Strona 17 z 34

: 14 sierpnia 2016, 20:00
autor: TatTvamAsi
[center]Piwnica pod składem, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul
[/center]
Spoiler!
Woda wlewała się narastającym szumem do dusznej piwnicy. Czasu było niewiele. Młody alchemik pognał więc ile sił i dopadł kamiennych stopni. Jego myśli pędziły szybko niczym rozszalałe fale Ivit. Jego usta natomiast wypowiadały bezdźwięcznie słowa modlitwy. AjArdczyk prosił swego boskiego przewodnika i patrona o opiekę, ocalenie z tej matni, gniazda wszelkiego plugastwa służącego Ciemności. Nagle rozległ się rumor, oraz donośny huk jakby masa wody rozbiła się gwałtownie. Sądząc po odgłosie, rzeka wdarła się z impetem do piwnicy, przesuwając sterty gruzu i kamieni, które uderzały o uszkodzone ściany. Chłodna woda omiotła jego nogi. Jego serce zabiło szybciej. AjArdczyk pędem piął się w górę. Ciemność jednak była tak gęsta i nie przenikniona, że tylko zmysł dotyku pozwolił oszacować otoczenie. W mroku słyszał swój urwany i płytki oddech, wodę ustępującą pod naporem kroków i co raz dalsze głosy towarzyszy misji. I gdy już miał postawić stopę na kolejnym ze stopni, wychodząc w końcu z wody, uczuł jak posadzka umyka mu spod nóg. Stopa natrafiła na śliską powierzchnię obsydianowego kamienia i nie znalazła podparcia. Alchemik przewrócił się nagle uderzając ciężko. Ostry brzeg jednego ze stopni rozciął mu udo. Jego dłoń nie natrafiła na nic, czego mógłby się przytrzymać. Z impetem sturlał się dobre kilka metrów i plusnął z powrotem do lodowatej wody. Rana na udzie piekła niemiłosiernie, a w poobijanych żebrach i ramieniu pulsował tępy ból. W tej chwili nieprzyjemny wcześniej chłód delikatnych fal, teraz zdawał się kojący. Gdy miał się ostrożnie podnieść na nogi, poczuł, że coś otarło mu się o łydkę. Było nieprzyjemnie śliskie i sprawiało wrażenie opływowego. Niespodziewanie odczuł silny ból. Coś wgryzło się w udo. Sięgnęło ostrymi jak szpikulce zębami ku jego sączącej się i świeżej ranie, a o skórę omiatało owo śliskie i łuskowate ciało...

[Cóż, Khem jest pod wpływem silnych emocji i wcale nie deklarował nic ponadto, że ucieka. A schody pogrążone są w absolutnej ciemności. Do tego przez wszechobecną wodę i wilgoć, stopnie stały się śliskie i jeszcze bardziej zdradliwe. AjArdczyk spadł więc ze schodów, rozciął sobie udo o ostrą krawędź i potoczył się w dół. Otrzymuje z powodu rany i poobijania 2 obrażenia. Dodatkowo zaatakowało go coś! (Zapewne przyciągnięte zapachem krwi) Zadało mu swymi zębami jedno obrażenie (łącznie trzy - Zdrowie Khema spada więc do puli obrażeń lekkich.).]
Alchemik pobiegł w kierunku schodów prowadzących na piętro niemalże nie zwracając uwagi na słowa Syna Słońca. Zaś z oddalonej części korytarza, dokładnie z tej, w której znajdowała się cela Xatatla, rozległ się rumor. Hałas narósł i przerodził się w ryk wody. Fale uderzyły o ściany i dogasiły pojedyncze płomyki, pogrążając całe podziemia w nieprzeniknionych wręcz ciemnościach. Słychać było uderzenia popychanych przez wodę kamieni, jej donośny szum odbijający się pośród uszkodzonych ścian. I właśnie wtedy, gdy schody były już tak niedaleko, MezXtli poczuł jak coś odbiło się od jego łydki. Z początku wziął to za przedmiot niesiony falami wody, a jednak owo coś wbiło się gwałtownie w jego osłoniętą ledwie cienką szatą nogę. Warknął z nagłego bólu, gdy ostre jak igły zęby przecięły skórę. Tiba, którego wspierał na swoim ramieniu, nagle jęknął i odchylił się w tył niemalże wyślizgując się z chwytu hieroduli i maga. Oczy Ah-saa-braxa oraz Zyanyi dostrzegły zaś ruch pośród mętnej wody. Obłe, wibrujące ciepłem kształty, przypominające nic innego jak pospolitego w rzecznych odmętach węgorza plamistego. Poruszały się płynnie i szybko. Zwabione zapachem krwi więźnia, zaatakowały Xatatla oraz maga astralnego, owijając się mu wokół łydki...

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Wasze postacie mają infrawizję. Słyszą więc ów odgłos na stopniach i po chwili widzą jak pulsująca ciepłem życia postać alchemika stacza się gwałtownie ze schodów i z pluskiem wpada z powrotem do wypełniającej podziemia wody. Jedno ze stworzeń, które zaatakowały waszych towarzyszy, wbiło się również w udo pechowego alchemika!
Ostatnie płomienie dogasły. Piwnica pogrąża się w ciemności - ci, co nie widzą w ciemności, to nie widzą teraz zgoła nic. Rwąca rzeka natomiast wlewa się i wypełnia podziemia. Woda sięgnęła wam do pasa. Na schodach również panuje absolutna ciemność. Słyszycie głuchy odgłos czegoś (a może kogoś) co spadło na stopnie i dość wyraźne pluśnięcie. Węgorze, które was zaatakowały, mają na oko z metr długości. Póki co Ci, co widzą w ciemności, dostrzegają trzy sztuki (po jednej przy magu, więźniu oraz alchemiku). Te ryby są naprawdę bardzo znane, wiecie więc, że nie maja żadnego jadu, ni niczego innego prócz rzędu dość ostrych zębów.

MezXtli: otrzymuje jedno obrażenie od rybich zębów!

: 15 sierpnia 2016, 12:40
autor: Keth
[center]Piwnica pod składem Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Opleciony wokół nogi śliski kształt zdjął Mibampesa uczuciem niewysłowionego wstrętu, jawiąc mu się odrażającym pocałunkiem któregoś z Bogów Ciemności. Ból promieniujący w miejscu ugryzienia wydarł z ust alchemika przeciągły jęk cierpienia. Szamocąc się w czarnej wodzie niczym pochwycona w więcierz ryba, AjArdczyk jął macać wokół siebie rękami w poszukiwaniu kamiennych stopni.

- Niech mi ktoś pomoże! - wydusił z siebie nieporadnie - Gdzie jesteście?!
Ponieważ MG wspomniała o panujących w piwnicy całkowitych ciemnościach, alchemik spróbuje wymacać rękami schodki, a następnie pomknie w ich górę na czworakach niczym zwierzak (dzięki temu powinien zachować lepszą stabilność).

: 17 sierpnia 2016, 15:23
autor: Sigil
[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Wszystko wzięło w łeb. Pomimo kilku początkowych sukcesów, drużynę zdawał się prześladować coraz większy niefart. Wyprawa zdecydowanie wyczerpała przysługujący jej limit szczęścia, niczym dziurawa łódź na morzu losu, powoli pogrążająca się w odmętach porażki. Brodząc w lodowatej wodzie zastanawiał się, czy nie była to czasem kara za zadawanie się z poganami? Wszyscy wiedzieli, że przebywanie z nimi przynosi pecha... Zwłaszcza, jeśli idzie o tych nawiedzonych czcicieli Słońca... Wielki Wąż z pewnością nie był zadowolony... Może jednak - pomyślał - uda się dotrzeć do schodów? Choć tam już pewnie czekają na nas. W zasadzie gorzej już być nie może - podsumował ponuro. I nagle zobaczył je. Węgorze. Ich obłe, śliskie ciała wiły się w przybierającej wodzie, długie ogony poruszały się niczym bicze...

Przekleństwo! Oby nie poczuły krwi! - przebiegło mu przez głowę. I wtedy właśnie usłyszał krzyk alchemika. W głosie AjArdczyka prócz strachu brzmiała nuta aż nadto realnego bólu, którą Sa rozpoznał bezbłędnie. Schody! Krawędzie są ostre... Na Węża! Zaraz będzie ich tam cała chmara. Muszę się stąd wydostać! - myśli tłukły się pod czaszką niczym ławica spłoszonych ryb. Zacisnął zęby starając się opanować panikę. Dłoń odruchowo sięgnęła w stronę sztyletu, dobywając go z pochwy. Chłód stali miał w sobie coś krzepiącego. Rozchodził się wzdłuż ramienia falą spokoju, tłumiącą mniej doskonałe, ludzkie emocje, podczas gdy dowodzenie przejmowała część o wiele starsza i bardziej pierwotna - gadzi instynkt przetrwania. Pozwolił mu na to wiedząc, iż wężowe dziedzictwo uratuje go, tak jak ratowało go zawsze. W ciemności zalanego wodą lochu oczy Sa błysnęły ledwo dostrzegalnie, a jego rozdwojony język przesunął się po ostrej krzywiźnie kłów. Nie różnił się teraz wiele od zimnokrwistych drapieżników polujących w otaczających go mroku. Rozpryskując wodę ruszył naprzód, kierując się krzykami alchemika.
Sztylet w dłoń i idę do schodów. Jeśli uda mi się tam dotrzeć, to trzymam się boku (pamiętam o pułapce). Wejdę w górę kilka stopni i dopiero wtedy, gdy będę stał dość pewnie, postaram się wyciągnąć z wody alchemika. Jeśli jakiś węgorz wcześniej mnie zaatakuje, będę próbował unikać.

Zakładam także, iż z uwagi na brak czasu nie zdążyłem zatruć sztyletu.

: 17 sierpnia 2016, 23:43
autor: Zin-Carla
Piwnica pod składem, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul

No, teraz byle do schodów - pomyślała do siebie, czując mentalne odprężenie, chociaż przez chwilę. Przecież nic nie może już ich spotkać przez tą chwilę gdy będą wspinali się ku górze. Odetchnęła niemal niesłyszalnie i jęła pomagać Tibia wchodzić po schodach. Słyszała z tyłu, że woda wdarła się z impetem do podziemi lecz teraz już nic im nie groziło. Na razie. Tylko parę schodków do przekroczenia.

Nagle rozdzierający krzyk bólu wytrącił ją z tej jakże krótkiej i złudnej chwili odprężania. Cóż znowu mogło się stać? Pobłogosławiona przez krew swego Ludu darem widzenia w ciemnościach szybko rozejrzała się za źródłem nowego nieszczęścia. Węgorze plamiste! Chyba klątwa Mrocznych Bogów wisi nad nimi, rzucona w furii za wtargnięcie w ich domenę. Nagle zrezygnowanie ogarnęło Córę Nocy, a Xatatl, który również padł ofiarą wodnych bękartów, zdawał jej się o wiele cięższy. Chwila zwątpienia trwała przeto krótko i nowa siła i wiara spłynęła na hierodule, gdy ta tylko wymówiła gorliwie święte imię Toaris.

- Alchemik wpadł do wody Stratisie! Czy dasz radę go wyciągnąć? Ja wciągnę na górę naszego poranionego przyjaciela. Słodki zapach jego krwi musiał zwabić tu te węgorze. Im szybciej go stąd wyciągniemy tym szybciej one stracą trop! - Prawdę mówiąc ten sam zapach krwi owijał sonatą smaków i jej nozdrza. Wirował w głowie, wachlarzem barw czerwieni. Nie piła dawno ludzkiej krwi...

Nim było za późno, zmieniła obiekt koncentracji swoich myśli.

- Szybko wszyscy! Wychodźcie z wody, zanim i was pogryzą. Tylko bądźcie ostrożni bo Alchemik właśnie się poślizgnął i dla tego wpadł w odmęty...

: 21 sierpnia 2016, 12:28
autor: Mystic
[center]Piwnica pod składem Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Mezxtli wchodził już w charakterystyczny stan poszerzonej percepcji, gdy nagle poczuł niezbyt silne uderzenie w nogę. Nieznacznie rozproszyło to jest uwagę, angażując część sił jego umysłu. Kilka sekund później poczuł jak w jego łydkę wbijają się rzędy ostrych zębów. Najpierw pojawiło się samo wrażenie wnikania czegoś ostrego w ciało, wręcz perwersyjne w swej naturze, do którego z pewnym opóźnieniem układ nerwowy dołączył rozmyty bodziec bólu.

Odruchowo szarpnął nogą, a wtedy ból rozlał się po jego kończynie. Płomień gniewu w sercu maga rozpalił się w poszukiwaniu celu. Próżno jednak było szukać jego źródła, bo niemal doszczętnie zatopiona piwnica pogrążona w ciemności zazdrośnie strzegła swych tajemnic. Gniew i strach spletły się w wirującym tango pierwotnych instynktów, podsycane przez promieniujący, słodki ból dobiegający z poranionej nogi. Jego porywczy charakter przysłaniał logikę, która do spółki z lękiem sugerowała co szybszą ucieczkę z tego miejsca. Dwóch przeciwko jednemu wygrało walkę i decyzja została powzięta.

Mag zacisnął zęby i poprawił uścisk obejmujący ledwie przytomnego Xatatla. Wspierając się na trzymanym w drugiej dłoni kosturze wycedził przez zaciśnięte zęby do Zyanya'i:
- Czym prędzej na górę!

: 21 sierpnia 2016, 23:33
autor: zmarly
[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Przez chwilę największym zmartwieniem Ehecatlema było ostrożne, a zarazem szybkie stawianie kolejnych kroków w kierunku schodów. Z orężem w dłoniach oczekiwał na rychłe przybycie komitetu powitalnego - wszak było niemal pewne, iż na górze już wiedzą o ich wtargnięciu do podziemi posiadłości Bentaresh.

Ze skupienia na obecnym zadaniu wyrwał go jednak krzyk Khema:

- Niech mi ktoś pomoże! Gdzie jesteście?!

Na wszystko, co święte, co tym razem?! Zakołatało w myślach Paladyna. Niestety brak umiejętności widzenia w ciemności nie pomagał... Zanim jednak wykrzyknął pytanie, odpowiedzi udzieliła Hierodula.

Węgorze?! Mamy jeszcze mniej czasu, niż sądziłem. Szlag! Nim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, usłyszał krzyk Maga:

- Czym prędzej na górę!

No pięknie, pomyślał Syn Słońca. Mało tego, że roztrzepany, to jeszcze tchórz... Z drugiej strony wcale go nie dziwił strach obecny w tej sytuacji. Sam również nie czuł się pewnie, nie mógł sobie jednak pozwolić na okazywanie tego pozostałym. Pozostało mieć nadzieję, iż Stratis pomoże wyciągnie Mibampesa z odmętów wody i paszczy wygłodniałych węgorzy...

Wypadało jednak zareagować. Podążył zatem za Muzykiem, by wyciągnąć Alchemika z potrzasku. Krzyknął jeszcze po drodze:

- Wszyscy czym prędzej nad poziom wody!
Moja postać będzie próbowała wyciągnąc Khema choćby siłą na górę. Idąc zawieszam tarczę naplecach i chowam broń.

: 22 sierpnia 2016, 20:25
autor: Keth
Mam nadzieję, że ktoś mi pomoże, ale nie będę czekał na ratunek bezczynnie - gryzący mnie węgorz w oczywisty sposób dodaje postaci skrzydeł! A ponieważ mam problemy z bezsennością, proszę MG o ukojenie mych zszarganych nerwów i zdradzenie, czy udało mi się czmychnąć na schody.

Co zaś do schodów, Khem nie ruszy na szpicy, tylko ukryje się za plecami Syna Słońca.

Od MG: Tak, szybko się wdrapiesz na schody (resztę opiszę w kompletnym poście, ale chciałeś na szybko wiedzieć).

: 27 sierpnia 2016, 17:34
autor: Keth
[center]Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Młócąc rękami w niemal ślepej panice, alchemik uderzył znienacka w ostrą krawędź kamiennych schodów, uczepił się jej wystrzeliwując spod powierzchni czarnej wody. Jego upuszczony w ataku zgrozy kopesh przepadł w smolistych ciemnościach, lecz AjArdczyk nawet nie pomyślał o tym, by troskać się stratą mającego sentymentalną wartość oręża. Uczepiony jego nogi drapieżnik rozwarł paszczękę, kiedy tylko ociekająca wodą postać mężczyzny opuściła lodowatą toń; węgorz odpadł od krwawiącego ciała Mibampesa znikając z pluskiem w otchłani ciemności.

Przemieszczając się na klęczkach niczym bezrozumne zwierzę, dystyngowany na co dzień adept ruszył w górę schodów próbując odgadnąć, gdzie w tej czarnej otchłani rozpaczy znajdowali się pozostali członkowie koterii. Ledwie kilka uderzeń serca później część tajemnicy przestała nią być, gdy alchemik uderzył głową w czyjeś nogi i przywarł do nich sapiąc spazmatycznie.

- Ktoś ty?! - wydyszał gotowiąc się na odpowiedź wygłoszoną ustami Ixari, bo cieknąca z ranki na nodze krew nie pozwalała przestać mu myśleć o mrocznych żądzach Córy Nocy.

- Ja, a kto niby? - z ciemności popłynęły słowa wypowiedziane przez Syna Słońca i Khem roześmiał się histerycznie pod wpływem przemożnej ulgi.

- Bogom chwała i dziękczynienie! - odparł tłumiąc ów nienaturalny chichot - Prowadź w górę, szlachetny panie! Musimy stąd uciekać!
Domyślam się, że woda nie podniesie się powyżej podłogi korytarza piętro wyżej, ale nigdy nic nie wiadomo. Niech wojownik rusza przodem, Khem trzyma się za nim z eliksirem eksplozji w mokrej dłoni - będzie trzeba, to wysadzi sobie drogę na zewnątrz miksturą!

: 31 sierpnia 2016, 14:18
autor: TatTvamAsi
[center]Dzielnica kupiecka, Piwnica pod składem, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Nieprzenikniona ciemność wypełniała całe pole widzenia. Zdawało się jakby wraz z wszechobecną wilgocią dostawała się do ciała i przenikała umysł. Ehecatlem mógł kierować się ledwie słuchem i odczuciem wilgotnej i niesamowicie śliskiej powierzchni schodów. Stopień po stopniu stawiał niepewnie kroki. Jedynym pocieszaniem w obecnej sytuacji okazały się krzyki alchemika, jeżeli odgłosy pełne bólu można nazwać w jakikolwiek sposób pocieszającymi. Były one jednakże jak rozpalone światło dla jego zmysłów. Podążył więc za nimi, napotykając w końcu pechowego Khema Lateefa Mibampesa, który na czworakach próbował wchodzić co raz wyżej po stopniach. Mężczyzna był wyraźnie przejęty, bowiem ku zdziwieniu Ah-saa-braxa, nie zauważył go, choć niemalże otarł się ramieniem o jego stopy. Zdenerwowany szlachcic zderzył się w końcu z łydkami wojownika. Ehecatlem uspokoił go i wsparł swym ramieniem. Szlachcic niepewnie stanął na własne nogi, rana bowiem wciąż pulsowała bólem, a mięśnie drżały z wysiłku. Przechylił się do przodu, niemalże opadając na Syna Słońca. Niewiele brakowało, a znów mógłby znaleźć się w wodzie pełnej najeżonych ostrymi zębami paszczy. Oparł się niepewnie o kamienną ścianę i wypuścił powietrze z płuc. Chłód przywracał mu równowagę. Po chwili zawroty głowy spowodowane bólem, rozpaczliwą ucieczką, a w końcu dokuczliwym brakiem jakiegokolwiek światła, zaczęły ustawać. Mógł już iść dalej, za Synem Słońca, oraz Stratisem.

Ruszyli w górę wąskich i zdradliwych schodów. Dźwięki ich kroków odbijały się cicho echem. Zostawiali za sobą piwnicę teraz wypełnioną żarłocznym szumem wezbranych wód Ivit. Ah-saa-brax obejrzał się za siebie. Uczynił to dokładnie wtedy, gdy podążający za nim wojownik Holis poślizgnął się, stawiając swe stopy dokładnie na środkowej części schodów. Paladyn poleciał do tyłu i z impetem uderzył o kamienne stopnie tuż przed pechowym szlachcicem. Khem zachwiał się. Nagły upadek wojownika niemalże popchnął go z powrotem w dół. Utrzymał się na nogach, ale szklane naczynie wyślizgnęło się z dłoni. Wstrzymał oddech... oczami wyobraźni widział już swoją śmierć... Teraz nie było już odwrotu... a ich ubrania całe mokre... idealnie przepuszczą wyzwoloną energię, nie pozostawiając z nich nic prócz osmalonych ciał. Odruchowo zaciskał mocno powieki, spodziewając się implozji światła i nieprawdopodobnego wręcz bólu.

Nic się jednak nie stało... Nadal żył, tak jak i jego towarzysze. Wtedy, zamiast brzdęku tłuczonego szkła, usłyszał rytmiczny plusk zawartej w naczyniu mikstury. Fiolka potoczyła się szybko po stopniach i w końcu wpadła do wody wypełniającej piwnicę.

[center]***
[/center]
Zyanya poprawiła chwyt. Mężczyzna stawał niepewne kroki na nierównej powierzchni stopni. Krok za krokiem pokonywała cierpliwie dystans, jaki dzielił ich wszystkich od upragnionego wyjścia. Już niebawem... jeszcze trochę... kilka zakrętów i schodków a będą u góry... Chęć pomocy tej okaleczonej, ludzkiej istocie dodawała jej sił. Uniosła głowę... Mezxtli szedł przed nią i więźniem niemalże potykając się co każdy krok. W amoku nagłej ucieczki zdawał się zupełnie nie pamiętać o zdradliwej strukturze schodów. Nagle mag stracił grunt pod nogami. Stoczył się w dół, zatrzymując kilka ledwie stopni od niej. Syknął z bólu. Delikatny rękaw jego szaty był rozdarty. Oczom Zyanyi ukazała się gładka skóra, a na niej równie gładkie rozcięcie. Ze świeżej rany szybko zaczęła wyciekać krew...
Nikt prócz Stratisa nie informował w deklaracji, że uważa na stopnie-pułapkę, czy, że wchodzi ostrożnie itd., a przypominam, że Ci, którzy nie widzą w ciemności, mają -30 do testów działań opartych na wzroku, czy Zręczności (czyli też wchodzenia po śliskich stopniach).

Mezxtli oraz Ehecatlem - nie wspominaliście o tym, co opisałam powyżej, dlatego wnioskuję, że wasze postacie z obawy przed wypełniającymi piwnicę wodami rzeki, ruszyły po schodach nie pamiętając o pułapce:

Ehecatlem: Idziesz dalej po schodach, lecz również nic nie widzisz (i nie pamiętałeś zupełnie o pułapce). Rzut: Zw. -30 za całkowitą ciemność; rzut = 29; brak sukcesu. Źle postawiłeś stopę - dokładnie na wypolerowanej jak lustro powierzchni i się potknąłeś. Twoja skórzana zbroja jednak całkowicie zamortyzowała upadek.

MezXtli: Próbujesz się wspinać po śliskich stopniach nic nie widząc (-30 do testu Zw.); rzut: Zw. -30 za całkowitą ciemność; rzut = 15 (brak sukcesu). Poślizgnąłeś się na stopniach. Rozciąłeś sobie ramię i uderzyłeś o posadzkę dość silnie łokciem. Towarzyszył temu nagły ból, ale zdaje się, że nie złamałeś sobie żadnej kości. Otrzymujesz 2 Obrażenia.

Ah-saa-brax: Widzisz, że prócz paladyna ze stopni spadł również Mezxtli. Wedle twojej pamięci i oceny macie jeszcze jakieś trzy czwarte schodów do pokonania. Schody zakręcają dwa metry przed tobą. Nie zdążyłeś zatruć sztyletu.

Khem: Paladyn z impetem wpadł na Ciebie i upuściłeś miksturę. Nie usłyszałeś brzdęku tłuczonego szkła. Flakon najwyraźniej potoczył się po schodach i plusnął do wody, z której nie tak dawno udało Ci się uciec.

Zyanya: Widzisz poza tym, że prócz Astralnego Maga, ze schodów spadł również Syn Słońca. Zauważyłaś też krągła fiolkę, która potoczyła się po schodach, mijając Ciebie i wpadła do wody.

: 01 września 2016, 17:08
autor: Keth
[center]Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Utraciwszy swą bezcenną fiolkę eliksiru alchemik zesztywniał na krótką chwilę nie potrafiąc uwierzyć w ogrom trapiącej go niedoli.

- Khurfa mats! - jęknął bezwiednie w swej rodzimej mowie, tracąc na mgnienie oka zwyczajowe maniery i pozwalając sobie na wyjątkowo ordynarne przekleństwo - Jestem bezbronny, zupełnie bezbronny!
Czy ktoś może mi pożyczyć jakiś nóż?

: 02 września 2016, 13:28
autor: Sigil
[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Złodziej odwrócił się, chcąc ostrzec pozostałych przed zdradliwymi stopniami. Niepotrzebnie. Zanim zdązył powiedzieć choć słowo, idący tuż za nim Syn Słońca poślizgnął się i stoczył ciężko po schodach, pobrzękując elementami pancerza. O mały włos nie pociągnął za soba także Alchemika, w ostatniej chwili jednak Khem odsunął się, unikając nieszczęścia. Sa dostrzegł wszakże niewielki przedmiot wypadający z dłoni uczonego i syknął cicho, przeskakując błyskawicznie kilka stopni w górę. Nie miał ochoty stykać się z tym, co kryło się w magicznej fiolce... Przewidywał, że nie byłoby to zdrowe.

Buteleczka wszakże nie rozbiła się, lecz stoczyła w dół po stopniach i Ah-saa-brax odetchnął cicho, dziękując w duchu Wielkiemu Wężowi za opiekę. Jak widać poganie mieli czasami więcej szczęścia niż rozumu... Lub talentu do nocnych wycieczek...

- Macie jeszcze kopesz, kadi! - szepnął w odpowiedzi na biadania przerażonego AjArdczyka. - I trzymajcie się przy ścianie. Te przeklęte schody są śliskie jak interesy z Sutu.
Nadal trzymam się przy ścianie ze sztyletem w ręce. Podejdę kilka stopni do góry i zacznę nasłuchiwać, czy nie znajduje się tam już komitet powitalny.

: 06 września 2016, 17:19
autor: TatTvamAsi
[center]Dzielnica kupiecka, Skład Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
MezXtli otarł z niesmakiem rozcięte ramię. Podniósł się z nad kamiennych stopni i jego wzrok napotkał oczy Ixari. A właściwie ich wyraz... przesycone żądzą, głębokie czarne rysy po środku tęczówek czerwonych niczym krew. I to właśnie krew one dostrzegały. Widział to. Przez ułamek sekundy widział przed sobą drapieżnika łaknącego krwi, spragnionego wyssać życiodajny płyn z jego żył. A głęboko w jego sercu, coś zadrżało... niewidoczny, ledwie odczuwalny odruch... chęć ucieczki, przywarcia do kamiennej ściany i odsunięcia się od tych spragnionych oczu i posągowo bladej skóry. Wstrzymał oddech. Wrażenie jednak za raz rozwiało się, ustępując miejsca oddanej i nieustępliwej kapłance Czarnej Matki. Kobieta odczekała, aż towarzysz ruszy na przód i podążyła za nim podtrzymując cały czas rannego więźnia. Paladyn również podniósł się znad niestabilnych schodów, a cała zebrana przez oroni An'harata drużyna ruszyła dalej, w górę obsydianowych stopni. Do uszu nie dochodził żaden dźwięk, prócz ryku wody, którą pozostawili za sobą. Odgłos zdawał się nie tyle teraz złowrogi, lecz nawet dodający otuchy. Wszak woda pochłaniała ponury, wypełniony cierpieniem innych istot loch. Zmywała wszelkie ślady, jakie zostawił za sobą pomiot Ciemnych Sił.

Mięśnie Stratisa się napięły. Zacisnął dłoń na sztylecie, gotów, aby szybkim ruchem pozbyć się pierwszego napotkanego przeciwnika. Byli niemalże już u szczytu stopni, a ich zmysły nie wychwyciły najmniejszej zmiany. Korytarz przed nimi zdawał się nadal tak samo duszny, wypełniony zapachem kurzu i przypraw. Złodziej postąpił na przód. Przekroczył lekko ostatnie schody. Gdy najbliższe chwile nie przyniosły żadnego choćby wrażenia czyjejś obecności, wyjrzał za winkiel.

[center]Obrazek[/center]

Z dalszej, skrytej wciąż w cieniu części korytarza zaczął dochodzić blask. Nikłe światełko, które z każdą chwilą powiększało się i zdawało się przybliżać. W swej naturze zdawało się podobne do łuny roztaczanej przez Lśniący Run. Ah-saa-brax ukrył się znów za kamienną ścianą. Cicho przekazał swym towarzyszom obecność unoszącego się nad ziemią, kulistego światła.
Ah-saa-brax: Zatrujesz wężowym jadem swój sztylet. Wielkości pięści światło leci w waszym kierunku półtora metra nad ziemią.

: 06 września 2016, 21:51
autor: zmarly
Możesz rozrysować jak teraz wygląda dokłądnie sytuacja? Próbuję ustalić, co w tym momencie robi moja postać, a ta wiedza mocno mi się przyda...

: 08 września 2016, 16:13
autor: TatTvamAsi
[center]Mapka korytarza[/center]
[center]Obrazek[/center]
Sytuacja wygląda tak, jak na powyższej mapce. Rysunek nie oddaje oczywiście skali - schody w stosunku do waszych postaci są węższe. Strzałka umieszczona na korytarzu wskazuje kierunek skąd przyszliście, jeszcze za nim zeszliście po stopniach (czyli chodzi o tamte dwa pomieszczenia składu). Światełko roztacza wokół siebie chłodną łunę i nie słychać ani kroków kogoś nadchodzącego, ani nie widać w tym delikatnym świetle konturu żadnej osoby. Kuliste światło sunie w powietrzu miarowo i w miarę szybko (czyli nie jest to tempo lecącego pocisku), nie drga również i nie zmienia swej jasności.

: 10 września 2016, 22:08
autor: zmarly
[center]Dzielnica kupiecka, Skład Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Ehecatlem zaklął cicho, gdy poślizgnął się na części schodów, przed którą wcześniej sam ostrzegał pozostałych. Na szczęście poczuł tylko tępe uderzenie w zbroi, które nie wyrządziło żadnej większej krzywdy. Podziękował w duchu Holis za opiekę i ruszył dalej przed siebie z wyciągniętym i przygotowanym do obrony orężem przed ewentualnymi napastnikami. Cały czas miał w głowie świadomość, iż prędzej czy później napotkają jeszcze strażników gotowych stawić drużynie czoła. Wolał być na to przygotowany.

Znak dany przez Stratisa utwierdził tylko wojownika w jego przekonaniu o rychłym, nieuchronnym starciu. Mięśnie instynktownie się napięły niczym u drapieżnego zwierzęcia szykującego się do ataku na swą ofiarę. Uniósł wyżej tarczę i dał znak pozostałym, by schronili się za nim. Sam zaś obserwował Muzyka i zbliżające się światło czekając na rozwój wydarzeń.
Ehecatlem czeka na szczycie schodów w pozycji obronnej gotów ochronić pozostałych przed atakiem. Obserwuje jednocześnie Stratisa i czy ten daje jakieś znaki/komendy.