Przeraźliwy krzyk dobiegający z głębi domostwa nie wywarł najmniejszego wrażenia na czwórce graczy, co samo w sobie jeszcze bardziej mroziło zwiadowcom z Enklawy krew w żyłach. Mężczyźni w maskach wciąż kłócili się nad wyrysowaną nożem planszą, nie zwracając na bolesny kobiecy skowyt żadnej uwagi.
- Oszalałeś? - wydyszała przejawiająca pierwsze oznaki paniki Blizna - Mam wyleźć naga zza skał na tych czterech facetów? I oni to kupią? W głowie ci się popierdoliło?
- Uspokój się, bo dostaniesz po buzi - wysyczał Cichy ciskając z oczu błyskawice - Ubrudzisz się ziemią, będziesz udawała obłąkaną. Wyjdziesz spomiędzy tamtych dwóch domów, udasz strach na ich widok i zaczniesz uciekać z powrotem. Grunt, żebyś cały czas uciekała i cały czas wrzeszczała. Na pewno rzucą się w pogoń, dam sobie za to uciąć dłoń.
- I gdzie mam uciekać, co? - dziewczyna wciąż nie potrafiła wyobrazić sobie zatrważającego planu łowcy - Dookoła jeziora?
- My przyczaimy się za rogiem - tłumaczył pośpiesznie Cichy, zerkając jednocześnie na skamieniałego w dole Rzeźnika - Będą słyszeli oddalający się wrzask, wpadną prosto na nas. Możecie w to nie wierzyć, ale ja naprawdę dobrze strzelam, zwłaszcza z bliska. Jeśli dobrze się ustawię, zdejmę w mig dwóch, może trzech z nich. Zadzior, Pała i Trzyłapka zajmą się tymi, którzy ocaleją.
- Rozum ci odjęło - wymamrotała Blizna - To się nie może udać...
- Ty akurat niczym nie ryzykujesz - warknął w odpowiedzi łowca - Zakręcisz im przed nosami cyckami i zwiejesz, my zajmiemy się resztą. Jeśli coś pójdzie nie tak, wiej prosto do Enklawy. A teraz wyskakuj ze szmatek!