: 24 lipca 2018, 21:11
[center]Brodata Puszcza, 03 Trawień[/center]
Starając się włożyć w swe wypowiadane ospałym tonem słowa jak najwięcej życzliwości, dla jeszcze lepszego efekty Kallan nastroszył włosy tak, by przypominały ślimacze czułki.
- Nowe istoty dobre, nowe istoty spokojne. Nie zjedzą ślimaka. Nie zadadzą bólu. Uciekają przed drapieżnikami.
Ślimak zamarł na dłuższą chwilę, zastanawiając się najwyraźniej, czy skryć się w głębi muszli czy nie. Po chwili jednak, równie spiesznie jak wcześniej chował się, począł rozwijać swe blade ciało. Vilena czekał cierpliwie, obserwując ruchy mięczaka. Po kolejnej chwili, ślimak wystawił jeden z czułków i zbliżył go ostrożnie do Kallana, obserwując go podejrzliwie. Guślarz wpatrywał się w kołyszące się naprzeciwko niemu oko mając wrażenie, jakby był obwąchiwany przez psa.
- Wyyy? - zapytał w końcu ślimak. Po czym najwyraźniej sam znalazł odpowiedź, konstatując po chwili z radością - Wyyy!
Rozwinął się nieco bardziej ukazując drugi z czułków. Po czym zamyślił się na chwilę.
- Jeeeść liścieee? - zaproponował w końcu uprzejmie, najwyraźniej wzbijając się na wyżyny ślimaczej gościnności.
- Jeść mnóstwo liści, uwielbiać liście - gładko skłamał poruszony niezwykłą konwersacją Kallan. Było dokładnie tak jak opowiadała mu babka, kiedy uczyła wnuka zaklęcia. Było dokładnie tak jak przestrzegała. Nawiązanie tak silnej więzi z inną żywą istotą powodowało całkowitą zmianę percepcji u czarownika, przynajmniej u guślarza tak wrażliwego i prostodusznego jak Kallan. Muna często mu powtarzała, że nie powinien tego czaru używać w stosunku do źródła pożywienia. Pieśniarz Astralu w jednej chwili obiecał sobie, że nigdy już nie weźmie do ust ślimaczego mięsa, nigdy więcej.
- Liścieee dobreee - dorzucił jeszcze ślimak, najwyraźniej ukontentowany odpowiedzią, po czym powrócił do przerwanego posiłku.
Uderzenie serca później, smagnięty pejczem zdrowego rozsądku, Kallan obiecał sobie sumiennie, że nigdy nie użyje tego zaklęcia, by porozmawiać z rybą czy pijawką.
- Nie boi się, nie boi - powtórzył raz jeszcze uspokajająco, cmokając pociesznie ustami i poruszając złożonymi na kształt czułków włosami - Jemy liście, odchodzimy.
Starając się włożyć w swe wypowiadane ospałym tonem słowa jak najwięcej życzliwości, dla jeszcze lepszego efekty Kallan nastroszył włosy tak, by przypominały ślimacze czułki.
- Nowe istoty dobre, nowe istoty spokojne. Nie zjedzą ślimaka. Nie zadadzą bólu. Uciekają przed drapieżnikami.
Ślimak zamarł na dłuższą chwilę, zastanawiając się najwyraźniej, czy skryć się w głębi muszli czy nie. Po chwili jednak, równie spiesznie jak wcześniej chował się, począł rozwijać swe blade ciało. Vilena czekał cierpliwie, obserwując ruchy mięczaka. Po kolejnej chwili, ślimak wystawił jeden z czułków i zbliżył go ostrożnie do Kallana, obserwując go podejrzliwie. Guślarz wpatrywał się w kołyszące się naprzeciwko niemu oko mając wrażenie, jakby był obwąchiwany przez psa.
- Wyyy? - zapytał w końcu ślimak. Po czym najwyraźniej sam znalazł odpowiedź, konstatując po chwili z radością - Wyyy!
Rozwinął się nieco bardziej ukazując drugi z czułków. Po czym zamyślił się na chwilę.
- Jeeeść liścieee? - zaproponował w końcu uprzejmie, najwyraźniej wzbijając się na wyżyny ślimaczej gościnności.
- Jeść mnóstwo liści, uwielbiać liście - gładko skłamał poruszony niezwykłą konwersacją Kallan. Było dokładnie tak jak opowiadała mu babka, kiedy uczyła wnuka zaklęcia. Było dokładnie tak jak przestrzegała. Nawiązanie tak silnej więzi z inną żywą istotą powodowało całkowitą zmianę percepcji u czarownika, przynajmniej u guślarza tak wrażliwego i prostodusznego jak Kallan. Muna często mu powtarzała, że nie powinien tego czaru używać w stosunku do źródła pożywienia. Pieśniarz Astralu w jednej chwili obiecał sobie, że nigdy już nie weźmie do ust ślimaczego mięsa, nigdy więcej.
- Liścieee dobreee - dorzucił jeszcze ślimak, najwyraźniej ukontentowany odpowiedzią, po czym powrócił do przerwanego posiłku.
Uderzenie serca później, smagnięty pejczem zdrowego rozsądku, Kallan obiecał sobie sumiennie, że nigdy nie użyje tego zaklęcia, by porozmawiać z rybą czy pijawką.
- Nie boi się, nie boi - powtórzył raz jeszcze uspokajająco, cmokając pociesznie ustami i poruszając złożonymi na kształt czułków włosami - Jemy liście, odchodzimy.
Post pisany wspólnie z Mistrzem Gry. Niezwykłe przeżycie dla Kallana, ślimaka faktycznie już do ust nie weźmie! Jak już nazbieramy dość liści (Kallan poprosi Nętkę o instruktaż, co zbierać, żeby przyśpieszyć ten proces) i przejdziemy przez ślimaki, guślarz postara się znaleźć jakiegoś większego ptaka, by nawiązać z nim kontakt i w zamian za zbierane przez całą grupę nasiona nakłonić do wskazania drogi ku górom.
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]
[/center]