Strona 17 z 29

: 21 marca 2018, 18:00
autor: Keth
Plac Karczemny, 32 orakt-ran, południe

Ketras miał wrażenie, że w nieskończoność przyjdzie mu czekać na rozstrzygnięcie sporu pomiędzy parą zbrojmistrzów, ale bieg konwersacji satysfakcjonował olfa tak ogromnie, że mieszaniec gotów był siedzieć na straganie do zmierzchu, byle tylko utargować więcej za swą kuszę.

- Patrzaj tylko jakie zgrabne wykończenie - oznajmił właściciel prawego kramu - Dam jak nic dwadzieścia złotych, za mniej sam bym nie sprzedał, toć to grzech, a brak respektu dla tego, co takie cacko stworzył.

- Jakie dwadzieścia, ty skąpy dusigroszu? - zacietrzewił się kupiec z lewego straganu - Przecie mówił, że tą kuszą skrytobójcę jego ojciec zabił, tana Namtara ratując. Broń z piękną historią, a ty chcesz dwadzieścia dać? Obyś oparszywiał. Daję dwadzieścia pięć, do ręki płacone! Co rzekniecie, panie?

Mag wzruszył ramionami w odpowiedzi, zerknął pytająco na drugiego z chętnych gryząc jednocześnie podane mu przez któregoś ze zbrojmistrzów jabłko. Grupka obserwujących targi przechodniów zaburczała znacząco, ktoś gwizdnął z dezaprobatą w ciżbie.

- Wszak te pieniądze na leczenie dziecka mają iść! - oznajmił wsparty na kiju kapłan w ubogim stroju askabadańskiego kleru - Taki słuszny cel lza hojnie wesprzeć! Boski gniew na głowę tego, kto da mniej jak trzydzieści!
Liczyłem, że Mistrz raz dwa napisze, ile Ketras wytarguje za kuszę, ale ponieważ trochę to czekanie trwało, domyśliłem się trafnie, że Dretch może potrzebować zwyczajnej życzliwej podpowiedzi - stąd rzeczona wstawka. To ile olf dostanie za tę piękną kuszę?

: 21 marca 2018, 19:18
autor: dretch
Keth jutro mam sesje live. Spokojnie ogarnę Pokusę. Tu pojawi się wstawka dla Ciebie, proszę o cierpliwość

: 22 marca 2018, 10:28
autor: Suriel
Siedząc sobie w karczmie z tą pięknością i czytając wytworne teksty o sterczących jej sutkach zaczynam rozumieć skąd wzięła się nazwa tego PBF :D

: 23 marca 2018, 10:48
autor: dretch
Plac Karczemny, 32 orakt-ran, południe

Rozglądając się bacznie na boki Ketras wyglądał jakby się bardzo niecierpliwił. Co chwile przewracał oczami i stąpał z nogi na nogę. Wąsaty kupiec oglądał kusze z każdej strony. Starannie sprawdzając jej metalowe element. W końcu pod krzaczastych brwi zerknął na olfa, oczami pełnymi zaciekawienia. - Prawdę mówisz, że używana była, ale język splata różne bajki. Kuszą wypuszczała dużo bełtów, ale czy jakiś trafił skrytobójcę wątpię.

Patrząc na niezadowolonego olfa kupiec kontynuował. Nie raz handlowaliśmy dam Ci za nią 13 sz.

Niezadowolony ze propozycji kupca mag, długo jeszcze męczył uszy dwóch straganiarzy, targując się o każdą srebrną monetę. Gdy opuszczał kramy zbrojmistrzów w ręku dźwięczały monety w wypchanym mieszku.

Przemknął szybko między dwoma wozami i straganem z arbuzami by znaleźć się na ulicy prowadzącej do karczmy Amarys. Gdzie miał spotkać się z Kielichem Magii.
Ketras za kusze dostałeś 14 sz i 67 ss. Za kilka chwil dołączysz do Sureliona w Amarysie. Drogą do karczmy była spokojna żaden żebrak Cię nie zaczepiał.

: 23 marca 2018, 11:32
autor: dretch
Karczma Amarys , 32 orakt-ran, południe

Długie falujące włosy leżały zgodnie na obu ramionach, kobieta wykorzystując czas sączyła wolno z kubka ziołowy napar. Kończąc teatralnie oblizała językiem czerwone usta. - Murfon to mój brat. Pomógł mi dostać się do magistratu magii, ale nie jestem wielką czarodziejką. Uśmiechnęła się. – Widzisz uciekłam od mojego męża Lorika, musiałam zabrać syna. Byliśmy parą. Pobierała nauki tu w magistracie magii, a Lorik był skrybą w bibliotece srebrnej dzielnicy. Dobrze nam się wiodło ale Lorik popadł w odmęty zakazanych ksiąg. Mówiąc to kobieta zaczęła na nowo dygotać, a oczy zaszkliły się łzami. - Mój mąż zrobił to Ericowi. Jego eksperyment skazał mnie na wieczną ucieczkę.

Gdy po dłuższej chwili kobieta się uspokoiła Kielich Magii z współczuciem czekał aż będzie kontynuować. - Widzisz chłopak stracił życie, mój mąż maczał w tym palce. Ta kanalia postradał zmysły! Pokradła zwłoki z cmentarza przyszyła do ciałka zmasakrowanego chłopca i tchnął w niego życie. Obiecywał, że wszystko będzie dobrze ale Eric stał się kompletnie zdeformowany. Lorik ciągle nie dawał mi spokoju, wysyłał zbójii, pisał listy. Pewnie to porwanie to też jego sprawka.

Kłująca w uczy cisza zapadła w pomieszczeniu. Surelion nie wiedział jak zareagować gdy kobieta wtuliła się w jego ramiona szlochając na piersi. Czuł jej gorące ciało.. Wyczekując odpowiedniego momentu przełknął ślinę i zapytał - jak długo uciekasz?

Astrid spoglądnęła na niego głębokimi oczami i starając sobie przypomnieć czas jej ciągłej ucieczki zagryzała spierzchnięte usta. - to będzie już siedem lat. Murfon znalazł mnie po dwóch latach od ucieczki. Zaczął pisać listy i w końcu przekonałam się, że nie muszę ciągle uciekać. Gdzieś na sali karczmy gliniany kubek spadł na podłogę, a trzask przestraszył roztrzęsioną kobietę. - Jestem tak blisko, a ciągle jest tak niebezpiecznie.

Długo zbierała się na odwagę złapała mocno ubranie półboga. - Jeżeli mi pomożesz Surelionie i doprowadzisz mnie do jego posiadłości Murfona. Dopilnuje abyś był odpowiednio wynagrodzony, proszę cię.
Jakieś konkretne działania, pytania?

: 24 marca 2018, 17:18
autor: dretch
Plac rybny, Chłopskie Krocze

Mknący wóz ciągnięty jedynie przez konie kołysał się na brukowanej drodze. Stos skrzyń ułożonych wcześniej przez Akolitów, rozsypał się jak domek kart wypełniając całą przestrzeń paki. Akolita roztrzęsiony trwającą pogonią pośpiesznie naciągał kuszę co chwilę łapiąc równowagę na skaczącym na wybojach wozie. Wszyscy pędzący w stronę przystani zauważyli patrol straży zaalarmowany nad wyraz głośnymi krzykami poławiaczy ryb. Zniknęli za plecami barda tak szybko jak jak szybko wyszli z jednej alejki przecinającej główną ulicę.

Gotowy do skoku Milcar stanął na grzbiecie pędzącego konia i wyczekując najlepszego momentu odbił się obiema nogami lecąc wprost na pakę. Wóz gwałtownie skręcił kierowany przez konie. Ślepak machał w locie rękami próbując nadać swemu ciało nowy tor, jednak było już za późno. Zahaczył nogą o burtę i wyrżnął wprost na w porozrzucane skrzynie. Obolały podniósł tylko głowę widząc jak niefortunnie znalazł się wprost na myszce kuszy, która wypluła bełt bez wahania. Surelita zdążył jedynie zasłonić się łokciem i wypowiedzieć jedno imię, nim fala wspomnień jego życia zalała umysł.

Eszar przytulił się do grzbietu konia i jak wystrzelony z trebusza gnał w kierunku pędzącego pojazdu. Widział jak Ślepak staje sam na sam z uciekającym. Szczęście lub intuicją poprowadziła kopyta właściwym torem omijając wszystkie przeszkody. Widział jak bełt kąsa bok zabójcy, bełt przemknął wypluty przez skórzany kaftan świszcząc w powietrzu. Nim Surelita złapał się za świeżą ranę bard był już przy pace gotowy do skoku.

- Surelionie! Wypowiedział pod nosem Milcar gotowych przyjąć śmiertelne ukąszenie. Bełt przedarł się przez jego bok. Dewastując kaftan oraz ciało. Siła była tak duża że zbroja wypluła pocisk. Ślepak obrócił tors ściskając dłonią dziurę na boku. Krew tłoczyła się mocno między jego palcami, a palący ból przeszywał umysł Surelity. Opaczności Najwyższego uratowała go od natychmiastowego zgonu.

Celny strzał wywołał głęboki uśmiech na twarzy Akolity pewnego swojej wygranej - Już mi nie pokonasz, twój opór jest daremny! Warknął złowrogo w ripoście na ciągle trzymającego się na nogach nożownika. Odsłonił grubą skórzaną kurtkę opadającą na nogi i zza pasa wyciągnął dwa zakrzywione noże, ale jeden z nich miał ząbkowaną klingę.

Wóz raptownie przyspieszył, a droga kurczyła się w oczach, w nozdrzach czuć było zapach jeziora. Wóz znika z oczu zbierającej się na ulicach sforze gapiów.

Milcar [%61]Rzut: 55! Świetnie! Jesteś w stanie utrzymać równowagę. Skaczesz. Akt. SZ56; Rzut 66! Niestety nie miałeś takiego szczęścia. Nie utrzymałeś równowagi i wpadłeś na wóz kompletnie się odsłaniając. Otrzymujesz: 2+1= stłuczenia i zaczynasz krwawić od nieopatrzonej rany po ugryzieniu ogara. Eszar [%70-10%Kara]Rzut: 12! Brawo mimo pogoni nabierającej tempa doganiasz wóz w 1 rundę.
Spoiler!
1 runda:
Akolita strzela %95-Obrona Milcara 60=RST35! Rzut:10! Bełt leci nisko i rozdziera kurkową zbroję. Nie utkwił w ciele, rozciął bok. 72-22=50kłute-25=25 netto powierzchownych ran. Z moich notatek widzę, że zostało Ci 19 ŻYW -2 krwawienie. Czyli stoisz na 17. Akolita nie jest wyszkolonym strzelcem, ale może w zwarciu pójdzie mu lepiej. Akolita wykorzystując 1 darmową akcję rzuca kuszę i sięga po broń. Tarsarek i Kindżał! Umilając ten czas kuszącą pogawędką z zabójcą.

2 runda:
Eszar przeskakuje [%70-10kara]. Rzut:31! Brawo utrzymujesz równowagę; % Akt. SZ 82-10 kara=71. Rzut: 36! Szybki i sprawny sus i pod koniec rundy lądujesz na pace!
Milcar, jesteś dwa kroki od Akolity i jesteś szybszy. Zwarcie jest nieuniknione. Akolita będzie atakował Cię tarsarkiem w 69 momencie!

: 24 marca 2018, 18:18
autor: Keth
Karczma Amarys , 32 orakt-ran, południe

Trzymając wsadzoną pod płaszcz prawicę na mieszku, olf przemierzył pozornie opanowanym krokiem brukowane uliczki Wapielnika, pogwizdując pod nosem wesoło, w duchu jednak niepokojąc się lekko o swego mistrza. Ketras widział Sureliona ostatni raz, kiedy ten oddalał się wraz z matką nieznośnego malca w przeciwną do zgrai żebraków stronę. Wiele wskazywało na to, że Kielich Wiedzy wydostał się bezpiecznie z opresji, wszelako tylko wizyta w "Amarysie" mogła do końca rozwiać wątpliwości i troski czarodzieja.

Udawany uśmieszek goszczący całą drogę na ustach olfa zgasł tylko raz, kiedy surelianin przeciął przypadkiem drogę jakiegoś zmierzającego w przeciwnym kierunku dagonickiego kapłana. Targnięty nieprzejednanym gniewem i żądzą pomsty za doznane niegdyś krzywdy, mieszaniec pogładził palcami rękojeść swego sztyletu, ale rozsądek ponownie zwyciężył nad domieszką gorącej orkowej krwi.

Południowa Dzielnica należała do bezpieczniejszych rejonów Ostrogaru, toteż wmieszany pomiędzy przechodniów Ketras bez trudu i bez nieprzyjemnych niespodzianek pokonał drogę do karczmy Dargarasa Baruby. Urzędujący w jadalnej sali właściciel powitał olfa gestem uniesionej dłoni, wskazał nią na wiodące w górę schodki.
Na razie nie ciągnę dalszego opisu, nie wiem bowiem, co zastanę w przytulnym pokoiku. Czy Surelion zachowa swą stoicką postawę czy też zawładnął nim już czar sterczących sutków?

: 24 marca 2018, 21:48
autor: 8art
Szelmowski uśmiech pojawił się na twarzy rannego zabójcy. Lubił momenty, gdy przeciwnik zaczynał czuć się pewnie, zbyt pewnie. Milcarr ocenił w mgnieniu oka czy ma się czego złapać i zrobił to, na co nie trzymający się niczego woźnica nie był przygotowany. Sztylet w dłoni Surelity błysnął i poleciał w stronę woźnicy, ale nie trafił go...
Rzucam sztyletem w konia. Liczę że kobyła się albo wystraszy, albo gwałtownie zwolni tym samym zrzucając woźnicę z kozła. Robię to tylko jeśli:
1. Mam się czego pewnie złapać - np burty wozu, czy czegoś w tym stylu
2. Widzę, że woźnica nie ma się czego złapać zbyt łatwo.
Jeśli nie, to wszystkie ataki lecą w woźnicę. Najpierw rzucane, a potem w zwarciu, aż do jego trafienia (które pewnie mnie zabije:) )
Mam nadzieję, że nagle nie okaże się, że ten woźnica jest mistrzem akrobacji w płytówce odlewanej... :o

: 25 marca 2018, 16:47
autor: Nanatar
Goniłem potępieńczy wóz, a świat gonił mnie. Daleko, daleko z tyłu, mieszczanie przestraszeni opętańczym pościgiem, wzywali straż. Harmonizowanie mych ruchów, dźwięków i kołysania, przynosiło sukcesy. Mięśnie paliły żywym ogniem, gdy ściskałem kolan popędzając konia. Udało się dogonić wóz, a radość kiedy przeskoczyłem i znalazłem się na jego platformie, nie da się z niczym porównać. Świat w świecie otulił pojazd. Nieskończenie krótki moment za nami, mijane stragany, przewróceni przechodnie, mógłby się zamknąć w trzy mrugnięcia z nabrzeżem przed nami. Tak się jednak nie działo. Wóz stał się areną walki: Ślepaka, bandyty i mnie i tylko jedna strona mogła wyjść zwycięsko.

Zrządzeniem tajemnej sureliańskiej mocy czas rozciągną się dla nas byśmy mogli okazać odwagę, wypełnić wolę. Nie liczyło się już złoto, zranieni mieszczanie, spiesząca pewnie w zadyszce straż, tylko prymat zwycięscy. Nie wiem doprawdy kiedy uwolniłem ostrze, ugiąłem kolana, wsparłem się na klindze, z zamiarem uniesienia ostrza i oswobodzenia przeciwnika z nadmiaru krwi i bebechów.

Obok mnie zalany krwią Milcarr niczym odurzony berserk, szelmowsko pokazywał zęby ciskając sztyletem. Widząc go takiego można by mieć koszmary przez rok, ale mi ów widok tylko rozpalił krew i przyspieszał ruchy. Działania okrwawionego zabójcy były pewne i precyzyjne. Instynkty zastępowały myślenie, już nie ludzie, a boskie zwierzęta, potwory tylko w tym celu zrodzone, kontynuowały walkę.

Miecz, nie broń tylko, a kończyna, żądło, wbity w deski pojazdu, pozwolił wybić ciało, potwór, pocisk-bard (kiedyś), w innej pieśni, teraz narzędzie. Wygięte ciało przez ułamek czasu, który tylko bogowie pojmą, tak krótki, posłałem macki dolne, te pomknęły w kierunku nóg przeciwnika, wprost tam gdzie delikatny staw pozwala na ruch.

Leżę, a tańczę jednak
Stalowa partnerka,
Kochanka, pchnięta w ramiona innego,
By ograbić go z życia

Oznacza to że kiedy wylądowałem na wozie, wsparłem się na mieczu, a ciało wyrzuciłem nogami do przodu, atakując nogi akolity. Jak już wyląduję na plecach, ciągnę mięśniami brzucha atak przenosząc miecz nad głową i całym ciałem, ostrzem w kierunku przeciwnika.

: 25 marca 2018, 18:41
autor: dretch
Przystań, Chłopskie Krocze

W mgnieniu oka ranny Surelita wyciągnął z pasa na piersi sztylet, rękojeść oplotła się między zręcznymi palcami leżąc pewnie w nadgarstku Ślepaka. Jak bat rozwinięte ramie wypluło śmiertelną stal w kierunku Akolity. Próba zasłonięcia się trzymanym orężem na nim się zdała. Jednak oczy Milcara popchały ostrze tuż pod ramieniem oponenta w prost w koński zad.

W tym czasie zwinny bard podtrzymując się na stalowej lasce, wygiął swoje ciało w akrobatycznej pozie. Wykorzystując cyrkowa figurę próbował walnąć bandytę w kolano. Cios byłby bardzo skuteczny, niestety kaskada następstw ciśniętego sztyletu zmieniła tok wydarzeń.

Szpikulec tylko na chwile był w końskim zadzie, odleciał tak szybko jak się wdarł. Koński noga zalała się falą czerwonej cieczy. Bolesne rżenie konia wypełniło rysującą się w oczach Przystań. Zdziwiony akolita zdążył tylko zerknąć przez ramie i gdy odwrócił wzrok Surelita owinął już swoją rękę o sznur z wozu i trzymając się mocno burty żegnał wzrokiem miotanego siłą uciekiniera. Sfora gapiów śledziła oczami finał spektaklu utrzymując oczy na pomalowanym grajku.

Wóz raptownie zahamował ciskany w prawo końskim pędem, prowizoryczny hak wbitego oręża nie był solidnym fundamentem. Jakby niewidzialną ręką Eszar został wyrwany z paki. Wyrzucając z ręki miecz w niebo huknął w stragan pełnym ceramiki. Wóz przejechał jeszcze kilka metrów taranując ustawione pod drewnianym rzędem budynków drabiny, skrzynie i beczki. Wierzchowiec w końcu padł na łeb tracąc równowagę. Drewniany dyszel zawadził o wystający słup zatrzymując w mgnieniu oka pędzący powóz. Zryw był tak mocny, że wywrócił drewniana pojazd na bok.

Jak pociski z procy Akolici wylecieli z kozła. Rzuceni siłą rozpędu jak szmaciane lalki uderzyli o brukowaną drogę. Wraz z nimi z paki wyleciały drewniane skrzynie które po walnięciu o kamienie otworzyły się rozsypując złotą zawartość na kocich łbach ulicy. Ciśnięty siłą Milcar uderzył plecami o pakę, poczuł jak sznur zaciska się na nadgarstku, uchronił go od błogiego lotu. Mięśnie przyjęły na siebie uderzenie, na szczęście nie gruchnęły żadne kości ślepaka. Łapiąc powietrze, odciął sznur od swojego ramienia. Z trudem stanął na nogi i powłóczył nogami w kierunku kotłującego się tłumu. Intuicyjnie pchany w kierunku w którym wystrzeleni zostali Akolici oraz jego towarzysz, trzymając się ręką za krwawiące ramie.

Stary garncarz złapał barda za fraki podniósł do swojej szerokiej szczęki tak że grajek poczuł woń alkoholu. Rzemieślnik o pół olbrzymich cechach gotowy był zmiażdżyć zęby Eszara ciężką ja bochen chleba pięścią, jednak słowa tłumu - Tyle złota! odwróciło jego uwagę. Korzystając z okazji, bard machnął noga, kopiąc garncarza w przyrodzenie. Finta okazała się najlepszą bronią i nim napastnik zrozumiał co się stało, bard zniknął wtapiając się w motłoch.

Tłum zalał ulice, w jednej chwili zgiełk mieszanych ras wprowadził nieprawdopodobny raban. Każdy z obecnych na kolanach, wymiatał dłońmi kamienną ulicę zbierając złote monety - To moje, chuju! Warknął marynarz do innego, który trzymał w ręku garść złotych pieniędzy. Gdzieś dalej - Ty dziwko, rzucały bluzgami kobiety między siebie.

Złoty deszcz wywołał ogromny chaos, który w kolejnych chwilach przeradzał się w niebezpieczne walki uliczne.
Bard pod koniec rundy skacze, nadziewa pakę ostrzem i wpierając się na klindze zaczyna atak. Wygina ciało w kopniaku. Jednak wynik akcji zabójcy nastąpił szybciej. Ślepak, przeżył pogoń spektakularnie hamując wóz. Jest obolały ale ciągle kipi w nim krew. Zostało ci 9 Żyw. Każdy nagły zryw otworzy rany i zaczniesz krwawić. Eszar przeżyłeś upadek choć jesteś obolały otrzymujesz 16 stłoczeń.

Akolici leżą gdzieś w tłumie, nie widzicie ich. Wszędzie dookoła mienią się złote monety i leża porozrzucane skrzynie. Mniejsze, większe, otwarte i zamknięte. Raban przeradza się w zamieszki. Straż która minęliście jest, tuż, tuż.

Co dalej /EVILS/ ?
Spoiler!

Milcar w 102 wyciąga sztylet i w 92 rzuca w konia. Trafienie 139-O.D.Konia 19=RST 120 (krytyk 01-04). Rzut: 8! Obrażenia 88-11=77! Mocne dźgnięcie lecz nie na tyle głębokie by stal utkwiła w mięśniu! Sztylet pada na bruk. Koń skręca w prawo, ładuje się na oślep pod drewniane ściany czynszówek. Finalnie przewraca się tracąc równowagę. Pędzący powóz uderza w drewniany żuraw. Przewraca się i siła wyrzuca z kozła dwóch akolitów oraz skrzynie. Milcar przygotowuje się do uderzenia ZR101. Rzut: 39! Brawo, trzymasz się kurczowo burty i obwiązujesz rękę wokół sznura od drewnianego hamulca wozu, doznajesz tylko 8 stłuczeń. Ledwo stoisz na nogach.

Eszar przeskoczył cwanie wykorzystując miecz jak hak zaczepny. Wykorzystując oręż opiera się na nim i wykonuje kopniak. Op. -3sg, 3 runda 52 moment. Niestety atak zostaje przerwany ponieważ walka dobiega końca pod koniec 2 rundy.

: 25 marca 2018, 18:43
autor: Nanatar
Wóz raptownie zahamował, pozbywając się ze swego świata niepotrzebnego balastu, martwe ciała poszybowały na stragany sprzedawców szynki, komponując się z oferowaną przez tych padliną. Złote monety sypnęły na bruk jak perły przed wieprze, zaraz zbierane przez chciwą tuszę miejską.

Spostrzegłem wówczas, że nie tylko czas stał się drwiną bogów, ale i przestrzeń kompletnie oszalała. Mimo że chwilę temu walczyłem na wozie, teraz gnałem przez powietrze niczym pocisk z balisty wprost w ramiona opitego półolbrzyma. Uwolniwszy się z mocnego uścisku onego, rzuciłem się w wchciwą złotej ofiary mieszczańską ciżbę. Uratować co się da, tyle ran. Gdzie jest Milcarr?

Dzięki po trzykroć Surelionie,
Za cuda czasu, na walkę,
Dwuistnienie w przestrzeni,
Życie Milcarrra.


Zobaczyłem że ledwo stoi na nogach, wykrzywiając usta w tym samym szelmowskim uśmiechu. Grzechem byłoby zmarnować ofiarę, wbiegłem więc w tłum mieszczan schylający się po monety za które walczyliśmy.

-Wara chamy! Katański wydział zwalczania klątw i chorób magicznych. Won, bo się wam kutasy w jadowite węże zmienią.
-Nie strasz nie strasz, bo się zes.....-nie dokończył, bo silny cios precyzyjnie zakończył ruch na zębach i nosie wichrzyciela.

Krzyki i przestrogi popieram kopniakami i pięścią, oraz ostrzem miecza, płazem waląc co bardziej krnąbrnych z tłumu. Zamykam skrzynie żeby to co jeszcze w nich pozostało nie uciekło. Zrywam z ramion płaszcz, rzucam na bruk.
-ty, ty i ty wskazuję trójkę z tłumu, pozbierać mi te żółte krążki na płaszczyk, już ruszać się, jak was oklątwi to się tym kapłani zajmą.

Ewidentnie rozkaz zbierania złota powściągną ciżbę. Sami wskazani nie byli wcale chętni dotykać złota, którego i ja dotykać nie chciałem.
-Isztwan -zwracam się do Milcarra- możesz tym jechać? - stawiam na wozie zamknięte skrzynie, zawinięte w sieć i spostrzegłem że nie może, bo wóz na boku, konie zaś daleko.
-Wołaj straż szybko! -krzyknę do kogoś -A my Isztwanie prędko na posterunek.


Pokarzę Ślepakowi na migi, że trzeba się stąd jak najszybciej zbierać. Jeśli potrzebuje pomocy, użyję do tamowania ran swej jedwabnej koszuli. Jeśli trzeba, poturbuję kogoś z tłumu mocniej. W tej sytuacji jeśli znajdę swój miecz to nie pożałuję też ostrza. Ostatecznie sam pozbieram z grubsza złoto, spojrzę też za ciałami wrogów. Kiedy zbieram złoto, dyskretnie poczernię twarz. Nie zabieramy ciał bo nie ma jak, jeśli się uda to tyle skrzyń ile się da, mój miecz [koniecznie!!!], następnie do przystani i spróbuję zabrać jakąś łódkę.

-Śpieszmy się Isztwanie, czuję że klątwa zaczyna działać.
MG: fabularnie - spadłeś z wozu. Wylądowałeś na straganie. Poruszasz się pieszo, konie gdzieś pognały. Wóz jest przewrócony, a koń który do niego jest zaprzęgnięty krwawi i kona.

: 25 marca 2018, 20:32
autor: 8art
Milcarr spojrzał się na barda spod zasłoniętych bielmem oczu wzrokiem zdradzającym mieszaninę zdumienia i gniewu. Owszem złoto i różne fanty był mu bliskie ale nie bardziej niż własne życie. Zatykając dłonią krwawiącą ranę syknął:

- Uchodźmy stąd nim nas ciżba rozdepcze! Po za tym nie wiem czy tamci jeszcze dychają.

Nie był rad, że wóz pełen kosztowności rozniosą mieszczanie, ale lepsze było to niźli miało wszystko zostać w łąpach poprzednich zbójów. Zresztą miał dziwne uczucie, że jeśliby dowieźli jakimś cudem cały wóz, to nagle okazałoby się , że zamiast setek tysięcy katanek jakie teraz widział, znaleźliby na wozie ot, troche złota i srebra.
Jak się da to zawinę ręką jakiś trzos mitrylu, platyny, tudzież diamentów. Może być złoto od biedy;)

: 25 marca 2018, 23:35
autor: Suriel
Karczma Amarys , 32 orakt-ran, południe

Kubek który upadł zaniepokoił i Sureliona. Wprawdzie nie spodziewał się zdrady ze strony karczmarza i jego rodziny, jednakoż macki gildii skrytobójców sięgały głęboko w trzewia miasta. Zwłaszcza jego najgorszej części jakim bez mała było właśnie chłopskie krocze. Kilka monet w garść rozwiązywało język niemal każdemu mieszkańcowi żyjącemu w tej najpodlejszej części miasta. Jeśli nie moneta robił to jeszcze sprawniej przystawiony pod gardziel nóż. Życie ludzkie nie wiele znaczyło w tej części miasta, każdy kto chociaż trochę tu żył szybko uczył się zajmować wyłącznie własnymi sprawami i nie patrzeć w stronę gdzie patrzeć się nie powinno.

Surelion kikutem przycisnął do siebie przyjemnie ciepłe ciało czarodziejki. Drugą zaś ręka dyskretnie uchylił rąbka alkowy by wyjrzeć przez szparę na salę główną karczmy. Puścił trzymany skrawek kotary i obrócił głowę w kierunku dziewczyny. Była blisko. Na tyle blisko, że ich oddech się zderzały się ze sobą mieszając swobodnie. Surelion widział dokładnie każdą drobną zmarszczkę na zmysłowych ustach dziewczyny wypuszczających miarowe tchnienie, które pokonywało krótki dystans miedzy nimi i muskały twarz półboga przyjemnym, delikatnym ciepłem kobiety.

- Chodźmy na górę moja droga, mam tam pokój gdzie będziesz mogła swobodnie wypocząć. Tutaj nie jest dla ciebie do końca bezpiecznie i nie wiadomo czy nas kto nie śledził. W tej części Ostrogaru ludzie mają długie języki a za miskę strawy i garść srebrników gotowi są sprzedać każdego. Nie można liczyć, że piękność twej urody pani, nie przejdzie nie zauważona.
Zabieram damę na górę, na nauki przedmałżeńskie. Nie zapominam o przywleczonym worku z dobrami, zajmiemy się jednak nimi nieco póżniej.

: 26 marca 2018, 00:22
autor: Keth
Karczma Amarys , 32 orakt-ran, południe

Wspiąwszy się po wąskich schodach, niedoszły czarodziej chramu Złotego Smoka dotarł do drzwi jedynego zamkniętego pokoiku na piętrze karczmy. Z przyzwyczajenia położywszy dłoń na rękojeści tkwiącego za pasem sztyletu, olf wpuścił w drugą dłoń swój amulet po to tylko, by warknąć pod nosem z wielkim niezadowoleniem. Niebezpieczna wyprawa śladem matki nieznośnego urwisa wyczerpała cały zapas magicznej energii będący w posiadaniu mieszańca.

Świadomość tego budziła w olfie wrażenie dziwnej nagości, Ketras zdawał sobie bowiem doskonale sprawę jak wielkim zagrożeniem dla adeptów sztuk magicznych było czerpanie mocy z własnych ciał.

Złość prysnęła w jednej chwili, niczym burzowe chmury przepędzone znad Pałacu Katana zaklęciem potężnego druida. Uchyliwszy ostrożnie drzwi, olf rozpromienił się na widok siedzącego na łóżku Sureliona. Towarzysząca mu kobieta, uratowana z Wężowego Przesmyku szlachcianka, obrzuciła gościa na poły przestraszonym, na poły wyniosłym spojrzeniem, Ketras jednak nie zwrócił na nią żadnej uwagi.

- Mistrzu, jakże się raduję znajdując cię w zdrowiu - powiedział zachowując zrozumiały w obecności kogoś nie należącego do kultu umiar - Gdzie pozostali z uczniów? Czy przybyłem pierwszy?
Mam nadzieję, że reszta nie będzie się śpieszyć, wszak muszą wpierw wyzbierać na miejscu kraksy jak najwięcej złota! Jeśli Surelion wprowadzi Ketrasa w informacje otrzymane od Astrid, olf będzie mógł nad nimi podumać, teraz jednak nie wie jeszcze niczego.

: 26 marca 2018, 01:08
autor: dretch
Karczma Amarys , 32 orakt-ran, południe

Uśmiech Ketrasa zszedł tak szybko z ust jak szybko się pojawił. Przyglądał się siedzącej na głębokim fotelu kobiecie. Jej twarz zwrócona była w kierunku wyjścia, a oczy rysowały ogromne przerażenie. Jednak były puste i martwe. Siedzący niemo Surelion pozwolił pierwszemu uczniowi wejść do pokoju.

Ketras zamykajac za sobą drzwi przełknął ślinę strapiony przebiegiem wydarzeń. Gdy się obrócił oczy dostrzegły kolejne szczegóły. Zakrwawiona suknia od piersi aż po stopy, z rany już dawno ulotniło się życie a krew zmieniła się w gęstą czerwoną galaretę. Plamy na drewnianej podłodze licznie zdobiły czerwienią deski. Stróżka rysowała linię od wejścia aż pod fotel.

Mag mógłby przysiąść że widział kilka mocnych kropel w korytarzu na piętrze karczmy, ale nie zwrócił za bardzo nań uwagi, sądząc że komuś polała się jucha z nosa. Omiótł spojrzeniem Najwyższego i jego ręce również były całe we krwi.
:o:o:o co dalej?