Strona 157 z 170
: 30 listopada 2014, 17:52
autor: Denver
Bazookh nie dowierzał - dziabnęła go żmija wredna. Na szczęście zaprawiony w bojach z truciznami, uZnał, że to nie było nic groźnego. Po prostu pechowo wdepnął na gada.
Pomysł z odganianiem wężowiska, generalnie się sprawdził.
Teraz za to krasnolud siedział okrakiem na krzywym, karłowatym drzewku.
Węże popełzły do wejścia do podziemi, skąd wychynął niewidzialny przez chwilę Drayaharus. Bazookh nie widział jakichś poważniejszych strat po stronie nieulękłych - z drugiej strony, węże też nie poniosły zbyt dużych strat....
: 01 grudnia 2014, 15:34
autor: Dobro
- Dziabnęły mnie, pieprzone gady! - syknął wściekły Drayaharus, wciągany na drzewo przez Bazookha. - A tak przy okazji: kto zamazał inskrypcje czaru na drzwiach? Pogratulować pomysłu, bo uaktywnił przyzwanie tych węży! - dodał w gniewie.
: 01 grudnia 2014, 19:23
autor: Keth
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu
Ukąszony jakimś zdumiewającym zbiegiem okoliczności w pachwinę, Huskun pobladł śmiertelnie i wytrzeszczył oczy. Stan ów trwał przez kilka uderzeń serca, rozbrzmiewających w uszach szamana dudnieniem kowalskiego młota. Ocknąwszy się z bezruchu goblin jął panicznymi ruchami zdzierać z siebie nogawice i rozpinać pas.
- Brubrin, do mnie! - zawył z obłędem w oczach - Na kolana, klękaj i ssij!
Oszołomiony przyboczny sam wytrzeszczył na dźwięk tak kategorycznego nakazu oczy, ale posłuszeństwo wobec szamana wzięło górę nad wahaniem. Rzuciwszy się na kolana goblin jął pilnie stosować się do rozkazu.
- Ranę masz ssać, ty wsiowy ciołku! - wrzasnął jeszcze wyższą nutą Huskun - Tam, gdzie wąż ugryzł... albo nie, jad chwilę poczeka... jak już zacząłeś, to skończ...
Przekrzywiwszy głowę w górę zaklinacz spojrzał na przesłonięte obłokami niebo, jakby spodziewał się ujrzeć na nim promieniujący nieziemskim blaskiem Kielich.
- Ku twej uciesze składam tę ofiarę, Panie Kielicha! - zakrzyknął z narastającą emfazą Huskun - Przyjmij ją jako wyraz hołdu i ulecz swego wiernego wyznawcę!
Wierzę, że każdy odpowiednio sobie wyobraził tę pełną dramatyzmu scenę!
: 01 grudnia 2014, 21:09
autor: 8art
Barthur stwożony już miał zasłonić sodomię czyniącego Huskuna, ale pomniał sobie, że jeno niektóre wyznania stoją na straży tego aby kuśki nie pchać tam gdzie Arianna nie przykazała. Ale na szczęscie byli tu jeno sami swoi i kilku krasnoludów, dla których pederastia nie była niczym zdrożnym.
Przeżegnał się więc znakiem kielicha, aby podziekować panu kielicha, iż Huskun takim pobożnym wyznawcą jest.
: 02 grudnia 2014, 07:19
autor: Denver
Cholera - powiedział do siebie Bazookh - żmija była bardziej jadowita niż podejrzewałem. Mam halucynacje....
Zmartwił się nie na żarty krasnolud i złapał mocniej za gałąź
: 02 grudnia 2014, 07:31
autor: deliad
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu
W trakcie gdy Huskun badał granice swojej władzy nad podwładnymi, starając się wcisnąć kuśkę w paszczę zepsutych zębów Burbrina, a trzeba przyznać, że nie szło to mu to zbyt łatwo, bo wyznawca Cycatego Morka nie chciał współpracować i odwracała przytrzymywaną przez Huskuna głowę, wykazując tym samym całkowity brak zrozumienia dla kultu Piana.
I w czasie gdy pierwsze ciemne i sine kłęby dymu uderzyły w niebo całkowicie omijając podziemie. Stało się coś złowieszczego.
Z otaczających wyspę trzcinowisk wystrzeliły w powietrze stada spłoszonego ptactwa tworząc harmider gęgania, trzepotu i szelestu. Gdzieś w oddali rozległ się urwany w połowie krzyk przerażonego człowieka (lub nieludzia). Sam krzyk jeżył na karku włosy, jednak to jego nagłe urwanie budziło najgorsze podejrzenia.
: 02 grudnia 2014, 09:45
autor: Araven
Co to było?, cosik musiało spłoszyć ptaki, ten krzyk też mi się nie podoba. Miejcie broń w pogotowiu.
Czy da się ustalić kierunek z którego dobiegł krzyk?
: 02 grudnia 2014, 12:52
autor: deliad
Gdzieś ze strony grobli, którą tu przybyliście.
: 02 grudnia 2014, 20:37
autor: Dobro
- Psssst! Balinie! Sprawdź no, co to było! - syknął gnom, zeskakując z drzewka i podnosząc odłożoną chwilę wcześniej kuszę.
: 02 grudnia 2014, 20:59
autor: Keth
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu
Usłyszawszy przerażający wrzask agonii Huskun stracił w jednej chwili zainteresowanie pianickim obrządkiem, odpędzając od siebie Brubrina i podciągając gwałtownymi ruchami nogawice. Stada przestraszonych ptaków dowodziły niezbicie pojawienia się jakiegoś bagiennego drapieżnika, być może nawet błotnego smoka. Zaklinacz natychmiast przypomniał sobie pokiereszowane wielkimi pazurami drzewo, które kompania awanturników minęła w drodze na wysepkę.
- Wszyscy do kupy, do kupy! - zakrzyknął szaman dobywając lewą ręką sztyletu - Wokół mnie się ustawcie, a przystępu brońcie, cobym mógł tego cosia potężną magią porazić!
Gromada gęgających donośnie gęsi odwróciła na chwilę uwagę Huskuna, wbrew oczywistej grozie sytuacji przybierając w jego wyobraźni wygląd latającego pieczystego.
- Barthurze! - wyrzucił z siebie goblin potrząsając głową - Weź Brubrina na kark, niechaj ci na barach stanie, a patrza z wysoka, co tu lezie!
Zakładam, że uniesiony przez półolbrzyma gobliński wojownik zyska szerokie pole widzenia i na czas ostrzeże nas o naturze zbliżającego się niebezpieczeństwa!
: 02 grudnia 2014, 21:23
autor: Araven
Nigdzie nie idę Drayahariusie, mamy tu łowcę. A coś mi mówi, że to coś przylezie po nas.
: 03 grudnia 2014, 10:46
autor: deliad
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu
Ku wielkiej radości Burbrin mógł oddalić ku szczytowi wzniesienia, co uczynił pośpiesznie wołając za sobą Barthura. Już po chwili przystawiał rękę do czoła lawirując na ramionach Łowcy i spoglądał na trzcinowisko.
- Straszny deszcz. Nic nie widać. Czekaj! Na Morka o cycach wielkich jak arbuzy! Coś brieży przez trzciny. Ino się trzęsą. Leci na złamanie karku - relacjonował goblin - nie widać co to... Hen, hen pod samym lasem... Oddala się. Było gdzieś na grobli, a teraz leci do lasu. Żwawo jak koń. O wpadło w leszczyny... Za daleko i za duża deszcz i mgła. Jedno stworzenie. Coś ciemnego. Chyba na dwóch nogach... - zakończył opis Burbrin i zlazł z Barthurowych barków.
Tymczasem mokre liście zajęły się od znalezionego pod murem suchego drewna i zaczęły kopcić okrutnie i śmierdząc. Przyciśnięty przez opad atmosferyczny dym zaczął pełgać nisko to w jedną to w drugą stronę. Węże które może nie przepadały za widokiem ognia i zapachem dymu, a może uwolnione spod działania czaru zaczęły wypełzać z loszku i czmychać w zarośla.
: 03 grudnia 2014, 16:55
autor: Keth
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu
- Cofnijcie się od podziemi, bo gady pierzchają! - zakrzyknął Huskun, kiedy pierwsze węże zaczęły się wylewać łuskowatym potokiem z podziemi zrujnowanej świątyni - Jeszcze znowu kogo dziabną!
Huskun trzyma się na dystans od gadów. Kiedy węże już znikną, proponuję wsadzić Brubrina na jakieś drzewo jako zwiadowcę. Na szczycie schodów może któryś krasnolud, by na czas usłyszeć wrzaski wartownika? Reszta na dół!
: 03 grudnia 2014, 20:27
autor: deliad
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu
Nie wszystkie węże chciały opuścić loszek z własnej woli, więc długoręki Barthur wnet rozwiązał ten problem jak i kwestię obiadu. Mimo, że adrenalina powodowała, że Drużyna Kielicha nie odczuwała głodu to faktem było, że zjedli o świcie śniadanie składające się głównie z owoców.
Nieulękli po raz kolejny zeszli do loszku pozostawiając na czatach Brubrina, który to miał w razie zauważenia zbliżającego się wroga czym prędzej ich o tym powiadomić.
Balin patrzył na spoczywającą na kamiennych drzwiach figurę magiczną. Odkaszlną czując gryzącą woń dymu zmrużył piekące oczy. Dym powoli opuszczał loszek wywiewany przez podmuchy wiatru wydobywające się z wąskiej szpary pod drzwiami.
- Została jeszcze jedna linia - powiedział Balin przeczesując brodę - ta co zawiera czar związany z magią ziemi.
: 03 grudnia 2014, 21:13
autor: Denver
Kurwa....- powiedział na głos Bazzokh - jeszcze tego brakowało by nas tu żywcem pogrzebało. Albo golema jakiego przyzwie...
rzucił wymownie spojrzeniem, omiatając okoliczne ściany, jakby golem już wyłaził ze skał, albo sufit zaczynał pękać
Potem ostentacyjnie przeszedł na koniec grupki za czuwającego nad bezpieczeństwem wszystkich Huskuna, założył ręce na klacie i czekał.