- Panie Rauthe, jutro rano dostarczę panu kompletnej listy. A tymczasem mam coś do załatwienia...
PBF - Łącznik z południa
Drake zmarszczył brwi.
- Panie Rauthe, jutro rano dostarczę panu kompletnej listy. A tymczasem mam coś do załatwienia...
- Panie Rauthe, jutro rano dostarczę panu kompletnej listy. A tymczasem mam coś do załatwienia...
Kto jest alchemikiem, bo trochę się zgubiłem. Od razu pytanie do alchemika: czego potrzebujesz, by zrobić bomby zapalające? Takie koktaile mołotowa, nie muszą wybuchać, wystarczy, by dobrze podpaliły. Ewentualnie bomby dymne.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Alchemikiem jest postać Magnusa, co do środków zapalających to mamy granaty zapalające pod nazwą Cinder bombs, nie pamiętam ale Mime ma pewnie jakieś w ekwipunku. Jak co to bazą dla nich jest składnik alchemiczny pod nazwą VITRIOLIC FIRE, paskudztwo zapala się przy kontakcie z powietrzem więc radziłbym uważać:P. Mime mógłby coś takiego spróbować wykonać(poziom trudności testu alchemii 14) mając odpowiednie składniki, cena składników to 7gc, gotowej dawki VITRIOLIC FIRE 21gc, cinder bomby to 30gc.
Granaty dymne też powinny być w ekwipunku Mime, co do wykonania ich to koszt materiałów do wykonania dawki dymu to 5gc(trudność testu 10 akcje można wykonać w ogniu bitwy łącząc potrzebne składniki), koszt granatu dymnego to 5gc.
Hm tak teraz widzę skoro szef ma aktywne inne komórki np. odpowiedzialne za zdobywanie/wykonywanie sprzętu to może mógłby na przydzielić jakiś dodatkowych ludzi z CRS-u do wykonania zadania? Bo nie widzę akcji na rzece(chyba że statek będzie stał np. przy punkcie przeładunku węgla) bez chociaż jednej osoby ze skillem w obchodzeniu się ze statkami/łodziami.
Co do samej akcji to wpadłem z Magnusem na jak sądzę dwa w miarę akceptowalne metody ataku przy pomocy min na rzece, pierwszy(bardziej wykonalny) to założenie ładunków z opóźnieniem czasowym przy wspomnianym postoju statku, było już mówione że nie mamy szans posłać statku od razu na dno, ale liczę że po uszkodzeniu go załoga zdecyduje się jak najszybciej przybić do brzegu, wyrzucić statek na brzeg/mieliznę albo nawet po prostu go opuścić, wtedy moglibyśmy dorwać ich na lądzie.
Drugi sposób zakłada użycie dwóch min z detonatorem kontaktowym unoszących się na wodzie połączonych łańcuchem, wypuścilibyśmy je przed statkiem, rozciągnięte na łańcuchu w poprzek rzeki, w ten sposób statek raczej by ich przypadkiem nie wyminął, zamiast tego zahaczy łańcuch i pociągnie go za sobą jednocześnie ciągnąc miny które w końcu uderzą w jego burty z obydwu stron.
Czy szef będzie w stanie załatwić wykonanie dwóch ładunków wybuchowych dodatkowo tak wykonanych aby można ich użyć w obydwu wymienionych wariantach ataku(przy minie rzecznej zakładam konieczność wykonania dodatkowego pojemnika unoszącego się na wodzie i łańcucha plus jakieś małe boje unoszące go na powierzchni, w drugim wypadku jakiś zaczepów pozwalających przyczepić ładunek do burty)?
Oczywiście zakładam że pytania te padną jutro bo na razie jesteśmy jeszcze na rzece tudzież w Albyn i dlatego chciałby rzucić propozycje żeby zostać tam na noc i poobserwować natężenie ruchu w nocy, a także punkt pobierania węgla oraz miejscową przystań pod kontem możliwości zinfiltrowania ich w celu przeprowadzenia ataku na statek tudzież przeniknięcia na pokład. Jaki garnizon okupanta(jeśli w ogóle jakiś jest) znajduje się w miasteczku?
Ile czasu zabrało nam przepłynięcia trasy do miasteczka(na powrót zostawiam sobie także zadanie policzenia czasu powrotu bo ten może się różnić w związku z płynięciem w górę rzeki)?
Jak wygląda ruch statków za miasteczkiem(chodzi mi o to czy następuje znaczne zmniejszenie w związku ze zniknięciem statków dowożących robotników(chyba że dopływają z wiosek jeszcze dalszych)?
Jakimi jednostkami poruszają się robotnicy? Bo wolałbym jak najwięcej z nich zidentyfikować i zapamiętać żeby zamiast naszego celu nie posłać na dno statku/łódzi pełnej cywilów... .
Czy w Albyn pracują jakieś paroboty, najlepiej w porcie/punkcie przeładunku węgla?
Po za tym teraz dopiero pomyślałem że przydało by się sprawdzić jak mocno będa świecić księżyce w czasie ataku i w ogóle o której zapadnie zmrok. po za tym do listy zakupów można by dorzucić po zegarku kieszonkowym na głowę bo zgranie czasowe może być bardzo ważne podczas naszego zadania.
Granaty dymne też powinny być w ekwipunku Mime, co do wykonania ich to koszt materiałów do wykonania dawki dymu to 5gc(trudność testu 10 akcje można wykonać w ogniu bitwy łącząc potrzebne składniki), koszt granatu dymnego to 5gc.
Hm tak teraz widzę skoro szef ma aktywne inne komórki np. odpowiedzialne za zdobywanie/wykonywanie sprzętu to może mógłby na przydzielić jakiś dodatkowych ludzi z CRS-u do wykonania zadania? Bo nie widzę akcji na rzece(chyba że statek będzie stał np. przy punkcie przeładunku węgla) bez chociaż jednej osoby ze skillem w obchodzeniu się ze statkami/łodziami.
Co do samej akcji to wpadłem z Magnusem na jak sądzę dwa w miarę akceptowalne metody ataku przy pomocy min na rzece, pierwszy(bardziej wykonalny) to założenie ładunków z opóźnieniem czasowym przy wspomnianym postoju statku, było już mówione że nie mamy szans posłać statku od razu na dno, ale liczę że po uszkodzeniu go załoga zdecyduje się jak najszybciej przybić do brzegu, wyrzucić statek na brzeg/mieliznę albo nawet po prostu go opuścić, wtedy moglibyśmy dorwać ich na lądzie.
Drugi sposób zakłada użycie dwóch min z detonatorem kontaktowym unoszących się na wodzie połączonych łańcuchem, wypuścilibyśmy je przed statkiem, rozciągnięte na łańcuchu w poprzek rzeki, w ten sposób statek raczej by ich przypadkiem nie wyminął, zamiast tego zahaczy łańcuch i pociągnie go za sobą jednocześnie ciągnąc miny które w końcu uderzą w jego burty z obydwu stron.
Czy szef będzie w stanie załatwić wykonanie dwóch ładunków wybuchowych dodatkowo tak wykonanych aby można ich użyć w obydwu wymienionych wariantach ataku(przy minie rzecznej zakładam konieczność wykonania dodatkowego pojemnika unoszącego się na wodzie i łańcucha plus jakieś małe boje unoszące go na powierzchni, w drugim wypadku jakiś zaczepów pozwalających przyczepić ładunek do burty)?
Oczywiście zakładam że pytania te padną jutro bo na razie jesteśmy jeszcze na rzece tudzież w Albyn i dlatego chciałby rzucić propozycje żeby zostać tam na noc i poobserwować natężenie ruchu w nocy, a także punkt pobierania węgla oraz miejscową przystań pod kontem możliwości zinfiltrowania ich w celu przeprowadzenia ataku na statek tudzież przeniknięcia na pokład. Jaki garnizon okupanta(jeśli w ogóle jakiś jest) znajduje się w miasteczku?
Ile czasu zabrało nam przepłynięcia trasy do miasteczka(na powrót zostawiam sobie także zadanie policzenia czasu powrotu bo ten może się różnić w związku z płynięciem w górę rzeki)?
Jak wygląda ruch statków za miasteczkiem(chodzi mi o to czy następuje znaczne zmniejszenie w związku ze zniknięciem statków dowożących robotników(chyba że dopływają z wiosek jeszcze dalszych)?
Jakimi jednostkami poruszają się robotnicy? Bo wolałbym jak najwięcej z nich zidentyfikować i zapamiętać żeby zamiast naszego celu nie posłać na dno statku/łódzi pełnej cywilów... .
Czy w Albyn pracują jakieś paroboty, najlepiej w porcie/punkcie przeładunku węgla?
Po za tym teraz dopiero pomyślałem że przydało by się sprawdzić jak mocno będa świecić księżyce w czasie ataku i w ogóle o której zapadnie zmrok. po za tym do listy zakupów można by dorzucić po zegarku kieszonkowym na głowę bo zgranie czasowe może być bardzo ważne podczas naszego zadania.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Widze, że wszystko się wszystkim pokićkało:)
Tłumaczę: dnia 23 Postaci Ketha, Macieja i Waylandera popłynęły na jedniodniowy rekonesans do pobliskiego miasteczka, aby móc obserwować rzekę.
W tym samym czasie Drake prowadzony przez Dobro kręcił się po Merywyńskim porcie, a postaci Aravena i Magnusa poszły żebrać o złoto do Cordilla.
Ponieważ wszystko strasznie się zamieszało, więc założę, że spotakliście się wieczorem 23go, a z rana 24go poszliście całą bandą do szefa, żeby kazdy mógł się wypowiadać za siebie. Wpis dam najszybciej jak to możliwe, ale pracuję dziś do 23 i wysłano mnie kawał drogi od domu, więc może być problem z pisaniem nawet z telefonu.
Dzięki Waylander za podanie Dobru cen alchemicznych granatów. Ceny jednak będą nieco inne, bo dla mnie generalnie cennik drugoedycyjny to jakaś pomyłka. Przemyślę temat i dam znać ile to może kosztować. Według zasad podręcznikowych najemnik zarabia dziennie około 30 sztuk złota(sic!), ale ja zakładam, że jeżeli dostanie 1-2 sztuki złota to będzie happy.
Czy ktoś ma dostęp do fluffu z pierwszej edycji i może powiedzieć ile kosztowały alchemiczne granaty d&dkowej wersji?
Tłumaczę: dnia 23 Postaci Ketha, Macieja i Waylandera popłynęły na jedniodniowy rekonesans do pobliskiego miasteczka, aby móc obserwować rzekę.
W tym samym czasie Drake prowadzony przez Dobro kręcił się po Merywyńskim porcie, a postaci Aravena i Magnusa poszły żebrać o złoto do Cordilla.
Ponieważ wszystko strasznie się zamieszało, więc założę, że spotakliście się wieczorem 23go, a z rana 24go poszliście całą bandą do szefa, żeby kazdy mógł się wypowiadać za siebie. Wpis dam najszybciej jak to możliwe, ale pracuję dziś do 23 i wysłano mnie kawał drogi od domu, więc może być problem z pisaniem nawet z telefonu.
Dzięki Waylander za podanie Dobru cen alchemicznych granatów. Ceny jednak będą nieco inne, bo dla mnie generalnie cennik drugoedycyjny to jakaś pomyłka. Przemyślę temat i dam znać ile to może kosztować. Według zasad podręcznikowych najemnik zarabia dziennie około 30 sztuk złota(sic!), ale ja zakładam, że jeżeli dostanie 1-2 sztuki złota to będzie happy.
Czy ktoś ma dostęp do fluffu z pierwszej edycji i może powiedzieć ile kosztowały alchemiczne granaty d&dkowej wersji?
Ostatnio zmieniony 16 grudnia 2013, 21:15 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Czarna Rzeka; Gorim 23 Ketash 606 OR, Popołudnie;
Thin Lizzy załadowana węglem, kilkudziesięcioma skrzyniami z towarami i kilkunastoma pasażerami płynącymi do Merywynu, płynęła żwawo pod prąd, buchając czarnym dymem z komina. Rzeka już nie wydawała się agentom tylko szeroką wstęgą wody. Teraz zauważali pozornie mało istotne szczegóły i pewne prawidłowości.
-Widzieliście te łachy pośrodku nurtu. Szyper gadał, że te statki na południe płyną tylko po lewej stronie mijają. Tam można by się łatwo zaczaić w tych zatoczkach i czekać na zdrajcę. - zagaił Lewis.
- Alę tę Twoją minę zarzucić za dnia w takim miejscu to ciężko będzie. - przekornie wtrącił Falko: - Może nocą, jak na rzece luźniej. Tylko patrz ile tu teraz pływa wszystkiego. Nawet jak zacznie tonąć, to przecież, tu się zaroi od marynarzy niosących pomoc i przy okazji wyładowywujących towary. Olgar jak się pomiarkuje, że coś nie tak, to zniknie jak kamfora...
Dennison patrzył. Lata w kompanii najemnej, gdzie nieraz i nie dwa przyrównać można było jego i kompanów do grasujących po gościńcach najemnych, zbójów, powodowały, że czujne oko Kendrika spoglądało na rzeczne meandry pod zupełnie innym kątem. Tardiri widział rzekę, jako zaporę, którą można było wykorzystać do obrony. Taka była doktryna militarna Llaelu. Lewis, który więcej czasu spędził na lądzie w towarzystwie innych kadetów i botów, nie bardzo sobie potrafił wyobrazić, jak wykorzystać rzekę. Ale Dennison, który na robieniu zasadzek zjadł zęby, każdą zatoczkę, każdy meander rzeki widział jako potencjalne miejsce
- Tu byłoby dobrze. - Wsakazał ręką oddalone o kilkadziesiąt metrów, prawie niewidoczne stąd miejsce: Widzicie tę otoczoną bagnem zatoczkę. Widok byłby dobry na rzekę, a nikt by nas nie wypatrzył z dołu rzeki. Prawie by na nas wpłynęli.
- No masz rację.
- To nie wszystko. Tam w górze rzeki, będzie jeszcze co najmniej trzy dobre miejsca. Widziałem je już wcześniej.
- A jakby akcję w Albynie przeprowadzić? Tam przystań mała i łatwiej, ten... jak to się mówi... run away from there. - Cygnarski botmistrz podrapał się trochę bezradnie po głowie. poprawił go Falko:
- Mówi się "uciec".
Kendrik zgadzał się pod tym względem z Amisteadem, ale kilka powodów przekreślała możliwość ataku w przystani oddalonej o kilkanaście mil od Merywynu:
- Nie da rady. Za daleko... Nie zdążymy się tu przemieścić, jak dostaniemy cynk od łącznika i za małe prawdopodobieństwo, że akurat tam będą uzupełniać węgiel. Toż to każda przystań opał sprzedaje, a tych na rzece, nie przymierzając, jak nasrać i rozmazać.
Thin Lizzy załadowana węglem, kilkudziesięcioma skrzyniami z towarami i kilkunastoma pasażerami płynącymi do Merywynu, płynęła żwawo pod prąd, buchając czarnym dymem z komina. Rzeka już nie wydawała się agentom tylko szeroką wstęgą wody. Teraz zauważali pozornie mało istotne szczegóły i pewne prawidłowości.
-Widzieliście te łachy pośrodku nurtu. Szyper gadał, że te statki na południe płyną tylko po lewej stronie mijają. Tam można by się łatwo zaczaić w tych zatoczkach i czekać na zdrajcę. - zagaił Lewis.
- Alę tę Twoją minę zarzucić za dnia w takim miejscu to ciężko będzie. - przekornie wtrącił Falko: - Może nocą, jak na rzece luźniej. Tylko patrz ile tu teraz pływa wszystkiego. Nawet jak zacznie tonąć, to przecież, tu się zaroi od marynarzy niosących pomoc i przy okazji wyładowywujących towary. Olgar jak się pomiarkuje, że coś nie tak, to zniknie jak kamfora...
Dennison patrzył. Lata w kompanii najemnej, gdzie nieraz i nie dwa przyrównać można było jego i kompanów do grasujących po gościńcach najemnych, zbójów, powodowały, że czujne oko Kendrika spoglądało na rzeczne meandry pod zupełnie innym kątem. Tardiri widział rzekę, jako zaporę, którą można było wykorzystać do obrony. Taka była doktryna militarna Llaelu. Lewis, który więcej czasu spędził na lądzie w towarzystwie innych kadetów i botów, nie bardzo sobie potrafił wyobrazić, jak wykorzystać rzekę. Ale Dennison, który na robieniu zasadzek zjadł zęby, każdą zatoczkę, każdy meander rzeki widział jako potencjalne miejsce
- Tu byłoby dobrze. - Wsakazał ręką oddalone o kilkadziesiąt metrów, prawie niewidoczne stąd miejsce: Widzicie tę otoczoną bagnem zatoczkę. Widok byłby dobry na rzekę, a nikt by nas nie wypatrzył z dołu rzeki. Prawie by na nas wpłynęli.
- No masz rację.
- To nie wszystko. Tam w górze rzeki, będzie jeszcze co najmniej trzy dobre miejsca. Widziałem je już wcześniej.
- A jakby akcję w Albynie przeprowadzić? Tam przystań mała i łatwiej, ten... jak to się mówi... run away from there. - Cygnarski botmistrz podrapał się trochę bezradnie po głowie. poprawił go Falko:
- Mówi się "uciec".
Kendrik zgadzał się pod tym względem z Amisteadem, ale kilka powodów przekreślała możliwość ataku w przystani oddalonej o kilkanaście mil od Merywynu:
- Nie da rady. Za daleko... Nie zdążymy się tu przemieścić, jak dostaniemy cynk od łącznika i za małe prawdopodobieństwo, że akurat tam będą uzupełniać węgiel. Toż to każda przystań opał sprzedaje, a tych na rzece, nie przymierzając, jak nasrać i rozmazać.
Zastanwiałem się i zastanawiałem. I doszedłem do następującego wniosku. Ceny alchemicznych komponentów, zakładam są o około 3/4 niższe, ALE w okupowanym Llaelu takie wywrotowe rzeczy okupant stara się kontrolować na każdy możliwy sposób, więc w Waszym przypadku, chcąc dokonać zakupu Vitriolu na czarnym rynku (w zasadzie nie macie pojęcia gdzie) zapłacicie... cenę podręcznikową, czyli 21szruk złota za fiolkę. Przygotowanie cylindra na cinder bomb będzie natomiast bardzo prostym zadaniem dla drużynowego magianika, biegłego w takich robótkach ręcznych, koszt cylindra: jeden nabój karabinowy (lub ekwiwalent prochowy takowego) i kilka miedziaków za blachę. Robocizna Tardiriego i Mime'a wedle ich uznania:)
Dopisze jeszcze post w trybie fabularnym rozwijający wyprawę na Czarnej Rzece i przeniosę potem akcję na kolejne spotkanie u Cordillo 24 dnia miesiąca Ketash (zakładam, że wszyscy są obecni).
Dopisze jeszcze post w trybie fabularnym rozwijający wyprawę na Czarnej Rzece i przeniosę potem akcję na kolejne spotkanie u Cordillo 24 dnia miesiąca Ketash (zakładam, że wszyscy są obecni).
Ostatnio zmieniony 16 grudnia 2013, 21:31 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kantorek Cordillo; Gorim 24 Ketash 606 OR, ranek
Kantorek Ryna coraz bardziej zaczynał przypominać cywilizowane kupieckie biuro, niźli pustostan jakim jeszcze był kilka dni temu. Pokój, gdzie się naradzali, był już w zasadzie w pełni umeblowany i pachnący świeżą farbą.
Cordillo tasował kartki z wypisanym ekwipunkiem i zatrzymał się na krótkim spisie Tardiriego.
Falko próbował jednocześnie poszerzyć w myślach listę przedmiotów wypisanych na kartce, którą czytał właśnie Ryn. Inwentaryzację dalece utrudniał mu fakt, że cała misja nadal opierała się w głównej mierze na domysłach i obietnicach przekazania bardziej szczegółowych informacji w późniejszym czasie. Nim Cordillo zaczął ją czytać, przerwał mu oficer:
- Potrzebuję naboi do rękawkowego Dunmonta, co najmniej dziesięciu - oznajmił oficer przerywając w końcu swe milczenie - Ćwierć cala, ze stalowymi noskami. Jeśli macie możność się przysłużyć, przyda mi się zestaw do własnoręcznego wyrobu amunicji, proch i łuski. Miałem własny, ale straciłem podczas obrony miasta. Do tego niezbędna będzie gotówka, co najmniej z pół setki, bo liczymy się z tym, że wynajmiemy jakiegoś szypra, który w razie potrzeby poprowadzi naszą łódź.
- Chcecie kogoś wtajemniczyć w plan? - Rauthe zmarszczył w śmieszny sposób nos, ale nie zdążył rozwinąć swej oczywistej myśli.
- Nie - uciął jego dywagacje Falko - Nie będzie wiedział, co się kroi, a jeśli trzeba, poprowadzi barkę z samopałem przystawionym do skroni. Pieniądze są potrzebne, żeby zachęcić kogoś do roboty porządną zaliczką.
- Amunicja i zestaw do robienia kul. Khardyjskie szpony, sztuk pięćdziesiąt na szypra opłacenie. - Ryn pogładził się dłonią po brodzie: - Amunicję możesz samemu kupić, do takiej małej zabawki, toż to żadna zbrodnia i nawet gwardyjscy na takie działania nie patrzą. Zestaw będzie na jutro, a tego szypra już macie zaufanego? Bo jak nie to może kogoś Wam znajdę, na kim polegać można, a nie powie niczego, choćby sekcja trzecia w obroty wzięła.
Kantorek Ryna coraz bardziej zaczynał przypominać cywilizowane kupieckie biuro, niźli pustostan jakim jeszcze był kilka dni temu. Pokój, gdzie się naradzali, był już w zasadzie w pełni umeblowany i pachnący świeżą farbą.
Cordillo tasował kartki z wypisanym ekwipunkiem i zatrzymał się na krótkim spisie Tardiriego.
Falko próbował jednocześnie poszerzyć w myślach listę przedmiotów wypisanych na kartce, którą czytał właśnie Ryn. Inwentaryzację dalece utrudniał mu fakt, że cała misja nadal opierała się w głównej mierze na domysłach i obietnicach przekazania bardziej szczegółowych informacji w późniejszym czasie. Nim Cordillo zaczął ją czytać, przerwał mu oficer:
- Potrzebuję naboi do rękawkowego Dunmonta, co najmniej dziesięciu - oznajmił oficer przerywając w końcu swe milczenie - Ćwierć cala, ze stalowymi noskami. Jeśli macie możność się przysłużyć, przyda mi się zestaw do własnoręcznego wyrobu amunicji, proch i łuski. Miałem własny, ale straciłem podczas obrony miasta. Do tego niezbędna będzie gotówka, co najmniej z pół setki, bo liczymy się z tym, że wynajmiemy jakiegoś szypra, który w razie potrzeby poprowadzi naszą łódź.
- Chcecie kogoś wtajemniczyć w plan? - Rauthe zmarszczył w śmieszny sposób nos, ale nie zdążył rozwinąć swej oczywistej myśli.
- Nie - uciął jego dywagacje Falko - Nie będzie wiedział, co się kroi, a jeśli trzeba, poprowadzi barkę z samopałem przystawionym do skroni. Pieniądze są potrzebne, żeby zachęcić kogoś do roboty porządną zaliczką.
- Amunicja i zestaw do robienia kul. Khardyjskie szpony, sztuk pięćdziesiąt na szypra opłacenie. - Ryn pogładził się dłonią po brodzie: - Amunicję możesz samemu kupić, do takiej małej zabawki, toż to żadna zbrodnia i nawet gwardyjscy na takie działania nie patrzą. Zestaw będzie na jutro, a tego szypra już macie zaufanego? Bo jak nie to może kogoś Wam znajdę, na kim polegać można, a nie powie niczego, choćby sekcja trzecia w obroty wzięła.
No to proszę o listę zakupów. Jak się wydaje, na część przedmiotów (tych mało ryzykownych, zdaniem Cordillo) dostaniecie złoto.
Ostatnio zmieniony 18 grudnia 2013, 20:46 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
Co do Albyn i zbyt dużej odległości, to mam takie pytanko czy w IK funkcjonuje telegram? Bo wydaje mi się że gdzieś było coś o łączności telegraficznej ale nie jestem pewien.
EDIT: Bart: Przyznam szczerze, że sam właśnie się zastanawiałem, czy telgraf istnieje, bo czytając podręcznik, albo to przeoczyłem albo zapomniałem. Założymy na potrzeby scenariusza, że telegraf w Lllaelu jest, ale tylko na potrzeby wosjkowe (skoro byłoby innaczej, to Rauthe nie czekałby na łącznika, tylko na telegram:D
Ostatnio zmieniony 16 grudnia 2013, 21:38 przez Waylander, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kantorek Cordillo; Gorim 24 Ketash 606 OR, ranek
Cordillo właśnie wymieniał opinie z Falkiem, gdy Mime spojrzał z niesmakiem na trolaka. Grog wyciągnąwszy z kieszni spore drewniane pudełko, wyjął z niego ogromne cygaro. Sam fakt palenia cygar nie był dla Jaquesa niczym niesmacznym, jednak trolaki słynęły z palenia trujących kargrotoow, które śmierdziały jak nieboskie stworzenie. Samo cygaro Groga było jakieś trzykrotnie razy większe od czegokolwiek co palił w swoim życiu alchemik. Grog odgryzł i wypłuł na podłogę koncówkę skręta. Zapaliwszy mosiężną zapalniczkę odpalił Kargroota i zaciągnął się niemal ekstatycznie.
- Co za maniery... - Pomyślał Jaques wciąż wpatrując się w delektującego się Kargrootem Groga. Dla alchemika odpalanie cygar zapalniczką, zamiast specjalnymi zapałkami i dodatkowo obgryzanie ich zębami było niemal jak profanacja. No i do tego ten gryzący dym... Daleko im było do dobrze znanych Mime'owi niezmiernie drogich Voxaunów, których aromat i smak były godne każdego arystokratycznego podniebienia.
- Jak możesz palić to świństwo? - szeptem i niemal z obrzydzeniem zapytał siedzącego obok trolaka. Grog spojrzał się jakby nie zrozumiał istoty pytania. Zrozumiawszy w mig, że agentowi nie tyle chodzi o sam fakt palenia, co o rodzaj cygar jakimi się rozkoszował, szybko odpowiedział cichcem:
- Te wasze ustrojstwa to nawet dla trolackich bab za słabe. Jakby siano przez kobyłe zaszczane palił. Ale to... - Trolak dumnie pokiwał Jaquesowi przed twarzą swoim cygarem: - To są prawdziwe Kargrooty na trolackie gardła, a nie żadne ludzkie cienkie skręty.
Cordillo właśnie wymieniał opinie z Falkiem, gdy Mime spojrzał z niesmakiem na trolaka. Grog wyciągnąwszy z kieszni spore drewniane pudełko, wyjął z niego ogromne cygaro. Sam fakt palenia cygar nie był dla Jaquesa niczym niesmacznym, jednak trolaki słynęły z palenia trujących kargrotoow, które śmierdziały jak nieboskie stworzenie. Samo cygaro Groga było jakieś trzykrotnie razy większe od czegokolwiek co palił w swoim życiu alchemik. Grog odgryzł i wypłuł na podłogę koncówkę skręta. Zapaliwszy mosiężną zapalniczkę odpalił Kargroota i zaciągnął się niemal ekstatycznie.
- Co za maniery... - Pomyślał Jaques wciąż wpatrując się w delektującego się Kargrootem Groga. Dla alchemika odpalanie cygar zapalniczką, zamiast specjalnymi zapałkami i dodatkowo obgryzanie ich zębami było niemal jak profanacja. No i do tego ten gryzący dym... Daleko im było do dobrze znanych Mime'owi niezmiernie drogich Voxaunów, których aromat i smak były godne każdego arystokratycznego podniebienia.
- Jak możesz palić to świństwo? - szeptem i niemal z obrzydzeniem zapytał siedzącego obok trolaka. Grog spojrzał się jakby nie zrozumiał istoty pytania. Zrozumiawszy w mig, że agentowi nie tyle chodzi o sam fakt palenia, co o rodzaj cygar jakimi się rozkoszował, szybko odpowiedział cichcem:
- Te wasze ustrojstwa to nawet dla trolackich bab za słabe. Jakby siano przez kobyłe zaszczane palił. Ale to... - Trolak dumnie pokiwał Jaquesowi przed twarzą swoim cygarem: - To są prawdziwe Kargrooty na trolackie gardła, a nie żadne ludzkie cienkie skręty.
Ponieważ widzę, że wszyscy zastanawiają się dalej nad listą sprzętu, to wrzucam małą wstawkę obyczajową zainspirowana ostatnim artykułem Ketha.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Falko nie chce na siebie zwracać żadnej uwagi, nawet zakupem małokalibrowej amunicji. Pozornie błahe detale mogą się skończyć dekonspiracją, a zapewne i szafotem. Będzie nalegał, by amunicję załatwił dla niego rezydent. Więcej rzeczy nie potrzebuje.
Pół setki w złocie na rekrutację szypra niezbędne, rzecz jasna. Na razie wstrzymam się z szukaniem chętnego, w Merywynie to kwestia kilku godzin szukania. Jeśli o dalsze deklaracje idzie, Falko zaszyje się w swoim domostwie i będzie czekał na aktualizację wieści o Olgarze trudniąc się wyrobem żeliwnych lamp ogrodowych (przykrywka dla miejscowych).
Pół setki w złocie na rekrutację szypra niezbędne, rzecz jasna. Na razie wstrzymam się z szukaniem chętnego, w Merywynie to kwestia kilku godzin szukania. Jeśli o dalsze deklaracje idzie, Falko zaszyje się w swoim domostwie i będzie czekał na aktualizację wieści o Olgarze trudniąc się wyrobem żeliwnych lamp ogrodowych (przykrywka dla miejscowych).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Bezpieczny dom sekcji; 24 Ketash 606 OR, popołudnie
Uprzątnąwszy drewniany stolik w kantorku na tyłach rzemieślniczego warsztatu, Falko usiadł nad stertą oprawionych w skórę dzienników i obwiązanych sznurkiem rulonów. Mężczyzna rozwinął jeden z nich i jął studiować wzrokiem naniesiony na papier rysikiem schemat, przedstawiający cylindryczny przedmiot opisany mnóstwem niezrozumiałych dla laika numerycznych kodów.
Rozrysowany na papierze artefakt był prowadzonym od wielu miesięcy projektem magianika, wytworem technologii stanowiącej fuzję magii i mechaniki, ale tkwiącym od pewnego czasu w marazmie ze względu na wybuch wojny i brak dostępu do pewnych kosztownych komponentów. Falko nie łudził się wcale nadzieją, że zdoła w najbliższym czasie ukończyć swe dzieło, potrzebował jednak odskoczni od sprawy Olgara - jakiegoś zajęcia dla niespokojnego umysłu kłopoczącego się ustawicznie kwestiami organizacji skrytobójczego zamachu.
Wyciągając z szufladki stołu metalową suwmiarkę magianik zaczął coś odmierzać na schemacie, dopisując kolejne ciągi cyfr przy elemencie określonym nazwą akumulatora arkanodynamicznego.
Uprzątnąwszy drewniany stolik w kantorku na tyłach rzemieślniczego warsztatu, Falko usiadł nad stertą oprawionych w skórę dzienników i obwiązanych sznurkiem rulonów. Mężczyzna rozwinął jeden z nich i jął studiować wzrokiem naniesiony na papier rysikiem schemat, przedstawiający cylindryczny przedmiot opisany mnóstwem niezrozumiałych dla laika numerycznych kodów.
Rozrysowany na papierze artefakt był prowadzonym od wielu miesięcy projektem magianika, wytworem technologii stanowiącej fuzję magii i mechaniki, ale tkwiącym od pewnego czasu w marazmie ze względu na wybuch wojny i brak dostępu do pewnych kosztownych komponentów. Falko nie łudził się wcale nadzieją, że zdoła w najbliższym czasie ukończyć swe dzieło, potrzebował jednak odskoczni od sprawy Olgara - jakiegoś zajęcia dla niespokojnego umysłu kłopoczącego się ustawicznie kwestiami organizacji skrytobójczego zamachu.
Wyciągając z szufladki stołu metalową suwmiarkę magianik zaczął coś odmierzać na schemacie, dopisując kolejne ciągi cyfr przy elemencie określonym nazwą akumulatora arkanodynamicznego.
Każdy szanujący się magianik posiada jakiś własny projekt i Falko nie jest tu wyjątkiem. Nie jest to co prawda temat powiązany z bieżącą przygodą, ale odczuwałem potrzebę napisania pewnej wstawki obyczajowej...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Chciałbym zawczasu zwrócić uwagę na aspekt ewakuacji. Jeśli którykolwiek z nas zostanie schwytany w trakcie akcji, bezpieczny dom Tadiriego możemy uznać momentalnie za spalony. Khadorianie mają szerokie spektrum środków służących do wyciągania informacji, niekoniecznie skoncentrowanych wyłącznie na przemocy fizycznej - posiadają i czarodziejów potrafiących skanować umysły i preparaty alchemiczne rozwiązujące w mig oporne języki.
Co gorsza, nie możemy chyba wcześniej ustalić punktu zbornego, bo więzień będzie znał również rezerwowy plan ewakuacji. Wniosek z tego taki, że przed rozpoczęciem akcji każdy z nas będzie musiał zabrać z bezpiecznego domu cały podręczny dobytek i zmagazynować go gdzieś na czas operacji, by dobra te nie przepadły później w czasie ucieczki.
I na koniec ostatnia konkluzja - schwytany członek grupy zdekonspiruje rezydenta siatki, to absolutnie pewne. Stąd pytanie, czy Cordillo nie powinien wyposażyć nas w kapsułki z trucizną? Szarzy Lordowie nie stronią nawet od nekromancji, ale zawsze to jakiś większy poziom trudności w uzyskiwaniu na szybko informacji...
Sprawdziłem też kwestię telegrafu, w Żelaznych Królestwach nie istnieje taki wynalazek.
Co gorsza, nie możemy chyba wcześniej ustalić punktu zbornego, bo więzień będzie znał również rezerwowy plan ewakuacji. Wniosek z tego taki, że przed rozpoczęciem akcji każdy z nas będzie musiał zabrać z bezpiecznego domu cały podręczny dobytek i zmagazynować go gdzieś na czas operacji, by dobra te nie przepadły później w czasie ucieczki.
I na koniec ostatnia konkluzja - schwytany członek grupy zdekonspiruje rezydenta siatki, to absolutnie pewne. Stąd pytanie, czy Cordillo nie powinien wyposażyć nas w kapsułki z trucizną? Szarzy Lordowie nie stronią nawet od nekromancji, ale zawsze to jakiś większy poziom trudności w uzyskiwaniu na szybko informacji...
Sprawdziłem też kwestię telegrafu, w Żelaznych Królestwach nie istnieje taki wynalazek.
Zgadzam się, przydałaby się pigułka cyjanku, albo innej śmiercionośnej trucizny z IK. Warto by też było ustalić kod pukania do punku zbornego: np dwa zapukania i wejście to oznacza "czysto", trzy zapukania w drzwi to "mam ogon, uciekać!".
Ponadto przemyślałem sprawę bomb zapalających. Za dużę ryzyko i koszta, wezme cosik tańszego a i równie skutecznego.
Drake czekający na swoją kolej listy życzeń zakupowych w końcu miał sposobność się wypowiedzieć.Ponadto przemyślałem sprawę bomb zapalających. Za dużę ryzyko i koszta, wezme cosik tańszego a i równie skutecznego.
- Potrzebuję dziesięć szklanych butelek o pojemności od dwustu do trzystu mililitrów. Do tego trzy litry oliwy lub innej, łatwopalnej cieczy, kawałki szmat, 30 metrów cienkiego sznurka, wózek straganowy, trochę pieczywa do sprzedania. Da się zrobić, panie Cordillio? - zapytał, mrużąc oczy.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Armistead spoglądał na rzekę opierając się o burtę statku, pozwolił sobie na chwilę zaprzestać rozmyślań o planowanej akcji. Okolica była naprawdę urokliwa, nawet biorąc pod uwagę jego niezbyt dużą wybredność jeśli chodziło o ocenę krajobrazu innego niż ściany pewnego małego poddasza... .
Jego oko przyciągnął niewielki zalesiony pagórek który przypomniał mu miejsce w które jego rodzina wybrała się na piknik podczas jednej ze swoich częstych wypraw do Ordu. Pamiętał tamten dzień bardzo dobrze, Abigail jak zawsze roześmiana biegała z nim nad rzeką, próbowała go złapać i odebrać latawiec który dostali tamtego ranka jako prezent, wysiłek godny podziwu ale skazany na porażkę biorąc pod uwagę różnicę wieku a po przez to długości kroku pomiędzy rodzeństwem. Tamta przewaga szybko miała popaść w zapomnienie kiedy jego druga siostra Samanta podrosła i pomogła Abigail wyrównać szanse we wszelkich zabawach z uporem godnym stada bogrinów...:
-Jak się macie siostrzyczki?-Lewis zapytał samego siebie w myślach, szybko przechodząc od wesołych wspomnień przeszłości do ponurej teraźniejszości. Choć czas spędzony w akademii przyzwyczaiły go do rozłąki z rodziną, to zawsze pisali do siebie listy i spotykali się gdy tylko miał możliwość przyjechać do domu. Teraz nie miał od rodziny żadnych wieści od wielu miesięcy, co było błahostką biorąc pod uwagę to że w domu mogli już od dawna opłakiwać go jako poległego, w końcu ostatni list jaki wysłał do domu napisał dzień przed bitwą w której jego dywizje rozniesiono w puch. Nie wiedział czy w chaosie późniejszych walk i ewakuacji ktoś z nielicznych ocalałych zadał sobie trud przekazania na południe wieści o tych którzy przetrwali do ich bliskich, nie wspominając już o tym czy udało się je dostarczyć do adresatów.
Starał się myśleć pozytywnie, w końcu jego rodzina była bezpieczna ,daleko za linią frontu, a jak upiornie by to nie brzmiało wojna na pewno dała im szanse na porządny zarobek biorąc pod uwagę zdolności i zaradność obojga rodziców...ale czy na pewno? Zbyt dobrze pamiętał szok jaki przeżył po liście otrzymanym miesiąc po skończeniu pierwszego roku akademii, tylko tyle czasu minęło od kiedy odwiedził rodzinę wniebowzięty tym że udało się to zgrać z wizytą krewnych, w tym trójki młodszych kuzynów z którymi spędzili wspaniałe trzy dni, mimo to było to dość czasu aby wszyscy trzej umarli, pożarci jeden po drugim przez gorączkę. Wystarczył tylko miesiąc na tyle śmierci i nieszczęścia a jego w domu nie było o wiele dłużej.
Wiedział że to głupota stać i tak się zamartwiać, powinien skupić się na zadaniu, ale nie potrafił zbyt długo nie miał żadnych wieści z domu i nie pomagała mu świadomość że nie jest w takie sytuacji sam ani że wielu znajduje się w gorszej sytuacji. Najbardziej nie mógł ścierpieć tego że nie widzi sposobu na zaradzenie sprawie, a przynajmniej do nie dawna nie widział. Mógłby porozmawiać z szefem o tym czy byłoby możliwe wysłanie listu do rodziny albo przynajmniej dowiedzieć się czy ktoś pomyślał o tym żeby ich powiadomić że żyje... tyle że nie mógł się na to zdobyć, spodziewał się że rezydent weźmie go za mięczaka i znowu sypnie tyradą o tym że jest wojna, nie czas na głupoty itd . Nic nie osiągnie a tylko ściągnie na siebie i innych jeszcze więcej gniewu zwierzchnika.
Dobry pomysł z tym cyjankiem najlepiej by było żeby każdy poszukał sobie jakiejś niezależnej kryjówki na wypadek czyjegoś wpadnięcia, ewentualnie można poprosić rezydenta o przechowanie ekwipunku, zakładając że on sam opuściłby swoja siedzibę w noc akcji aż do czasu uzyskania informacji o wyniku.
Co do listy zakupów to pomyślałem też o jakiś racach/rakietach świetlnych. mógłby nam dać decydująca przewagę podczas akcji nocnej.
Jego oko przyciągnął niewielki zalesiony pagórek który przypomniał mu miejsce w które jego rodzina wybrała się na piknik podczas jednej ze swoich częstych wypraw do Ordu. Pamiętał tamten dzień bardzo dobrze, Abigail jak zawsze roześmiana biegała z nim nad rzeką, próbowała go złapać i odebrać latawiec który dostali tamtego ranka jako prezent, wysiłek godny podziwu ale skazany na porażkę biorąc pod uwagę różnicę wieku a po przez to długości kroku pomiędzy rodzeństwem. Tamta przewaga szybko miała popaść w zapomnienie kiedy jego druga siostra Samanta podrosła i pomogła Abigail wyrównać szanse we wszelkich zabawach z uporem godnym stada bogrinów...:
-Jak się macie siostrzyczki?-Lewis zapytał samego siebie w myślach, szybko przechodząc od wesołych wspomnień przeszłości do ponurej teraźniejszości. Choć czas spędzony w akademii przyzwyczaiły go do rozłąki z rodziną, to zawsze pisali do siebie listy i spotykali się gdy tylko miał możliwość przyjechać do domu. Teraz nie miał od rodziny żadnych wieści od wielu miesięcy, co było błahostką biorąc pod uwagę to że w domu mogli już od dawna opłakiwać go jako poległego, w końcu ostatni list jaki wysłał do domu napisał dzień przed bitwą w której jego dywizje rozniesiono w puch. Nie wiedział czy w chaosie późniejszych walk i ewakuacji ktoś z nielicznych ocalałych zadał sobie trud przekazania na południe wieści o tych którzy przetrwali do ich bliskich, nie wspominając już o tym czy udało się je dostarczyć do adresatów.
Starał się myśleć pozytywnie, w końcu jego rodzina była bezpieczna ,daleko za linią frontu, a jak upiornie by to nie brzmiało wojna na pewno dała im szanse na porządny zarobek biorąc pod uwagę zdolności i zaradność obojga rodziców...ale czy na pewno? Zbyt dobrze pamiętał szok jaki przeżył po liście otrzymanym miesiąc po skończeniu pierwszego roku akademii, tylko tyle czasu minęło od kiedy odwiedził rodzinę wniebowzięty tym że udało się to zgrać z wizytą krewnych, w tym trójki młodszych kuzynów z którymi spędzili wspaniałe trzy dni, mimo to było to dość czasu aby wszyscy trzej umarli, pożarci jeden po drugim przez gorączkę. Wystarczył tylko miesiąc na tyle śmierci i nieszczęścia a jego w domu nie było o wiele dłużej.
Wiedział że to głupota stać i tak się zamartwiać, powinien skupić się na zadaniu, ale nie potrafił zbyt długo nie miał żadnych wieści z domu i nie pomagała mu świadomość że nie jest w takie sytuacji sam ani że wielu znajduje się w gorszej sytuacji. Najbardziej nie mógł ścierpieć tego że nie widzi sposobu na zaradzenie sprawie, a przynajmniej do nie dawna nie widział. Mógłby porozmawiać z szefem o tym czy byłoby możliwe wysłanie listu do rodziny albo przynajmniej dowiedzieć się czy ktoś pomyślał o tym żeby ich powiadomić że żyje... tyle że nie mógł się na to zdobyć, spodziewał się że rezydent weźmie go za mięczaka i znowu sypnie tyradą o tym że jest wojna, nie czas na głupoty itd . Nic nie osiągnie a tylko ściągnie na siebie i innych jeszcze więcej gniewu zwierzchnika.
Dobry pomysł z tym cyjankiem najlepiej by było żeby każdy poszukał sobie jakiejś niezależnej kryjówki na wypadek czyjegoś wpadnięcia, ewentualnie można poprosić rezydenta o przechowanie ekwipunku, zakładając że on sam opuściłby swoja siedzibę w noc akcji aż do czasu uzyskania informacji o wyniku.
Co do listy zakupów to pomyślałem też o jakiś racach/rakietach świetlnych. mógłby nam dać decydująca przewagę podczas akcji nocnej.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kantorek Cordillo; Gorim 24 Ketash 606 OR, ranek
Cordillo przejrzał wszystkie notatki, kiwając głową i namosząc zaostrzonym kawałkiem węgla swoje uwagi. W końcu po dłuższej chwili otarł chusteczką pot z czoła i oznajmił:
- W porządku. Myślę, że większość tych przedmiotów powinienem mieć do jutra. Co do rac... - Ryn zrobił krótką pauzę, pocierając podwójny podbródek: - zoorganizuje kompotenty, które własnoręcznie przerobicie. Zakup ekwipunku wojskowego sortu mógłby zwrócić uwagę niepotrzebnych oczu. Mówcież co będzie potrzebne.
Jaques wymienił z pamięci kilkanaście, wydawałoby się dość pospolitych składników.
- Tylko tyle? - Tardiri z niedowierzaniem zapytał, gdy Mime skończył recytować.
- Tylko tyle i aż tyle. Będzie trochę roboty. To kilkustopniowy proces. - oznajmił alchemik.
Sekret tworzenia rac nie tkwił w banalności ich kompotentów, ale umiejętnej syntezy i analizy, podpartej wyuczonymi zdolnościami. Aby stworzyć race Mime musiał wpierw w chemicznych procesach z pozornie powszechnie dostępnych składników wyekstrakować alchemiczne komponenty, aby dopiero później z tychże zacząć tworzyć recepturę mającą rozjaśnić mrok nocy.
Cordillo przejrzał wszystkie notatki, kiwając głową i namosząc zaostrzonym kawałkiem węgla swoje uwagi. W końcu po dłuższej chwili otarł chusteczką pot z czoła i oznajmił:
- W porządku. Myślę, że większość tych przedmiotów powinienem mieć do jutra. Co do rac... - Ryn zrobił krótką pauzę, pocierając podwójny podbródek: - zoorganizuje kompotenty, które własnoręcznie przerobicie. Zakup ekwipunku wojskowego sortu mógłby zwrócić uwagę niepotrzebnych oczu. Mówcież co będzie potrzebne.
Jaques wymienił z pamięci kilkanaście, wydawałoby się dość pospolitych składników.
- Tylko tyle? - Tardiri z niedowierzaniem zapytał, gdy Mime skończył recytować.
- Tylko tyle i aż tyle. Będzie trochę roboty. To kilkustopniowy proces. - oznajmił alchemik.
Sekret tworzenia rac nie tkwił w banalności ich kompotentów, ale umiejętnej syntezy i analizy, podpartej wyuczonymi zdolnościami. Aby stworzyć race Mime musiał wpierw w chemicznych procesach z pozornie powszechnie dostępnych składników wyekstrakować alchemiczne komponenty, aby dopiero później z tychże zacząć tworzyć recepturę mającą rozjaśnić mrok nocy.
Taki krótki post. Postaram się jakoś postować, ale regularność jest kwestią bardzo umowną, przynajamniej na razie.
Ostatnio zmieniony 07 stycznia 2014, 23:46 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.