PBF - Okna Duszy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 sierpnia 2017, 17:01

Niech się Eco nie martwi wspólną sakiewką dla całej drużyny, tylko kosi pedeki za grę przodującą postacią w drużynie! Awans na POZ 4 jak nic po takiej sesji, jak nic! Dlatego właśnie Eco potrzebuje dla siebie całego tysiąca złt, żeby opłacić te horrendalne koszty szkoleń!

Przeczucie też Cię nie oszukuje, Dretch, słusznie masz mieszane uczucia co do wizyty w Burat-arze. Ty zapewne nic nie wiesz o tej wiosce na końcu świata, ale są tutaj tacy, którzy wiedzą, co się tam czai. I kto... Trzęsikęsek, Łamignat, stary Męczywór, Pchełek... Oni wszyscy tam są i tylko czekają, aż ktoś przypłynie...

O ile nikt nie ma zastrzeżeń i propozycji zmian planu, następna wstawka malowniczo opisze spotkanie Eco z przełożonym!

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 10 sierpnia 2017, 20:03

Czy czasem to nie są bohaterowie Spraw Rodzinnych? A tak nawiasem to szkolenie powinna zapewnić strażnica ;) W ramach kontraktu!
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 10 sierpnia 2017, 22:55

Zaglądam codziennie, ale tylko wieczorem. Może umówmy się że Otlaf spróbuje odzyskać wózek, co by biednego Eco nam nie oskalpowali. A do spraw rodzinnych z chęcią wrócę. Może drugą część dopiszemy - hehe

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 sierpnia 2017, 10:17

Strażnica kapitana Gnatha, 26 orakt-ran

Szeroko otwarte wejście do budynku strażnicy jawiło się gwardziście paszczą przyczajonego głodnego smoka. Stojący w cieniu okapu jakiegoś niszczejącego magazynu, Eco oblizał spierzchnięte usta, zebrał się w końcu na odwagę i ruszył poprzez zaśmieconą ulicę ku garnizonowi straży. Wnętrzności skręcały mu się boleśnie na samo wspomnienie dziesiętnika, nie miał jednak innego wyjścia jak stawienie się przed nim z raportem.

Pilnujący drzwi strażnicy coś do kompana mówili, ale Eco nie zwrócił na ich słowa żadnej uwagi. W jego głowie kłębił się bezlik chaotycznych myśli, spod którego przebijało nie dość dobrze spychane w podświadomość wspomnienie koszmaru z Czarnej Krypty.

Fleituh był w swojej kwaterze, rozparty za solidnym drewnianym biurkiem. Bębnił w blat mebla z ponurą miną palcami, przestał jednak na pierwszy widok podwładnego.

- Gdzie byłeś tyle czasu? - sarknął nakazując jednocześnie Eco gestem, by ten zamknął drzwi klitki dziesiętnika - Rogbur mówił, że byłeś tu w międzyczasie po wózek na prowiant, ale nie zostawiłeś mi żadnych wieści. Coś kombinujesz za moimi plecami? Byłeś w zaułku, znalazłeś jakieś inne ślady? Nie stój tak z rozdziawioną gębą, tylko gadaj wszystko jak u kapłanów na posłuchaniu, bo ci inaczej skórę wygarbuję.

Oblany zimnym potem Eco uświadomił sobie, że Fleituh nie wspomniał o czymś bardzo dla gwardzisty ważnym, a to dodało surelianinowi odrobiny otuchy - słowa dziesiętnika dawały bowiem jasno do zrozumienia, że khtan Angano jak dotąd nie poinformował podoficera o zajściu w świątyni Morglitha. Eco nie wiedzał, czy kleryk uznał go za aż tak bezwartościowego, iż po prostu machnął na ów incydent ręką czy też dopiero zamierzał naskarżyć na impertynencję strażnika Gnathowi, wszelako wizja przywiązania do kozła i wybatożenia przez Fleituha nieco odsunęła się w myślach Eco w czasie.
Zdecydowałem się zmienić rangę Fleituha z sierżanta na dziesiętnika, nowa nazwa bardziej pasuje klimatem do uniwersum KC. Co do osi fabuły, przyszedł czas na złożenie szczegółowego raportu. Dretch, dawaj, tylko zaznacz pod fabularką, czego absolutnie nie zamierzasz wyjawiać.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 sierpnia 2017, 14:42

Milcarr w milczeniu przyjął klucz od Eco. Nie sądził aby gwardzistę skazano na śmierć za zgubienie wózka, ale jeśli Odzieracze czychali na Surelian, to wszystko było możliwe. Ślepak mimowolnie pogładził buteleczkę z wodą święconą. W okolicznościach w jakich byli, mogła się okazać potrzebna dużo bardziej niż zawsze.

Zabójca zważył w ręku klucz i schował go za pazuchę.

Niech to Morglith trzaśnie. Zostałem powiernikiem pierścienia, prawie jak w balladzie tego barda El Tolkiena, co ją Bajarzu podśpiewywał. Niech mi jeszcze przyjdzie go wrzucić do wnętrza wulkanu na Archipelagu Pajęczym...

Zmienił tor myślenia. Zgadzał się całkowiecie z Eco, że poza Ostrogarfem nie ma co węszyć. Na rozum Milcarra, to zabójca kupił ziele na miejscu. Zaczął dedukować, że skoro ten cały Bury Jar był zapyziałą wiochą na brzegu Dan-Ugar, to pewnie jego mieszkańcy podobnie, jak i inni mieszkający na wybrzeżu utrzymywali się z handlu ze stolicą. Kilkaset tysięcy istot zamieszkujących Ostrogar musiało żreć, a pól przecież na małej wyspie nie było. Zatem można było przyjąć, że mieszkańcy Burego Jaru regularnie pojawiali się w porcie, a skoro zamożnymi nie byli, to pewnie zawijali do nabrzeży w Chłopskim Kroczu, bo tam pobierano najmniejsze myta.

Milcarr w końcu odezwał się do zbierającego się do odejścia strażnika:

- Pójdę do portu i rozpytam. Może kto z tej wioski przypływa tu regularnie, to może języka zasięgne. Trucizna musiała być sprzedana najdalej tydzień temu. Kto wie, może Kielich będzie sprzyjał.
Zabójca uda się do portu i rozpyta o łodzie z Burat-ar. Może akurat zawinęli jacyś miejscowi i będą coś wiedzieć o dziwnym zleceniu.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 15 sierpnia 2017, 19:09

Strażnica kapitana Gnatha, 26 orakt-ran

Eco poczuł uderzenie fali gorąca zaraz po słowach dziesiętnika. Fleituh był okrutnym oficerem ale sprawiedliwym. Wiedział o posłuchaniu, co jeszcze bardziej skręciło kiszki w brzuchu gwardzisty. Ork wyglądał strasznie z surowym obliczem za drewnianego biurka a miarowe wystukiwanie paluchami o blat nadawało spotkaniu upiornego tonu.

- Posłuchanie nie przyniosło rezultatów. Jeden z zbirów, którzy mnie napadli w zaułku okazał się martwym punktem, reszta zbiegłą. Eco spiął pośladki i starał się omijać myślami każdy szczegół Czarnej Krypty i wszystkiego co tam go spotkało tylko po to by zachować zimną krew i nie dać po sobie poznać niczego co zachwiałoby głos. Szybko uciekał myślami do nagiej Alchemiczki, które w jego myślach prężyła krągłości w lodowatej wodzie, kusząco zapraszając strażnika.

- Mam jednak coś od Duanthy. Przerwał chwilę ciszy, w której oczekiwał na odpowiedź Fleituha. - Oddałem jej drugą strzałkę mordercy. Miała na sobie truciznę. Została sprawdzona pod okiem magister alechemi. Zidentyfikowała truciznę i mam trop, którzy prowadzi do Burat-ar. Podsumował w żołnierskich słowach strażnik, sprawdzając czy umysł dziesiętnika zna zawiłe słowo identyfikacji.

Kaganki w pomieszczeniu paliły się wolno, rzucały pomarańczowe światło na zieloną skórę orka, jego twarz przybierała dziwny grymas którego Eco nie był w stanie zrozumieć. Korzystając z chwili ciszy przed burzą strażnik szybko zadał pytanie
- Czy sa jakieś nowe ofiary lub informacje, które pomogą nam znaleźć sprawcę?

Eco niestety nie może zataić informacji o wizycie u Pani Alchemik.
Powiem, że znalazłem druga strzałkę i oddałem ją pod wnikliwą ekspertyzę Pani Duanthy. Jednak jak dziesiętnik będzie chciał dostać strzałkę to Eco zarzeknie się że jej nie ma. Powie, że ma za to nazwę trucizny, która została użyta i że jest specyficzna. Opowiem o grupie rabusiów z zaułka którzy coś wiedzieli ale zbiegli - wyglądało to tak jakby ktoś ich nasłał. Raczej nie będę się wdawał w szczegóły, że jednego zatargałem do Czarnej Krypty. Dwukółkę potrzebowałem do zbadania śladów.... i dalej jest mi wydana i jest w bezpiecznym miejscu.
Ostatnio zmieniony 16 sierpnia 2017, 09:53 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 sierpnia 2017, 20:41

Bartku, Milcarr nie poradzi sobie efektywnie w porcie, jeśli pójdzie tam jako ślepiec. Wyostrzony słuch nie pomoże mu w miejscu, gdzie przemieszcza się mnóstwo osób i pojazdów, po krótkiej chwili zostanie zdeptany, strącony z nabrzeża albo wybatożony za pałętanie się pod nogami. Pewne jest też, że prędzej czy później się w tym zgiełku i tłoku zagubi. Osobiście doradzam albo czyjeś towarzystwo albo aplikację święconki - co do towarzystwa, może to być na przykład jakiś mały ulicznik, który za dziesięć srebrników będzie wiódł ślepca pod rękę tam, gdzie ten mu każe. Takich dzieci ulicy jest w Ostrogarze mnóstwo, łatwo któreś wynająć do prostych prac.
Zatem Milcarr z bólem serca zażyje wody święconej, ale po drodze wpadnie na chatę, żeby mieć w razie czego jeszcze jedną dawkę przy soie.
Ostatnio zmieniony 15 sierpnia 2017, 22:47 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 sierpnia 2017, 16:36

Strażnica kapitana Gnatha, 26 orakt-ran

Dziesiętnik wysłuchał opowieści strażnika, a potem uderzył ukrytą w rękawicy pięścią w drugą dłoń, błyskawicznie i z zaskoczenia. Słysząc ostry dźwięk Eco podskoczył w miejscu, zbladł widząc stężałą twarz przełożonego.

- Ty nigdy nie pójdziesz po rozum do głowy, co? - wycedził złowróżbnie ork - Słowem nie wspomniałeś, że miałeś drugą strzałkę, chędożony cielebuniu. Co jeszcze przede mną ukrywasz? Gadaj natychmiast albo gorzko pożałujesz!

Prawa dłoń Fleituha opadła na rękojeść przypasanej do jego boku ciężkiej szabli, ukryte w rękawicy palce oplotły rękojeść broni.

- Przysięgam na cześć mej matki, że nic więcej nie zataiłem! - wyrzucił z siebie struchlały surelianin - Z tą strzałką to nieporozumienie. Znalazłem ją w zaułku za drugim razem, tedy jak miałem przekazać co i jak? Jak tylko znalazłem, od razu pognałem do alchemiczki, takie we mnie poczucie obowiązku, panie. A ona wykryła, co wykryła, klnę się na wszystkie świętości i co tam panie zechcecie!

Fleituh żuł przez dłuższą chwilę dolną wargę, przyglądając się strażnikowi z byka.

- Niechaj będzie, że ci wierzę, ty kłamliwy pokrętny suczy chwoście - oznajmił dziesiętnik podejmując w końcu w myślach jakąś decyzję - Tajemnicę przed innymi zachowałeś? Nikomu w strażnicy nie wyjawiłeś tego, co ci wcześniej powiedziałem?

- Ani jednego maleńkiego słowa, panie! - Eco złożył ręce razem niczym do modlitwy, spojrzał na orka wzrokiem promieniującym doskonale udawaną szczerością - Nie śmiałbym tego uczynić.

- Świetnie - Fleituh obszedł wkoło swe drewniane biurko, przysiadł na jego krawędzi taksując Eco badawczym spojrzeniem - Najwyższy zesłał ci okazję, byś w końcu udowodnił swą wartość, melepeto. Popłyniesz ze mną do Burat-aru, poszukamy tego zbrodzienia na miejscu.

- Do Burat-aru? - ziemia zatrzęsła się pod nogami przestraszonego nie na żarty gwardzisty, który całe swe życie spędził na stołecznej wyspie - Ja? Tam?

- Nie udawaj, żeś cudownie ogłupiał i nie pojmujesz mych słów! - warknął dziesiętnik - Domknij gębę, coby nie wyglądać jak malowany wiejski głupek. I słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał. Spakuj swoje rzeczy na dwa, trzy dni, więcej nam na pewo w podroży nie zejdzie. Potem coś zjedz i na południowe modły w hadrach Najwyższego bądź przy wejściu do strażnicy. Ja załatwię co trzeba z kapitanem i poszukam w porcie łodzi, która nas zabierze na północne wybrzeże.
Szykuje się naprawdę epicka wyprawa! Niemal jak Drużyna Pierścienia! Determinacja Fleituha daje wiele do myślenia, Eco powinien być nią bardzo zaskoczony. Wygląda na to, że dziesiętnikowi naprawdę zależy na tym tysiącu złt. Nasz dzielny gwardzista ma teraz chwilę, by czmychnąć ze strażnicy i być może przekazać wieści o swej służbowej wyprawie reszcie kongregacji!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 sierpnia 2017, 17:00

Port w Chłopskim Kroczu, 26 orakt-ran

Zielonkawa woda w portowych basenach była niemiłosiernie brudna i cuchnęła zdechłymi szczurami, a mimo to Milcarr tkwił jak skamieniały na nabrzeżu wpatrując się tęsknie w odbijane od tafli wody słoneczne refleksy. Jego uwolnione na krótki czas od przekleństwa oczy chłonęły każdy szczegół portowego dystryktu: kołyszące się na wodzie rybackie łódki, rozpięte na pomostach schnące sieci, sterty rybich odpadków, ganiające się zawzięcie brudne dzieci i równie brudne psy. Ubodzy mieszkańcy Krocza wiedli swą nędzną egzystencję przebierając skorupy złowionych krabów w poszukiwaniu resztek mięsa, naprawiali rybacki sprzęt, kłócili się swarliwie o jakieś srebrniki. Podstarzałe dziwki włóczyły się po nabrzeżu w daremnych próbach znalezienia łasego na ich wdzięki klienta, dawno temu przepędzone z gwarnych ulic Karczemnego przez młodszą i bardziej bezwzględną konkurencję. Jakiś zgarbiony, wstrząsany paralitycznymi drgawkami stręczyciel próbował grać w kości z parą gnolli o zmatowionej czarnej sierści, powarkujących ustawicznie na przeciwnika i siebie wzajemnie.

Ślepak przemierzył sporą część nabrzeża w Chłopskim Kroczu, poczynając od Wieży Czaszki na samym południu dzielnicy i maszerując wytrwale ku granicy z Karczemnym. Zatrzymywał się co chwilę na krótką pogawędkę z rybakami, wymieniając pozdrowienia i plotki, czasami zbierając złe spojrzenia i obelgi. Jego zachwyt nad światem widzianym oczyszczonymi z magicznej katarakty oczami był równie wielki jak rozczarowanie wynikami spaceru.

Nazwa Burat-aru prawie nikomu nic nie mówiła. Ledwie dwóch starych rybaków przypomniało sobie z trudem taką miejscowość, odwiedzoną przed laty podczas połowów, zawsze z przypadku i na krótko. Nikt z miejscowych nie pamiętał, by w ostatnim czasie do zmurszałych doków Krocza przypływał ktoś podający się za przybysza z Burat-aru. Dawało to Milcarrowi wiele do myślenia na temat tajemniczej osady, musiała być bowiem prawdziwie zapadłą dziurą gdzieś na odległym północnym wybrzeżu jeziora.

- Un szucha wiosłaczów z Burat-ara? - za plecami nożownika rozległ się czyjś niski chrapliwy głos, wypowiadający słowa w ledwie zrozumiałym dialekcie asseru. Milcarr obrócił się powoli ku ulicy, otaksował czujnym spojrzeniem parę przyglądających mu się goblinów. Niscy i krępi, obaj nieludzie byli osobnikami w sile wieku, z nasadzonymi na dolne kły mosiężnymi pierścieniami, w kaftanach z utwardzonej dziczej skóry i łapciami z kory.

- My znaji tako wiosłaczów - powiedział drugi goblin, świdrując surelianina osadzonymi w skórzastej twarzy oczkami - Wszako wołniamy dutków.
Dotychczasowe poszukiwania informacji o gościach z Burat-aru nie przyniosły żadnych rezultatów, teraz jednak pojawia się ktoś, kto najwyraźniej coś na ich temat wie!

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 17 sierpnia 2017, 11:27

Strażnica kapitana Gnatha, 26 orakt-ran

Koszmar, po prostu koszmar - pomyślał młody strażnik. On sam z Fleituhem za miastem!? Całe życie spędził w tych murach i teraz miał płynąć na jakaś wieś, pełną robactwa, much opasowych placków gówna? Nie podobało mu się to i to bardzo. W dodatku wolałby nagrodę zgarnąć dla Sureliona niż dzielić się łupem z dziesiętnikiem i reszta jego bandy.
- ale, ale, ale ....

Co ale! Warknął Fleituh! Zbieraj dupę w troki i masz być tu przed południem bo jeszcze Cię wybatożę jak nie będziesz na mnie czekał ofiaro pękniętego pęcherza! Rozłoszczony ork stał dumnie w gabinecie, ręką wskazywał na drzwi wydając nieme polecenie młodemu strażnikowi jakby karcił lub wyprowadzał psa.

Szybkim krokiem gwardzista pokonywał korytarz prowadzący do wyjścia z strażnicy. Rzucił tylko oczami na grubego i chudego którzy grali w karty w zastawionej Gizermami kanciapie. Miał niewiele czasu, dlatego nie mógł pozwolić sobie na spokojne tempo. Rzucił się zatem czym prędzej w stronę sowiej czynszówki, przebierając nóżkami jak cerber w powieściach gnał wymijając ludzi na złość pałętających się pod jego nogami. Z każdą chwilą kolejna kropla potu zdobiła jego czoło.

Kiedy stopy bolały go niemiłosiernie, stanął pod drzwiami swojej czynszówki. Wymacał w mieszku na piersi drugi klucz, otworzył zamek i wraz z gromada kotów przy stopach potuptał za próg. Lokum strażnika nie było duże. Sterta skrzynek, piec, stół dwa zydle, łózko i wielka szafa to było wszystko na co było stać Eco. Dlatego gdyby nie kociaki to nie wracał by na noc. Wolałby jak Elszar pałętać się po mieście i spać gdzie popadnie. Otworzył drugie okno po przeciwnej stronie wejścia. Pozwalając starszym kotom wejść z podwórza i dając innym możliwość zwiedzania nocą ostrogarskich ulic. Jak huragan krzątał się od pieca do szafy, co chwilę zatrzymując się na pogłaskanie różowego brzuszka.

- Tak wiem mam coś dla was! Powiedział ucieszony. W radosnych podskokach, susach i mruczeniu gromadka kotów pożerała świeże żołądki i serca z żelaznej szerokiej misy. – Eco kucnął przy nich i rozkoszował się mruczeniem tuzina czworonożnych bestii. – Tatuś musi wyjechać ale wujek Milcar się wami zajmie jakbym nie wrócił. Zapamietajcie imię khtan Angano, jakbym nie wrócił możecie zeżreć mu twarz. Niektóre zielone oczka patrzyły głęboko w duszę strażnika jakby rozumiały co do nich mówi.

Zostawiając zgraje gryzącą kolejne fragmenty mięsa Eco zwinął łachmany na kilka dni nadchodzącej delegacji. Przywdział zbroje. Glinianą buteleczkę z olejem do czyszczenia zbroi i broni mocno otulił ścierkami. Kilka dodatkowych świec wepchał do kaganka i również włożył do plecaka na dno, zabezpieczając przed uszkodzeniem płócienną koszulą. W plecaku ułożył tubę z bełtami i zostało miejsce tylko na bukłak i racje żywnościowe. Derkę i worek zwinął i przywiązał nad zapięcie plecaka. Zabrał również mieszek z pozostałą ilością złota. Wydzielił z nich 10sz i wsypał monety do mieszka na piersi. Pozostały mieszek trzymał mocno w dłoni, kiedy spoglądał ostatni raz tego dnia na swoją gromadkę pupili. Nie wiedział gdzie teraz może być Oltaf, nie miał tez czasu żeby szukać w porcie Milcara, dlatego jego celem był teraz Amarys i Sekretna Świątynia, musiał zostawić towarzyszom informacje i prosić ich o pomoc.
Zabieram:
Zbroje, złoto. Zestaw do czyszczenia zbroi i broni, szmatki. Bełty 10szt w tubie. Nóż. Łachmany podóżne na 3 dni. Derke, koc. Coś do zapalania świec. 5 świec i kaganek na świece (zakryty). Bukłak 2l, Race żywnościwe 4 dni. Bukłak napełnie wodą w karczmie i racje też tam kupie. Przy okazji rozpytam o twoarzyszy i zjem coś ciepłego. Najem się do syta. Zostawie informację Nanantarmowi, że płyne tam gdzie mówiła Alchemiczka - nie mówie która i nie mówie nazwy wyspy, jakby zobaczł Milcara proszę go o przekazanie mu informacji, że potrzebuje tam jego pomocy. Następnie po drodze do strażnicy zaglądam do Sekretnej Świątyni, podobną informację zostawie Ropchowi lub Saar Sansarowi o ile ten pierwszy nie będzie przed browerem. Oni dostają pełną informację z dodatkową prosba pomocy w Burat-arze. Zostawie również pozostałą część złota na przechowanie. W mieszku z kluczem mam 10sz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 sierpnia 2017, 21:10

O ile akcent i samo odzienie niewiele podpowiadało, to łapcie z kory bezbłędnie wskazywały, że para goblinów, nie jest z miasta, lecz pochodzi gdzieś ze stałego lądu. Powód był prosty. Takie trepy nijak nie nadawały się do łażenia po bruku, a poza tym każdy nawet najbiedniejszy, acz szanujący się mieszkaniec Ostrogaru określał je z reptiliońskiego słowem passe.

Choć Milcarr w proszalnych szatach nie wyglądał na kogoś przyb grubej kiesie, to w porównaniu do dwóch oliwkowozielonych obcych, mógłby uchodzić za bogacza siedzącego na katańskim skarbczyku. Ale ze względu na status goblinów nie miał zamiaru im wychodzić naprzeciw ze zbyt szczodrą ręką. Orientował się, że dla takich obdartusów, to nawet i dwadzieścia srebrników jest nie lichą fortuną, toteż zaczął licytację od niskiego progu, niezbyt niskiego aby ich obrazić, ale wystarczającego aby zapalić w oczach obcych błysk srebra i złota:

- Dam wam dwa tuziny srebrników, jak rzekniecie co wiecie, a jak wasze wieści dla mnie dobre będą, tedy dołoże kolejne dwa.
Milcar będzie negocjował jak przystałona miatowego cwaniaka, ale w najlepszym razie dostaną katankę.

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 22 sierpnia 2017, 22:10

Jestem już do dyspozycji, czyli wracam do codziennego zaglądania.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 sierpnia 2017, 22:05

Port w Chłopskim Kroczu, 26 orakt-ran

Niscy osobnicy w dziczych skórach i łapciach z kory wymienili między sobą przeciągłe spojrzenia. Milcarr trwał w cierpliwym milczeniu, wodząc wzrokiem po ich zatkniętych za parciane paski poszczerbionych maczetach i po wyrzeźbionych w drewnie amuletach wiszących na szyjach.

- Dutków nastyka, wszako wpierw ukazuj une - zdecydował w końcu jeden z goblinów, nieco wyższy od swego kompana i bardziej porośnięty na gębie szczeciną - Une miastne wszyte cwane, eno łżeją, a kradzieją.

- Tako prawi Gibbo - pokiwał głową drugi z nieludzi, śliniąc się przy tym wymiernie na samo wyobrażenie dwóch tuzinów srebrników.
Chyba chcą, żeby im pokazać kasę...
Panowie, po zakończeniu scenki z Milcarrem i goblinami zamierzam przeskoczyć z akcją do wizyty Eco w podziemnej świątyni. Warto zastanowić się już teraz, kto będzie chciał popłynąć jako ukryta obstawa strażnika do Burat-aru. Zgłosić się może każdy obecnie aktywny surelianin.
Ostatnio zmieniony 24 sierpnia 2017, 23:09 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 sierpnia 2017, 23:53

Milcarr jak większość jego pokroju nie nosił wszystkiego w jednym trzosie. Trudniej złodziejowi wybrać kilka małych mieszków niż jeden. Zza pasa wysupłał chudy woreczek, ale dostrzegł od razu jak obcym zaświeciły się oczy. Było tam około pół Katanki w małych srebrnych olardach. Mężczyzna ostentacyjnie odliczył dwa tuziny dutków i wręczył goblinowi, temu, który najszybciej wyciągnął swoje łapska.

- Mówcież tera, to i resztę trzosika dostaniecie, jeśli uznam, że po prawdzie gadacie a banialuki prawicie.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 25 sierpnia 2017, 00:25

Eszar by z Eco popłynął, jeśli taka jest sposobność. Może się będzie mniej trwożył, jak mu zagram.

ODPOWIEDZ