PBF - Czarny Świt

el009
Reactions:
Posty: 273
Rejestracja: 15 listopada 2015, 10:46

Post autor: el009 » 28 września 2016, 18:34

Koronopan, centralny plac

- A gdybym odszedł, umierałabyś z tęsknoty? - odpowiedział pytaniem na pytanie Werk, nie doczekał się jednak odpowiedzi.

Mechanik odprowadził odchodzącego Piotra i jego żonę niechętnym spojrzeniem i ponownie zwrócił się do Eleni.

- To będzie ciężka zima dla Koronapanu nawet, jeśli wyszabrujemy wartościowe pryzy. - powiedział, patrząc jej głęboko w oczy - Lepiej nie myśleć co będzie, jak nam się nie uda. Jeśli na przednówku będzie o jedną gębę mniej do wykarmienia, to pozostałym będzie łatwiej a ja sobie poradzę na szlaku, nie nowość dla mnie. Ale z tą mendą Aleksiejewem nie chcę mieć nic wspólnego.

Bayer sięgnął po butelkę pitnego miodu której właściciel akurat się zagapił i zadbał o siebie i Eleni.

- Na razie jednak nigdzie się nie wybieram. - poweidział z uśmiechem, niby przypadkiem muskając jej udo - Przynajmniej dopóki mam alkohol. Potem możemy iść poszukać kolejnej flaszki...

Urwał, mrugając niedwuznacznie.
Rogue Trader - Magos Eksplorator Diomedes
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 października 2016, 16:16

Koronopan, domostwo Markusa

Markus wpuścił gości do wnętrza domostwa, wskazał Piotrowi i Oksanie miejsca przy stole, który niewiele wcześniej przysłużył się członkom tajemnej narady. Nikodemus zamknął wejściowe drzwi, po czym zastygł przy nich zatrzymany tam dyskretnym gestem gospodarza. Sędzia oparł się plecami o futrynę wejścia, skrzyżował ramiona na piersiach zachowując kamienny wyraz twarzy.

- Mam nadzieję, że nie zmitrężymy zbyt wiele twego cennego czasu, Markusie - siadający na ławie Aksiejew obrzucił pomieszczenie bacznym wzrokiem i dopiero wówczas pokazał towarzyszce dłonią, że i ona może zająć miejsce na ławie - Odejdziemy jutro, najdalej pojutrze. Wymarsz zależny jest od woli tych, którzy będą chcieli pójść z nami. Pakowanie, ostatnie zapasy na drogę, sam rozumiesz.

Schiller założył ręce za plecy. Ponieważ w przeciwieństwie do swych gości nie usiadł do stołu, lecz jedynie stanął po przeciwnej jego stronie, górował nad Skandką i jej polańskim towarzyszem.

Jeśli poza ta wzbudziła jakikolwiek dyskomfort w parze gości, żadne z nich nie zdradziło się najmniejszym gestem.

- Chciałbym cię prosić, abyś raz jeszcze przemyślał swą decyzję - oznajmił po chwili Markus - Nie bez powodu nalegałem przez cały czas, byście pozostali w Koronapanie. Ta choroba jest znana w wielu osadach i budzi w pewnych ludziach ogromną grozę. Jeśli wyjawicie, z jakiego powodu stąd odeszliście, nie zaznacie spokoju. Uwierz mi, proszę.

- Już to mówiłeś - na twarzy myśliwego pojawił się przelotny grymas zniecierpliwienia - Przyjąłem twe obawy do wiadomości. Jeśli to cię jakoś uspokoi, przysięgam, że ani ja ani Oksana słowem nie wyjawiły okoliczności odejścia. Nie dowie się o tym nikt postronny. Zadowolony?

- Poręczysz za wszystkich, którzy pójdą razem z tobą? - Schiller zmarszczył czoło na poły groźnie, na poły desperacko, najwyraźniej nie mając już żadnych dodatkowych argumentów dla poparcia swej propozycji - Wiesz dobrze, że nie możesz. Ktoś się spije i wszystko wyjawi. Konsekwencje będą straszne.

- Przesadzasz - tym razem odezwała się Oksana. Kobieta splotła dłonie palcami i oparła na nich kształtny podbródek wpatrując się intensywnie niebieskimi oczami w gospodarza - Nie jesteśmy w ciemię bici. My też słyszeliśmy o Płonie i wiemy, że potrafi uzależniać, ale to nie powód, by ktoś chciał nas zabić. Plemiona ze wschodu często handlują tą ilością proszkiu, której nie potrzebują dla siebie, bo zabija chłód i ból. Nie bierzemy tego, więc choroba nam nie grozi.

- Nie musicie być zakażeni, żeby stanowić dla nas niebezpieczeństwo - Markus podniósł prawą dłoń w geście narastającej bezradności, a w jego oczach pojawił się jakiś niepokojący błysk - Co wiecie o Szpitalnikach?

- Obcy z zachodu, o dziwnych zwyczajach, ale biegli w sztuce uzdrawiania - odpowiedział Piotr - Widzieliśmy ich tylko raz i to przejazdem. Dlaczego pytasz i co oni mają z nami wspólnego?

- Szpitalnicy studiują tę chorobę - odparł Schiller - Mają na jej punkcie prawdziwą obsesję, a jednocześnie ogromnie się jej lękają. Otacza ich dobra reputacja, bo leczą chorych, ale niektórzy z nich potrafią posunąć się do strasznych czynów, kiedy wymaga tego powaga sytuacji. Odchodząc gromadnie z Koronapanu grozicie ujawnieniem prawdy o wizycie apokaliptyków w naszej osadzie. Jeśli wiedzę tę posiądą Szpitalnicy, przybędą tutaj dokonać obdukcji... a jeśli w ich głowach zrodzi się choć cień podejrzenia, że ktoś z nas stał się nosicielem, mogą spalić nas wszystkich... wszystkich, Piotrze? Weźmiesz na siebie taką odpowiedzialność?

- Skąd mogę wiedzieć, że to, co mówisz nie jest stekiem bzdur? - żachnął się Polanin - I dlaczego mam się przejmować losem tych, którzy tu zostaną? Jeśli ta choroba jest taka groźna, tym bardziej powinniśmy się stąd wynosić. Oksana, będziemy się pakowali w nocy, wyruszamy od razu rano.

- Przykro mi, że obstajesz przy swoim - powiedział z nieudawanym smutkiem Markus - Dałbym wiele, aby sprawy inaczej się ułożyły. Wybaczcie mi, ale nie mogę pozwolić wam odejść.

Para gości zesztywniała słysząc wypowiedziane grobowym tonem słowa naczelnika, stężała przenosząc spojrzenia z Markusa na Nikodemusa i z powrotem.

- A niby jak zamierzasz nam przeszkodzić? - wycedził przez zęby Piotr, podnosząc się ostrożnie z ławy i uważnie obserwując obu rozmówców. Oksana poszła w jego ślady, niby przypadkiem odsuwając na bok połę płaszcza zasłaniającą przypięty do jej prawego uda sztylet - Spróbujecie nas zatrzymać siłą? Wy dwaj?

- Nie jesteśmy sami - odpowiedział cichym głosem Markus - Ale to nie musi się tak skończyć.
Pora najwyższa, by objawiło się wsparcie!

Awatar użytkownika
Jarlaxle
Reactions:
Posty: 132
Rejestracja: 02 listopada 2011, 19:26

Post autor: Jarlaxle » 03 października 2016, 00:21

Yuran i Dragan czekali skryci na zapleczu chaty Markusa i nasłuchiwali rozmowy z głównej izby. Mieli nadzieję, że uparty pyskacz da się przekonać i obejdzie się bez przemocy. Z każdą chwilą nadzieja słabła...

- Nie jesteśmy sami - odpowiedział cichym głosem Markus - Ale to nie musi się tak skończyć - usłyszeli zza drzwi.

Dragan zmełł w ustach kilka wyjątkowo wulgarnych słów. Kości zostały rzucone. Obaj bracia opuścili kryjówkę i weszli do pomieszczenia gdzie toczyły się "negocjacje".
Twarze mieli ponure, spojrzenia złe, a ręce ich ostentacyjnie spoczywały na broni. Nie powiedzieli nic, ale słowa były zbędne...
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 października 2016, 21:52

Koronopan, domostwo Markusa

Na twarzach Piotra i Oksany pojawiły się grymasy niedowierzania, zastąpione w ułamku chwili wyrazami gniewu i determinacji.

- Zasadziłeś się na nas ze swoimi psami? - wysyczała piękna Skandka - Aż tak nisko upadłeś, Markusie? Do czego jeszcze się posuniesz?

Aksiejew obejrzał się ponad ramieniem na blokującego wyjście Nikodemusa, ściągnął twarz w pogardliwym grymasie odrzucając jednocześnie połę własnego płaszcza. Jego prawa dłoń zawisła w pobliżu jednego z trzech wpiętych w skórzany bandolier myśliwskich noży o karbowanych ostrzach.

- Jeśli spróbujecie nas dotknąć, poleje się krew - ostrzegł Polanin mierząc wyzywającym wzrokiem obu braci - Nie wy jedni potraficie posługiwać się bronią.

Nikodemus przyznał mężczyźnie w duchu rację, desperacko łudząc się nadzieją, że Schiller mimo wszystko znajdzie pokojowe wyjście z impasu. Oksana i Piotr uchodzili za wyśmienitych nożowników, obdarzonych wysokim refleksem i zwinnością. Gdyby w chacie Markusa miało faktycznie dojść do zatrzymania gości siłą, nie mogło się to skończyć dobrze.

- Rozwalę ci ten parszywy łeb, zanim wyciągniesz nóż ze skóry - zawarczał jeden z braci, niskim wibrującym głosem człowieka zaślepionego żądzą krwi.

- Tylko spróbuj! - odciął się natychmiast Piotr - Utnę ci łeb, zanim zdążysz to zauważyć!

Ruchem na tyle powolnym, by nikt nie uznał go za niebezpieczny, Markus sięgnął za swe plecy, wyciągnął zza paska spodni dziwny metalowy przedmiot skrywany dotąd pod koszulą. Kiedy wymierzył z niego w pierś Aksiejewa, zdumieni pojawieniem się artefaktu ludzie skojarzyli jego podobieństwo do prochowej samoróbki Bayera Werka.

- Co to jest? Pistolet? - spytał nieco zbity z tropu, ale wciąż rozgniewany Piotr - Skąd go masz?

- Glock 22 - odpowiedział Markus odciągając lewą ręką element lufy broni, wieńcząc tę czynność metalicznym szczękiem - Pełny magazynek, zintegrowany tłumik. Błagam po raz ostatni. Nie zmuszajcie mnie, abym go musiał użyć. Nie zawaham się, jeśli będzie trzeba. Podnieście ręce i pozwólcie się rozbroić.
Nikt z Was nie miał pojęcia, że Schiller posiada taki niezwykły artefakt, toteż goście dali się zaskoczyć widokiem broni! Ale czy faktycznie pozwolą się rozbroić? A co myślą zausznicy Markusa w obecnej chwili? Poproszę o krótkie fabularki!

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 04 października 2016, 11:07

Nikodemus doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji wizyty w domu Marcusa. Aż dziwne, że Aksiejew i Oksana sami się nie domyśliwszy wpadli w zastawioną pułapkę. Co nie znaczy, że sędzia zdążył się z zaistniałą sytuacją oswoić i do niej przygotować. Wierzył w słowa Marcusa i w jego szczere intencje ochrony społeczności, choćby wyłącznie ze względu na własne bezpieczeństwo, bo ostatnie wydarzenia dały kilka odpowiedzi i całą masę nowych pytań w kwestii tajemniczej przeszłości Schillera. Nikodemus podejrzewał, że chroniąc Koronapan, Marcus chroni przede wszystkim siebie, a dla takiego celu można zrobić naprawdę wiele. Tak więc w chwili obecnej cele Marcusa były zbieżne z jak najlepszym interesem osady. Dlatego właśnie sędzia postanowił włączyć się aktywnie w plan unieszkodliwienia separatystów, choć miał naprawdę wielką nadzieję, że przywódca społeczności nie użyje przeciw współplemieńcowi broni palnej, a raczej, że to po prostu nie będzie potrzebne.

- Nie rób głupstw, Piotrze - powiedział wciąż zasłaniając sobą drzwi, mając nadzieję, choć niewielką, że łagodny ton przekona Aksiejewa. Na wszelki wypadek niedbałym ruchem szczelniej okrył się płaszczem mając nadzieję, że skóra płaszcza choć częściowo zatrzyma ewentualny cios nożem. Zdawał sobie sprawę, że osaczeni prawdopodobnie jako pierwszego zaatakują właśnie jego, by jak najprędzej dopaść drzwi. - Zastanów się nad konsekwencjami. Nie uda wam się dosięgnąć więcej niż jedną osobę. Wtedy zginiecie w wyniku obrony własnej. Wszystkich nie macie szans pokonać - sędzia celowo pomijał słowo "nas". - Jeśli skrzywdzicie kogokolwiek, zostaniecie poddani sądowi i egzekucji. Rozważcie sprawę ponownie. Bądźmy sojusznikami, nie wrogami, i zrozumcie, że tylko w ten sposób, dzięki jedności, jesteśmy w stanie uratować Koronapan. Proszę, schowajcie noże i wysłuchajmy Marcusa do końca. Myślę, że ma jakieś alternatywne rozwiązanie.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 października 2016, 13:49

Koronopan, centralny plac

Tu i ówdzie pierwsi biesiadnicy zaczynali znikać pośród ciemności nocy, wstając od stołów i zabierając brudne naczynia ze sobą. Nikt nie próbował ich powstrzymywać, bo wisząca nad placykiem stężała atmosfera skutecznie zniechęcała do swobodnych rozmów o niczym. Skupieni w nielicznych grupkach zatwardziali dyskutanci odesłali do domów dzieci i żony, półgłosami debatując nad niepewną przyszłością Koronapanu. Próbujący dojrzeć coś w migotliwym blasku świec Gerard Hayte szybko pogodził się z fiaskiem swych wysiłków, zaczął dla odmiany dłubać w drewnianej misce powyginanym metalowym widelcem.

Markus i jego goście zniknęli w chacie naczelnika, ledwie widocznej w głębi jednej z przylegających do placu uliczek. Gerard rzucił tam kilkakrotnie tęsknym okiem nie potrafiąc zdusić zazdrości o Nikodemusa, ale jego myśli szybko pomknęły w stronę chwalebnych wyobrażeń ekspedycji do Kociego Miasta.

Koronapańczycy kilkakrotnie w ciągu ostatnich lat opuszczali ziemie, które uważali za swoje terytorium. Oprócz budzących dreszcze ekscytacji wypraw do Wrocławia, gdzie można było bez trudu stracić głowę dla bezliku cywilizacyjnych cudów, osadnicy wyprawiali się czasami do luźno z Koronapanem sprzymierzonej Zielonej Groty. Grota była zamieszkałym przez ponad setkę Polan zapadliskiem w puszczańskim gruncie - powstałą wskutek dawno minionych wstrząsów sejsmicznych kotliną, gdzie wyrwane z naturalnych koryt strumienie utworzyły z biegiem czasu rozległe jezioro. Przywódca tamtejszych farmerów, chytry Gregor Kossakowski, czerpał największe zyski ze sprzedaży pitnej wody karawanom innowierców z Osmanu, ale spozierał też łakomym okiem na ziemie dzikich plemion, zwłaszcza tych na północy. Markus Schiller utrzymywał z nim kontakty handlowe, najczęściej wymieniając nadwyżki plonów na rudy metali i narzędzia. Nie dało się nie zauważyć, jak protekcjonalnie Kossakowski zwykł traktować swych południowych sąsiadów, ale Schiller starał się robić dobrą minę do złej gry udając, że tego nie dostrzega.

Samodzielna wyprawa po łupy była wydarzeniem, które miało się zapisać wielkimi literami w historii Koronapanu. Gerard znał doskonale pozostałości po zawłaszczonym przez puszczę miasteczku, na którego obrzeżach rozsiadła się niewielka osada. Resztki murowanych budynków straszyły ukruszonymi cegłami, drzewa rosły bez przeszkód w pozbawionych dachów wnętrzach walcząc o przestrzeń z koloniami pasożytniczych grzybów. Smętny ten widok w niczym nie kojarzył się młodzieńcowi z wyobrażeniami wielkiego miasta sprzed Eshatonu: morza betonowych skorup oplecionych zieloną gęstwiną, skrzących się w słońcu szpikulcami resztek szyb. W pozornie nieskończonych labiryntach ulic mogły spoczywać przez wieki skarby, które tylko czekały na dotyk szpadla Gerarda.

Anton Hayte zerwał się ze swego miejsca tak szybko, że w pierwszej chwili młody anabaptysta nawet nie zarejestrował tego ruchu, kompetnie zaskoczony zachowaniem ojca. Odrzucony widelec Antona wpadł do pustej miski po kaszy, zadźwięczał na jej glinianym dnie.

- Co jest? - wykrztusił zdumiony Gerard.

Wysadziwszy z ławy przywódca koronapańskich anabaptystów runął na złamanie karku w stronę uliczki, przy której wznosiła się chata Schillera.
Anton niby bez powodu zerwał się od stołu i popędził w stronę chaty naczelnika, zdumiewając tym ruchem Gerarda i Werka. Obaj BG są świadomi tego, że coś się musiało stać, ale widocznie starszy anabaptysta uznał, że nie może tracić czasu na wyjaśnienia! Może coś zauważył? Albo dosłyszał? Kto wie! Co robicie? (Gerard i Bayer).

Awatar użytkownika
Jarlaxle
Reactions:
Posty: 132
Rejestracja: 02 listopada 2011, 19:26

Post autor: Jarlaxle » 04 października 2016, 13:55

Dragan był szczerze zaskoczony widokiem tak ekskluzywnej broni. Kiedy z Werkiem dyskutował o wyższości szybkostrzelności łuku nad jego pukawką, mechanik niejednokrotnie opowiadał o "półautomatach" i "automatach", ale polanin nie przypuszczał by choć jeden egzemplarz w okolicy znajdował się poza Wrocławiem.

Cień podejrzliwości znów przemknął między jego myślami. Po co Markus wezwał ich na pomoc skoro ma taką broń? W mgnieniu oka mógłby przecież posłać opozycję do piachu. Ile jeszcze niespodzianek skrywa ich coraz bardziej tajemniczy wódz?

Nie stracił jednak czujności. Mocniej ścisnął rękojeść khopesha, gotów w każdej chwili skoczyć i strącić głowę z ramion zarozumiałego myśliwego i jego płowowłosej kobiety.
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 października 2016, 22:29

Koronopan, domostwo Markusa

W powietrzu rozszedł się stłumiony świst. Markus stracił znienacka równowagę, cofnął się o krok uderzając plecami w drewniany wspornik sufitu. Zdezorientowany Nikodemus ujrzał tkwiący w brzuchu naczelnika podłużny kształt, wnikający głęboko w ciało Schillera.

Czas zwolnił swój bieg do ślimaczego tempa. Sędzia wciąż nie rozumiał, co właściwie się wydarzyło, kiedy trzymany przez Markusa pistolet drgnął dwa razy. Z jego lufy wydobyły się obłoczki sinoniebieskiego gazu, a ledwie słyszalne pyknięcia wystrzałów zostały podkreślone metalicznym brzękiem uderzających w drewno podłogi łusek.

Piotr Aksiejew okręcił się wokół własnej osi niczym człowiek uderzony odskakującą dźwignią młockarni. Posępny Polanin wpadł na metalowy regał zastawiony prywatnymi narzędziami Markusa, przewrócił go na siebie rozrzucając przedmioty po podłodze.

Serce Nikodemusa zdążyło uderzyć dwa, góry trzy razy, kiedy czas ponownie przyśpieszył powracając do ustalonego prawidłami natury tempa. Sędzia pojął znienacka, czym jest przyszpilający Schillera do wspornika przedmiot.

Bełt kuszy, wystrzelony zza parapetu któregoś z okien izby!

Na twarzy Oksany pojawił się grymas wściekłości i rozpaczy. Jej spojrzenie oderwało się od nieruchomej postaci Piotra i przeskoczyło na Nikodemusa równie szybko jak dłoń dziewczyny spoczęła na sztylecie.

Wypuszczony ze słabnących palców Schillera Glock spadł na podłogę, ale Markus wciąż stał na ugiętych nogach. Przeszywający go na wylot pocisk przygwoździł naczelnika do konstrukcji domostwa.

Z gardła Skandki dobiegł niski pomruk wzbierającej furii, kiedy skacząc ponad ciałem swego towarzysza kobieta rzuciła się ze sztyletem wprost na skamieniałego sędziego.
:o :o :o

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 04 października 2016, 23:35

Yuran zdzieli kobite buzdyganem jesli jest w zasiegu. Sorry ze pisze w technicznym ale na urlopie w Polsce czasu jak na lekarstwo...

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 05 października 2016, 06:38

W takich sytuacjach zdecydowanie wolę techniczny tryb, bo GM zazwyczaj niweczy misternie skonstruowaną fabularną reakcję postaci :P

Sędzia w pierwszym odruchu zasłoni się uniesionymi do gardy rękami, wnętrzem dłoni skierowanymi w stronę twarzy. W takim układzie cięcie nie ma prawa dosięgnąć żył i ścięgien, a bardzo łatwo wyprowadzić cios. Każde inne cięcie nie będzie niebezpieczne. Mam nadzieję, że napastniczka nie zdecyduje się na pchnięcie, bo tego nawet skórzany płaszcz może nie zatrzymać. Jeśli Oksana zaatakuje Nikodemusa, ten unikiem będzie próbował przepuścić pierwsze cięcie, żeby zaatakować, przeciwstawiając swoją masę i siłę zwinności napastniczki. Zobaczmy co z tego wyjdzie.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 06 października 2016, 13:55

Ojciec rudzielca mknął tak szybko pośród ławek i biesiadników, że Gerard miał wielkie trudności aby odnaleźć go wśród zebranych ludzi. Przez chwilę wodził wzrokiem po czuprynach koronopańczyków, ale oko zarejestrowało szybki sus przywódcy anabaptystów, którym omijał przewracającego się właśnie od natłoku alkoholu we krwi ziomka Aksajewa. Gerard zerwał się równie szybko i żwawym krokiem ruszył za ojcem z takim impetem, że krzesło, na którym siedział przewróciło się z impetem. Minął Werka i Eleni, przez chwile żałował, że to nie do niego przytula się ta powabna pollanka, jednak wiedział, że nie utrzymałaby czystości do ślubu - szkoda, bo zalety miała wielkie.

Zdołał jedynie kiwnąć na sekundę głową do tych dwóch gołąbków. Przyśpieszył kroku aby dognać ojca.

Ciągle zastanawiał się co wstąpiło w Antona.
Zrywam sie i ruszam za ojcem. Wpis fabularny wieczorem ;)
Ostatnio zmieniony 06 października 2016, 21:48 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

el009
Reactions:
Posty: 273
Rejestracja: 15 listopada 2015, 10:46

Post autor: el009 » 06 października 2016, 16:30

Koronopan, centralny plac

Anton Hayte zerwał się ze swego miejsca tak szybko, że w pierwszej chwili młody anabaptysta nawet nie zarejestrował tego ruchu, kompetnie zaskoczony zachowaniem ojca. Odrzucony widelec Antona wpadł do pustej miski po kaszy, zadźwięczał na jej glinianym dnie.

- Co jest? - wykrztusił zdumiony Gerard.

- Ja, nie wszystkim sznaps służy. - zarechotał Werk któremu upijanie się po raz drugi dzisiejszego dnia przychodziło dużo łatwiej i przyjemniej - Zabierz fatra do domu Gerard, on jest już fertig i gotów coś głupiego zrobić.

Mechanik uniósł butelkę którą od jakiegoś czasu osuszał do spółki z Eleni i ze smutkiem stwierdził że osiągnęli dno. Delikatnie szturchnął Pollankę i pochylił się w jej stronę.

- Spotkajmy się za pięć minut u mnie. - szepnął jej do ucha - Jestem pewien że znajdzie się tam jeszcze jakaś flaszeczka.

Następnie wstał od stołu, nieco chwiejnie ukłonił się towarzyszom biesiady i ruszył w stronę warsztatu. Bliskość Eleni sprawiła, że przypomniały mu się sceny z orgii Apokaliptyków oglądanej zza krzaków. Może będzie miał dziś okazję wykorzystać dziś którąś z podpatrzonych tam sztuczek.
Nie sądzę żeby Werk był zainteresowany przechadzką z Antonem i Gerardem.
Rogue Trader - Magos Eksplorator Diomedes
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)

Awatar użytkownika
Jarlaxle
Reactions:
Posty: 132
Rejestracja: 02 listopada 2011, 19:26

Post autor: Jarlaxle » 06 października 2016, 21:11

Dragan nie odmówi sobie chlaśnięcia baby przez plecy albo po łbie.
Potem pomyśli o zabezpieczeniu okna - np. postawić stół do pionu i zasłonić je.
Następnie oceni stan Markusa i własne możliwości udzielenia mu pomocy.
A na końcu rozważy pościg za kusznikiem (wyjście z domu przez podwórze, by nie wleźć prosto pod bełt).
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 października 2016, 14:30

Ważne pytanie dla ekipy z chaty Markusa - atakując Oksanę zamierzacie od razu zabić czy raczej obezwładnić? Pamiętajcie, że było nie było, to Wasza sąsiadka, z którą dzieliliście życie w Koronapanie przez dobrych kilka lat. Co więcej, wydawać się może, że i ona i nieszczęsny Piotr padli ofiarą działania sił trzecich (chociaż tutaj pewności nie macie). Co do Piotra, Markus go postrzelił, ale niekoniecznie zabił. Jeśli Aksiejew jeszcze żyje, co z nim robicie?

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 07 października 2016, 14:50

Moim zdaniem nie ubijać. Oksanę obezwładnić, rannym udzielić pierwszej pomocy, o ile jeszcze się da.

ODPOWIEDZ