PBF - Grzechy ojców
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chodniki kopalni miedzi, noc
Mdła poświata rzucana przez olejne lampki budziła do życia złowieszcze cienie lęgnące się pozornie tuż za zasięgiem wzroku podróżników, zalegające w smoliście ciemnych zakamarkach podziemnych chodników. Nawykły do odkrytych przestrzeni Trehant podnosił co chwila bezwolnie głowę spoglądając na wiszący tuż nad nim strop chodnika i próbując sobie wyobrazić ciężar tysięcy ton skał składających się na rozległy płaskowyż. Chociaż poszukiwacze zaginionych górników starali się stawiać bezgłośne kroki, czasami pod podeszwami ich butów zgrzytały grudki skruszonej oskardami skały niosąc się ostrym dźwiękiem daleko w głąb mrocznych korytarzy.
Wiedzeni przez Hakana Harmuna, śmiałkowie sprawdzili krok po kroku dwie górne odnogi chodnika, nie natrafiając ani na ślady żywych Duvikan ani na ich zwłoki, w kilku jednak miejscach znajdując na ścianach chodnika rozbryzgi starej, kruszącej się w palcach krwi, która mogła świadczyć o tym, że ktoś w tych miejscach zginął nagłą śmiercią. Z nerwami napiętymi niczym postronki, ściskając zbielałymi palcami rękojeści broni i nie przestając rozglądać się czujnie na wszystkie strony, wędrowcy przedostali się jeden po drugim na niższym poziom kopalni, schodząc tam stromym szybem o posadzce wyrąbanej na podobieństwo nierównych schodków.
- Czemu kapitan Detelf zaniżył liczbę przepadniętych bez wieści? - szepnął do ucha Harmuna Eithart, zatrzymując się za duvikańskim myśliwym i czekając na pojawienie się zstępującej schodkami w dół Uhry - Rzeknął mi w sekretnej rozmowie, że zniknęło paru górników, a przecie blisko dwa tuziny trudno uznać za paru, prawda?
Harmun obejrzał się do tyłu, wzruszył ramionami w odpowiedzi, pokręcił głową.
- Pewnikiem lękał się biedaczysko, że was trwoga taka przejmie, iż nie zechcecie tu przyjść - odparł po chwili namysłu Duvikanin, tonem głęboko niechętnym i dającym jasno do zrozumienia, że nie jest to temat, który Harmun chciałby rozwinąć w dłuższą rozmowę.
Trehant i Skela zeszli schodkami jako ostatni, dołączając do reszty grupy i unosząc wysoko swe lampki. Bijąca od nich poświata wyłoniła z mroku biegnący w dwóch kierunkach chodnik, zgodny w kwestii położenia i kierunku z planem tkwiącym w głowie znającego duvikańskie mapy Skeli.
- Tera gdziegdy? - spytał Mordil poruszając bacznie uszami i próbując przeniknąć wzrokiem ciemności podziemi. Trehant wyminął go, stanął obok Harmuna.
Eithart odwrócił głowę, by goblinowi odpowiedzieć i wtedy w głębi chodnika drgnęło coś, co gorlamita wziął w pierwszej chwili na groteskowy skalny naciek. Nieruchomy dotąd kształt poruszył się gwałtownie i wystrzelił do przodu wpadając w zasięg poświaty lampek.
- Co... - krzyknęła mimowolnie Uhra, porażona nie tyle strachem, co bezbrzeżnym zdumieniem pomieszanym z odrazą - Co to?!
Człekopodobny kształt wyrósł ponad Trehantem rozkładając szeroko dwie pary górnych kończyn i pochylając nad kapłanem wstrętnie owadzią głowę o poruszających się zgrzytliwie szczękoczułkach.
- Mrówkolud! - wrzasnął Skela odwracając się w przeciwną stronę i dostrzegając coś w ciemnościach chodnika za plecami Uhry, ostrzeżony w ostatniej chwili dźwiękiem deptanych kawałków skały.
Wątek techniczny
Dwa albo trzy arkany, w pierwszej chwili trudno jednoznacznie stwierdzić w mroku, ile ich dokładnie jest. Atakują od razu, bez słowa ostrzeżenia, w dodatku z dwóch kierunków, co może świadczyć o tym, że czekały, aż drużyna zejdzie na dno drugiego poziomu kopalni. Stwory są okropne, ich spore podobieństwo do ludzi tylko potęguje odrazę odczuwaną na widok pokrytych chityną mrówczych głów, wielkich paciorkowatych oczu i jeszcze większych szczękoczułek.
Jeden uderza na Hakana i Trehanta, ten prący z drugiej strony na Uhrę i Skelę. Eithart i Mordil jako idący w środku szyku mają ułamek chwili luzu, ale za grzbietem arkana próbującego odgryźć łowcy makunów głowę chyba gotowi się do szarży następny osobnik!
Wszyscy mają pełną swobodę działania, nikt bowiem nie został zaskoczony przy tak daleko idących środkach ostrożności jakie podjęliście. Oczekuję jak najbardziej precyzyjnych deklaracji działań, aktywowanych zdolności profesyjnych, taktyki walki, stosowanych zaklęć. Kostki czekają w pogotowiu, a Wam życzę powodzenia!
Mdła poświata rzucana przez olejne lampki budziła do życia złowieszcze cienie lęgnące się pozornie tuż za zasięgiem wzroku podróżników, zalegające w smoliście ciemnych zakamarkach podziemnych chodników. Nawykły do odkrytych przestrzeni Trehant podnosił co chwila bezwolnie głowę spoglądając na wiszący tuż nad nim strop chodnika i próbując sobie wyobrazić ciężar tysięcy ton skał składających się na rozległy płaskowyż. Chociaż poszukiwacze zaginionych górników starali się stawiać bezgłośne kroki, czasami pod podeszwami ich butów zgrzytały grudki skruszonej oskardami skały niosąc się ostrym dźwiękiem daleko w głąb mrocznych korytarzy.
Wiedzeni przez Hakana Harmuna, śmiałkowie sprawdzili krok po kroku dwie górne odnogi chodnika, nie natrafiając ani na ślady żywych Duvikan ani na ich zwłoki, w kilku jednak miejscach znajdując na ścianach chodnika rozbryzgi starej, kruszącej się w palcach krwi, która mogła świadczyć o tym, że ktoś w tych miejscach zginął nagłą śmiercią. Z nerwami napiętymi niczym postronki, ściskając zbielałymi palcami rękojeści broni i nie przestając rozglądać się czujnie na wszystkie strony, wędrowcy przedostali się jeden po drugim na niższym poziom kopalni, schodząc tam stromym szybem o posadzce wyrąbanej na podobieństwo nierównych schodków.
- Czemu kapitan Detelf zaniżył liczbę przepadniętych bez wieści? - szepnął do ucha Harmuna Eithart, zatrzymując się za duvikańskim myśliwym i czekając na pojawienie się zstępującej schodkami w dół Uhry - Rzeknął mi w sekretnej rozmowie, że zniknęło paru górników, a przecie blisko dwa tuziny trudno uznać za paru, prawda?
Harmun obejrzał się do tyłu, wzruszył ramionami w odpowiedzi, pokręcił głową.
- Pewnikiem lękał się biedaczysko, że was trwoga taka przejmie, iż nie zechcecie tu przyjść - odparł po chwili namysłu Duvikanin, tonem głęboko niechętnym i dającym jasno do zrozumienia, że nie jest to temat, który Harmun chciałby rozwinąć w dłuższą rozmowę.
Trehant i Skela zeszli schodkami jako ostatni, dołączając do reszty grupy i unosząc wysoko swe lampki. Bijąca od nich poświata wyłoniła z mroku biegnący w dwóch kierunkach chodnik, zgodny w kwestii położenia i kierunku z planem tkwiącym w głowie znającego duvikańskie mapy Skeli.
- Tera gdziegdy? - spytał Mordil poruszając bacznie uszami i próbując przeniknąć wzrokiem ciemności podziemi. Trehant wyminął go, stanął obok Harmuna.
Eithart odwrócił głowę, by goblinowi odpowiedzieć i wtedy w głębi chodnika drgnęło coś, co gorlamita wziął w pierwszej chwili na groteskowy skalny naciek. Nieruchomy dotąd kształt poruszył się gwałtownie i wystrzelił do przodu wpadając w zasięg poświaty lampek.
- Co... - krzyknęła mimowolnie Uhra, porażona nie tyle strachem, co bezbrzeżnym zdumieniem pomieszanym z odrazą - Co to?!
Człekopodobny kształt wyrósł ponad Trehantem rozkładając szeroko dwie pary górnych kończyn i pochylając nad kapłanem wstrętnie owadzią głowę o poruszających się zgrzytliwie szczękoczułkach.
- Mrówkolud! - wrzasnął Skela odwracając się w przeciwną stronę i dostrzegając coś w ciemnościach chodnika za plecami Uhry, ostrzeżony w ostatniej chwili dźwiękiem deptanych kawałków skały.
Wątek techniczny
Dwa albo trzy arkany, w pierwszej chwili trudno jednoznacznie stwierdzić w mroku, ile ich dokładnie jest. Atakują od razu, bez słowa ostrzeżenia, w dodatku z dwóch kierunków, co może świadczyć o tym, że czekały, aż drużyna zejdzie na dno drugiego poziomu kopalni. Stwory są okropne, ich spore podobieństwo do ludzi tylko potęguje odrazę odczuwaną na widok pokrytych chityną mrówczych głów, wielkich paciorkowatych oczu i jeszcze większych szczękoczułek.
Jeden uderza na Hakana i Trehanta, ten prący z drugiej strony na Uhrę i Skelę. Eithart i Mordil jako idący w środku szyku mają ułamek chwili luzu, ale za grzbietem arkana próbującego odgryźć łowcy makunów głowę chyba gotowi się do szarży następny osobnik!
Wszyscy mają pełną swobodę działania, nikt bowiem nie został zaskoczony przy tak daleko idących środkach ostrożności jakie podjęliście. Oczekuję jak najbardziej precyzyjnych deklaracji działań, aktywowanych zdolności profesyjnych, taktyki walki, stosowanych zaklęć. Kostki czekają w pogotowiu, a Wam życzę powodzenia!
Wątek techniczny
Korzystam ze zdolności Powstrzymanie w celu poprawienia nieco własnej OB kosztem TR. Atakuję cięciami jako skuteczniejszymi w wypadku szabli. Jeśli uda nam się szybciej niż innym parom rozprawić z potworem, to ruszę na pomoc tej grupie, w której ktoś zostanie ranny. Gdyby jednak sprawy przybrały dla mnie bardzo zły obrót, tzn. będę bez trudu trafiany, spróbuję usunąć się poza zasięg ataków wroga i cisnę w niego kordelasem po uprzednim Przycelowaniu. W dalszej kolejności tego ponurego scenariusza będę chciał zmusić wroga do panicznej ucieczki za pomocą czaru Wyobrażenie - a nuż rozbije sobie łeb o jakiś niżej zawieszony fragment sufitu.
Jeśli okoliczności będą tego wymagały, to skorzystam z Walki w tłoku i Walki w trudnych warunkach.
Korzystam ze zdolności Powstrzymanie w celu poprawienia nieco własnej OB kosztem TR. Atakuję cięciami jako skuteczniejszymi w wypadku szabli. Jeśli uda nam się szybciej niż innym parom rozprawić z potworem, to ruszę na pomoc tej grupie, w której ktoś zostanie ranny. Gdyby jednak sprawy przybrały dla mnie bardzo zły obrót, tzn. będę bez trudu trafiany, spróbuję usunąć się poza zasięg ataków wroga i cisnę w niego kordelasem po uprzednim Przycelowaniu. W dalszej kolejności tego ponurego scenariusza będę chciał zmusić wroga do panicznej ucieczki za pomocą czaru Wyobrażenie - a nuż rozbije sobie łeb o jakiś niżej zawieszony fragment sufitu.
Jeśli okoliczności będą tego wymagały, to skorzystam z Walki w tłoku i Walki w trudnych warunkach.
Ostatnio zmieniony 12 czerwca 2011, 23:59 przez Treant, łącznie zmieniany 1 raz.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
Korzystając z tego, że mam swobodę działania to najpierw odstawię lampę żeby mi nie przeszkadzała i chwycę włócznię oburącz żeby wykorzystać pełne jej właściwości obronne. Umiejętności "Walka w tłoku" i "Walka w trudnych warunkach". Jeśli starczy mi czasu i szybkości to oczywiście zaatakuję w innym wypadku skorzystam ze zdolności profesjonalnej "Powstrzymanie". W kolejnych rundach walki atak.
Ostatnio zmieniony 12 czerwca 2011, 21:19 przez venar, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
Tnę szablą stwora, bez specjalnej finezji ale korzystam ze swych umiejętności, które sprawiają że nie obetnę glowy swoim towarzyszom jak i nie potknę się o nierówności jaskini (walka w trudnych warunkach, walka w tloku).
Jeśli mnie jakoś masakrycznie rozsiecze zmienię taktyke na defensywę (powstrzymanie).
Jeśli mnie jakoś masakrycznie rozsiecze zmienię taktyke na defensywę (powstrzymanie).
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek Techniczny
Odkładam lampe. Jeżeli jest miejsce dla mnie w szeregu to atakuje jednego z mrówkoludzi (prawdopodobnie po stronie Hakana i Treanta - jako, że od tej strony mamy 2 przeciwników, chyba, że jest już tam Mordil).
Używam puklerza i miecza PT. Wykorzystuje umiejętności walka w tłoku i walka w trudnych warunkach. Staram się kłuć, choć jeśli obrażenia tnące okażą się bardziej skuteczne (stosunek zadawanych obrażeń do pancerza) to zaczynam ciąć.
Jeżeli przeciwnik trafi mnie poważniej, przechodzę do defensywy.
Odkładam lampe. Jeżeli jest miejsce dla mnie w szeregu to atakuje jednego z mrówkoludzi (prawdopodobnie po stronie Hakana i Treanta - jako, że od tej strony mamy 2 przeciwników, chyba, że jest już tam Mordil).
Używam puklerza i miecza PT. Wykorzystuje umiejętności walka w tłoku i walka w trudnych warunkach. Staram się kłuć, choć jeśli obrażenia tnące okażą się bardziej skuteczne (stosunek zadawanych obrażeń do pancerza) to zaczynam ciąć.
Jeżeli przeciwnik trafi mnie poważniej, przechodzę do defensywy.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chodniki kopalni miedzi, noc
Uhra zawirowała w miejscu słysząc ostrzegawczy okrzyk Skeli, który dosłownie ściął jej krew w żyłach. W głębokim mroku podziemnego chodnika dziewczyna ujrzała wyrastający ponad nią pół ludzki, pół owadzi kształt, wspierający się na dwóch podobnych do nóg kończynach i rozkładający szeroko pozostałe dwie pary łap. Górne zakończone były przypominającymi chitynowe szczypce odnóżami, rozwartymi na tyle szeroko, by objąć nimi dziewczynę w pasie, a ich ostre jak brzytwa krawędzie lśniły w mdłym blasku olejnych lampek.
Gwardzistka cięła na odlew wiedziona instynktem, uchodząc jednocześnie o krok w bok przed opadającymi na nią szczypcami. Za plecami słyszała krzyki swych kompanów, ale nawet nie próbowała obejrzeć się w ich stronę, nie odrywając wzroku od większego od niej mrówkoluda. Ostrze szabli minęło o włos wyginającego się niezgrabnie arkana, ale Uhra nie czekała na jego kontrę, wyskoczyła do przodu biorąc zamach dzierżoną oburącz szablą i tnąc nią z całej siły w chitynową głowę potwora. Naostrzona starannie stal wgryzła się z paskudnym chrzęstem w szczerzący się ruchliwymi żuwaczkami łeb mrówkoluda, przecięła chitynę sięgając najpewniej mózgu stwora.
Arkan wydał z siebie sykliwy dźwięk, który w niczym nie przypominał rozumnej mowy, opuścił górne kończyny drgając konwulsyjnie, kiedy dziewczyna szarpnęła w tył rękami wyciągając ubroczone czarną posoką ostrze szabli z głębokiej rany na głowie mrówkoluda. Stwór przeciągnął odnóżami po chropowatych ścianach korytarza próbując złapać jakieś oparcie, ale ześlignął się po nich niczym po szkle, padając na podobny do odwłoku tors i tłukąc łbem o zalegające na dnie chodnika bryły skały. Krew tryskała wartkim strumieniem z rozrąbanej chitynowej czaszki, rozlewając się po skalistym podłożu u stóp gwardzistki.
Wątek techniczny
Mastug rozpisał mi bardzo ładnie przebieg całej pierwszej rundy, ale myślę, że teraz ograniczę się do najbardziej istotnych elementów dotyczących Uhry i Skeli. Pierwszy atak Uhry, ten zadany w 82. momencie rundy, chybił z wynikiem 96 w teście RTR. Drugi atak Uhry sięgnął celu w 52. momencie rundy z wynikiem RTR 25, zadając arkanowi 195 ran ciętych i sprowadzając stwora do stanu agonii. Skela stracił trochę czasu na odłożenie lampy bez jej tłuczenia, toteż zdążył zadać tylko jeden nieudany cios w 21. momencie z wynikiem TR 96. Mordil przemieścił się na tył drużyny, ale arkan padł na grzbiet, zanim bitny goblin zdołał włączyć się do akcji.
Przystosowane do infrawizji oczy Uhry i Mordila nie dostrzegają w tylnej części chodnika niczego podejrzanego, na razie leży tam jedynie podrygujący pokracznie mrówkolud, ale naturalnie nie sposób stwierdzić, czy zaraz zza załomu chodnika nie wypadna następne stwory. Uhra, Mordil, Skela - co robicie? (z uwzględnieniem sytuacji na przedzie szyku, opisanej w następnym updacie).
Uhra zawirowała w miejscu słysząc ostrzegawczy okrzyk Skeli, który dosłownie ściął jej krew w żyłach. W głębokim mroku podziemnego chodnika dziewczyna ujrzała wyrastający ponad nią pół ludzki, pół owadzi kształt, wspierający się na dwóch podobnych do nóg kończynach i rozkładający szeroko pozostałe dwie pary łap. Górne zakończone były przypominającymi chitynowe szczypce odnóżami, rozwartymi na tyle szeroko, by objąć nimi dziewczynę w pasie, a ich ostre jak brzytwa krawędzie lśniły w mdłym blasku olejnych lampek.
Gwardzistka cięła na odlew wiedziona instynktem, uchodząc jednocześnie o krok w bok przed opadającymi na nią szczypcami. Za plecami słyszała krzyki swych kompanów, ale nawet nie próbowała obejrzeć się w ich stronę, nie odrywając wzroku od większego od niej mrówkoluda. Ostrze szabli minęło o włos wyginającego się niezgrabnie arkana, ale Uhra nie czekała na jego kontrę, wyskoczyła do przodu biorąc zamach dzierżoną oburącz szablą i tnąc nią z całej siły w chitynową głowę potwora. Naostrzona starannie stal wgryzła się z paskudnym chrzęstem w szczerzący się ruchliwymi żuwaczkami łeb mrówkoluda, przecięła chitynę sięgając najpewniej mózgu stwora.
Arkan wydał z siebie sykliwy dźwięk, który w niczym nie przypominał rozumnej mowy, opuścił górne kończyny drgając konwulsyjnie, kiedy dziewczyna szarpnęła w tył rękami wyciągając ubroczone czarną posoką ostrze szabli z głębokiej rany na głowie mrówkoluda. Stwór przeciągnął odnóżami po chropowatych ścianach korytarza próbując złapać jakieś oparcie, ale ześlignął się po nich niczym po szkle, padając na podobny do odwłoku tors i tłukąc łbem o zalegające na dnie chodnika bryły skały. Krew tryskała wartkim strumieniem z rozrąbanej chitynowej czaszki, rozlewając się po skalistym podłożu u stóp gwardzistki.
Wątek techniczny
Mastug rozpisał mi bardzo ładnie przebieg całej pierwszej rundy, ale myślę, że teraz ograniczę się do najbardziej istotnych elementów dotyczących Uhry i Skeli. Pierwszy atak Uhry, ten zadany w 82. momencie rundy, chybił z wynikiem 96 w teście RTR. Drugi atak Uhry sięgnął celu w 52. momencie rundy z wynikiem RTR 25, zadając arkanowi 195 ran ciętych i sprowadzając stwora do stanu agonii. Skela stracił trochę czasu na odłożenie lampy bez jej tłuczenia, toteż zdążył zadać tylko jeden nieudany cios w 21. momencie z wynikiem TR 96. Mordil przemieścił się na tył drużyny, ale arkan padł na grzbiet, zanim bitny goblin zdołał włączyć się do akcji.
Przystosowane do infrawizji oczy Uhry i Mordila nie dostrzegają w tylnej części chodnika niczego podejrzanego, na razie leży tam jedynie podrygujący pokracznie mrówkolud, ale naturalnie nie sposób stwierdzić, czy zaraz zza załomu chodnika nie wypadna następne stwory. Uhra, Mordil, Skela - co robicie? (z uwzględnieniem sytuacji na przedzie szyku, opisanej w następnym updacie).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chodniki kopalni miedzi, noc
Zasłaniając się zarówno oszczepem jak i mieczem Hakan Harmun cofnął się błyskawicznie za Eitharta, omal gorlamity nie potrącając ramieniem. Poszczękujący żuwaczkami mrówkolud runął na Trehanta, ignorując zarówno duvikańskiego myśliwego jak i próbującego odłożyć tłukliwą lampę Eitharta. Półork wydał z siebie głuche stęknięcie biorąc błyskawiczny zamach uzbrojonym w szablę ramieniem. W uszach dźwięczały mu jakieś miotane przez Mordila w rodzimej mowie wyzwiska i bitewny psalm płynący z ust Eitharta, ale pole widzenia łowcy zawęziło się do napierającego na niego stwora, jego szczypcowatych łap i równie niebezpiecznych żuwaczek. Stwór poniósł wszystkie cztery łapy wysoko w górę, rozwierając szeroko szczypce i zaciskając nieco podobne do ludzkich dłonie w pięści z zamiarem obalenia nimi remzińskiego myśliwego na dno chodnika.
Trehant ciął z prawa na lewo, pod ukosem, wkładając w owe cięcie całą siłę, jaką zdołał wycisnąć z mięśni. Ostrze szabli wcięło się z boku w tors potwora, odrąbując mu jedną z niższych kończyn i wykreślając na miękkim podbrzuszu arkana krwistą linię, która momentalnie się poszerzyła pod ciężarem odchylonego w tył cielska mrówkoluda bryzgając ciemną gęsta posoką na ubranie łowcy. Stwór nie wydał z siebie najmniejszego dźwięku, zwalił się jak kłoda na nierówne podłoże korytarza omal nie przygniatając półorka swym rozpłatanym iście po rzeźnicku tułowiem. Trehant wrzasnął na poły tryumfalnie, na poły nienawistnie uświadamiając sobie, że bez łaski swego boskiego patrona mógł teraz leżeć na skale w miejscu drgającego konwulsyjnie arkana, bryzgając krwią tryskającą z rozpołowionego szczypcami ciała.
- Daj pozór na tamtego! - ryknął Hakan Harmun wskazując ostrzem miecza na poruszający się w półmroku kształt kolejnego mrówkoluda, dużo większego od swego poprzednika i wydającego z siebie dziwaczne poświstywanie. Trehant odskoczył w bok unosząc wyżej szablę i gotowiąc się na szarżę wyginającej rytmicznie swój odwłok bestii.
Wątek techniczny
Najpierw małe info dla Treanta - łowca makunów sieknął mrówkoluda szablą w 38. momencie rundy (wynik RTR 33) i wypłacił mu 166 ran ciętych. Ekipa w przedzie drużyny, macie teraz interesujący problem do rozwiązania, bo w pewnej odległości od Was znajduje się następny arkan, większy od tych dwóch powalonych w pierwszej rundzie i dość dziwnie się zachowujący. Stwór ten wspiera się na wszystkich swych odnóżach ze szczypcami włącznie wykrzywiając się w Waszą stronę odwłokowatym torsem i wydaje z siebie dziwaczne poświstywanie.
Prócz rzeczonego arkana nie widzicie w pobliżu tymczasowo innego zagrożenia. Jakieś deklaracje?
Zasłaniając się zarówno oszczepem jak i mieczem Hakan Harmun cofnął się błyskawicznie za Eitharta, omal gorlamity nie potrącając ramieniem. Poszczękujący żuwaczkami mrówkolud runął na Trehanta, ignorując zarówno duvikańskiego myśliwego jak i próbującego odłożyć tłukliwą lampę Eitharta. Półork wydał z siebie głuche stęknięcie biorąc błyskawiczny zamach uzbrojonym w szablę ramieniem. W uszach dźwięczały mu jakieś miotane przez Mordila w rodzimej mowie wyzwiska i bitewny psalm płynący z ust Eitharta, ale pole widzenia łowcy zawęziło się do napierającego na niego stwora, jego szczypcowatych łap i równie niebezpiecznych żuwaczek. Stwór poniósł wszystkie cztery łapy wysoko w górę, rozwierając szeroko szczypce i zaciskając nieco podobne do ludzkich dłonie w pięści z zamiarem obalenia nimi remzińskiego myśliwego na dno chodnika.
Trehant ciął z prawa na lewo, pod ukosem, wkładając w owe cięcie całą siłę, jaką zdołał wycisnąć z mięśni. Ostrze szabli wcięło się z boku w tors potwora, odrąbując mu jedną z niższych kończyn i wykreślając na miękkim podbrzuszu arkana krwistą linię, która momentalnie się poszerzyła pod ciężarem odchylonego w tył cielska mrówkoluda bryzgając ciemną gęsta posoką na ubranie łowcy. Stwór nie wydał z siebie najmniejszego dźwięku, zwalił się jak kłoda na nierówne podłoże korytarza omal nie przygniatając półorka swym rozpłatanym iście po rzeźnicku tułowiem. Trehant wrzasnął na poły tryumfalnie, na poły nienawistnie uświadamiając sobie, że bez łaski swego boskiego patrona mógł teraz leżeć na skale w miejscu drgającego konwulsyjnie arkana, bryzgając krwią tryskającą z rozpołowionego szczypcami ciała.
- Daj pozór na tamtego! - ryknął Hakan Harmun wskazując ostrzem miecza na poruszający się w półmroku kształt kolejnego mrówkoluda, dużo większego od swego poprzednika i wydającego z siebie dziwaczne poświstywanie. Trehant odskoczył w bok unosząc wyżej szablę i gotowiąc się na szarżę wyginającej rytmicznie swój odwłok bestii.
Wątek techniczny
Najpierw małe info dla Treanta - łowca makunów sieknął mrówkoluda szablą w 38. momencie rundy (wynik RTR 33) i wypłacił mu 166 ran ciętych. Ekipa w przedzie drużyny, macie teraz interesujący problem do rozwiązania, bo w pewnej odległości od Was znajduje się następny arkan, większy od tych dwóch powalonych w pierwszej rundzie i dość dziwnie się zachowujący. Stwór ten wspiera się na wszystkich swych odnóżach ze szczypcami włącznie wykrzywiając się w Waszą stronę odwłokowatym torsem i wydaje z siebie dziwaczne poświstywanie.
Prócz rzeczonego arkana nie widzicie w pobliżu tymczasowo innego zagrożenia. Jakieś deklaracje?
Ostatnio zmieniony 13 czerwca 2011, 22:16 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
Skoro Uhra tak gładko poradziła sobie z "naszym" mrówkoludem sprawdzam szybko jak wygląda sytuacja. Skoro widzę tylko jednego jeszcze przeciwnika i mam pewność, że za chwilę z ciemności nie pojawi się kolejny to "przycelowanie" i ciskam włócznią w ostatniego. Nie robię tego jeśli nie mam absolutnej pewności, że kogoś przy tym nie trafię z naszych. Jeśli rzuciłem włócznię to z pleców dobywam miecz i dobijam wroga jeśli ktoś tego nie zrobi przede mną, jeśli nie mam "czystego rzutu" wtedy robię to włócznią.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
- Ten pewnikiem będzie twardszy. Jacyś ochotnicy?
Wątek techniczny
Nadal korzystając z Powstrzymania oczekuję na zbliżenie się i atak arkana. Spodziewam się też, że ktoś będzie chciał stanąć u mojego boku, dlatego przesuwam się w stronę ściany po lewej stronie, aby zrobić dlań miejsce.
Wątek techniczny
Nadal korzystając z Powstrzymania oczekuję na zbliżenie się i atak arkana. Spodziewam się też, że ktoś będzie chciał stanąć u mojego boku, dlatego przesuwam się w stronę ściany po lewej stronie, aby zrobić dlań miejsce.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kapłan krzyknął ostrzegawczo - Kryć się! Chyba świństwem jakimś chce w nas prysnąć! - po czym szybko zlustrował korytarz w poszukiwaniu schronienia...
Wątek techniczny
Eithart chowa się za jakimś załomem, czymkolwiek (w ostateczności za truchłem zabitego arkana) by przeczekać ewentualny atak dystansowy, potem ma zamiar natrzeć na wroga z mieczem w ręku
Wątek techniczny
Eithart chowa się za jakimś załomem, czymkolwiek (w ostateczności za truchłem zabitego arkana) by przeczekać ewentualny atak dystansowy, potem ma zamiar natrzeć na wroga z mieczem w ręku
Ostatnio zmieniony 13 czerwca 2011, 22:25 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chodniki kopalni miedzi, noc
Poświstywanie arkana przybrało na sile, a jego wygięty nienaturalnie odwłok zdawał się celować dziwaczną wypustką prosto w czeluść kopalnianego chodnika. Dźwięczący nutą przerażonej pewności okrzyk gorlamickiego kapłana odbił się echem od skał przyprawiając wszystkich o nagły ścisk gardeł, bo chociaż żaden ze śmiałków nie widział jeszcze nigdy plującego kwasem mrówkoluda - wszak ledwie chwilę temu ujrzeli te bez mała bajkowe stwory na własne oczy po raz pierwszy w życiu - wszyscy w jednej chwili zyskali przekonanie, że taki kwas musiał oznaczać wyjątkowo paskudną formę śmierci.
Eithart omiótł chodnik zdesperowanym wzrokiem, w ułamku chwili uświadamiając sobie jak pozbawioną osłony przestrzenią był górniczy korytarzyk, po czym runął na kolana przywierając do ciepłego cielska wciąż dogorywającego arkana i przesłaniając swą głowę tarczą.
W ciasnej przestrzeni chodnika świsnęły dwa smukłe kształty, ciśnięte z całej siły mocarnymi męskimi ramionami. Myśliwska włócznia Skeli ugodziła mrówkoluda w gardziel przechodząc przez ciało arkana na wylot i wystając na dobre dwie stopy po przeciwnej stronie cielska, oszczep Harmuna w środek chitynowej skorupy pokrywającej tors stwora. Wąskie, kute z doskonałej stali ostrze przebiło naturalny pancerz arkana kiereszując ukryte pod nim, a zupełnie nieznane myśliwemu organy wewnętrzne. Wielki mrówkolud zadygotał spazmatycznie, zaklekotał nieludzko z głębi przebitej włócznią krtani i runął na grzbiet przebierając niemrawo odnóżami.
Wątek techniczny
Oj, troszkę Wam się poszczęściło, więc statystycznie w następnej potyczce zginiecie! W 51. momencie rundy arkan dostał włócznią Skeli (test RTR 13) i zaliczył 160 ran kłutych, a w 32. momencie jeszcze 212 ran kłutych od oszczepu Hakana. W chodniku zapanował pełen napięcia bezruch, zakłócany jedynie słabymi podrygami wszystkich trzech arkanów. Co robicie, szybko, szybko! Nigdzie nikogo więcej nie widać, ale szalejąca wyobraźnia sprawia, że wszędzie słyszycie złudny klekot mrówczych odnóży!
Poświstywanie arkana przybrało na sile, a jego wygięty nienaturalnie odwłok zdawał się celować dziwaczną wypustką prosto w czeluść kopalnianego chodnika. Dźwięczący nutą przerażonej pewności okrzyk gorlamickiego kapłana odbił się echem od skał przyprawiając wszystkich o nagły ścisk gardeł, bo chociaż żaden ze śmiałków nie widział jeszcze nigdy plującego kwasem mrówkoluda - wszak ledwie chwilę temu ujrzeli te bez mała bajkowe stwory na własne oczy po raz pierwszy w życiu - wszyscy w jednej chwili zyskali przekonanie, że taki kwas musiał oznaczać wyjątkowo paskudną formę śmierci.
Eithart omiótł chodnik zdesperowanym wzrokiem, w ułamku chwili uświadamiając sobie jak pozbawioną osłony przestrzenią był górniczy korytarzyk, po czym runął na kolana przywierając do ciepłego cielska wciąż dogorywającego arkana i przesłaniając swą głowę tarczą.
W ciasnej przestrzeni chodnika świsnęły dwa smukłe kształty, ciśnięte z całej siły mocarnymi męskimi ramionami. Myśliwska włócznia Skeli ugodziła mrówkoluda w gardziel przechodząc przez ciało arkana na wylot i wystając na dobre dwie stopy po przeciwnej stronie cielska, oszczep Harmuna w środek chitynowej skorupy pokrywającej tors stwora. Wąskie, kute z doskonałej stali ostrze przebiło naturalny pancerz arkana kiereszując ukryte pod nim, a zupełnie nieznane myśliwemu organy wewnętrzne. Wielki mrówkolud zadygotał spazmatycznie, zaklekotał nieludzko z głębi przebitej włócznią krtani i runął na grzbiet przebierając niemrawo odnóżami.
Wątek techniczny
Oj, troszkę Wam się poszczęściło, więc statystycznie w następnej potyczce zginiecie! W 51. momencie rundy arkan dostał włócznią Skeli (test RTR 13) i zaliczył 160 ran kłutych, a w 32. momencie jeszcze 212 ran kłutych od oszczepu Hakana. W chodniku zapanował pełen napięcia bezruch, zakłócany jedynie słabymi podrygami wszystkich trzech arkanów. Co robicie, szybko, szybko! Nigdzie nikogo więcej nie widać, ale szalejąca wyobraźnia sprawia, że wszędzie słyszycie złudny klekot mrówczych odnóży!
- Wszyscy cali? Świetnie. Ale jednak mieliśmy farta i teraz, gdy wiemy czego się spodziewać, należałoby zreorganizować szyk. Broń miotana pozwoli nam co najmniej zmiękczyć przeciwników, zaś długa powstrzymać ich na dystans. Proponuję, aby dysponujący drzewcem Mordil zamienił się ze mną miejscami. Ponieważ nie jest wysoki, nie powinien zasłaniać światła niesionej przeze mnie latarni. Niestety po tym, co zobaczyłem mam o wiele mniejszą nadzieję na odnalezienie żywych górników. Zostawmy tu na razie te truchła. Gdy będziemy wracali weźmiemy jakieś fragmenty ich ciał, aby pokazać radzie, co tu się zalęgło.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Zakładam, że Skela zechce odzyskać swoją włócznię, bo Hakan na pewno wyciągnie z arkana oszczep. Wszystkie osobniki wciąż jeszcze żyją, ktoś zainteresowany być może dorzynaniem? Mniejsze arkany mają na sobie jakieś szczątkowe odzienie, ten większy - kwasoplujek - nosi strój lepszej jakości (co nie znaczy automatycznie, że dobrej). Nie widać przy nich żadnej broni prócz ich naturalnej. Z bliska wyglądają jeszcze paskudniej niż przed chwilą, zwłaszcza te ich mrówcze łby, brrr!
I pytanie z innej beczki - czy mi się wydaje czy coś przeoczyłem: deklarowaliście może (wszyscy poza Eithartem) zmówienie modlitwy do swych bóstw patronackich przed wyruszeniem na misję? (chodzi mi o tę modlitwę błagalną, którą nie-klerycy mogą odmawiać w szczególnej intencji raz dziennie). Rzecz w tym, że na Orchii bogowie zwykli często ingerować w sprawy śmiertelników, więc modlitwa połączona z udanymi testami WI i ZW może Was zaskoczyć późniejszymi efektami!
Zakładam, że Skela zechce odzyskać swoją włócznię, bo Hakan na pewno wyciągnie z arkana oszczep. Wszystkie osobniki wciąż jeszcze żyją, ktoś zainteresowany być może dorzynaniem? Mniejsze arkany mają na sobie jakieś szczątkowe odzienie, ten większy - kwasoplujek - nosi strój lepszej jakości (co nie znaczy automatycznie, że dobrej). Nie widać przy nich żadnej broni prócz ich naturalnej. Z bliska wyglądają jeszcze paskudniej niż przed chwilą, zwłaszcza te ich mrówcze łby, brrr!
I pytanie z innej beczki - czy mi się wydaje czy coś przeoczyłem: deklarowaliście może (wszyscy poza Eithartem) zmówienie modlitwy do swych bóstw patronackich przed wyruszeniem na misję? (chodzi mi o tę modlitwę błagalną, którą nie-klerycy mogą odmawiać w szczególnej intencji raz dziennie). Rzecz w tym, że na Orchii bogowie zwykli często ingerować w sprawy śmiertelników, więc modlitwa połączona z udanymi testami WI i ZW może Was zaskoczyć późniejszymi efektami!
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Moja dorzynać wszystka mrówka! I zabierać ichnia kła dla moja, odprawiać szybka rytuał za pokonany wróg i ucinać mu te szczęki, na moja wisiorek:-))
-"Ile my mieć latarnia i pochodnia? Bo jak mnie się widzi lepiej najprzód w te ichnie rzucić ognia i wtedy ich wycinać w pień, to przecie żywe stwory być i jak każda żywa kutwa tylko, że być ogromniasta mrówka bać się ognia, nasza być muc wykorzystać, że te mrówka one żyć pod ziemia i pewnie one bać się ogień. Moja być uważać aby w nich ciskać ogień a potem ich ciskać bronia i krwawić na potęga jak moja uczyć Mama Dunia Baba Sun"
Dalej staję w centrum wycieczki, i jeśli pojawią się naciski to wtedy chowam topór a wyciągam łuk, ale nie mam zamiaru iść na przodzie tej eskapady.
-"Ile my mieć latarnia i pochodnia? Bo jak mnie się widzi lepiej najprzód w te ichnie rzucić ognia i wtedy ich wycinać w pień, to przecie żywe stwory być i jak każda żywa kutwa tylko, że być ogromniasta mrówka bać się ognia, nasza być muc wykorzystać, że te mrówka one żyć pod ziemia i pewnie one bać się ogień. Moja być uważać aby w nich ciskać ogień a potem ich ciskać bronia i krwawić na potęga jak moja uczyć Mama Dunia Baba Sun"
Dalej staję w centrum wycieczki, i jeśli pojawią się naciski to wtedy chowam topór a wyciągam łuk, ale nie mam zamiaru iść na przodzie tej eskapady.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."