Akal-mar, południe 4 dnia bakis-ranu
Sybil zarumieniła się słysząc propozycję Huskuna i odwrócił śpiesznie oczy od widocznej erekcji goblina. Jej twarz momentalnie poczerwieniała i dziewczyna mówiąc mało składnie ruszyła ku schodom.
- Nie ... nie można wynosić ksiąg z biblioteki. Golemy z wielkimi twardymi mieczami.... to znaczy... mogłyby zacząć dźgać... uff ... mam na myśli to, że ... strasznie du duszno i gorąco, nieprawdaż? Te stare wieża powinny być chłodniejsze. Łożnica... znaczy się biblioteka jest dwa piętra wyżej. Chodźcie za mną.
Uczennica maga ruszyła raźno po schodach przeskakują po kilka stopni na raz. Idący za rączą dziewoją Nieulękli także musieli przyspieszyć kroku, aby nie zostać w tyle i przypadkiem nie pozostać sam na sam z wiecznie obserwujących ich golemami.
Biblioteka okazała się dość ciasnym pomieszczeniem z rzędami wysokich sięgających po sam sufit regałami. Regały wręcz uginał się o opasłych tomisk ksiąg i zamkniętych w tubach zwojów. Przez dwa wąskie okna wpadały promienie słońca oświetlając podest do czytania oraz kilka wygodnych skórzanych foteli.
Sybil przesunęła wzdłuż regału drabinkę i zwinnie wspięła się na jej szczyt dostarczając Huskunowi widoków, od których goblin aż sapnął. Półelfka ściągnęła rulon zszytych ze sobą pergaminów i podała Bazookhowi. Po czym ku wymknęła się spod napastliwego wzroku Huskuna, pod pretekstem przyniesienia czegoś do pica. Przed wyjściem nie omieszkała napomnieć Nieulękłych aby sami nie opuszczali pomieszczenia. Goblin mlaskając ruszył za nią jednak widok stojącego przy drzwiach golem szarpnął za strunę wrodzonych obaw utrwalonych przez setki lat przez dziesiątkujących jego gatunek elfich wojowników. Dupczenie musiał zostać przełożone na inną bliżej nie określoną porę.
Bazookh ułożył rękopis na podeście i zdmuchnął z niego grubą warstwę szarego kurzu. Na pierwszej stronie widniał napisany w alfabecie elfów składających się z ozdobnych literami i cyfr - "Zapiski badawcze - część 16". Napisane drobnym ale wyraźnym pismem dzieło składało się co najmniej pięćdziesięciu zszytych pergaminowych kart. W wielu miejscach na marginesach znajdowały się notatki, a między tekstem znajdowało się wiele kunsztownych dbałych o szczegóły rysunków. Bazook rozpoznał precyzyjnie naszkicowana roślinę o dzwonkowatych kwiatach. Była niemal identyczna z tą jaką zerwał pamiętnej nocy na cmentarzu przy Rotgan-kir. Dalej zobaczył drzewo przypominając węża oraz narysowane obok, jakby w powiększeniu, budujące jego korę łuski.
Krasnolud z zainteresowaniem przekartkował całe dzieło. Śledził pobieżnie przebieg kilkudziesięciu prób i eksperymentów. W większości zakończonych fiaskiem. Na Gotam-gora gdyby sam próbowałby je przeprowadzić strwoniłby na nie całe swoje życie i morze, ba - ocean złota. Jakże był daleki od postępów jakie dokonała Elissa. Jego próby alchemiczne w porównaniu do jej prób były jak dziecięce zabawy. Ciekawe ile "zeszytów" sporządził by on, aby dojść do tego co ona? 16 czy może 60?
Ponaglany przez współtowarzyszy Bazookch poszukał ostatniej strony. Tu tekst już nie był tak wyraźny. Skreślono go szybko i drżącą dłonią. Ostatnie zdanie kończył się wielkim kleksem i brzmiało "Jadę do niego czym prędzej. Tym razem się uda!".
Bazookh zaczął czytać tekst od końca w stronę początku.
Okazało się, że przełomowym odkryciem było użycie pucharu Dreamona. Eliksir który miał cofnąć klątwę był ekstremalnie toksyczny, ale poddanie go energii słońca skumulowanej przez ten artefakt pozbawiało go tej cechy i jednocześnie wzmacniało jego działanie.
Nadzieja na sukces zaczęła wzbierać w krasnoludzie niczym fala powodzi. Tyle lat ślęczał nad klątwą, że prawie pogodził się z porażką! Dzieło Elissy jednak wszystko zmieniało. Jeżeli jej się mogło udać to i jemu też!
Umysł alchemika zaczął pracować w przyspieszonym tempie.
Bazookh szybko znalazł cały tekst recepty i jego końcową wersję. Przeczytał go i upewnił się czy jest identyczny z ich wersją. Był. Więc byli już niemal u kresu. Brakował już tylko pucharu Dreamona.
Ostatnie zdania sugerowały, że Elissa po przygotowaniu eliksiru trzymała go w pucharze Dreamona! Więc Elissa opuszczając wieżę musiała zabrać go ze sobą. Tylko czy to dobrze czy źle. Przeszukanie całej wieży w poszukiwaniu pucharu byłoby niemal niewykonalne, biorąc pod uwagę jej właściciela i golemy. Jednak jeżeli Elissa zaginęła to zaginął także puchar. Któż wie co się mogło stać przez tyle lat. Pucharów Dreamona, o których wiedział Bazookh było zaledwie kilka i były w posiadaniu najznaczniejszych gildii alchemicznych. Skoro są takie cenne to na pewno ktoś próbował go odnaleźć. Tylko czy im się udało?
Spokojnie! Bazookh uspokoił swoje myśli i zmusił się do analitycznego i logicznego myślenia. Aby odnaleźć puchar należało dowiedzieć się co stało się z Elissą.
Tylko dokąd pojechała?
Krasnolud cofał się coraz bardziej w tekście, aż znalazł to co szukał. Elissa z rozżaleniem pisała, że musiał przewieźć ukochanego w bardziej ustronne miejsce. Tutaj okoliczna ludność skarżyła się, że jego wycie nie daje im spać po nocach. Kobiety ze strachu tracą ciąż, krowy dają kwaśne mleko, a dzieci płaczą całymi nocami. Elfka ulitowała się nad nimi i przeniosła wilkołaka w ustronne i opustoszałe miejsce, do którego często mogła zaglądać. Nie napisała wprost gdzie ono jest. Ale napomknęła o cieszących się złą sławą Wężowch Bagnach.
Tymczasem, ku uciesze goblina, do bibliotek wróciła już nieco spokojniejsza Sybil niosąc owoce i wodę.
Stosowny rzut na reakcję poczyniono. Wynik zachowam dla siebie
