: 07 czerwca 2014, 21:23
Droga nr 161 w stronę Jean
Odbezpieczywszy w dyskretny sposób swą broń, czterej nadchodzący od strony Goodsprings mężczyźni podjęli swój pozorny spacer ku wjazdowi na autostradę. Ich oczy, klejące się od ściekającego po czole potu, bezustannie świdrowały wzrokiem parę pilnujących stacji ludzi.
Chudzielec ponownie pomachał obcym ręką, szczerząc zniszczone zęby w szerokim uśmiechu, ale strzelając jednocześnie na wszystkie strony strwożonym wzrokiem.
- Niech pastor dobrze zagada - wymamrotał niedawny pogromca Kajdaniarzy - Żeby przypadkiem im coś głupiego do łbów nie wpadło.
Zbliżywszy się na jakieś siedemdziesiąt metrów do zabudowań przybysze zatrzymali się ponownie, bo obaj wartownicy wymierzyli w ich stronę broń gestem nakazującym jednoznacznie wstrzymać dalszy marsz.
- Kto wy?! - krzyknął na całe gardło ten, który przykucnął w międzyczasie na krawędzi zadaszenia stacji - Skąd macie te pancerze?!
Odbezpieczywszy w dyskretny sposób swą broń, czterej nadchodzący od strony Goodsprings mężczyźni podjęli swój pozorny spacer ku wjazdowi na autostradę. Ich oczy, klejące się od ściekającego po czole potu, bezustannie świdrowały wzrokiem parę pilnujących stacji ludzi.
Chudzielec ponownie pomachał obcym ręką, szczerząc zniszczone zęby w szerokim uśmiechu, ale strzelając jednocześnie na wszystkie strony strwożonym wzrokiem.
- Niech pastor dobrze zagada - wymamrotał niedawny pogromca Kajdaniarzy - Żeby przypadkiem im coś głupiego do łbów nie wpadło.
Zbliżywszy się na jakieś siedemdziesiąt metrów do zabudowań przybysze zatrzymali się ponownie, bo obaj wartownicy wymierzyli w ich stronę broń gestem nakazującym jednoznacznie wstrzymać dalszy marsz.
- Kto wy?! - krzyknął na całe gardło ten, który przykucnął w międzyczasie na krawędzi zadaszenia stacji - Skąd macie te pancerze?!
Konwersacja na dużym dystansie...