: 16 lutego 2018, 09:58
Stara pracownia bednarza
Na głos każdego dźwięku wypaczonych wilgocią desek podłogi włosy na karku barda stawały dęba, czuł obecność kogoś jeszcze. Niknące promienie słoneczne pozwalały dojrzeć zalewane mrokiem kształty. Wzrok zastąpiony został węchem i słuchem. W mrocznym pomieszczeniu cienie rysowały złowrogie kształty i Eszar miał złe przeczucia.
Smród zbutwiałego drewna niewietrzonego od bardzo dawna pomieszczenia wdarł się do nozdrzy barda, niesmak pozostał ale ważniejsze było znalezienie uciekiniera. Bard zatrzymał się i zaczął nasłuchiwać w czasie w którym oczy dostosowywały się do widzenia w ciemnościach. Słyszał swoich towarzyszy, weszli do szopy, słyszał też coś przed nim, stłumiony dźwięk jakby za drzwiami. Rzut oka w lewo i w prawo, pozwolił mu określić przybliżoną wielkość pomieszczenia i gdy oczy przyswoiły na tyle aby złowrogie cienie przerażonej fantazji znikły zobaczył przed sobą oświetloną z następnego pomieszczenia szparę w drzwiach.
Ktoś tam był, trzy różne głosy dały Eszarowi jasny pogląd na sytuację. Za drzwiami ktoś był wyczuć można było poruszenie trzech postaci. Dwa cienie rysowały czarną smugę w szparze co chwile przecinając niknące światło. Eszar był za daleko aby cos dojrzeć, ostrożnie i cicho postawił wypełniony zdobyczą wór. Skierował klingę przed siebie ostrożnie postawił krok w stronę drzwi, nie był dobry w skradaniu ale tym razem sprzyjało mu szczęście, kolejny krok również był cichy. Pewny siebie bard był już blisko drzwi, ale zbyt daleko aby dosłyszeć przez nie rozmowy uciekiniera. Ciekawość wzięła górę, Surelita postawił kolejny szybki krok.
Nawet nie zauważył kiedy jego stopa przetarła szybko rysowany znak runiczny. Magia uwięziona w zapisie wniknęła w ciało półelfa. Niewyobrażalny ból zgiął mu mięśnie, w poczwarnej pozie bard przykląkł i w żywej agonii próbował zatamować krwotok z nosa. Każdy z mięśni barda był napięty, każdy oddech wydawał się jego ostatnim ale męczarnia trwała nadal. Każde jego tchnienie było cięższe, Eszar czuł zbliżający się koniec. W myślach błagał o zakończenie tortur w których znalazł się za sprawką czarnej magii. Spiął mięśnie które odczuwały ból szarpanych ran, aby przełamać zaklęcie, ale wraz z jego oporem ból nasilał się i nie ustępował. Atak paniki wyzwolił z jego dłoni klingę która wydała metaliczny dźwięk uderzając w drewnianą podłogę. Chciał aby jego męki zakończyły się.
Eszar zdawał sobie sprawę, że Ci za drzwiami usłyszeli jego stękanie, mogli w każdej chwili wejść i skrócić jego cierpienie. Ból, którego nie mógł opanować przejął kontrole nad jego ciałem, był bezbronny a Akolici na pewno usłyszeli upadanie klingi. W jednej chwili ból zniknął tak jak się pojawił, spięte mięśnie barda puściły i jakby rzucony z wielką siłą upadł z kolan na podłogę z trudem łapał oddech jakby wynurzył się z głębiny. Czuł, że tonął i w uporczywej nadziei czerpał powietrze, jakby nigdy nie oddychał. Krew z jego nosa kropiła strugą na posadzkę rysując kroplami linie.
- Bierz babę! Usłyszał zza drzwi. Osłabiony sięgnął po broń i przyczołgał się do drzwi aby usłyszeć więcej słów.
- (niski głos) Pakuj szkatułę i zostaw ją w końcu! wyruchasz dziwkę Salamandry! (inny głos) Dobra, znikamy stąd! (kobiecy głos) bydlaku, zostaw mnie, niech Ci kutas zgnije!
- Z warknięciem na ustach wstał opierając się o framugę drzwi, zebrał się na odwagę. Sięgnął ręką za klamkę i uchylił drzwi. Piękna kobieta w ułamku sekundy skradła mu serce. być może przez ból który odczuwał, czuł z nią dziwne połączenie. Ona i on czuli w tym samym czasie cierpienie. Akolita wiązał pośpiesznie spodnie i z szyderczym uśmiechem walnął kobietę w twarz rękawicą, zapłakana spadła z beczki pod ścianę. Bard nie mógł tego znieść. Zabarykadowane drzwi z trudem rozszerzały się tworząc co raz większą szparę.
- Przełamali zaklęcie! Spierdalamy! wrzasnął niski głos. bard jak taran uderzył barkiem w drzwi, przesuwając barykade z beczek, kolejne uderzenie zwaliło je w głąb pomieszczenia które kiedyś musiało być rzemieślniczym sklepem. Przez zabite deskami okna widać było światło dnia, drzwi na zewnątrz były otwarte na oścież, niski półork trzymał w rękach drewnianą skrzynkę, zniknął za drzwiami tak szybko jak szybko zauważył furię na twarzy barda.
- Pani, jestem tu aby Ci pomóc, powiedział dwornie Eszar. Natomiast gwałciciel wycofywał się w kierunku drzwi z szyderczym uśmiechem na twarzy. Ciągle trzymając klingę przed sobą. Ostrze skierowane było w kierunku grajka - jeszcze Cię dorwę, powiedział. Bard w marynarskim kroku łukiem obchodził oponenta. Kilka kroków dalej i stał już przy kobiecie, widział również otwarty wóz drabiniasty zaprzęgnięty do konia przez szpary w zabitym deskami oknie. Niski Akolita wrzucał na niego trzecią skrzynkę.
W tym czasie jego towarzysze pojawili się w progu za nim. Ku ich zdziwieniu coś w szopie huknęło z wielką siła, wypełniając całą pracownie głośnym dźwiękiem, odwróciło to ich uwagę a gdy obejrzeli się w kierunku gwałciciela ten zniknął za progiem wyjścia z rzemieślniczego sklepu. Do wszystkich uszu doszło donośnie - Wio!
Na głos każdego dźwięku wypaczonych wilgocią desek podłogi włosy na karku barda stawały dęba, czuł obecność kogoś jeszcze. Niknące promienie słoneczne pozwalały dojrzeć zalewane mrokiem kształty. Wzrok zastąpiony został węchem i słuchem. W mrocznym pomieszczeniu cienie rysowały złowrogie kształty i Eszar miał złe przeczucia.
Smród zbutwiałego drewna niewietrzonego od bardzo dawna pomieszczenia wdarł się do nozdrzy barda, niesmak pozostał ale ważniejsze było znalezienie uciekiniera. Bard zatrzymał się i zaczął nasłuchiwać w czasie w którym oczy dostosowywały się do widzenia w ciemnościach. Słyszał swoich towarzyszy, weszli do szopy, słyszał też coś przed nim, stłumiony dźwięk jakby za drzwiami. Rzut oka w lewo i w prawo, pozwolił mu określić przybliżoną wielkość pomieszczenia i gdy oczy przyswoiły na tyle aby złowrogie cienie przerażonej fantazji znikły zobaczył przed sobą oświetloną z następnego pomieszczenia szparę w drzwiach.
Ktoś tam był, trzy różne głosy dały Eszarowi jasny pogląd na sytuację. Za drzwiami ktoś był wyczuć można było poruszenie trzech postaci. Dwa cienie rysowały czarną smugę w szparze co chwile przecinając niknące światło. Eszar był za daleko aby cos dojrzeć, ostrożnie i cicho postawił wypełniony zdobyczą wór. Skierował klingę przed siebie ostrożnie postawił krok w stronę drzwi, nie był dobry w skradaniu ale tym razem sprzyjało mu szczęście, kolejny krok również był cichy. Pewny siebie bard był już blisko drzwi, ale zbyt daleko aby dosłyszeć przez nie rozmowy uciekiniera. Ciekawość wzięła górę, Surelita postawił kolejny szybki krok.
Nawet nie zauważył kiedy jego stopa przetarła szybko rysowany znak runiczny. Magia uwięziona w zapisie wniknęła w ciało półelfa. Niewyobrażalny ból zgiął mu mięśnie, w poczwarnej pozie bard przykląkł i w żywej agonii próbował zatamować krwotok z nosa. Każdy z mięśni barda był napięty, każdy oddech wydawał się jego ostatnim ale męczarnia trwała nadal. Każde jego tchnienie było cięższe, Eszar czuł zbliżający się koniec. W myślach błagał o zakończenie tortur w których znalazł się za sprawką czarnej magii. Spiął mięśnie które odczuwały ból szarpanych ran, aby przełamać zaklęcie, ale wraz z jego oporem ból nasilał się i nie ustępował. Atak paniki wyzwolił z jego dłoni klingę która wydała metaliczny dźwięk uderzając w drewnianą podłogę. Chciał aby jego męki zakończyły się.
Eszar zdawał sobie sprawę, że Ci za drzwiami usłyszeli jego stękanie, mogli w każdej chwili wejść i skrócić jego cierpienie. Ból, którego nie mógł opanować przejął kontrole nad jego ciałem, był bezbronny a Akolici na pewno usłyszeli upadanie klingi. W jednej chwili ból zniknął tak jak się pojawił, spięte mięśnie barda puściły i jakby rzucony z wielką siłą upadł z kolan na podłogę z trudem łapał oddech jakby wynurzył się z głębiny. Czuł, że tonął i w uporczywej nadziei czerpał powietrze, jakby nigdy nie oddychał. Krew z jego nosa kropiła strugą na posadzkę rysując kroplami linie.
- Bierz babę! Usłyszał zza drzwi. Osłabiony sięgnął po broń i przyczołgał się do drzwi aby usłyszeć więcej słów.
- (niski głos) Pakuj szkatułę i zostaw ją w końcu! wyruchasz dziwkę Salamandry! (inny głos) Dobra, znikamy stąd! (kobiecy głos) bydlaku, zostaw mnie, niech Ci kutas zgnije!
- Z warknięciem na ustach wstał opierając się o framugę drzwi, zebrał się na odwagę. Sięgnął ręką za klamkę i uchylił drzwi. Piękna kobieta w ułamku sekundy skradła mu serce. być może przez ból który odczuwał, czuł z nią dziwne połączenie. Ona i on czuli w tym samym czasie cierpienie. Akolita wiązał pośpiesznie spodnie i z szyderczym uśmiechem walnął kobietę w twarz rękawicą, zapłakana spadła z beczki pod ścianę. Bard nie mógł tego znieść. Zabarykadowane drzwi z trudem rozszerzały się tworząc co raz większą szparę.
- Przełamali zaklęcie! Spierdalamy! wrzasnął niski głos. bard jak taran uderzył barkiem w drzwi, przesuwając barykade z beczek, kolejne uderzenie zwaliło je w głąb pomieszczenia które kiedyś musiało być rzemieślniczym sklepem. Przez zabite deskami okna widać było światło dnia, drzwi na zewnątrz były otwarte na oścież, niski półork trzymał w rękach drewnianą skrzynkę, zniknął za drzwiami tak szybko jak szybko zauważył furię na twarzy barda.
- Pani, jestem tu aby Ci pomóc, powiedział dwornie Eszar. Natomiast gwałciciel wycofywał się w kierunku drzwi z szyderczym uśmiechem na twarzy. Ciągle trzymając klingę przed sobą. Ostrze skierowane było w kierunku grajka - jeszcze Cię dorwę, powiedział. Bard w marynarskim kroku łukiem obchodził oponenta. Kilka kroków dalej i stał już przy kobiecie, widział również otwarty wóz drabiniasty zaprzęgnięty do konia przez szpary w zabitym deskami oknie. Niski Akolita wrzucał na niego trzecią skrzynkę.
W tym czasie jego towarzysze pojawili się w progu za nim. Ku ich zdziwieniu coś w szopie huknęło z wielką siła, wypełniając całą pracownie głośnym dźwiękiem, odwróciło to ich uwagę a gdy obejrzeli się w kierunku gwałciciela ten zniknął za progiem wyjścia z rzemieślniczego sklepu. Do wszystkich uszu doszło donośnie - Wio!
Eszar! Szczęście sprzyjało Ci w skaradaniu się, ale niestety nie zauważyłeś choć czujnie sprawdzałeś grunt przed kolejnymi korkami. Przeszukiwanie szybkie: 38%+20% okolicznościowe za infrawizję, Rzut:88! Fiasko. Wpadasz w pułapkę. Działa na Ciebie Strefa bólu. Odp.4 - 44%, Rzut: 50! Niestety zaklęcie działa, 2 runda. Rzut 77! O Panie! 3 runda: Rzut: 45! Prawie ... 4 Runda, Rzut: 55! 5 runda Rzut: 06! W końcu! Wstajesz na nogi! Proszę o szybkie deklarację, kolejna wstawką po 16.
[/center]