Strona 15 z 28
: 31 lipca 2011, 20:36
autor: tzeentch
W myślach zaczynam odmawiać modlitwę do mego boga, aby dał mi siłę przeciwstawić się tym próbom przesłuchania - aby dał mi siłę do dalszego szerzenia zła, krzywdzenia niewinnych i poniżania dumnych i silnych - tak dumnych jak ci kapłani Katana...
Coż... znana prawda, gdy trwoga to do boga
: 31 lipca 2011, 21:04
autor: avnar
-Nie byłem - odrzekł Aldur pewny swego, bo przecie za bramę tylko wszedł a nie do budynku, a jakoś mu się ubzdurało że o budynek faktorii komendant pyta. No a że niewinny w ogóle się czuje, to i spokój zachowuje.
: 31 lipca 2011, 21:48
autor: Goldwin
Nie byliśmy! - odparł hardo akcentując ostatnie słowo.
: 31 lipca 2011, 22:38
autor: Keth
Portowa komendantura straży miejskiej, Tahar-gar
Katanicki kapłan chrząknął ponownie, znacząco i na tyle głośno, by natychmiast spojrzenia wszystkich obecnych w pomieszczeniu pobiegły w jego właśnie stronę. Krzyżując ramiona na piersiach mężczyzna spojrzał na krasnoluda spojrzeniem jeszcze bardziej wrogim od tego, którym chwilę wcześniej zmierzył elfa oriakański wikariusz.
- Znów fałsz, czcigodny kthanie - oznajmił imrach akcentując każde wypowiadane przez siebie słowo - Kiedy rzekł, że w faktorii nie byli, wyczułem kłamstwo.
- Wystarczy - odpowiedział komendant Tovnik postukując czubkami palców w krawędź blatu stołu - Przewieźć tych zbrodzieniów do pałacu królewskiego namiestnika, tam się nimi zajmie mistrz małodobry. Świątobliwi kthanowie, dziękuję wam za przybycie i pomoc i życzę spokojnej już nocy.
Trzymani w żelaznym uścisku rąk strażników najmici mogli jedynie patrzeć jak oficerowie straży miejskiej i towarzyszący im człowiek w ciemnych szatach podnoszą się ze swoich miejsc szurając krzesłami.
- Jaki los czeka tych nikczemników, komendancie? - zapytał oriakański kapłan zbierając się do wyjścia, ale ociągając się przy tym zauważalnie.
- Czerwone żelazo rozwiąże języki, które po dobroci prawdy nie zechciały wyjawić - odparł sucho tan Tovnik, kładąc dłoń wymownym gestem na przypasanej do boku szabli - A że wszystko wskazuje na to, iż to właśnie oni odebrali życie czcigodnemu Raffurowi, wieść o tym dotrze jeszcze przed południem do stolicy. Miłościwy król bez wątpienia będzie poruszony śmiercią naszego Raffura, więc wolę nawet nie myśleć o tym, co się tym zbrodzieniom uczyni przed ich straceniem.
- Dziesiętniku, konny zaprzęg z eskortą pod drzwi wejściowe, w trymiga! - zażądał oficer straży zasiadający po prawicy komendanta - Spętać ich, wsadzić na wóz i przewieźć do pałacowych kazamat!
Wątek techniczny
Dobra wiadomość jest taka, że już Was w tej komendanturze nie będą dłużej męczyć. Zła jest taka, że zaraz zostaniecie przewiezieni w miejsce, z którego znacznie trudniej będzie Wam uciec. I teraz wieść gorsza od złej - pętając Was rzemieniami (kajdan ktoś nie zdążył naszykować, pewnie za to beknie) odebrano stosownym osobom również ich amulety z PM (wiem, to boli, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo i przyjemnie!).
Generalnie poziom brutalności ze strony strażników bardzo podskoczył (kim właściwie był ten cały Khaled Raffur?).
: 31 lipca 2011, 22:54
autor: Goldwin
- Zaraz, kwila! - zaprotestował zapierając się w miejscu - A może jak już tak chceta wozić to po prawie się dowiemy kto nas tu w co wrabia? Kto nas widział, nawet z psem w jednym miejscu? I kim do jasnej był ten Khaled co o niego tyle krzyku i zafrasowania? Może nie ma co poruszać Miłościwego...
Może coś się tu dowiemy zanim nas wywiozą na wycieczkę.
: 31 lipca 2011, 22:56
autor: tzeentch
Nie wiem czy udało mi się zdjąć amulet z ręki zanim mnie skrępują i schować go, np z tyłu pasem, czy w rękawie, ew. wrzucić do spodni... (wcześniej deklarowałem, że 1 amulat mam zawieszony na nadgarstku). A wszytsko to zabarwione grą aktorską
Słysząc słowa komendanta Moriento rymsnął na kolana i złożył dłonie jak do modlitwy - Panie miłościwy, na bogów wszystkich zaklinam, żeśmy Raffura nie zabili. Że prawdę mówię, każden z tych kapłanów poświacz... uff - stęknął i nakrył się rękami otrzymując cios od strażnika.
: 31 lipca 2011, 23:14
autor: Keth
Portowa komendantura straży miejskiej, Tahar-gar
Przekraczający już próg pomieszczenia oriakański wikariusz obejrzał się ponad ramieniem zasłuchany w słowa klęczącego ze zrozpaczoną miną Katańczyka, potrząsnął lekko głową.
- Tym razem nie skłamał - powiedział kapłan spoglądając znacząco na oficerów straży miejskiej - Prawdę rzekł, że czcigodnego Raffura nie zabili.
- Ale skłamali nie przyznając się do tego, że w faktorii w nocy byli i że ogień podłożyli - odrzekł twardo komendant Tovnik - Jam nie jest sędzia i nie mnie roztrząsać, czym dokładnie zawinili. Ważne, że mam zbrodzieniów, którzy wedle doniesienia królewskiego agenta tego nikczemnego czynu dokonali i znalezieni zostali tam, gdzie ich znaleziono. A czy sami temu winni czy ktoś ich w zbrodnię wplątał, to już nie moja sprawa, jeno mistrzów katowstwa z pałacu czcigodnego namiestnika.
Dowódca portowej straży miejskiej przeniósł spojrzenie na Goldastha, zdając się przewiercać krasnoluda na wylot wzrokiem.
- Jeśliś nieświadom tego, kogoście spalili, w niczym nie umniejsza to twej winy - oświadczył Tabadańczyk - Wiedz jednak, żeście nie mogli dzisiejszej nocy gorzej wybrać. El Khaled Raffur był jednym z kupców z południowego wybrzeża kraju, którzy podpisali petycję do miłościwie nam panującego króla z prośbą o ukrócenie wybryków osmundzkich rybaków, co się na nasze wody zapuszczają, a nasze łowiska pustoszą. Wielką na siebie musiał przez to niechęć Osmundczyków ściągnąć, alem wielce zaskoczony, że się aż do skrytobójstwa w zemście posunęli.
: 31 lipca 2011, 23:31
autor: tzeentch
Trzeba będzie poszukac możliwości ucieczki zanim nas przetransportują do kazamatów, bo potem to już przechlapane
Już do swoich.- I kto z was towarzysze, taką wielką wiarę w przesłuchanie przed strażą pokładał? Jak żem mówił, że nas ktos wrobic próbuje? Że to niby nic nam nie grozi, co? Zeby to k...a jasna strzeliła!
: 31 lipca 2011, 23:34
autor: Goldwin
Ściągnął brwi z namysłem i szarpnął się natężając mięśnie aż strażnika przygięło gdy odwrócił się znienacka w stronę komendanta.
- A nie może być tak by nam owego Agenta obaczyć? - spojrzał uważnie na kapłanów - Dyć może cosik ciekawego dla Miłościwego się znajdzie...
: 31 lipca 2011, 23:54
autor: avnar
-Właśnie mości komendancie - zawołał Aldur, całą swą Charyzmę w to wkładając- ojczyzna na progu wojny i w Twoich rękach los jej spoczywa. A co jeśli kto inny podjudza, żeby krwi niewinnej narodu upuścić. Żeby wdowy biedne łzami fontanny napełniły. Co jeśli to nie Osmund a jakieś zdradcie innego rodzaju, podszeptem diabła do czynów zmuszane. Osądź w swym sumieniu, czy sprawę tak zostawisz, czy ratować niewinnych chcieć będziesz, a i nad mianem jakim cię dzieci Twoje nazywać będą, też się zastanów, bo różne być może.
Odczekawszy moment, kontynuował:
-My pyłki na wietrze i nasz los nie ważny, ale zemstę sprawiedliwą, zabójcy czcigodnego Rafura odpuścić pragniesz? Powstrzymaj swe rozkazy, zbadaj sprawę, proszę, bo duchy tych niewinnych o pomstę wołają. Ja tą reką zemsty być mogę, tak jak i towarzysze moi. Daj nam szansę na życie a służyć Ci będziemy, na boga zemsty przysięgając, znaleźć tych co zbrodnię naprawdę popełnili.
: 01 sierpnia 2011, 09:56
autor: Zygi
Sprawa jest tak grubymi nićmi szyta, że nie zdziwiłbym się gdyby sam Raffur był obecny przy naszym skazaniu. A po prostu niezbędni są winni jego śmierci, by zniknięcie mu umożliwić
- Mości komendancie, a może propozycja taka? Z pewnością całe szczątki szanownego Raffura się spalić w tym nieszczęściu nie spaliły. Był osobą znaczną, więc kapłani zapewne protestować nie będą, niechaj zregenerują jego szczątki doczesne, wskrzeszą ofiarę i niech sam szacowny kupiec zezna, czy nas widział kiedyś i czy to myśmy go zabili podstępnie. Zysk jest dwojaki, nie tylko kupiec do życia wróci i będzie mógł swą działalność w sporze z Osmundem kontynuować, ale i pewność zyskacie.. Koszty? Rada miasta czy namiestnik z pewnością za takiego obywatela założą, a po schwytaniu rzeczywistych zabójców z jego majątku się to zapłaci, a jeśli braknie, myślę że sam kupiec chętnie dołoży..
: 01 sierpnia 2011, 11:35
autor: tzeentch
Oj... Bedzie bolalo :p
: 02 sierpnia 2011, 20:03
autor: Keth
Portowa komendantura straży miejskiej, Tahar-gar
Oficer zasiadający po prawicy komendanta strzelił donośnie palcami i na umówiony widać znak Hariquiel zwalił się na kolana zasypany gradem ciosów wymierzanych pięściami i wytoczonymi z twardego drewna pałkami, które znalazły się znienacka w rękach miejskich strażników. Klęczący wciąż Moriento próbował odpełznąć w bok starając się ujść poza zasięg rąk i nóg rozsierdzonych słowami elfa Tabadańczyków, ale czujni wartownicy natychmiast przycisnęli go do zimnej kamiennej posadzki, jakby od niechcenia wymierzając Katańczykowi kilka kopniaków. Aldur i Goldasth zastygli w bezruchu nie chcąc prowokować reszty strażników do zajęcia się ich własnymi osobami.
- Dość, starczy mu! - oznajmił donośnym głosem oficer straży odczekawszy wpierw, aż odziany w jelenie skóry elf poczuje na sobie ciężar tabadańskiego wymiaru sprawiedliwości - Trza cosik ostawić torturownikom, co na niego w pałacu czekają.
Komendant Tovnik obszedł nieśpiesznie stół i zbliżył się do zwiniętego w kłębek Hariquiela, spoglądając na niego z góry i splatając ręce za plecami. W szarych oczach szlachcica nie widać było wcale wrogości czy nawet nienawiści, wręcz przeciwnie, przekręcający w górę głowę elfa zdawał się dostrzegać na twarzy Tovnika wyraz rezygnacji świadczący o pogodzeniu się z czymś, na co oficer nie miał żadnego wpływu.
- Widać, żeś iście w puszczy chowany i za nic masz nasze obyczaje względem wskrzeszania - oświadczył komendant - Kim nie byłby nieodżałowanej pamięci el Raffur i jakich nie położyłby zasług w przeszłości dla Tahar-garu i całego być może Tabadanu, nie nam decydować o tym, gdzie podąży teraz jego dusza. Odszedł w zaświaty, by dołączyć do swego boskiego patrona i jeno król sam, a jego arcykapłani przesądzić mogą, czy dozwoli się jego wskrzeszenia i oni jeno na się gniew bogów wezmą, jeśli to uczynią.
Obolały od gradu uderzeń Hariquiel stęknął głucho, kiedy silne męskie ręce pochwyciły go i pociągnęły w górę stawiając elfa na nogi. Nie zwracając uwagi na cieknącą z jego rozbitego nosa i rozciętej wargi krew Tovnik obejrzał się w stronę pozostałych więźniów.
- O spisku krzykacie, o zagrożeniu ojczyzny i zemście - powiedział oficer - Nie do mnie należy takowa rozmowa. Jam miał was jeno pojmać, a przesłuchać w towarzystwie tych kthanów, co właśnie wyszli, by dowieść waszej niewinności albo winy. Żeście mimo ostrzeżeń skłamali, wasz to kłopot, nie mój, teraz tedy kto inny roztrząśnie, jaka kara wam należna. Zabrać ich stąd, a do pałacu zawieźć, już tam na nich czekają.
Wątek techniczny
Koniec spotkania w komendanturze, teraz czeka Was wątpliwy zaszczyt wizyty w pałacu królewskiego namiestnika Tahar-garu. Czy już w jakiś sposób podkreślałem grozę Waszej bieżącej sytuacji? Dzięki sprytnemu zagraniu Moriento zdołał ocalić jeden ze swoich amuletów, reszta uległa konfiskacie. Z całego swego dobytku zachowaliście jedynie to odzienie, które macie na sobie (na szczęście również zbroje, nikt ich z Was nie zdarł). Majątek pozostawiony w tawernie jeszcze tam leży, ale zapewne albo niedługo skonfiskuje go straż albo sprytny gospodarz schowa wszystko do Waszej egzekucji, a potem to upłynni dla własnego zysku.
: 02 sierpnia 2011, 20:26
autor: Zygi
Hariquiel otarł swą twarz o ramię, by usunąć choć część lecącej jeszcze krwi.. przez moment w jego oczach jakby złość się pojawiła, jednak po chwili dotarło, że przy zamienieniu miejscami zachowałby się pewnie podobnie. Uśmiechnął się tylko pod nosem na jakąś myśl, która właśnie mu przebiegła między uszami niczym mysz prześlizgająca się pod miotłą, nie powiedział jednak nic. Nie zwracając uwagi na osiłków usiadł jedynie wygodniej i począł czekać na to tak wielce zapowiadane spotkanie w nadziei, że wyjaśni się nieco więcej niż podczas tego przesłuchania. 'Być może namiestnik wykaże się większą gościnnością' - pomyślał elf.
: 02 sierpnia 2011, 20:55
autor: Keth
Portowa komendantura straży miejskiej, Tahar-gar
Powleczeni ciemnymi wąskimi korytarzami budowli najmici nie byli w stanie stawić oprawcom większego oporu, ujęci pod wykręcone ramiona i trzymani na bełtach kilku naciągniętych śpiesznie kusz. Pilnujący ich strażnicy nie szczędzili pojmanym kuksańców i obraxliwych wyzwisk, teraz już pewni tego, że więźniowie odpowiedzalni są za śmierć jednego z szacowniejszych mieszkańców Tahar-garu i podłożenie ognia, który mógł zagrozić całej tutejszej społeczności. Wytarmoszony złośliwie za brodę krasnolud pozwolił sobie nieostrożnie na krótkie przekleństwo, zbierając cięgi wymierzone dębowymi pałkami i tracąc wskutek lania dech.
Moriento modlił się gorliwie w duchu, chociaż zwykle nie okazywał przesadnie religijnych uczuć. Być może jako jedyny z pojmanych podpalaczy zdawał sobie w pełni sprawę z losu, jaki czekał całą czwórkę po przewiezieniu do pałacowych kazamat. W przeciwieństwie do możnowładców imperialnych Tabadańczycy nie uchodzili za władyków okrutnych i przejawiających upodobanie do dręczenia swych ofiar, ale i oni posiadali szeroki wachlarz instrumentów służących do zadawania potwornego bólu. Katańczyk szczerze wolałby uniknąć bliższego z owymi instrumentami kontaktu, a wiedział, że żądni ukarania zbrodniarzy Tahargarczycy chętni pomęczą schwytanych przed wysłaniem ich na szafot.
Kara śmierci zdawała się wisieć nad głowami więźniów niczym namacalne ostrze topora, toteż myśli Morientiego biegły oszalałym potokiem przesuwając przed oczami Katańczyka szereg pobudzonych strachem obrazów, w których był on topiony w kadzi z wodą, przypiekany czerwonym żelazem, obdzierany ze skóry i żywcem rozczłonkowywany.
Sprowadzony pośpiesznie zaprzęg właśnie podjechał pod główne wejście komendantury, toteż więźniowie natychmiast zostali pociągnięci w jego stronę. Cztery uwiązane do dyszla konie parskały niespokojnie i tupały podkutymi nogami w bruk, objawiając swe wyraźnie zdenerwowanie. W nocnym powietrzu dawał się wychwycić ledwie wyczuwalny swąd spalenizny, a z nieba spadały niewielkie płatki sadzy, które osiadały malutkimi plamkami czerni na ubraniach strażników i więźniów. Łuna pożaru zniknęła już zupełnie, zastąpiona zwyczajowym mrokiem tahargarskiej nocy, ale w oddali wciąż było słychać niespokojne głosy.
- Sześciu ludzi na wóz! - wyrzucił z siebie dziesiętnik w hełmie z niebieską kitą, nie ten, który pojmał najemników w tawernie, lecz inny, śpiesznie nadciągający od strony rozwartej szeroko bramy na krańcu niewielkiego placu przed budowlą komendantury - Pojedziecie ze mną do pałacu, a oka mi z tych zbrodzieniów nie spuszczać!
Obity solidnie Hariquiel wyprowadzany był jako ostatni, toteż śpieszący za nim człowiek w ciemnych szatach zdążył elfa dogonić jeszcze przed progiem i zatrzymawszy strażników w miejscu władczym ruchem dłoni złapał młodzieńca ręką za włosy podnosząc w górę jego głowę. Pędzony przodem Aldur zdążył jedynie dostrzec, że doradzający komendantowi na arkuszach papieru obcy mówi coś do ucha elfa, potem silne ramiona pociągnęły go w górę na wóz rzucając na kiepsko oheblowane deski wozu.
Wątek techniczny
Wóz zaprzężony w cztery konie, a na nim w koźle woźnica w mundurze straży oraz dziesiętnik plus Wy czterej z tyłu i sześciu strażników. W sumie ośmiu ludzi eskorty i czterech więźniów. Tahar-gar nie jest specjalnie duży, więc jazda do pałacu namiestnika zapewne nie potrwa długo, a kiedy tam już zajedziecie... Eskorta trzyma broń w pochwach, a kusze na plecach, bo jazda rozkołysanym, podskakującym na bruku zaprzęgiem może grozić pokaleczeniem, ale jesteście czujnie obserwowani, a Wasze ręce skrępowano na wysokości brzucha grubym rzemieniem.