Strona 161 z 170

: 21 grudnia 2014, 12:57
autor: Araven
Balin kontynuuje natarcie, zabije bestię albo ona zabije Nieulękłych, wobec lykantropa nie ma czasu na wymyślne taktyki.
Staram się go nie zabić by doprowadzić do przemiany w człowieka, może nim umrze zdołamy go jakoś uratować po zmianie w człowieka.

: 21 grudnia 2014, 14:27
autor: Dobro
- Pudło! - zaklnął gnom, ładując znowu kuszę by powtórzyć strzał. Tym razem starał się opanować drżenie rąk wywołane pojawieniem się nieproszonego gościa. W końcu stał twarzą w twarz z większymi niebezpieczeństwami - jak na przykład codzienne spoglądanie na goblinią mordkę Huskuna.
Strzelam dalej, wykorzystując moment, gdy żaden z towarzyszy nie zasłania celu. W razie wątpliwości zmieniam pozycję tak, by móc oddać czysty strzał. Celuję w tułów wilkołaka.

: 22 grudnia 2014, 12:02
autor: deliad
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu

Wilkołak targnął się potężnie, a jego uwięźnięta łapa wraz z barkiem wyrwała się uwięzi uszkadzając przy okazji futrynę. Bestia była wolna.

Balin wiedział, że stracili swoją przewagę i zaatakował z furią, aby wykończyć stwora zanim wilkołak zrobi to z nimi. Wyprowadzone cięcie trafił wielkiego stwora w udo i pachwinę. Gęsta i gorąca jucha chlusnęła prosto na kapłana Gotam-gora. Bestia kwiknęła i zamierzyła się wielkim łapskiem. Widząc to Bazookh uchwyciła za łapsko magiczna siłą i pchnął na bok. Jednak to nie pomogło. Uderzony w głowę i bark Balin aż przykucnął. Niektóre maczugi miały mniej mocy niż te łapska. Krasnolud nie tracąc czasu zatoczył łuk toporem i wyrżnął stwora po pod łokieć. Ostrze zagłębiło się rżnąc ścięgna i mieście. Krasnolud nie zdążył nawet wycofać ostrza topora gdy drugie łapsko spadło na niego niczym kafar i przygniotło do ziemi. Wilkołak dopadł się do leżącej ofiary próbując paszczą wypruć jej trzewia.

Bartur, który wreszcie otrząsnął się po silnym ciosie doskoczył do pochylonej bestii i z całych siła walnął ją w kudłate plecy. Rozległ się dźwięk niczym po uderzeniu w bęben. Wilkołak poderwał się i w tej chwil zarobił prosto w pierś czarnym pociskiem.

Ciało Balina leżało bezwładnie na podłodze.

Zwierz zawył i rzucił się na Barthura.
Runda 3 :
Huskun rzuca czarny pocisk, rzut na UM 28 - udany. Rzut na obrażenia 8. Jednak rzut na odporność także udany - pocisk zadał 40 obrażeń. Stan PM - 59
Drayaharus - załadował kuszę.
Bazookh - magiczna siła (90) - zmniejszam pierwszy atak wilkołaka (TR i we. OBR 0 50)
Balin - nadal naciera. Rzut na RST - 49 i 38. Dwa trafienia. Teraz na obrażenia. 48 i 64. Wilkołak dostaje 204 i 189 obrażeń tnących.
Barthur - atakuje młotem. Rzut na RST 39, trafiony. NA obrażenia90. W sumie 217 obr obuchowych.
Wilkołak - Udało mu się uwolnić. Atakuje trzykrotnie Balina. 2 razy łapami (pierwszy - 50 do TR i OBR za magię Bazookha. Mimo to trafia 3 razy. Zadaje ( z uwzględnieniem wyparowań).103, 75 i 33 obrażenia. Czyli Balin ma 211 obrażeń i leży w agonii.
No to się porobiło!. Co teraz?

: 22 grudnia 2014, 12:36
autor: Denver
odciągam przy pomocy czaru Balina ze strefy walki. Potem będę dalej wkurzał Wilkołaka.

: 22 grudnia 2014, 13:05
autor: Dobro
Drayaharus schylił się zaledwie na sekundę, by ponownie załadować kuszę. Ciarki przeszły mu po plecach, gdy usłyszał bardzo niemiły, wściekły warkot, a następnie trzy krótkie uderzenia. Gnom podniósł się z załadowaną kuszą i zobaczył poharatanego Balina, zwanego czasem żartobliwie Stalinem.

Krasnolud był ciężko ranny, o czym świadczyły ślady po pazurach na jego ciele.

- Ty... ty skurwysynu! - wrzasnął wściekły iluzjonista i wypalił z kuszy do bestii.

: 24 grudnia 2014, 18:59
autor: Keth
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu

Kiedy wilkołak zdołał się w końcu wedrzeć do podziemnej komnaty, popiskiwanie Huskuna przybrało znacząco na tonacji. Przerażony widokiem rozszalałej bestii goblin rozpłaszczył się plecami na kamiennej ścianie, z całych sił ściskając swój amulet i gryząc bezwiednie wsadzony między zęby posrebrzany sztylet.

Pokryta zmatowiałą sierścią skóra lykantropa dymiła w miejscach, gdzie dosięgnęły ją magiczne zaklęcia Huskuna. Obrażenia, bez wątpienia bolesne, wydawały się jednak nie robić na potworze większego wrażenia. Zaślepiony żądzą krwi stwór nie poprzestawał na uśmierceniu Balina, zamierzał pożreć wszystkich obecnych w komnacie śmiertelników.

- Pianie, pomiłuj! - wrzasnął bezrozumnym głosem goblin - Ocal od paszczastej zguby!
Dalej Magiczne Pociski, w nadziei na to, że reszta drużyny jednak pokona bestię!

: 27 grudnia 2014, 10:46
autor: 8art
Olbrzym chciał przełknąć ślinę, ale gardło miał wyschnięte na wiór. Widok był iście przerażający dla goblina, gdy wilkołak, skierował swe złowrogie, szalone spojrzenie, odwrócił się i rzucił w stronę Barthura. Łowca schwycił trzonek młotka z całej diły, tak że drzewce pyrlika niemal pękło.

- Abo un abo jo... - pomyślał jeszcze gotów zrobić wszystko aby powalić potwora nim ten wypruje z niego bebechy.
jesli wilkolak jest szybszy ode mnie to stosuje powstrzymanie. Moze dotrwam nastepnej rundy. Jesli zdolam zaatakowac pierwszy, to stosuje Natarcie, a potem niech się dzieje wola Piana.

: 29 grudnia 2014, 10:46
autor: deliad
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu

Barthur zrobił krok w tył i zaparł się starając odeprzeć wściekłe ataki wilkołaka. Gdy bestia smagnęła swoim wielkim jak konar dębu łapskiem tylko o o włos chybiła łowcę i wyrżnęła w stół do rozciągania, który wzleciał w powietrze i rozbił się z trzaskiem o ścianę.

Bazookh zmrużył oczy i uśmiechnął się wiedząc, że to jego ingerencja magiczna zniweczyła ten cios. Wcześniejsze próby odciągnięcia Balina spełzły na niczym, czar nie posiadał aż takiej mocy, aby poruszyć obleczonym w żelazo krasnoludem.

Drugie łapsko uderzyło pięścią wprost w pierś Bartuhra wyrzucając go w powietrze, a następnie po upadku, ślizgiem pod nogi Huskuna.

Barthur leżał z wywróconymi oczyma, prezentującymi same białka, a z ust wypływała mu strużka krwi. Być może nie żył.
Goblińskiem szamanowi nie drgnęła nawet powieka, był w stanie pogodzić się z wielkimi stratami w szeregach Nieulękłych, byleby nie dotyczyły jego osoby. Cisnął kolejny czarny pocisk, chyba w złej chwili, bo bestia wybierała kolejny cel. Podrażniona iskrą czarnej magii ruszyła na czterech łapach na szamana.

Chwilowy brak zainteresowania swoją osobą wykorzystał Drayaharus. Gnom wyprostował się po naciągnięciu cięciwy i nałożył pobłogosławiony przez Balina bełt. Oparł kuszę o ramię i wypalił w bok mijającego go wilkołaka. Bełt wgryzł się głęboko w ciało bestii.

Wilkołak pisnął i wyrwał bełt wściekłym szarpnięciem. Z rany wytrysnął strumień żywo czerwonej krwi. Bestia zrobiła jeszcze krok w stronę Huskuna ale kolana załamały się pod nią i padła na ziemię. Potrząsnęła głową i starała się wstać, ale życie zaczęło ją opuszczać, i osunęła się na ziemię wydając ostatnie tchnienie.

W zaległej w sali tortur ciszy Bazookh, wraz z Drayaharusem i Huskunem z rozwartymi oczyma oglądali mistyczne zjawisko. Nad ciałem wilkołaka formowała się czarna chmura, a w czasie jak się powiększała zwłoki kurczyły się i traciły sierść. Już po chwili w miejscu gdzie padł wilkołak leżało nagie zmasakrowane ciało rudowłosej kobiety o spiczastych uszach.
Chmura ciemności jakby kierowana własną inteligencja popłynęła w stronę Barthura i wsączyła się w jego nozdrza i usta.

Łowca kaszlnął potężnie i poderwał się łapiąc za pierś. Długo starał się złapać powietrze, a następnie nerwowo zagmerał pod zbroją i wyciągnął spod koszuli srebrny symbol kielicha. Amulet lekko dymił i rozeszła się woń palonych włosów.
Barthur rozejrzał się mętnym wzrokiem zahaczając o ciało elfki i wpatrujących się w niego Nieulękłych.
- Co się stało - wychrypiał.
Runda ostatnia:
Jako pierwszy atakuje uwolniony wilkołak. Dwukrotnie atakuje łapskami Bartuhra. Barthur używa powstrzymania (+30 OB, - 30 TR). Przed pierwszym trafieniem ratuje go magiczna siła Bazookha. Drugie trafia w cel. Po odjęciu wyparowań wychodzi dostaje 125 obr ob. W sumie to 251 obrażeń. Barthur jest w agonii.
Huskun rzuca czarny pocisk. Rzut na UM udany. Rzut na obrażenia, zaledwie 2. Wilkołakowi wychodzi rzut na odporność, więc odnosi 10 obrażeń.
Bazookh - magiczna siła - 86. Zmniejsza trafienie wilkołaka, dzięki czemu ten chybia pierwszym atakiem w Barthura. Z tego co pamiętam Bazookh może przesuwać przedmioty o masie ok 40 kg, więc Balina nie przesunie.
Drayaharus strzela z kuszy. Rzut na RST 5. Na obrażenia 86. Zadaje 126 obr kłutych i jak się okazuje to wystarczy żeby położyć bestię trupem.

Barthur jako istota posiadająca dolewkę krwi człowieka nadaje się najbardziej na przyszłego wilkołaka więc "klątwa likantropii" stara się opanować jego ciało. Wynik rzutu na odp. 3 (klątwy) zachowam chwilowo dla siebie.

: 29 grudnia 2014, 11:29
autor: Denver
Uznając chwilowy przestój w walce za dobry znak, Bazookh czym prędzej zabiera się za opatrywanie rannych. Potem ewakuacja, bo jak jest drugi osobnik, to stąd nie wyjdziemy..

: 30 grudnia 2014, 20:04
autor: Keth
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu

Huskun trącił kilka razy łapciem rudowłose zwłoki, z pewnym zainteresowaniem szacując w myślach kształty kobiety, ale opierając się skutecznie nagłej chęci zakosztowania w nekrofilii. Szaman doszedł do wniosku, że chociaż Barthur pewnie nie miałby mu tego za złe, inni towarzyszy chyba by się nie ucieszyli na widok tak ekscentrycznych swawoli.

- Czegoś się nawąchał, melepeto?! - zawrzasnął na Barthura odsuwając się jednocześnie od rudowłosej wilkołki - Nie szło dechu wstrzymać? Musiałeś spróbować jak to pachnie?

Półolbrzym zamrugał niepewnie oczami, zapewne zbity z tropu zbyt szybko wypowiedzianymi pytaniami mniejszego druha.

- A może to jakiś.. zły duch? - zastanowił się na głos szaman, robiąc na wszelki wypadek kilka kroków w tył - Może coś... cię opętało? Jak się czujesz? Dobrze się czujesz? Ile palców widzisz? Patrzajcie go, nic nie odpowiada, może mu jęzor wilkołkiem stanął?

Dobywszy posrebrzanego sztyletu Huskun zaczął świecić swą błogosławioną bronią w oczy Barthura, pogwizdując jednocześnie na półolbrzyma niczym na psa.

- Tu patrzaj, tu, patyczek z żelaza! Widzisz patyczek? Jak ci się zechce nagle na krzeczor nasikać albo za królikiem pogonić, w try miga do mnie, słyszysz? Ja ci tym patyczkiem wtenczas ruki-cuki pomogę, z wilkołkowej zarazy wyleczę. Pojmujesz, co powiadam?
Czy ta rudowłosa kobieta to elfka? Być może szacowna Elissa we własnej osobie? Co robimy, zwiewamy stąd?

: 02 stycznia 2015, 19:30
autor: deliad
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu

Barthur podniósł się na miękkich nogach starając się ignorować zawroty głowy. Zmełł w ustach żelazistą wydzielinę i splunął w kąt.
- To był ten wilkołacz? - wskazał palcem na ciało elfki.
- Tak, jak padł to się w to to przeistoczył. Kto wie może w Elissę? - odpowiedział przyglądający się ciału z bezpiecznej odległości Huskun.

- Nie możemy tu zostać ani chwili dłużej - rzekł Bazook - ich mogło być więcej. Likantropizm jest zaraźliwy. Zróbmy z tego blatu stołu nosze, poniesiemy na nich Balina.
Drayharus rozważał czy nie zabrać bełta ale w końcu zrezygnował.

Nieulękli opuścili ruiny. Liczyli, że muł poniesie Balina, ale wilkołak znalazł go wcześniej i teraz jego szczątki walały się w promieniu kilkunastu metrów od drzewa gdzie był przywiązany.

Podróż z Balinem na prowizorycznych noszach dłużyła się nie miłosiernie. Pot ściekał z czoła Bazookha i Barthura kiedy idący przodem Drayaharus dał im nerwowo znak żeby aby się zatrzymali.
Ostrzeżony Huskun szybko się rozejrzał się po otoczeniu. Kroczyli wąską groblą ograniczona ścianami z trzcinowiska. Po prawej stronie, nie dalej niż pięćdziesiąt kroków przed nim przycupnął krzak dzikiej róży. Zza krzaka wystawała cholewa buta.
Po drugiej stronie w trzcinach widać było głowę leżącej postaci.

: 06 stycznia 2015, 14:27
autor: deliad
Żmijowe Bagniska, południe, 5 dnia bakis-ranu

Nieulękli zamarli w bezruchu kompletnie zaskoczeni. Zasadzka? Czyżby mieli takiego pecha, że po zmaganiach z wilkołakiem zostali zabici prze bandę rabusiów.
Chwila niepewności przeciągała się niemiłosiernie, a ze strony Nieulękłych jak i z strony przyczajonych osób nikt nie wykonał żadnego ruchu.
W końcu zmęczony i poobijany Barthur odłożył nosze na których spoczywał Balin. Jego uwagę przyciągnęła chara much krążąca nad osobnikiem skrytym w trzcinach. Podszedł do niego wolno i z trudem opanował odruch wymiotny.

W trzcinach leżała zaledwie górna część ciała półorka. Widać wilkołak rozerwał go na dwie części, wraz ze skórzaną zbroją. Trup nadal zaciskał w dłoni krótki refleksyjny łyk. To rozciągnięte wnętrzności przyciągnęły sfory owadów.
Ciał było stosunkowo świeże, a krew dopiero co zdążyła zaschnąć.
Za krzakiem natomiast leżała odgryziona obuta noga. Znacznie większa niż półorcza.

Wszystko wskazywało na to, że co najmniej dwie osoby podążały na wyspę. Dziwnym zbiegiem okoliczności nieco później niż Nieulękli. Jednak to oni natknęli się na bestię jako pierwsi i jak widać skończyło się to dla nich tragicznie...
Wracacie do Rotgan-kir czy zamierzacie robić coś w związku z trupami?

: 06 stycznia 2015, 17:01
autor: Denver
Bazookh podszedł powoli do zastygłego Barthura. Zdziwił się równie mocno co on.
Wyspa podobno była zaginiona - jakim cudem znalazł się tutaj ktoś jeszcze?
Czyzby zaniedbali ostrożności i dali się śledzić? Jeśli tak, to komu?

Trzeba to sprawdzić Barthurze - może byliśmy śledzeni....

Bazookh postarał się zignorować rój owadów, który wyczuł nowy żer. Ocenił wstępnie jakośc zbroi mieszańca, po czym ostrożnie obszukał ciało.

: 07 stycznia 2015, 20:00
autor: Dobro
- Nie ma czasu na to! Musimy zanieść Balina do kapłana lub inszego medyka! - niemal wrzasnął Drayaharus, poganiajac towarzyszy. - Ja jestem najsłabszy z naszej drużyny, to sprawdzę, co tu się stało... w razie czego po prostu rzucę zaklęcie i zniknę - dodał już spokojniej, gdyż pomyślał z nadzieją o złotych monetach, mogących czaić się w kieszeniach zamordowanych półorków...

: 08 stycznia 2015, 20:20
autor: deliad
Grobla na bagnach, południe, 5 dnia bakis-ranu

Bazookh jako pierwszy, choć niechętnie, ruszył w stronę trupa w trzcinach. Przykucnął przy rozdartym półorku i zaczął przeszukiwać zwłoki.

Ciało kończyło się niemal równo z żebrami i nigdzie w pobliżu nie było widać reszty trupa. Półork nie miał nic zawieszonego na szyi, ani na głowie. Jedna przez pierś przechodził naderwany skórzany pasek na końcu którego znajdowała się tuba na pergaminy.

- Nie ma czasu na to! Musimy zanieść Balina do kapłana lub inszego medyka! - niemal wrzasnął Drayaharus, poganiając towarzyszy. - Ja jestem najsłabszy z naszej drużyny, to sprawdzę, co tu się stało... w razie czego po prostu rzucę zaklęcie i zniknę
Bazookh rozwarł szybko tubę i wyciągną pergaminy. Był nieco zaskoczony gdy zobaczył na nich podobizny Nieulękłych.

- Tak, musimy stąd szybko uchodzić - przytaknął gnomowi - widać, że ci tu szukali nas. Im szybciej się stąd wyniesiemy tym lepiej.


Gnom dołączył do pozostałych po niemal godzinie. Spowolnieni dźwiganym Balinem Nieulękli dali się szybko dopędzić. Drayaharus był cały ubłocony i podrapany od trzcin jednak przyznał markotnie, że w trzcinowisku nie dało się nic więcej znaleźć.

Po niejakich czterech godzinach obudził się Balin, obolały i zdezorientowany, ale szybko doszedł do siebie. Przyśpieszyło to znacznie marsz i już przed północą drużyna dotarła do Rotgan-kir.
Nieprzyjemne uczucie napięcia i przytłoczenia wróciło wraz z widokiem trzaskających piorunów i wirującego słupa wody.

Wykorzystując tajne przejścia i przemykając się zaułkami wyprawa wróciła do swojej "Spokojnej przystani", a właściwie karczmy która teraz już zwała się "Pod Rezolutnym Goblinem". Weszli tyłem i od razu skryli się w swojej loży gdzie powitał ich zaskoczony i rozradowany ich widokiem Gusłek.

W mieście nie działo się dobrze. Nasiliły się nocne mordy i porwania. Dniami krążyły silne patrole wojsk z garnizonu katańczyków tłumiących brutalnie w zarodku wszelkie objawy buntów i rozrób. Pozbawione dowództwa Garduga Ponurego stawały się coraz bardziej agresywne i samowolne. Port zamarł, bo wszystkie statki omijały szerokim łukiem "przeklęte" Rotgan-kir, a wir i burze uniemożliwiały wyjście w morze rybakom. Zresztą rozeszła się plotka, że całe dno zatoki okupuje armia nieumarłych.

Jakby tego było mało, kapłan Katana, który w tej sytuacji powinien przejąć kontrolę nad miastem, nic nie robił. Mimo, że jego akolici dwoili i troili się uspokajając i mydląc oczy, jasnym było, że coś z nim jest nie tak. Unikał kontaktu z wiernymi, a jak już się pokazywał zachowywał się dziwnie. Jakby nikogo nie poznawał.

Kapłan Arianny zapadł w przedśmiertny letarg tak jakby jego zgon była tylko kwestią godzin lub co najwyżej dnia.
W karczmie słychać także były plotki, że w mieście krążą szpiedzy kapłanów Sharami, szukający winnego gniewu ich bogini. Coraz częściej wypytują o niewysokiego człowieka, hobbita, krasnoluda lub gnoma...

Senil co ranek przynosiła wieści o swoim ojcu. Choroba gwałtownie postępowała i dochodziła już niemal do serca. Głowa także zaczynała się zmieniać i krwiożerczą paszczę. Czas naglił.

Jedyną dobrą wiadomością były postępy z przygotowaniem eliksiru. Sakiewka ze skóry krasnoluda leżała już odpowiednio długo pod gwieździstym krzewem. Wino Pana Przemian przedestylowano. Pozostał już tylko ostatni krok, w którym niezbędny był puchar Dreamona.
Bazookh wraz z gnomim alchemikiem zabrali się raźno do pracy i wszystko wskazywało, że eliksir będzie gotowy na rano...
Zbliżamy się impetem do końca scenariusz! Jakieś deklaracje czy możemy przejść do leczenia chorego? Kto idzie ojca Senil?