PBF - Błogosławiona Krew
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Bergamo, rezydencja Abdela, 27 czerwca 2595
Pusta karta, mająca zapełnić się pełnymi pociechy słowami do żony pozostała w pokoju wynalazcy, równie pełna napięcia co ją wypełni, jak cisza między członkami rodu Sangiune zebranymi przy stole w apartamencie dziedzica. Abdel nie wydawał się stroskany zdaniem Leona, raczej zły i sfrustrowany. To co wydarzyło się w ogrodach Malaparte nie dawało spokoju, niecierpiącemu pustki umysłowi Leona Thibauta. Toteż oceniwszy, że ma najmniej do stracenia, a najwięcej do zyskania pierwszy zabrał głos.
- Osobiście mowy nie musisz wygłaszać na pogrzebie miły kuzynie, mogę to zrobić pod twoje dyktando, wtedy nasze zaangażowanie nie będzie tak oczywiste. Mam jednak wrażenie, że pcha Cię do Lucatore nie płocha zachcianka, lecz rzecz głębsza. Proszę tedy w imieniu zebranych byś był tak łaskawy i zdradził nam szczegóły. Ledwo pragnąłeś zażywać uciech Bergamo, a nagle śpieszno Ci na szlak, którego jak wiemy wszyscy nie lubisz. - po chwili przerwy z trudem wytrzymując spojrzenie kuzyna - Nie ukrywam, że nie w smak mi owo podróży przedłużenie, z powodów wiadomych, ale proszę wierzyć, że kiedy podjąłem się wspierać dyplomację i Ciebie w tej misji, tedy będę to czynił, ile w mej mocy, a tym bardziej, że ile Waszą Miłość poznaję i siostrę Waszą, tym bardziej was kocham i podziwiam. - ukłonił się
- Co wydarzyło się w ogrodach, kiedy my próbowaliśmy swych skromnych prób dyplomaci w salonie.
Starał się skupiać wynalazca na ważkiej konwersacji, ale wciąż uciekały mu myśli do listu, który miał skreślić.
Pusta karta, mająca zapełnić się pełnymi pociechy słowami do żony pozostała w pokoju wynalazcy, równie pełna napięcia co ją wypełni, jak cisza między członkami rodu Sangiune zebranymi przy stole w apartamencie dziedzica. Abdel nie wydawał się stroskany zdaniem Leona, raczej zły i sfrustrowany. To co wydarzyło się w ogrodach Malaparte nie dawało spokoju, niecierpiącemu pustki umysłowi Leona Thibauta. Toteż oceniwszy, że ma najmniej do stracenia, a najwięcej do zyskania pierwszy zabrał głos.
- Osobiście mowy nie musisz wygłaszać na pogrzebie miły kuzynie, mogę to zrobić pod twoje dyktando, wtedy nasze zaangażowanie nie będzie tak oczywiste. Mam jednak wrażenie, że pcha Cię do Lucatore nie płocha zachcianka, lecz rzecz głębsza. Proszę tedy w imieniu zebranych byś był tak łaskawy i zdradził nam szczegóły. Ledwo pragnąłeś zażywać uciech Bergamo, a nagle śpieszno Ci na szlak, którego jak wiemy wszyscy nie lubisz. - po chwili przerwy z trudem wytrzymując spojrzenie kuzyna - Nie ukrywam, że nie w smak mi owo podróży przedłużenie, z powodów wiadomych, ale proszę wierzyć, że kiedy podjąłem się wspierać dyplomację i Ciebie w tej misji, tedy będę to czynił, ile w mej mocy, a tym bardziej, że ile Waszą Miłość poznaję i siostrę Waszą, tym bardziej was kocham i podziwiam. - ukłonił się
- Co wydarzyło się w ogrodach, kiedy my próbowaliśmy swych skromnych prób dyplomaci w salonie.
Starał się skupiać wynalazca na ważkiej konwersacji, ale wciąż uciekały mu myśli do listu, który miał skreślić.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rezydencja gości, 27 czerwca 2595
Czcigodny kuzyn bez wątpienia był bardzo zdenerwowany, chociaż to doskonale ukrywał. Leon Tibaut nie miał najmniejszego pojęcia, co też Abdelowi strzeliło do głowy w temacie nieoczekiwanego wyjazdu na wschód, do krainy wielkich gór, dzikich zwierząt i szorstkich kobiet, które podobno nigdy się nie goliły, nie tylko w miejscach intymnych, ale w ogóle nigdzie.
Jakiekolwiek powody kierowały pierworodnym Sanguine, musiały być natury głęboko politycznej, dyplomatycznej bądź handlowej - Leon znał swego krewniaka dość dobrze, by wykluczyć aspekt zwyczajnego ciekawości świata. Abdel Sanguine nie był odludkiem zamykającym się w czterech białych ścianach pałacu w Montpellier, lecz gdyby miał sam od siebie obrać jakiś kierunek podróży, najpewniej ruszyłby poprzez szmaragdowe morze na gorące egzotyczne południe, ku pachnącym przyprawami portom Północnej Afryki.
Droga na wschód zdecydowanie do niego nie pasowała, zwłaszcza przez wzgląd na to, kim byli włodarze tamtych nieprzyjaznych ziem. Anabaptyści nigdy nie cieszyli się sympatią Leona, głównie z powodu prostackich obyczajów i trącących absurdem wierzeń, które nie mieściły się w głowie pragmatycznemu wynalazcy. Walka o oczyszczenie rajskiego Edenu, demoniczny Demiurg zbuntowany przeciwko Bogu, wypełzające z Cięcia Rzeźnika hordy Wynaturzonych chcących zagarnąć boską spuściznę dla siebie.
Gdyby to Leon miał wybierać, ruszyłby wszędzie, tylko nie na wschód - najchętniej zaś w wysokie Alpy, które skrywały jakoby prawdziwy bezlik cudów Dawnych Czasów, ukrytych bezpiecznie w trzewiach Alpejskiej Fortecy.
Czcigodny kuzyn bez wątpienia był bardzo zdenerwowany, chociaż to doskonale ukrywał. Leon Tibaut nie miał najmniejszego pojęcia, co też Abdelowi strzeliło do głowy w temacie nieoczekiwanego wyjazdu na wschód, do krainy wielkich gór, dzikich zwierząt i szorstkich kobiet, które podobno nigdy się nie goliły, nie tylko w miejscach intymnych, ale w ogóle nigdzie.
Jakiekolwiek powody kierowały pierworodnym Sanguine, musiały być natury głęboko politycznej, dyplomatycznej bądź handlowej - Leon znał swego krewniaka dość dobrze, by wykluczyć aspekt zwyczajnego ciekawości świata. Abdel Sanguine nie był odludkiem zamykającym się w czterech białych ścianach pałacu w Montpellier, lecz gdyby miał sam od siebie obrać jakiś kierunek podróży, najpewniej ruszyłby poprzez szmaragdowe morze na gorące egzotyczne południe, ku pachnącym przyprawami portom Północnej Afryki.
Droga na wschód zdecydowanie do niego nie pasowała, zwłaszcza przez wzgląd na to, kim byli włodarze tamtych nieprzyjaznych ziem. Anabaptyści nigdy nie cieszyli się sympatią Leona, głównie z powodu prostackich obyczajów i trącących absurdem wierzeń, które nie mieściły się w głowie pragmatycznemu wynalazcy. Walka o oczyszczenie rajskiego Edenu, demoniczny Demiurg zbuntowany przeciwko Bogu, wypełzające z Cięcia Rzeźnika hordy Wynaturzonych chcących zagarnąć boską spuściznę dla siebie.
Gdyby to Leon miał wybierać, ruszyłby wszędzie, tylko nie na wschód - najchętniej zaś w wysokie Alpy, które skrywały jakoby prawdziwy bezlik cudów Dawnych Czasów, ukrytych bezpiecznie w trzewiach Alpejskiej Fortecy.
Wprowadzenie do rozmowy z kuzynem
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Rezydencja gości, 27 czerwca 2595
Ciastka nie interesowały go wcale. Wino, już nieco bardziej ale nalany do połowy kieliszek który kazał sobie podać, stał nie ruszony obok fotela w którym siedział. Twarz dziedzica była skoncentrowana. Splecione ręce w pałąk przed twarzą i nieobecny wzrok jawnie dowodziły, iż w myślach intensywnie coś rozważał. W końcu odezwał się ważąc wyraźnie swe słowa.
- Naszemu rodowi złożono propozycję niemal nie do odrzucenia, tak jak mają to w naturze czynić Purgaryjczycy. Pomijając ten mało elegancki epizod, zmierzamy na pogrzeb, by wywiedzieć się więcej o właśnie kształtującym się nowym układzie sił w tym dzikim kraju. Musicie mieć uszy i oczy otwarte. To jest nasz cel. Każda zebrana informacja może być cenna. Czas był dla nas łaskawy, że obdarzył nas ową sposobnością, by teraz właśnie wykazać się przed zegarem historii. Oto, być może, będziemy mieli możliwość wpłynięcia na kształt nowego porządku w Purgare. Kult Szpitalników i Anabaptystów są splecione blisko, nie jest to wszak wielką tajemnicą. Oddając tedy pokłon i należyte uszanowanie zmarłemu, jednym eleganckim ruchem zaskarbiamy sobie nie tylko ich przychylność, ale i świetne otwarcie do przyszłych kontraktów handlowych. Pamiętajcie również, że wiedza i informacja jest wszystkim, a my będąc posłusznymi ambasadorami rodu z Montpelliere mamy szansę owo wszystko zdobyć. I to właśnie teraz. Wszak przyszły król Franków jaki wyjdzie z naszej krwi będzie potrzebował licznych i silnych sojuszników pilnujących jego flanki, gdy mieczem, ogniem i kulą będzie odbijał ziemie starożytnych Franków. Łącząc w całość coś, co nam rozbito na kawałki podczas Eshatonu. A jak można komuś zaufać nie poznając go dobrze wprzódy?
Ciastka nie interesowały go wcale. Wino, już nieco bardziej ale nalany do połowy kieliszek który kazał sobie podać, stał nie ruszony obok fotela w którym siedział. Twarz dziedzica była skoncentrowana. Splecione ręce w pałąk przed twarzą i nieobecny wzrok jawnie dowodziły, iż w myślach intensywnie coś rozważał. W końcu odezwał się ważąc wyraźnie swe słowa.
- Naszemu rodowi złożono propozycję niemal nie do odrzucenia, tak jak mają to w naturze czynić Purgaryjczycy. Pomijając ten mało elegancki epizod, zmierzamy na pogrzeb, by wywiedzieć się więcej o właśnie kształtującym się nowym układzie sił w tym dzikim kraju. Musicie mieć uszy i oczy otwarte. To jest nasz cel. Każda zebrana informacja może być cenna. Czas był dla nas łaskawy, że obdarzył nas ową sposobnością, by teraz właśnie wykazać się przed zegarem historii. Oto, być może, będziemy mieli możliwość wpłynięcia na kształt nowego porządku w Purgare. Kult Szpitalników i Anabaptystów są splecione blisko, nie jest to wszak wielką tajemnicą. Oddając tedy pokłon i należyte uszanowanie zmarłemu, jednym eleganckim ruchem zaskarbiamy sobie nie tylko ich przychylność, ale i świetne otwarcie do przyszłych kontraktów handlowych. Pamiętajcie również, że wiedza i informacja jest wszystkim, a my będąc posłusznymi ambasadorami rodu z Montpelliere mamy szansę owo wszystko zdobyć. I to właśnie teraz. Wszak przyszły król Franków jaki wyjdzie z naszej krwi będzie potrzebował licznych i silnych sojuszników pilnujących jego flanki, gdy mieczem, ogniem i kulą będzie odbijał ziemie starożytnych Franków. Łącząc w całość coś, co nam rozbito na kawałki podczas Eshatonu. A jak można komuś zaufać nie poznając go dobrze wprzódy?
Nie czekam dłużej na przesuwanie postów, lecę z tematem. Przyjmuję, że ich kolejność jest odwrócona.
Ostatnio zmieniony 15 listopada 2018, 11:40 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Kargan
- Reactions:
- Posty: 1420
- Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
- Has thanked: 8 times
- Been thanked: 7 times
Rezydencja gości, 27 czerwca 2595
Angeline słuchała w milczeniu wywodów brata wpatrując się w bursztynowy płyn wypełniający trzymany w dłoni kieliszek. Odczekawszy chwilę po tym jak skończył swoje krótkie wyjaśnienie retorycznym pytaniem upiła niewielki łyk by zwilżyć zaschnięte gardło i spojrzała z uwagą na brata.
- Zaskarbimy sobie przychylność mówisz bracie ? Być może, być może... u tych, którzy popierali tragicznie zmarłego. Należy jednak przyjąć, że natychmiast zasłużymy na wrogość tych, którzy go z tego padołu usunęli. Może więc nie należy przesadzać z tym szacunkiem do trupa a zamiast tego należałoby się zorientować komu zawdzięcza on swe tragiczne zejście i czy jest szansa, że ten kto się go pozbył dojdzie wkrótce do realnej władzy. Może się okazać, że sojuszników powinniśmy szukać wśród tych, którzy zamordowali Bensato zamiast skupiać się na tych, którzy po nim rozpaczają - Lea zakręciła delikatnie kieliszkiem i wysączyła kolejny łyk wina - Sytuacja geopolityczna może się zmienić drastycznie a od tego kto okaże się w przyszłości mocniejszy zależeć powinna decyzja o naszych ewentualnych sojuszach. Któż wie czy nie okaże się, że sojusz z następcami Bensato będzie lepszym interesem niż traktaty handlowe z Białym Wilkiem...
Angeline słuchała w milczeniu wywodów brata wpatrując się w bursztynowy płyn wypełniający trzymany w dłoni kieliszek. Odczekawszy chwilę po tym jak skończył swoje krótkie wyjaśnienie retorycznym pytaniem upiła niewielki łyk by zwilżyć zaschnięte gardło i spojrzała z uwagą na brata.
- Zaskarbimy sobie przychylność mówisz bracie ? Być może, być może... u tych, którzy popierali tragicznie zmarłego. Należy jednak przyjąć, że natychmiast zasłużymy na wrogość tych, którzy go z tego padołu usunęli. Może więc nie należy przesadzać z tym szacunkiem do trupa a zamiast tego należałoby się zorientować komu zawdzięcza on swe tragiczne zejście i czy jest szansa, że ten kto się go pozbył dojdzie wkrótce do realnej władzy. Może się okazać, że sojuszników powinniśmy szukać wśród tych, którzy zamordowali Bensato zamiast skupiać się na tych, którzy po nim rozpaczają - Lea zakręciła delikatnie kieliszkiem i wysączyła kolejny łyk wina - Sytuacja geopolityczna może się zmienić drastycznie a od tego kto okaże się w przyszłości mocniejszy zależeć powinna decyzja o naszych ewentualnych sojuszach. Któż wie czy nie okaże się, że sojusz z następcami Bensato będzie lepszym interesem niż traktaty handlowe z Białym Wilkiem...
Takie tam pogawędki przy winie...
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Pałac Lombardich, 27 czerwca 2595
Barthezowi trudno byłoby się wyprzeć swoich korzeni, przyajmniej w tej chwili, gdy stał przed Marco niemal jak przepisowo nakazywały procedury obowiązujące w skalnych, alpejskich fortecach. Uznał, że w takiej sytuacji głupotą byłoby to próbować maskować . Grando zresztą już wiedział, że ma do czynienia ze swoim ziomkiem. Nathan przez chwilę kalkulował, czy grać głupka I nie dać po sobie poznać, że wiedział kim jest rozmówca, czy zagrać w otwarte karty. Marco musiał tu być już dość długo, zapewne o wiele dłużej niż Barthez spędził poza Alpami I z pewnością musiał być sprytny, aby ukryć się pod samym nosem helweckich posterunków. Nie był pewnien jak zareaguje dezerter gdy zostanie rozpoznany. Z jednej strony może się poczuć zagrożony dekonspiracją, z drugiej strony, sam mógł być tu z polecienia któregoś z kantonów. Wszak procedury mogły ulec zmianie przez ostatnie lata. Tak czy owak każda opcja mogła przedstawiać jakieś niebezpieczeństwo dla samego Bartheza. Uznał jednak, że więcej korzyści może przynieść denuncjacja Grando.
Póki co nie było do tego okazji, bo mężczyźni spojrzeli na mapę I szef ochrony Lombardich zaczął płynnym purgaryjskim tłumaczyć drogę do miejsca docelowego. Gdy skończył Barthez zaczął zadawać pytania, wolał je zadać wcześniej, tak aby rozmówca odpowiedział w miare szczerze.
Na końcu mężczyźni uścisnęli sobie szorstko dłonie, Barthez oznajmił cicho, charakterystyczną helwecką mieszaniną borkańskiego, purgaryjskiego i frankonskiego:
- Jestem prostym żołnierzem, a nie dyplomatą Sanguine czy Lombardi i stawiam sprawy prosto, po żołniersku, Marco. Zorientowałem się skąd pochodzisz, ale wiedz, że nie będziesz miał we mnie wroga. Twoja tożsamość jest bezpieczna. Liczę na to samo względem mnie. W końcu jedziemy na tym samym wózku. Powiedz mi tylko czy muszę się obawiać helweckich łapaczy tam pod samą granicą w Lucatore.
Barthezowi trudno byłoby się wyprzeć swoich korzeni, przyajmniej w tej chwili, gdy stał przed Marco niemal jak przepisowo nakazywały procedury obowiązujące w skalnych, alpejskich fortecach. Uznał, że w takiej sytuacji głupotą byłoby to próbować maskować . Grando zresztą już wiedział, że ma do czynienia ze swoim ziomkiem. Nathan przez chwilę kalkulował, czy grać głupka I nie dać po sobie poznać, że wiedział kim jest rozmówca, czy zagrać w otwarte karty. Marco musiał tu być już dość długo, zapewne o wiele dłużej niż Barthez spędził poza Alpami I z pewnością musiał być sprytny, aby ukryć się pod samym nosem helweckich posterunków. Nie był pewnien jak zareaguje dezerter gdy zostanie rozpoznany. Z jednej strony może się poczuć zagrożony dekonspiracją, z drugiej strony, sam mógł być tu z polecienia któregoś z kantonów. Wszak procedury mogły ulec zmianie przez ostatnie lata. Tak czy owak każda opcja mogła przedstawiać jakieś niebezpieczeństwo dla samego Bartheza. Uznał jednak, że więcej korzyści może przynieść denuncjacja Grando.
Póki co nie było do tego okazji, bo mężczyźni spojrzeli na mapę I szef ochrony Lombardich zaczął płynnym purgaryjskim tłumaczyć drogę do miejsca docelowego. Gdy skończył Barthez zaczął zadawać pytania, wolał je zadać wcześniej, tak aby rozmówca odpowiedział w miare szczerze.
Na końcu mężczyźni uścisnęli sobie szorstko dłonie, Barthez oznajmił cicho, charakterystyczną helwecką mieszaniną borkańskiego, purgaryjskiego i frankonskiego:
- Jestem prostym żołnierzem, a nie dyplomatą Sanguine czy Lombardi i stawiam sprawy prosto, po żołniersku, Marco. Zorientowałem się skąd pochodzisz, ale wiedz, że nie będziesz miał we mnie wroga. Twoja tożsamość jest bezpieczna. Liczę na to samo względem mnie. W końcu jedziemy na tym samym wózku. Powiedz mi tylko czy muszę się obawiać helweckich łapaczy tam pod samą granicą w Lucatore.
Pytania jakie zada helweta:
- Czy powinienem coś wiedzieć o układach w Lucatore?
- Jakie niebezpieczeństwa moga czekać na trakcie?
- Jak wyglądają kwestie bezpieczeństwa w samym Lucatore: garnizon, zabezpieczenia.
- Jakieś godne polecenia miejsca, gdzie można się zatrzymać?
- Czy powinienem coś wiedzieć o układach w Lucatore?
- Jakie niebezpieczeństwa moga czekać na trakcie?
- Jak wyglądają kwestie bezpieczeństwa w samym Lucatore: garnizon, zabezpieczenia.
- Jakieś godne polecenia miejsca, gdzie można się zatrzymać?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pałac Lombardich, 27 czerwca 2595
Marco Grando dobrze przygotował się do spotkania, wykładając swemu gościowi dane wywiadowcze w sposób, którego nie powstydziliby się oficerowie alpejskiego wywiadu. Jego mapy również okazały się dokumentami wysokiej jakości, chociaż sporządzono je na pośledniej jakości papierze pozbawionym odporności na zawilgocenie, ewidentnie nie pochodzącym z zasobów helweckich, tylko którejś z afrykańskich tłoczni.
- Opuścicie Bergamo głównym szlakiem wiodącym ku Alpom, na tunel tranzytowy do Osmanu - palec Grando przesuwał się po kolorowej mapie kreśląc sugerowaną trasę podróży - To całkowicie bezpieczny i bardzo uczęszczany szlak, zawsze pełno na nim karawan. Nie dojdziecie rzecz jasna do posterunku w Tirano, wcześniej skręcicie w ten szlak na wschód, ku Wrzosowiskom Lombardzkim. Tam nie natraficie na zbyt wielu kupców, bo mało kto podróżuje ku Lucatore. Moi szpiedzy donoszą w zamian, że pojawiło się tam mnóstwo pielgrzymów Złamanego Krzyża, ciągnących w żałobie do Lucatore, by oddać ostatnią cześć Neognostykowi.
- Mogę wam dać na część tej trasy dyskretną ochronę, ale najdalej do zjazdu ze szlaku przed Tirano. Zapuszczanie się na ziemie anabaptystów nie byłoby dobrym pomysłem, Guilermo Lombardi wyraźnie zaznaczył, że wasza delegacja nie powinna być bezpośrednio wiązana z dworem w Bergamo. Po przeprawie przez Wrzosowiska pojedziecie na północ, ku posterunkowi granicznemu w Moreno, ale tam też nie wkroczycie na terytorium Alp. Przed granicą skręcicie ponownie na wschód, poprzez góry wprost ku Lucatore. Dotrzecie na miejsce najdalej po trzech dniach, jeśli nie zmarnujecie zbyt wiele czasu na popasy.
Przyglądający się mapie Barthez pokiwał z aprobatą głową, odnotowując w pamięci, że trasa podróży faktycznie w żadnym miejscu nie przecina helweckiej granicy.
[center]
[/center]
Marco Grando dobrze przygotował się do spotkania, wykładając swemu gościowi dane wywiadowcze w sposób, którego nie powstydziliby się oficerowie alpejskiego wywiadu. Jego mapy również okazały się dokumentami wysokiej jakości, chociaż sporządzono je na pośledniej jakości papierze pozbawionym odporności na zawilgocenie, ewidentnie nie pochodzącym z zasobów helweckich, tylko którejś z afrykańskich tłoczni.
- Opuścicie Bergamo głównym szlakiem wiodącym ku Alpom, na tunel tranzytowy do Osmanu - palec Grando przesuwał się po kolorowej mapie kreśląc sugerowaną trasę podróży - To całkowicie bezpieczny i bardzo uczęszczany szlak, zawsze pełno na nim karawan. Nie dojdziecie rzecz jasna do posterunku w Tirano, wcześniej skręcicie w ten szlak na wschód, ku Wrzosowiskom Lombardzkim. Tam nie natraficie na zbyt wielu kupców, bo mało kto podróżuje ku Lucatore. Moi szpiedzy donoszą w zamian, że pojawiło się tam mnóstwo pielgrzymów Złamanego Krzyża, ciągnących w żałobie do Lucatore, by oddać ostatnią cześć Neognostykowi.
- Mogę wam dać na część tej trasy dyskretną ochronę, ale najdalej do zjazdu ze szlaku przed Tirano. Zapuszczanie się na ziemie anabaptystów nie byłoby dobrym pomysłem, Guilermo Lombardi wyraźnie zaznaczył, że wasza delegacja nie powinna być bezpośrednio wiązana z dworem w Bergamo. Po przeprawie przez Wrzosowiska pojedziecie na północ, ku posterunkowi granicznemu w Moreno, ale tam też nie wkroczycie na terytorium Alp. Przed granicą skręcicie ponownie na wschód, poprzez góry wprost ku Lucatore. Dotrzecie na miejsce najdalej po trzech dniach, jeśli nie zmarnujecie zbyt wiele czasu na popasy.
Przyglądający się mapie Barthez pokiwał z aprobatą głową, odnotowując w pamięci, że trasa podróży faktycznie w żadnym miejscu nie przecina helweckiej granicy.
[center]
[/center]
Ciąg dalszy rozmowy nastąpi, najpewniej jutro do południa...
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Rezydencja gości, 27 czerwca 2595
Choć myśli wynalazcy co raz, uciekały do pięknej żony, wiedział, że rozmowa którą przyszło mu toczyć jest przełomowa, że czas który poświęciło mu kuzynostwo jest cenny i w tak niezwykłej chwili należy go docenić. Uważnie obserwował twarze rodziny, szukał wzrokiem oparcia w osobie Dumasa, przecież razem prowadzili próżne się teraz zdawało rozmowy, gdy dziedzic pozostał sam w mrocznym ogrodzie. Raz jeszcze wlał w zasychające usta czerwonego wina, ale niewiele to pomogło. Z minaretu odezwał się śpiewak jehameddan.
-yhyyy! - odchrząknął - Prawdą jest, że nadarza się niecodzienna okazja zebrania informacji o Lukatore i ziemiach na wschód, trudno dyskutować nad zasadnością dalszej podróży. Na pogrzeb zjedzie z pewnością liczne grono wpływowych osób z różnych obozów. Trudno też nie przyznać racji Angeline Lei sugerującej ostrożność i powściągliwość w nawiązywaniu bliskich -m zawahał się- ..społufałych stosunków, nim wzajemne relacje się nie wyklarują. Grzechem byłoby również nie wyzyskanie pojawiających się możliwości handlowych.
Przygryzł dolną wargę - Tajemnicą pozostaje wciąż dla części z nas udział Purgijczyków w Twej kuzynie decyzji. Wybacz jeśli zbyt naciskam, uszanuję jeśli zapragniesz zachować ową tajemnicę dla siebie, ale intuicja podpowiada, że powinienem o to spytać. Druga rzecz to jak ujmiemy to w wiadomości do szanownego Ventricule Emmanuela. Nasza korespondencja z pewnością przejdzie przez ręce cenzorów.
Usta miał już prawie zupełnie suche i ostatnie słowa prawie wychrypiał, toteż upił kolejny duży łyk rubinowego trunku. Śpiewak przerwał jak na komendę. Przez chwilę słychać był tylko ptaki za oknem.
Choć myśli wynalazcy co raz, uciekały do pięknej żony, wiedział, że rozmowa którą przyszło mu toczyć jest przełomowa, że czas który poświęciło mu kuzynostwo jest cenny i w tak niezwykłej chwili należy go docenić. Uważnie obserwował twarze rodziny, szukał wzrokiem oparcia w osobie Dumasa, przecież razem prowadzili próżne się teraz zdawało rozmowy, gdy dziedzic pozostał sam w mrocznym ogrodzie. Raz jeszcze wlał w zasychające usta czerwonego wina, ale niewiele to pomogło. Z minaretu odezwał się śpiewak jehameddan.
-yhyyy! - odchrząknął - Prawdą jest, że nadarza się niecodzienna okazja zebrania informacji o Lukatore i ziemiach na wschód, trudno dyskutować nad zasadnością dalszej podróży. Na pogrzeb zjedzie z pewnością liczne grono wpływowych osób z różnych obozów. Trudno też nie przyznać racji Angeline Lei sugerującej ostrożność i powściągliwość w nawiązywaniu bliskich -m zawahał się- ..społufałych stosunków, nim wzajemne relacje się nie wyklarują. Grzechem byłoby również nie wyzyskanie pojawiających się możliwości handlowych.
Przygryzł dolną wargę - Tajemnicą pozostaje wciąż dla części z nas udział Purgijczyków w Twej kuzynie decyzji. Wybacz jeśli zbyt naciskam, uszanuję jeśli zapragniesz zachować ową tajemnicę dla siebie, ale intuicja podpowiada, że powinienem o to spytać. Druga rzecz to jak ujmiemy to w wiadomości do szanownego Ventricule Emmanuela. Nasza korespondencja z pewnością przejdzie przez ręce cenzorów.
Usta miał już prawie zupełnie suche i ostatnie słowa prawie wychrypiał, toteż upił kolejny duży łyk rubinowego trunku. Śpiewak przerwał jak na komendę. Przez chwilę słychać był tylko ptaki za oknem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pałac Lombardich, 27 czerwca 2595
- Pierwotni mieszkańcy Lucatore to purgaryjscy chłopi z klanu Benesato - ciągnął dalej Marco - Od lat uprawiają tam rolę, od wielu pokoleń. Anabaptyści pojawili się kilkadziesiąt lat temu, wniknęli w lokalne społeczeństwo niejako z przypadku. Większość z nich nie myślała o niczym prócz mordowania w imię wiary wyznawców Pasterza na Nizinach Adriatyckich. Wielu miejscowych do nich dołączyło, wśród nich również sam Altair, kiedy jeszcze był dzieckiem. To dzięki niemu anabaptyści tak głęboko zapuścili korzenie w Lucatore, przejmując na własność tamtejszy prastary górski klasztor.
Helweta postukał czubkiem palca w punkt na mapie symbolizujący cel podróży delegacji.
- Niepotwierdzone informacje sugerują, że to w tym klasztorze zaufani ludzie Altaira wytwarzali nowe odmiany świętych balsamów, te osławione rajskie oleje, które w prawdopodobnie farmakologiczny sposób wywołują u anabaptystów pożądane nastroje.
Wiedza Bartheza na temat sekretów kultu Złamanego Krzyża nie mogła uchodzić za imponującą, ale również on słyszał co nieco o pilnie strzeżonych przez Katedralne Miasto farmaceutykach, rzeczywiście określanych w potocznej mowie rajskimi olejami. Zarezerwowane przede wszystkim dla zasłużonych wyznawców, specyfiki te trafiały czasami pod postacią prezentów w ręce osób nie przynależących do kultu, a o ich właściwościach krążyły rozliczne opowieści. Transporty balsamów idące przez alpejskie tunele były starannie zabezpieczone i nie podlegały kontrolom celnym w zamian za wyjątkowo wysokie, ale opłacane bez słowa zastrzeżeń myta.
- Anabaptyści utrzymują w Lucatore garnizon weteranów, w większości przyjaciół i towarzyszy broni Altaira z czasów wojen na Adriatyku - Alpejczyk podniósł głowę znad mapy, ponownie jął taksować gościa badawczym wzrokiem - Pozostają w zażyłych stosunkach z czerwonokrzyżowcami z Vivaco, ale trudno ich uznać za ucywilizowanych w stopniu takim jak twoi obecni pracodawcy. To surowi nieokrzesani ludzie szanujący jedynie siłę pięści, nie znający wyrozumiałości dla słabych, zwłaszcza innowierców. Przeanalizowałem skład waszej delegacji i czuję się zobowiązany wyjawić pewne zastrzeżenia.
Nathan wytrzymał bez zmrużenia oka spojrzenie gospodarza, uniósł pytająco jedną brew.
- Będę szczery w żołnierski sposób. Cała ta świta, kucharz, fryzjer, dwórki. Taki widok wzbudzi w Lucatore politowanie, jeśli nie wprost pogardę. Żołnierzy uszanują, również Franków, ale służbę? Zabierając tam wszystkich lokajów twój suzeren naraża się na śmieszność. Żona Altaira Neve, obecnie pogrążona w rozpaczy wdowa, to prawdziwa suka, wredna i wyniosła. Ona tego nieszczęsnego Sanguine pożre żywcem jak przed nią stanie w wytwornych szatkach i z modną fryzurą. Nie wierzę, że nie zdajesz sobie z tego sprawy, przyjacielu.
- Pierwotni mieszkańcy Lucatore to purgaryjscy chłopi z klanu Benesato - ciągnął dalej Marco - Od lat uprawiają tam rolę, od wielu pokoleń. Anabaptyści pojawili się kilkadziesiąt lat temu, wniknęli w lokalne społeczeństwo niejako z przypadku. Większość z nich nie myślała o niczym prócz mordowania w imię wiary wyznawców Pasterza na Nizinach Adriatyckich. Wielu miejscowych do nich dołączyło, wśród nich również sam Altair, kiedy jeszcze był dzieckiem. To dzięki niemu anabaptyści tak głęboko zapuścili korzenie w Lucatore, przejmując na własność tamtejszy prastary górski klasztor.
Helweta postukał czubkiem palca w punkt na mapie symbolizujący cel podróży delegacji.
- Niepotwierdzone informacje sugerują, że to w tym klasztorze zaufani ludzie Altaira wytwarzali nowe odmiany świętych balsamów, te osławione rajskie oleje, które w prawdopodobnie farmakologiczny sposób wywołują u anabaptystów pożądane nastroje.
Wiedza Bartheza na temat sekretów kultu Złamanego Krzyża nie mogła uchodzić za imponującą, ale również on słyszał co nieco o pilnie strzeżonych przez Katedralne Miasto farmaceutykach, rzeczywiście określanych w potocznej mowie rajskimi olejami. Zarezerwowane przede wszystkim dla zasłużonych wyznawców, specyfiki te trafiały czasami pod postacią prezentów w ręce osób nie przynależących do kultu, a o ich właściwościach krążyły rozliczne opowieści. Transporty balsamów idące przez alpejskie tunele były starannie zabezpieczone i nie podlegały kontrolom celnym w zamian za wyjątkowo wysokie, ale opłacane bez słowa zastrzeżeń myta.
- Anabaptyści utrzymują w Lucatore garnizon weteranów, w większości przyjaciół i towarzyszy broni Altaira z czasów wojen na Adriatyku - Alpejczyk podniósł głowę znad mapy, ponownie jął taksować gościa badawczym wzrokiem - Pozostają w zażyłych stosunkach z czerwonokrzyżowcami z Vivaco, ale trudno ich uznać za ucywilizowanych w stopniu takim jak twoi obecni pracodawcy. To surowi nieokrzesani ludzie szanujący jedynie siłę pięści, nie znający wyrozumiałości dla słabych, zwłaszcza innowierców. Przeanalizowałem skład waszej delegacji i czuję się zobowiązany wyjawić pewne zastrzeżenia.
Nathan wytrzymał bez zmrużenia oka spojrzenie gospodarza, uniósł pytająco jedną brew.
- Będę szczery w żołnierski sposób. Cała ta świta, kucharz, fryzjer, dwórki. Taki widok wzbudzi w Lucatore politowanie, jeśli nie wprost pogardę. Żołnierzy uszanują, również Franków, ale służbę? Zabierając tam wszystkich lokajów twój suzeren naraża się na śmieszność. Żona Altaira Neve, obecnie pogrążona w rozpaczy wdowa, to prawdziwa suka, wredna i wyniosła. Ona tego nieszczęsnego Sanguine pożre żywcem jak przed nią stanie w wytwornych szatkach i z modną fryzurą. Nie wierzę, że nie zdajesz sobie z tego sprawy, przyjacielu.
Ciąg dalszy rozmowy...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pałac Lombardich, 27 czerwca 2595
- Rozumiem, że na szlakach handlowych do Alp nie musimy się obawiać żadnego zagrożenia - odpowiedział spoglądający na mapę Barthez - A co z Wrzosowiskami? To trakt o pomniejszym znaczeniu, ktoś strzeże jego bezpieczeństwa?
- Od zachodu zapuszczają się tam patrole z Bergamo, od wschodu anabaptyści - odpowiedział Grando - Kręcą się tam przemytnicy i drobni przestępcy, ale już od dawna nie słyszeliśmy żadnych wieści o napadzie na duże grupy uzbrojonych ludzi. Biorąc pod uwagę to, ile macie broni palnej, nie sądzę, by ktokolwiek odważyłby się zagrodzić wam drogę. W mojej opinii poziom zagrożenia jest minimalny. Dużo bardziej powinniście uważać w Lucatore. Jak już wspomniałem, spora część osadników to niedawno przybyli anabaptyści, którzy wcześniej walczyli razem z Altairem przeciwko jehammedanom. Są porywczy, twardzi i często przesadzają z próbami nawracania na swoją wiarę. Łatwo ich sprowokować nieopacznym słowem albo czynem.
Nathan słuchał uważnie, odnotowując w pamięci każde słowo gospodarza.
- Żona Neognostyka sama przez kilka lat walczyła na pierwszej linii frontu, dlatego cieszy się wielkim posłuchem żołnierzy. Jeszcze za życia otrzymała tytuł Żelaznej Emisariuszki, chociaż w ostatnich latach to ona przebywała na stale w klasztorze, a Altair podróżował w sprawach kultu do Borki i Pollenu. Ona i jej weterani mieszkają w klasztorze nad miasteczkiem. Populacja Purgaryjczyków w Lucatore liczy jakieś trzy tysiące dusz, do tego dochodzą mniejsze wioski i samotni farmerzy w granicach prowincji. Razem nie więcej jak dziesięć tysięcy, niemal bez wyjątku konwertowanych na anabaptyzm bądź lojalnych wobec kultu innowierców.
Marco Grando umilkł na chwilę, zastanowił się głęboko.
- Do tej pory w Lucatore panował ład i porządek zrodzony z pokrewieństwa. Altair miał starszego brata. Ennio Benesato zawsze pozostawał w cieniu swego szanowanego brata, ale też najwyraźniej wystarczała mu mało eksponowana rola namiestnika miasta. Dzięki niemu Neognostyk nie musiał się zajmować trywialnymi sprawami administracyjnymi, podatkami i problemami lokalnej populacji. Chcąc złagodzić rodzące się czasami spory i napięcia pomiędzy Bergamo i Lucatore, Vespaccio Lombardi zgodził się oddać swą córkę Gallę Lombardi bratu Altaira.
Barthez jeszcze baczniej nadstawił uszu słusznie zakładając, że ta informacja mogła mieć krytyczne znaczenie dla powodzenia dyplomatycznej misji.
- Galla ciągle przebywa w Lucatore. Z sporadycznych raportów wiemy, że nic jej obecnie nie zagraża, ale ta sytuacja może się w każdej chwili zmienić. Wielu anabaptystów z Lucatore szczerze nas nienawidzi, wielu od początku było przeciwnych aranżacji tego małżeństwa. Dopóki Altair żył, chroniony przez niego Ennio nie obawiał się niechętnych mu oponentów, ale teraz musi uważać na każdy ruch. Nie jest tajemnicą, że Neva nigdy nie darzyła miłością swego szwagra.
- Czy któryś z celów naszej misji wiąże się z zapewnieniem dziedziczce bezpieczeństwa? - spytał Nathan.
- Nie - zaprzeczył natychmiast Grande - Jestem przekonany, że Galla poradzi sobie bez niczyjej pomocy. To kobieta obdarzona wieloma talentami, nie tylko wyjątkową urodą. Co do was, dwór życzy sobie, byście zebrali jak najwięcej informacji na temat nastrojów w Lucatore, wśród chłopstwa oraz garnizonu.
- Gdzie możemy zatrzymać się po przyjeździe? - w głowie Alpejczyka pojawiło się znienacka wyobrażenie jadącej rozmiękłymi ulicami Lucatore kawalkady wozów delegacji, obszczekiwanych przez brudne zawszone psy, ściganych przez zgraję hałaśliwych dzieci i napastliwych żebraków.
- Szczerze wątpię, by Żelazna Emisariuszka zechciała ugościć was w klasztorze - Grando potrząsnął głową w wyrazie daleko posuniętego sceptycyzmu - Tym bardziej z powodu innych liczących się gości zmierzających do Lucatore, choćby cieszących się tam znacznym szacunkiem Szpitalników. Już prędzej będziecie musieli zająć miejsca w zajazdach i domach gościnnych w mieście albo poza jego murami. Nie mam pojęcia, na ile łatwo będzie znaleźć łóżka, w mieście zapewne z dnia na dzień wzrasta liczba żałobników. To jeszcze jeden argument za pozostawieniem w Bergamo niepotrzebnego balastu w postaci dworskiej świty, ale to tylko moje własne zdanie.
- Rozumiem, że na szlakach handlowych do Alp nie musimy się obawiać żadnego zagrożenia - odpowiedział spoglądający na mapę Barthez - A co z Wrzosowiskami? To trakt o pomniejszym znaczeniu, ktoś strzeże jego bezpieczeństwa?
- Od zachodu zapuszczają się tam patrole z Bergamo, od wschodu anabaptyści - odpowiedział Grando - Kręcą się tam przemytnicy i drobni przestępcy, ale już od dawna nie słyszeliśmy żadnych wieści o napadzie na duże grupy uzbrojonych ludzi. Biorąc pod uwagę to, ile macie broni palnej, nie sądzę, by ktokolwiek odważyłby się zagrodzić wam drogę. W mojej opinii poziom zagrożenia jest minimalny. Dużo bardziej powinniście uważać w Lucatore. Jak już wspomniałem, spora część osadników to niedawno przybyli anabaptyści, którzy wcześniej walczyli razem z Altairem przeciwko jehammedanom. Są porywczy, twardzi i często przesadzają z próbami nawracania na swoją wiarę. Łatwo ich sprowokować nieopacznym słowem albo czynem.
Nathan słuchał uważnie, odnotowując w pamięci każde słowo gospodarza.
- Żona Neognostyka sama przez kilka lat walczyła na pierwszej linii frontu, dlatego cieszy się wielkim posłuchem żołnierzy. Jeszcze za życia otrzymała tytuł Żelaznej Emisariuszki, chociaż w ostatnich latach to ona przebywała na stale w klasztorze, a Altair podróżował w sprawach kultu do Borki i Pollenu. Ona i jej weterani mieszkają w klasztorze nad miasteczkiem. Populacja Purgaryjczyków w Lucatore liczy jakieś trzy tysiące dusz, do tego dochodzą mniejsze wioski i samotni farmerzy w granicach prowincji. Razem nie więcej jak dziesięć tysięcy, niemal bez wyjątku konwertowanych na anabaptyzm bądź lojalnych wobec kultu innowierców.
Marco Grando umilkł na chwilę, zastanowił się głęboko.
- Do tej pory w Lucatore panował ład i porządek zrodzony z pokrewieństwa. Altair miał starszego brata. Ennio Benesato zawsze pozostawał w cieniu swego szanowanego brata, ale też najwyraźniej wystarczała mu mało eksponowana rola namiestnika miasta. Dzięki niemu Neognostyk nie musiał się zajmować trywialnymi sprawami administracyjnymi, podatkami i problemami lokalnej populacji. Chcąc złagodzić rodzące się czasami spory i napięcia pomiędzy Bergamo i Lucatore, Vespaccio Lombardi zgodził się oddać swą córkę Gallę Lombardi bratu Altaira.
Barthez jeszcze baczniej nadstawił uszu słusznie zakładając, że ta informacja mogła mieć krytyczne znaczenie dla powodzenia dyplomatycznej misji.
- Galla ciągle przebywa w Lucatore. Z sporadycznych raportów wiemy, że nic jej obecnie nie zagraża, ale ta sytuacja może się w każdej chwili zmienić. Wielu anabaptystów z Lucatore szczerze nas nienawidzi, wielu od początku było przeciwnych aranżacji tego małżeństwa. Dopóki Altair żył, chroniony przez niego Ennio nie obawiał się niechętnych mu oponentów, ale teraz musi uważać na każdy ruch. Nie jest tajemnicą, że Neva nigdy nie darzyła miłością swego szwagra.
- Czy któryś z celów naszej misji wiąże się z zapewnieniem dziedziczce bezpieczeństwa? - spytał Nathan.
- Nie - zaprzeczył natychmiast Grande - Jestem przekonany, że Galla poradzi sobie bez niczyjej pomocy. To kobieta obdarzona wieloma talentami, nie tylko wyjątkową urodą. Co do was, dwór życzy sobie, byście zebrali jak najwięcej informacji na temat nastrojów w Lucatore, wśród chłopstwa oraz garnizonu.
- Gdzie możemy zatrzymać się po przyjeździe? - w głowie Alpejczyka pojawiło się znienacka wyobrażenie jadącej rozmiękłymi ulicami Lucatore kawalkady wozów delegacji, obszczekiwanych przez brudne zawszone psy, ściganych przez zgraję hałaśliwych dzieci i napastliwych żebraków.
- Szczerze wątpię, by Żelazna Emisariuszka zechciała ugościć was w klasztorze - Grando potrząsnął głową w wyrazie daleko posuniętego sceptycyzmu - Tym bardziej z powodu innych liczących się gości zmierzających do Lucatore, choćby cieszących się tam znacznym szacunkiem Szpitalników. Już prędzej będziecie musieli zająć miejsca w zajazdach i domach gościnnych w mieście albo poza jego murami. Nie mam pojęcia, na ile łatwo będzie znaleźć łóżka, w mieście zapewne z dnia na dzień wzrasta liczba żałobników. To jeszcze jeden argument za pozostawieniem w Bergamo niepotrzebnego balastu w postaci dworskiej świty, ale to tylko moje własne zdanie.
Myślę, że na większość pytań Bartka odpowiedziałem wyczerpująco; gdyby pojawiło się coś jeszcze, proponuję dodatkowe konsultacje przez PW. Oficjalną akcję zaś przenieśmy do rezydencji gości. Jeśli chcecie wykorzystać wiedzę Bartehza, napiszcie ciąg dalszy spotkania w pokoju po tym jak już Alpejczyk do Was dołączył. W innym przypadku przejdziemy do sceny podpisania listów intencyjnych i wyjazdu z Bergamo.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pałac Lombardich, 27 czerwca 2595
Kiedy na końcu spotkania mężczyźni uścisnęli sobie szorstko dłonie, Barthez oznajmił cicho, charakterystyczną helwecką mieszaniną borkańskiego, purgaryjskiego i frankońskiego:
- Jestem prostym żołnierzem, a nie dyplomatą Sanguine czy Lombardi i stawiam sprawy prosto, po żołniersku, Marco. Zorientowałem się, skąd pochodzisz, ale wiedz, że nie będziesz miał we mnie wroga. Twoja tożsamość jest bezpieczna. Liczę na to samo względem mnie. W końcu jedziemy na tym samym wózku. Powiedz mi tylko czy muszę się obawiać helweckich łapaczy tam pod samą granicą w Lucatore.
Marco Grando nie zmienił nawet na jotę wyrazu twarzy, nie drgnęła mu powieka, kiedy Nathan bezceremonialnie otwarcie przyznał się do statusu alpejskiego dezertera.
- Nie mam pojęcia, o czym pan mówi - odparł płynną mową Purgaryjczyków, chociaż jednocześnie dowiódł, że doskonale zrozumiał helwetikę Nathana - Moja tożsamość jest doskonale znana mieszkańcom tego miasta. Jestem obywatelem miasta Bergamo, lojalnym sługą rodu Lombardich. Od zawsze.
Grando przemawiał poważnym, pełnym stanowczości tonem, ale w jego oczach zamigotały ogniki wydające się całkowicie zaprzeczać wygłoszonej właśnie deklaracji klanowego pochodzenia.
- Nie rozumiem też sensu pytania o łapaczy z Alp, ale mogę pana zapewnić, że Helweci nie zapuszczają się bez zgody ani na ziemie Lombardich ani anabaptystów.
- Rozumiem i raz jeszcze dziękuję za wszystkie informacje. Oraz za mapy - Barthez skinął komendantowi straży przybocznej Wilka głową, po czym opuścił gabinet ściskając pod pachą otrzymane od rozmówcy dokumenty.
W jego głowie kotłowały się sprzeczne myśli.
Kiedy na końcu spotkania mężczyźni uścisnęli sobie szorstko dłonie, Barthez oznajmił cicho, charakterystyczną helwecką mieszaniną borkańskiego, purgaryjskiego i frankońskiego:
- Jestem prostym żołnierzem, a nie dyplomatą Sanguine czy Lombardi i stawiam sprawy prosto, po żołniersku, Marco. Zorientowałem się, skąd pochodzisz, ale wiedz, że nie będziesz miał we mnie wroga. Twoja tożsamość jest bezpieczna. Liczę na to samo względem mnie. W końcu jedziemy na tym samym wózku. Powiedz mi tylko czy muszę się obawiać helweckich łapaczy tam pod samą granicą w Lucatore.
Marco Grando nie zmienił nawet na jotę wyrazu twarzy, nie drgnęła mu powieka, kiedy Nathan bezceremonialnie otwarcie przyznał się do statusu alpejskiego dezertera.
- Nie mam pojęcia, o czym pan mówi - odparł płynną mową Purgaryjczyków, chociaż jednocześnie dowiódł, że doskonale zrozumiał helwetikę Nathana - Moja tożsamość jest doskonale znana mieszkańcom tego miasta. Jestem obywatelem miasta Bergamo, lojalnym sługą rodu Lombardich. Od zawsze.
Grando przemawiał poważnym, pełnym stanowczości tonem, ale w jego oczach zamigotały ogniki wydające się całkowicie zaprzeczać wygłoszonej właśnie deklaracji klanowego pochodzenia.
- Nie rozumiem też sensu pytania o łapaczy z Alp, ale mogę pana zapewnić, że Helweci nie zapuszczają się bez zgody ani na ziemie Lombardich ani anabaptystów.
- Rozumiem i raz jeszcze dziękuję za wszystkie informacje. Oraz za mapy - Barthez skinął komendantowi straży przybocznej Wilka głową, po czym opuścił gabinet ściskając pod pachą otrzymane od rozmówcy dokumenty.
W jego głowie kotłowały się sprzeczne myśli.
Spotkanie u komendanta dobiegło końca. Zakładam, że Nathan Barthez powróci teraz do rezydencji gości, gdzie dołączy do spotkania ze szlachecką rodzinką.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rezydencja gości, 27 czerwca 2595
Abdel nie zechciał odpowiedzieć od razu na żadne z postawionych przez Leona Thibauta pytań. Bawiąc się w zamyśleniu karafką rubinowego wina, dziedzic sprawiał wrażenie zagadkowo nieobecnego myślami w pomieszczeniu. Kuzyn pomyślał nawet, że to melodyjny zaśpiew kapłana jehammedańskiej świątyni wprawił Abdela w tak melancholijny nastrój, wszelako duchowny w końcu umilkł, a dziedzic nadal nie zabierał głosu.
Odgłos pukania do masywnych drewnianych drzwi odwrócił uwagę Leona od nieco frasującego zachowania krewniaka.
Wpuszczony do środka przez Jaquesa Perraulta, Nathan Barthez skłonił się uprzejmie trójce zasiadających przy stole arystokratów, po czym do nich dołączył kładąc na blacie stertę papierowych kartek.
- Ufam, że pańska wizyta w pałacu okazała się owocna, panie Barthez - powiedział ni to pytającym, ni to wyzbytym głębszego zainteresowania tonem Abdel - Zechce nas pan wprowadzić w szczegóły?
Abdel nie zechciał odpowiedzieć od razu na żadne z postawionych przez Leona Thibauta pytań. Bawiąc się w zamyśleniu karafką rubinowego wina, dziedzic sprawiał wrażenie zagadkowo nieobecnego myślami w pomieszczeniu. Kuzyn pomyślał nawet, że to melodyjny zaśpiew kapłana jehammedańskiej świątyni wprawił Abdela w tak melancholijny nastrój, wszelako duchowny w końcu umilkł, a dziedzic nadal nie zabierał głosu.
Odgłos pukania do masywnych drewnianych drzwi odwrócił uwagę Leona od nieco frasującego zachowania krewniaka.
Wpuszczony do środka przez Jaquesa Perraulta, Nathan Barthez skłonił się uprzejmie trójce zasiadających przy stole arystokratów, po czym do nich dołączył kładąc na blacie stertę papierowych kartek.
- Ufam, że pańska wizyta w pałacu okazała się owocna, panie Barthez - powiedział ni to pytającym, ni to wyzbytym głębszego zainteresowania tonem Abdel - Zechce nas pan wprowadzić w szczegóły?
Mała okazja, by Bartek podzielił się z rodzinką Sanguine swoimi przemyśleniami...
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Rezydencja gości, 27 czerwca 2595
Helweta pełen sprzecznych myśli powrócił na kwatery. Nie mógł rozgryźć postawy Marco. Albo grał do końca w swoją role, albo postradał zmysły. Alpejczyk nie miał najmniejszych wątpliwości, że Grando jest Helwetą. O ile znajomość Helwetiki jeszcze niczego nie tłumaczyła, szczególnie tu na przedgórzu Alp, to wszystkie inne mozliwości, nawet takie jak to że był tylko spłodzony przez helweckiego dezertera odrzucił od razu. O ile wygląd można było odziedziczyć, języka nauczyć, to znajomość helweckich taktyk można było wynieść tylko z Alpejskich fortec. To była wiedza zazdrośnie strzeżona przez Helwetów I niedostępna dla obcych. To było oczywiste, bo przechwycona przez potencjalnego przeciwnika wystawiała bezpieczeństwo alpejskich żołnierzy na ogromne ryzyko.
Barthez został wprowadzony do pokoju. Miał nadzieję, że uda mu się wpierw porozmawiać z samym rodzeństwem Abdela, ale z oczywistych względów nie było to możliwe, bo cała trójka siedziała już razem. A ponieważ nie było zbyt wiele czasu musiał sam doradzić dziedzicowi, a nie poprzez dwójkę Sanguineów, co zapewne przyniosło by bardziej pożądany skutek. Był w końcu nie tyle politycznym doradcą, co jedynie gościem od czarnej roboty. Mógł jedynie spróbować przekuć przekaz w pozory kwestii bezpieczeństwa.
- Ufam, że pańska wizyta w pałacu okazała się owocna, panie Barthez - powiedział ni to pytającym, ni to wyzbytym głębszego zainteresowania tonem Abdel - Zechce nas pan wprowadzić w szczegóły?
Nathan opowiedział wszystko czego dowiedział się od poplecznika Białego Wilka. Od zagrożeń na drodze, przez możliwe trudności kwaterunkowe na miejscu w Lucatore, po niuanse polityczne I opisanie znaczących person.
- Mogę pozwolić sobie na drobną radę? - zapytał na koniec I nie czekając na odpowiedź zaczął: - Będę szczery w żołnierski sposób. Anababtyści to inna kategoria ludzi, mająca całkowiecie odmienny światopogląd od Bergańczyków. Dla Orgiastyków liczy się kult siły, a nie blichtr bogactwa. Pozwolę sobie zwrócić uwag na świtę, kucharzy, fryzjerów, dwórki. Taki widok wzbudzi w Lucatore politowanie, jeśli nie wprost pogardę. Żołnierzy uszanują, również Franków, ale służbę? Zabierając tam wszystkich lokajów naraża się na wasza miłość na śmieszność. Żona Altaira Neve, obecnie pogrążona w rozpaczy wdowa, to ponoć prawdziwa suka, wredna i wyniosła. A do tego to ktoś kto spędził lata na wojnie, dzieląc niedole ze zwykłymi żołnierzami. Ona pożre żywcem kogoś jak przed nią stanie w wytwornych szatach, z modną fryzurą I fraucymerem. A do tego może okazać się niemożliwe znaleźć zakwaterowanie dla takiej ilości ludzi. To są już kwestie bezpieczeństwa waszej miłości, o których muszę wspomnieć. Rozważcie panie ograniczenie składu osobowego do niezbędnego minimum. Poza tym ukazując miejscowym, że jest wasza miłość kim, kto potrafi sam, bez grupy najemników zadbać o własne bezpieczeństwo, łatwiej zdobędzie uznanie Anababtystów.
Helweta pełen sprzecznych myśli powrócił na kwatery. Nie mógł rozgryźć postawy Marco. Albo grał do końca w swoją role, albo postradał zmysły. Alpejczyk nie miał najmniejszych wątpliwości, że Grando jest Helwetą. O ile znajomość Helwetiki jeszcze niczego nie tłumaczyła, szczególnie tu na przedgórzu Alp, to wszystkie inne mozliwości, nawet takie jak to że był tylko spłodzony przez helweckiego dezertera odrzucił od razu. O ile wygląd można było odziedziczyć, języka nauczyć, to znajomość helweckich taktyk można było wynieść tylko z Alpejskich fortec. To była wiedza zazdrośnie strzeżona przez Helwetów I niedostępna dla obcych. To było oczywiste, bo przechwycona przez potencjalnego przeciwnika wystawiała bezpieczeństwo alpejskich żołnierzy na ogromne ryzyko.
Barthez został wprowadzony do pokoju. Miał nadzieję, że uda mu się wpierw porozmawiać z samym rodzeństwem Abdela, ale z oczywistych względów nie było to możliwe, bo cała trójka siedziała już razem. A ponieważ nie było zbyt wiele czasu musiał sam doradzić dziedzicowi, a nie poprzez dwójkę Sanguineów, co zapewne przyniosło by bardziej pożądany skutek. Był w końcu nie tyle politycznym doradcą, co jedynie gościem od czarnej roboty. Mógł jedynie spróbować przekuć przekaz w pozory kwestii bezpieczeństwa.
- Ufam, że pańska wizyta w pałacu okazała się owocna, panie Barthez - powiedział ni to pytającym, ni to wyzbytym głębszego zainteresowania tonem Abdel - Zechce nas pan wprowadzić w szczegóły?
Nathan opowiedział wszystko czego dowiedział się od poplecznika Białego Wilka. Od zagrożeń na drodze, przez możliwe trudności kwaterunkowe na miejscu w Lucatore, po niuanse polityczne I opisanie znaczących person.
- Mogę pozwolić sobie na drobną radę? - zapytał na koniec I nie czekając na odpowiedź zaczął: - Będę szczery w żołnierski sposób. Anababtyści to inna kategoria ludzi, mająca całkowiecie odmienny światopogląd od Bergańczyków. Dla Orgiastyków liczy się kult siły, a nie blichtr bogactwa. Pozwolę sobie zwrócić uwag na świtę, kucharzy, fryzjerów, dwórki. Taki widok wzbudzi w Lucatore politowanie, jeśli nie wprost pogardę. Żołnierzy uszanują, również Franków, ale służbę? Zabierając tam wszystkich lokajów naraża się na wasza miłość na śmieszność. Żona Altaira Neve, obecnie pogrążona w rozpaczy wdowa, to ponoć prawdziwa suka, wredna i wyniosła. A do tego to ktoś kto spędził lata na wojnie, dzieląc niedole ze zwykłymi żołnierzami. Ona pożre żywcem kogoś jak przed nią stanie w wytwornych szatach, z modną fryzurą I fraucymerem. A do tego może okazać się niemożliwe znaleźć zakwaterowanie dla takiej ilości ludzi. To są już kwestie bezpieczeństwa waszej miłości, o których muszę wspomnieć. Rozważcie panie ograniczenie składu osobowego do niezbędnego minimum. Poza tym ukazując miejscowym, że jest wasza miłość kim, kto potrafi sam, bez grupy najemników zadbać o własne bezpieczeństwo, łatwiej zdobędzie uznanie Anababtystów.
Barthez pojechał po bandzie ze szczerością
Zaraz go Abdel zastrzeli z tego blastera, którego trzyma jak Han solo pod stołem.
Generalnie przekazuje wszystko tak jak w rozmeowie z Grando (oczywiście poza oczywistymi kwestiami helweckimi). Zapomniałem się spytać, czy droga do Lucatore jest przejezdna dla koni? Jeśli tak, to Barthez zasugeruje zakupienie wierzchowców i ograniczenie składu osobowego do BG i kilku najmeników, których zostawimy poza Lucatore (ułatwmy życie MG;))
Generalnie przekazuje wszystko tak jak w rozmeowie z Grando (oczywiście poza oczywistymi kwestiami helweckimi). Zapomniałem się spytać, czy droga do Lucatore jest przejezdna dla koni? Jeśli tak, to Barthez zasugeruje zakupienie wierzchowców i ograniczenie składu osobowego do BG i kilku najmeników, których zostawimy poza Lucatore (ułatwmy życie MG;))
Ostatnio zmieniony 19 listopada 2018, 14:41 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Rezydencja gości, 27 czerwca 2595
Abdel przez chwilę nie mówił nic. Totalnie zaskoczony niespotykaną sugestią szefa swej ochrony. W pomieszczeniu zrobiło się niezręcznie cicho, zapewne z uwagi na niezwykłą bezpośredniość jaką zaskoczył krewniaków Barthez. Potem, nagle dziedzic odrzucił w tył głowę. Gęstwina pięknie ułożonych falistych blond włosów popadał mu na plecy, a z jego piersi wydał się śmiech. Perlisty i czysty, brzmieniem. Ten operowy styl jaki słyszy się czasem u młodych dziewcząt występujących na scenie w Montpellierskim teatrze. Śmiał się długo.
- Pan raczy żartować - powiedział nagle nie stąd ni zowąd przerywając swe udawane rozbawienie. Chłodny wzrok, dziedzica wbił się w postać szefa ochrony. - Takie propozycje nie wchodzą w grę. Pan... pan się zapomina!
Znów zapadła cisza.
- Zresztą, to nie są moi służący, tylko mojej zniewieściałej siostry - uśmiechnął się przebiegle spoglądając na siostrę, w wyraźni sposób oczekując potwierdzenia od swej powinowatej.
- Jeśli o mnie chodzi... to bez problemów obejdę się bez dwórek, skoro od tego zależny powodzenie misji - powiedziała spokojnie siostra.
Abelowi na szyi wyraźnie zapulsowała żyła, wybuch emocji był blisko. Już miał eksplodować w szale, dać upust swym skrywanym emocjom kiedy nagle... jedna jedyna myśl zatrzymała, zdawało by się nieuniknione.
W umyśle pojawiła mu się twarz wdowy po owym świętym anabaptystycznym mężu. Jej zmęczone i nieco stare już oblicze, starsze od Abdela w każdym bądź razie. I to jaka posuwa ją, na trumnie jej własnego ś.p. męża. W samym sercu klasztoru.
- Świetnie, zatem mnie też sa niepotrzebne! Poradzę sobie bez nich. - powiedział zmieniając wybuch złości w podejrzany, szelmowski uśmiech.
- Fryzjer też nie będzie nam potrzebny, barcie. - powiedziała równie spokojnie Lea.
Abdel poczerwieniał.
No tobie to na pewno nie! I tak zawsze wyglądasz jakby piorun w jaki wiejski wiecheć strzelił. - Pomyślał, lecz powstrzymał się od wypowiedzenie celnego spostrzeżenia na głos. Odwrócił się za to na piecie i ruszył do wyjścia z komnaty.
Trudno mu było przełknąć pozbawienie choć odrobiny normalności. Minimum cywilizowanych warunków.
- Ale kucharz ma być i basta! Koniec dyskusji, jutro wyjeżdżamy. Jak nie zjem moich ulubionych muli albo żab w sosie pomidorowym, przynajmniej raz w na tydzień to jak mam pamiętać, że jestem szlachetnym potomkiem Franków! do jasnej cholery! - rzucił wściekły zmierzając do wyjścia - Błękitnokrwistym zstępnym, starożytnych królów rządzących całym krajem, merde! - trzasnął drzwiami wychodząc. Z korytarza dobiegały jeszcze przez chwilę jego tłumione dębowym drewnem pokrzykiwania, lecz niezrozumiałej już treści. Aż w końcu ucichły kiedy wściekły niczym burza dziedzic, nie oddalił się odpowiednio daleko w głąb pałacu.
Abdel przez chwilę nie mówił nic. Totalnie zaskoczony niespotykaną sugestią szefa swej ochrony. W pomieszczeniu zrobiło się niezręcznie cicho, zapewne z uwagi na niezwykłą bezpośredniość jaką zaskoczył krewniaków Barthez. Potem, nagle dziedzic odrzucił w tył głowę. Gęstwina pięknie ułożonych falistych blond włosów popadał mu na plecy, a z jego piersi wydał się śmiech. Perlisty i czysty, brzmieniem. Ten operowy styl jaki słyszy się czasem u młodych dziewcząt występujących na scenie w Montpellierskim teatrze. Śmiał się długo.
- Pan raczy żartować - powiedział nagle nie stąd ni zowąd przerywając swe udawane rozbawienie. Chłodny wzrok, dziedzica wbił się w postać szefa ochrony. - Takie propozycje nie wchodzą w grę. Pan... pan się zapomina!
Znów zapadła cisza.
- Zresztą, to nie są moi służący, tylko mojej zniewieściałej siostry - uśmiechnął się przebiegle spoglądając na siostrę, w wyraźni sposób oczekując potwierdzenia od swej powinowatej.
- Jeśli o mnie chodzi... to bez problemów obejdę się bez dwórek, skoro od tego zależny powodzenie misji - powiedziała spokojnie siostra.
Abelowi na szyi wyraźnie zapulsowała żyła, wybuch emocji był blisko. Już miał eksplodować w szale, dać upust swym skrywanym emocjom kiedy nagle... jedna jedyna myśl zatrzymała, zdawało by się nieuniknione.
W umyśle pojawiła mu się twarz wdowy po owym świętym anabaptystycznym mężu. Jej zmęczone i nieco stare już oblicze, starsze od Abdela w każdym bądź razie. I to jaka posuwa ją, na trumnie jej własnego ś.p. męża. W samym sercu klasztoru.
- Świetnie, zatem mnie też sa niepotrzebne! Poradzę sobie bez nich. - powiedział zmieniając wybuch złości w podejrzany, szelmowski uśmiech.
- Fryzjer też nie będzie nam potrzebny, barcie. - powiedziała równie spokojnie Lea.
Abdel poczerwieniał.
No tobie to na pewno nie! I tak zawsze wyglądasz jakby piorun w jaki wiejski wiecheć strzelił. - Pomyślał, lecz powstrzymał się od wypowiedzenie celnego spostrzeżenia na głos. Odwrócił się za to na piecie i ruszył do wyjścia z komnaty.
Trudno mu było przełknąć pozbawienie choć odrobiny normalności. Minimum cywilizowanych warunków.
- Ale kucharz ma być i basta! Koniec dyskusji, jutro wyjeżdżamy. Jak nie zjem moich ulubionych muli albo żab w sosie pomidorowym, przynajmniej raz w na tydzień to jak mam pamiętać, że jestem szlachetnym potomkiem Franków! do jasnej cholery! - rzucił wściekły zmierzając do wyjścia - Błękitnokrwistym zstępnym, starożytnych królów rządzących całym krajem, merde! - trzasnął drzwiami wychodząc. Z korytarza dobiegały jeszcze przez chwilę jego tłumione dębowym drewnem pokrzykiwania, lecz niezrozumiałej już treści. Aż w końcu ucichły kiedy wściekły niczym burza dziedzic, nie oddalił się odpowiednio daleko w głąb pałacu.
Ostatnio zmieniony 20 listopada 2018, 14:22 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Rezydencja gości, 27 czerwca 2595
Kiedy drzwi apartamentu trzasnęły ciśnięte na framugi mocą podobną żywiołu, dobywając równie godny siły uderzenia łomot, Leon Thobaut poszukał wzrokiem kuzynki. - Może trzeba było wziąć pod uwagę fryzjera, lub jedną z dziewczyn? Chyba zbyt nastawaliśmy na drogiego kuzyna, tak wiele od niego zależy, nie powinniśmy tylu małostkowych decyzji kłaść na jego barki. Nie dziw, że gniewny, sam nie czuję się komfortowo. Pewnie i to wziął do siebie, żem wspomniał jak długo nie zobaczę Loretty i pierworodnego. Drodzy Państwo, proponuję pomyśleć jak wspólnie pomóc Abdelowi w tej ciężkiej próbie, jaką część ciężaru dyplomacji możemy zdjąć z jego ramion. - wstał i zaczął przechadzać się po pokoju - W sprawie organizacji chętnie pomogę Panu Barthezowi. Pozbędziemy się zbędnych rzeczy i części ludzi, ten nadmiar proponuję odesłać do Tulonu. Chyba, że będzie to źle wyglądało w oczach Lombardich. Podróż konno mi się podoba.
Po chwili jeszcze odwrócił się na pięcie do przebywających w pokoju. - I zgadzam się z Abdelem, nie musimy we wszystkim naśladować tych barbarzyńców byle im się przypodobać, nie myć się i nie podcierać. Winniśmy słać szlachetną kulturę Franków na krańce świata, by ludzie mogli ją podziwiać.
Zagryzł usta i tym samym zmiętosił niesmak jaki pozostał mu po pytaniu bez odpowiedzi. Jaki jest w tym posunięciu udział Lombardich? Zastanawiało go jeszcze czy kuzyn w istocie stracił panowanie w skutek nieprzystojnych żądań, czy też w ten sprytny sposób wybrnął z niechcianej rozmowy w salonie.
Kiedy drzwi apartamentu trzasnęły ciśnięte na framugi mocą podobną żywiołu, dobywając równie godny siły uderzenia łomot, Leon Thobaut poszukał wzrokiem kuzynki. - Może trzeba było wziąć pod uwagę fryzjera, lub jedną z dziewczyn? Chyba zbyt nastawaliśmy na drogiego kuzyna, tak wiele od niego zależy, nie powinniśmy tylu małostkowych decyzji kłaść na jego barki. Nie dziw, że gniewny, sam nie czuję się komfortowo. Pewnie i to wziął do siebie, żem wspomniał jak długo nie zobaczę Loretty i pierworodnego. Drodzy Państwo, proponuję pomyśleć jak wspólnie pomóc Abdelowi w tej ciężkiej próbie, jaką część ciężaru dyplomacji możemy zdjąć z jego ramion. - wstał i zaczął przechadzać się po pokoju - W sprawie organizacji chętnie pomogę Panu Barthezowi. Pozbędziemy się zbędnych rzeczy i części ludzi, ten nadmiar proponuję odesłać do Tulonu. Chyba, że będzie to źle wyglądało w oczach Lombardich. Podróż konno mi się podoba.
Po chwili jeszcze odwrócił się na pięcie do przebywających w pokoju. - I zgadzam się z Abdelem, nie musimy we wszystkim naśladować tych barbarzyńców byle im się przypodobać, nie myć się i nie podcierać. Winniśmy słać szlachetną kulturę Franków na krańce świata, by ludzie mogli ją podziwiać.
Zagryzł usta i tym samym zmiętosił niesmak jaki pozostał mu po pytaniu bez odpowiedzi. Jaki jest w tym posunięciu udział Lombardich? Zastanawiało go jeszcze czy kuzyn w istocie stracił panowanie w skutek nieprzystojnych żądań, czy też w ten sprytny sposób wybrnął z niechcianej rozmowy w salonie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pałac Lombardich, 28 czerwca 2595
Chociaż najbliższa rodzina skrycie obawiała się najgorszego, Abdel Sanguine wstał następnego poranka w wyśmienitym humorze, na dodatek wypoczęty i wyspany. Zadowolony z takiego obrotu spraw, Leon Thibaut postanowił nie wypytywać, dlaczego znana mu już z widzenia ciemnowłosa Purgaryjka zesłana do łożnicy kuzyna uciekła z jego sypialni po zaskakująco krótkiej wizycie, na dodatek rozczochrana i zapłakana. To ewidentne nieporozumienie zupełnie nie wpłynęło na samopoczucie dziedzica, od brzasku roztaczającego wokół siebie zapach drogich perfum i aurę arystokratycznego dostojeństwa.
Ceremonia towarzysząca podpisaniu listów intencyjnych nacechowana była wielką pompą i blichtrem, co jeszcze milej połechtało ego Abdela. Uroczystość miała co prawda miejsce w zupełnie nieadekwatnej porze śniadaniowej, ale mnóstwo szanowanych gości, tłoczony ozdobny papier listów, pozłacane pióra i pięknie odlane z wosku pieczęcie zrobiły na frankańskich gościach odpowiednie wrażenie. Odświętnie odziany Guilermo Lombardi przewodził ceremonii w zastępstwie nieobecnego brata, przebywającego jakoby w ważnych sprawach poza Bergamo.
Urzędowe pisma, sporządzone w dwóch pięknie kaligrafowanych wersjach językowych, umieszczone zostały po podpisaniu w mosiężnych tubach. Ich treść prócz zwyczajowych frazesów zawierała również formalną decyzję o otwarciu biur konsulów handlowych w obu miastach, a także powołaniu komisji mających zająć się w niedługiej przyszłości przygotowaniem przepisów towarzyszących wymianie handlowej pomiędzy Bergamo i Montpellier.
Rozczarowaniem był w zasadzie jedynie bardzo krótki bankiet wieńczący całą ceremonię, wszelako niezastąpiony Guilermo Lombardi nie omieszkał przeprosić wszystkich miejscowych notabli w imieniu swego cudzoziemskiego gościa za brak możliwości uczestnictwa delegacji w odpowiednio wystawnej kolacji. Czcigodni goście, jak wyjaśnił swym wysoko postawionym ziomkom brat Wilka, poczuli się zobowiązani do jak najszybszego odwiedzenia Lucatore, by złożyć tam na ręce wstrząśniętej śmiercią Neognostyka wdowy szczere kondolencje. Obecni na bankiecie Purgaryjczycy zachowali w reakcji na te wieści dość umiarkowane emocje, chociaż Leon Thibaut nie mógł się oprzeć wrażeniu, że mało kto poczuł się decyzją Sanguine mile ujęty.
Lecz czasu na rozważanie politycznych implikacji decyzji kuzyna po prostu zabrakło. Ledwie godzinę po wzniesieniu kurtuazyjnego toastu delegaci Montpellier znaleźli się ponownie w swoich apartamentach, zmieniając wykwintne stroje wizytowe na znacznie praktyczniejsze odzienie podróżne.
Chociaż najbliższa rodzina skrycie obawiała się najgorszego, Abdel Sanguine wstał następnego poranka w wyśmienitym humorze, na dodatek wypoczęty i wyspany. Zadowolony z takiego obrotu spraw, Leon Thibaut postanowił nie wypytywać, dlaczego znana mu już z widzenia ciemnowłosa Purgaryjka zesłana do łożnicy kuzyna uciekła z jego sypialni po zaskakująco krótkiej wizycie, na dodatek rozczochrana i zapłakana. To ewidentne nieporozumienie zupełnie nie wpłynęło na samopoczucie dziedzica, od brzasku roztaczającego wokół siebie zapach drogich perfum i aurę arystokratycznego dostojeństwa.
Ceremonia towarzysząca podpisaniu listów intencyjnych nacechowana była wielką pompą i blichtrem, co jeszcze milej połechtało ego Abdela. Uroczystość miała co prawda miejsce w zupełnie nieadekwatnej porze śniadaniowej, ale mnóstwo szanowanych gości, tłoczony ozdobny papier listów, pozłacane pióra i pięknie odlane z wosku pieczęcie zrobiły na frankańskich gościach odpowiednie wrażenie. Odświętnie odziany Guilermo Lombardi przewodził ceremonii w zastępstwie nieobecnego brata, przebywającego jakoby w ważnych sprawach poza Bergamo.
Urzędowe pisma, sporządzone w dwóch pięknie kaligrafowanych wersjach językowych, umieszczone zostały po podpisaniu w mosiężnych tubach. Ich treść prócz zwyczajowych frazesów zawierała również formalną decyzję o otwarciu biur konsulów handlowych w obu miastach, a także powołaniu komisji mających zająć się w niedługiej przyszłości przygotowaniem przepisów towarzyszących wymianie handlowej pomiędzy Bergamo i Montpellier.
Rozczarowaniem był w zasadzie jedynie bardzo krótki bankiet wieńczący całą ceremonię, wszelako niezastąpiony Guilermo Lombardi nie omieszkał przeprosić wszystkich miejscowych notabli w imieniu swego cudzoziemskiego gościa za brak możliwości uczestnictwa delegacji w odpowiednio wystawnej kolacji. Czcigodni goście, jak wyjaśnił swym wysoko postawionym ziomkom brat Wilka, poczuli się zobowiązani do jak najszybszego odwiedzenia Lucatore, by złożyć tam na ręce wstrząśniętej śmiercią Neognostyka wdowy szczere kondolencje. Obecni na bankiecie Purgaryjczycy zachowali w reakcji na te wieści dość umiarkowane emocje, chociaż Leon Thibaut nie mógł się oprzeć wrażeniu, że mało kto poczuł się decyzją Sanguine mile ujęty.
Lecz czasu na rozważanie politycznych implikacji decyzji kuzyna po prostu zabrakło. Ledwie godzinę po wzniesieniu kurtuazyjnego toastu delegaci Montpellier znaleźli się ponownie w swoich apartamentach, zmieniając wykwintne stroje wizytowe na znacznie praktyczniejsze odzienie podróżne.
Listy intencyjne zostały podpisane. Czas ucieka, pora ruszać w podróż na wschód. Poproszę teraz o informację, kto wejdzie w skład okrojonej delegacji do Lucatore (niepotrzebną świtę można zostawić w Bergamo, Lombardi się o nich zatroszczą w oczekiwaniu na powrót ambasadora Sanguine). Możecie jechać konno, możecie skorzystać z zamkniętego powozu.