzoru, chociaż świadomość pomysłowości i determinacji Eleni z miejsca przywołała na usta Werka sarkastyczny uśmieszek. Kiedy ciemnowłosa piękność czuła potrzebę zaznania bliskości mężczyzny, nic nie mogło stanąć jej na drodze - gdyby tylko bracia wiedzieli, ile razy za ich plecami dyskretnie oddawała się żądzom własnym i Bayera, pewnie wpadliby w morderczy szał.

Jednakże gra pozorów wciąż trwała i widok zbierających się do odejścia Polan wywołał w Werku poczucie przygnębnienia, bo towarzystwo przyciśniętej do niego udem i ramieniem dziewczyny odpowiadało Borkaninowi bardziej od widoku skrzywionej twarzy żony Rudolfa. Mechanik zesztywniał w duchu czekając na szczekliwe polecenie któregoś z braci, nakazujące Eleni natychmiastowy powrót do domu. Dragan i Yuran zniknęli po krótkiej chwili w ciemności nocy nie przejawiając najmniejszego zainteresowania osobą siostry, co było w ich przypadku wręcz niepojętym odstępstwem od reguły.

Sprzeczka ze zwolennikami opuszczenia osady musiała ich wzburzyć znacznie mocniej niż Werk początkowo sądził, skoro wręcz zapomnieli o Eleni.

- A ty co zrobisz? - uszy Bayera zarejestrowały skierowane do niego pytanie, toteż odwrócił głowę w stronę Polanki - Też chcesz odejść z Koronapanu?
Bayer siedzi przy jednym ze stołów z Eleni, Rudolfem i jego żoną oraz kilkoma innymi osadnikami. Pierwsza dobra wiadomość tego wieczoru - Dragan i Yuran zostawili siostrę w towarzystwie mechanika i poszli do domu (zapewne po to, by się na umór spić).

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 września 2016, 15:35

Koronopan, centralny plac

Anton Hayte jadł równie powściągliwie, co Markus Schiller, poświęcając znacznie więcej uwagi ziomkom niż niecodziennie obfitemu posiłkowi. Słysząc pytanie zmartwionego syna anabaptysta odwrócił głowę w jego stronę, nachylił się ku Gerardowi nie chcąc, by ktoś usłyszał ich ściszoną konwersację.

- Markus wie, co robić - powiedział starszy mężczyzna - Znam go od lat i w pełni mu ufam, chociaż nawet ja nie wiem o nim wszystkiego. Zostawmy tę sprawę w jego rękach, a wszystko się ułoży. Chciałbym za to porozmawiać z tobą. Ten pomysł o dołączeniu do wyprawy to szaleństwo. Pomyślałeś o matce? Wiesz jak ona się teraz czuje? Jesteś pierworodnym, pierwszą przekazaną w świat cząstką jej Pneumy. To nie jest spacer do Zielonej Groty, syneczku, to ekspedycja w prawdziwą dzicz.

- Idziemy w dużej grupie, tato - zaperzył się Gerard, który cały wieczór oczekiwał podświadomie dokładnie takiej połajanki - Będziemy uzbrojeni, kto nam zaszkodzi? Nie rób ze mnie dziecka. Zeszłej nocy razem zabijaliśmy ludzi, pamiętasz? Nie króliki, nie jelenia, tylko ludzi. Nie możesz mi odmawiać prawa do wyprawy. Zresztą Markus już się zgodził...

- To chyba jedyna sprawa, w której nie jestem z nim jednomyślny - odparł Anton - Jeśli... poczekaj...

Starszy Hayte urwał rozmowę z synem i podążył wzrokiem za idącą wzdłuż stołu postacią Markusa. Schiller przystanął obok siedzącego na ławie Piotra Aksiejewa, poklepał myśliwego po ramieniu zwracając na siebie jego uwagę. Chociaż biesiadujący Koronapańczycy pilnie udawali, że ów ewidentny wstęp do rozmowy wcale ich nie zainteresował, natężenie rozmów na placu natychmiast zelżało - każdy nadstawiał bacznie uszu chcąc pochwycić nimi detale konwersacji.

- Chciałbym zamienić z tobą kilka słów, Piotrze - powiedział przyjacielskim tonem Markus, nie puszczając uchwyconego palcami ramienia Aksiejewa - Podjąłeś ważną decyzję i musisz rozważyć wszelkie jej konsekwencje, dla dobra nas wszystkich. Nie zajmę ci wiele czasu, ale chciałbym porozmawiać na osobności. Nie pozwólmy, aby nasz spór popsuł wieczór reszcie.

Piotr Aksiejew wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Oksaną, po czym oboje jednocześnie podnieśli się z ławy. Gerard nie dostrzegł na twarzy Schillera zachwytu nad inicjatywą pięknej Skandki, ale naczelnik nie poważył się na odmówienie Oksanie prawa do udziału w prywatnej rozmowie. Skandka i Polanin byli nierozłączni w każdych okolicznościach, z czym Markus musiał się niechętnie pogodzić.

- Gdzie?

- Do mnie najbliżej - wzruszył ramionami Schiller - Nie będziecie musieli daleko wracać, jeśli zechcecie wrócić do stołu.

Spojrzenie Antona nawet na chwilę nie odstąpiło od pleców trójki swojaków, kiedy ci oddalili się ku położonej opodal placu chaty Markusa. Świeżo przeświadczony o swej nowej pozycji w hierarchii Koronapanu, Gerard poczuł bolesne ukłucie rozczarowania, gdy Schiller przywołał ku sobie jedynie Nikodemusa.

- A ty nie idziesz? - spytał ojca uświadomiwszy sobie, że Anton również pozostał na miejscu.

- Markus sobie poradzi - odparł starszy Hayte rozglądając się wokół w sposób przesiąknięty niepokojącą dyskrecją - To, co dzieje się na zewnątrz jest równie ważne jak spotkanie u Markusa.
Schiller i Nikodemus poszli do chaty pierwszego w towarzystwie Piotra i Oksany. Naczelnik najwyraźniej ma zamiar raz jeszcze przedyskutować z Aksiejewem pomysł opuszczenia osady. Anton, Gerard i Werk zostali przy stołach, zajęci własnymi sprawami...

ODPOWIEDZ