Strona 16 z 34

: 28 sierpnia 2017, 16:31
autor: Keth
Port w Chłopskim Kroczu, 26 orakt-ran

Pochwyciwszy srebro niemal drapieżnym ruchem, większy z goblinów wsadził pieniążki czym prędzej do noszonej na brzuchu skórzanej sakwy, a potem machnął z zadowoleniem głową wskazując nią w kierunku jednego z mocno zniszczonych rybackich pomostów na skraju portowego basenu.

- Tamoj na kranc wiosłacz z Burat-aru - oznajmił wskazując ubrudzonym niemiłosiernie palcem unoszącą się na powierzchni mętnej wody drewnianą łódkę, czy też raczej liche czółno. W przywiązanej sznurem do pomostu łódce ktoś siedział, pochylony najpewniej nad splątaną siecią. albo koszami na kraby.

Drugi z goblinów zakaszlał chrapliwie, splunął siarczyście pod nogi gęstą żółtą flegmą, przestąpił z nogi na nogę spozierając znacząco na ziomka.

- Gibbo prawno rzeka - powiedział kiwając głową ku wskazanej łódce - Tamoj buratowy wiosłacz. Wszela my uszłe z tobą, tamoj. Możno ty miastny łżejacz.

Machnąwszy ponaglająco prawicą, nieludź odstąpił o krok otwierając Milcarrowi wejście na pomost.
Jest rybak z Burat-aru, w łódce na końcu pomostu!

: 30 sierpnia 2017, 22:01
autor: 8art
Zabójca rozszedł się z goblinami, ale wciąż trzymał na nich dyskretnie oko. Był lżejszy o kilka tuzinów srebrników, ale nie zbiedniał bardzo, ot oddał równowartość dzbanka pienistego w co lepszym wyszynku. Niewielka zapłata dla przeciętnego żebraka z Ostrogaru, ale niemały dochód dla obdartusów zza jeziora. Wszyscy szczęśliwi. Powoli, tak aby nie wystraszyć rybaka z Burat-aru, podszedł do lichego czółna:

- Wszelki duch bogów chwali - powitał pochylonego nad sieciami rybaka.
Nie wiem, czy czekają Milcarra jakieś komplikacje, dlatego nie ciągnę konwersacji i zdam się na MG. Zabójca po krótkiej rozmówce o przysłowiowej dupie Maryni spyra czy można kupić wiadomych ziółek;) Jeśli coś to będzi się starał podać za tego samego kontrahenta co wcześniej i wyciągnąć ile się da o kupcu ziół (i sprzedawcy;)).

: 31 sierpnia 2017, 11:36
autor: Keth
Port w Chłopskim Kroczu, 26 orakt-ran

Zawinięty w burą kapotę człowieczek w czółnie odłożył na kolana splątaną rybacką sieć i odwrócił głowę w stronę stojącego na pomoście Ślepaka.

Widząc jego skórzaste oblicze, ozdobione mosiężnymi pierścieniami kiełki i chytre oczka Milcarr obejrzał się błyskawicznie za siebie. Gibbo oraz jego bezimienny kompan byli już w połowie drogi między nabrzeżem i łodzią, starając się jak najciszej zajść surelianina od tyłu.

- Jako Gibbo una posływa, ma un dutki - siedzący w czółnie goblin odrzucił sieć z kolan, a promienie słońca natychmiast zalśniły na poszczerbionym ostrzu ukrywanej pod spodem maczety - Odawuje wszytke, a uszłeje żywny.

Milcarr obejrzał się ponownie za plecy, skrzyżował spojrzenia z parą zdradzieckich goblinów. Rozpoznając błysk w oczach człowieka nieludzie przyśpieszyli kroku, chociaż nadal starali się zachować pozę zwyczajnych przechodniów. Na odległym o kilkadziesiąt kroków nabrzeżu życie toczyło się dalej swoim rytmem i nikt nie zwracał najmniejszej uwagi na kilka sylwetek okupujących koniec rozklekotanego drewnianego pomostu.
I co teraz?

: 31 sierpnia 2017, 12:03
autor: Keth
Świątynia Sureliona, 26 orakt-ran

Wejścia do opustoszałego browaru strzegł jak zwykle Rolch. Trzęsący się ze zdenerwowania Eco zszedł czym prędzej pod powierzchnię ziemi, zmierzając do cuchnącej wilgocią prowizorycznej biblioteki, gdzie posykujący pod nosem Saar Sansar próbował ułożyć ze sterty rybich ości kompletny zwierzęcy szkielet.

- Co... co to? - zdumiony wysiłkami jaszczura Eco zapomniał na chwilę o własnych kłopotach, wbił szeroko otwarte oczy w skupionego na zadaniu astrologa.

- Sstrassnie trudna układanka - odpowiedział szpetny jak noc reptillion, oblizując rozdwojonym jęzorem nozdrza i postukując pazurami ręki w blat starego stolika - Swissenie ssyni misstssa! Ktoss barsso głupi wyssucił te ossci do ssmietnika! Sstrassnie mi było ich sskoda.

- Nauczyciel wciąż nie wrócił? - Eco przypomniał sobie o misji pod wodzą groźnego Fleituha i natychmiast oblał się zimnym potem - Nie ma od niego wieści?

- Módl się żarliwie, a pewnikiem nawiedzi twe myśli - poradził stojący w progu sąsiedniego pomieszczenia Elszar - Powróci, kiedy tylko zakończy medytacje, tak prawił Ketras. A ty coś taki blady? Zobaczyłeś malauka bez biodrowej przepaski?

- Mus mi z miasta wybyć - wyrzucił z siebie strażnik - Na rozkaz dziesiętnika i w jego służbie. Mam do Burat-aru płynąć, na północne wybrzeże, coby tam szukać zbrodzienia, co na niego dziesiętnik dybie. Pojmujesz, bardzie, co to znaczy? Mam w dzicz płynąć, na koniec świata! Na dodatek z Fleituhem!

- Świat nie kończy się na Ostrogarze, Eco - Elszar uśmiechnął się pocieszająco - To z pewnością próba twej wiary, zesłana przez Kielich. Okaż ufność, a zostaniesz nagrodzony. Może nawet ułożę balladę o twej wyprawie?

- Chędożę twój flet! - sarknął rozzłoszczony gwardzista - Ja nigdy nie byłem poza wyspą, nie rozumiesz? Tam jest dzicz i barbarzyństwo! I nie mam z kim zostawić kotów!

- Zabierz je ze sobą - poradził Otlaf, który w międzyczasie wyjrzał zza ramienia Elszara - Albo oddaj Ketrasowi, on robi wyborną kocinę w marynacie z agawy.
Dretch, pamiętaj, że o zabójstwie elfki, przywłaszczeniu sakwy i poszukiwania zabójcy wiedzą tylko Eco, Milcarr, Ortin i Otlaf. Na pewno chcesz wprowadzić w szczegóły Elszara i Saara Sansara?

Czegoju, uaktywniłem postać Otlafa, abyś miał potencjalnie szansę wybrania się z resztą ekipy do Burat-aru.

: 31 sierpnia 2017, 14:25
autor: czegoj
Wchodzę w ciemno - poznać osobiście Pchełka to prawdziwa gratka, będzie się od kogo nauczyć poziomu - hehe

: 31 sierpnia 2017, 14:30
autor: 8art
Milcarr uśmiechnął się. Brzydko się uśmiechnął, bo dał się podejść dzikusom niczym młodziak. Ślepiec wyglądał na łatwą ofiarę, a okazja czyniła złodziejem, toteż nie dziwił się nieludziom, że zwietrzyli prosty łup. Skąd mogli wiedzieć, że żebrak wcale nie jest taki ślepy jak im się zdawało i że jak na żebraka, potrafi całkiem wprawnie robić żelazem. No a jeśli myśleli, że mieszchuch będzie bał się skoczyć w toń portowego basenu, to też byli w błędzie. Ślepak pływał lepiej niż niejeden stary morski wyga. Całe dzieciństwo spędził w wodach jeziora jako pomocnik poławiaczy słodkowodnych małż.

A na domiar wszystkiego tłumił w sobie gniew po niepotrzebnej śmierci Borlona. Dlatego też uśmiechnął się wrednie. Przez krótką chwilę rozważał skok w portowy basen, ale uznał, że nie da satysfakcji goblinom w łapciach z kory.

Największe zagrożenie sprawiał osobnik z siecią. Milcarr dobrze wiedział jak potrafiła unieruchomić wprawnie rzucona siatka i tenże goblin był na przedzie listy, którą już układał sobie w myślach zabójca.

- Oj źle żeście wybrali sucze chwosty. Sami z wszelakich dutków wyskakujcie pókim dobry albo je zara z waszych ścierw sam powybieram. - syknął złowrogo. W dłoni zalśniły sztylety wyjęte zza pasa w sposób zdradzający śmiertelną wprawę.
Może się wystraszą pokazem wprawy w sztyletach nim poleje się (ich oczywiście) jucha. W każdym razie nawet jeśli zdecydują się czapkować, to Milcarr im nie odpuści i ogoli ze wszystkiego co ma jakąkolwiek wartość.

Ile mam sztyletów ze sobą? Od tego sporo zależy. Jeśli mam ich cał komplet, to przy najmniejszym agresywnym ruchu goblina z siecią poślę mu kilka sztuk. Liczę, że tchórze pomiarkują szybko, że Ślepak wcale nie jest taką łatwym celem.

Jeśli mam tylko jeden, to czym prędzej wejdę w zwarcie z sieciarzem, tak aby walczyć 1 na 1 i aby nie mógł użyć sieci. Będę atakował sztyletem i używał zdolności profesjonalnej zabójcy Nasłuchiwanie, żeby zorientować się jak blisko jest pozostała dwójka. Jesli nie zdąże wyeliminować goblina na łódce, to złapie za kij, który trzymany oburącz daje podwójną obronę (i ewentulanie pomagał sobie kopniakami z Barba-Dur).

Jak będzie nieciekawie to w ostateczności Milcar będzie salwował się ucieczką do wody.

W linku statsy Milcarra

: 31 sierpnia 2017, 14:47
autor: Keth
Port w Chłopskim Kroczu, 26 orakt-ran

Widząc błysk stali w rękach rzekomo bezbronnej ofiary, goblin na łodzi zesztywniał na ułamek chwili, zdumiał się niepomiernie. I natychmiast odzyskał animusz świadomy tego, że miał na pomoście dwóch pomagierów.

Ubogie odzienie osobnika w czółnie, zwłaszcza kurta z dziczej skóry i korowe łapcie, jawnie dowodziło tego, że cała trójka pochodziła spoza Ostrogaru i najpewniej nie przebywała w stolicy zbyt długo. W to ostatnie Milcarr wierzył bez zastrzeżeń, bo głupcy pokroju tej trójki bardzo szybko tracili w mieście życie, albo od broni niedoszłej ofiary albo na katowskim szafocie.

Trzech goblińskich opryszków, łasych na parę srebrników i jednocześnie dość tępych, by nie myśleć o konsekwencjach grabieżczej napaści. Ślepakowi niemal było ich żal, niemal.

- Hrut mursuk at-arbaz! - wrzasnął nieludź udający rybaka, zrywając się na równe nogi i podnosząc swą maczetę w zamiarze cięcia nią w jedno z kolan stojącego na pomoście człowieka.
Załóżmy, że Ślepak ma dwa sztylety, w formie kompromisu, bo gracz nie deklarował, że mocno się na spacer zbroi. Milcarr może zeskoczyć do łodzi kosztem 1 segmentu, zanim goblin uderzy maczetą, to pozwoli mu skrócić dystans umożliwiając atak sztyletem. Może też odskoczyć od łodzi i zaatakować (albo postraszyć) osobników na pomoście. Goblin w łodzie potrzebuje 5 segmentów, żeby się wgramolić na pomost.

: 31 sierpnia 2017, 14:58
autor: 8art
Jeżeli mam możliwość, to wywrócę łódź. Odskoczę w bok i będę liczył, że goblin będzie chciał się do mnie wgramolić na pomost. Wtedy odepchnę mocno łódź np kijem. Czółno pewnie nie jest katamaranem i wystarczy ją mocno odepchnąć w bok (zakładam że cumuje wzdłuż pomostu), aby szykujący się do ataku goblin stracił równowagę i wpadł do wody (lub znalazł się wystarczająco daleko, aby stanowić zagrożenie przez rundę czy dwie).

Jeśli nie ma takiej możliwości, to zastosuje mały fortel: odskoczę kawałek jakby do dwójki goblinów, rzucę sztyletem w jednego z nadchodzących (chyba że są zbyt daleko) i potem zaatakuje sieciarza w najmniej dlaq niego dogodnym momencie: kiedy będzie do mnie wychodził z łodzi. Liczę na jakiś ujemny bonus do obrony dla goblina za to że nie będzie miał pewnej równowagi wychodząc z rozchybotanej łodzi. Pozorowany odskok, rzut sztyletem i potem atak na sieciarza nie powinienj zając więcej niż 5 segmentów

: 31 sierpnia 2017, 15:15
autor: Keth
Opcja pierwsza. Będziesz musiał schować sztylet i złapać za kij (a musisz mieć własny, bo na pomoście żaden nie leży). Cała operacja to koszt 3-4 segmentów. Odepchnięcie łodzi będzie udane przy pomyślnym rzucie na 1/2 ZR. Jeśli się uda, czółno zostanie odepchnięte od pomostu. Goblin będzie się bronił przed wpadnięciem do wody rzutem na pełną ZR. Jeśli wpadnie do wody, popływa w niej 2k5 rund. Jeśli utrzyma równowagę, na podpłynięcie do pomostu i wdrapanie się nań będzie potrzebował 2k2 rundy.

Opcja druga. Ruch ku parze kłamczuchów, rzut i powrót na pozycję do ataku na rybaka to 5 segmentów. Tamci zmierzają w Twoją stronę i potrzebują około 15 segmentów, żeby wejść w close combat.

Co ostatecznie wybierasz?

: 31 sierpnia 2017, 15:27
autor: 8art
Kij mam napewno ze soba. Slepy zebrak bez kija, no wez please... ;)

Ale i tak idzie w ruch opcja dwa, ale Slepak skalkuluje wszystko, zrobi tylko trik i daruje sobie rzut tak, aby wrócic po 4 segmentach do siedciarza. Bedzie wtedy mogl atakowac w zwarciu oboma sztyletami w dogodnym dla siebie momencie. Powinienem zaatakowac akurat kiedy wyjdzie z lodzi.

: 31 sierpnia 2017, 15:47
autor: Keth
Świątynia Sureliona, 26 orakt-ran

- Nie stękaj, bo się spocisz - dodał złodziej omijając w progu Eszara i stając w rozkroku przed strażnikiem - Jeśli się bojasz popłynąć z dziesiętnikiem, mogę się zabrać z tobą, wszelako trzeba z głową ustalić jak to zrobić bez wzbudzania podejrzeń Fleituha.

- Jessli uda mi sse ułossyc ten sskielet, posstawię wam wróssbę - obiecał coraz bardziej podekscytowany Saar Sansar, objawiający swe emocje za pomocą machającego zamaszyście ogona - Ta wyprawa to sswięta missja! Tyssiąc ssłotych dla Kielicha, taki sskarb! Dacie dowód sswej wielkiej wiary!

- Zaczekajmy tylko na Ślepaka - dodał Otlaf - Truteń znowu się włóczy po mieście, czas mitręży na swawole. Nie udawaj, że nie wiesz, Eco, przecież mu przyniosłeś tę święconkę na zaćmę. Taką ma żonkę w domu, a ślepca udaje, mieszczki na ulicy za cycki albo zadek łapie.
Uwaga Saara Sansara powinna Wam jedno uświadomić - nikt w kulcie poza znaną czwórką nie ma pojęcia o złocie zagrabionym w karczmie. W poprzedniej rozmowie w towarzystwie Saara nic o tym nie wspomnieliście, na Wasze szczęście. Jeśli jaszczur się o tym dowie (albo co gorsza olf), będą wspólnymi siłami próbowali Was zmusić do oddania złota do skarbczyka kultu!

: 31 sierpnia 2017, 15:53
autor: Keth
OK, opcja druga. Wykonując cały manewr Milcarr rozpocznie atak na goblina na jeden segment przed jego wejściem na pomost - czyli mówiąc prościej, pchnie drania, kiedy ten znajdzie się na górze, w 68. momencie rundy. Czy Ślepak może już teraz walczyć dwoma sztyletami równocześnie czy musi mieć obowiązkowo specjalizację na oburęczność? Jeśli walczy tylko jednym, mam zakładać ponawianie ataków aż do skutku? (maksymalnie sześć w tej rundzie, w 58, 48, 38, 28 i 18 momencie).

Za chwilę będę musiał się wylogować, ale postaram się rozliczyć tę walkę jeszcze dzisiaj!
Od 8art: Milcarr juz ma Oburecznosc w sztyletach.

: 31 sierpnia 2017, 16:21
autor: dretch
Teraz tylko technicznie, Eco nic nie mowi o sakiewce z ekstra monetami ale o Fleituhu tak! Nie chcę wstrzymywać Elszar czy Sarra. Dowiedzą się tylko tyle, że płyne odszukać zabojce co oczy kradnie. Jest za niego nagroda całe 1000sz. Zapewne nie mam czasu tłumaczyć wszystkiego, ale Ci co chca płynąć do Burat-ar zapewne bez trudu odszukają 2 strażników Ostrogarskich błakających się po wiosce. .. a cos mi się zdaje, że będzie potrzeba tam pomoc.

: 31 sierpnia 2017, 22:26
autor: Keth
Port w Chłopskim Kroczu, 26 orakt-ran

Guomb od początku tkwił w przeświadczeniu, że wyprawa za mury miasta była złym pomysłem. Kilka razy nawet nosił się z myślą o wyrażeniu tej opinii na głos, ale w pamięci ciągle miał lanie jakie Wutan spuścił mu za wyjawienie starszym plemienia, kto spółkował w noc przesilenia z waderą wodza.

Wutan wszem i wobec obnosił się z przeświadczeniem, że miastowi to skończeni głupcy ociekający złotem i klejnotami, wręcz domagający się tego, by szaleńczo mężni i żądni przygody wojownicy klanu Pyskaczy obdarli ich z całego majątku. Za nic mając surowe zakazy wodza, Wutan opuścił cichaczem rozbity na zachodnim brzegu wyspy koczowniczy obóz, w którym wyznający katanizm Pyskacze czekali niecierpliwie na rozpoczęcie kosar-ranu. Razem z towarzyszącymi mu kompanami, Guombem i Bebokiem, napadł na płyciźnie na jakiegoś samotnego poławiacza małży, utopił go z charakterystycznym dla goblińskich wojowników męstwem, a następnie okradł z całkiem wygodnego czółna.

Kiedy wiosłujący rękami nieludzie wpłynęli do jednego z portowych basenów Chłopskiego Krocza, zdawało im się, że przekroczyli złocone bramy jakiegoś podniebnego królestwa niemożebnie bogatych dżinów. Dzień później, okradzeni przez miejscowych, obici przez straż miejską i żołdaków jakiegoś księcia, przeklinani wielokrotnie przez rozmaitych nadętych i butnych kapłanów, głodni, zmęczeni i przerażeni ostrogarskim światem Pyskacze myśleli jedynie o tym, by jak najszybciej uciec z powrotem do bezpiecznego, wiecznie pijanego i chędożącego każdą dopędzoną samicę obozowiska.

Lecz duma Wutana nie pozwalała mu opuścić miasta z pustymi rękami. Zrodzony w łepetynie pyszałkowatego młodziana plan zwabienia do łódki jakiegoś nieszczęśnika wydał się Guombowi wielce ryzykowny, ale i tym razem najmłodszy z trójki goblinów nie odważył się zaprotestować.

Wychudzony i noszący nędzne odzienie człowiek na pomoście wydał się zresztą wyjątkowo łatwym łupem, toteż zebrawszy w sobie zrodzoną z desperacji odwagę goblin wdarł się na przystań gotów zarąbać Ostrogarczyka maczetą choćby i na oczach innych mieszczan.

Pierwszy zadany długim ostrzem sztyletu cios sięgnął jego gardła ponad krawędzią kaftana z dziczej skóry, naostrzona stal przekłuła tchawicę Pyskacza topiąc w gorącej krwi mężny wrzask. Drugi sztylet utkwił w szyi goblina tuż obok pierwszego, a wtedy potwór w ludzkiej skórze z przerażającym uśmiechem na ustach wydarł z rany pierwsze ostrze i wraził je prosto pod osłoniętą pachę próbującego cały czas podnieść maczetę Guomba.

Prawdziwie słusznego zdania był młody gobliński grabieżca, kiedy wsiadając do rozkołysanej na falach łódki powtarzał w sobie w myślach, że wyprawa do Ostrogaru była złym pomysłem.
A teraz pora na parę cyferek. Na początku rozliczyłem atak Milcarra zakładając, że oburęczność pozwala na jednoczesne uderzenia i w tej wersji Ślepak dosłownie zaszlachtował swego przeciwnika wbijając mu ponad 300 punktów obrażeń. Potem na shoucie doszliśmy do zdania, że ataki powinny być naprzemienne, dlatego ponownie przeliczyłem rzuty.

Trzej grabieżcy to goblińscy wojownicy POZ 2, zmodyfikowani pod względem ekwipunku (bez tarcz oraz w skórach zwierzęcych grubych, a nie w zbrojach kurtkowych) - co nie zmienia faktu, że nadal są bardzo niebezpieczni dla bohatera POZ 0!

RTR 136 przeciwko OB 49, a wyniki rzutów na trzy pierwsze ataki odpowiednio 39, 68, 20. Ciosy zostały zadane w 68, 58 i 48 momencie (co znamienne i warte wyjawienia, goblin miał uderzyć w 47 momencie maczetą). Trzy celne pchnięcia (Bartek tego nie deklarował, ale przyjąłem za oczywiste ataki kłute) zadały kolejno 125, 63 i 102 obrażenia. WYP Pyskacza 45, netto weszło 155 ran.

Pierwszy przeciwnik wyeliminowany, ale runda jeszcze nie dobiegła końca! Mamy 48 moment, to spore pole do manewru dla Milcarra. Padający goblin ma 50% szansy, że upadnie na pomost. Milcarr może go przytrzymać bez testu ZR tak, by upadł na deski, może go też bez testu ZR zepchnąć do wody, by utonął (bo jest w agonii). Może też po udanym rzucie na 1/2 ZR zepchnąć go prosto do czółna. Każda z tych akcji to koszt 2 segmentów.

W sparingu jeden na jednego Milcarrowi bardzo pomógł fakt, że przeciwnik musiał się wspiąć na pomost, co bardzo ograniczało jego możliwości ofensywne. Starcie na pomoście z parą goblinów może się zakończyć zupełnie inaczej!

: 31 sierpnia 2017, 22:29
autor: Nanatar
W takiej sytuacji dowiem się w porcie, czy ktoś nie chce nająć marynarza, lub sternika do Burat-aru i ile płacą, zaznaczam że nie jestem lokalnym pilotem. Jeśli będzie jakiś wakat, spróbuję dowiedzieć się delikatnie co wożę i jak długo będziemy w wiosce