Dziwi mnie, że komuś chce się słuchać cudzych sesji by net. Mi byłoby szkoda czasu na taką
aktywność. Nie muszę też nikomu udowadniać, że w prowadzeniu przygody (system nie ma znaczenia) przeszkadza niedopracowana mechanika. Osoba obeznana z mechaniką
Złego Kruka czy innego
Charakternika bez kłopotu płynnie poprowadzi sesję w danym systemie. KC nie są żadnym wyjątkiem od tej reguły.
Tak czy inaczej - ja swoich sesji nagrywać nie chcę i nie życzę sobie tego. Jeśli Oggy chcesz nagrywać swoje (i moje w nich uczestnictwo) - nie widzę przeszkód.
ps.
Doprecyzowałem wpis.
[table]
[tr][td=2]
[center]Tam gdzie rosną winogrona[/center][/td][/tr]
[tr]
[td]
http://www.texasento.net/Social_Spider.htm
[/td][td]
cd sesji..
Gracze, po starciu, założyli obozowisko. Niestety - trafiona kamieniem kobieta jest w bardzo ciężkim stanie i nie da się z nią nawiązać kontaktu - prawdopodobnie umrze w ciągu nadchodzącej nocy.
Bohaterowie przeszukują też tajemniczy namiot, którego bronili kobieta i aran. Pośród wielu drobnych przedmiotów umożliwiających przeżycie w dziczy znajdują kilka ciekawych przedmiotów w tym: duży, otwartym tubus z niedokończoną mapą, dobrej jakości lunetę, dosyć dużo zapisków najprawdopodobniej w graficznej formie języka sharanów, amulet z nieznaną ilością PM, elfi długi łuk i pęk strzał.
Mapa jest dosyć dobrze wykonana i widać na niej wyrysowane wąski obszar wybrzeża oraz pewien wycinek lądu, tak jakby rysujący mapy kierował się od wybrzeży w stronę gór, do miejsca gdzie mapa została znaleziona. Rozrysowany jest też obszar o promieniu mniej-więcej dnia drogi od zniszczonej wioski.
Znaleziona luneta wykonana jest z nieznanego graczom metalu (albo poddanemu nieznanemu sposobowi obróbki). Kryształ, który stanowi soczewkę urządzenia, daje niesamowicie jasny obraz -także w nocy.
Najważniejsze jednak znalezisko czekało na graczy w zniszczonej wieży. Jakieś trzy metry nad klepiskiem, tuż pod sufitem budowli, podczepiony jest dziwaczny skórzany worek. Po kilku próbach udaje się go ściągnąć na ziemie. Gracze, po dokładnym obejrzeniu znaleziska, stwierdzają, że jest to bardziej ogromny (ok. 50 cm średnicy) pojemnik na pajęcze jaja (

).
Tymczasem Jargo prezentuje zadziwiającą zdolność, która umożliwia mu całkowite uleczenie nieprzytomnej kobiety. Na wpół zszokowanej kobiecie zaczynają zadawać pytania. Ta zaś, cokolwiek niechętnie i powoli, odpowiada na nie prostymi wyrazami we wspólnym (orkowym). BG dowiadują się jak się nazywa (Dalia) i to iż takich worków było dużo oraz że został rok do wyklucia pajęczaków. Z lekka zaniepokojeni, więżą kobietę (w międzyczasie próbowała rzucać czary) i kładą się spać.
Rankiem zwijają obóz (nie niszczą worka z jajami), zabierając to co znaleźli w obozowisu arana, jego broń (włócznię), krępują Dalię i kierują się do wioski. W lasku otaczającym zniszczoną osadę znajdują (po za duża ilością pajęczych sieci) zmasakrowane ciało (prawdopodobnie) elfa. Jest to chyba nieszczęsny łowczy, na którego czekali w Kedak.
Tuż przed wioską, z której wyruszyli , podczas przedzierania się przez las, opada na nich z drzewa najprawdziwszy sharan. Uderza w kobietę i obala ją na ziemię. Zimną krew zachował tylko Gerhard i celnym czarem (Atak Bólu) przez chwilę uniemożliwia ucieczkę napastnikowi. Pajęczak nie traci jednak czasu na ataki na kolejne osoby i zatruwa jadem nieszczęsną Dalie. Chwilę później rzuca się do ucieczki. Dalia umiera (paskudnie rzuciłem na obrażenia od uderzenia + jad), a gracze docierają do wioski czując na sobie cały czas wzrok ukrytego w koronach drzew pajęczaka.
W Kedak okazuje się, że łuk znaleziony w obozie arana rzeczywiście należał do łowczego. Wymęczony i na wpół zdrowy avnar zostaje opatrzony ziołami, a BG szykują się do szybkiego powrotu do Agn-Coto-Gar w celu poinformowania miejscowych władz, że sharany rozrzucają po okolicy przyczółki swoich sił.
[/td]
[/tr]
[/table]