Strona 17 z 48

: 08 stycznia 2015, 03:05
autor: lightstorm
- WTF! - wymknęło się Xavierowi. Cwetan też stał wpatrzony w tę samą stronę i próbował na razie bez skutku poukładać sobie w głowie to co było sennym koszmarem, a to co było jawą.

Xavier patrzył na całe przedstawienie z wielkim zdziwieniem. Przed chwilą zobaczył pokój ochlapany krwią, a teraz zbliża się tutaj, ktoś kto odprawia jakiś rytuał mamrocząc coś pod nosem. Może to kolejny wróg, ale co robi tutaj ten straszny pies i gdzie jest Marcus?- Ventrue zadając sobie pytanie w myślach poczuł jak wypełnia go złość. Może to ktoś z Sabatu? A może to kolejny dowcip Marcusa? - kolejne pytania pojawiały się w głowie Price'a powodując jeszcze większą złość. Nieważne kim ta osoba jest... nikt nie ma prawa robić rytuałów bez mojej zgody w mojej domenie... Xavier czuł jak złość zaczyna zmieniać się w gniew, a bestia powoli zaczyna wychodzić na powierzchnię.

Słysząc kolejne słowa wymawiane przez szamana, Price miał zamiar sięgnąć, po ciężki pistolet pod marynarką i przerwać całe wydarzenie kilkoma kulami, które zmieniłyby ciało Kinga w krwawy ochłap mięsa. Jak zabiję go tutaj i okaże się że to był Marcus, to zwołają na mnie krwawe łowy... krótka myśl błyskawicznie przemknęła przez umysł Xaviera wyrywając się pazurom bestii. Opanuj się, jesteś Ventrue to ty kontrolujesz sytuację - Xavier skupił się na swojej woli pozwalając wprowadzić swoją wewnętrzną siłę, by przyjrzeć się ruchom szamana. Skupił się na celu, którym był Willy King.

- Oto miecze krwi spragnione. Szalony występuje przeciw dzieciom władającego życiem wiecznym. Słowa Legba nie Wam czterem przeznaczone. - baron samedi zastygł w bezruchu ponownie przywierając do ściany. Zamknął oczy.

Słuchał. Elegancki kainita w swoim kosztownym grobie stanął przed nim.

- Jam człowiek- koń Petro Legba. Loa pędzą na mym grzbiecie. Do Ciebie udręczone Loa słowa rzekną. W czerwieni kosztownej dama przyodziana, pozbawiona oczu blasku, co pierś jej oplata krwawa śmierci wstęga. Jam tańczący człowiek koń! -głowa barona zaczęła poruszać się w rytm niesłyszalnej melodii. Ton głosu zmienił się. Przerażony. Smutny. Potem całkiem nieobecny.

- Powiedz mu, - wskazał palcem kainitę - że tak go kocham... Powiedz mu jeszcze... nie zdążyłam sama...

Słysząc słowa, które wypowiedział baron dopadły Price'a niczym samochód uderzający z pełną prędkością w człowieka na pasach...Krew trysnęła w umyśle Ventrue zalewając widoczność i zdrowy rozsądek. NIkt nie ma prawa mówić o Viven w mojej obecności...zabieraj swoje czarnoksięskie łapska od mojej zmarłej żony śmieciu... - to co działo się w głowie Price'a było nie do opisania. To nie były słowa, a skumulowana i skrywana przez lata agresja, która uformowała się w jedno...ZABIJ!

Ventrue poczuł jak w jego żyłach pojawia się nieopisana siła i bestia znów podeszła bliżej. Widząc wyciągniętą rękę szamana Xavier decydował się na cios, który miał zniszczyć profana jego prywatnych świętości. W ostatnim momencie zdążył opanować bestię i zamiast zabójczego ciosu wybrał inną karę.

Nie zdążył i King Willy... Xavier bardzo zręcznie schwycił rozcapierzoną dłoń szaleńca i z ogromnym impetem, bez specjalnego wysiłku i emocji na twarzy, rzucił Kingiem, zgrabnie przesuwając się w bok.

Szaman w niewyobrażalny sposób, niczym szmaciana lalka poleciał przez cały korytarz uderzając ścianę. Wszystkich doszedł huk pękających płyt gipsowych i trzask drewnianej konstrukcji. Gdy opadł kurz z rozwalonych tynków, oczy wszystkich nie dostrzegły nigdzie szalonego barona Samedi. Na podłodze leżał pokryty pyłem, nieprzytomny Marcus.

Wszyscy przestraszeni spojrzeli na Stojącego spokojnie Ventrue.

Price zaczął poprawiać marynarkę i węzeł krwata próbując utrzymać szalejącą pod fasadą spokoju bestię. Znów odczuwał ten ból, taki jaki poczuł kiedyś w pamiętnej chwili, która odmieniła jego życie na zawsze. Ból jaki przeszył jego ciało gdy trzymał wciąż dymiący pistolet. Ból jaki towarzyszył mu każdej nocy. Przez krótką, ulotną chwilę mógłby przysiąc, że widział Vivien płaczącą nad rzuconym przez niego malkavianinem.

Ventrue spojrzał na resztę koterii i powiedział:

- Nikt z was nigdy więcej nie zrobi w mojej domenie podobnego głupstwa prawda panowie? - Xavier bardzo spokojnym i miłym tonem głosu zadał pytanie, które brzmiało paraliżująco. W całym zajściu, jak i samym pytaniu, było coś, co sugerowało, że Ventrue nie jest słabym Kainitą. Patrząc na Xaviera każdy w pokoju zrozumiał, że dla pana domeny żarty się skończyły.

Odwrócił się w stronę leżącego na ziemi Marcusa i zaczął podążać w jego kierunku.

Cały czas zachowujesz się jak dziecko, które nie rozumie, że światem rządzą prawa które każdy musi przestrzegać. Niewiedza lub brak świadomości nie zwalania z odpowiedzialności. - Xavier popatrzył na Malkaviana pokrytego pyłem i nagle zrobiło mu się przykro. Zobaczył bowiem kogoś, kto mentalnie jest bardzo niedojrzały. Dokładnie tak samo głupi i nieodpowiedzialny jak wszyscy nastolatkowie, których Xavier tak bardzo nienawidził po ataku na Spermint Rhino. Co się stało, że teraz tak bardzo go nie mogę znieść? Przecież znam go od bardzo długiego czasu? Price zadał pytanie w swojej głowie i nagle znalazł odpowiedź. Nienawidzę każdego, kto jest głupim nierozwiniętym smarkaczem. Nawet ten charakter osobowości determinuje moją postawę wobec takich osób... - Price układał w głowie swoją własną łamigłówkę. Przepraszam przyjacielu, świeżo zerwane więzy krwi powodują, że wszystkie tłumione emocje z przeszłości dopadają mnie szybciej niż mógłbym przypuszczać... - Price pomyślał ciesząc się że Marcus, żyje.
Spoiler!
Xavier dojdzie do tego, że nie kontroluje się w 100%, bo jest w nim bardzo dużo gniewu za wyrządzone na nim krzywdy. Ma poczucie winy, bo uważa, że wrzucił Marcusa do worka z innymi nastolatkami i nawet nie wiedział kiedy to się stało. Patrz wada związana z nastolatkami. Teraz staje się bardziej klarowne dlaczego wcześniej tak reagowałem na Marcusa.
Xavier jest opanowany przez cały czas i nie widać po nim żadnych emocji. Walka z Bestią powinna być niewidoczna.
Xavier czyści pamięć ludziom, którzy są zaangażowani w sprzątanie bałaganu. Będę chciał zabrać wszystkich do mojego biura.

: 08 stycznia 2015, 05:29
autor: koszal
- Siedź tam spokojnie Marcusie... - Francuz powoli wyszedł na korytarz, omiatając lufą pistoletu wszytko.

-Pinki.. Pinki.. słodka psinko, szybko chodź do pana. Ktoś się zbliża.. ktoś chce..

dum!

dum- dum!

-..bębny.. jakże mi wstyd... Pinki... ON.. ma prawo mieć żal... ja..

dum- dum! dum- dum!

-..nie ucieknę.. ON wciąż odnajduje mnie... cóż uczyniłem... przeklęty!..

Ledwie słyszalny odgłos cicho stawianych na drewnianym pomoście nóg. Marcus poczuł jak jego własne stopy ociekają wodą. Czuł się całkowicie przemoknięty. Dusił się, a potem.. tak brakuje mi powietrza! Pomocy!

Mężczyzna pachnący krwią i dymem pochylił się nad nim wypowiadając niezrozumiałe słowa.

Nieee!! To szalone poczucie winy!!! Przyszedł po niego, przyszedł się zemścić. Skrzywdzić wszystkich!

Dłonie malkavianina zacisnęły się na wykrzywionej w niemym grymasie twarzy. Chciał krzyczeć. Ostrzec innych, lecz nieznana siła odbierała mu głos. Poczuł lekkie uderzenie w nogę, które rozbrzmiało weń echem tysiąca końskich kopyt.

Pinki raz jeszcze pchnął pyskiem przytargany spod stolika futerał.

[center]***[/center]

Nie zdążyli ochłonąć wciąż otuleni grozą upiornej sceny, gdy do uszu ich dobiegł z wolna narastający dźwięk muzyki. Nie potrzeba było wrażliwości Achille, by z łatwością rozpoznać styl i instrument. Cóż mogło być powodem gry malkaviana?

Dźwięk skrzypiec urwał się w pół tonu niespodziewanie, Pinki zawył, niczym parodia wilka w księżycową noc.

[center]***[/center]


Potworny ból. Czuł każdy centymetr pogruchotanego ciała. Lękał się przemocy i cierpień fizycznych. Wątpliwa nadzieja dodawała mu otuchy.

Zdołał ostrzec innych przed.. czymś niebezpiecznym. Czymś co swój gniew skupiło na nim. Chciał choć raz się przydać i wziąć coś na siebie.

..czy dobrze uczyniłem? Teraz zginę, gdy .. ten, który wdarł się tu z bronią.. zabije mnie.. tak się boję!

Załkał cicho przytłoczony bólem i strachem przed ostateczną śmiercią. Jego policzki zrosiły czerwone łzy.

Powoli, nienachalnie zaczynał odczuwać inne prócz bólu bodźce. Szmery. Zapachy. Nagle, niczym głośno włączone radio dobiegł go głos Price'a:

-...nie zrobi w mojej domenie podobnego głupstwa prawda panowie?

Poczuł i usłyszał obecność pozostałych. Uśmiechnął się. Być może ich uratował.

Choć nie miał pojęcia przed kim.

: 08 stycznia 2015, 20:19
autor: Oggy
Achille obserwował jak rozowa woda w odpływie prysznica staje się coraz bledsza. Ściekajace z włosów krople drażnily oczy których nie fatygowal się zamknąć. Nie chciał ich zamknąć. I tak widok roztrzaskanego mostka Thomasa wystarczająco mocno tkwił w jego głowie. Niemożliwe ze nie fragmentowala, nawet się nie obróciła. Jak ona była zrobiona? Na pewno była lżejsza niż uran, tylko nieznacznie cięższa niż ołów. Gdyby się rozpadła nie dałbym rady jej wyciągnąć. Ależ miał szczęście...

Woda spływała przeźroczysta struga. Zakręcil prysznic i przyjrzał się swojej wyciągnięte dłoni. Ani drgnela. Nie, to ja miałem szczęście. Moreau wyciągną l setki kul po rozlicznych wersjach rozwojowych Kalisznikowa. Cenił ta broń jako lekarz, choć nieczęsto to mówił, wiedząc jak absurdalnie to brzmi. Kula z AK przebijala trzy metry masy balistycznej i rzadko koziołkowala. Jeżeli fragmentowala to po trafieniu w kość. Łatwo było ja wyjąć. Kiedyś na lotnisku w Dzakarcie rozmawiał z jakimś Rosjaninem wracajacym z Birmy. Wyjaśnił mu ze nie ma to nic wspólnego z humanitaryzmem. - Postrzelony żołnierz wymaga nakładu środków aby usunąć go z pola walki a potem zapewnić opiekę medyczną. Siły NATO i Amerykance będą się na to decydowały, ponieważ ich szkolenia są kosztowne, podobnie jak sam obywatel. A jak zachowuje się się 5.56mm z M16 po trafieniu? - Fragmentuje. Odpowiedział wtedy w myślach. Dwa cale w głąb zaczyna koziołkowac i pęka tuż za tylnym przewężeniem. - U nas w doktrynie dalszy udział rannych w działaniach jest marginalny. Wiec nie warto żołnierza ranić, lepiej jest zabić. Tak to sobie Stoner umyślil. Takiego wtedy słowa użył, "u nas w doktrynie". Pieprzony soldat.

A my będziemy teraz poświęcać środki.

Przez chwilę miał wrażenie ze ręcznik opłata go jak sieć.

: 08 stycznia 2015, 22:07
autor: czak
Cwetan poczuł na cały ciele ciarki. Tak! jakież to ludzkie uczucie. Pewnie sprawiłoby mu przyjemność. Nie odczuwał go od miesięcy, może lat. Jednak okoliczności nie sprzyjały kontemplacji ludzkich odruchów. Pokój skąpany we krwi Thomasa i tego biednego nieszczęśnika niemal pozbawionego głowy.

Gdyby los nie splótł tak obłudnie ścieżek przeznaczenia pewnie nie doszło by do tej tragedii.

Na końcu korytarza niewidomy biedak niemal wbity w ścianę.
To był bez wątpienia pokaz legendarnej sztuki negocjacji klanu Ventrue. Rzucić ociemniałym o ścianę i ogłosić kto tu rządzi. To musiało robić wrażenie.

Cwetan wiele lat uczył panować się nad emocjami. Pomagały w tym karty. Pokerowa twarz, pozorny brak emocji. Raz przegrana, raz wygrana. Od wściekłości do euforii.

Lata treningu nie pomagały. Vitae kipiało w żyłach.

Podszedł do Marcusa. Widać było, że niewidomy cierpi ale się zregeneruję.
- Możesz wstać przyjacielu - powiedział

: 08 stycznia 2015, 23:36
autor: Oggy
Czuł się okropnie. Napięcie wędrował wzdłuż kręgosłupa rozpychajac się między łopatkami jak natretny pasożyt. Złowil kątem oka swoje odbicie w jednym z wypolerownych mebli gabinetu Xaviera. Wyglądam jak pajac. Ubrania pożyczone od Prince leżały fatalnie, Achille ratował się wybierając coś z szorstka faktura wełny ale i tak marynarka zupełnie się nie układała. Za długie spodnie opadały dwoma zakosami na buty a i tak pociągnął je wysoko i zakryl pasek kamizelka. Przed chwila wydawało mu się ze jakoś to wygląda, teraz zweryfikować punkt widzenia. Tragedia.

Usiadł w fotelu z obsesyjnia precyzją układając materiał na kolanach. - Twój informator Xavierze wspomniał ze takie osoby nie dokonują porwan. Działalność filantropijna w ramach Lekarzy bez Granic nie jest niestety tak klarowna. Widzicie, każdy mający Kontrakt w cevałce bez problemu dostanie prace w szpitalach wojskowych. To zupełnie zrozumiałe, biorąc pod uwagę zyskanie doświadczenie. Jednak równie lekko można znaleźć posadę w przemyśle zbrojeniowym. Leczenie obrażeń i tworzenie broni której ran uleczyć się nie da wymaga podobnych umiejętności. A produkcja broni... - Achille wywrocil oczyma - ma ponure powiązania na całym świcie.

Zaczął notować cos pospiesznie na swoim smartfonie. - Przyjze się temu tropowi uważniej jeżeli pozwolićie. Druga rzecz to, parafrazując Thomasa, kolejność wydarzeń. Musimy osadzić to, co wydarzyło się w rezydencji Vallo w ramy czasu, mam wrażenie że pozwoli nam to wyjaśnić kilka kwestii. Sądzę że willa miała zabezpieczenia i monitoring. Nawet jeżeli je zneutralizowano a pewnie miało to miejsce, zdołamy ustalić czas zdarzeń. Musimy skontaktować się z ghulem Vallo, Xaverze. - Achille wskazał palcem na Venture. - Jednak... - Moreau zawiesił głos chowając telefon do kieszeni spodni i rzucił Koterii długie spojrzenie.

- Jednak naszym głównym problemem jest brak inicjatywy. Gonimy cały czas jeden krok za wydarzeniami i na dodatek niemal zupełnie na oślep. Musimy zrozumieć do czego potrzebny był naszym oponentom Vallo a do tego musimy zrozumieć jego. Kluczowe sprawy to jaki jest jego wiek i jaka była jego, lub jego Przodka rola w wydarzeniach obracających wokół Shelly oraz czy Primogen posiada potomka. A szczególnie czy wystąpił kiedyś do Księcia o uzyskanie prawa Progenitury. Obawiam się ze tych informacji nie zdobędą juz twoje kontakty Xavierze, musimy zdobyć je w społeczności Spokrewnionych.

To co może być dla nas pomocne, to informacje o zniknieciu Vallo. Na razie to jeszcze wyjątkowy towar z Bournemouth, za dwie noce będą już jednak niewiele warte. Powinniśmy ustalić czy chcemy sprzedać to co wiemy, w zamian za pożądane przez nas informacie. Sądzę że mój punkt widzenia na to jest klarowny. Z resztą - uśmiechnął się uroczo - porwanie Primogena to nic w porównaniu z problemami które sami tutaj tworzymy.
-

: 09 stycznia 2015, 08:41
autor: koszal
-Co... co tu właściwie zaszło? - wspomagany przez Cwetana malkavianin z wolna sadowił się na upodobanym już sobie miejscu.

-Czy miejsce, w którym rozmawiamy jest bezpieczne? Xavierze, jak rozumiem napadnięto nas w twoim domu. Kim byli napastnicy? - niepokojące myśli kotłowały się w umyśle Marcusa.

-Jeśli napadł nas sabat dni twego elizjum są policzone. Jeśli jednak atak nie był wynikiem konfliktu z sabatem to właśnie zyskaliśmy pośród Camarilli nieznanych wrogów... -Marcus zrobił krótką pauzę, wysiłek poświęcony na regenerację ciała skrajnie go wyczerpywał.

-W takim wypadku zleceniodawca wkrótce odkryje, że jego plan się nie powiódł, możemy się spodziewać kolejnych ataków.. - nagła myśl uderzyła weń z siłą huraganu doprowadzając krew do wrzenia-

Lindsey! Wesley.. wszyscy są zagrożeni!

-Nasze schronienia, nasi podopieczni i przyjaciele są w niebezpieczeństwie. Nie mogę tkwić tu bezczynnie. Wybaczcie Panowie, lecz muszę opuścić to dostojne grono i ostrzec moich bliskich.- Koroviev poprawił poszarpaną marynarkę, niezgrabnie szykując się do wyjścia.

W cóż za ponurą kabałę nas wplątałeś Vallo? Tyle lat trzymałem się z dala od tego. W cieniu wielkich. Powinienem natychmiast zrezygnować.

Stał tak przez moment w całkowitym mliczeniu. Kojarzył fakty.

-A może właśnie o to chodzi. Może właśnie teraz powinniśmy trzymać się razem, zanim osobno wystrzelają nas jednego po drugim. To był napad, czy raczej ostrzeżenie?

Myślami był już gdzie indziej.

Nie mogę wykonać telefonu, ani wysłać nikogo do Wesley'a. Mogliby go śledzić. Jeśli to ktoś z Camarilli to pewnie już wie, gdzie mieszkam. Nasłano kogoś tutaj, do tej fortecy. Co dopiero mały zakładzik fryzjerski? Jak mam uchronić swoich przed tym, w co się wpakowałem?
Palę krew , by się zregenerować. Będę po tym głodny. Podejmuję tę rozmowę z uwagi na fakt, że nasze postaci tak naprawdę nie wiedzą dlaczego doszło do ataku, zarazem bazuję na tym, co wie Marcus. Wydaje mi się nienaturalne przejść ponad tym wydarzeniem tak lekko. Ktoś tu chciał kogoś chwilę wcześniej zamordować. Marcus zwyczajnie się boi (po części dlatego, że dawno nie dostał od nikogo manta, a tu dzisiaj takie wrażenia). Tremere ma ciężką rozkminkę. Ventrue podobnie- po raz kolejny jego elizjum ucierpiało na reputacji. Ciekawym, co u Was.

: 09 stycznia 2015, 09:21
autor: Suriel
Steinbach był rozdrażniony całą zaistniałą sytuacją a zazwyczaj dobrze konrolowana bestia teraz była w widoczny sposób pod samą jego skórą. Czekając tylko by się wydobyć. Na jego twarzy seria niekontrolowanych grymasów i niezwykła trupioblada cera wyraźnie o tym ostrzegały.Ręce zaciskały się co chwila a słowa cedzone przez zęby wypowiadane były z rosnącym trudem. Tak oto głód i mieszał się z narastającym gniewem i myślą o utracie...

- Pragnę panów przeprosić za zaistniałą sytuację która wynika z moich poczynań. Łącznie z sytuacją z Marcusem. Gdyby mój sługa nie strzelił do mnie i do siebie prawdopodobnie nie stałoby się z Marcusem to co się stało, nie nastąpiła by również interwencja właściciela elizjum.

- Za bardzo zaangażowałem się w tą sprawę, najpierw straciłem schronienie, teraz sługę którego darzyłem sympatią, do tego został na mnie wykonany wyrok. Dzięki kuli która dosięgła rozpoczęło się odliczanie do zadziałania pewnej rzadkiej klątwy która w wśród tremerów budzi powszechną grozę. Tak oto jesteście świadkami jak została zabrana najcenniejsza rzecz, nadzieja wiecznej egzystencji. Czasu mam niewiele więc będę się spieszył by wyjaśnić co zaszło.

- Zeszłej nocy postanowiłem wysłać Marka by z wrodzoną detyktywistyczną wnikliwością rozpoczął śledztwo nad tym czy ktoś z rodziny jest właścicielem kliniki w Zurychu oraz powiązań z naszym zamachowcem. Posłużyłem się klanowymi kanałami nie mówić wszakże po co mi ta wiedza i dlaczego. Jasno z tego wynika że szedłem dobrym tropem ale Oni już na to czekali.
- Jeśli nie znajdę szybko osoby odpowiedzialnej za run na kuli to również nie nie znajdę wiedzy na odwrócenie klątwy, jeśli to w ogóle możliwe.

: 09 stycznia 2015, 10:50
autor: lightstorm
Teren objęty statusem Elizjum to Kasyno i Nocny klub. Moje biuro mieści się w Elizjum. Hotel z apartamentami w których śpicie jest tylko moją nieruchomością i nie ma statusu neutralnego gruntu. Pisałem o zasadach Elizjum i nic nie ma tam o Hotelu. Śpicie w schronieniu Xaviera, które jest na ostatnim piętrze Hotelu, jednak można tam dostać się tylko windą mając specjalny klucz oraz kod. Całe niedostępne piętro to bardzo rożne stylowo apartamenty. Akcja w Hotelu, która miała miejsce jest w normalnych apartamentach do wynajęcia kilka pięter niżej. Dlatego też pojawiła się tam ochrona. Pozwoliłem każdemu z was przebywać w takich apartamentach, bo jesteście gośćmi Xaviera. Obecnie jesteście w moim biurze, do którego można wejść z Kasyna i Klubu.

: 09 stycznia 2015, 13:26
autor: lightstorm
W biurze Xaviera czekały już przygotowane dla Thomasa flakony z Vitae. Po ich ilości widać było, że Xavier ma bardzo dużo zapasów na czarną godzinę, która chyba właśnie wybiła.

- Krew jest dla was w ramach współpracy. Czuję się odpowiedzialny za wasze bezpieczeństwo, gdy śpicie w mojej domenie. Już teraz chciałbym was przeprosić za to, że doszło do takiego zamieszania. Nie jestem jednak w stanie pilnować waszych indywidualnych poczynań. - Xavier zamyślił się chwilę.

Price zwrócił się to Tremera:

- Czuję się zobowiązany do użycia wszelkich środków, by pomóc Ci w tej sytuacji, bowiem wydarzyło się to, gdy byłeś moim gościem. Pomimo, że zostałeś zaskoczony przez swojego własnego sługę, to jednak jest to moja domena. Od zawsze robię wszystko by moi goście czuli się komfortowo i bezpiecznie. Możesz na mnie liczyć i jeszcze raz przepraszam...przyjacielu- Xavier dodał na koniec wypowiedzi, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.

Spojrzał na Cwetana i zapytał:

- Jak idzie Ci śledztwo, które obiecałeś mi rozwiązać? Moi ludzie mówią, że dużo przesiadujesz w moim kasynie... - Ventrue zrobił znaczącą pauzę. Załatwiając dla Vallo dokumenty powiedziałeś mi, że lubisz dotrzymywać słowa. Wiec jak to jest Panie Cwetan? Próbując w ten sposób mnie ośmieszyć, stajesz się osobą na którą nie można liczyć. Myślałem, że to sprawa honorowa... - Ventrue zakończył czekając na odpowiedź.

Kończąc kolejny kielich krwi, powiedział do wszystkich:

- Stworzyłem tą koterię i naturalnie wszedłem w rolę lidera, bowiem w grupie nikt nie nadaje się do tej roli lepiej niż ja. Nie spierajcie się ze mną w tej kwestii, bo to zupełnie nie ma sensu. Robię to, co robi lider, czyli daję możliwości. Gdyby nie moje kontakty i zaangażowanie nie wiedzielibyśmy w tej chwili nic oprócz faktu, że Vallo się z nami nie spotkał, a potem, że w mieście jest Sabat. Xavier popatrzył na wszystkich swoim pewnym siebie wyrazem twarzy i kontynuował:

- Nie przechwalam się w tej chwili, a mówię jakie są fakty. Zgadzam się z Achille w stu procentach. Musimy przejąć inicjatywę. Tym razem nie powiem jako pierwszy, to co już teraz dowiedziałem się od swoich ludzi. Każdy z was prawdopodobnie zadziałał sam i zapewne wie, coś więcej. Thomas próbował, ale źle się dla niego to skończyło. - Xavier wskazał dłonią na Tremera. Informacje te jednak mówią, że nie przeżyjecie następnych nocy bez mojego wsparcia. Na tym etapie nie możemy pozwolić sobie na zatajanie informacji. Działamy jak jeden kolektyw. To bardzo poważna sprawa panowie, jeśli chcecie przetrwać to karty na stół...albo współpraca, albo śmierć.

Xavier spojrzał na Marcusa:

- Doktorze Sands wiem, że jest Pan tutaj z nami w tej chwili. Proszę dołączyć do dyskusji. Ujawnij się. Raz uciekłeś zasłaniając się swoim pacjentem. Zapraszamy... - Xavier spokojnym głosem zwrócił się bezpośrednio do Malkaviana.
Spoiler!
- Doktorze Sands wiem, że jest Pan tutaj z nami w tej chwili. Proszę dołączyć do dyskusji. Ujawnij się. Raz uciekłeś zasłaniając się swoim pacjentem. Zapraszamy...
W tych zdaniach jest ukryta Dominacja. Nie można jej wyczuć w słowach. Xavier tym razem subtelnie wplata ją w wypowiedź. Price po rozmowie z Katherine i spotkaniu z szamanem jest prawie pewien na 100%, że Malkavianin ma wiele osobowości.

: 09 stycznia 2015, 15:27
autor: 8art
Bournemouth; Spearmint Rhino; 19.11.14; wieczór

Korzystając z chwili ciszy, Price przypomniał sobie o wiadomości na poczcie głosowej. Blackwood prosił żeby oddzwonił. Ventrue szybko wybrał odpowiedni kontakt i zainicjował połączenie. Detektyw odebrał połączenie i Xavier bardzo szybko zorientował się, że rozmówca jest nieco zmieszany, może lekko przestarszony:

- Coś się stało?

- I tak, i nie. Ta cała rodzina ma ogromną posiadłość pod Zurychem. Kilkadziesiąt hektarów ziemi. Niestety nie mam się tam jak dostać, to dość ryzykowne. Ale nie o tym. Posłuchaj mnie. Jak dziś wieczorem wróciłem do pokoju hotelowego to obsługa przyniosła list. Próbowałem wysledzić kto dostarczył list do hotelu, ale trop się urwał. Przeczytam Ci, bo to... do Ciebie:

"Szanowny Panie Price,
Zapraszam Pana i pańskich przyjaciół do siebie w gościnę. Zapewne wie już pan gdzie mnie szukać.
Z wyrazami szacunku
G. R."

Zaraz wyśle fotografię listu.

- Miałeś być ostrożny...

- Uwierz mi byłem jak nigdy dotąd.
Macie na dokładkę. Dodaję, że Blackwood jest naprawdę doświadczonym i czujnym detektywem, a tu taka historia. Co wy na to?

Oprócz sprawy Vallo, pojawił się duży problem związany ze Steinbachem. Tremere będzie potrzebował pomocy w zdjęciu klątwy. Ta jaka na niego spadła, wcześniej czy później go zabije, a gdyby nie interwencja Moreau, pewnie już by zabiła.

Moreau ma wciąż kilku wysoko postawionych gośći w Lekarzach bez Granic. Może coś wiedzą. Inna sprawa, o której pomyślał Achile, to fakt, że chyba kiedyś dawno temu czytał świetny artykuł z zakresu neurochirurgii. Nie jest pewien, ale autorem był chyba jakiś dr czy prof. Rundstedt.

: 09 stycznia 2015, 15:38
autor: Suriel
Zapewne R w inicjalach pod listem to Rundstedt.

: 09 stycznia 2015, 17:28
autor: Oggy
- Cofam wypowiedziane slowa, nikt w miescie nie moze sie dowiedziec co stalo sie z Vallo. - Achille lekko zmruzyl oczy. - Mimo tego wole sie upewnic odwiedzajac jego odwrocona do gory nogami wille. Thomas, czy czujesz sie na silach?

: 09 stycznia 2015, 17:34
autor: 8art
Steinbach jest na siłach. Krwawi ale będzie ok. Willa Vallo na Lilipucie jest około dziesięć minut jazdy, więc możecie śmiało tam podskoczyć.

: 09 stycznia 2015, 21:33
autor: 8art
Bournemouth; Spearmint Rhino; 19.11.14; wieczór

Moreau siadł w końcu przy komputerze Xaviera. Normalna klawiatura oraz duży ekran ułatwiały surfuwanie w internecie. G. Rundstedt wstawiało zawsze postać wspomnianego przez Koroviewa niemieckiego feldmarszałka. Ale wpadł też jeszcze na coś innego. Nazwisko Rundstedt sygnowane inicjałem G. pojawiało się w kilkuset branżowych publikacjach powiązanych z neurochirurgią, ale także z historią wojskowości. Prof G. Rundstedt pojawiał się też jako prelegent na konferencjach naukowych organizowanych przez uniwersytety Sorbony, Oxfordu, UJ, WestPoint, Florencji i kilkudziesięciu innych miejsc w różnych punktach świata. W archiwalnym numerze prestiżowego International Defence Review znalazł też krótki artykuł o generale Gerhardzie von Rundstedtecie:
Gerhard von Rundstedt (1823-1871) - postać właściwie nieznana na kartach historii, swym spojrzeniem na ówczesną wojskowość wybiegała daleko w przyszłość. Połowę swego życia przesłużył w wojsku, dochodząc do stopnia generała i zarazem najbliższego współpracownika marszałka polnego Helmuta von Moltke.

Urodził się 18 stycznia 1823 roku w okolicach Królewca w bogatej rodzinie pruskich junkrów. Woedzę zdobywał początkowo w Berlinie a potem na Oxfordzie i Sorbonie gdzie studiował nauki humanistyczne. W 1849 roku powrócił w rodzinne strony i ożenił się ze swoją przyjaciółką z dziecięcych lat Rozalią von Bock. Rok później urodził się ich jedyny syn - Johan.

Potem, jak sam napisał w swych pamiętnikach "o moim przeznaczeniu zadecydowali przodkowie". Świeżo ożeniony Rundstedt, postanowił po długoch namowach swojego ojca Otto kontynuować długą wojskową tradycję. W kilka lat później ukończył w Berlinie Akademię Wojenną i już w 1855 roku był niezależnym obserwatorem wojennym w trakcie wojny krymskiej. "Niewielę mogę się tu nauczyć (...). Mam wrażenie, że oglądam beztroskązabawę ołowianymi żołnierzykami, które to zabawy pamiętam z dzieciństwa. Gdybyś widziała ilu Anglików i Francuzów składa daninę krwi szturmując od roku twierdzę Sewastopol - przecież jej zdobycie nie przyniesie żadnych realnych korzyści". - tak pisał 12 kwietnia 1855 roku do swej "kochanej Rosie". Rundstedt był już wtedy przekonany, że "wkrótce wojna nabierze zupełnie nowego charakteru i My - pruska armia nadamy jej nowego kolorytu".

Talent młodego Rundstedta ujawnił się w 1865 roku w kampanii duńskiej, a na szerokie wody wypłynął rok później w bitwie pod Sadową (3 lipca 1866), gdzie Rundstedt śmiałym manewrem zmiótł z pola bitwy kilka tysięcy Austriaków. Po bitwie marszałek von Moltke mówił o swym oficerze w samych superlatywach, nazywając Rundstedta "pruskim lwem" i "Scypionem północy". Rundstedt szybko stał się najbliższym współpracownikiem marszałka. Obaj wspólnie opracowywali plany kampanii francuskiej. W trakcie konfliktu, dzięki sugestiom Rundstedta, Pierwsza Armia wypchnęła z Alzacji Francuzów. Potem opracował i zrealizował plan okrążenia armi marszałka Mac-Mahona pod Sedanem. Pod koniec 1870 roku Rundstedt zyskał od dowództwa francuskiego przydomek "diabła". Niestety śmierć przekreśliła jego obiecującą karierę. Gerhard von Rundstedt zmarł niespodziewanie 2 marca 1871 roku.

Jak sam pisał, urodził się zbyt wcześnie. Z tego powodu wielu jego pomysłów nie można było zrealizować. Narzekał na brak dostatecznie szybkiej możliwości przerzucania wojsk. Myślał nad praktycznym zastosowaniem telegrafu na niskich szczeblach dowodzenia. Przewidywał rozwój broni maszynowej i doceniał rolę artylerii. W rodzinie pamięć o genialnym dowódcy nie zamarła - tradycję podtrzymał wnuk Gerharda - Gerd von Rundstedt (1875-1953) odświeżając pomysły swego przodka.
Poniżej dane z Wikipedii:
Gerd von Rundstedt (ur. 12 grudnia 1875 w Aschersleben w Saksonii-Anhalt (Prusy), zm. 24 lutego 1953 w Hanowerze) – niemiecki wojskowy, feldmarszałek. Do armii niemieckiej wstąpił w roku 1893, a w roku 1902 dostał się do elitarnej Akademii Wojskowej. Brał udział jako oficer w I wojnie światowej w sztabie generalnym na froncie wschodnim (w Turcji) i zachodnim (we Francji). Wojnę zakończył jako major i dowódca sztabu w dywizji. W okresie międzywojennym jego znaczenie i pozycja w Reichsweherze rosły. W roku 1927 otrzymał stopień generała majora, w marcu 1929 generała porucznika, natomiast w roku 1932 roku został mianowany dowódcą 3 Dywizji Piechoty. W październiku 1938 roku uczestniczył w zajmowaniu przez Niemców Sudetów. W listopadzie 1938 roku odszedł w stan spoczynku, ale w sierpniu 1939 roku powrócił do służby.

W czasie kampanii wrześniowej dowodził Grupą Armii Południe, m.in. w bitwie nad Bzurą. 3 października 1939 stanął na czele Naczelnego Dowództwa na Wschodzie Oberkommando Ost (Ober-Ost) które sprawowało pełnie władzy na okupowanych polskich obszarach do 26 X 1939. W kampanii francuskiej Rundstedt był dowódcą Grupy Armii A, która w maju 1940 roku odegrała istotną rolę w przełamaniu linii alianckiej obrony. 19 lipca 1940 został awansowany do stopnia feldmarszałka. W tym okresie był zaangażowany w planowanie Operacji Lew morski, mając dowodzić wojskami lądowymi. Gdy zrezygnowano z jej realizacji, przejął dowodzenie całością wojsk okupacyjnych i zarządzał budową umocnień nadmorskich w Holandii, Belgii i Francji.

Po wybuchu wojny z ZSRR w 1941 roku dowodził Grupą Armii Południe. Początkowo jego armia wolno posuwała się do przodu, później osiągnęła większe sukcesy, zdobywając Odessę, Kijów i Charków.

Von Rundstedt był przeciwny kontynuowaniu ofensywy w zimie, ale jego poglądy nie zostały wzięte pod uwagę. W listopadzie przeszedł zawał serca, ale nie wyraził zgody na leczenie w szpitalu chcąc dalej dowodzić uderzeniem na Rostów, do którego wojska niemieckie dotarły 21 listopada. Kontruderzenie rosyjskie odrzuciło armię Rundstedta. Wbrew rozkazom Hitlera wycofał swoje wojska, co wprawiło Führera we wściekłość. Odwołał Rundstedta i zastąpił go generałem Waltherem von Reichenau.

W marcu 1942 roku Rundstedt został wyznaczony do organizowania obrony w zachodniej Europie (obszaru operacyjnego Zachód). Konflikt dowódczy z Erwinem Rommlem spowodował, że bezpośrednie dowodzenie wojskami pancernymi we Francji przejął Hitler (Rommel uważał iż siły pancerne muszą znajdować się blisko wybrzeży by szybko zareagować na ewentualny desant; Rundstedt z kolei twierdził iż pozbawi to wojska pancerne manewru i narazi na ostrzał okrętowy). W czerwcu 1944, von Rundstedt nalegał by zawrzeć porozumienie pokojowe z aliantami (miał nawet powiedzieć Keitlowi zakończcie wojnę bando idiotów), Hitler usunął go i na jego miejsce mianował gen. Gunthera von Kluge. 2 lipca 1944 roku ponownie przeszedł w stan spoczynku. Po zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 przewodniczył sądowi honorowemu badającemu sprawy oficerów podejrzanych o współudział w spisku. 9 września 1944 roku powrócił na stanowisko głównodowodzącego obszaru Zachód. W grudniu 1944 roku nadzorował niemieckie kontruderzenie w Ardenach Operację Wacht am Rhein. 7 marca 1945, obarczony winą za niepowodzenia został ponownie (i ostatecznie) zdymisjonowany, a jego stanowisko głównodowodzącego na froncie zachodnim objął feldmarszałek Albert Kesselring. 1 maja 1945 roku został pojmany przez amerykańską 36 Dywizję Piechoty. Podczas przesłuchania doznał drugiego zawału.

Był oskarżony o zbrodnie wojenne w Polsce, ZSRR i na Zachodzie, ale ze względu na zły stan zdrowia przed sądem nie stanął i w maju 1949 roku wyszedł na wolność. W Norymberdze zeznawał jako świadek. Mieszkał aż do śmierci w 1953 roku w Hanowerze.

Był odznaczony m.in. Krzyżem Rycerskim z Liśćmi Dębu i Mieczami. Jego jedyny syn, porucznik dr Hans Gerd von Rundstedt w 1948 zmarł na raka.
Jedna rzecz jeszcze dość szybko wyszła na światło dzienne. Kurt Rundstedt. Poproszony przez Moreau, Xavier po raz kolejny uruchomił swój kontakt w policji. Przez nitkę do kłębka, brytyjska policja wysłała zapytanie o dane osobowe do Interpolu. Kilkanaście minut później, nim jeszcze Moreau odnalazł artykuł o Gerhardzie von Rundstedtcie wiadomym było, że Kurt jest wnukiem Hansa, pra prawnukiem Gerda i dalekim potomkiem Gerharda.
To tyle na razie. Moreau musi poczekać na maile od swoich przyjaciół z Leakrzy bez Granic.

: 09 stycznia 2015, 23:32
autor: Oggy
Powinniśmy być... - Achille zamyslił się wpatrując w gasnacy ekran. - Powinniśmy zachować daleko posunięta dyskrecję lecąc do Zurychu. Może nawet powinniśmy się rozdzielić na czas podróży. Sądzę Xavierze ze Twoje talenty okażą się tutaj nieocenione. Ja z Thomasem sprawdzimy bałagan pozostawiony przez Złych S.

Moreau zatrzymał się wpół kroku wpatrując się w sufit. - Jest jeszcze jeden niedokończone wątek. Pol godziny temu sądziłem ze rozumiem jaką rolę grają nękający mnie Serbowie w tej historii. Teraz nie mam już takiej pewności. Jednak dużo powie mi to, czego szukali i co zabrali z mojego schronienia. Mała szansa by zorganizowali kocioł, wiedzą że o nich wiem. Poza tym jest listopad i zimno. Mimo to wolałbym nie ciągnąć tam Thomasa. - Przejechał dłonią po niedawno umytych włosach. Nadal były trochę wilgotne I kiepsko się układały.

- Masz ochotę na trochę emocji? - Spojrzał na Cwetana. - Troszeczkę.