Strona 18 z 34

: 04 września 2017, 15:21
autor: 8art
- Jedzenie ci przyprowadziłem Sanr Sansarze - zażartował Milcarr puszczając wyraźnie oko do reptiliona i poprawiwszy wcześniej więzy goblina, tak aby głupiec nie próbował ucieczki na wieść, że został zagryzką tajemniczego "Sarsansara": - Jak się będzie źle zachowywał to go upiecz na wieczerzę. Byle na wolnym ogniu, żeby nie zdechł zbyt szybko.

Goblin wierzgnął jak wyrzucona na dno łodzi ryba, wydając z siebie ryk przerażenia. Milcarr kopnął go w rzyć:

- Siedź spokojnie na rzyci! Krotochwile prawię jeno półgłówku! Kto by tam cie chciał zeżreć niedojdo!

Wutan uspokoił się dopiero dłuższej chwili, wciąż nie dowierzając, że nie jest nabijany na rożen i rozwieszany nad paleniskiem. Ślepak spytał:

- Ketras jest? Są Eco i Otlaf? - Dodająć potem ciszej: - Olf go weźmie pod swoją kuratelę, może się przyda obkurwieniec.

Ślepak opowiedział przebieg wydarzen w porcie i zamiary co do jeńca. Nie miał żadnych wieści od druhów, a miał nadzieję, że mieli więcej szczęścia niż zabójca, którego misja w porcie okazała się nieudana (nie licząc oczywiście jeńca i kilku drobnych nagród rzeczowych). Może innym kultystom powiodło się lepiej w tajemniczym śledztwie.

- Po co ci te ości? - zapytał zaciekawiony.

- Sstrassnie trudna układanka - odpowiedział szpetny jak noc reptillion, oblizując rozdwojonym jęzorem nozdrza i postukując pazurami ręki w blat starego stolika - Swissenie ssyni misstssa! Ktoss barsso głupi wyssucił te ossci do ssmietnika! Sstrassnie mi było ich sskoda.

- Tia, napewno mu było szkoda... - przytaknął zabójca bez przekonania. Przez chwilę przyglądał się z niedowierzaniem reptilionowi z pietyzmem ukłądającemu rybie ości, które dla Ślepaka były godne co najwyżej wyrzucenia do rynsztoku. Przyzwyczaił się już do dziwactw Sar-Sansara, wiedział jedank, że przy najbliższej okazji trzeba będzie odłożyć układankę na miejsce - czyli na śmietnik. Reptilion miał niezdrową tendencję do gromadzenia śmieci i gdyby nie fakt, że Ślepak na bieżąco pozbywał się sssskarbów gada, to ich siedziba zostałaby już zapchana rupieciami po samą powałę.
Czekam na resztę. Jak będzie możliwość to płyniemy do Burat-aru. Możliwość poznania ekipy ze Spraw Rodzinnych, to nie lada gratka!

: 04 września 2017, 15:47
autor: Keth
Świątynia Sureliona, 26 orakt-ran

Reptillion odłożył kij bez większego przekonania, cały czas wbijając wzrok w stojącego z obwiązaną głową goblina.

- Ketrass będzie barsso ssły! - oznajmił pokazując Milcarrowi wskazujący pazur gestem napominającego mentora - Tyle rassy mówił, sseby nie ssprowadzać tu obssych!

Ślepak machnął w odpowiedzi ręką, rozejrzał się po przejściach do cuchnących stęchlizną sąsiednich pomieszczeń.

- Otlaf jest? Albo Eco?

- Otlaf jesst w sspiżarni, a Eco ussiekł przed chwilą - odparł wciąż niespokojny z powodu obecności obcego astrolog.
Proponuję, abyście teraz - 8ART, Nanatar i Czegoj - obgadali ewentualny wypad do Burat-aru, czółno na trzy osoby macie. Jeśli o więźnia chodzi, Saar Sansar przypilnuje go do powrotu Ketrasa, a potem zacznie się nielicha awantura, bo olf nie znosi sprowadzania do kryjówki innowierców i potencjalnych szpiegów! Proponuję zatem zwiewać do Burat-aru, zanim Ketras się zjawi!

: 04 września 2017, 15:58
autor: 8art
No to chyba płyniemy do wioski, nie? Nawet w razie czego mamy ekstra wioślarza, można rzec "majtka";)

: 04 września 2017, 18:51
autor: czegoj
Spoko ja się pisze na wyprawę.

: 04 września 2017, 19:02
autor: Keth
Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Szebeka cięła ciemnozielone wody ogromnego jeziora zmierzając ku ledwie widocznej daleko na horyzoncie linii brzegowej stałego lądu. Otaczający Eco marynarze, w przeważającej mierze ludzie i orki, chociaż był wśród nich co najmniej jeden półolbrzym, poruszali się po pokładzie statku w sposób całkowicie dla strażnika niezrozumiały, tu ciągnąc za jakieś liny, tam poruszając jakimiś drewnianymi drągami. Widać jednak było, że znali się na swoim fachu, bo pchana silnym wiatrem jednostka sunęła poprzez lekko wzburzone wody niczym wiedziona ręką samego boskiego Sureliona.

Krawędzie zabarwionych na czerwono żagli furkotały donośnie na wietrze, tworzyły wspólnie ze skrzypiącymi linami i pokrzykującymi marynarzami zupełnie nową muzykę, dotąd strażnikowi nieznaną. Czując na twarzy dotyk słonecznych promieni i ciepłego wiatru, Eco złapał rękami za drewniany reling na burcie statku przyglądając się wspaniałej panoramie Wielkiego Jeziora.

Fleituh stał na dziobie szebeki razem z kapitanem jednostki, ogorzałym mężczyzną ludzkiej krwi o imieniu Rangar. Eco nie słyszał, o czym rozmawiali i niezbyt był tym zainteresowany: przebywanie zbyt blisko dziesiętnika zawsze kończyło się kłopotami, toteż gwardzista wolał się trzymać od dowódcy w rozsądnej odległości, ciesząc swe zmysły urokami podróży.

Eco nie miał pojęcia, co Fleituh zamierzał zrobić po zejściu na ląd w Burat-arze, toteż chwilami czuł się na pokładzie szebeki niezwykle samotny i otuchy dodawała mu jedynie świadomość faktu, że oddani druhowie byli gdzieś za rufą płynącego szybko statku gotowi przyjść strażnikowi w razie potrzeby z pomocą.
Eco sprawnie i przyjemnie pokonuje Jezioro, dziesiętnik najwyraźniej wynajął doświadczonego kapitana. Jeśli o resztę ekipy idzie, przyjmuję wstępnie, że do Burat-aru płyną na pewno Milcarr i Otlaf, a być może także Eszar i gobliński więzień.

: 04 września 2017, 19:18
autor: Keth
Port w Chłopskim Kroczu, 26 orakt-ran

- Jak machasz tą chochlą? - sarknął zdenerwowany Otlaf młócąc brudną mętną wodę własnym wiosłem w rytmie zupełnie nie pasującym do tempa Milcarra - Nigdzie w ten sposób nie dopłyniemy!

- To rób to tak jak ja! - odparował równie rozzłoszczony Ślepak - Tu się trzeba przyłożyć, a nie macać po powierzchni czubkiem wiosła!

Zdobyta na goblińskich złodziejaszkach łódka kołysała się niebezpiecznie na wodach portowego basenu, w niepokojąco ospałym tempie przemieszczając się w kierunku łuku w kamiennymi murze stanowiącym wejście na rozległy akwen Jeziora Dan-Ugar.

- Jak się nie pośpieszymy, Eco zdąży dopłynąć na wyspy malauków i z powrotem, zanim my dobijemy do północnego wybrzeża - nie ustępował Otlaf. Mieszaniec wyciągnął wiosło z wody i obejrzał je marszcząc czoło, być może przeświadczony o tym, że kiepskie tempo podróży spowodowane było uszkodzeniem wiosła, a nie brakiem doświadczenia domorosłych żeglarzy.

- Jak się nie uciszysz, to cię utopię! - Milcarr zazgrzytał w wyrazie przemożnej frustracji zębami - Wiosłuj!
Załoga łódki napiera dzielnie na wiosła ścigając swego przyjaciela na pokładzie szebeki!

: 04 września 2017, 23:13
autor: Nanatar
Usłyszawszy od Eco nowiny o wyprawie na drugą stronę jeziora, w jednej chwili pozazdrościłem mu żeglugi, która go czekała. Przygody, która mogła się stać jego udziałem, poza zatłoczonym miastem. Odezwała się elfia krew kochająca swobodę i naturę. Pewnie nie zauważyłem że on wcale nie jest zachwycony. Szybko spakowałem wszystko co jako bard i bosman mogłoby mi być potrzebne w tej krótkiej wyprawie, zawinąłem tobołek i informując obecnych kultystów o swoich zamiarach, nie widząc innej możliwości wyszedłem szukać łodzi, na którą mógłbym się nająć, by dopłynąć do Burat-aru.

Silny, rześki wiatr wziąłem za dobrą wróżbę. Obłoki szybko przelewały się po niebie. Kalkulowałem w głowie jak szybko statek najęty przez straż miejską może osiągnąć cel. Niestety większość łodzi wypłynęła na jezioro wcześnie rano. Rybacy już wracali z połowów, by sprzedać świeży towar. Wytężyłem wzrok lustrując taflę zatoki portowej, żałowałem w tej chwili że nie mam przy boku nikogo z towarzyszy.

Doszedłem do końca rybackiego portu, widząc szykującą się do wypłynięcia załogę dwumasztowca, tuż przy wyjściu na rozległe wody Dan-Ugar.

Deklarowałem że szukam łodzi by się nająć, na rejs do Burat-aru, jeśli zobaczę tak osobliwy widok, jak załoga goblińskiej łodzi nie najlepiej radzącej sobie w zatoce na pewno zwrócę na nią uwagę.
Jeśli będzie to możliwe spróbuję dołączyć i wspomóc kompanów. Na pewno potrafię poprowadzić to czółno. Oczywiście wezmę pod uwagę czy jest to w ogóle możliwe i ile zajmie czasu.
Jestem w stanie przewidzieć pogodę na najbliższe kilka godzin, oraz możliwości łódki.
Do MG:
Spoiler!
Czy ta łódka ma jakiś żagiel czy tylko wiosła? Tylko wtedy jeśli ją spostrzegę. Może zauważę ją wcześniej.

: 05 września 2017, 22:14
autor: Keth
Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Brzeg nieco się w oczach Eco przybliżył, chociaż wciąż był zbyt odległy, by strażnik mógł wypatrzyć jakiekolwiek szczegóły w wąskiej ciemnozielonej linii rozgraniczającej wodę i przestworza na północy. Szebeka zdawała się płynąć szybciej, bo też i wiatr przybrał na sile wypełniając trzeszczący głośno materiał żagli. Dziesiętnik nie zwracał na swego przybocznego żadnej uwagi, siedząc obok steru razem z kapitanem Rangarem i popijając coś z glinianego gąsiorka. Reszta załogi zajęła się własnymi sprawami - któryś z żeglarzy wyplatał z nudów wiklinowy koszyk, paru innych grało w kości. Biedacy wyznaczeni do pilnowania kursu gadali ze sobą półgłosem nie przejawiając żadnego zainteresowania osobą strażnika, co Eco doskonale rozumiał.

Mało ktoś podchodził z życzliwością do przedstawicieli prawa z Ostrogaru, co w opinii strażnika było bardzo krzywdzące.

Chcąc rozprostować kości surelianin jął przechadzać się wzdłuż relingu, ostrożnie stawiając kroki, by przypadkiem nie wpaść do wody. Pokład szebeki nie kołysał się co prawda znacząco, ale fale przybrały wyraźnie na sile i niespokojny gwardzista bez trudu mógł sobie wyobrazić jak wypada za burtę ku uciesze żeglarzy i wściekłości dziesiętnika.

Donośny ryk wstrząsnął znienacka niebiosami, przeszył Eco swym nieposkromionym wigorem. Na pokładzie statku natychmiast zapanowało dzikie ożywienie, marynarze porzucili swe zajęcia osłaniając oczy dłońmi i zadzierając w górę głowy. Na twarz gwardzisty padł jakiś ogromny cień, który zaraz niknął pośród łopotu potężnych skrzydeł.

- Na Kielich, co to? - nie wytrzymał struchlały Eco ściskając oburącz reling - Co to było?!

- Modły do Piana nic nie przyniosą - podpowiedział stojący tuż obok ogorzały ludzki marynarz - Bori byłby na miejscu, jeśli znasz odpowiednie modlitwy. Tam jest!

Eco podążył wzrokiem za palcem żeglarza i jęknął cicho widząc cielsko ogromnego stwora wzbijającego się w górę pomiędzy chmury.

- To smok! - wyrzucił z siebie nieskładnie - Atakuje nas!

- Nic nam nie zrobi! - kapitan Rangar wychylił się przez reling opodal strażnika, wraz Fleituhem przypatrując się wielkiej bestii. Zerkając w stronę dziesiętnika Eco pojął, że jego groźny i surowy dowódca znalazł się pod przemożnym wrażeniem smoka.

- Nic nam nie zrobi, smoki nie atakują tak dużych statków, bo mają praworządną naturę, przynajmniej te żyjące wokół Jeziora - wyjaśnił kapitan, ale coś w jego głosie nie pozwalało Eco uwierzyć tak do końca w te zapewnienia - Czasami swawolą z rybakami, jeśli są w nastroju do zabawy i jeśli kogoś przez przypadek krzywdzą, to zazwyczaj niezamierzenie. Zazwyczaj.

Okrzyki żeglarzy natychmiast skierowały uwagę gwardzisty na smoka, który wychynął bez ostrzeżenia spomiędzy chmur i runął w dół prosto w wody jeziora, niczym złocista strzała lśniąca w promieniach słońca. Kiedy uderzył w powierzchnię wody daleko za rufą szebeki, w górę wystrzelił słup wody, który w opinii Eco sięgnąłby bez trudu blanków Pałacu.

- Pewnie zauważył wielką rybę - oznajmił kapitan, ręką nakazując załodze powrót do obowiązków - Nic nam z jego strony nie grozi. Niedługo dotrzemy do Burat-aru.
Podróż trwa, urozmaicona niecodziennymi rozrywkami. Jestem pewien, że Eco długo zapamięta tak blisko kontakt ze smokiem! Do wstawki z ekipą na czółnie wrócę jutro, muszę wpierw coś policzyć...

: 06 września 2017, 00:06
autor: 8art
- Kurwości, Otlaf! do rzyci dopłynę z tobą a nie do Burat-aru! - warknął zdenerwowany Milcarr zaczynając powątpiewać, że koedykolwiek wypłyną z portowego basenu. Już prędzej wywrócą chybotliwe czółno.

- Ja te kurwie syny przepłynęły na czymś takim całe jezioro?! Otlaf nie wierzgaj jak pijana ladacznica, bo do wody wpadniem! Ja pływać umiem, a ty?
Czarno widzę tę wyprawę na czółnie jak nie ma tam podwójnego silnika Yamahy...

: 06 września 2017, 00:30
autor: czegoj
- To se kurwa wiosłuj sam, ja posiedzę i powiem Ci gdzie skręcać. Albo zaczniemy współpracować, albo ... - Otlaf zawiesił głos, bo nic mu nie przyszło do głowy.

: 06 września 2017, 16:51
autor: dretch
Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Dzień był dla Eco bardzo męczący. Nie dość, że ostatnie chwile spędzone w towarzystwie kapłana czaszkogłowych przewróciły mu flaki w brzuchu na drugą stronę to teraz razem z Fleituhem został napadnięty przez wielka krwiożercza bestię, która w mgnieniu oka mogłaby rozwalić statek bez większych problemu zupełnie dla przyjemności. Z wrażenia tak wielkiego majestatu olbrzymiego gada gwardzista aż padł na cztery litery cofając się w stronę masztu. Wylądował dupą między zwinięte grube liny i z trudem wygramolił się ponownie na pokład nie zwracając uwagi na liczne podśmiechiwanie ze strony załogi Szebeka.

Ta zobaczył rybee, ehe!?- wrzasnął Eco do stojącego obok marynarza. Z trwoga w głosie i z oczami otwartymi do granic możliwości kontynuował: pewnie podpływa do naszego statku gotów nas tu wszystkich zeżreć, takie są te parszywe gady ..

Strapiony możliwością straty życia Eco podsunął się ostrożnie krok po kroku do burty statku. Kurczowo zaciskał dłonie na drewnianej balustradzie w obawie przed wpadnięcie w toń jeziora. Strażnik pomimo tego, że mieszkał na archipelagu nie lubił głębokiej wody, bezpieczna głębokość była do jaj, później w umyśle młodego strażnika rodziła się myśl rychłej śmierci przez utonięcię.

Oczami rzucał raz w lewo raz w prawo wypatrując w falującej wodzie cielska okropnego smoka, miał tylko nadzieje, że gadzina da sobie spokój i ominie statek wielkim łukiem.

Pot zalał czoło gwardzisty kiedy fala wzburzonej wody uderzyła o burtę bardziej kołysząc statkiem. Wzburzona woda z łatwością mogłaby przewrócić masztowiec, przynajmniej tak pomyślał przed rozpoczęciem modlitwy w głowie!

O mój surielonie gdy ty na mnie spojrzałeś,
twoje usta dziś wyrzekły me imię,
swoją barkę nie zostawię na brzegu,
w toń jeziora wypłynę z duszą twą,
Uspokajam się modlitwą w głowie, mam nadzieje że podróż minie spokojnie już do końca. Dopytam marynarzy ile jeszcze będziemy płynąć. Nim dobijemy do Burat-ar i zacznę pytac co to za wyspa gdzie płyniemy, co można tam spotkać. Raczej w formie luźnych rozmów.

: 06 września 2017, 20:37
autor: Keth
Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Woda zalewała Otlafowi oczy, dławiła go, rozpychała się w nozdrzach. Uczepiony wywróconej łódki mieszaniec młócił szaleńczo wolną ręką i obiema nogami próbując walczyć z bezlitosną głębią ściągającą go w dół, w oślizgły mroczny świat utopców, raków i małży.

Spieniona kipiel gdzieś wcisnęła mężczyznę z powrotem pod wodę, zalała mu usta, zdusiła w nich rozpaczliwy wizg. Potworny łuskowaty kształt przerastający rozmiarami największe oczekiwania Otlafa wydarł się w powietrze tłukąc powietrze skórzastymi skrzydłami, rozpryskując wodę we wszystkich kierunkach.

- Zagryzie nas! - do pełnych cieczy uszu mieszańca dobiegł przerażony wrzask Milcarra - Zagryzie!

- Patrz kurwa na tę paszczę! - z drugiej strony Otlafa rozległ się spanikowany szloch Eszara - Połknie bez gryzienia!

Złodziej nie miał pojęcia, dlaczego w jednej chwili miłosierdzie Sureliona opuściło jego wiernych wyznawców. Próby opuszczenia portu początkowo szły jak po grudzie z powodu braku doświadczenia dzielnych żeglarzy, jednakże instrukcje obytego w morzu Eszara szybko zmieniły ów żenujący stan rzeczy. Posługując się ukradzionymi w przystani wiosłami oraz postawionym naprędce własnej roboty żaglem, trzej sureliańscy marynarze zaczęli płynąć całkiem znośnym tempem ku północnemu wybrzeżu.

Wiosłując resztę dnia i całą noc bez ustanku przy jednoczesnym pomyślnym wietrze, mieli w opinii byłego bosmana sporą szansę na to, by pod koniec drugiego dnia wyprawy dobić do brzegu na północy jeziora.

Po trzech godzinach zawziętego wiosłowania Ślepak i Otlaf zaczęli nieco powątpiewać we własne możliwości, bo za rufą łódki wciąż widzieli w całej okazałości portowe zabudowania i mury Ostrogaru. Zachęcani do większego wysiłku dziarsko śpiewanymi balladami Eszara, dwaj marynarze wiosłowali z coraz większym zniechęceniem przez następne trzy godziny, obrzucając się wzajemnie inwektywami i grożąc opuszczeniem wbrew rozsądkowi łódki tylko po to, by zrobić sobie wzajemnie na złość.

Ostrogar wciąż pysznił się za rufą łódki i plecami chrypnącego od ustawicznego śpiewu barda, ale wokół statku surelian zrobiło się wyraźnie pusto. Większość jednostek kupieckich kursowała pomiędzy stołeczną wyspą i portami na południowych brzegach jeziora, będących punktami załadunkowymi dla kupieckich karawan z Ghasty i Olgionu. Walczący z poczuciem coraz większego osamotnienia żeglarze zaczęli podejrzewać, że opadną z sił na długo przed dotarciem do celu podróży.

I wtedy pojawił się smok.
Chłopaki, postanowiłem Wam wynagrodzić dotychczasowe skąpstwo w zabawie. Bardzo faworyzuję Eco i zapewniam mu mnóstwo okazji do zdobywania nowych PD, kosztem reszty drużyny. Nękany wyrzutami sumienia uznałem, że muszę i Wam dać szansę na dodatkowe pedeki i wymyślić coś równorzędnego dla Ecowej wizyty w świątyni Morglitha. Myślę, że smok nada się w sam raz!

: 06 września 2017, 21:29
autor: 8art
Milcarr dziękował Surelionowi, że chociaż oszczędził mu widoku skrzydlatej bestii przed śmiercią. Święcona woda od gwardzisty przestała już działać i słuch zabójcy najmocniej działał na wyobraźnię przerażonego Ślepaka. Trzepot i szum ogromnych błoniastych skrzydeł i skrzek bestii, doprawione wrzaskami Elszara i topiącego się Otlafa robiły piorunujące wrażenie.

Ślepak nie przestał jednak myśleć o kultystach, nawet o utyskującym mu od kilku godzin złodzieju, któremu życzył wcześniej skoku za burtę. Teraz pluł sobie w brodę, że jego życzenie stało się faktem, aczkolwiek niekoniecznie w okolicznościach w jakich by tego chciał. Teraz cała trójka była w kipieli jeziora wzburzonego cielskiem wściekłej bestii. Bosman i Milcarr radzili sobie w toni niezgorzej, ale Otlaf, dla którego najwiekszym akwenem w jakim bywał była balia w łaźni wyraźnie niedomagał, nieprzyzwyczajony do braku gruntu pod nogami. Milcarr przez chwilę rozważał czy nie byłoby prawdziwą łaską dać mu się utopić, niż skończyć w paszczy gigantycznego smoka, ale uznał, że dopóki żyją, dopóty jest nadzieja w Surelionie.

Machnął mocno nogami pod wodą i podpłynął na drugą stronę czółna, skąd dochodziły coraz bardziej dramatyczne próby Otlafa utrzymania się na wodzie. Ślepak sprawnie uczepił się łodzi i położywszy nieco ciężaru ciała na burcie sięgnął ręką w stronę złodzieja

- Khurrrwa muthra! Gnath aburuzk!*

Potem sięgnąszy po sztylet zaczął wołać w kierunku bestii:

- Senim hau-hau! Saldurr wyrt zarr harrasim!**
Podaję rękę poprzez górę czółna, tak aby zrównoważyć ciężar Otlafa, żeby się nie zsuwał z łodzi. Ponmieważ woda od Graama dziła tylko przez kilka godzin, pozwoliłem sobie wpuścić Ślepaka w "blind mode"

* (z orklashu) - O jejku! Łap się ręki!
** (z orklashu) - Ty psie! Zejdź nam z drogi, bo gnaty poprzetrącam!

: 06 września 2017, 21:31
autor: Keth
Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Ogromny złocisty smok spadł do jeziora jakieś ćwierć mili od kołyszącej się na wodzie łódki surelian. Wcześniej zaryczał raz czy dwa wywołując w żeglarzach atak paniki, a kiedy grzmotnął w powierzchnię jeziora, siła zderzenia z taflą wody wywołała ogromną falę.

Milcarr i Otlaf zdążyli wrzasnąć jeden raz, zanim ściana wody nie wywróciła łódki do góry nogami zatapiając przy okazji jej trzyosobową załogę. Śmiertelnie przerażeni mężczyźni robili wszystko, by utrzymać się na wielkich falach, w każdej chwili spodziewając się, że złocisty gad pojawi się w wodzie tuż przy nich i pożre wszystkich jednym kłapnięciem monstrualnej paszczy.

- Odlatuje! Odlatuje! - wydarł się na całe gardło jeden z rozbitków, gdy smok poderwał się w końcu z powrotem w powietrzu unosząc w pysku coś, co migotało w promieniach słońca sprawiając przy tym wrażenie ryby dwukrotnie większej od czółna surelian.

- Nie drzyj gęby, bo usłyszy! - odwrzasnął inny z mężczyzn, dławiąc się przy tym wodą - I wszystkich was zeżre!

Lecz wielki potwór zniknął w tej samej chwili gdzieś w chmurach pozostawiając na przepastnej powierzchni jeziora tonącą łódkę i czepiających się jej rozpaczliwie trzech rozbitków.
Smok ani chybi przestraszył się sztyletów Milcarra! Nie stanowi już dla Was zagrożenia, ale macie teraz inny kłopot, mianowicie niegodną pozazdroszczenia sytuację, bo wygląda na to, że nie zdołacie przewrócić łódki z powrotem na właściwą stronę i jeszcze pozbyć się z niej wody! :o

: 06 września 2017, 21:53
autor: 8art
Milcarr nie sądził żeby stara samica, zapewne czerownego smoka, uciekła, bo wystraszyła się miotanych ze straszną mocą inwektyw zabójcy. Bardziej skłaniał się ku temu, że to żarliwa modlitwa, może nie mówiona oficjalnymi słowy, ale płynąca prosto z serca przerażonego zabójcy spowodowała boską intwerwencję samego Kielicha.

- Khurrwa muthra... Kielich nam sprzyjał. - przyznał cicho, jakby obawiająć się jeszcze gdzieś w głębi duszy powrotu bestii. Teraz mieli jednak inny, twardy orzech do zgryzienia. Jak odwrócić czółno, w dodatku z ledwo trzymającym się na wodzie Otlafem. Szanse na powrót wpław, Milcarr, jako pływak oceniał jako bardzo mizerne, nawet dla siebie samego, a co dopiero dla towarzyszy.

Pozostawało tylko liczyć na łut szczęścia, że w pobliżu będzie przepływałą inna jednostka, która uratuje rozbitków.

- Patrzajcie czy co w pobliżu nie przepływa. Może kto nam pomoże. Jak nie to Eszar pomożesz przez chwilę Otlafowi, a ja spróbuję odwrócić czółno i pozbyć się tyle wody ile zdołam.