29 sgun-ran 9455 KI, górska sadyba opodal Algilu
Przywołani do domu zgromadzeń, mężczyźni natrafili tam na ubranego już reptilliona i jego stojących w niemal idealnym bezruchu przybocznych. Tan Takan poprosił przybyłych ruchem ręki, by usiedli, kierując ów gest bardziej w stronę naczelnika wioski i kowala niż swojej eskorty. Wraz z Skandrą na miejsce ściągnęła też całkiem spora gromadka żądnych wieści górali, ale ich wejście do środka skutecznie powstrzymał jeden z gwardzistów tana, zamykając im przed nosem drzwi.
Najemnicy i miejscowi usiedli na drewnianych ławach, spozierając na majętnego cudzoziemca nieco podejrzliwym wzrokiem.
- O czymże to chcecie rozprawiać, zacny panie? - odezwał się po chwili Nartan Skandra - O kradzieży czy o tym wysłąnniku świątyni, bo teraz zaczyna mi świtać, żeśmy może zbyt go nieobyczajnie potraktowali...
- O kradzieży i owych mrocznych - odparł szlachcic prężąc mimowolnie ogon i opierając pazurzaste łapy na biodrach - Ten oto Sogga Uzun poprosił mnie, bym odzyskał dla niego skradzioną rzecz, wówczas zaś opuści wraz ze mną to miejsce.
- Sogga wyjeżdża?! - naczelnik Skandra zdumiał się niepomiernie, odwracając głowę w stronę kowala i mierząc go zdezorientowanym wzrokiem - Ale czemu? Sogga, prawda to?
Kowal nic nie odrzekł, zwiesił tylko smętnie głowę splatając dłonie palcami.
- Wiele wskazuje na to, że owi obcy kręcący się opodal sadyby mają z tym coś wspólnego, tedy przyjrzymy się starannie ich sprawie - mówił dalej szlachetnie urodzony gad - Jeśli to oni dokonali kradzieży, zostaną surowo ukarani. Wy, naczelniku, zadbajcie o to, by moi zbrojni otrzymali przewodnika, który zawiedzie ich do obozowiska tych czarnych, o resztę się nie troskajcie.
- Ale czego Sogga wyjeżdża? - nie ustępował Skandra - Coście mu nagadali? Sogga, czy ten tu tan cię do czegoś zmusił?
- Nie, wyjeżdżam z nieprzymuszonej woli, wraz z rodziną - odpowiedział w końcu kowal, spoglądając na naczelnika prawdziwie nieszczęśliwym wzrokiem - Pomóż im przez wzgląd na starą przyjaźń.
- Dacie nam przewodnika, naczelniku? - zapytał Takan, oblizując rozdwojonym jęzorem paszczękę.
- Sam pójdę - oznajmił Skandra - Wezmę też na wszelki wypadek Skarguna i paru innych...
- Wystarczycie wy sami i ów Skargun - przerwał mu tan - Pokażecie nam tylko drogę. Idźcie tedy poszukać tego Skarguna i naszykować się do drogi, albowiem rychło wyruszymy.
Wygląda na to, że pobyt w Bladych Szczytach nieco się przeciągnie...