Strona 16 z 34

: 17 lipca 2016, 20:54
autor: zmarly
[center]Dzielnica kupiecka, Skład Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Eh, i to by było na tyle w kwestii cichej infiltracji... - zaklął w myślach wojownik. Nie był pewien, czy ten huk był wywołany przez samą miksturę, ale było to dla niego mało prawdopodobne. Plusk wody słyszany w oddali również nie zwiastował niczego dobrego. Syn Słońca wiedział, że jeśli mieli do tej pory jakiś zapas czasu, to właśnie uległ on drastycznemu skróceniu i trzeba działać.
Lawina ruszyła. Gdzieś z tyłu głowy wojownikowi kołatała się myśl, iż plusk wody oznacza rychłe zalanie całego lochu przez rzekę...

Ehecatlem odwrócił się do swych towarzyszy naprędce i syknął tylko:

- Wszyscy za mną! - po czym ruszył z wyciągniętą przed siebie tarczą w jednej i swym orężem w drugiej dłoni przed siebie, gotowy na odparowanie ewentualnego kontrataku.
Alarmem nie trzeba się już było martwić - jakimś cudem Stratisowi udało się go uruchomić...

Po drodze napotkał stojącego Muzyka, który przyglądał się przez moment swemu dziełu. Ominął go wraz ze słowami:

- Teraz, szybko!

Po czym ruszył w kierunku najbliższego żywego przeciwnika.
Podnoszę magicznie zwinność (nie mam przy sobie karty, jestem w pracy) i szybko orientuję się w sytuacji i dopadam przeciwnika, który ucierpiał najmniej, by nie skupił swojej uwagi na pozostałych oraz atakuję go orężem. W oczekiwaniu na dotarcie reszty drużyny w następnej rundzie najpierw paruję tarczą, jeśli przeciwnik ma więcej inicjatywy.

: 18 lipca 2016, 15:44
autor: Sigil
[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Tak jak złodziej przewidział, Syn Słońca nie czekał zbyt długo, lecz pełen właściwego sobie animuszu ruszył do ataku. Narobił przy tym wystarczająco dużo zamieszania, by ściągnąć na siebie uwagę pozostałych przy życiu strażników. Ah-saa-brax nie zamierzał go naśladować. Cicho niczym cień wysunął się zza załomu, i ukrył za wysokim zwałem gruzu, który runął przed chwilą z sufitu. Pomieszczenie spowijały tłuste pasma czarnego dymu, a rozgrzane powietrze paliło skórę. Woń spalonego mięsa dławiła w gardle, zabijając wszelkie inne zapachy. Złodziej widział jednak doskonale, dzięki błogosławieństwu Węża, którego stygmatem były oczy o pionowych źrenicach. Półmrok spowijający pomieszczenie działał jedynie na jego korzyść, wzmacniając moc zaklęcia, które otaczało go cienistym płaszczem. Młody Sa napiął mięśnie przedramienia, a owinięta wokół jego ręki żararaka w lot pojęła ten sygnał, gotując się do walki. Zważył w dłoni sztylet, czekając na dogodną okazję do ataku...
Mam w dłoni zatruty sztylet i jadowitego węża na przedramieniu. Czekam na okazję, gdy ktoś przejdzie obok mnie (np. atakując Syna Słońca, lub flankując go) i chcę go wtedy zaatakować z zaskoczenia (tak, by miał połowę PO przeciwko mnie). Jeśli będę miał odpowiednio dużo czasu, poświęcę pierwszą rundę na przycelowanie w szczelinę zbroi. Jeśli nie, to atakuję normalnie.

Sophia na razie czeka. Wejdzie do walki w przypadku, w którym miałbym jakiś większy problem z przeciwnikiem.

: 20 lipca 2016, 09:58
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
W nikłym blasku ognistej łuny dumny Syn Słońca ruszył do walki. Z obnażonym orężem i zdobną piórami tarczą zamierzył się na najbliższego strażnika - tego samego, doświadczonego tiba, którego ujrzały oczy maga oraz złodzieja, w jednym z pomieszczeń składu. Dojrzały wiekiem mężczyzna podniósł się z pozostałości kamiennej ściany piwnicznej i dobył przytroczony do pasa macuahuitl. Gdy obaj wojownicy przygotowywali się do starcia, niedostrzeżony przez przeciwnika Stratis, przemknął szybko za osłonę zwaliska ciemnych kamieni. Napiął mięśnie i czekał na idealny moment... jedną, jedyna chwilę do zadania precyzyjnego ciosu...

Gdy młody wojownik ruszył przodem, aby powstrzymać napastników, spokojny niczym ziemia alchemik dobył kopesh i stanął u boku Wybranki Czarnej Matki. Był gotów osłonić ją, powstrzymać każdego, kto choć próbowałby zranić dostojną hierodulę. Zyanya natomiast była już przygotowana... skupiła się na swym celu... strażniku, pokrytym bliznami, kulejącym mężczyźnie...

Cichy zdradliwy syk przeciął nagle powietrze. Coś niewielkiego śmignęło nad uchem paladyna. Poleciało dalej, mierząc w najbliższego strażnika. Wtedy jednak ten przypominający owada kształt, w rzeczywistości nasączona trucizną strzałka, utraciła impet lotu i minęła gotowego do walki tiba. Zniknęła gdzieś pomiędzy zwaliskami sczerniałych kamieni. Pocisk nie tknął, ni drasnął ciała strażnika, który mimo to zerwał się i z impetem zaszarżował na Ehecatlema. Z niesamowitą wprost siłą natarł na młodego i wciąż niedoświadczonego Syna Holis. Cios był tak nagły, tak szybki, że młodzieniec nie zdołał osłonić swojego ciała tarczą. Macuahuitl cięło jego pierś, uderzyło w zrobioną ze skór i kościanych obręczy zbroję. Gruchnęło roztrzaskiwane żebro. Silny ból ogarnął jego świadomość, odbierając tchu. Ciemne plamy zawibrowały przed oczami a wśród nich ledwo majaczyła wykrzywiona bitewnym gniewem twarz przeciwnika. Lata surowego treningu nie przygotowały go na to, z czym się spotkał. Teraz miał przed sobą rzeczywistego wroga, tego, który służył w domu Ammenofre - gnieździe pomiotu Ciemności. Syn Słońca... obrońca pałacu Aru Ari uczuł jak w nim samym narasta gniew... gniew na tego, który z takim upodobaniem zadawał cierpienie Xatatlowi. Zapach krwi i ból wzmocnił na raz jego determinację.

A wtedy, z jego prawej strony pojawił się drugi strażnik. Nim jednak zdążył wznieść quauhololli i zaatakować osłabionego Aruan, z cieni wynurzyła się sylwetka Stratisa. W mroku błysnęło zatrute ostrze sztyletu. Złodziej ciął z wprawą doświadczonego nożownika, równie szybko i pewnie niczym atakująca żararaka. Tiba zacharczał, gdy z jego rozciętego karku popłynęła obficie krew. Zraniony, zamachnął się, lecz płynący w jego żyłach jad osłabił siłę ciosu i Sa uniknął go z łatwością.

Na raz otaczająca przestrzeń wypełniła się gęstą parą. Płomienie zasyczały gniewnie, gdy do pomieszczenia wdarła się woda. Z pluskiem wypełniła posadzkę sięgając ponad kostki walczących. Trawiący szczątki drewna ogień zadrgał i przygasł, pogrążając otoczenie w jeszcze głębszej, teraz już wyraźnie wilgotnej ciemności. Krąg cieni zacisnął się wokół walczących mężczyzn.

Dowódca straży zaatakował ponownie kierując uderzenie w paladyna. Macuahuitl zatrzymał się jednak na wzniesionej tarczy. Drewno ugięło się niemiłosiernie, zaskrzypiało ledwie powstrzymując nieprawdopodobny wręcz napór. Tarcza jednak wytrzymała. Syn Słońca odparł druzgocące natarcie przeciwnika i zaatakował kulejącego tiba. Oręż rozciął głęboko policzek starszego Lenja'kare, po czym ciężko opadł na jego obojczyk, miażdżąc kości. Krew pokryła szybko cały jego podbródek i splamiła lśniącą zbroję. Mężczyzna wydał okrzyk furii. I gdy Ehecatlem spodziewał się już ciosu z jego strony, w pomieszczeniu zabrzmiała śpiewna inkantacja. To MezXtli wykrzykiwał kolejne słowa zaklęcia, kreśląc dłońmi złożone symbole, które przez chwilę zdawały się jarzyć własnym widmowym blaskiem. Strażnik zawył nagle, jakby sam zajął się żywym ogniem. Po czym zemdlał. Padł, na zalaną wodą posadzkę. Zyanya dmuchnęła w białą jak kość dmuchawkę, a jadowita strzałka mignęła jak czarna smuga i wbiła się w ramię młodszego ze strażników. Mężczyzna zachwiał się i stracił przytomność, dołączając do swojego towarzysza. Nie czekając Stratis pochylił się nad nim i wprawnym ruchem poderżnął leżącemu gardło. Tiba zacharczał i skonał. Krwawy ciemnoczerwony kwiat rozwinął się i rozpłynął w otaczającej ciało wodzie...
Spoiler!
Strażnicy dobywają broni. Paladyn idzie w kierunku przeciwników. Stratis rzuca przed walką zaklęcie Czarostwa Cienisty Płaszcz i skrywa się za gruzem.

[center]Runda 1[/center]

Inicjatywa:
1. Zyanya
2. Stratis
3. Młody strażnik
4. Dowódca straży
5. Khem
6. Ehecatlem
7. MezXtli

Zyanya: dmuchnięcie zatrutą strzałką: brak trafienia.

Stratis: przycelowuje, aby precyzyjnie zaatakować Młodego strażnika

Młody strażnik: idzie w kierunku paladyna.

Dowódca staży: szarża; Krytyczny Sukces! Zadaje łącznie 14 obrażeń Ehecatlemowi. Syn Słońca ma na szczęście zbroję, która chroni go przed częścią obrażeń (14 - wartość pancerza 5 = 9). Zdrowie Ehecatlema spada do końca puli obrażeń średnich!

Khem Lateef Mibampes: Dobywa kopesh i chroni hierodulę.

Ehecatlem: Uderza w przeciwnika i go trafia! Macuahuitl rozcina ramię Dowódcy i spada na jego klatkę piersiową (zadając 4 obrażenia). Wróg ma jednak na sobie skórzany pancerz, który chroni go przed częścią obrażeń.

MezXtli: rzuca czar Koszmar na Dowódcę straży. Czar nie przynosi żadnego widocznego efektu. MezXtli - 1 Energii.
[center]
Runda 2[/center]

Zyanya: ponownie celuje strzałką w Dowódcę, jednak pocisk znów chybi celu.

Stratis: Rzut na trafienie zdany. Stratis atakuje Młodego strażnika w głowę. Sztylet rozcina kark zadając 6 obrażeń przeciwnikowi.

Młody strażnik: Atakuje złodzieja. Nie trafia go jednak.

Dowódca Straży: Atakuje paladyna. Trafienie! Paladyn paruje cios tarczą. Tarcza wytrzymuje siłę uderzenia.

Ehecatlem: Atakuje. Trafienie! Zadaje przeciwnikowi łącznie 11 Obrażeń (część jednak zatrzymuje się na zbroi: 11-4 za pancerz przeciwnika = 7).

MezXtli: rzuca na przeciwnika zaklęcie Koszmar. Dowódca straży mdleje i pada na ziemię!
MezXtli: - 1 Energii (łącznie - 2)
[center]
Runda 3
[/center]
Zyanya: wystrzeliwuje strzałkę w Młodego strażnika i trafia! Strażnik pada na ziemię nieprzytomny od zawartej w pocisku trucizny.

Stratis: Zabija nieprzytomnego Młodego strażnika.

Ehecatlem: związuje liną Dowódcę straży.
[center]
Koniec walki
[/center]
Spoiler!
[center]Obrazek[/center]
W lochu pojawiła się woda. Sięga ponad kostki. A z oddali słychać dalej jej szum. Jeden z przeciwników nie żyje. Drugi póki co jest nieprzytomny. W raz z rosnącym poziomem wody na ziemi, płomienie przygasły i zrobiło się jeszcze ciemniej (Widzenie ponadto pogarsza para. Ci,któzy nie widzą w ciemności mają póki co - 20 do Spostrzegawczości; jak płomienie zgasna zupełnie, nie będziecie nic widzieć). Co robicie teraz? Z racji, że Keth wcześniej zapowiedział, że nie będzie go na forum przez dwa tygodnie, zakładam, że chroni hierodulę i uleczy paladyna, gdy nadarzy się okazja.
Podsumowanie waszego stanu po walce:

Ah-saa-brax: Żywotność bez zmian. 7 Punktów Energii (-1 za użycie zaklęcia Cienisty Płaszcz tuż przed sama walką).

Ehecatlem: 5 Punktów Życia. Masz pęknięte przynajmniej jedno żebro. Oddycha Ci się z wielkim trudem, a każdy wdech sprawia silny ból. Ilość Energii: 2 [-3 za rzucenie czarów; -2 za podniesienie Siły i lot (podczas dostania się przez okno do składu), oraz -1 za podniesienie wartości Zręczności.].

Khem: Żywotność i Energia bez zmian; 7 Punktów Energii (-1 za rzucenie Lśniącego Runu we własnym domu, gdy przesłuchiwaliście kultystę). Nie jesteś wstanie odmedytować Energii, gdy ziemia jest pokryta kamiennymi płytami itd. (pamiętam, że pisałeś w poście jakby twoja postać miała medytować ze swoim żywiołem po wejściu do składu; tym bardziej w budynku, który ma kamienną posadzkę, to nie zadziała).

MezXtli: Wciąż 3 Obrażenia (jeszcze od czasu eksplozji kultysty): 8 Punktów Życia. 10 Punktów Energii ( -4 Punkty Energii: -2 za dwukrotne rzucenie czaru Koszmar podczas walki; oraz - 1 za rzucenie czaru Srebrny Run Snów i -1 za OoBE - wyjście z ciała w celu zbadania piwnicy).

Zyanya: Pełna pula Punktów Życia; Energia po walce bez zmian (czyli aktualnie 4; - 2 za przekazanie Energii magowi astralnemu przed wejściem do składu).

: 21 lipca 2016, 21:25
autor: zmarly
[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]


Paladyn wiedział, że walka nie będzie łatwa. Świadomość, iż musi na siebie przyjąć gros obrażeń za pozostałych, nie napawał go zbyt wielkim optymizmem, dodatkowo wspierana przez brak większego doświadczenia bitewnego. Z drugiej jednak strony właśnie to w tym momencie motywacji do działania dawał mu fakt sprawdzenia własnego wyszkolenia w realnej potyczce.
Ruszył zatem przed siebie, zaś z każdym kolejnym krokiem w stronę przeciwników adrenalina krążyła coraz szybciej w krwioobiegu. Sam Ehecatlem zaś czuł, jak zyskuje nowe siły. Miał ochotę uderzać swym macuahuitl o tarczę w rytm kroków, jednak nie był na to odpowiedni moment - wątpił również, by ta psychologiczna sztuczka zadziałała na doświadczonych Tiba.

To, czego się jednak nie spodziewał, to bezpośredniej szarży chwilę po wybuchu. Po cichu liczył na przewagę wynikającą z zaskoczenia. Jedyne, co zdążył zrobić przed konfrontacją, to cofnąć się pół kroku zapierając nogą o posadzkę. Tarcza już kierowała się przed oblicze Syna Słońca, by przejąć na siebie impet uderzenia, jednak wróg był zwinniejszy. Trafił idealnie w lukę pomiędzy tarczą a zbroją...
Aruan usłyszał trzaśnięcie i syknął z bólu, tracąc na moment oddech. Na roztkliwianie się nad obrażeniami nie było czasu.

Ból wzmógł święty gniew Paladyna. Nikt nie powstrzyma świętego wysłannika Holis, NIKT!, zakrzyknął w myślach, jednocześnie wyprowadzając kontratak. Czuł, iż trafił, jednak jego broń ześlizgnęła się po pancerzu strażnika. Cholera!, przeleciało mu przez myśl. O dziwo, ta porażka zwiększyła jeszcze bardziej jego determinację do walki. Zawsze był perfekcjonistą i tym razem również jedynym wyjściem z sytuacji dla Paladyna było wygranie tego starcia. Wszak od tego, czy przetrwa to starcie zależy życie jego towarzyszy...

Ehecatlem wiedział, że zadany cios nie wyłączy tak łatwo Tiba z walki. Tym razem jednak przeciwnik nie miał do dyspozycji drugiej szarży, a sługa Słonecznego Boga miał gotową tarczę, którą od razu się zasłonił widząc nadchodzący cios z prawej strony. Udało się, zdążył! Poczuł tępe uderzenie w lewą rękę, jednak przyjęta pozycja defensywna pozwoliła na całkowite wygłuszenie ciosu. Wiedział już, że nadszedł moment na kontratak korzystając z okazji wytrącenia przeciwnika z równowagi. Nie tracił więc czasu i sam wziął zamach z góry próbując dosięgnąć karku wroga. Cios trafił dokładnie tam gdzie Syn Słońca to sobie zaplanował dzięki pamięci mięśniowej, zaś przeciwnik osunął się na ziemię nieprzytomny, wieszcząc koniec walki.

Wojownik rozejrzał się szybko po pomieszczeniu i ujrzał młodego strażnika ginącego z rąk Stratisa. A jednak można na niego liczyć w walce, pomyślał z lekkim uznaniem. Oby tylko przypadkiem nie wykorzystał swoich zdolności przeciwko nam, gdy zawieje inny wiatr.
Szybkim, zgrabnym ruchem wyciągnął z worka na plecach linę i związał leżącego przed sobą Tiba. Dopiero w tym momencie, w tej chwilowej ciszy zdał sobie sprawę z faktu zalewania pomieszczenia przez wodę.

Nie był zbyt zadowolony z faktu, iż potwierdziły się jego najgorsze obawy. Dopiero teraz zaczął też odczuwać ból w klatce piersiowej narastający z każdym kolejnym oddechem. Wiedział już, że nie będzie w stanie wciągnąć dwóch osób po schodach z powrotem na górę, szczególnie w swym obecnym stanie. Mało tego - czas ich naglił jak nigdy wcześniej. Zbadał pobieżnie miejsce bólu i zapytał na głos:

- Czy ktoś ma jakieś mikstury lecznicze lub przywracające siły magiczne? Bardzo by mi się przydała jedna z nich w tym momencie! - mając w myślach nadzieję na przynajmniej jedną pozytywną odpowiedź, zaczął szybko wydawać kolejne polecenia:

- Nie damy rady zabrać obydwu na górę. Szybko, Hierodulo, sprawdź, czy więzień żyje i sprowadź go tutaj, z pomocą pozostałych jeśli będzie trzeba. Nie mamy czasu do stracenia! Zaraz woda zaleje cały loch!

Ehecatlem postanowił los Tiba uzależnić od tego, czy jego stary przyjaciel przeżył "gościnę" tego miejsca. Strażnik mógł mieć co prawda ważne informacje, natomiast wątpliwa była jego współpraca z drużyną. Poza tym żywy mógł zdradzić, co się wydarzyło tej nocy i kto jest za to odpowiedzialny...

: 22 lipca 2016, 12:48
autor: Sigil
[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Ah-saa-brax przyklęknął nad ciałem i starannie wytarł nóż w tunikę martwego strażnika. Wiszący w pomieszczeniu dym i para praktycznie uniemożliwiały orientację w otoczeniu. Sa jednakże widział doskonale, dzięki mocy infrawizji. Wiedział, że nie mają zbyt wiele czasu. Woda przybierała zbyt szybko. I choć żywioł ten był mu bliski, nie zamierzał wypróbowywać tej więzi, ryzykując utopienie w mrocznych podziemiach, pod domem Bentaresh.

- Rozejrzę się, może znajdę tu coś jeszcze - rzucił pospiesznie do pozostałych. - Wy weźcie jeńca i wynośmy się stąd...
Rozglądam się pospiesznie po tym, co zostało z pomieszczeń piwnicy (interesuje mnie bardziej strażnica i te pomieszczenia po bokach, niż cele). Szukam czegokolwiek, co byłoby pomocne w naszym zadaniu, cenne lub interesujące. Przede wszystkim rozglądam się oczywiście za poszukiwanymi zwojami.

: 22 lipca 2016, 16:34
autor: Keth
[center]Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin
[/center]
Rzeź w podziemiach składu trwała ledwie okamgnienie - a przynajmniej takie wrażenie odniósł strzegący Córy Nocy Khem. Przeżarci grzechem strażnicy piwnicy zginęli, czy to od płomieni łatwopalnej mikstury czy też od ciosów zadanych przez towarzyszy Mibampesa. Widok ostatniego padającego w czarną wodę ciała przyniósł alchemikowi uczucie przelotnej ulgi, wszelako odprężenie niemal natychmiast zniknęło przepłoszone wciekającą do butów wilgocią. Wybuch eliksiru musiał naruszyć podziemną część budowli, sąsiadującej niebezpiecznie blisko z rzeką.

- Musimy stąd uchodzić! - krzyknął zduszonym głosem Khem, wieszając u boku ostrze i zmierzając szybkim krokiem w stronę wyraźnie cierpiącego Ehecatlema. Chociaż w ciemnościach podziemi alchemik nie dostrzegł żadnych zbryzganych krwią otwartych ran, Syn Holis musiał zostać w brutalnym boju srodze poturbowany. Mibampes sięgnął do swego pasa z kieszonkami, dobył z jednej z nich niewielki szklany flakonik wypełniony chlupoczącą cicho cieczą. Upewniwszy się wpierw, że przez przypadek nie podaje młodemu wojownikowi wybuchowego eliksiru, AjArdczyk wcisnął odkorkowany pojemnik w dłoń Ehecatlema.

- Wypij to duszkiem, choć nie będzie smakowało - uprzedził spoglądając jednocześnie z rosnącym przerażeniem pod nogi - Zadziała od razu. Kiedy ból przeminie, podnieś czym prędzej tego nieszczęsnego więźnia i uchodźmy stąd, nim wodne duchy zawładną naszymi martwymi ciałami!
Khem napoi Ehecatlema leczniczą miksturą, po czym rozpocznie przygotowania do odwrotu z podziemi. Po chwili namysłu gotów jestem zmienić decyzję co do osoby tragarza - może lepiej będzie jak więźnia poniesie Khem razem ze Stratisem? Wojownik i mag w zamian na front drużyny, bo na górze może już czekać komitet powitalny!

: 25 lipca 2016, 18:55
autor: Zin-Carla
Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin

Byla poddenerowana i dlonie trzesly sie jej ze strachu, a oddech byl szybki i plytki. Strzalki wciaz chybily celu swojego przeznaczenia. Hierodula musiala sie skupic i opanowac drzenie. Nigdy nie uczestniczyla jeszcze w otwartej walce i serce walilo jej jak dzwon. Wkoncu udalo sie jej wycelowac w mlodego Tibia. Niemal nie podskoczyla z radosci. Juz wszyscy straznicy lezeli martwi lub nieprzytomni. Nie bylo jednak czasu na celebracjie zwyciestwa. Slyszac polecenie wybranca Holis, szybko udala sie w stone celi, z której dochodzilo ciche i zlamujace sie chwilami wolanie o pomoc. Miala nadzieje ze wybuch nie uszkodzil tam konstrukcji i nie beda musieli wyciagac nieszczesnika spod gruzow. Obawiala sie rowniez o stan wojownika, ale szczesliwie przyszedl mu z pomoca Khem.

Woda zbierala sie szybko i musieli sprawnie dzialac. Zblizyla sie do celi...
trzeba sie tam jakos wlamac, czy wszystko jest rozwalone, co widze chdy tam podchodze i probuje sie dobic do wieznia?

: 25 lipca 2016, 20:23
autor: Sigil
[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Widząc, iż Hierodula zbliża się ku celi jeńca, Ah-saa-brax pochylił się nad nieprzytomnym dowódcą straży i obszukał go pospiesznie, z wprawą świadczącą o długiej i efektywnej praktyce. Po chwili trzymał już w ręku koło, obwieszone kilkoma ciężkimi kluczami z brązu:

- Weźcie je, pani - odezwał się pospiesznie do Córy Nocy - Będą wam potrzebne. Ja zobaczę, czy coś jeszcze da się tu znaleźć.
Tak jak wspominałem, po podaniu hieroduli kluczy do celi, pospiesznie przeszukuję otoczenie.

: 26 lipca 2016, 15:22
autor: TatTvamAsi
[center]Piwnica pod składem, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul[/center]
Zyanya ujęła w swe blade dłonie pęk kluczy ofiarowany przez zmyślnego Stratisa. Koło z brązu było ciężkie od ich ilości - różnego kształtu i wielkości: od najdrobniejszych, służących prawdopodobnie do otwierania niedużych skrzyń, po proste w swym kroju, masywne - otwierające zapewne jakieś dwuskrzydłowe wrota, lub bramę. Były też takie, a dokładnie trzy, o bardzo drobnych ząbkach wychodzących ze zdobionej części w kształcie rombu. W środek każdej z nich osadzony był opalizujący, wyraźnie pulsujący ciepłem kamień okolony przez ciąg runicznych symboli. Hierodula zbliżała się do celi, gdzie więziony był nieszczęsny tiba. Jego wołanie narastało, to znów cichło, ginęło zdławione cierpieniem mężczyzny i szumem wlewającej się skądś wody. Zbliżała się do oddalonej, pogrążonej w absolutnym mroku celi, a chłodne fale obmywały jej łydki. Z każdą chwilą poziom wody wyraźnie narastał.

Zobaczyła w końcu więźnia. Jego ciało wciąż ciepłe, było jednak wyraźnie wychłodzone. Woda gwałtownie wlała się do celi znad jego ramienia, zalewając jego twarz. Mężczyzna krztusił się, dusił gdy przez sporą wyrwę w ścianie wlewała się do lochu sama Ivit. Zyanya pospiesznie sprawdziła drzwi do celi. Znajdował się tam spory otwór. Szybko jęła otwierać celę masywniejszymi kluczami, jednak żaden z nich nie pasował do zamka wewnątrz. Ręce jej się trzęsły z poddenerwowania, gdy skrajnie wycieńczony nieszczęśnik jęczał cicho gdy w jego ciało uderzała kolejna fala wody. W końcu, wiedziona przeczuciem, wypróbowała jeden z inkrustowanych kamieniami kluczy. Wszedł niebywale gładko. Zamek szczęknął, a kraty niespodziewanie zalśniły blaskiem. Przez chwilę hierodula dojrzała skomplikowane wzory, fosforyzujące glify, które oplatały kraty. Symbole zamigotały i zniknęły. Drzwi nie stawiały oporu. Kobieta wbiegła szybko do wnętrza i uwolniła młodego mężczyznę. Człowiek z trudem się poruszał. Jego ciało, skóra, ramię, za które go ujęła, było śliskie od wody i lodowate. Lenja'kare trząsł się i niemalże opadał wyślizgując się z jej chwytu.

[center]***[/center]
Gdy hierodula oddaliła się, aby pomóc dawnemu druhowi Ehecatlema, Stratis przeszukał pospiesznie strażników. Jego czujny wzrok wychwycił wygrawerowany na pasie jeńca run. Sam przedmiot robił wrażenie, cały zrobiony był bowiem z twardych, jasnobłękitnych łusek. Złodziej nie pozwolił, aby tak cenna i niewątpliwie magiczna rzecz marnowała się na ich wrogu, jednym ze sługusów ciemnych sił, bądź ich kapłanów. Ujął chroniącą przed działaniem magii sakiewkę i wprawnymi ruchami zdjął pas z nieprzytomnego dowódcy. Sprawdził też odzienie innych wojowników, również tych, którzy tak niedawno płonęli żywym ogniem. Jednak wszystko, co mieli na sobie pechowi mężczyźni, spaliło się doszczętnie. A jednak, gdy zaczął przeszukiwać pomieszczenie, pod sczerniałymi deskami tworzącymi ongiś skrzynie i różne inne, drewniane elementy otoczenia, znalazł piękną, masywną tarczę. Dalsze oględziny były równie owocne i zakończyły się odkryciem wśród gruzu wiązanego kaptura zrobionego z grubej skóry oraz niewielkich, kościanych płytek. I gdy pomieszczenie zdawało się nie kryć już więcej tajemnic, skierował się w stronę ukrytej komnaty...

Wyznawca Węża minął nadpalone resztki umeblowania i wślizgnął się do skrytego za zwałowiskiem gruzu pomieszczenia. Zlustrował wzrokiem bacznie otaczającą przestrzeń. Kamienie, które wcześniej tworzyły ścianę, a teraz leżały w smętnej stercie po gwałtownym wybuchu, odcinały pomieszczenie od wszechobecnej, wzbierającej wody. Wciąż wibrowały ciepłem niszczącego wszystko ognia. Niewielki pokój wypełniony był szczątkami niemalże zwęglonych fragmentów skrzyń i kufrów, a nawet jakiegoś stolika. W rogu pomieszczenia leżał metalowy przedmiot, przypominający jeden z tych zagadkowych instrumentów używanych w laboratorium alchemicznym. Ah-saa-brax przeszukiwał pomieszczenie, podnosił to, co zostało ze stolika, licząc, że znajdzie coś, co przetrwało siłę ognistej eksplozji. Widział spalone do połowy, pozbawione niemalże stronic księgi, które rozsypywały się pod najlżejszym dotykiem. Na podłodze lśniło rozbite szkło, obok metalowego narzędzia alchemicznego znajdowały się zaś jakieś szczypce. Nic przydatnego tu nie widział, a jednak... gdy uniósł wzrok z nad czegoś, zwanego w żargonie techników alembikiem, zauważył niewielką szkatułkę, skrytą na najniższej półce niszy w kamiennej ścianie. Przed nią leżał również jakiś kostur z nasadzonym na szczycie kryształem. Z daleka posłyszał szum i rytmiczny plusk wody. Z każdą chwilą czasu było co raz mniej, a szanse na wydostanie się z podziemi również gwałtownie malały. Szybko pochwycił przez materiał laskę i ujął niewielką skrzynkę.

Wychodząc z pomieszczenia, jego wzrok przykuł nikły błysk, jakby lekkie ciepło dobywające się z wewnątrz zrujnowanej ściany. Sięgnął ku zawalonej niszy w ścianie i odgarnął pokruszone kamienie. Jego oczom ukazał się pękaty flakon zawierający jakąś gęstą ciecz. Dłonią natknął się na drugi, a później i kolejny, takiż sam, wciąż jeszcze zalakowany. Dookoła zaś zauważył odłamki szkła i pulsujące nikłym ciepłem plamy po nieznanej mu substancji. Pospiesznie ujął wszystkie flakony wypadając niemalże zza przysłaniającego otwór w ścianie gruzu. Chlupot wody narastał i równie szybko do strażnicy wlewały się kolejne, niesione z siłą fale. Do uszu zebranych dotarło w pewnym momencie donośne chlupnięcie. Z kierunku, w którym udała się Zyanya, doszedł ich zduszony, męski głos:

- Nie... ekhh... ekhmm... zabierzcie mnie stąd! Nie, nie wody... nie... - słowa więźnia urwały się nagle. Potem dało się słyszeć tylko odgłos płynącej, wszechobecnej wody i czegoś uderzającego o kamienne ściany...

Z wilgotnej ciemności wyłoniła się hierodula. Z trudem podtrzymywała opadającego z sił mężczyznę. Syn Słońca szybko skierował się w stronę więźnia i jego wybawicielki. Ujął ostrożnie rannego pod ramię. Lenja'kare był w strasznym stanie, wciąż broczył krwią, która spływała po jego bladym od zimna torsie. Rana była wyraźna - gładkie rozcięcie skóry między żebrami. Zza kruczoczarnych, wilgotnych od wody włosów widział ostry podbródek i zakrzywiony, orli nos... tak charakterystyczny dla jego rodziny... dla samego Xatatla Taxcaana...
Ah-saa-brax: W ukrytym wcześniej pomieszczeniu znajdujesz zdobną, srebrną broszę w kształcie malejącego księżyca, a także jakieś dwa, nienaruszone kartusze papirusu - jedyne, co pozostało z księgi w ongiś pięknie zdobionej, fioletowej oprawie. W pomieszczeniu, w którym znajdowali się wcześniej strażnicy, znajdziesz zaś solidną tarczę z drewna żelaznego, oraz porządnej roboty skórzany kaptur.
Mężczyzna jest wyraźnie pozbawiony sił. Trzęsie się z zimna, jest ledwo przytomny. Jego ciało pokrywają również rany - szczególnie w okolicy żeber. Mimo stanu, w jakim się znajduje, Ehecatlem poznaje w nim swego dawnego przyjaciela.

: 28 lipca 2016, 11:43
autor: Sigil
[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
[center]Obrazek[/center]
Pospiesznie spakował to, co mógł do plecaka, starając się nie dotykać bezpośrednio żadnej ze znalezionych rzeczy. Flakony brzęknęły cicho, gdy układał je na dnie, owijając naprędce w brezentowy worek. Uważał, by nie rozbić żadnego z nich, wiedząc, że mogą kryć w sobie zawartość równie cenną, co eksplozywną. A mówiąc prawdę nie miał aktualnie ochoty na rozrywkę. Przewiesił przez plecy tarczę, krzywiąc się przy tym lekko, bowiem ciążyła mu niemiłosiernie i znacznie utrudniała ruchy. Przez chwilę zastanawiał się, co począć z kosturem, który zdawał się równie nieporęczny i kłopotliwy. W końcu po prostu wziął go do ręki i skierował się pospiesznie w stronę pozostałych. Woda sięgała mu już do kolan, jednakże doskonale dopasowana zbroja ze skóry węża morskiego, kryjąca się pod starym ponczo nie utrudniała ruchów, chroniąc go jednocześnie przed przemoczeniem. Jedynie okrycie wierzchnie ciążyło mu nieco, nasiąknąwszy wilgocią.

- Świetnie - mruknął, wyłaniając się z mroku, tuż przy Zyanyi. Szybki rzut oka na sytuację pozwolił mu ocenić stan jeńca i pozostałych. To, że wszyscy mogli chodzić było pocieszające. Bardzo pocieszające zważając na to, że mieli coraz mniej czasu...

- Znikajmy stąd - szepnął, wkładając magowi w ręce kostur. Z nich wszystkich z pewnością Alinur był osobą, która mogła go wykorzystać najlepiej. Poza tym... Mógł się dzięki temu pozbyć tego uciążliwego kawałka drewna. Wolał mieć wolne ręce. Mógł się założyć o swą nieposzlakowaną opinię, że na górze czeka już komitet powitalny. I modlił się do Wielkiego Węża o to, by składał się on jedynie z kultystów, nie zaś z uczciwych Tiba ze straży miejskiej...
Daję kostur magowi (reszta fantów jest w plecaku). Jeśli Paladyn zechce do chętnie dam mu tarczę. Poza tym chcę stąd jak najszybciej wyjść. Kryjąc się w cieniach mogę iść z przodu i wypatrywać przeciwnika za pomocą infrawizji. Jeśli będę miał chwilę na to, ponownie zatruwam sztylet. Idąc korytarzem przygotowuję sobie nóż do rzucania.

: 28 lipca 2016, 19:05
autor: Zin-Carla
Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul

Hierodula przeglądała w pośpiechu pęk różnorodnych kluczy, które otrzymała od Stratisa. Dłonie wciąż drżały jej lekko nie wiedzieć z podniecenia czy ze strachu. Jej wzrok zatrzymał się na trzech, które wyglądały inaczej niż pozostałe. Z kryształów osadzonych na główkach kluczy wydobywało się nikłe pulsowanie energii. To musiało być to! Szybko jęła sprawdzać drzwi do celi. Więzień zdawał się żyć jeszcze, lecz każda kolejna chwila była dla niego agonią. Jego głos cichną w otchłani niebytu do którego udawała się już jego dusza. Na domiar złego, lodowata woda wylewała się z otworu w ścianę prosto na nieszczęśnika. Poczęła sprawdzać wszystkie największe klucze choć wiedziała gdzieś, że te, na które zwróciła wpierw uwagę, będą tymi właściwymi. A na pewno jeden z nich. Jedno delikatne przekręcenie inkrustowanego klucza, a więzień był wolny. Szybkim ruchem otworzyła drzwi i wzięła w ramiona młodego Lenja'kare. Próbowała pomóc mu się przemieścić ale jego ciało było ślizgie od wody i zimne jak lód. Nie wróżyło to dobrze dla jego zdrowia. Musiała mu jakoś pomóc gdy oddalą się od źródła wpadającej jak oszalała do środka wody. Że też akurat ta wyrwa musiała powstać jego celi! Jakby nie dość mu było cierpień.

Rozmyślając nad fatalizmem losu i tym, że nie ma przypadków pod żadnym niebem, w końcu z trudem doprowadziła jeńca do reszty drużyny. Pobity i pocięty słaniał się na nogach, bredząc cicho pod nosem. Zyanya wiedziała, że nie ma wiele czasu. W tym stanie przyjaciel Syna Słońca był dla nich również dodatkowym obciążeniem w razie kolejnych przygód w drodze powrotnej na górę. Sama była zmęczona ale ów biedak niechybnie wkrótce rozsta się ze swym życiem, jeśli będzie musiał długo iść lub, niech Bogini Matka broni, jeszcze walczyć! Trzymając go wciąż w ramionach poczuła, jak cześć jej własnej energii przechodzi do ciała byłego więźnia. Lekkie mrowienie przeszło jej lędźwie i uczuła delikatny, pełzający chłód. Jego ciało za to stało się odrobinę cieplejsze. Miała też nadzieje, że choć trochę mu pomogła.

Widząc, że ich zaprzyjaźniony muzyk o podejrzanej proweniencji, już rozejrzał się za dobrami materialnymi, które pozostały w rozpadającej się komnacie zapytała go z nikłą nadzieją.

- Stratisie czy znalazłeś tam jakiekolwiek zwoje?

Obawiała się, że nie było to jednak takie łatwe. O ile łatwą można było nazwać pierwszą cześć ich wyprawy...

- Nie, żadnych zwojów - złodziej potrząsnął głową, mocując się z najwyraźniej niezbyt poręczną tarczą. - Jeśli były głębiej pod ziemią, pewnie zaleje je woda. Może jednak są gdzieś na górze. Tu nic nie znalazłem.
Przekazuje uratowanemu 1 pkt energii

: 02 sierpnia 2016, 18:16
autor: Keth
[center]Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Uwolniony ze strasznej opresji więzień wyglądał fatalnie, lecz chociaż sprawiał wrażenie ewidentnej ofiary kultystów, alchemik postanowił nie spuszczać z niego oka. Pamiętny okropnych wydarzeń we własnym domu, Khem potrafił wyobrazić sobie demoniczne insekty drzemiące w trzewiach zakażonego nimi Lenja'kare, czekające na sposobność do rozerwania ludzkiego ciała i wydostania się na zewnątrz.

- Nie wolno nam zmitrężyć ani chwili! - wysyczał AjArdczyk próbując przeniknąć wzrokiem gęstniejącą w podziemiach ciemność - Zaraz przepadniemy tutaj na zawsze!

Omywająca nogi alchemika lodowata woda wprawiała kończyny mężczyzny w odrętwienie, ale zarazem dodawała reszcie jego ciała dzikiego wigoru. Brnąc przez częściowo już zatopiony korytarz, Mibampes przemieszczał się co sił w nogach ku wiodącym w wyższe partie domostwa schodom, zdecydowany utworzyć swą osobą forpocztę oddziału. W jego umyśle pojawiła się zdeterminowane przekonanie o konieczności uratowania własnego życia dla dobra całej misji. Jeśli Mnumbi pisał reszcie szpiegów straszną śmierć w objęciach wodnych duchów, nie wolno było przeciwstawiać się boskiej woli - lecz Khem związany był całym swym jestestwem z żywiołem ziemi i wierzył z całej siły w to, że śmierć przez utonięcie byłaby z jego strony świętokradczą obrazą wobec patronackiego boskiego pierwiastka.

A ponieważ szanował wolę Mnumbi, wskoczył na kamienne schody niczym umykający przed ojcem niezaślubionej wybranki wyrostek.
W nogi, zanim potoniemy!

: 03 sierpnia 2016, 23:58
autor: zmarly
[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Gorzki smak cieczy podróżującej poprzez przełyk wojownika nie był może najprzyjemniejszym doznaniem tej nocy, jednak niemal od razu Ehecatlem poczuł się znacznie lepiej, a każdy kolejny łyk tylko potęgował ów stan. W duchu był wdzięczny za obecność Mibampesa - jakkolwiek by go nie bawiło na co dzień zachowanie Alchemika, to w krótkim czasie okazał się pomocny dwukrotnie. A Paladyn doceniał takie rzeczy znacznie bardziej niż czczą gadaninę.

Zauważył także koordynację całej drużyny w działaniu - Trzeba przyznać, iż w obliczu strachu i adrenaliny radzą sobie całkiem dobrze, pomyślał. - Może ta drużyna wcale nie jest takim złym pomysłem?

Jedynie Hierodula trochę zawiodła jego oczekiwania. Synowi Słońca wydawało się, że jej rasa radzi sobie w walce znacznie lepiej - a przynajmniej do tej pory sprawiała w jego oczach takie wrażenie. No cóż, na szczęście dość szybko zderzyło się ono z rzeczywistością, co uchroniło młodzika przed większym rozczarowaniem.
Widząc jednak Zyanyę ciągnącą ze sobą ciało więźnia wszystkie te myśli w jednej chwili zniknęły niczym odcięte diamentowym ostrzem rytualnym w świątyni Boga Słońca..

- Xatatl! - Tylko to słowo wydobyło się z ust sługi Holis, nim dopadł do swego przyjaciela. Widok jego pokiereszowanego ciała wzburzył Aruana do tego stopnia, iż ten poczuł dodatkowy przypływ sił Co oni mu zrobili... Tej zniewagi nie puszczę płazem, zapłacą za to! Ujął go delikatnie odciążając Hierodulę i jednocześnie posyłając jej spojrzenie pełne wdzięczności. Chłód ciała przyjaciela zasiał w umyśle Ehecatlema niepokój, nie było jednak czasu na roztkliwianie się nad losem jeńca w tym momencie. Już miał ruszać do przodu, gdy jego oczom ukazał się Stratis.

Jego widok w tym momencie był o tyle zaskakujący, iż Paladyn nie był w stanie zauważyć, skąd Muzyk właściwie się wyłonił. Brat Oroni już chciał ten fakt skomentować, jednak Muzyk nie tracił czasu:

- Myślę, Aru, iż to przyda Ci się znacznie bardziej niż tym Tiba na dole - rzekł, ukazując przed sobą solidną tarczę z drzewa żelaznego. Sprawiała ona wrażenie znacznie bardziej wytrzymałej od tej, którą Ehecatlem niósł w tej chwili zawieszoną na plecach. W tym momencie stało się dla niego jasne, że to jeszcze nie koniec możliwych starć z wrogami. Przekazał ciało odnalezionego towarzysza spowrotem Zyanyi i przywdział nowy przedmiot jednocześnie badając jego wyważenie. Było zadziwiająco porządne. Kawał dobrej, żmudnej roboty...

Odwrócił się do wszystkich i przekrzykując szum wody wdzierającej się do lochu zawołał do pozostałych:

- Szybko, musimy się stąd wynosić! Prawdopodobnie na górze czeka już na nas komitet powitalny, skradanie trafił szlag. Khemie, wraz z Hierodulą i Magiem zajmijcie się Xatatlem, ja idę z przodu i pilnuję, by nic wam się nie stało. Stratisie, bądź przy mnie. Gdy tylko znajdziemy spokojniejsze miejsce, przegrupujemy się i przemyślimy następne działania. Tymczasem jazda!

Nie czekając na pozostałych ruszył do przodu z tarczą przygotowaną do odparowania ewentualnego ataku. Wiedział bowiem jedno - jeśli wróg zechce ich teraz zaatakować, są w bardzo niekorzystnej sytuacji, nie tylko ze względu na przewagę wysokości wynikającą ze schodów...
Ehecatlem idzie na przodzie z tarczą przygotowaną do parowania wszelkich ataków.

: 04 sierpnia 2016, 11:35
autor: TatTvamAsi
[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Ehecatlem: Wypiwszy miksturę, którą podał mu alchemik, Ehecatlem poczuje się wyraźnie lepiej. Eliksir Uzdrawiający przywróci mu 4 Punktu Żywotności. Aktualnie ma więc 9 Punktów Życia. Syn Słońca wydaje polecenia odnośnie ucieczki z zalewanej przez wodę piwnicy. Wykonałam mu więc test: Autorytet + Dowodzenie; rzut 39. Słowa Paladyna wywrą wrażenie na członkach drużyny, a jego decyzja zda się słuszna - dla wszystkich prócz Alchemika, który pędem skierował się do stopni wiodących na wyższe piętro budynku.

Khem: Alchemiku, odpisz sobie proszę jeden Eliksir Uzdrawiający.

Zyanya: Jak dla mnie możesz zostać z trzema Punktami Energii - ciężko by było, gdyby został Ci tylko jeden. To twój już wybór czy chcesz przekazać Energię Xatatlowi, czy wolisz ją zatrzymać, aby móc w razie czego wydać na zaklęcia.

: 09 sierpnia 2016, 09:54
autor: Mystic
[center]Piwnica pod składem Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Stan wody w piwnicy stale się podnosił. Gdy jej poziom przekroczył wysokość kolan, pewna psychologiczna bariera została przełamana. Mezxtli czuł, że właśnie ostatecznie zamykają się jedne z drzwi możliwości pozostawiając całą drużynę w sytuacji bez wyboru. Musieli wrócić tą samą drogą, a tam, na górze mogli już czekać kolejni strażnicy zaalarmowani hałasem wybuchu. Szturmowanie schodów pod górę, mając za plecami wzbierającą wodę było doprawdy kiepskim położeniem taktycznym...

Mag zaczął gorączkowo wertować swoje umiejętności w poszukiwaniu ofensywnej zdolności mogącej pomóc im w opresji. Stres i poruszenie wcale nie ułatwiały utrzymania równowagi. Wiem!

W tym momencie wyłaniający się z mroku Stratis wcisnął mu w dłonie magiczny kostur. Co do...? Czyn ów zachwiał koncentracją maga tylko na moment. Pobudzony krążącą w żyłach adrenaliną, zebrał siły swego umysłu by użyć Myślowej Sondy i sprawdzić potencjalną obecność u szczytu schodów.
Używam Sondy Myślowej by sprawdzić czy ktoś oczekuje na nas "na górze". Jeżeli Mag czuje się na siłach w kwestii koncentracji, to zwolni tylko nieznacznie, ale wciąż będzie chciał się poruszać za drużyną.

Jeżeli u wylotu schodów ktoś na nas czeka, to w pierwszej możliwej okazji użyję Koszmaru.