- Dobra robota, Motłoch. Przeszukajmy go. Gdzieś musi być nadajnik zakłócający sygnał. No i coś dziwnego dzieje się na pokładzie. Hej, ty, pilocie jakiś tam! Jesteś w stanie sam pilotować maszynę? Musimy zniszczyć nadajnik pozwalający zdalnie z ziemi sterowanie samolotem.
-pobielały na twarzy drugi pilot kiwnął niepewnie głową, choć równie dobrze mogło to być wywołane niestabilnością lotu, przez chwilę patrzył tępo na Jelcynowa po czym jakby go sam Putin gonił pognał w kierunku kabiny pilotów.
Sekundę później Borys ruszył za stewardessą. Zasłonka odzielająca aneks łączący pierwszą i drugą klasę wkurwiająco bujała się tam i z powrotem marnotrawiąc cenne sekundy i doprowadzając do pasji.
- Gdzie są ukryte spadochrony i ile ich jest? - zapytał cicho, szarpiąc się z durną, jasnobrązową szmatą -
Lepiej nie kłam, bo skończysz gorzej jak ten tutaj - wskazał palcem zmasakrowane zwłoki, zdając sobie zarazem sprawę, że gada nie widząc swego rozmówcy.
Rozprysk farby rzucony przez jakiegoś chorego neoartystę- malarza. Krwawy ślad spłynął po materiale.
Suchość w ustach. Borys mimowolnie cofnął się o krok. Instynkt podpowiadał mu, by bezwzględnie zachować ciszę. Śmierć po raz kolejny w tym feralnym dniu upominała się o swój haracz. Jej lodowaty uścisk ścisnął mu gardło.
http://www.youtube.com/watch?v=nM__lPTWThU -
podkładzik
Ot skurwiel!!! -wściekły ryk Motłocha dobiegający zza pleców zbił Jelcynowa z tropu. Nogi ugięły się niczym odcięte od zasilania. Niedźwiedź stracił równowagę. Poleciał na siedzenia wciąż nie w pełni ogarniając nierealny, rozmazany horror- krótki flash jaki mignął mu przed oczami, rozgrywający się w oddzielonej jedynie kawałkiem dyndającej, czerwonej szmaty klasie drugiej.
[center]***[/center]
Rozpalony do czerwoności Motłoch rzucił się za drugim pilotem, który wypadł z kabiny z założonym spadochronem. Trwało to zbyt krótko, by oddać celny strzał. Pilot dosłownie przemknął ku głównemu wejściu mieszczącemu się tuż za kabiną pilotów.
[center]***[/center]
Protekt zlokalizowany.
Monoostrza cyberniuni schowały się błyskawicznie posłuszne mentalnej komendzie. Tuż za nią gramolił się nieopisany koszmar zmasakrowanych ciał, wyciągniętych rąk, opętanych szałem oczu. Przed nią Jelcynow w spowolnionym, niczym na przewijanym klatka po klatce filmie opadał na fotele klasy pierwszej.
Nagły ciąg powietrza szarpnął wszystkimi. W tym samym momencie Tania wyczuła, że podłoga samolotu przestała wibrować. Jej super słuch wychwycił równocześnie ustanie jeszcze innego, zdecydowanie pożądanego dźwięku..
silniki ucichły.
Ok. W skrócie, żeby zobrazować.
Drugi pilot wysadził (awaryjnie) drzwi główne znajdujące się z przodu pojazdu, tuż za kabiną pilotów i wyskoczył na spadochronie.
Kilka metrów za nim jest Motłoch. Za Motłochem turlają się zwłoki Francuza. Dalej jest Jelcynow, Tania. Zaś za Tanią kilkudziesięciu rozdzierających sobie nawzajem gardła, ogarniętych psychotycznym szałem rodem z filmów o zombie pasażerów.
A silniki właśnie przestały działać. Samolot wciąż się wznosi, lecz za sekundy, może minutę to się zmieni.