: 21 marca 2018, 18:00
Plac Karczemny, 32 orakt-ran, południe
Ketras miał wrażenie, że w nieskończoność przyjdzie mu czekać na rozstrzygnięcie sporu pomiędzy parą zbrojmistrzów, ale bieg konwersacji satysfakcjonował olfa tak ogromnie, że mieszaniec gotów był siedzieć na straganie do zmierzchu, byle tylko utargować więcej za swą kuszę.
- Patrzaj tylko jakie zgrabne wykończenie - oznajmił właściciel prawego kramu - Dam jak nic dwadzieścia złotych, za mniej sam bym nie sprzedał, toć to grzech, a brak respektu dla tego, co takie cacko stworzył.
- Jakie dwadzieścia, ty skąpy dusigroszu? - zacietrzewił się kupiec z lewego straganu - Przecie mówił, że tą kuszą skrytobójcę jego ojciec zabił, tana Namtara ratując. Broń z piękną historią, a ty chcesz dwadzieścia dać? Obyś oparszywiał. Daję dwadzieścia pięć, do ręki płacone! Co rzekniecie, panie?
Mag wzruszył ramionami w odpowiedzi, zerknął pytająco na drugiego z chętnych gryząc jednocześnie podane mu przez któregoś ze zbrojmistrzów jabłko. Grupka obserwujących targi przechodniów zaburczała znacząco, ktoś gwizdnął z dezaprobatą w ciżbie.
- Wszak te pieniądze na leczenie dziecka mają iść! - oznajmił wsparty na kiju kapłan w ubogim stroju askabadańskiego kleru - Taki słuszny cel lza hojnie wesprzeć! Boski gniew na głowę tego, kto da mniej jak trzydzieści!
Ketras miał wrażenie, że w nieskończoność przyjdzie mu czekać na rozstrzygnięcie sporu pomiędzy parą zbrojmistrzów, ale bieg konwersacji satysfakcjonował olfa tak ogromnie, że mieszaniec gotów był siedzieć na straganie do zmierzchu, byle tylko utargować więcej za swą kuszę.
- Patrzaj tylko jakie zgrabne wykończenie - oznajmił właściciel prawego kramu - Dam jak nic dwadzieścia złotych, za mniej sam bym nie sprzedał, toć to grzech, a brak respektu dla tego, co takie cacko stworzył.
- Jakie dwadzieścia, ty skąpy dusigroszu? - zacietrzewił się kupiec z lewego straganu - Przecie mówił, że tą kuszą skrytobójcę jego ojciec zabił, tana Namtara ratując. Broń z piękną historią, a ty chcesz dwadzieścia dać? Obyś oparszywiał. Daję dwadzieścia pięć, do ręki płacone! Co rzekniecie, panie?
Mag wzruszył ramionami w odpowiedzi, zerknął pytająco na drugiego z chętnych gryząc jednocześnie podane mu przez któregoś ze zbrojmistrzów jabłko. Grupka obserwujących targi przechodniów zaburczała znacząco, ktoś gwizdnął z dezaprobatą w ciżbie.
- Wszak te pieniądze na leczenie dziecka mają iść! - oznajmił wsparty na kiju kapłan w ubogim stroju askabadańskiego kleru - Taki słuszny cel lza hojnie wesprzeć! Boski gniew na głowę tego, kto da mniej jak trzydzieści!
Liczyłem, że Mistrz raz dwa napisze, ile Ketras wytarguje za kuszę, ale ponieważ trochę to czekanie trwało, domyśliłem się trafnie, że Dretch może potrzebować zwyczajnej życzliwej podpowiedzi - stąd rzeczona wstawka. To ile olf dostanie za tę piękną kuszę?