- Doktorze Sands wiem, że jest Pan tutaj z nami w tej chwili. Proszę dołączyć do dyskusji. Ujawnij się. Raz uciekłeś zasłaniając się swoim pacjentem. Zapraszamy... - Xavier spokojnym głosem zwrócił się bezpośrednio do Malkaviana.
-Ja... ja muszę natychmiast zadzwonić.- głosem szorstkim, jak gdyby gardło Korovieva wypełniono piaskiem malkavian zareagował wreszcie na zaskakujące słowa Price'a. Podniósł się z zajmowanego miejsca. Podszedł do biurka rozpaczliwie, na oślep poszukując aparatu telefonicznego.
-Gdzie.. gdzie jest telefon, słyszałem, leżał tu przecież.- ton głosu zmieniał się, modulował niepokojąco zahaczając o barwę skrajnego przerażenia. Dłonie i twarz nabrały purpurowej barwy. Głośnym skrzypnięciem przejechał paznokciami po dębowym blacie. Opuścił głowę między ramiona.
Pinki powarkiwał coraz głośniej cofając się pod fotel, Marcus odburknął coś tylko po cyzm psinka ukryła się głębiej.
-Gdzie do ...
-Proszę, skorzystaj z mojego. -Ventrue niespodziewanie wcisnął telefon w dłoń ślepca. Malkavian natychmiast schwycił komórkę w obie dłonie wystukując numer.
-Tak, wiem, że dziś dopiero środa, tak. Przepraszam, Panie doktorze, to pilne... Nie, po prostu nie mogę czekać.. ja .. ja nie mam do cholery wyjścia! ..Tak. Tak, najmocniej przepraszam... nie chciałem przerywać... tam, gdzie zazwyczaj? ... świetnie, bardzo dziękuję, to się nie powtórzy... proszę tu są moje pieniądze -Koroviev wyciągnął z kieszeni pognieciony banknot- ... Ja rozumiem, ja, przepraszam za moje uniesienie. Pan musi doktorze pojawić się natychmiast... dziękuję, dziękuję...
Marcus zakończył rozmowę. Odwrócił się ku Xavierowi.
-Dr Sands przybędzie niezwłocznie. Wyjdę mu na spotkanie, gdy zapuka do drzwi, jeśli pozwolisz.
-Oczywiście Marcusie.- odparł Price pozbawionym cienia emocji głosem, wciąż obracając w dłoniach wyjętą z telefonu baterię.
Trzykrotnie zastukał kostkami palców o blat biurka.
-Już idę doktorze Sands.- Koroviev z uśmiechem ruszył ku drzwiom, otwierając je na oścież. Przez chwilę stał w bezruchu.
Dr Sands odwrócił się w progu. Skórzana kurtka motocyklowa i wytarte jeansy w niczym nie przypominały wcześniejszej tweedowej marynarki. Otarł dłonią usta. Oschłym, nieprzyjemnym tonem podjął krótko:
-Witam koterię. Nie mam zbyt wiele czasu. Twój kaprys Ventrue kosztuje Marcusa znacznie więcej niż sądzisz. Przejdźmy do konkretów.
Dr Sands
Spoiler!
Domyślam się, że użyłeś Dominacji. Marcus ulega jej w nietypowy sposób, ponieważ istnieje tylko kilka, ściśle określonych sposobów sprowadzenia Sandsa. Aby zrealizować żądanie musi nastąpić pewien rytuał, to tak, jakbyś poprosił go o torbę cukru- musiałby iść po niego, by go odnaleźć.
Marcus wciąż się regeneruje, jest bliski szału.
Pozwoliłem sobie zareagować za Ciebie z tym telefonem, to chyba nieistotne jaki mu dasz, pewnie masz kilka. Dla klimatu i Twojego poczucia władzy zrobiłem numer z baterią, no chyba, że chciałeś wiedzieć, jaki numer wybiera.
: 10 stycznia 2015, 11:31
autor: lightstorm
Ventrue ucieszył się na widok doktora. Sprawnym ruchem włożył baterię do telefonu i poczekał na jego uruchomienie.
- Puszczę wam nagranie rozmowy z moim przyjacielem, który jest handlarzem bronią i innym nielegalnym towarem. To co od niego usłyszałem bardzo mnie zaniepokoiło. Mam też informację od Blackwooda. Xavier spojrzał przez chwilę na ekran startowy swojego smartfona. Byłem dziś w Elisjum Museum. Pani Katherine woli kupę chwastów od jednej z najpiękniejszych i mających status rzadkiej rośliny na świecie. Podczas tej rozmowy bardzo mocno dano mi do zrozumienia, żebym trzymał się z daleka od spraw starszych. Ventrue spojrzał na wszystkich dodając:
- Nie powiedziałem jej o niczym. Tak po prostu chciałem dać jej prezent i zapytać o pana Sandsa. Telefon był już gotowy. Ventrue szybko odtworzył nagranie rozmowy:
- Cześć Cooper. Mam sprawę. Potrzebna mi duża ilość sprzętu. Broń palna, biała, ammo, granaty. Wszystko co jesteś w stanie zoorganizować. Na zaraz.
- Hej Xavier. Normalnie powiedziałbym, że skołuje Ci vana z zabawkami w dzień, może dwa, ale posłuchaj. To potrwa dłużej. Jest posucha mała. Wiesz, jestem tylko pośrednikiem, a dostawcy moich dostawców zakręcili kurek. Znaczy się powiem krótko. Ojciec Chrzestny położył łapę na wszystkim, rozumiesz? To jest wysoko ponad moimi możliwościami.
- Kto to jest? - spytał trzyamjący nerwy na wodzy Prince.
- Nie wiem. Nikt nie wie. Od piętnastu lat zadaję sobie to pytanie i to nie tylko ja. To szef wszystkich szefów. Poważnie mówię. Kimkolwiek jest, to ja mu w drogę nie wejdę, bo pewnie więcej byś już nie usłyszał mojego głosu.
- Ok, ok. Skołuj co możesz, jak najszybciej.
- Stary, nie zrozum mnie źle, mam tylko parę sztuk broni: S&W .38, dwa ruskie Makarowy, obrzyna i sztucer myśliwski. Chcesz, są twoje. Ale, poza tym teraz to mogę przywieźć Ci zestaw tasaków z Tesco i siekierki z B&Q. Potrzebuję czasu, żeby coś wykombinować..
- Ile?
- Szczerze? Nie mam bladego pojęcia...
- Biorę wszystko, co masz. I nie mieszaj się, bo szykuje się zadyma w Bournemouth. Zaszyj się gdzieś na razie. Będziemy w kontakcie.
Po chwili Xavier dodał wiadomość od Blackwooda:
- Tu Blackwood. Byłem dziś w klinice. Napewno nie ma w niej faceta o jakiego pytałeś. Uwierz mi byłem wszędzie, pod pozorem serwisu instalacji przeciwpożarowej. Będziesz miał chwilę to zadzwoń.
Ventrue schował telefon do marynarki:
- Jestem pewien, że za zatrzymaniem dostaw broni stoją Kainici. Znam Monty Coopera od ponad 20 lat i nigdy nie było takiej sytuacji, żeby miał problemy. Tak więc w mieście jest grupa Kainitów, która ma broń i to nie byle jaką. Widzieliście, co wam zaoferowałem w pokoju 113. Poruszanie się po mieście bez wsparcia to samobójstwo.
Xavier zwrócił się do Achille:
- Nie wypuszczę was nie dając jak największego wsparcia. Wyślę z wami Clarka, który będzie latał nad wami helikopterem i w razie gdybyście mieli problemy na lądzie, będzie mógł wylądować i zabierze was na lotnisko. Clark jest byłym żołnierzem, więc będzie wiedział co robić, gdy zrobi się gorąco. Możecie wybrać się na te miejsca pojazdem lub helikopterem. Wszystkie moje samochody są do waszej dyspozycji. Wybierzcie, czym w waszej ocenie będzie najbezpieczniej.
Xavier odezwał się do wszystkich:
- Za niecałe kilka godzin wszyscy mają stawić się na lotnisku. Lecimy do Zurychu, wykupiłem całą pierwszą klasę byśmy czuli się komfortowo, i mogli bez przeszkód rozmawiać. Ostatnia rzecz jaką potrzebujemy to ludzie, w tym samym przedziale. Jeszcze tej nocy będziemy w Zurychu, zrobię wszystko co mogę by nas tam przetransportować.
Price zwrócił się do doktora:
- Może chciałby Pan rzucić okiem na miasto z większej perspektywy? Clark jest doświadczonym pilotem i zabierze Pana nad miejsca, które uzna Pan za interesujące dla sprawy. Może zobaczycie jakiś ruch Sabatu. Co do Pinkiego, to zaopiekuję się nim. Będzie czekał w samolocie w luksusowym koszyku.
- Zastanawiałem się nad tym, co powiedziałeś Achille. Michael Vallo ma silną krew, którą można się posłużyć do przebudzenia starej lini krwi. Ta pisarka...linia krwi kogoś kto zajmuje się formą sztuki. Cechy rodzimego klanu pojawiają się w bloodlinach. Dlatego uważam, że Toreadorzy mogą mieć coś z tym wspólnego. Nie sądzę, że linia krwi, której bał się Vallo mogła zniszczyć Camarille w Anglii, w otwartej fizycznej wojnie. Tu raczej chodzi o wpływy, stare koneksje rodzinne, wielkie familie. Jak popatrzyłem na to, co pokazał mi na komputerze Achille, to coraz bardziej jestem przekonany o tej wersji wydarzeń. Camarilli nie da się zniszczyć wojną na pazury i kule, ale na pewno da się ją osłabić politycznie, a potem dobić. Nic nie wiemy o spuściźnie tych, którzy wtedy mieli ten problem. Sabat wchodzi do miast, tylko wtedy gdy jest duża szansa na przewrót.
Ventrue spojrzał na obraz z szkieletami z pewną nostalgią w oczach:
- Książę nic nie dał tym, którzy są na dnie. Nawet kilku słów otuchy, że będzie bronił miasta. Zdecydowałem, że jutro wszyscy których zaprosiłem do mojej domeny dostaną broń, która mi została. Nie mogę siedzieć bezczynnie, gdy patrzę na nadchodzącą masakrę. Przynajmniej Ci bez znaczenia będą mieli czym się bronić. Nie wiem ilu przybędzie, ale na tą chwilę wiem o kilkunastu. Xavier zrobił przerwę:
- Decydujcie, gdzie, czym i jak chcecie się rozejrzeć. Dam wam znać, jak tylko dowiem się kiedy odlatuje samolot. Obiecuję, że lecimy tam razem i zlikwiduję każdy problem, który będzie zatrzymywać was na tej drodze. Lecimy razem, albo wcale.
- Thomas, wszystko o co prosiłeś zostanie dostarczone najszybciej jak to tylko możliwe.
: 10 stycznia 2015, 11:43
autor: 8art
Będzie mały problem z koordynacją wszystkiego. Jeśli chcecie lecieć dziś, to napewno będziecie musieli wrócić najwcześniej następnej nocy. Lot potrwa kilka godzin w jedną stronę. Nie wiadomo ile zabierze Wam skontaktowanie z tajemniczym G.R. i potem powrót do Anglii. Chyba że chcecie ryzykować lot za dnia w "trumnach", ale nikt, nawet Owen nie zagwarantuje Wam, że komuś z celników nie przyjdzie do głowy sprawdzić zawartość cargo, a wtedy może być problem.
Tak więc powrót przed spotkaniem w SR jest mocno ryzykowny.
Co do poruszania się helikopterem, to będzie znacznie łatwiej jeździć autem.Ciężko gdziekolwiek lądować, bo nie ma lądowisk, a dziwne próby gdzoeś na jezdni czy skrawku zieleni w środku mocy podniosą larum na całe miasto. Price ma w garażu opancerzone BMW serii 7, które powinno zagwarantować minimum bezpieczeństwa.
: 10 stycznia 2015, 12:47
autor: Oggy
- Na chwile obecną nie wiadomo jeszcze do kogo mielibyśmy z tego arsenału strzelać. Spokojnie. - Moreau ponownie przeczesal włosy dłonią.
- Wolę wiedzieć więcej w momencie gdy znajdę się w Szwajcarii niż koniecznie dotrzeć tam jedna noc wcześniej. Przy okazji Xavierze, czy twój hotel ma pralnie chemiczna? Rozumiesz, wczoraj Anton przytulił mi się do płaszcza i... cóż, chyba jest to jasne. - Achille uśmiechnął się nieco zażenowany. - Wracając natomiast do tej całej mobilizacji: bardzo nie rozsądnie jest sprawiać wrażenie ze coś się wie.
Thomas? Cwetan?
: 10 stycznia 2015, 13:30
autor: Suriel
Steinbach jeszcze przed chwilą pił łapczywie krew z karafek dostarczonych przez Xawiera pozwalając przyjemności mieszać się z bólem w dziwnej mieszance którą trudno było by nazwać. Potem pozbył się zalanego krwią ubrania pozostawiając rozbierając się do naga w pokoju gdzie padły strzały. Bez słowa nagi poszedł pod prysznic.
Po gorącą wodą ręce nadal same się zaciskały o otwierały dopiero po chwili odzyskał nad nimi pełną kontrolę. Pod gorącymi strumieniami wody przyglądał się kruchym dłoniom przez chwilę. Dziwna choroba na która miał umrzeć pojawiła się kiedy był jeszcze dzieckiem. Od tamtego momentu odliczał czas jaki mu pozostał. Pewnego zimowego dnia obudził się bardzo późno, powinien już dawno być w szkole. Ręce zaciskały się samoczynnie a on sam leżał w embrionalnej pozycji. Zamglony wzrok zdołał jeszcze zarejestrować otwarte na całą szerokość okno, przez które padały wirujące płatki śniegu. Musiały tak wpadać do środka przez całą niemal noc, pomyślał i stracił zmysły. Od tego dnia rzadko wychodził z domu. Jego życie składało się z czytania książek przeplatanego z przegrywanymi walkami z utrzymywaniem świadomości. Choroba potrafiła zabierać mu po dwa, trzy tygodnie z życia rozpoczynając się zawsze od drżenia i zaciskania dłoni. Po ataku pozwalała wrócić do normalności tylko po to by zaatakować za miesiąc ponownie.
Myślał że w końcu znalazł drogę by uciec śmierci a teraz okazuję się że wręcz odwrotnie, że zegar jeszcze przyspieszył. Thomas zaczął się śmiać głośno niemal szaleńczo a gorące strugi wody spływały po jego ciele.
Kiedy wszedł do pokoju byli tam już wszyscy. Chciał zabrać głos ale słowa Xawiera i następująca po nich dziwna przemiana Marcusa zrobiły na nim wrażenie. Dziwny teatr lalek i cieni gdzie nic nie okazuje się tym na co wygląda.
- Kluczem jest Zurych i pan G.R. pozostałe poboczne tropy jakkolwiek dałby nam przewagę w postaci poszlak to jednak zabierają czas. Czas którego ja już nie mam. Powiem wprost myślałem nad tym przed chwilą i nie wiem czy dożyję następnego wieczora ze względu na upływ krwi. Jestem przekonany że kluczem jest jednak on i tylko on. Dlatego muszę tam jeszcze tej nocy się znaleźć. Za pozostałymi tropami biegamy i nie przynosi to rezultatu, idąc tym z Zurychu efekt jest spektakularnie dramatyczny. To może znaczyć że ich plan zaczyna się zmieniać w improwizację bo okazało się że ma dziury.
- Nie ma pewności kim tak naprawdę jest nasz krewniak z Zurychu. Mógł pomóc Vallo upozorować porwanie, mógł też przy kliniki być głównym zainteresowanym w odtworzeniu linii krwi. Z krwi schowanej w miejscu o którym jedynie Vallo ma pojęcie. Pierwotnie założyłem, że aby odtworzy linię potrzeba krwi która gdzieś jest schowana a jak wiadomo krew dużo starszych kainitów nie traci swoich wartości nawet przez bardzo długi czas. Skoro zagrożenie było tak olbrzymie ze strony tamtej linii krwi prawdopodobnie wszelkie tego typu fiolki i pozostałości zostały zniszczone. Teraz jednakże zastanawiam się czy ta krew nie płynie głęboko schowana w naszym porwanym Ventrue który być może nie odmówił sobie aktu diablizmu.
- Kim jest feldmarszałek? Czy to on chce przywrócić linię czy też jest jak jego poprzednicy generałem, tylko że sabatu. Niewątpliwe spotkał się już z kulą którą otrzymałem w prezencie. Czy to on ją zrobił? W takiej sytuacji skorzystanie z jego zaproszenia równało by się z…
- Tak czy inaczej czas lądowania jest nie korzystny i wygląda na to że w Zurychu nawet wiatr nie wieje bez wiedzy G.R. Kiedy będziemy stawiali pierwszy krok na lotnisku lornetki już będą nas odprowadzały wzrokiem. Ja muszę polecieć dzisiaj jeśli wszystko sprawdzicie możecie dołączyć do mnie później, zakładając że jeszcze będę żył. Proszę nie zapomnieć zadzwonić wcześniej.
- Ponawiam pytanie czy ktoś z was wie coś więcej o tej linii krwi a jeśli nie to skąd pewność że faktycznie istniała? Jest jeszcze jedna opcja żadnego wskrzeszenia linii krwi nikt nie planuje to jedynie plotki rozsiewane przez sabat. Kim zatem jest wówczas nasz Vallo rozsiewający tego typu plotki.
- Jestem do dyspozycji do czasu odlotu pomogę tyle na ile będę potrafił. Przynajmniej w ten sposób mogę spłacić choć cześć długu wdzięczności Panie Achille. Proszę mnie nie oszczędzać.
Sorry za opźnionego posta, młody ma zapalenie ucha zabiera cały mój czas.
: 11 stycznia 2015, 08:25
autor: koszal
Zachariasz przez moment przysłuchiwał się rozmowie analizując zamierzone, bądź nie niedopowiedzenia. Przeskakiwał wzrokiem pomiędzy zgromadzonymi uważnie przyglądając się koterii.
-Czcza gadanina nie jest rozwiązaniem. Siedząc tutaj dajemy nieznanemu oponentowi czas na reakcję. Czas, który właśnie zdobyliśmy. Podniebna turystyka nad Bournemounth Panie Price nie wydaje mi się sensowna. Obiekt, w którym się znajdujemy, jak i my z pewnością są pod czujną obserwacją.
-Vallo każdego z nas osobiście zaprosił do współpracy. Niemożliwe, by przed tym wydarzeniem ktokolwiek z tu zebranych, może poza Panem Price'm znajdował się pod pod lupą sabatu. Price nie jest zbyt łatwym celem, Marcus, czy pozostali- Sands pochylil głowę przepraszająco- wybaczcie są. Zatłukliby więc nas pojedynczo z racji odwiecznej wojny, bo żaden z sabatników nie mógłby wcześniej wiedzieć, że Vallo ma wobec nas jakieś konkretne plany. Dość złudzeń. Naszymi wrogami są członkowie Camarilli, w dodatku lepiej sytuowani od nas. Mają doskonałe rozeznanie w naszych poczynaniach i prawdopodobnie przez cały czas bacznie nas obserwują. Oznacza to, że w bezpośrednim gronie Vallo znajduje się szpieg któregoś z jego rywali. W pierwszej kolejności zatem musimy zniknąć z pola widzenia. Dla pana Steinbacha pojawia się w tej kwestii doskonała sytuacja. Co do reszty..
Łysy jegomość mówił szybko, rozglądał się przy tym nerwowo, jak ktoś, kto stara się ukończyć pracę w zbyt krótkim czasie.
-..To nie jest odpowiedni dzień Ventrue, postaraj się zapamiętać..- usta doktora wykrzywiły się na moment zastygając w bezruchu. Z wolna, z wysiłkiem poruszył wargi kontynuując wypowiedź ze wschodnim akcentem:
-Proszę skorzystać z okazji Panie Price i użyć środków, by sfingować śmierć, bądź zaginięcie pozostałych. Inaczej lista celów do wyeliminowania pozostanie otwarta i szybko zacznie się skracać. Nikt się nie dowie prawdy, nikt istotny w tej partii po nas nie zapłacze i nikt nie będzie zadawał pytań, bo winę zrzucą na sabat. Odpowiedź, lub kolejną zagadkę odnajdziemy w Zurychu. Rundstedt najwyraźniej obserwował nas odpowiednio wcześniej, zatem albo współpracuje z Vallo, albo to jego kret zinfiltrował primogena. Z racji na stan zdrowia Pana Steinbacha zalecam ...khy.. khy... pośpiech.
Wzrok Price'a utkwił w spojrzeniu doktora. Podejmując pokerowy spokój Xaviera Sands dał do zrozumienia, że pozostało mu jeszcze trochę czasu.
: 11 stycznia 2015, 11:15
autor: Oggy
Achille poprawił się niespokojnie w fotelu.
- Xavierze, proszę Cię wyłącz zapis monitoringu w tym pomieszczeniu.
: 11 stycznia 2015, 11:37
autor: lightstorm
- Tak, do dobry pomysł. - Price podszedł do laptopa logując się do systemów ochrony. - Doktor Sands ma rację, powinniście zniknąć. Niebezpieczeństwo nas połączyło i cementuje naszą koterię. Teraz jestem pewien, że mogę wam zaufać. Doktorze, proszę przyjąć moje przeprosiny za złe potraktowanie Marcusa. Tym razem, powiedział coś o osobie mi bardzo bliskiej... Price zrobił chwilową pauzę. Nie wiem jakim cudem, ale powiedział to. To bardzo delikatna i osobista sprawa, jednakże powinienem przeprosić. Dziękuję za pojawienie się, bowiem zdaję sobie sprawę, że tylko Pan może w pełni zrozumieć mój przekaz dla Marcusa. Xavier wrócił do wpisywania klucza do systemu.
- Gotowe. Usuwam wszystkie nagrania z rozmów mojego biura. Nikt już tego nie zobaczy. Xavier wstał i podszedł do jednej ze ścian robiąc dziwny ruch ręką. Po chwili przed Ventrue otworzyło się tajne przejście. Xavier odwrócił się do zebranych mówiąc:
- Zapraszam wszystkich do mojego prawdziwego schronienia. To w Hotelu to przykrywka, na dole będziecie dużo bardziej bezpieczni. Zapraszam. Price zniknął w wąskim przejściu.
Reszta ruszyła za panem domeny. Wąski korytarz po kilku metrach zakończył się spiralnymi schodami prowadzącymi w dół. Każdy stopień był podświetlony błękitnymi diodami, tak więc nie było problemu z dalszym poruszaniem się. Ostatnia osoba gdy podeszła do schodów dostrzegła zamykające się drzwi do biura Xaviera. Szybko zorientowali się, że zeszli kilka dobrych metrów pod ziemię. Nie było tutaj żadnego zapachu, czy ruchu powietrza. Nic tylko wąskie, kręcące się w lewą stronę schody.
Na końcu drogi ujrzeli sporych rozmiarów pokój. Wszystko było w kolorach czerni i czerwieni. Prywatność Xaviera bardzo różniła się od tego, co pokazywał wyżej. Nie było tutaj elementów nowoczesności i szalonych trendów współczesnej mody. Koteria zobaczyła jak Price stoi przed wielkim obrazem, na którym namalowana była piękna kobieta. Ventrue właśnie poprawiał świeże czerwone róże pod obrazem. Gdy weszli na środek pomieszczenia, Xavier nie bojąc się ognia zapalił nową białą świecę, która znajdowała się tuż obok kwiatów.
[center][/center]
Cały wystrój był jakby nie z tej epoki, co mogło wskazywać że Xavier Price nie jest młodym wampirem. Wszędzie były półki z starymi książkami, przeplatane wieloma starymi obrazami z różnych epok. Podobnie jak w biurze, goście Price'a spostrzegli oryginalne rzeźby i maski, głównie z rejonów Indonezji i Bali. Było tutaj bardzo dużo starych antyków. Dla młodych Kainitów owo schronienie było jak muzeum, albo miejsce w którym czas dawno temu się zatrzymał. Nie zobaczyli tutaj kamer, czy jakiekolwiek innych urządzeń wymagających elektryczności. Wszędzie paliły się tylko świece i lampy oliwne.
Zaraz po prawej stronie znajdował się stary okrągły drewniany stół, z szachownicą wyrzeźbioną na środku. Na każdym polu stały rozłożone figury. Obok niedokończonej partii szachów, leżało zdjęcie tej samej kobiety, która była na największym obrazie w pomieszczeniu. Wokół stołu było kilka drewnianych krzeseł z materiałowym obiciami oraz wiele półek przy ścianie, na których leżały najróżniejsze rodzaje szachów. Niektóre były bardzo stare i zniszczone.
Główny zapach jaki unosił się w pomieszczeniu przywodził na myśl wosk i oliwę. Można było wyczuć także delikatną woń świeżych kwiatów. Powietrze zdawało się martwe, a odczucie to potęgowała nieziemska cisza, przywodząca na myśl jakiegoś rodzaju sanktuarium. Jedynie trzask drewna w kominku pozwalał obecnym stwierdzić, że z ich słuchem jest wszystko w porządku.
Po lewej znajdowała się wielka, zamknięta dębowa trumna, z misternie wygrawerowanym znakiem klanu Ventrue. Za trumną widać było olbrzymią garderobę. Istny arsenał garniturów, butów, koszul i innych stylowych ubrań w wszystkich możliwych kolorach tęczy.
- Nikt oprócz mojego stwórcy nie przebywał nigdy w tym pokoju - Ventrue odezwał się pierwszy, biorąc w ręce wczorajsze kwiaty i pozostały ogarek świecy. Podszedł do palącego się kominka po drugiej stronie pokoju. przykucnął i wrzucił je do ognia. Płomień błyskawicznie objął uwiędłe płatki pozwalając Xavierowi odczuć, że jego ciało łatwo może skończyć tak samo. Price wytrwał dziś, wczoraj i każdej poprzedniej nocy. Zawsze patrzył w ogień, który pożera. Tym razem miał gości i nie patrzył w palenisko do końca. Wstał i spojrzał w lustro nad kominkiem. Poprawił krawat i odwrócił się do koterii.
[center][/center]
- Od dziś możecie być martwi dla świata - mówiąc to Price podszedł do ogromnego drewnianego biurka. Otworzył szufladę wyjmując z niej ostrożnie cztery karty, przypominające te, których używa się w bankomatach. Podejdźcie tutaj, mam dla was coś, co pomoże sprawić, że staniecie się niezauważalni w Bournemouth. Xavier trzymając kartę za krawędź, podał do ręki jedną sztukę każdemu z członków koterii.
Każdy zobaczył, że z dwóch stron znajduje się kopia obrazu "Szkielety grzejące się przy piecu" i nic po za tym nie widać.
- Karta po pierwszym dotyku, dopasowuje się do posiadacza poprzez linie papilarne. Mając ją w ręku, możecie wejść do tego miejsca z mojego biura. Jest jeszcze jedno wejście, a raczej wyjście. Xavier wskazał na starą zbroję rzymskiego centuriona. Gdy podejdziecie z kartą odpowiednio blisko trzymając kciuk na obrazku, przejście się otworzy. Każda inna osoba, która spróbuje użyć waszej karty, zaalarmuje ochronę i zniszczy samą kartę. Przejście jest tajne i prowadzi na powierzchnię, daleko od samego Elizjum. Bardzo łatwo się tędy poruszać bez wścibskich oczu.
Price skierował się w stronę centuriona, by zademonstrować działanie. Po chwili za zbroją otworzyło się ciemne wąskie przejście. Oddalił się w stronę foteli przy kominku pozwalając zamknąć się przejściu za zbroją. Usiadł najbliżej płomieni:
- "Szkielety grzejące się przy piecu" to nie tylko obraz. To idea mówiąca o współpracy i przyjaźni. Niech te karty wam o tym przypominają. Zamierzam podpalić moje schronienie w Hotelu następnego dnia, a na spotkaniu z całą zgrają nic nie znaczących wampirów ogłosić, że moja koteria spłonęła w dzień. Zwalę winę na Sabat. Ja zostałem uratowany przez moich Ghuli oraz klanową Odporność. Od jutra oficjalnie jesteście martwi, ja będę działał politycznie dalej. Oczy naszych wrogów skupią się na mnie, dając wam niezbędny czas. Od teraz śpicie tutaj i wychodzicie tajnym przejściem.
Xavier spojrzał smutnym wzrokiem na koterię, a Ci bardziej spostrzegawczy zorientowali się, że dokładnie za nimi jest obraz Viven.
- Czy coś chcielibyście dodać? A może macie lepszy plan? - Xavier zadał pytanie zgromadzonym.
Zdajecie sobie sprawę z faktu, że to prywatny teren Ventrue. Xavier wam zaufał i boi się, że nie będzie w stanie was uratować. Oczekuje w zamian szacunku i zaufania. Gracze z wysoką empatią powinni to odczuć, że Price oddaje ostatnią możliwość ochrony kosztem swojej prywatności.
: 11 stycznia 2015, 22:08
autor: Oggy
Przejście za szafa z książkami. Nieprawopodobne. Achille chciał serdecznie za śmiać się w głos. Jednak wchodząc w ciemne przejście ograniczył się tylko do niespokojnego spojrzenia na zegarek. Coz, widać dramatowi trzeba dać trochę czasu. - Akt drugi - mruknął do siebie bardzo cicho.
Piękne. Mimo tego Moreau czuł się spięty. Wspaniałe miejsce, tak, jednak nie spokojne schronienie. Drażnil go ogień. Niebezpieczna fanaberia.
Wtedy wrócił do zaledwie musnietego przelotym spojrzeniem obrazu.
Ona... Kobieta w korytarzu. Rzucił szybkie spojrzenie na Princea. Wiedział ze wiem? Jeżeli tak... Ależ się odsłoniles Xavierze. Nie chodzi o te mury, schronienia przychodzą i odchodzą. Moreau odwrócił się nie chcąc by Ventrue wyczytałem coś z jego reakcji. Jego wzrok przemykal po zgromadzonych dziełach sztuki, jednak nigdy więcej nie padl na obraz kobiety, ani jej zdjęcie przy szachownicy. Nie potrafił się przemoc, czuł się jakby uwodzil ją na oczach Princea, jakby dotykał czegoś, co należało tylko do niego.
Absurdalne. Sięgnął dłonią po jedną z figur na szachownicy, jednak jego ręka zatrzymała się tuż nad nią. Skoczek g5 pomyślał mechanicznie. To nie moja partia. Odwrócił się do Koterii starannie omijając wzrokiem zdjęcie kobiety.
- Gra Pan w szachy doktorze? Marcus zdawał się cenić te grę. Partia Tal-Smyslow, 1959, Turniej Kandydatów w Jugosławii? Przedwczesna ofiara w dziewiątym posunięciu. Wariant wart przestudiowania.
- Mam wrażenie ze wszyscy zaczęliście grać bardzo nerwowo. Wręcz histerycznie. Przyznam szczerze Xavierze ze chciałbym zobaczyć Cię w akcji, chciałbym zobaczyć to dzieło jakim bez wątpienia byłoby nasze zniknięcie. Dokładne, spektakularne, właściwie na oczach wszystkich obserwujących nas z uwagą przeciwników. - Achille przekrzywil lekko głowę. - Naprawdę musiałbyś się popisać. Artificem commendat opus. No i w CV wyglądałoby to imponująco. - Toreador roześmiał się serdecznie i głośno.
- Wybaczcie ale to absurdalne. Jesteśmy na widelcu i sądzicie ze taki przekręt nie wyda się nikomu podejrzany? Na kogo zrzucić winę? Sabat? Na pewno będzie zaskoczony swoim osiągnięciem. Poza tym macie pewność że jest w mieście? Złapaliscie go za rękę? Może się okazać że ci, którzy go wymyślili są równie zadziwnieni jego efektywnością. Spokojnie, przyjaciele. Nie działamy tak nerwowo.
- Na chwile obecna nic nam nie zagraża. To znaczy owszem, możemy paść ofiarą naszych przeciwników, na przykład szukających mnie Serbów, jednak nie jest to główny atak. To tło. Nie ma powodu abyśmy w tym momencie zostali zaatakowani, nie posiadamy żadnych informacji, których nie mają nasi przeciwnicy. Wszystkie można było zdobyć niezależnymi kanałami. Fakt, to my zdobyliśmy zapis zdarzenia ale w tej chwili... - Achille rozłożył ręce w bezradnym geście - Nie jest w naszych rękach, wiec nie rozsądnie jest zakładać, że mamy na niego monopol. Nie zapominajmy ze śledztwo jest z pewnością prowadzone jednocześnie przez osoby posiadające przewyższające nas środki, nasze działania nikogo nie interesują. Jesteśmy pozoracja lub potencjalnym kozlem ofiarnym. Oczywiście wszystko to zmieni się gdy wrócimy do miasta z Zurychu. Oraz jeżeli wywrzemy wrażenie ze wiemy coś więcej. Dlatego zalecałem powściągliwość przy paramilitarnej mobilizacji. Próba zniknięcia może wywołać podobny efekt i stworzyć fałszywe i jednocześnie bardzo dla nas niebezpieczne wrażenie. Doceniam Twoja odwagę i determinację Xavierze ale wystawiasz się niepotrzebnie na niezasłużony cios.
Pociagnijmy do końca wątki w Bournemouth, póki nie wisi nad nami miecz Demoklesa. Będzie to pomocne gdy wrócimy ze Szwajcarii. To nie będzie stracony czas, zapewniam Cię Thomasie. Przy okazji: ostatnio przeszliśmy na Ty. - Nim Tremere zdążył cokolwiek odpowiedzieć Achille podniósł palec w groźnym i dydaktycznym geście. - Uznam ze to wina ostatnich wydarzeń i puszcze w niepamięć.
Xavierze, czy mogę prosić cie o kluczyki od samochodu. - Spytał z uśmiechem.
: 11 stycznia 2015, 22:44
autor: lightstorm
- Zawsze mogę powiedzieć półprawdę. Mark przyszedł zabić Thomasa i wywołał pożar. Tylko klan Tremere będzie wiedzieć jak było naprawdę...
: 11 stycznia 2015, 22:50
autor: Suriel
- To prawda nie jestem szachista ale mawewr z symulacja śmieci wydaje się być zbyt grubo szyty. - Thomas przyglądał się szachownicy nad którą rozwodzil się Achille.- Podobnie jak przelot. Strasznie to widoczne, wynajęcie całej pierwszej klasy na przelot do Zurycha. Lepiej już przemieścić się z Londynu na inne lotnisko obok Zurycha. A najlepiej byłoby przed świtem umieścić się w vanie i niech jedzie. Dróg jest wiele a lotniska są pilnie strzeżone. Nie będę też komentował pomysłu spalenia budynku w cześci nad elizjum. Jak sobie pomyślę że nie zapanowalby pan nad ogniem i spłonęło elizjum...
-Po tym wszystkim wchodzi pan na spotkanie z księciem i patrząc mu prosto w oczy informuje o naszej śmieci, o spalonym budynku elizjum. Sianie zamętu jest dezorganizujace dla Camarilli i może się okazać karalne. Natomiast... - Steinbach najpierw spojrzał na obraz kobiety potem spokojnie na Xawiera - okłamanie księcia, przypominam Toreadora, który z pana aury wyczyta co będzie chciał to już nie jest głupota to już jest deadwish.
: 11 stycznia 2015, 23:02
autor: Suriel
- Tunel daje możliwość zniknięcia. Samochód może być rozpoznawalny. Nie traćmy nocy przyjrzyjmy się bliżej temu lokum Vallo skoro to tak blisko być może jest tam coś co nas natchnie. Musimy się spieszyc sluga przyszedł najpierw do nas ale teraz już jest w drodzie do księcia. Zaraz tam się zaroi od ludzi szeryfa. Jeśli się pospieszymy to możemy wyjść yunelem i wrócić a nie wątpliwe obserwujące budynek oczy się nie zorientuja.
: 11 stycznia 2015, 23:47
autor: lightstorm
- Bez urazy panowie, ale uważam, że za krótko jesteście wampirami, by zrozumieć prawa rządzące miastem. Myślicie, że wszyscy wiedzą wszystko. Nonsens, bo starsi to paranoicy. W takiej sytuacji nie powinniśmy bać się działać. Jak dla mnie Francis już wprowadził zamieszanie, które można wykorzystać. Nikt nam nie pomoże i nie widzę żadnego argumentu, dla którego miałbym przejmować się tym, co starsi pomyślą. Co mnie obchodzi, że Francis się mnie zapyta o waszą śmierć? Okłamałem go i co? Broniłem koterii przed Tremerami, to powiem Primogenom jak się zrobi gorąco. Francis nie jest tak bystry jak wam się wydaje i możecie mi wierzyć. Wiem coś o tym...
- Przypominam, że Hotel nie jest częścią Elizjum. Ogień da się kontrolować, bo to ostatnie piętro. Thomas mam wrażenie, że próbujesz bronić swój klan. Niech słońce wysoko świeci nad domem Regenta, za to, co Ci zgotowali...Xavier zrobił ponurą minę.
- Nagle ty Achille, i ty Thomasie zapomnieliście jakie macie obowiązki? Tylko Francis ma prawo wydać wyrok na innego członka Camarilli. Dlaczego Książę jeszcze o tym nie wie? Dlaczego nie ma krwawych łowów na tego, który zlecił zabójstwo? Przespaliście tą lekcję? Jak tego nie zgłosicie dziś, jutro wszyscy kainici w mieście mogą na nas polować. Wystarczy, że Francis dowie się o morderstwie, a żadna osoba z koterii tego nie zgłosiła.
Price kontynuował:
- Zwalenie winy na Tremere to dobre wyjście, bo nie będą mogli się do tego oficjalnie przyznać. Ruszyli jednego z członków koterii, to będą mieć kłopoty I tak wiemy, że klan Tremere jest na pewno naszym wrogiem. Dla mnie nie jest problemem, iść przed Księcia i powiedzieć, że koteria się spaliła. Francis ma o wiele więcej na głowie, niż przejmowanie się nieudacznikami, którzy się spalili. Wiem, jak myśleć by oszukać Nadwrażliwość - Xavier dodał pewnym siebie głosem. Biorę kulę z runami na dowód, że był tam zabójca i tyle. Pożar pojawił się przypadkowo. Wprowadzam zamieszanie? I dobrze, bo im większe zamieszanie tym trudniej się wszystkim w mieście połapać, o co chodzi. To co widzicie tutaj, całe to Elizjum, majątek jest dlatego, że nie bałem się działać. Zaczynałem od zera. Dlaczego miałbym nie dać broni młodej krwi? To nie mój problem, tylko problem miasta. A miasto to Książę.
Xavier na koniec dorzucił:
- W tym mieście kłamstwo pozwala przeżyć, to nic nowego. Jak chcecie coś osiągnąć, to trzeba działać. Lepiej spłonąć, niż zwiędnąć.
: 12 stycznia 2015, 00:50
autor: Oggy
- Xavierze czy potrafisz nazwać naszych przeciwników, konkretne osoby, ich cele i motywację? Cokolwiek?
- Nie jesteś w stanie odróżnić wrogów od sojuszników a mimo tego jesteś gotowy postawić się każdemu. Książę, Primogen, Sabat, cały klan Tremere... Kto jeszcze? Królowa? Sądzę że nie potrafisz tez określić konkretnych korzyści jakie mamy dzięki temu osiągnąć.
Achille obrócił w palcach kartę będąca kluczem do schronienia Ventrue. - Jest jeszcze jeden wspaniały obraz Jamesa Ensora: Szkielety walczące o wędzonego śledzia. - Wzrok Moreau omiótł Princea i Sandsa po czym spoczął na Cwetanie.