29 sgun-ran 9455 KI, obóz przy ruinach
Przestraszony gnom przełknął nerwowo ślinę, kręcąc bezwiednie głową w geście zaprzeczenia i dowodząc tym samym przemożnej niechęci do podjęcia rzuconej mu rękawicy.
Mężczyźni zesztywnieli na chwilę, kiedy w wykopie pojawił się znienacka następny obcy, młody człowiek o bardzo bladej skórze i w osłaniającym głowę kapturze, otrzepujący ze świeżej ziemi swe mocno ubrudzone odzienie. Nieznajomy wymienił z parą strażników kilka ożywionych zdań, choć wszyscy trzej znajdowali się zbyt daleko kryjówki intruzów, by ci zdołali zrozumieć chociaż słowo.
Zakończywszy pośpieszną konwersację przybysz zdjął z najbliższego paleniska duży kociołek, machnął dłonią na jednego z kompanów przywołując go do siebie. Kiedy ten zdjął z ognia drugi sagan, obaj zniknęli w wykopie znosząc tam dopiero co ugotowaną strawę.
Pozostawiony samemu sobie, drugi strażnik zjadł coś nieśpiesznie za pomocą łyżki z następnego kociołka, a potem wyciągnął się wygodnie przy jednym z namiotów wyciągając z podróżnej sakwy flet.
Poprzez górską polankę popłynęły dźwięki melodii wygrywanej tak niepoprawnie, że czułemu na takie błędy bardowi wręcz cierpła skóra.
- Jeśli nie teraz, to chyba nigdy... - szepnął Skandra, spozierając z ukosa na cudzoziemskich towarzyszy.
Gnom nie dał się wkręcić, toteż plan zejścia do wykopu nie wypalił. W międzyczasie pojawiła się nowa okazja do złapania języka. Co robicie?