: 27 lutego 2018, 23:16
Zawsze wierzyłem, że świat przepełniony jest harmonią. gdy tylko ruszyliśmy, wierzchowiec i ja, zrozumiałem że jazda jest jak gra na instrumencie. Jest podróżą, tak właśnie podobną do żeglugi do rytmicznego wybijania rytmu, ruchu palców, lub smyczka po strunach, oddechu w instrument. Świat jest harmonią, potrafiąc jedno, możesz wszystko. Mistrz zdradził mi dziś tajemnicę.
Co więcej, ze wspólnej pracy mojej i konia powstawała muzyka, odbita od ścian niczym w amfiteatrze. Podobna była do modnych na południowych archipelagach wybijanych podkutymi butami melodii. Słyszałem to kiedyś w jakimś pirackim porcie koło wysp smoczych.
A więc wystarczy grać. Zrównałem się z Milcarrem, cudem nie pozostawiając po sobie trupów. Nagle do melodii wdarły się obce nuty, manifestowały się rozrzuconym przed aktorami straganem. Spostrzegłem że mamy widownie, której nie powinniśmy zawieść i wykonać wolę Mistrza.
Show must go on, for youuuu!!!
Po tak nagłym załamaniu tempa, nie można było powoli znów go rozkręcać, żeby nie zarżnąć utworu. Po wyśpiewaniu znanego wersu dla publiki, spinam konia i mknę między straganami. Pochwyciłem uszaty dzban z rąk podnieconego akcją sprzedawcy, niczym rycerz barwną chustę damy. Wywinąłem młynek wypuszczając dzban w powożącego złotodajny rydwan.
Przypomniałem sobie tymczasem jak w balladzie Mistrz Yagoda łapał na lasso smoka, chcąc ocalić i jego i dziewicę, która to później obdarzyła go licznym, utalentowanym potomstwem, smok zaś został przyjacielem. Legendarny łowca miał ponoć dzieci we wszystkich zakątkach Orchii.
Co więcej, ze wspólnej pracy mojej i konia powstawała muzyka, odbita od ścian niczym w amfiteatrze. Podobna była do modnych na południowych archipelagach wybijanych podkutymi butami melodii. Słyszałem to kiedyś w jakimś pirackim porcie koło wysp smoczych.
A więc wystarczy grać. Zrównałem się z Milcarrem, cudem nie pozostawiając po sobie trupów. Nagle do melodii wdarły się obce nuty, manifestowały się rozrzuconym przed aktorami straganem. Spostrzegłem że mamy widownie, której nie powinniśmy zawieść i wykonać wolę Mistrza.
Show must go on, for youuuu!!!
Po tak nagłym załamaniu tempa, nie można było powoli znów go rozkręcać, żeby nie zarżnąć utworu. Po wyśpiewaniu znanego wersu dla publiki, spinam konia i mknę między straganami. Pochwyciłem uszaty dzban z rąk podnieconego akcją sprzedawcy, niczym rycerz barwną chustę damy. Wywinąłem młynek wypuszczając dzban w powożącego złotodajny rydwan.
Przypomniałem sobie tymczasem jak w balladzie Mistrz Yagoda łapał na lasso smoka, chcąc ocalić i jego i dziewicę, która to później obdarzyła go licznym, utalentowanym potomstwem, smok zaś został przyjacielem. Legendarny łowca miał ponoć dzieci we wszystkich zakątkach Orchii.
To będzie chyba rozwiązanie trudne, ale w tej sytuacji nie ma co spuszczać z tonu. Bard jest już bardziej przygotowany na zmiany tempa i obce akordy.
Z ballady nie wynika jednoznacznie, czy owe utalentowane dzieci były łowcy, czy smoka.
Z ballady nie wynika jednoznacznie, czy owe utalentowane dzieci były łowcy, czy smoka.
[/center]