Strona 16 z 170
: 20 kwietnia 2013, 13:36
autor: 8art
- Co bedziesz robil modlaczu? Przeca jak strzale wyciagnesz to dziura zycie wylezie i pojdzie w pizdziec, a una taka gladka... - Barthur stal i patrzyl sie na ludzka kobiete oczarowany, nawet nie zauwazajac ile dobra wszelakiego lezy wokol.
: 20 kwietnia 2013, 13:46
autor: namakemono
- Nie troskaj się kruszynko, nie troskaj. Jak wyciągniesz ułomek brzechwy z grotem, tedy sam Pian mymi ręcoma kierując ulecieć duchowi nie zezwoli. Tak jeno tej białogłowie żywot da się uratować.
: 20 kwietnia 2013, 18:50
autor: Keth
Miejsce walki, wczesna noc
Oddawszy opiekę nad kobietą Gusłkowi Huskun zaczął się miotać w szaleńczym rytmie po pobojowisku, iście niczym rozbrykany szczeniak rzucający się na przemian ku nogom pana i ciskanym przez niego patykom. Chociaż sprawiający dostatnie wrażenie umarli mieli przy sobie wyśmienitą w oczach każdego goblina broń, a ich zbroje wprawiłyby w stan nieopisanego zachwytu rębajłów tworzących przyboczną straż wodza Turgulów, rozdarty dziką żądzą grabienia zaklinacz próbował zebrać w pierwszej kolejności wzmiankowane przez niewiastę złote medaliony.
Jego baczne, szeroko otwarte oczy szukały też najmniejszego dowodu mogącego zdradzać przynależność któregoś z zabitych do czarodziejskiego lub kapłańskiego stanu.
Jak w opisie fabularnym. Czekam niecierpliwie na przejaw łaskawości MG!

: 20 kwietnia 2013, 19:49
autor: deliad
Miejsce walki, wczesna noc
Gdy Gusłek wraz z Barthurem wiedli spór nad tym czy strzałę łacniej będzie wyciągnąć, przepchać, czy zostawić w ranie a Huskun skakał od trupa do trupa szukając amuletów, z nadrzecznych krzaków cichutko wystrzelił Złoty Goblin.
Mordila dzieliło od nieznajomego wojaka jakieś trzydzieści kroków. Musiał przebyć trakt i część polany pozbawionej jakichkolwiek kryjówek poza martwymi ciałami. Pokonał nie więcej niż jedną trzecią drogi gdy został spostrzeżony. Chowająca się za wozem postać odruchowo zasłoniła się dużą rycerską tarczą i uniosła w kucki w milczeniu czekając na przeciwnika.
Jak na razie Huskun przeszukał pięć trupów i znalazł trzy złote amulety, były u osób broniący się. Na szyi jednego z denatów oprócz amuletu do strzegł wisior z wydrążonego w środku bursztynu. Osobniki w zielonych opończach nie posiadały amuletów. Dodatkowo wzbogacił się o pięć sakiewek.
: 20 kwietnia 2013, 20:51
autor: Keth
Miejsce walki, wczesna noc
Bezmiar łatwych do uniesienia łupów wprawił serce Huskuna w pełne uniesienia trzepotanie. Ściskając w jednej ręce amulety i sakiewki zaklinacz zerwał palcami drugiej dłoni bursztynowy wisior spoczywający na szyi jednego z zabitych, wciąż oblizując bezwiednie swe grube wargi.
Barthur wciąż kucał obok Gusłka i widząc ponad swym ramieniem wielkie bary znieruchomiałego druha zmarszczył z dezaprobatą nos. Ratowanie ludzkiej niewiasty leżało jak najbardziej w gestii pianickiego kapłana, ale Barthur już się do tego zadania nie nadawał, w przeciwieństwie do grabienia - tutaj mógł bowiem pokazać się ze swej najlepszej strony: krzepy i podziwu godnego udźwigu!
- Barthur! Pójdź tu, a łapaj, co capniesz! Jakie wyjce idą, trza chodu!
Grabię dalej, aczkolwiek przerwę to, jeśli stanie się jasne, że Mordil ma jakieś kłopoty...
: 21 kwietnia 2013, 02:33
autor: mordimer00
MG nie napisałeś, że mam do przeciwnika otwartą przestrzeń.
Mordil skradając się dostrzegł, że wojak zobaczył zbliżającego się goblina i od razu podniósł toporek w lewej ręce gotów do rzucenia nim.
Mordil odrzekł do chowającego się za tarczą woja:
-Te podaj se i ne ruchaj a uchowasz życe swoje!!! Moja ne chce twoja życe. Moja wołac inna goblina i Twoja miec wielka problema, bo one zabić Twoja bez gadanie!!!!
Jeśli nie usłucha to wtedy wołam inne gobliny drąc się wniebogłosy a sam biegnę na niego, ale najpierw rzucam toporkiem w tarczę aby miał utrudnioną obronę z niej przez ciężar toporka.
: 21 kwietnia 2013, 08:32
autor: deliad
Pisałem, że skradasz się od strony rzeki. Przy rzece biegnie trakt. Okolica wygląda mniej więcej tak.

: 21 kwietnia 2013, 10:59
autor: deliad
Gdzieś w niezmierzonych puszczach Borowiru
Na tle dużego, nieskrytego za chmurami, trupio bladego księżyca pojawił się cień.
Księżyc wisiał tuż nad grzbietem rozpadliny, której dnem wędrowała czwórkę podróżnych. Balin widząc maszerujące grzbietami grupy dziwnych postaci przypuszczał, że to nieumarli. Po pierwsze nie mieli żadnych pochodni i latarni. Choć niektóre rasy wcale ich nie potrzebowały... Jednak kuśtykający styl poruszania z zarzucaniem rąk i brak jakichkolwiek rozmów nakazywał zrezygnować z innych przypuszczeń.
Cała czwórka wskoczyła w kępę skarlałych drzew chcąc przeczekać marsz nieumarłych. Balin dla podniesienia morale zaczął rozmowę z gnomem. Po kilkunastu minutach wszyscy przewidywali, że uda się przeczekać to nietypowe zjawisko, ale stały się dwie rzeczy, które kazały porzucić tą nadzieję.
Po pierwsze na tle księżyca pojawił się cień. Była to mniej więcej humanoidalna istota, poruszająca się jednak na czterech kończynach. Poruszała się długimi na kilka metrów susami. Co chwilę przystawał, aby wydać z siebie przeciągły wibrujący w uszach, bolesny dla słuchaczy jęk. Gdy skończyła potępieńcze wycie rozglądała się świecącymi niebiesko ślepiami. Po chwili na zew tej istoty odpowiedziały inne. Były dokoła. Trwało polowanie. Tylko na kogo?
Po drugie od strony wejścia do rozpadliny dało się słyszeć szmery i trzaski łamanych suchych gałązek. Ktoś się zbliżał...
: 21 kwietnia 2013, 11:11
autor: deliad
Miejsce walki, wczesna noc
Słysząc słowa Mordila wojak wyprostował się, ukazując także osobom stojącym przy ognisku. Był to jeden z jeźdźców, którego widzieli siedząc w krzakach przejeżdżającego z brańcem. Wyglądał na rosłego orka, odzianego w ciężką zbroję. Trudno było jednoznacznie ocenić rasę i płeć, bo na głowie nosił hełm z szerokim nosalem. Nieznajomy ściskał w prawej dłoni duże szablisko, a w lewej rycerską tarczę.
Mordil wprawnym okiem osoby parającej się skracaniem czyichś żywotów, od razu wypatrzył, że ruch nieznajomego sprawia mu bój. Więc był ranny. Z resztą jego kapota dymiła lekko, tak samo jak leżących wokół trupów.
- Idźcie w swoją stronę, a ja pójdę w swoją - zakrzyknął, we wspólnej mowie z naleciałością akcentu orklascha.
- Dość macie łupów a na mnie połamiecie tylko zęby - mówił dalej, zaczynając wycofywać się, lekko kulejąc, w stronę lasu - bierzcie co chcecie, a o mnie zapomnijcie ...
: 21 kwietnia 2013, 12:01
autor: Araven
Balin dał znak pozostałym by byli cicho. Obserwował czworonożną bestię i kierunek w którym się uda, nie wiem jak wy, ale ja idę jej śladem.
Ruszam za bestią.
: 21 kwietnia 2013, 14:13
autor: Keth
Miejsce walki, wczesna noc
Odkrycie przed Mordila następnego żywego świadka bitwy sprawiło, że Huskun zarzucił na chwilę grabienie umarłych. Nie wypuszczając z dłoni zdobyczy zaklinacz przyskoczył bliżej orka w hełmie z nosalem, przysłuchując się ostrej wymianie słów. Obcy mimo ewidentnej rany wciąż sprawiał wrażenie niebezpiecznego, a Huskun nie lubił zbytecznego nadstawiania karku.
- Mordil, daje unymu poszłać jako chcetny! - syknął w stronę przygarniętego przez plemię wojownika, z rozmysłem sięgając po ledwie zrozumiałą w jego ustach mowę asseryjską - Idum tukej strasznaste stwory, lepsiejszyj unego zeżyrają jako samoj jedny w las ubieży!
Zaciskając palce na kieskach i amuletach goblin znieruchomiał wyczekująco, niecierpliwie nadstawiając uszu. Jeśli ork wciąż chciał uciekać przez knieję samemu, taka była widać wola Piana; jeśli jednak przebiegle dobrane słowa zaklinacza dałyby rannemu do zrozumienia, że lepiej mu będzie zaryzykować niepewny sojusz z goblinami, Huskun gotów był połączyć z nim siły - zawsze to jedna rosła żywa tarcza więcej mogąca w razie potrzeby posłużyć za kozła ofiarnego bądź chwilową zasłonę.
Jeśli obcy nadal chce radzić sobie na własną rękę, niech idzie precz! Jak tylko zniknie, goblin wróci do grabieży. Jeśli starczy mu czasu, a zdobędzie już wszystkie kieski i talizmany, chętnie rozejrzy się za biżuterią, w następnej zaś kolejności za ładnymi sztyletami.
: 22 kwietnia 2013, 08:41
autor: deliad
Miejsce walki, wczesna noc
Polana zaległa w ciemności gdy księżyc został zasłonięty przez duża chmurę. Nie dalej niż milę od gobliów, ciszę nocy gwałtownie i brutalnie przerwał krzyk. Długi i pełen wściekłości wrzask trwał kilkanaście sekund po czym urwał się gwałtownie, pozostawiając w uszach nieprzyjemne wibracje, a na karku ciarki. Dochodził gdzieś od strony rzeki.
Wycofujący się zbrojny, zatrzymał się i rzucił zlęknione spojrzenia na masyw ciemniejącego za jago plecami lasu. Przełknął głośno ślinę. Widać było, że się waha.
- W grupie łatwiej będzie wyjść z tej kabały - powiedział zawieszając to stwierdzenie w nocnej ciszy.
Huskun aby lepiej widzieć nieznajomego wskoczył na wóz. Przy prawej jego burcie leżało ciał nizioła z rozharataną niemal na pół głową. Mimo potwornej rany noszony na czole diadem wytrzymał potężny cios przesuwając go w okolicę policzków. Trup nadal dzierżył w obu dłoniach dwa długie sztylety. Ich głownię wieńczyły smocze głowy z rubinami w oczodołach, a ostrza wyprofilowano w kształcie płomieni wydostających się z ich paszcz.
Szyję martwego hobbita zdobił poszukiwany przez goblina amulet.
Muszą dokładnie wiedzieć co planuje Gusłek. Czy postanawia pierw wykonać wysoce niebezpieczny zabieg usunięcia strzały, a następnie rzuca przełamanie słabości". Czy rzuca "przełamanie słabości" i wyciąga z kobiety maksimum informacji, wiedząc, że każdy jej ruch i obrażenia od wbitej w trzewia strzały przerwie działanie czaru.
: 22 kwietnia 2013, 08:49
autor: namakemono
Jeśli nie zrobimy nic, to kobieta i tak umrze. Dlatego wolno nam zaryzykować. Najpierw strzała, potem przełamanie słabości (jeśli przeżyje zabieg).
: 22 kwietnia 2013, 08:56
autor: deliad
Dno leśnego parowu, wczesna noc
Balin drgnął nieco słysząc szmery zbliżających się postaci. Podejrzewał najgorsze. Krzewy w żaden sposób nie mogły uchronić żywych przed zmysłami nieumarłych. Ponadto dziwny wyjący stwór i jego zamierzenia zainteresowały kapłana Boga Gór.
Człekokształtne, ale poruszające się na czterech kończynach monstrum przebiegał grzbietem parowu, kierując się w tą sama stronę co myśliwi.
Krasnolud ruszył żwawym krokiem starając się robić jak najmniej hałasu.
Ścieżka opadała coraz niżej, a ściany stawały się bardziej strome. Stwór jednak była cały czas widoczny, biegnąc przy samej krawędzi parowu. Balin musiał mocno wyciągać nogi aby dotrzymać mu tępa.
Po czasie w którym Balin i jego kompani zdążyli się zasapać, Bazookh stracił równowagę na śliskim od rosy kamieni i padł jak długi robiąc sporo hałasu.
Stwór zatrzymał się gwałtownie, wlepił ślepia w myśliwych i zawył z taką siłą i tak straszliwie, że gnom niemal nie zmoczył spodni. Monstrum zaczęło się miotać biegając w te i wewte szukając zejścia na dół.
W końcu przystanęło wpatrując się w gałęzie i korzenie drzew, porastających ściany parowu. Aż w końcu....
Wygląda na to, że zwróciliście uwagę dziwnego stworzenia na sobie. Proszę o deklarację co robi każda z postaci. W szczególności Skela i Bazookh, których aktywność w pbf-ie jest bardzo niska.
: 22 kwietnia 2013, 09:10
autor: Araven
Gotam Gorze Władco Gór chroń nas, rzucam błogosłąwieństwo na mój topór o ile pobłogosławiony może zranić nieumarłego wg mej wiedzy. Próbuję go odstraszyć wzywając imienia Gotam Gora
Nie pamiętam czy w końcu startowo mam umagicznioną broń, jak tak to nie rzucam błogosławieństwa, a próbuję go odpędzić.